—
Blue Lagoon? — uniosła w górę jedną brew, gdy Kira podzieliła się z nią swoim ulubionym drinkiem. Na moment przekręciła w bok głowie i przyglądała się jej uważnie, jakby tym gestem chciała ocenić, czy pasował do niej niebieski trunek. Zaraz jednak okazało się, że nie tyle pasował do Finch co do
oczy Daisy. —
A wiesz, że chyba nie próbowałam — pokręciła głową odpowiadając na pytanie. —
A myślisz, że będzie mi bardziej smakować, jak będzie pod kolor oczu? — w sumie ciekawa teoria. Nigdy wcześniej nie myślała o tym w podobnych kategoriach. Chociaż z drugiej strony o aucie też nie, a tu proszę! Skończyła z Audi w kolorze własnych oczu i podobno było jej w nim
całkiem do twarzy. —
Ale to czekaj — znowu nachyliła się w kierunku Finch. —
Jak robimy pod oczy to… do ciebie Gin z Tonikiem — oznajmiła nagle, pstrykając palcami. Ale wymyśliła, ho ho. Był to jedyny drink jaki przyszedł jej go głowy, który miał szary kolor. Bo może i dobra, teoretycznie można by podpiąć pod to wszystkie przeźroczyste alkohole, ale wtedy nie był to drink. Oczy Kiry miały wiele kolorów, jednak to co sprawiało, że były takie wyjątkowe to zdecydowanie szary odcień. Niby czasami wpadał w lekko niebieskawy, ale tak naprawdę najwięcej miała w sobie grafitu.
Daisy sama nie wiedziała, po co właściwie spytała o Harriet i to, czy Finch planowała jeszcze tego wieczoru zapukać do jej drzwi. Liczyła na to, że powie, że nie? Może trochę, bo kiedy tylko blondynka powiedziała, że jeszcze się okaże, Whitmore gdzieś tam głęboko głęboko w środku odczuła niewielki żal. Oczywiście kompletnie zignorowała to uczucie i po prostu ruszyła dalej z tematem, nic po sobie nie pokazując.
—
Często masz takie jednorazowe przygody? — spytała nagle, upijając kilka łyków aperola. Akurat w ich znajomości, często zadawały sobie bezpośrednie pytania, dlatego nawet nie pomyślała, że Kira mogłaby nie chcieć na to odpowiedzieć. —
No wiesz, że poznajesz jakąś laskę, ledwo dowiesz się jak ma na imię i bajlando? — doprecyzowała, autentycznie zainteresowana. Whitmore jako osoba związana od szkoły i już na zawsze zawsze ciekawiło, jak to wyglądało w przypadku ludzi, którzy nie mieli żądnych zobowiązań i woleli przygody nad stabilizacją. —
No bo skąd wiedzieć, że to nie jakaś psycholka, która nad ranem poderżnie ci gardło? — zaśmiała się, bo oczywiście to był żart, ale gdzieś tam w tym śmieszku było trochę prawdy. Mało się teraz słyszało o tych wszystkich randkach z Tindera, które poszły nie tak, jak powinny? Jak wiele ludzi stawało się ofiarami nie tylko oszustwa ale też przemocy? I może z dziewczynami było trochę inaczej, ale zawsze była szansa, że trafi się jakaś wariatka!
Spuściła spojrzenie na telefon, gdy Kira spytała, czy Bianka i Marco planują w ogóle do nich dołączyć, czy jednak zostają w hotelu.
—
Właściwie to już są w drodze — oznajmiła i przekręciła telefon, żeby pokazać blondynce wiadomość od koleżanki z redakcji. Oczywiście los też chciał, żeby akurat na górze, gdy Kira patrzyła na komórkę pokazał się też SMS od Rowana, w którym jasno i dość… dobitnie wyraża swoje niezadowolenie faktem, że Whitmore znowu poszła
imprezować. Daisy jak tylko to zobaczyła, niby spróbowała od razu przekręcić telefon, zawstydzona za własnego męża, ale i tak wiedziała, że Kira to przeczytała. Zablokowała szybko komórkę i westchnęła. —
Powinni być lada moment — spróbowała pociągnąć jeszcze temat, żeby przypadkiem nie zszedł on na Rowana i znowu sięgnęła po szklankę z alkoholem, która powoli robiła się coraz bardziej pusta. Ruda akurat skończyła śpiewać swoją piosenkę i zeskoczyła ze sceny w akompaniamencie pojedynczych oklasków. Niby wszystko okej, normalna sprawa, tylko zaraz Whitmore miała dziwne wrażenie, że kobieta spojrzała w ich kierunku i też się w nim skierowała.
—
Czy ona… — nawet nie zdążyła dokończyć, bo Ruda już odrzuciła DJowi mikrofon, zarzuciła długimi włosami i faktycznie zaraz znalazła się przy ich stoliku, siadając sobie jak gdyby nigdy nic naprzeciwko.
—
Ale macie energie!!! — rzuciła od razu z grubej rury, waląc dłońmi o stół i nachylając się w ich kierunku. —
Normalnie prawdziwa synchronizacja kosmiczna! Aż musiałam się do was dosiąść. Ahh i gdzie moje maniery, Marigold jestem — nawijała jak najęta, nawet nie dając im dojść do słowa, a zaraz wyciągnęła rękę w stronę Kiry.
what the fuck is happening