Nigdy nie porównałby swojego życia do filmu akcji. Nie powiedziałby, że jego życie czy działania jego organizacji jest w jakkolwiek znaczącym stopniu podobne do tego, co przedstawiały produkcje dostępne na platformach streamingowych. Ciężko było też porównać swoją pracę do filmu, bo tam gdzie dla innych zaczynała się filmowość, dla niego była to po prostu codzienność. Uprowadzenia, handel bronią czy narkotykami lub ludźmi, dlługi oraz ich windykacja, strzelaniny i śmierć – dla niego to był chleb powszedni i coś, w czym zanurzył się na dobre, gdy osiągnął wiek nastoletni. Jego udział we wszystkim miał nieco mniej z filmu akcji, a bardziej z thrillera psychologicznego, bo nie brał szturmem magazynów, rzadko kiedy brał udział w strzelaninach. Ale pociągał za więcej sznurków, niż mogłoby się wydawać.
Dlatego nie porównałby życia do filmu akcji. Do jakiegoś dokumentu o ‘Ndraghetcie.
Nawet to, co wydarzyło się dzisiejszego dnia, na jego własnym ślubie, mogło być szybciej wkalkulowanym, oczywistym ryzykiem, a nie czymś, co nie miało prawa się zdarzyć.
Powinien był to, kurwa, przewidzieć.
I prawda była taka, że bardziej wściekły był na siebie, niż na swoich ludzi, że zawiedli. Większe zarzuty mógł postawić sobie, niż Damonowi. Bo nie przewidział wszystkiego. Bo oparł się na innych ludziach.
Cudem rozminął się z plątaniną dwóch samochodów, która wydarzyła się przed nim. Można powiedzieć, że część tego cudu sięgnęła też Navi. Tyle tylko, że on nie wierzył w żadną, boską interwencję. Ani w szczęście. Jedynie, jeśli już, w czysty przypadek.
Sytuacja taka, jak ta, była idealnym sprawdzianem dla jego umysłu. Problem był jednak taki, że nie miał na tyle czasu, aby zaplanować to wszystko – jak zawsze- trzy ruchy na przód, tylko musiał jechać na granic błędu i pilnować się, żeby jej nie przekroczyć.
Drzwi się nie ruszały, choć konstrukcja pojazdu z tej strony była niemal nienaruszona. W pecha też nie wierzył, a bardziej w automatykę pojazdu – w końcu w większości drzwi się zamykały automatycznie po osiągnięciu pewnej prędkości. Włożył rękę do środka, pomimo szkła, jednak z drugiej strony nie dało się również ich odblokować. Zaklął, ale tylko w myślach, nie mącąc swojej spokojnej twarzy.
Podniósł spojrzenie na Navi, kiedy ta szarpała się z pasem. Auto zadrżało niebezpiecznie, kołysząc się.
—
Nie ruszaj się — odpowiedział, spokojnie ale z pewną ostrością w głosie, jak gdyby ją karcił z tą swoją elegancją i wyważeniem. —
Spójrz na mnie, mia cara — powiedział, dokładnie takim samym tonem, jak zawsze mówił, jak każdego dnia. Spokojnym, opanowanym, pozbawionych emocji. Tu emocje mogłyby go mocno zdradzić, miałjednak ten luksus, że nigdy nie dyrygowały ani jego głosem, ani działaniami. —
Nic więcej ci się nie stanie, rozumiesz? Jesteś bezpieczna. — Nie obiecywał, tylko podejmował decyzję. To tak jakby miał przejąć kontrolę nad losem, nad fizyką. Ale ton jego głosu przy tym złagodniał, jak gdyby tym miał ją przekonać i zachęcić do tego, by nabrała spokoju. By uspokoiła nawet własny oddech.
—
Powoli — dodał, wychylając się przez rozbite okno do środka pojazdu. —
Patrz na mnie, carissima — dodał, świadomie wpuszczając na swoje wargi niewielki uśmiech, jakby samym tym, jeśli nie wcześniejszą deklaracją, miał ją przekonać, że wszystko będzie w porządku. Sięgnął do jej pasa, starając się nie dotykać swoim ciałem ramy okna i odpiął go. Jeden problem mieli z głowy, zostawał ten główny.
Auto znów zachwiało się, tym razem dosadniej, przesuwając się kilka milimetrów, co dla niego było jasnym sygnałem, że czas się kończył. Ale nie mógł niczego pospieszać, gwałtowność tylko by ten czas całkowicie wyczerpała.
—
Wysiądziesz, wsiądziemy do auta i pojedziemy daleko stąd — zapewnił tak, jakby to było całkowicie proste i w pełni możliwe. —
Obejmij mnie teraz mocno — polecił, pozostając nachylonym do środka. — Dokładnie tak. Jak przy naszym pierwszym tancu — dodał, mówiąc to z taką łatwością i lekkością, jak gdyby nie byli teraz w sytuacji zagrożenia życia, a wspominali wesele. To, które zakończyło się szybko i ekstremalnie. Sam objął ją ciasno i zaczął wysuwać się z auta, ciągnąc ją naturalnie za sobą. Wrak znów niebezpiecznie zachwiał się, tym razem mocniej, kiedy dolna część Navi, za górną, przesunęła się w stronę okna.
Nie oglądał się na pojazd, stabilnie wyciągając kobietę za sobą przez okno. Podchwycił ją nieco inaczej, kiedy jej tułów wysunął się poza pojazd. Auto ze zgrzytnięciem przesunęło się o te kilka milimetrów, przechylając niebezpiecznie w stronę spadku.
—
Devo dire che oggi Lei è davvero molto elegante — mruknął, z tym samym stoicyzmem, z tym samym czarem i niewielkim, przekonującym uśmeichem, wyciągając ją
niemal całkowicie z wraku.
Niemal.
Coś zacisnęło się na samej kostce Navi, kiedy już miała całkiem opuścić wrak. I był to Subin.
— Nigdzie… nie… idziesz — wywarczał przez ból. — Zostajesz ze mną. Jesteś moja.
Sempre e per sempre dalla stessa parte mi troverai