ODPOWIEDZ
34 y/o
MADITO
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granicy między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
przekleństwa
Czy gdyby ten dzisiejszy dzień nie potoczył się tak, gdyby ułożył się inaczej, to oni odkryliby to, że czekali na siebie to osiem lat? Czy wciąż udawali by, że są sobie obojętni?
Udawaliby, że ich serca biją dla kogoś zupełnie innego, kiedy one zawsze rwały się w piersi do siebie.
I może nawet dzisiaj rano, oni jeszcze wciąż udawali, że to tylko... nienawiść. Niechęć, która jeży włosy na karku.
Teraz też to robiła, ale zdecydowanie nie była to niechęć. Już czuli doskonale, że to coś zupełnie innego.
Iskry pod skórą, kiedy sunął palcami po jej rozgrzanym udzie, a ona drżała, kiedy sięgał do miejsc, które już wcześniej chaotycznie badały jego opuszki, ale teraz miały je odkryć naprawdę.
- Ciebie... całą - mruknął od razu, kiedy pociągnęła go za język. Chciał ją poczuć, jeszcze bardziej. Dokończyć to, co przerwał im w łazience ten dzwonek do drzwi, kiedy byli już tak blisko...
Teraz też byli. Już czuł na palcach, jak bardzo ona też tego chciała, tego samego co on. Czuł na wargach jej usta, które układały się w kolejne słowa - po prostu wziąć... jakby było moje - powtórzył po niej. Jeszcze rozkładając jej uda, żeby zrobiła mu tam lepszy dostęp. Szarpnął się do niej, żeby przygryźć jej dolną wargę, zostawić na niej to przyjemne uczucie pulsowania, które teraz mieszało się z bólem.
Dzisiaj wszystko się z nim mieszało. I teraz to niedoczekanie, które sprawiało, że jemu też robiło się ciasno w spodniach - jesteś... kurwa... moja - ułożył te słowa na jej pełnych, miękkich ustach, w które zaraz się wpił zachłannie, kiedy jego palce agresywnie...
Nie zdążył właściwie nic zrobić, bo do pokoju wpadła jego matka, a on odskoczył od Pilar, chociaż serce waliło mu w piersi w jakimś szalonym rytmie, a wszystko, każda jebana komórka rwała się do niej. Stanął między nią o drzwiami, zasłaniając ją, a zaraz wdał się w dyskusję z matką, która doprowadziła tylko do tego, że wyprowadził ją z pokoju. Wyszedł z nią.
A za drzwiami posypała się kolejna seria gorzkich słów, kolejne wyrzuty. I kiedy Madox wrócił do pokoju, to może nawet jeszcze coś dorzuciłby w kierunku Pilar, która stała już przy drzwiach, może jej też by się oberwało, ale odezwał się jego ojciec, a on zaraz zasłaniał jej usta dłonią, przyciskając ją mocno do siebie. Jakby ten jego pierdolony ojciec miał wyczuć jakiś ich ruch, ich oddechy, które teraz szalały. Ten jego na jej karku, a jej na jego palcach. Czuł go.
A kiedy ojciec trzasnął drzwiami, wypuścił z płuc mocniejszy wydech, prosto na jej policzki, kiedy już się do niego odwracała. Wbił spojrzenie w jej błyszczące, duże oczy.
- Zwariowałaś? Ją o pomoc? Nie chcę od niej niczego... - to ostatnie zdanie wycedził przez zęby - jakąś łaskę? Teraz... - prychnął kręcąc głową - kiedy wtedy pozwalała mu... - nie dokończył, bo to nie był dobry czas na takie rozmowy. A może nawet on nigdy nie nadejdzie?
Madox miał w sobie dużo żalu w stosunku do matki, odrobinę ją rozumiał, że się bała, a jednak, on był jej dzieckiem, a ona pozwalała...
Wypuścił ciężko powietrze z płuc, a kiedy Pilar powiedziała to dobra, kurwa, to nawet spojrzał na nią z wdzięcznością, że nie musiał jej tego tłumaczyć. Nie teraz, kiedy przecież musieli się pospieszyć.
- Czekaj trzeba to zakleić... - on już znowu sięgał do apteczki na biurku, a Pilar do szuflad komody, ale Madox w zasadzie nie miał nic przeciwko temu, nawet zaraz dorzucił - zobacz na dole, tam są jakieś dziewczyńskie... - nawet nie dokończył, bo Pilar już wciągała na siebie jego bokserki w Spidermany, a Madox zmierzył ją spojrzeniem - nawet ci pasują - rzucił i kiedy już dał jej na ranę odpowiedni plaster, to zasunął apteczkę i wrzucił ją do torby, którą zamierzał zabrać, obok tego drewnianego pudełeczka. Miał zamiar tam dołożyć kilka ciuchów, ale Pilar już zrzucała z siebie bluzę, a Madox oczywiście... zagapił się na nią, jego spojrzenie zawisło gdzieś na jej nagiej piersi - co? - rzucił, kiedy kazała mu się pośpieszyć, a czarne tęczówki podniósł na jej oczy - zobacz w trzeciej szufladzie, są tam jakieś babskie szmaty - powiedział w końcu. Co prawda Madox rzadko sprowadzał tu laski, Rosę tak, ale wcześniej... zdarzało mu się, kiedy jego ojca nie było w domu. W końcu to willa z basenem, korzystał, gdy tylko mógł. Rzadko, ale jednak. Było tam kilka jakiś kusych bluzek i nawet coś z bielizny, albo wyuzdane kostiumy kąpielowe. Dziwne...
To znaczy, właściwie to nawet nie było dziwne, że dziewczyny tak się do niego odwalały, bardziej to, że zostawiały tu ciuchy, ale ile on koszulek potem przez to stracił.
Zresztą teraz nawet nie było co o tym myśleć, bo Madox też już ściągnął z siebie bluzę przez głowę i stanął przed nią w tych odpiętych, wilgotnych jeansach, z gołą klatą, na której mienił się jakiś złoty łańcuszek spływając po tatuażu z lwem - mam... - zaczął, ale jego wzrok znowu zjechał na jej piersi, więc cofnął się o krok, żeby ściągnąć z siebie jeansy, żeby się nie rozpraszać, bo przecież musiał jej w końcu przedstawić plan - to znaczy... Mój ojciec ma, i my musimy zrobić coś kurwa bardzo złego, ale to on jest zły, wyjebane, otworzymy sejf i weźmiemy tyle kasy ile nam się zmieści i... - nawijał zdejmując z siebie spodnie, które wilgotne lepiły mu się do nóg - i spierdalamy stąd, gdzie tylko chcesz, tak, żeby policja nas nie znalazła - podniósł na nią spojrzenie, na jej oczy, tak się zaoferował tą opowieścią, opisaniem jej tego karkołomnego pomysłu, że nawet nie zauważył, że kiedy obok niej stanął w samych wilgotnych bokserkach, to... mały Madito też stał na baczność. Dopiero kiedy ściągnął z siebie gacie, to aż odchylił do tyłu głowę - ja pierdole... ubierz się, czy coś, zasłoń... - rzucił jej pierwszą lepszą rzecz, którą złapał w palce, jakieś jego kolejne bokserki, w to się jednak chyba nie mogła ubrać, bo po co jej kolejne, ale on też złapał jedne. Tylko przeszedł się z nimi po pokoju, jakby liczył, że może to rozchodzi?
Ale nie zadziałało. Ani nawet to, jak Pilar wciągnęła na siebie w końcu jakąś bluzkę. On też założył na tyłek bokserki i nawet zajrzał do szuflady po jakieś spodnie.

Vestirse જ⁀➴ ♡
30 y/o
PEW PEW
169 cm
śledcza at toronto police service
Awatar użytkownika
Lepiej strzela niż gotuje. Do tego: agresywna, impulsywna i narwana. Niektórzy jeszcze mówią, że dzika. Ogólnie wszystko co złe, to Pilar.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
przekleństwa, +16
Nie rozumiała jego relacji z matką.
Nie miała zielonego pojęcia, dlaczego tak bardzo jej nienawidził. Bo przecież niepodważalnie jakiś miał. Widziała to w sposobie, w jaki z nią rozmawiał, jak na nią warczał, jak nawet nie dał jej dojść do słowa, a potem jak oburzył się na pytanie Pilar, dlaczego nie poprosił jej o pomoc. Esme zawsze kiedy Stewart miała okazję ją widzieć wydawała się… cicha, lekko spłoszona, ale dobra. Nigdy w domu matki Ticiano nie pokazała się ze złej strony, ale może tam faktycznie czuła się bardziej bezpieczna? Może tutaj, przy ojcu Madoxa to wcale nie było takie proste? Przecież nawet on sam cały drżał na jego głos. Madox Noriega. Ten sam, którego dzisiaj widziała, kiedy walczył jak prawdziwy lew, który nie bał się niczego. A jednak własnego ojca już tak.
Oczywiście, że chciała wiedzieć więcej. Że jej ciekawska natura nie pozwalała przejść jej oboj tego obojętnie, a jednak to zrobiła. Przynajmniej narazie ukróciła temat, pozwalając mu zachować te wszystkie demony dla siebie, chociaż nawet kiedy grzebała mu w komodzie, a on próbował zakleić jej udo, gdzieś z tyłu głowy myślała o tacie Madoxa. O tym, co tak naprawdę mogło dziać się w tym pięknym domu z różanym ogrodem. Jak wielkie piekło tu mieli? Jak dużo smutku i żalu chowało się pod szerokimi uśmiechami. I może jeszcze by o tym myślała, ale zaraz noga ją zapiekła, kiedy znowu przy niej grzebał, a ona zarzuciła na siebie bokserki w spidermany.
Uśmiechnęła się, gdy powiedział, że jej pasowały. Wyglądała komicznie, ale przynajmniej nic nie spadało jej z tyłka. Schyliła się do miejsca, które wskazał jako półka docelowa na jakieś babskie szmaty i zaczęła przebierać.
