Pyskolina oczywiście pyskuje, ale mam w to wbite, jej słowa wlatują mi jednym uchem a wylatują drugim. Głównie dlatego, że ma rację, nie powinienem zaglądać jej w dekolt nawet jakby przyszła goła, bo to było w opór nieprofesjonalne, szczególnie, że byłem jej przełożonym. Niemniej kręcę z dezaprobatą głową, wzdychając przy tym teatralnie. Postanawiam jednak pozostawić jej słowa bez komentarza. Te, oraz kolejne, chociaż fakt, niejednokrotnie widziałem jak zostaje po godzinach żeby porządkować stos dokumentów. Nasza kancelaria miała to do siebie, że zrzeszała naprawdę
specyficzne persony, wszystkich nas łączyło jednak jedno - potrafiliśmy odpierdolić kawał zajebistej roboty jak nikt inny. I Thalia nie mogła być wyjątkiem, czy mi się to podobało czy nie. Wychodzimy z taksówki i obydwoje mierzymy wzrokiem posesję, a w odpowiedzi na jej pytanie wzruszam ramionami -
Obawiam się, że gorzej - wciągam powietrze w płuca. Mam ochotę zapalić, ale się powstrzymuję, po spotkaniu, żeby nie jebać szlugami przy kliencie -
Nigdy nie jestem tego pewny - dodaję, ale posyłam jej pokrzepiający uśmiech. Niezależnie od tego czy się lubiliśmy czy nie, teraz byliśmy w tym razem. I razem podchodzimy pod te ogromne drzwi, gdzie witają nas cyganki, najpierw ta mała, a potem stara -
Mhm - kiwam głową na znak, że rozumiem chociaż posyłam Thalii porozumiewawcze spojrzenie. Niby jak kurwa mieliśmy nie zadawać niewygodnych pytań, skoro nasza praca dosłownie polegała właśnie na zadawaniu niewygodnych pytań. Postanawiam jednak nie dzielić się głośno tą myślą. Zatrzymujemy się na przeszukanie i kiedy jeden z tych wielkich jak dęby chłopów bezczelnie obmacuje moją towarzyszkę to posyłam mu karcące spojrzenie -
Łapy przy sobie - rzucam, jeszcze bardziej złowrogo mrużąc oczy -
Co powiedziałeś? - pyta się mnie, na co odpowiadam bez zawahania -
Że masz trzymać łapy przy sobie - facet krzywi się, już robi zamach jedną ręką, żeby mi przywalić wierzchem dłoni jak alfons swojej kurwie, ale w ostatniej chwili słyszę krzyk tamtej starszej kobiety. Już się zdążyłem wzdrygnąć, instynktownie zamknąć ślepia i nieco się zasłonić, ale na szczęście obyło się bez mordobicia. To znaczy obyło się bez klepania mojej mordy, bo ta cygańska matrona dosłownie zdjęła ze stopy klapka żeby kilka razy uderzyć jednego z tych byczków, drugi się śmieje, na co też dostaje butem w łeb. Kurwa, co tu się odpierdala. Baba zwraca się do nas, a ja kiwam tylko głową, że rozumiem, bo nie mam zamiaru wchodzić z nią w żadną dyskusję, zdecydowanie nie chciałbym oberwać klapkiem. Razem z Rosenhall jakoś tak automatycznie zbliżamy się do siebie -
Kurwa, nie mam pojęcia co tu się odpierdala, jak Grant nie zgodzi się na podwyżkę dla ciebie i przy okazji dla mnie to pierdolę to. Oby tylko Dragan odpowiednio płacił - mówię szeptem, nieznacznie pochylając się w jej stronę. Wychodzimy na tyły posiadłości i ta część podwórza wygląda po prostu tragicznie. Jest tam jeszcze więcej cyganów w różnym wieku, dosłownie wszyscy gapią się na nas jakby już teraz zastanawiali się gdzie opchnąć nasze nerki i czy będą mieli jakikolwiek pożytek z innych organów. Sam teren jest obskurny i zagracony, gdzieś w tym całym pierdolniku dostrzegam kowadła, młoty i tarcze z numerami, z których wystają powbijane głęboko noże. Wokół kręci się więcej psów, niektóre są strasznie wychudzone. Masakra. Łapię swoją stażystkę pod rękę i jeszcze bardziej przyspieszam kroku, bo przecież widzę, że to ona ściąga na siebie całą uwagę, co właściwie nawet mnie nie dziwi, skoro większość towarzystwa to mężczyźni. Oddycham z niemałą ulgą kiedy wreszcie przekraczamy próg stajni. Pomieszczenie jest ogromne, a gdzieś w głębi siedzi Victor Dragan we własnej osobie. Na jebanym tronie. W tle leci piosenka, którą znam i która przywołuje miłe wspomnienia. Już otwieram usta, żeby zapytać Thalii czy pamięta ten utwór, ale w porę orientuję się, że niby skąd? Nie wiem czemu na ułamek sekundy ujebało mi się, że tamta dziewczyna, z którą spędziłem fantastyczny, zimowy wieczór to ta sama osoba co Rosenhall. Ech, mózgu nie mózguj tyle, bo coś ci nie idzie. Otrząsam się po chwili, kiedy nasz klient podrywa głowę i zwraca się bezpośrednio do nas -
