25 y/o
For good luck!
184 cm
gitarzysta i wokalista w zespole The P!x3ls
Awatar użytkownika
shooting star, straight through the heart.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Uwielbiał wyzwania.

Coś z pozoru nieosiągalnego, skazanego na przegraną albo po prostu cholernie ciężkiego do zdobycia. Nie był osobą, która się poddawała, kiedy już wbiła sobie do głowy jakiś cel. Było to dość paradoksalne, bo w kwestii własnego zdrowia i diagnozy, którą od niedawna nosił - wszystko wyglądało zupełnie inaczej. O siebie nie dbał. Chodził spać po nocach, budził się o absurdalnych godzinach, przesypiał zajęcia i właśnie dlatego dzisiaj wylądował u dziekana na dywaniku. Od tamtej wizyty w szpitalu stracił motywację do wszystkiego poza śpiewaniem i muzyką. Reszta rozmyła się gdzieś po drodze. Przestała mieć jakiekolwiek znaczenie...
Aż do teraz.
Do tego momentu, w którym rzucił plecakiem, a ten uderzył o nogi chłopaka wyglądającego tak, jakby ktoś wyjął go z zupełnie innej rzeczywistości. Wziął go sobie za zadanie. Chciał go poznać. Chciał dowiedzieć się, co siedziało mu w głowie i co ukrywało się za tymi błękitnymi tęczówkami, w których, gdyby pozwolił sobie na odrobinę głupoty, pewnie mógłby utonąć. Chciał sprawdzić, jak daleko będzie w stanie się posunąć... jak bardzo będzie musiał nacisnąć, żeby go odepchnął?

Co by było, gdybym go przeleciał?
Ta myśl pojawiła się nagle, bez zaproszenia, ale Benji nawet nie próbował jej przegonić. Zamiast tego przyjął ją, jakby była kolejnym wyzwaniem do pokonania. Nie obchodziło go, czy po drodze uczucia chłopaka zostaną jakoś naruszone. Zresztą blondas wyglądał, jakby ich nie miał. Nie miał też ochoty dyskutować z tym chłopakiem w kwestii imienia. W głowie i tak zdążył już ułożyć sobie scenariusz, w którym tamten pojękuje w nocy jego imię bliżej ucha. A jego plan zaczął się od pozostawienia numeru na dłoni chłopaka.

Bawiło go to, jak blondyn reagował na jakikolwiek dotyk, na każdą zaczepkę, na każde słowo, które Benjamin wypowiadał z pełną świadomością, że coś tam ruszą. Czy on mówił w jakimś kosmicznym języku? Serio, nie rozumiał. To nie było aż tak skomplikowane. - Faceci też lubią takie rzeczy - zmrużył oczy, przyglądając się chłopakowi z rosnącym rozbawieniem. - Czemu nie powinienem? - chciał sprawdzić, jak bardzo kręciły go rzekomo kobiety, które tak usilnie stawiał przed sobą jak tarczę. Zresztą, co on się przejmował? Nawet jeśli chłopak faktycznie był hetero, nie stanowiło to dla Benjamina powodu, żeby się zniechęcić. Wręcz przeciwnie. To była po prostu kolejna przeszkoda do pokonania. Kolejne 'nie', które aż prosiło się o sprawdzenie, czy naprawdę było takie pewne. - Męskie ciało to też arcydzieło - rzucił z szerokim uśmiechem. - Mogę ci pokazać wieczorem. - Zaśmiał się, a kiedy blondyn nazwał go niemożliwym, Benjamin tylko uniósł dłoń do twarzy i teatralnie się nią wachlował - Ach, dziękuję, my pleasure.

Duma, która przepływała przez całe jego ciało została przerwana w momencie, gdy zarzucił ramię za szyję chłopaka. No takiej reakcji to się po sztywniaku nie spodziewał! Benjamin tylko mu się przyglądał, skanując jego minę, która wyglądała na cholernie zirytowaną. Oho. Nie był zadowolony. W żadnym wypadku i dodatkowo mówił do niego innym językiem… francuskim bodajże? Umiał zaśpiewać pokracznie tylko jedną piosenkę po francusku, ale to po pijaku, na trzeźwo wolał nie próbować. Zważywszy na to w jaki sposób tamten wypowiadał słowa, musiał nauczyć się języka od małego. Wpływowa rodzina, eh? Wszystko powoli zaczynało mieć cholernie dużo sensu. Zerknął na swoje przedramię, które jeszcze chwilę wcześniej było trzymane przez Kierana z niemałą siłą, i naprawdę, jak cholera, się zdziwił. Powinien przeprosić, prawda? To byłaby najrozsądniejsza rzecz, jaką mógłby teraz zrobić...