Faktycznie szmaty… — skwitowała, przy okazji wyciągając za palce tak kusą koszulkę, że nawet nie było wiadomo, czy to był stanik czy może jednak tylko bluzka, do tego prześwitująca dosłownie wszystko. — To już równie dobrze mogę tak zostać — wzruszyła ramionami i trzasnęła szufladą. Nie miałą pojęcia z jakimi dziewczynami widywał się przed Rosą, ale na pewno nie siedzieli tutaj, żeby się kurwa uczyć. Aż poczuła lekkie ukłucie zazdrości. Niespodziewane. Tak po prostu sama myśl o nim z innymi sprawiła, że coś zacisnęło się jej w podbrzuszu. Całe szczęście jednak postanowił nawinąć jej nieco więcej o planie jaki mieli, a więc słuchała go uważnie, próbując przekierować myśli i WCALE nie zwracać uwagi na to, jak bezczelnie stanął przed nią bez koszulki. Chociaż jej wzrok i tak wygłodniałe prześlizgnął się po jego sylwetce. Po zarysowanych mięśniach, po tatuażu z lwem i tych odpiętych, mokrych spodniach. Sama się nie widziała, ale mogłaby przysiąc, że oczy już całe jej pociemniały. Dopiero gdy wspomniał o tym, jak zły był jego ojciec, Pilar wróciła na ziemię. A zaraz otworzyła szerzej oczy, kiedy oznajmił, że otworzą jego sejf i go okradną.
Przecież on będzie wiedział, że to ty — odpowiedziała od razu, oczywiście zapominając już o tym, co mieli zrobić, bo typowa Pilar fiksowała się na dobru innych. Zrobiła krok w jego kierunku. — Madox, kurwa, nie będziesz już tutaj mógł wrócić — skoro stary Noriega był tak niebezpieczny, że bała się go nawet policja i mafia, to z pewnością z uśmiechem nie przyjmie faktu, że jego własny syn go okradł. Takim ludziom, szczególnie u władzy, bardzo ciężko przychodziło wybaczanie. Raczej częściej po prostu szukali zemsty. A ona… nie chciała, żeby stało mu się cokolwiek złego. Żeby musiał zostawiać wszystko co znał za sobą. Tylko co jak oni naprawdę nie mieli wyjścia?
Była gotowa z nim uciec. Tak naprawdę. Nie miasto dalej, a nawet na koniec świata. Może ktoś powiedziałby, że postradała rozum i robiła coś kurewsko głupiego, ale ona naprawdę dawno nie czuła, że tak trzeba. Czuła, że to była dobra decyzja. Że jeśli teraz tego nie zrobi, będzie tego żałować. Gdybać, jak kurwa przez ostatnie osiem lat. I może to było pojebane, ale kiedy patrzyła w jego ciemne oczy, nie miała żadnych wątpliwości.
Z oczu do ust też była bardzo krótka droga, dlatego zaraz zawiesiła na nich spojrzenie, a kiedy ściągnął z siebie spodnie i stanęła przed nią w samych bokserkach, napiętych w dodatku, Pilar złapała w płuca więcej powietrza. Gorąca fala od razu zalała jej ciało, a po ramionach rozszedł się dreszcz, który ujście dopiero znalał z palcach, którymi poruszała nerwowo. Które aż świeżbiły, żeby…
Tylko wtedy kazał jej się ubrać, w dodatku całując w nią kawałekiem materiału, który okazał się kolejnymi bokserkami. Rozłożyła je w dłoniach, a zaraz prychnęła, wyglądając zza nich na Noriegę.
I co ja mam z nimi niby zrobić? — naciągnęła gumkę, a potem zakręciła nimi na palcu. — Na łeb dać? — może to był średni moment na żarty, ale i tak położyła je sobie na włosach i spojrzała na niego wymownie. No bo co, jedną parę już miała. Może Noriega miał po prostu jakiś fetysz męskich gaci? No albo po prostu nie chciał już jej oglądać nago. I szczerze? Nie mogła mu się dziwić, bo kiedy ona sama patrzyła na jego nagie ciało skąpane w świetle jedynie nocnej lampki, miała wrażenie, że serce od razu wyrywało się w jego stronę, a oddech przyśpieszał. Ściągnęła majtki z głowy i rzuciła nimi w stronę torby. Przynajmniej będą na przebranie. I kiedy on zaczął przebierać te, które miał na sobie, Stewart złapała za jakąś jego koszulkę. Zacisnęła na niej palce i nawet miała zamiar ją ubrać, ale ten zapach… jego zapach, który poczuła, przustawiając bluzkę do twarzy, to jak bardzo na nią działał, a do tego ten widok jego napiętego ciała i skupionej twarzy, gdy przebierał spodnie…
Możesz kurwa szybciej? — tym razem to ona na niego warknęła, zarzucając na siebie jego koszulkę, chociaż spojrzenie nawet na moment nie spuściła z idealnie wyrzeźbionego ciała i tych wciąż napiętych, kurewsko rozpraszających bokserkach. — Bo jak zaraz się nie ubierzesz to… — podeszła bliżej, gotowa go jeszcze bardziej ponaglić, ale nim dokończyła zdanie, nim chociażby zdążyła wbić w niego palec i spojrzeć głębiej w oczy… zamiast tego wszystkiego prychnęła go po prostu na komodę i wpiła się w jego usta. Nie panowała nad tym. To było silniejsze od niej. Ta gęsta atmosfera, przyśpieszone bicia serca i on, cały kurwa idealny. A przecież mówimy tutaj o dzieciakach. Nastolatkach, którzy nie panowali nad swoimi hormonami, nie umieli ich uspokoić, kiedy wyrywały się z każdą sekundą coraz bardziej.
Chciała tylko skosztować. Rozładować nieco napięcie, które było nie do zniesienia. Tylko kiedy jej usta odnalazły te jego, kiedy wdarła się pomiędzy rozgrzane wargi językiem… było jeszcze gorzej. Bo on smakował tak kurwa dobrze, że to powinno być zakazane. Paznokciami przesunęła po jego plecach, r y j ą c tylko sobie znane ścieżki, prosto do materiału jego bokserek, a gdy jej dłoń przejechała po materiale, czując pod palcami nabrzmiałą teksturę, jęknęła prosto w jego usta. I już była gotowa pójść o krok dalej, wedrzeć się tam do środka, nie umiejąc zahamować pożądania, jakie płynęło w jej żyłach, tylko wtedy znowu ktoś przeszedł się po korytarzu, spokojnie, a drzwi gdzieś dalej się zamknęły, sprowadzając ich na ziemie. Ją przede wszystkim, bo to ona pękła jako pierwsza.
Przepraszam — rzuciła, gdy nagle się od niego odepchnęła, dysząc ciężko. Opadła tyłkiem na ścianę i podniosła na niego spojrzenie. Kompletnie czarne, podczas gdy w jej głowie wszystkie myśli fiksowały się na jego punkcie. Na tym jak dobrze… — Właściwie to nie. Nie przepraszam — wyznała, wcale nie żałując swojej decyzji i jeszcze bezczelnie zlizała jego smak z własnych warg. Ale teraz już trzeba było się naprawdę streszczać. — Bierzesz coś jeszcze? — odchrząknęła, odbijając się do ściany i podchodząc do torby. — Jeszcze jakieś ciuchy? Szczoteczkę? — nawijała szeptem, a sama zaczęła przemieszczać się po jego pokoju i pakować mu jakieś przypadkowe ciuchy. Trzeba było się streszczać. Niech już kradną te pieniądze i stąd spierdalają. Niech mają z głowy ten sejf, o którym samo myślenie, przyprawiało Pilar o jakieś chłodne ciarki na całym ciele. — Idziemy?


No puedo concentrarme cuando estoy contigo
kasik (dc: kasik_srasik)
nudy. a tak poza tym, to używania AI, czytania mojej postaci w myślach i braku inicjatywy.
34 y/o
MADITO
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granicy między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
przekleństwa, +16
Bał się ojca. Zawsze. A jednak teraz już nie był tym dzieciakiem, który uciekał z domu przez okno przed jego gniewem, albo chował się do szafy. Teraz był już dorosły, z wytatuowanym na piersi dzielnym lwem, który miał być symbolem tego, że on już nie ugnie przed nim karku.
I tak cały się spiął i trząsł, i to było jakieś silniejsze od niego, kiedy usłyszał tylko jego głos. A na dokładkę postanowił znowu uciec. Tylko nie ze strachu, tylko tym razem dając i staremu Noriedze, nauczkę.
Popatrzył na Pilar, kiedy wyjęła z dolnej szuflady prześwitującą bluzeczkę i aż przechylił na bok głowę - dobrze byś w niej wyglądała, ale może nie dzisiaj? - bo znowu by się nie mógł na niczym skupić. I tak ledwo mógł, kiedy stała przed nim, a jej piersi unosiły się w głębokich oddechach, a ciemne oczy osuwały się tylko na dół po jej dekolcie. Próbował jej nakreślić plan, i nawet poderwał spojrzenie na jej ciemne, duże oczy, coraz ciemniejsze i bardziej błyszczące. Wyrwał się do niej do przodu, a potem cofnął, bo w momencie uderzyła go jej bliskość, ciepły oddech, który zagrał gdzieś na obojczyku, gdy mówiła o jego ojcu.
Za blisko. Skup się Madox.
Krok do tyłu, a oczy zawieszony na tych jej.
- No i co z tego? - nie przejmował się tym, że jego ojciec będzie wiedział, że to on. Kiedy zrobiła krok w jego kierunku, to już nie ruszył się z miejsca. Znowu stali blisko, tak, że kiedy mocniej wypuścił powietrze z płuc, to mogła to poczuć na policzkach - a do czego mam wracać Pilar? - teraz to już wlazł w nią tak, że jej nagie piersi, zderzyły się z jego torsem, a oddechy wymieszały się w jedno - ja nie mam tutaj czego szukać, no chyba, że chciałbym skończyć jak mój stary, to może przyjąłby mnie z otwartymi ramionami, a tak... On wolałby pewnie, żebym umarł, niż szedł własną drogą - trochę makabrycznie to zabrzmiało, ale taka była prawda. Jego wzrok z jej pięknych, coraz ciemniejszych oczu, osunął się na pełne wargi, aż nabrał w płuca więcej powietrza i aż się cofnął. Bo już się fiksował na obłędnym smaku jej ust, który mieszał w sobie tak wiele emocji, mieszał w głowie...
Nie mogli teraz mieszać sobie w głowach.
