Westchnął głośno, drapiąc się za uchem. To, co powiedział, nawet obok optymistycznej wersji nie stało – zdawał sobie z tego sprawę. I właśnie dlatego…
— Dlatego potrzebuję twojej pomocy. Pomocy kogoś z wieloletnim doświadczeniem, pomocy kogoś bardziej zaufanego. — A nie pierwszego lepszego detektywa, który przejrzy papiery i stwierdzi, że wszystko się w nich zgadza. Bo teoretycznie się zgadzało. Intuicja podpowiadała jednak Gardnerowi, że coś było nie tak. — Wiesz, kto ostatnio proponował mi pomoc przy tej sprawie? Dwudziestoośmioletnia pani detektyw, która zainteresowała się tym bagnem tylko dlatego, że na mnie leci. — Rozłożył ręce, a potem upił łyk wina, zanim kontynuował: — Nikt nie chce się w tym babrać i wcale mnie to nie dziwi. A nasz delikwent ma alibi takie, że żadne. Niby był w tym czasie w biurze, niby miał jakąś wideokonferencję do dwudziestej drugiej, a potem odpisywał na maile, ale przecież to można ustawić. On z biura wyszedł, tamta kobieta już nie. — Znowu westchnął.
„Nie wiem czy zauważyłeś, ale obecnie mam lekko ograniczone możliwości”.
— Tak, zauważyłem — odparł z rozbawieniem, przyglądając się jej nodze. — Musiała nieźle oberwać — pomyślał.
Ale tego, co usłyszał następnie, raczej się nie spodziewał.
Od swojej kobiety? Uniósł jedną z brwi, podsuwając kieliszek do ust. Niby pamiętał z czasów szkolnych, że Ev lubiła też dziewczyny, a jednak się zdziwił. Czy ona przypadkiem… nie miała męża?
— No to chyba mamy co nieco do nadrobienia. Zatrzymałem się gdzieś na twoim rozwodzie, kiedy cię sprawdzałem — rzucił zaczepnie.
Poszedł za ruchem znajomej i też przechylił kieliszek, wlewając w siebie resztki alkoholu. Skrzywił się, a potem nagle ożywił. Chyba ostatecznie udało mu się ją namówić.
— Jesteś cudowna, wiesz o tym? — Odłożył szkło na blat i klasnął w dłonie. — Podrzucę ci wszystko i jeszcze więcej. Co chwila dochodzi coś nowego. Będziemy w kontakcie. — Mrugnął do niej. — No a teraz… możemy chyba pogadać o czymś przyjemniejszym, co? — Rozejrzał się dookoła. — Sikacz zaraz się skończy, ale i tak prowadzę. Usiądźmy gdzieś, nie możesz tak stać z tą nogą.