Problem polegał na tym, że Thallman do osób rozsądnych nie należał. Nawet gdyby bardzo chciał. Dlatego jakakolwiek konsternacja, jakikolwiek cień miny sugerującej, że może zrobiło mu się przykro, bo doprowadził tamtego do takiego stanu, zniknęły z jego twarzy równie szybko, jak się pojawiły. Zamiast tego uśmiechnął się szeroko i podszedł o krok bliżej. - I like it when you’re talking dirty to me. - Wybuchnął śmiechem, bo no przecież musiał. Głupio było nie skorzystać z okazji, skoro Kieran sam podsunął mu ją pod nos, - Wyluzuj! To tylko żarty. Tak się zachowują koledzy, nie? - Spojrzał na niego z rozbawieniem i miną typu hellooo, czy to nie jest najbardziej oczywista rzecz na świecie? Jasne, gdzieś tam w głowie miał świadomość, że może właśnie przekroczył kolejną granicę. - Dobra, to co mamy w planach? - zapytał, - Idziemy się uczyć? Czy chcesz, żebym sobie poszedł? - Wyciągnął telefon z kieszeni i pomachał nim przed twarzą blondyna - Pójdę tylko i wyłącznie, jeżeli obiecasz mi, że do mnie napiszesz i... - uniósł drugi palec, - I że będziesz odpisywać na moje wiadomości. - Uśmiechnął się szerzej, po czym opuścił dłoń i wsunął jedną rękę do kieszeni, przyglądając się kujonkowi z tą zbyt pewną siebie miną. - To jak?

Burreau
24 y/o
For good luck!
175 cm
student prawa, stażysta Vishwakar, Bradford & Grant Llp
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimki
typ narracjinarracja trzecioosobowa
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

Czuł wewnętrzne zmęczenie spotkaniem z chłopakiem. Nie nawykł do aż tak wzmożonego wysiłku w kontaktach międzyludzkich. Nawykł do przebywania w samotności i odkąd pamiętał najlepiej czuł się w swoim towarzystwie. Już jako dziecko oddawał się przyjemnościom płynącym z czytania poszczególnych książek, chłonąc zapisane w nich słowa. Z lekkością wymieniał potencjalne spotkania z rówieśnikami na zaszycie się w bibliotece rodzinnego domu, znikając pomiędzy lekturami na długie godziny, póki Alice go nie znalazła, przypominając, że literami człowiek nie mógł się najeść i zabierała go na kolejny posiłek. Była jedyną osobą w jego życiu, która miała dla niego ogromne znaczenie. Gdyby to od niego zależało, nie potrzebowałby niczego więcej - tylko jego niania oraz płótno, na którym mógł spisywać swoje myśli, na zawsze utrwalając je w obrazach.
Starcie z Benjaminem nadwyrężało jego energię sprawiając, że bateria socjalna była na znacznym wyczerpaniu. Do tej pory nie zakładał, że ktoś w ogóle był w stanie zmienić jej poziom, który Kieran utrzymywał w stałej linii. Proste rozmowy, czasem bardziej skomplikowana debata, może spotkanie przy herbacie z kimś, kogo mógł nazwać przyjacielem. Bo tak wymagało przystosowanie socjalne. Thallman jednak był zjawiskiem nad wyraz skomplikowanym. Nie dość, że wparował swoimi buciorami w przestrzeń Kierana, tak dodatkowo w niej został, niezrażony odpowiedziami blondyna. Ludzie w większości przypadków odpuszczali, nie będąc w stanie podołać konwersacji, która z poczatku mogła wydawać się sztywna, z czasem jednak zyskując na wartości. Wystarczyło tylko wytrzymać. W tym wszystkim nie rozumiał, co kierowało Benjaminem. Nie był ponętną blondynką o kształtach, na które większość mężczyzn patrzyło jedynie pod względem seksualnym, nie dostrzegając prawdziwego piękna kryjącego się w każdym załamaniu, w każdej nierówności. Nie miał do zaoferowania imprezowego życia, które pasowało do jego rozmówcy. Burreau był w stanie postawić sporo na zakład, że chłopak wiele czasu spędzał w klubach lub miejscach, które on sam omijał szerokim łukiem nie dostrzegając w nich niczego, co mogłoby dawać radość. Benjamin był sprzecznością, był zagadką, znacznie bardziej skomplikowana niż internetowa gra ZestRiddle, w którą swego czasu uwielbiał grać. Tu rozwiązanie nie było tak oczywiste pomimo podpowiedzi.
To go w dziwny sposób irytowało, chociaż ta emocja nie była w pełni ukształtowana. Powoli się skradała czekając na moment, w którym będzie mogła pokazać swoją potęgę.
Kolejna szybka analiza po kolejnych słowach Benjamina. Skąd brała się ta przesadna pewność siebie i przekonanie, że miał rację? Powoli lustrował jego twarz, jakby miał znaleźć tam odpowiedzi na nurtujące go pytania. nie znalazł jednak niczego zadowalającego.
-To sprawa osobista. Ja nie wypytuję ciebie, co lubisz i kto ci się podoba. Dodatkowo jestem zdania, że te preferencje nie definiują człowieka, więc ta informacja jest zwyczajnie zbędna - odpowiedział i skinął lekko głową na potwierdzenie własnych słów. Nie miał niczego przeciwko osobom, które lubiły tą samą płeć. Oceniał ludzi w trochę innej skali, starając się bardziej skupić na ich inteligencji i duszy.
Jego wzrok mimowolnie prześledził całą jego sylwetkę, wolno zatrzymując się na poszczególnych partiach. Czy mogło być arcydziełem? Jak prezentowałoby się uwiecznione farbami. Zaraz pokręcił lekko głową.