Ściągał z siebie spodnie, a przy okazji wciąż nawijał - tylko nie wiem czy... A ty Pilar… gotowa jesteś ze mną uciec? - może lepiej by to brzmiało, gdyby nie stał przed nią w samych gaciach? Do tego napiętych. Wyrwał się do niej bliżej - bo jak nie... To - za blisko. Za blisko. Za blisko. Ich oddechy znowu lądowały sobie nawzajem na policzkach, a czarne oczy wpatrywały się w siebie z ogniem - bo jak nie to cię porwę, nie będę już na ciebie czekał ani dnia dłużej - miał nie być taki, jak jego ojciec, ale w dużej mierze był. I kiedy jego ciało wyrwało się do niej bliżej, kiedy się o nią otarł, to aż odskoczył do tyłu i zaraz rzucał jej te bokserki, żeby się zasłoniła. Zasłoniła piersi, na których chciałby zaciskać palce, które chciałby czuć na swojej klacie.
Jak kurewsko by chciał...
Parsknął śmiechem na jej słowa, kiedy powiedziała to na łeb je dać? i poczuł jak rozładowała trochę tym tą napiętą atmosferę - też pasują, a teraz ręka w nogawkę, głowa w drugą i jest jakaś wyuzdana bluzeczka - odsunął się dalej, kiedy ściągał z siebie bokserki, a nawet odwrócił do niej tyłkiem, i chyba dobrze, bo widziałaby jaki wciąż był na nią kurewsko nakręcony, aż go nosiło - ja pierdole, staram się, okej... - warknął, bo wzrok mu uciekał do niej, kiedy nakładała na siebie jego koszulkę, ale pod materiałem wciąż rysowały się jej sutki - to co? - wiedział, że nie powinien tego mówić. Czuł to kurwa wszędzie, nawet w małym paluszku u nogi, a kiedy go popchnęła na komodę, to on już zaciskał palce na swojej koszulce i ciągnął ją do siebie, tak, że znowu ich klatki piersiowe się zderzyły. Usta odszukały się w agresywnym pocałunku, a Madox bezczelnie ocierał się o nią. Zaraz jego palce zacisnęły się na jej udzie i chciał ją posadzić na komodzie, druga ręka już ściskała gumkę jej jego dresów i bokserek w spidermany - tylko tak szybko... - mruknął jej w usta. I naprawdę był chyba gotowy zaliczyć ją tutaj w szybkim numerku, który dałby upust temu, co w nich siedziało. Tylko za drzwiami usłyszeli to szuranie, a Pilar zaraz odpychała go od siebie - ja pierdole... pojebie mnie - jęknął i odsunął się kręcąc głową, nawet podskoczył dwa razy w miejscu chcąc zrzucić z barków to napięcie. Nic to nie dało. Klatka piersiowa unosiła mu się tak szybko, a serce waliło mocno, że jeszcze się do niej szarpnął, jeszcze oparł rękę na ścianie, ponad jej ramieniem - jesteś kurwa okropna... Tak mnie kręcisz, że... - nie dokończył bo zawiesił się na tym, jak ściągnęła językiem z ust jego smak, i tylko westchnął znowu ciężko, a zaraz się cofnął. Zaraz już złapał spodnie i koszulkę, żeby je na siebie wciągnąć, pasek, i trampki wygrzebane spod łóżka. Pilar dał swoje adidasy - weź je, później to ogarniemy, jakieś zakupy - rozejrzał się po pokoju, kiedy pytała czy bierze coś jeszcze - szczoteczka - wyrwał się do łazienki i rzeczywiście jeszcze cisnął do torby szczoteczkę do zębów, ją też pewnie mógł kupić, ale to było trochę takie symboliczne. Jego ucieczka i wyprowadzka z tego miejsca.
Złapał torbę zarzucając ją sobie na plecy, a potem Pilar za rękę, ale zatrzymał ją jeszcze przed wyjściem z pokoju - cicho... i skupmy się - poprosił ją, a sam nie umiał się skupić, bo znowu jego spojrzenie lądowało na jej ustach, ale kiedy wyszli na cichy, ciemny korytarz, to aż wstrzymał na moment powietrze. Obejrzał się na drzwi sypialni jego rodziców, ale tam też było spokojnie. Zaraz ciągnął Pilar w przeciwnym kierunku. Do drzwi na przeciwko schodów, wielkie, dębowe wrota, a za nimi... leże smoka, gabinet jego ojca. Dobrze chociaż, że bestia spała. Ale kiedy weszli do środka od razu uderzył w nich klimat tego miejsca (trochę jak biuro Madoxa z Emptiness), wielkie biurko, obite metalem, pewnie z Lapacho. Skórzane fotele i szefowskie krzesło, a z tyłu sejf.
To do niego od razu skierował się Noriega. Znał szyfr, więc kiedy wylądował przy nim na kolanach, a policzek oparł o chłodny metal, to zaraz zaczął kręcić na tarczy kolejne cyfry. Serce to biło mu teraz tak, jakby miało wypierdolić z piersi i stąd spierdolić, zanim obudzi się jego ojciec, a głowa fiksowała się na jednym jak się dowie, to cię zajebie Madox, ale się nie dowie przecież. Nie teraz. Może jutro kiedy oni już będą daleko stąd.
Zamek strzyknął i ustąpił, a Noriega otworzył przed Pilar sejf wypchany kasą i kokainą. Zaczął zgarniać do ich sportowej torby kolejne równo pospinane rulony z banknotami.
- Ile się zmieści - rzucił kiedy Stewart podeszła do niego, a potem sam nakierował jej rękę na te brudne pieniądze. Sam Madox sięgnął głębiej, po niewielki woreczek z kokainą, który złapał do kieszeni, a potem jeszcze głębiej...
Zacisnął palce na pistolecie, jakby wiedział jak go trzymać.
- To też... - wylądował między ciuchami i pieniędzmi. A torba była już wypchana po brzegi, a sejf... ograbiony.
Chociaż i tak nie zabrali wszystkiego, a przede wszystkim ominęli te wielkie, poklejone taśmą, worki z prochami.
Madox zasunął suwak, a czarne spojrzenie podniósł na to... równie czarne, Pilar, widział jak klatka piersiowa chodziła jej równie mocno jak ta jego.
Co oni kurwa odpierdalali?
To co musieli, nie mieli wyjścia.


¿Qué coño estamos haciendo? °❀⋆.ೃ࿔*:・
30 y/o
PEW PEW
169 cm
śledcza at toronto police service
Awatar użytkownika
Lepiej strzela niż gotuje. Do tego: agresywna, impulsywna i narwana. Niektórzy jeszcze mówią, że dzika. Ogólnie wszystko co złe, to Pilar.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
przekleństwa
Tylko tak szybko
Chyba go pojebało, że myślał, że oni potrafili by tak na szybko. Po prostu zrobić to i ruszyć dalej ze swoim życiem, które w tamtej chwili dosłownie trzaskało się na drobne kawałeczki. Szybki numerek, który po pierwsze faktycznie skończyłby się raz-dwa, a po drugie, który nie obudziłby jego rodziców? Śnił. Chyba, kurwa, śnił.
Tylko Pilar nawet nie miała kiedy go obśmiać za te słowa, bo na korytarzu już coś trzasnęło. Zapewne była to tylko Esme wracająca do sypialni ze szklanką wody, którą potrzebował jego ojciec, ale co do tego też nie mogli mieć pewności. Klatka piersiowa Stewart unosiła się niebezpiecznie, a głowa jeszcze przez moment fiksowała się na obłędnym smaku jego ust, tym jak zaciskał palce na jej gorącej skórze, podczas gdy ona…
Skup się, kurwa.
Skarciła się w myślach i zaraz, żeby zająć czymś głowę, zaczęła ładować jeszcze kilka pojedynczych ciuchów do torby, a kiedy on poszedł po szczoteczkę do łazienki, Pilar zgarnęła z tablicy korkowej zdjęcie, które przedstawiało ich trójkę wcinającą lody. Co prawda był na niej Ticiano, ale to nie zmieniało faktu, że to przecież ostatnie miłe wspomnienie jakie mieli nim… na osiem lat wszystko się wyjebało.
I teraz też mogło, ale na zupełnie innych płaszczyznach. Bo przecież to, co oni mieli w panie zrobić, bo tak złe, tak nieodpowiednie, że mogli za to beknąć bardziej niż gdyby dali się złapać policji. A może nie? Może jednak ojciec by się nad nim zlitował? Nie mogła tego wiedzieć na pewno. Nie znała starego Noriegi, a biorąc pod uwagę, w jaki sposób Madox się o nim wypowiadał, z pewnością nie przeszedłby obojętnie obok faktu, że jego własny, rodzony syn chciał go okraść.
Odwróciła się do Noriegi, gdy zatrzymał ją przed wyjściem z pokoju, a jej ciemne spojrzenie zatrzymało się na jego oczach. Skupmy się, słowo klucz, które ona również powtarzała sobie przez ostatnie kilka minut. Nie było to proste. Nie kiedy adrenalina szalała na pełnej w ich ciałach, a ich głowy… wciąż przecież fiksowały się na swoim punkcie. Zepchnęła to jednak wszystko na bok i po prostu skinęła głową, zgadzając się z nim.
Pozwoliła zaciągnąć się korytarzem aż do wielkich, drewnianych drzwi, które lekko zaskrzypiały, kiedy przez nie przechodzili. Całe szczęście zrobili to wystarczająco cicho, żeby nikogo nie obudzić. Oby. Madox od razu dopadł do miejsca z biurkiem, gdzie znajdował się sejf, a Pilar jeszcze rozejrzała się dookoła, kompletnie przytłoczona tym, jak wielki i przerażający był gabinet jego ojca. Przeszła między fotelami i dałaby sobie rękę uciąć, że gdzieś na wykładzinie zobaczyła plamę krwi, podświetloną przez intensywny blask księżyca. Już nawet miała o to zapytać Madoxa, co tu się działo w tym pokoju, ale wtedy sejf odpuścił, a drzwiczki się otworzyły. Pilar od razu dopadła do niego na kolanach, żeby mu pomóc.