Tak, po to tu jesteśmy - odpowiadam, chociaż widzę, że mnie nie słucha, tylko znowu zaczyna lamentować -
Mój biedny Juno, oj, mój biedny Juno - przesuwa palcami po zdjęciu. Gdzieś z lewej dochodzi do nas głośne parsknięcie konia. Wcześniej nie zauważyłem zwierząt, ale one naprawdę tu były, pochowane w ciemnych boksach. Spoglądam na Thalię, po czym robię kilka kroków wprzód, żeby zbliżyć się do tronu, zachowuję jednak bezpieczną odległość -
Panie Dragan? Czy mógłby pan nam - nie kończę, bo facet unosi jeden palec, tym samym dając mi do zrozumienia, że mam się nie odzywać. Zamiast tego pokazuje nam zdjęcie. Fotografia przedstawia portretowe ujęcie jakiegoś chłopaka, bardzo młodego, ma uśmiechniętą, okrągłą twarz, potargane, ciemne włosy i piękne, radosne oczy. Wbijam spojrzenie w zdjęcie -
Czy ten chłopak wygląda na kogoś, kto mógłby popełnić jakiekolwiek przestępstwo? - pyta Victor, a ja unoszę na niego wzrok -
Panie Dragan, możemy przejść do - zaczynam, ale znowu wcina mi się wpół zdania -
Odpowiedz na pytanie! - rzuca ostro, uderzając wolną dłonią w jeden z podłokietników -
Nie, nie wygląda - przyznaję, a on patrzy wyczekująco na Thalię, a potem gada dalej -
No właśnie, nie wygląda, więc jak można oskarżać go o coś takiego?! - kręci głową, znowu odwracając fotografię w swoją stronę. Na moment zapada cisza, którą decyduję się przerwać. Mieliśmy tylko trzydzieści minut, a do tej pory nie dowiedzieliśmy się niczego. Postanawiam zacząć jeszcze raz, trochę inaczej -
Kim jest Juno? - pytam, zaś facet wzdycha przeciągle -
Mój biedny Juno, mój średni syn. Jedyny udany. Najstarszy jest głupszy od młota, po prostu debil, a najmłodszy... Ajajaj, chce zostać muzykiem - krzywi się i spluwa siarczyście na ziemię -
Ładnie gra na akordeonie, to fakt, ale Draganowie od zawsze zajmują się końmi i nożami, a nie żadnym - tym razem to ja wchodzę mu w pół słowa -
Nożami?... - mruży groźnie oczy -
Tak, nożami, obróbką stali, kowalstwem, wiecie co to jest kowalstwo? - pyta, jakbyśmy też byli jakimiś debilami. Kiwam głową. Dragan przywołuje nas do siebie gestem ręki -
Chodźcie bliżej, coś wam pokażę - waham się, zerkając kątem oka na dziewczynę, ale chyba nie mamy wyboru, więc powoli zbliżamy się do tronu, ja staję pół kroku przed Thalią, w razie gdyby zrobiło się niebezpiecznie. Victor wstaje ze swojego tronu, dopiero teraz widzę, że jest niski i wątły, malutki, przynajmniej o pół głowy niższy ode mnie, a nawet ja nie należę do rosłych mężczyzn. Odkłada zdjęcie na siedzisko i sprawnym ruchem na nowo odwraca się w naszą stronę, mierząc w nas ostrym narzędziem, błysk noża wali nam po oczach, a ja reaguję jakoś instynktownie, szybko łapiąc Rosenhall za ramię, żeby odciągnąć ją za siebie. Dragan reaguje głośnym śmiechem -
Co? Boisz się? Nic wam nie zrobię, patrzcie na to - wyciąga rękę w moją stronę coby bez żadnego ostrzeżenia wyrwać mi z głowy pojedynczy włos. Syczę cicho z bólu, ale przyglądam się jego dalszym poczynaniom. Trzyma nóż w poziomie, ostrą częścią do góry i unosi wyżej mój włos, wypuszczając go z uścisku wprost na ostrze. Przecina go wzdłuż na dwie części. O kurwa, musi być naprawdę w chuj zaostrzony. Dragan widzi moją minę, zaś na jego twarz wstępuje triumfalny uśmiech -
Co? Robi wrażenie, nie? - no robi, robi, nie sposób się nie zgodzić.
Thalia Rosenhall