-Nie. Męskie ciało nie ma tej tajemniczości, co kobiece. Męskie widzę każdego dnia w lustrze i nie ma przede mną nic do ukrycia. Kobiece zaś jest naszpikowane zagadkami, wręcz idealne - wzruszył ramionami. jego ciało nie było doskonałe i założył, że niemal każde należące do facetów wyglądało podobnie. Miało liczne skazy, co pod względem artystycznym może było i piękne, jednak kieran był znudzony każdą linią, którą widział w lustrze.
Wycofanie się z tej konwersacji było planem doskonały. Nie unikał konfrontacji, ale nie miał teraz czasu na dalsze dywagacje. Benjamin nie odpuszczał, pozwalając iskierce zapłonąć. Kieran, zazwyczaj spokojny i trzymający emocje na wodzy, z jakiegoś powodu się uniósł, co było szokiem dla niejednej osoby znajdującej się na korytarzu. Z zaciśniętymi ustami, przypominającymi wąską kreskę, mierzył spojrzeniem twarz chłopaka czując, jak serce zaczyna bić mu szybciej. Powinien się uspokoić, bo takie podniesienie ciśnienie mogło w przyszłości doprowadzić do zawału. Nie drgnął, kiedy ten zbliżył się bardziej. Nie spuszczał z niego uważnego wzroku, jakby od tego miało zależeć jego zwycięstwo. I tak poniekąd było.
-Nie jesteśmy kolegami. Poza twoim imieniem nie wiem niczego na twój temat. Może poza cechami, które zaprezentowałeś. Koledzy znają się chociaż trochę - odpowiedział, przechodząc już na angielski, co znaczyło, że odzyskiwał nad sobą kontrolę. Odetchnął, powoli wypuszczając powietrze, by zrelaksować myśli tak skutecznie wprawione w chaotyczny wir przez Benjamina. - MY mamy w planach? - Brwi powędrowały ku górze. Nie było żadnych ich. - Teraz chcesz się uczyć, kiedy na wykładzie nie okazywałeś nawet zainteresowania? Nie składam obietnic bez pokrycia, a nie mam czasu na odpisywanie na wiadomości, które nie są ważne - skomentował. Używał telefonu jedynie do naprawdę ważnych spraw. Nie posiadał nawet konta w mediach społecznościowych, pojawiając się w internecie głównie w związku z bankietami charytatywnymi.
Niespodziewanie poczuł uderzenie, które doprowadziło do zachwiania - jakiś spóźniony studenciak nie panujący nad własnym zegarkiem pędził korytarzem, potrącając przy okazji Kierana, który zaskoczony poleciał do przodu. Wyciągnięta dłoń, mająca stanowić asekurację i uratować jego twarz przed kontaktem z podłogą, zatrzymała się na torsie Benjamina. Stał się hamulcem, dzięki któremu Burreau zdołał ustać, nie przytulając się do posadzki.
-Dlatego właśnie bieganie po korytarzu jest zabronione. Ludzie powinni trzymać się zasad, bo inaczej zapanuje jeszcze większy chaos - powiedział, zaraz skupiając się na swojej dłoni. Wpatrzył się w nią z lekko zdziwionym spojrzeniem, czując pod palcami delikatne bicie serca Benjamina.

benjamin thallman
ODPOWIEDZ

Wróć do „University of Toronto”