Ja pierdole — wyszło z jej ust kompletnie niekontrolowanie, a serce podeszło do samego gardła. Kurwa. W życiu nie widziała na oczy tyle pieniędzy. Brudnych pieniędzy, pozawijanych w rulony, pomieszczane z jakaś równie kolosalną ilością kokainy zawiniętej w worki oraz mniejsze i większe kostki. — Ile… ile się zmieści, powiedział jej nim zdążyła spytać i chociaż czuła gdzieś w środku, że robią coś kurewsko głupiego, nie potrafiła z nim teraz dyskutować. Miała świadomość, że narażał w tym momencie wszystko. Nawet własne życie. Nie było czasu na takie rozmowy, więc po prostu pomogła mu zapełnić torbę aż po same brzegi, chociaż kiedy w jego dłoni błysnął pistolet… — Madox, nie… — złapała go za nadgarstek. A co jeśli ich z tym znajdą? Przecież i tak nie będą mogli tego wziąć na lotnisko. Chociaż takiej ilości pieniędzy chyba też nie. Kurwa. Westchnęła głośno, osadzając oddech na jego policzkach i patrzyła głęboko w jego oczy aż… odpuściła. Pozwoliła mu wcisnąć broń głęboko do torby. Złapała jeszcze kilka ruloników i wcisnęła je sobie do kieszeni dresów, gdyby z jakiegoś powodu, cokolwiek by się wyjebało.
Dobra, już się nie mieści — przerwała mu ładowanie i zabrała się za szarpanie zamka. Pewnie poszłoby jej o wiele lepiej i szybciej, gdyby ręce nie trzęsły się jej jak pojebane, ale finalnie jakoś się jej udało. — Chodźmy stąd — wiedziała, że miał taki zamiar, ale i tak musiała to powiedzieć. Zamknęli sejf, żeby chociaż z początku wszystko wyglądało tak, jak powinno, po czym skierowali się do wyjścia. Pilar jednak zatrzymała gdzieś na dole, gdy już zbiegli po schodach.
Czekaj — szarpnęła go w stronę kuchni i przystawiła jego ciało do lodówki, chowając ich za ścianą. Zajrzała mu głęboko w oczy. — Nie chcesz… jej nawet zostawić jakieś wiadomości? Cokolwiek? — nie mogła nie spróbować. Nie chciała, żeby potem żałował, ze nawet nie dał własnej matce znać, że żył. Że świadomie uciekł od tego wszystkiego i może ona też powinna? Bo przecież trzeba było być głupim, żeby nie domyślić się, że to jej dostanie się najbardziej za zniknięcie Madoxa. Chciała dać mu chwilę, żeby się zastanowił, żeby jeszcze to rozważył, przecież stary Noriega i tak nie bywał w kuchni, to może byłaby pewność, że Esme znalazłaby to pierwsza? Chciała nawet coś dodać, ale wtedy na ogrodzie, zaraz obok tylnego wejścia, obok którego przeszli mignęło jakieś światło.
Kurwa — mruknęła i od razu szarpnęła go w dół. Na kolanach podeszła bliżej okna, żeby powoli i dyskretnie przez nie wyjrzeć, zobaczyć, kto to był i co kurwa robił na terenie ich domu o jebanej czwartej w nocy. — Jakiś facet w garniaku — szepnęła do Madoxa, robiąc mu miejsce, żeby sam zobaczył. Mężczyzna spokojnie przechadzał się ogrodem, świecąc latarką dookoła, jakby robił co najmniej jakich obchód. Włosy miał dłuższe, idealnie ulizane do tyłu i pistolet za pasem.
Czyżby Lopez?

Te seguiré hasta el fin del mundo
kasik (dc: kasik_srasik)
nudy. a tak poza tym, to używania AI, czytania mojej postaci w myślach i braku inicjatywy.
34 y/o
MADITO
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granicy między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
przekleństwa
Ojciec na pewno by się nad nim nie zlitował.
Madox wiedział o tym doskonale, ale on też nie zamierzał mieć litości... Chociaż może i tak trochę jej miał, skoro zamierzał tylko okraść starego Noriegę? Bo może ktoś inny na jego miejscu (Esme) jeszcze wpakowałby go do paki?
A oni tylko chcieli go okraść, to i tak niewielka kara, w porównaniu do wszystkich zbrodni, które miał na sumieniu. Tak tłumaczył to sobie Madox. A zaraz tłumaczył Pilar, że muszą się skupić. Na chwilę, żeby teraz tylko zrobić to sprawnie i zniknąć. Uciekać.
Noriega poderwał do góry głowę, kiedy Stewart rzuciła to ja pierdole, on już widział zawartość tego sejfu, a zresztą wiedział, że jego ojciec ma tego dużo więcej, pochowane po różnych miejscach. Musieli zabrać tyle, żeby się ustawić, zniknąć i się zaszyć, a po drodze nie zastanawiać się czy ich na to stać. Nie liczył, i od razu zadecydował, że tyle ile się zmieści, czyli kurwa mieli właśnie całą torbę wypchaną ciuchami i pieniędzmi. A do tego pod spodem gnata - na wszelki wypadek Pilar - ciekawe jaki? Ale Madox na razie o tym nie myślał, chociaż jego ucieczka zakładała raczej przemieszczanie się lodowymi środkami transportu i to najlepiej tak, żeby nie rzucać się w oczy, lotniska były niebezpieczne. Może nie byli najbardziej poszukiwanymi przestępcami w tym kraju, ale jednak by ich sprawdzili, a w bazie już pewnie były informacje o tym, że uciekli policji, Madox kogoś pobił, a Pilar zaatakowała policjantkę.
Ale z nich był niegrzeczny duet.
Madox skinął głową, kiedy Stewart uznała, że więcej się nie zmieści, pomógł jej z suwakiem i na moment oparł palce na jej rozdygotanych dłoniach - spokojnie, zaufaj mi - ile razy on jej to już dzisiaj powiedział?
Tylko teraz, żeby tego nie spierdolił.
Zamknął z powrotem sejf i wyszli z gabinetu, chociaż Madox jeszcze zamykając drzwi obrzucił ostatni raz spojrzeniem to miejsce. Teraz wystarczyło tylko pokonać schody i do wyjścia, a jednak gdy znaleźli się na dole, a Pilar go zatrzymała, a potem pchnęła na lodówkę, to Madox spojrzał na nią unosząc jedną brew, już chciał jej nawijać, że nie teraz, ale zaraz się okazało, że nie o to jej chodzi, nie o to, o czym on myślał. Wywrócił oczami.
- Nie, ona i tak wiedziała, że kiedyś to zrobię, albo zabiję starego, więc to i tak lepsza opcja... - dla kogo lepsza, dla tego lepsza. Ale dla nich chyba dobra, że Madox jednak nie był mordercą... tylko złodziejem - chodź - załapał Pilar za rękę, ale wtedy na ogrodzie błysnęło światło z latarki, a Stewart zaraz ciągnęła go na dół. Na kolana, na zimne płytki. Noriega też wyjrzał przez okno ponad szafkami.
- To Lopez... - wyjaśnił jej od razu, chociaż chyba niewiele jej to mówiło, więc dodał - ochroniarz mojej matki, czasami łazi tu po nocach - oparł palce na ramionach Stewart, a ciemne spojrzenie znowu utkwił w jej pięknych, dużych oczach - słuchaj, zrobimy tak, ja go zagadam, a ty po cichu wymkniesz się z tą torbą, bo... Bo on jest upierdliwy i pewnie by się pytał co to za torba i gdzie idę, po prostu wyniesiesz ją za jego plecami, ok? - przesunął palcami po jej policzku ogarniając z niego jej... kudły. Które teraz zmierzwione sterczały chyba we wszystkie strony - przez ogród do tej tylnej furtki i tam się spotkamy - powiedział jakby to była najprostsza rzecz na świecie. Jeszcze przez moment patrzył jej w oczy, a zaraz skinął głową - damy kurwa radę - super gadka motywacyjna. Ale Madox zaraz wstał i obejrzał się przez ramię na Pilar, a potem jakby nigdy nic wyszedł na tylną werandę prosto na Lopeza.
- Madox, a gdzie ty... - zaczął ochroniarz, a Noriega już zeskoczył z tych kilku schodków na dół.
- Nie jesteś moim ojcem Lopez, nie muszę ci się tłumaczyć - rzucił bezczelnie. A Lopez wywrócił oczami, a robił to tak samo jak Madox.
- No ciekawe kto potem będzie za ciebie świecił oczami, gdy znowu cię złapią, jak się wkradasz do akademika, do studentek aktorstwa... - prychnął. A Madox przeszedł po ogrodzie, żeby trochę się oddalić od tylnego wyjścia.
- No już ci dziękowałem za to, ileż można? - rzucił i schylił się, żeby zawiązać sobie but, ale tak naprawdę to zerkał w kierunku drzwi.
- Do usranej śmierci młody... - Lopez stanął nad Madoxem - znowu się biłeś? Widziałeś się z lusterku?
- A ty się widziałeś? - odpyskował mu zaraz Madox, a Lopez parsknął śmiechem odgarniając do tyłu czarne włosy.
- Ja jak zwykle zajebiście... - roześmiał się znowu - a jak ciebie zobaczy matka to znowu będzie się martwić... Chociaż panienki to cię może będą głaskać po główce, żeś taki biedny - zaśmiał się znowu. A Madox poderwał do góry głowę, żeby na niego spojrzeć.
- Będzie się martwić... - przedrzeźnił go - a zresztą co ciebie obchodzi moja stara Lopez?
- Grzeczniej Madox - już stali na przeciwko siebie. Madox jednak liczył, że Pilar skorzysta z okazji, kiedy on zagadywał Lopeza. Nawet się jeszcze odsunął w głąb ogrodu.
- Bo co? Bo naskarżysz na mnie ojcu? - teraz to Madox wywrócił oczami - doskonale wiesz, że on nie potrzebuje powodu, żeby... - urwał bo Lopez pokręcił głową.
- Nie było mnie tu wtedy Madox, wiesz, że bym mu nie dał... - kolejne niedokończone zdanie, na które Noriega prychnął.
- To matki mu nie daj Lopez, ja spadam... - machnął ręką.
- Co? - Lopez jeszcze zapytał, ale Madox już się wyrwał do furtki.
- I d ę s o b i e - przeliterował i zostawił Lopeza na środku ogrodu, a sam skierował się do furtki z tyłu.
Liczył na to, że Pilar już tam nie niego czekała.

¿Y a las profundidades del infierno? °❀⋆.ೃ࿔*:・
30 y/o
PEW PEW
169 cm
śledcza at toronto police service
Awatar użytkownika
Lepiej strzela niż gotuje. Do tego: agresywna, impulsywna i narwana. Niektórzy jeszcze mówią, że dzika. Ogólnie wszystko co złe, to Pilar.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Ufała mu.
Pomimo tego jak skomplikowaną relację mieli przez ostatnie osiem lat, po tym wszystkim, co miało miejsce dzisiejszego dnia, po tym co przeszli… ufała mu jak nikomu innemu na tym zasranym świecie. Bo kiedy ludzie, którymi się utaczała i w których pokładała wszelkie nadzieje, nic tylko ją oszukiwali. Tio, który zdradzał ją z Rosą i Bóg wie kim jeszcze, ten sam Ticiano, który patrząc jej prosto w oczy mówił jej, jak bardzo ją kochał i jak oddałby za nią życie. A potem jeszcze Marie, która jak się okazało: o wszystkim wiedziała. Przez cały ten czas w żywe oczy okłamywała ją i Madoxa. I może to też tak bardzo ich połączyło? Fakt, że oni w tym wszystkim byli po równo pokrzywdzeni. Tylko oni rozumieli siebie nawzajem, wiedzieli jak to jest być zdradzonym, na raz, na tak wielu płaszczyznach.
Dlatego gdy pakowali do torby te wszystkie pieniądze, kiedy Noriega wciskał tam pistolet i mówił jej, że Miała mu zaufać… ona nawet z nim nie dyskutowała. Po prostu weszła w to w stu procentach, gotowa wykonać wszystko, co tylko będzie od niej wymagać. I zaraz nadarzyła się do tego okazja, bo oczywiście nie mogli po prostu wyjść z tego pieprzonego domu bez problemów. Musieli natrafić na kolejną przeszkodę. Tym razem w jak się okazało ochroniarza jego matki. I chociaż do głowy cisnęły się jej pytania pokroju dlaczego kurwa Esme w ogóle potrzebowała ochroniarza, to finalnie wysłuchała go, co od niej wymagał i skinęła głową. Przejęła do niego torbę, przy okazji przytrzymując go za nadgarstek.
Madox… — zaczęła i kiedy tylko jego piękne, ciemne oczy spoczęły na jej twarzy przez moment chciała powiedzieć mu tysiąc nieważnych rzeczy na temat tego, jak wiele do niego czuła, jak bardzo go… — Uważaj na siebie — ale finalnie nie powiedziała nic z tego. Jedynie trzy słowa dotyczące jego bezpieczeństwa. Zacisnęła mocniej palce na pasku i przerzuciła go sobie przez ramię.
Damy kurwa radę.
W głowie powtarzała jego słowa, kiedy wzrokiem odprowadzała go do drzwi. Całe jej ciało za nim krzyczało. Z tęsknoty, ze strachu i jakiegoś dziwnego przeczucia, że wystarczył tylko jeden niewłaściwy ruch, a wszystko mogło się zawodowo wypierdolić. Widziała jak Lopez odwraca się w jego kierunku i świeci mu prosto na twarz. Serce biło jej mocno. Nie. Ono w a l i ł o w piersi jak szalone, a oddech był tak nierówny, że na moment musiała przymknąć oczy i się nieco uspokoić. Pilar może i bywała nieustraszona, ale w tamtej chwili naprawdę się bała. Bała się o niego, bała się też o to, że na plecach miała kilkanaście tysięcy dolarów i do tego pierdoloną broń, której za nic nie potrafiła używać.
Damy kurwa radę.
Jego słowa odbijały się w jej czaszce, dodając siły i kiedy tylko Madox wraz z Lopezem oddalili się bardziej w głąb ogrodu, Pilar powoli podeszła do drzwi. Uchyliła je lekko i wyjrzała spokojnie. Widziała ich sylwetki gdzieś w oddali, słyszała nawet kawałek rozmowy o tym, jak jego matka będzie się martwić, ale już nawet o tym nie myślała. Po prostu skupiła się na tym, żeby jak najciszej i jak najszybciej przejść do furtki za ogrodem.
Szło jej dobrze. Świetnie nawet. Do momentu, w którym nie nadepnęła na jakąś starą gałąź. Głośny dźwięk chrupania wybrzmiał w powietrzu, a jej całe ciało dosłownie zamarło. Stanęła w jebanym bezruchu, słysząc, jak Lopez pyta się Madoxa co to było. Już myślała, że to ich koniec, że kurwa z tej sytuacji nie było już wyjścia… ale wtedy jak na zbawienie (albo wyrzucenie 7 w kostkach) zza płotu wyskoczył kot i pobiegł w ich stronę, zbierając na siebie całą winę za hałas. Pilar aż zrobiło się słabo. Ja pierdole, jaki fart. Ruszyła przed siebie już o wiele szybciej i jak oparzona wypadła przez furtkę. Przebiegła jeszcze na drugą stronę ulicy i tam za jakimś autem przykucnęła, czekając na Noriegę.
No dalej… — przebierała nogami, rękami stukała o rozgrzany jeszcze od słońca asfalt. Wpatrywała się w tą pieprzoną furtkę tam mocno, że o mało nie przesunęła jej siłą umysłu, a kiedy Madox w końcu z niej wylazł, Stewart pomachała mu ręką i przesunęła się jeszcze bardziej za samochód. — Ja pierdole, myślałam, że ta gałąź nas kompletnie spali — rzuciła od razu, jak tylko do niej dobiegł. Oddała mu torbę, a walące w piersi serce sprawiło, że jej dłonie naturalnie poleciały do jego twarzy. Chyba nie pamiętała, kiedy ostatni raz tak bardzo cieszyła się na czyiś widok. Tak się cieszyła, że… szarpnęła go do siebie i przelotnie wpiła się w jego usta. Krótko ale intensywnie. — Dobra, spierdalajmy stąd — poprosiła i wyjrzała zza samochodu, czy aby na pewno nikogo nie było dookoła. Gdzieś w oddali było widać jak światło z latarki Lopeza jeszcze odbija się od ścian domu, ale oni już znowu trzymając się za ręce pobiegli wzdłuż ulicy.
Całe szczęście znali miasto jak własną kieszeń, więc doskonale wiedzieli, gdzie kierować się, aby dojść na dworzec. Pilar w butach Madoxa chodziło się… okropnie. Były o dużo za duże i nawet jak ścisnęła je mocno, to klapały tak, jakby miała na sobie obcasy. Ciężko się w nich biegało. Całe szczęście dworzec autobusowy wcale nie był daleko. Szli tam może dwadzieścia minut? Pół godziny może nim zobaczyli wielki napis. Pilar pociągnęła Noriegę do bocznego wejścia. W środku nie było tłumów, co swoją drogą było zrozumiałe, biorąc pod uwagę godzinę, jaka była, ale jakieś tam grupki z walizkami się kręciły. Kręcili się rownież ochroniarze, którzy nie mogli zwrócić na nich uwagi. Dlatego złapała go za rękę i z uśmiechem na ustach przeciągnęła w stronę wielkiej tablicy z odjazdami, przechodząc obok jednego faceta z ochrony.
I co? — spytała, zadzierając głowę, podczas gdy jej dłoń automatycznie mocniej zacisnęła się na jego palcach. — Gdzie chcesz jechać? — spytała spokojnie, chociaż wszystko w niej aż wrzało. Dopiero powoli dochodziło do niej, co oni właśnie planowali zrobić. Jak bardzo to była droga bez powrotu. Mieli do wyboru zupełnie inne miasto w Kolumbii. Mogli też pojechać do Panamy i stamtąd spróbować kierować się w stronę Meksyku i stanów. Albo pojechać do Barranquilla i stamtąd załapać się na jakiś statek. Do Kanady na przykład.

¿Adónde quieres ir?
kasik (dc: kasik_srasik)
nudy. a tak poza tym, to używania AI, czytania mojej postaci w myślach i braku inicjatywy.
34 y/o
MADITO
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granicy między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
przekleństwa
Może oni tylko sobie nawzajem właściwie mogli zaufać?
Skoro Ticiano, Rosa i nawet Marie okazali się zdrajcami, to komu jeszcze? Pilar miała ciotkę i Matiasa, ale to też zupełnie inne płaszczyzny relacji. A Madox... on nie miał nikogo. On nawet wolał iść do Lopeza niż do własnych rodziców, kiedy złapali go na tym, jak wkradał się do akademika.
On miał może tylko i wyłącznie ją?
Skinął głową na jej uważaj na siebie - zawsze to robię - nigdy tego nie robił. Nigdy o siebie nie dbał i wiecznie się narażał, dla adrenaliny, dla zabawy i dla innych. Ale też nigdy chyba nikt go o to nie prosił. I on nie miał dla kogo na siebie uważać.
A teraz nawet po schodkach zeskoczył jakoś ostrożniej, prosto na Lopeza, z którym zaraz wdawał się w dyskusję, którego odciągał w głąb ogrodu. Chciał zobaczyć drzwi, czy Pilar udało się wyjść, ale jakoś tak się ustawił, że nie mógł tam zajrzeć, Lopez mu wszystko zasłaniał, a do tego zrzędził, że matka się będzie o niego martwić. Aż Madox westchnął jakoś ciężko i już miał się ruszyć z miejsca, ale wtedy ciszę przeciął ten dźwięk łamanych gałęzi, chrupnięcie, które jednak zaraz zwróciło uwagę Lopeza i ten pytał co to.
- Co? Ja nic nie słyszałem... - rzucił Madox i może gotowy był rzeczywiście udawać, że facet się przesłyszał, a może go zatrzymać, bo jakoś tak się spiął. Ale wtedy z krzaków wyskoczył kot
Kurwa, kot.
- Patrz to ten szkodnik od sąsiadki, phyyy - prychnął na niego Noriega i nawet wyrwał się do kota, tylko kiedy ten do niego podszedł i zaczął się mu łasić do nóg, to zaraz kucnął i go głaskał - patrz jaki przytulaśny - spojrzał jeszcze na Lopeza, a ten pokręcił głową ze śmiechem - zostawiam cię z tym kociakiem - Madox już się wycofywał i pomachał jeszcze do Lopeza, a potem wypadł przez furtkę na ulicę.
Od razu rozejrzał się za Pilar, a kiedy mu się pokazała, to dopadł do niej i już zaraz kucał obok - ale fart z tym kotem - odpowiedział jej, zaglądając w jej piękne, duże oczy, a kiedy oparła palce na jego policzkach, to on też wypuścił torbę i tak jakoś się do niej wyrwał, że... przechylili się i wylądowali na trawie tuż przy krawężniku, ale to była chwila, tylko to muśnięcie warg, szybkie spojrzenie w swoje oczy, bo kiedy powiedziała to spierdalajmy stąd, to zaraz podnosił się z ziemi i wyciągał do niej rękę, żeby ją podnieść, pociągnąć za sobą. W drugą dłoń złapał torbę i ruszyli wzdłuż ulicy, chociaż Madox jeszcze na jej końcu obejrzał się na swój dom. Czy kiedyś pożałuje tej decyzji?
Wierzył, że nie.
Po drodze trochę ją zaczepiał, i oczywiście, że widział jak szła w jego butach - poniosę cię - proponował nawet, i może z pięć minut niósł ją na plecach, ale po tym jak wzdychał i dychał, to Pilar zadecydowała, że resztę pójdzie sama. Madox był poobijany, oberwał w klatce, a potem na plaży. Ona zresztą też. Może się trochę ogarnęli, ale wciąż wyglądali biednie, do tego Stewart w jego ubraniach - jak tylko stąd wyjedziemy, to zabiorę cię gdzieś na zakupy, kupimy sobie coś zajebistego, a potem na kolację, a potem do klubu, i gdzie tylko chcesz... - nawijał jej, kiedy już zbliżali się do dworca. Byli młodzi, mieli pieniądze, przecież mogli zaszaleć. Uciec z domu i zaszaleć, jak na zbuntowane małolaty przystało.
Musieli tylko wyrwać się z Medellin, bo tu wciąż było niebezpiecznie, wciąż mogli na kogoś trafić. Na szczęście o tej porze na dworcu rzeczywiście nie było aż tylu ludzi, a ochroniarze tylko zerknęli na nich, ale kiedy wyrwali się do tablicy ściskając za ręce, to dali sobie spokój. Były wakacje, pierwsze miłości rządziły się swoimi prawami, a oni naprawdę wyglądali jakby... byli zakochani.
Bo może byli?
Madox przechylił na bok głowę przyglądając się tablicy.
- Może nad morze? - od razu zaproponował - albo nad ocean, Buenaventura, jak ci to brzmi? Dobrze? - zapytał, bo jemu to brzmiało nawet bueno - pójdę kupić nam bilety... - rzucił i nawet miał się ruszyć, ale zaraz zacisnął mocniej palce na jej ręce - chodź ze mną - no bo jednak nie chciał jej już tracić z pola widzenia, zostawiać, więc pociągnął ją w kierunku kas. Ale okazało się, że mają piętnastominutową przerwę, więc zamiast tego wylądowali na jakiś krzesełkach na poczekalni.
I chociaż Madox był tego pewny, jak niczego innego na świecie, to... podsunął się bliżej Stewart, oparł rękę na jej kolanie - Pilar... - zaczął, bo musiał ją jeszcze o to zapytać, musiała mu dać potwierdzenie, mimo, że wcześniej nawijał, że nawet jeśli nie chciałaby tego zrobić, to ją porwie, bo już na nią nie chciał czekać, ani dnia dłużej - jesteś pewna? - zapytał cicho i kiedy się do niego odwróciła, to złapał jej spojrzenie - powiedz mi, czy... na pewno chcesz to zrobić? Bo jak nie, to może jeszcze... powiemy, że to ja, no wiesz, żebyś ty mogła wrócić do domu - bo ona miała do kogo. I może jeszcze dałoby się to jakoś tak rozwiązać, żeby poszło na niego, może by powiedzieli, że to on jej kazał to zrobić, zaatakować policjantkę. Że pobił Ticiano i to on był tutaj ten zły. Ten, który uciekał, bo jego tutaj nic nie trzymało.
Zacisnął mocniej palce na jej dłoni, a ciemne oczy wpatrywały się w te jej. Bo może już wcześniej mu mówiła, że muszą to zrobić, że jest gotowa, ale chyba potrzebował jeszcze jakiegoś zapewnienia i potrzebował też... jej to uzmysłowić - jak wyjedziesz ze mną, to... nie będziemy mogli tu szybko wrócić, może nigdy? Bo mój ojciec... On nie wybacza Pilar - to też musiała wiedzieć, że dla niego pewne drzwi w tym momencie się zamykały. Tylko, że Madoxa naprawdę nic tutaj nie trzymało, nie miał tu do czego wracać. Nie to co ona.

¿Quizás ir a la costa? 🪼⋆.ೃ࿔*:・
30 y/o
PEW PEW
169 cm
śledcza at toronto police service
Awatar użytkownika
Lepiej strzela niż gotuje. Do tego: agresywna, impulsywna i narwana. Niektórzy jeszcze mówią, że dzika. Ogólnie wszystko co złe, to Pilar.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
przekleństwa
Dwójka uciekinierów.
Przemierzali zaspałe, kompletnie opustoszałe ulice Medellin, mocno trzymając się za ręce i z torbą wypchaną pieniędzmi na ramieniu. Z boku wyglądali jak dwójka dzieciaków, która zbierała się na wakacje. Która spakowała torby i gotowa była przeżyć niesamowite lato pełne doznań i uniesień, a potem wrócić do domu i mieć o czym opowiadać na studiach.
Tylko ich to wcale się nie tyczyło.
Oni nie mieli zamiaru wracać.
Nie mogli. Nie po tym wszystkim, co się wydarzyło i Pilar miała tego pełną świadomość. Dlatego kroczyła dzielnie, dotrzymując mu kroku. Gdzieś po drodze pozwoliła wziąć się na barana, przeszli kilka metrów z nią majtającą nogami na lewo i prawo i zaczepiając go gdzieś w okolicach ramion, których się trzymała. Nawet złożyła kilka pojedynczych pocałunków na jego głowie, ale przecież on też był cały poobijany, nie powinien się przemęczać. Resztę przeszła sama.
Zakupy? — zaśmiała się, chociaż przecież to wcale nie był tak odklejony pomysł. W końcu nie mogła wiecznie chodzić w jego ciuchach, nawet jeśli te bokserki w spidermany były zajebiście wygodne i wcale nie wpijały się w tyłek w porównaniu do seksownej bielizny, którą czasami ubierała. Specjalnie żeby zauważył. — Kupisz mi czerwoną sukienkę? — zagadała, na moment odsuwając czarne myśli tego co się działo na bok i skupiając się na tym miłym kawałku przyszłości. — Będziesz mógł dobrać do tego bieliznę — spojrzała na niego wymownie. Byłoby miło. Śmiesznie nawet. Mogliby przebrać się za kogo tylko chcieli. Przybrać role jakiś bogoli, którzy szastali kasą na lewo i prawo. Może na ułożonych ludzi? Takich, którym powodziło się w życiu? A może właśnie za hippisów, którzy resztę życia planowali przejechać przez resztę świata? Mogli być kim tylko chcieli i to właśnie tej myśli trzymała się Pilar. Resztę drogi rozmyślała nad wszystkimi możliwościami, aż nie stanęli w końcu przed tablicą odjazdów, patrząc na te wszystkie miejscowości, w których wcześniej żadne z nich nie było. Nieznany teraz, który przez następne dni mógł stać się dla nich nowym domem.
Kocham morze — skinęła głową, zgadzając się z nim w stu procentach. — Nigdy nie byłam w Buenaventurze — zacisnęła mocniej palce na jego dłoni, szczególnie, kiedy powiedział, że pójdzie kupić bilety. Nie chciała już zostawać sama. Niby była z niej duża dziewczynka, umiała o siebie zadbać, a jednak z jakiegoś powodu miała wrażenie, że jeśli puści go tylko na chwilę, może już go nie odzyskać. Tak jak tego dnia działo się to wiele razy. Za każdym razem żałowała. Teraz nie miała zamiaru. Tylko zaraz okazało się, że kasy były zamknięte, bo trwała przerwa techniczna przez pięntaście minut. Usiedli na krzesełkach, a Stewart od razu podciągnęła kolana pod brodę, kuląc się na krześle, a jego dłoń położyła sobie przy udach i zaczęła się z nią bawić.
Pilar…
Madox — odpowiedziała mu tym samym, przekręcając głowę w jego kierunku. W jego głosie czuła już powagę sytuacji, chociaż sama nie wiedziała, czego miała się po nim spodziewać. Przez moment nawet myślała, że stwierdzi, że może jednak powinni wracać, nigdzie nie jechać, albo że nie chciał je zabrać ze sobą. Musiała ugryźć się w język, żeby nie zacząć wsadzać mu słów do ust, tylko spokojnie wysłuchać. Chociaż im więcej mówił, tym bardziej ona kręciła głową. — Jestem pewna — to nawet nie podlegało jakiejkolwiek wątpliwości. Musiał widzieć to w jej ciemnych, wielkich oczach. — Pójdę za tobą na koniec świat — wyznała w końcu, zbierając się w sobie, żeby wyznać mu to, co siedziała w niej już od jakiegoś czasu tego wieczoru. Schowała jego dłoń w swoich i przysunęła ją sobie bliżej serca, nawet na moment nie ściągając z niego spojrzenia. — Osiem lat na ciebie czekałam. Nie chce więcej czekać. Czekać i kurwa zachodzić w głowę co by było gdyby, bo to pierdolona katorga. Zastanawiać się wiecznie gdzie jesteś, jak się masz, czy… jesteś szczęśliwy. Z kimś innym… — nawet samo mówienie o tym sprawiało, że przez jej ciało przechodziły nieprzyjjemne prądy. W życiu by sobie tego nie wybaczyła, gdyby teraz wróciła. Gdyby zostawiła go na tym pieprzonym dworcu i już więcej o nim nie usłyszała. Wiodłaby jebane, smutne życie, owiane żałobą za czymś, czego tak na dobrą sprawę jeszcze nie zasmakowała nawet w pełni.
Nie wiem czego ty chcesz, ale ja… — złapała większy oddech. Mógł widzieć po jej twarzy, że próbuje się przemóc. Próbuje otworzyć się przed nim, chociaż przez tak wiele lat jedyne co czego się uczyła, to go od siebie odpychać. A teraz.. — Ja chce ciebie — wyznała w końcu, stanowczo, z pełną pewnością siebie. — Ciebie całego. Z całym tym ciężarem jaki za tym idzie, z problemami i wyzwaniami. Bycie blisko ciebie nigdy nie było proste… — i on dobrze o tym wiedział. Że gdziekolwiek nie był Madox tam był jebany chaos, krew i ból. — Ale bycie daleko mnie kurwa zabije — podniosła jego dłoń do swojego policzka i przesunęła w dół, po żuchwie, a potem szyi, w końcu umieszczając ją na piersi. Piersi, pod która on mógł czuć jak jej serce znowu zapierdala zdecydowanie za szybko. W jakimś szaleńczym tempie, podczas gdy oczy były w niego wpatrzone z pełną powagą. Nie mówiła mu wcale tego, co chciał usłyszeć. Mówiła to, co czuła. Co czuło jej nastoletnie, posklejane szarą taśmą serce. Na tu i teraz. Na ten moment. Po tym całym dniu, w którym ona się na nowo w nim… — Kocham cię — wyznała w końcu, już bez ogródek. Coś czego nigdy nie potrafiła powiecie Tio. Prosto kurwa z mostu. Jak ostatnia wariatka. Idiotka. Osiem lat go unikała, a po kilkunastu godzinach z nim potrafiła spojrzeć mu w oczy i nazwać to uczucie, które czuła w sercu. A zaraz potem poczuła też kurewski strach. Bo co jeśli on wcale tego nie czuł? Kurwa.

Vivir cerca de ti nunca ha sido fácil... pero estar lejos me está matando.
kasik (dc: kasik_srasik)
nudy. a tak poza tym, to używania AI, czytania mojej postaci w myślach i braku inicjatywy.
34 y/o
MADITO
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granicy między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
przekleństwa
- Nawet różową jak będziesz chciała... Ale to chyba nie jest twój kolor Pilar, zdecydowanie bardziej czerwony - fajnie było tak sobie porozmawiać o czymś normalnym, przyziemnym, w tej ich popapranej sytuacji. A przecież oni mieli zaledwie po osiemnaście lat, powinni jechać sobie na wakacje, robić zakupy, kupować te czerwone sukienki i... - bieliznę? - zainteresował się Madox - dla mnie możesz iść bez - no bo akurat Noriega nie przywiązywał do tego jakiejś wielkiej wagi, do bielizny, kiedy on bardzo szybko się jej pozbywał. I jakby Pilar miała na sobie taką czerwoną sukienkę, to pewnie też tak by było.
Młodość rządziła się swoimi prawami, a oni byli w takim wieku, kiedy dopiero co weszli w ten etap szalonej młodości, bo przecież niedawno byli jeszcze dziećmi.
A może nawet wciąż?
Kiedy tak wpatrywali się w tą tablicę odjazdów.
- Ja też kocham - Madox pokiwał głową lecąc ciemnym spojrzeniem po kolejnych nazwach - Bueanaventura brzmi jak zajebista przygoda, nie? - spojrzał na Pilar, bo chyba Noriega trochę liczył na to, że ta ucieczka to był początek ich zajebistej przygody. Marzenia to było coś, co w tych osiemnastoletnich głowach jeszcze miało szansę. Jeszcze nie zderzyli się tak boleśnie z rzeczywistością, nie aż tyle razy.
Jeszcze mieli... głowy pełne marzeń.
Tylko w tej wycieczce do Buenaventury akurat zatrzymała ich... zamknięta kasa. Ale to przecież piętnaście minut, a może nawet zadziała to na ich korzyść, bo Madox mógł podpytać Pilar co ona o tym wszystkim myślała. Chciał wiedzieć. Musiał wiedzieć, czy była pewna i czy rozumiała powagę sytuacji, dlatego on zaraz patrzył na nią wyczekująco, a te jego ciemne oczy nie błyszczały już tak wesoło jak jeszcze chwilę temu.
Jestem pewna - wyrwał się do niej, tak, że mimo jakiejś dziwnej, niewygodnej pozycji na tym krzesełku, to się do niej przytulił opierając głowę gdzieś o jej kolana, nawet otworzył usta, żeby coś jej powiedzieć.
Zajebiście?
Kocham cię?
Ale kiedy Pilar kontynuowała to wrócił na swoje miejsce zaciskając tylko palce na jej ręce.
Nawet nie pozwolił jej na dobre dokończyć, bo on już nawijał, równo z nią.
- Ja też nie chcę już czekać i nie chcę, żebyś tu została... - ciemne spojrzenie utkwił prosto w jej pięknych, czekoladowych oczach. Przytulił sobie jej rękę do policzka, trochę zarośniętego i poobijanego, ale ciepłego - nie byłem z nikim taki szczęśliwy, jak z tobą, kiedy jedliśmy na pół lody czekolada-mango, z posypką, którą wyżydziłaś - bo taka była prawda. Że to lato, kiedy oni się spotkali, kiedy postanowili ze sobą chodzić było najlepsze, beztroskie, wesołe, odciągało myśli od tego, co działo się w pięknej różanej willi. A potem Ticiano postanowił to zepsuć. Perfidnie im zabrać.
A potem było już tylko gorzej. I owszem Madox często uciekał z domu i szukał chwili zapomnienia w ramionach innych dziewczyn, które wplatały smukłe palce w jego czarne włosy, tak jak teraz Pilar, ale to nigdy nie było takie beztroskie, przyjemne, szczęśliwe, jak ta ich pierwsza mała miłość.
Już otworzył usta, żeby jej powiedzieć czego on chce, ale widział w jej spojrzeniu tę walkę, jak próbowała mu powiedzieć coś ważnego. I Madox też przez chwilę walczył gdzieś w sobie, żeby tego nie spierdolić jakimś jednym głupim tekstem, bo przecież on był w tym mistrzem. W gadaniu, kiedy trzeba było się przymknąć, w psuciu nastroju głupotą. Ugryzł się w język, boleśnie, do krwi chyba, bo poczuł w ustach ten metaliczny posmak i dał jej dokończyć.
Słuchał, a oczy robiły mu się coraz ciemniejsze, prawie już czarne. A serce waliło mu tak, że czuł je w skroniach. Oddech przyspieszył, a on mocniej zacisnął palce na jej skórze.
Znowu złapał w płuca powietrze, może chciał się z tym kłócić, że bycie blisko niego nigdy nie było proste, ale przecież to była szczera prawda. Madox przyciągał kłopoty, tam gdzie był on wiecznie się coś działo, generował wrażenia i emocje, nie wszystkie pozytywne, miłe...
Czasem to był pierdolony rollercoaster różnych uczuć i zdarzeń.
Musnął opuszkami jej skórę, miejsca po których go prowadziła, za którymi podążał jego wzrok, a kiedy ułożyła jego dłoń na swojej piersi, to aż podniósł na nią spojrzenie, na jej piękne, duże oczy. Czuł jak jej serce obija się o żebra, jak wali w szalonym rytmie. Złapał jej rękę i szarpnął ja do siebie prawie zrzucając z krzesełka, ale zaraz już kucał przy niej, blisko, jakoś krzywo, ale tak, że teraz jej palce ułożył na swojej piersi, na tatuażu z lwem schowanym pod koszulką.
- Zobacz... - jego serce też tak waliło, rwało się do niej - tak samo - proste. Tak samo mocno biły ich serce poklejone szarą taśmą, do siebie, serca, które po ośmiu latach się obudziły z tego dziwnego letargu - ja ciebie też... kocham - zaczął trochę niepewnie, ale to kocham było już tak niezaprzeczalne, było gwoździem do trumny (oby nie), i do tego, że on znowu się do niej wyrwał, wepchnął między jej nogi przygniatając ją do tego niewygodnego krzesełka, wpijając się w jej usta, agresywnie. Ale w takim pocałunku, którym rozkoszowali się długo, obłędnie, a smakował wakacjami, młodością, miłością... Mango i czekoladą.
I czego tu było się bać? Skoro Madox czuł to samo, a może nawet jeszcze bardziej? Ale czy bardziej się dało?
Nie oderwałby się jeszcze od niej, mimo, że plastikowe oparcie wbijało się jej w plecy, a jemu podłokietnik gdzieś w biodro, ale poczuł...
Jak owczarek niemiecki wącha go po tyłku, aż podskoczył i obejrzał się do tyłu, a zaraz zrywał się z miejsca.
- Nie... zostaw - odsunął od siebie psa, ale ten znowu się do niego wyrwał. Tam na pośladku w kieszeni miał woreczek z kokainą, wyczuł go - dobry pies, siad, zostaw. Cześć... - kucnął, żeby wygłaskać psa, ale zaraz pojawiło się też dwóch (woof woof) policjantów, którzy uspokoili owczarka - a to... panów - zaczął Madox - fajny pies - owczarek znowu trącił go nosem w tyłek - my też mamy... Z dziewczyną - wyciągnął rękę do Pilar, żeby pomóc jej wstać, żeby ustawić ją za sobą jakoś tak, żeby oparła się o jego tyłek - pewnie czuje od nas psa... - bo przecież nie prochy.
Policjanci popatrzyli po nich, ale chyba niczego nie podejrzewali, chociaż zaraz jeden przyjrzał się Madoxowi bliżej.
- Gdzie jedziecie? Bardzo jesteś poobijany młody - zaczął i podeszli bliżej. A Madox tylko się uśmiechnął.
- Wyjebałem się na hulajnodze, na gębę, a ona mi mówiła, żebym uważał - znowu przyciągnął do siebie Pilar i się do niej przytulił - no i wiem, że nie można jeździć we dwie osoby, ale ją namówiłem, moja wina... - no tak, bo Stewart też miała siniaki, a oni przecież tylko jechali we dwoje na hulajnodze, jak to dzieciaki, a nie prawie zostali pobici na śmierć, przez psychopatę, na plaży - a jedziemy nad morze, o kasę otworzyli... - i Madox złapał za rękę Pilar, a w drugą torbę, ciągnąc ją w tamtą stronę, a pies jeszcze się za nimi wyrwał, ale policjant go przytrzymał przy nodze.

Besos con sabor a mango y chocolate ⋆.ೃ࿔🌸*:・
30 y/o
PEW PEW
169 cm
śledcza at toronto police service
Awatar użytkownika
Lepiej strzela niż gotuje. Do tego: agresywna, impulsywna i narwana. Niektórzy jeszcze mówią, że dzika. Ogólnie wszystko co złe, to Pilar.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
przekleństwa
Ona również nie była nigdy tak szczęśliwa, jak wtedy, kiedy jedli na pół lody czekolada-mango z posypką, którą wyszydziła. Kiedy wszystko było beztroskie. Gdy jako dziesięciolatki znaleźli siebie na swojej drodze i przeżyli w jeden samotny dzień tak niesamowitą przygodę. Przygodę, która była jedynie początkiem ich historii. Która zaczęła się od pyskowania w bajorku i ucieczce przed chuliganami, a skończyła na zielonej trawie przed jej domem, gdy drobne usteczka składały na tych swoich wzajemnych coraz bardziej pewne całusy. Bo przecież nawet nie dało się tego nazwać pocałunkiem.
Byli w tym niewinni.
Byli beztroscy.
I tak bardzo sobą zauroczeni.
Przekonani, że od tamtej chwili świat będzie u ich stóp. Że razem, kiedy się w końcu odanelźli już zawsze będą razem. Śmiać się, płakać i przekomarzać. Będą walczyć z Pedro i jego okropnym bratem bliźniakiem, a potem zbierać unikalne naklejki, uczyć się o zwierzętach… A potem że jak już będą duzi, to Madox się jej oświadczy. Da prawdziwy pierścionek, już nie taki z odpustu i poprosi ją o rękę. I będą żyć długo i szczęśliwie, jak na to zasługiwali. Jak ich rodziny nigdy nie potrafiły. Że będą dawać sobie miłość, której dookoła tak bardzo brakowało.
A wyszło na opak.
Wystarczyło jedno zdanie od Ticiano, żeby to wszystko legło jak domek z kart. Żeby na osiem lat, osiem kurwa lat, rozdzielić ich. Odebrać im wszystko, w czym pokładali marzenia… wszystko po to, żeby znowu kiedy świat stanie w ogniu, a wszystko dookoła się posypie oni na nowo znaleźli siebie. Po takim czasie. W bólu, wyrzeczeniach i poświęceniach, na które tylko ich wzajemnie było stać. Bo nikt inny nie wszedłby za nim w ogień do płonącego sklepu, a jej nikt nie próbowałby uratować spod noża Trucizny, narażając własne życie. Musieli chyba stracić wszystko, żeby zobaczyć się na nowo w tłumie, a kiedy to już się stało…
Kocham cię.
Powiedziała to pewnie. Z przekonaniem. I chyba pierwszy raz w życiu tak na powanie. Nie jako dziesięcioletni szczyl, który nie wie co to miłość, nie jak głupia nastolatka, która mówi to od niechcenia, żeby chłopak się na nią nie obraził. Szczerze. Prosto kurwa z serca, patrząc w najpiękniejsze czekoladowe oczy, jakie kiedykolwiek widziała. Czując pod palcami jego galopujące serce, kiedy tylko przeciągnął jej dłoń na jego pierś.
Pewnie dało się to zrobić ładniej. W jakimś o wiele lepszym miejscu, gdzie byliby sami, może bezpieczni, gdzie byłoby romantycznie. Ale oni chyba… w każdym universum te najpiękniejsze momenty musieli przeżywać w najbardziej nieoczekiwanych momentach. To już było zapisane w gwiazdach. I tym razem to Pilar wyszła z inicjatywą, na jakiś obskurnych, śmierdzących krzesłach, przed zamkniętą kasą i workiem jebanych pieniędzy, które ukradli jego ojcu. Bo takiego go właśnie kochała. Takiego, jaki przed nią siedział. Pojebanego, bez jakiegokolwiek planu na życie, na cokolwiek. Po prostu za to, że był.
A kiedy powiedział, że on ją też kochał… jej całe ciało w ułamek sekundy zalało się falą gorąca. Rozwiało wszelkie wątpliwości i obawy, które miała. Bo chyba drugi raz nie przeżyłaby jego odrzucenia. Gdyby powiedział jej to samo, co osiem lat temu na schodach. Autentycznie by kurwa umarła ze smutku. A tu zamiast tego eksplodowała z radości. Z jakiejś takiej pojebanej eutrofii, która momentalnie zajęła jej każdy milimetr ciała i po prostu oddała to wielkie uczucie w pocałunku, gdy Madox w końcu się do niej wyrwał.
Jednym ruchem przygniótł ją mocno do krzesłą, wbijając jej oparcie w łopatki, ale ona nawet na moment nie zwróciła na to uwagi. Była zbyt zafiksowana na obłędnym smaku jego ust, na zapachu, na tym, co z nią robił, gdy jego dłoń musnęła jej twarzy, a język… ja pierdole. Jęknęła prosto w jego usta, a zaraz za tym poszło kolejne…
Kocham cię, Madox Noriega — powtórzyła, jakby drugi raz miało pójść jeszcze łatwiej. I faktycznie. Pięknie brzmiały te słowa pomiędzy ich pomrukami i przyspieszonymi oddechami. Odbijały się ich warg i rozpłynęły w powietrzu dokładnie między nimi, gdy Pilar znowu się do niego wyrwała, żeby jeszcze bardziej pogłębić pocałunek. Jak na zawołania ruszyła ręką na podróż po jego umięśnionym brzuchu pod materiałem koszulki, czując pod palcami każdy jeden kwriak, jaki na nim był. I pewnie swoją wędrówkę zakończyłaby na jego pasku, gdyby nagle coś… nie szturchnęło ją za nogę. A dokładniej Madoxa, a on ją.
Otworzyła oczy, wbijając spojrzenie w policyjnego psa z opaską. Gorąca fala — tym razem nerwów — zalała jej plecy, a oddech jeszcze bardziej przyśpieszył. Od razu odnalazła wzrokiem torbę, która była wciśnięta pod krzesło na którym wcześniej siedział Noriega. Kurwa. Przecież oni nie tylko mieli tam kupę kasy, ale tęż broń! A on w kieszeni miał… Dopiero wtedy do niej dotarło, co on wyciągnął z tego sejfu i wcisnął do spodni. Ja pierdole.
Niedobrze.
Było bardzo, kurwa, niedobrze.
Dobry wieczór — wyprostowała się na krześle witając z policjantami i poprawiła jeszcze materiał bluzy, który on z niej ściągnął, odkrywając ramię. Szybko je zasłoniła i wbiła spojrzenie w psa, który namiętnie obwąchiwał tyłek Madoxa. Psy policyjne nie były głupie, był jak assasiny, doskonale przeszkolone do swojej pracy i ten tutaj ewidentnie wykonywał ją aż za dobrze. Obita twarz Noriegi również nie pomagała i o nią również zaraz został zapytany. — No dokładnie, mówiłam mu żeby uważał — westchnęła z udawanym oburzeniem i aż pokręciła głową. — Ale moja mama, jak go zobaczyła, to od razu powiedziała, że do wesela się zagoi — machnęła ręką, a jeden z nich lekko się uśmiechnął. Drugi natomiast wcale nie wyglądał na zadowolonego ani chociaż w połowie przekonanego tą historią.
A ty czemu masz takie szramy? — spojrzał tym razem podejrzliwie na Stewart, wskazując jej twarz.
No jak, bo ja jechałam z tym jełopem na tej hulajnodze. Z tyłu się trzymałam, a on nie uważał — trochę przykatorzyła oburzoną, a jeden z policjantów znowu się zaśmiał i rzucił jakieś ehh dzieci pod nosem.
I może nawet by im odpuścili, szczególnie, że kasa biletowa się otworzyła, a okienko zaświeciło na zielono, tylko wtedy, dokładnie w momencie, gdy Pilar wstała z krzesła pies znowu wyrwał się do Madoxa. Stewart stanęła za nim, żeby jakoś do przysłonić, ale już po twarzy policjanta widziała, że tym razem chyba nie odpuści. W końcu te psy były wyszkolone, żeby węszyć narkotyki.
Wiesz co młody? — zaczął wracając do nich. — Pójdziesz na chwilę z nami — dodał podchodząc bliżej, a Pilar… spanikowała. Nie miała pojęcia, co zaraz się stanie wiec jednym ruchem wsadziła bezczelnie Noriedze rękę do tylnej kieszeni i złapała za woreczek z białym proszkiem, który tam był. Zacisnęła go mocno w pace, akurat gdy policjant podszedł bliżej.
Ale po co? My się śpieszymy — próbowała to jeszcze jakoś załatwić. — Mamy autobus za piętnaście minut.
To tylko rutynowe przeszukanie, powinno szybko pójść — wyjaśnił. — Macie z tym jakiś problem? — popatrzył po nich podejrzliwie.
Nie skąd, ale szybko — mruknęła i dosłownie w momencie, w którym policjant złapał Madoxa za ramię, żeby go do siebie przyciągnąć, Pilar wyciągnęła rękę z jego kieszeni i wsadziła sobie prochy do własnej w dresach, błagając kurwa w myślach, żeby nie chcieli przeszukać i jej.
Kurwa.
Ale na razie chyba nie chcieli, bo pokazali Noriedze pokoik zaraz za toaletami, do którego zaraz go zaprowadzili, pozostawiając Pilar samą z torbą pod krzesłami. Pies jeszcze coś się kręcił, ale drugi policjant już go szarpnął razem z nimi.
Pokój do którego go wprowadzili był prawie pusty. Jedynie metalowy stół przykręcony do pogłowi, dwa krzesła i jakaś migająca jarzeniówka pod sufitem, która przypominała takie z filmów (z)grozy. Jeden z policjantów szarpnął drzwi i trzasnął nimi podchodząc do stolika.
Dobra młody — rzucił spokojnie, nim podniósł na niego spojrzenie. — Zapytam wprost: masz przy sobie coś, czego nie chcielibyśmy znaleźć? Jeśli tak to lepiej od razu to wyciągnij na stół — poklepał w niego kilka razy palcem. — A jeśli nie, to rozbierz się do bielizny i przygotuj dokumenty.

Cariño, tenemos un problema
kasik (dc: kasik_srasik)
nudy. a tak poza tym, to używania AI, czytania mojej postaci w myślach i braku inicjatywy.
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ Po wymiarach”