Szorstka odpowiedź zachrzęściła w ustach nieznajomego trochę jak piasek, na szczęście nie taki, który miałby zdolność wcisnąć się Milesowi w oczy przy byle podmuchu emocji, dlatego też na pierwszy komentarz quasi-pacjenta nie zareagował żywo. Prawie wcale. Jedynie jedna z brwi podniosła się na moment w zaskoczeniu, nie spodziewając się, że parę niewinnych, w gruncie rzeczy żartobliwych słów o nieśmiałości (lub jej braku) jest w stanie wyrwać z mężczyzny spokój.
Gwałtowny.
Ocenił go bez żalu w myślach, jedynie z odrobiną charakterystycznego sobie osądzania, nie dochodząc do źródła jego impulsywności. Zaraz zresztą oboje stali obok auta, skoncentrowani na nodze, choć zapewne z dwóch różnych powodów.
Nie myślał o nim, jak o obiekcie seksualnym, póki mężczyzna sam nie wcisnął na podium tematu z podrywem. Na te słowa trudno było być obojętnym. Uśmiechnął się lekko kącikami ust, trochę niewyraźnie, bo wciąż pochylony był ku ranie, ale z jednostajnie podniesionym w ciele ciśnieniem. Impuls zainteresowania przebiegł przez moment przez jego głowę, gdy podchwycił wzrok pacjenta, próbując dojść do tego, czy komentarz ten był flirtem, czy ostrzeżeniem. Błąkająca się na ustach nieznajomego parabola uśmiechu sugerowała pierwszą z opcji. Pewność co do tego nabrał natomiast w momencie, w którym mężczyzna zdecydował się odgarnąć mu kosmyk włosów za ucho. Był przekonany, że heteroseksualny facet nie porwałby się na podobny gest w bieżącej sytuacji.
Wciąż przecież ograniczały ich okowy typowo formalnego kontaktu, nie licząc paru drobnych żartów wcześniej. Bezimienny, stojący przed nim, skutecznie jednak ukruszył filary powściągliwości, udowadniając przy okazji, że zgodnie ze słowami Milesa, faktycznie nie był nieśmiały.
Miles lubił mieć rację. I lubił przystojnych mężczyzn, choć zdecydowanie ponad te dwa elementy lubił jeszcze coś innego: dobrze wykonaną pracę. Dlatego nie przedłożył własnego zainteresowania ponad ranę pacjenta. Zignorował przekorne “Nie ma za co”, przez kolejne sekundy i minuty operując ręką przy ranie, by dobrze ją oczyścić, zabezpieczyć i ostatecznie również zamknąć plastrami. Być może dlatego zupełnie nie dostrzegł w otoczeniu poruszenia i wyciągniętych telefonów. Gdyby nie słowa mężczyzny nad nim, w ogóle nie zdawałby sobie sprawy z tego, że stanowili dzisiaj atrakcję dla ulicznych gapiów.
Wołany przez towarzysza, podniósł na moment wzrok w górę, w kurtuazji i naturalnej sobie grzeczności nie ignorując rozmówcy. Ręka, ciepła, ale zagumowana rękawiczką, na moment spoczęła na jego udzie, gdy ściągając brwi, próbował nadążyć nad sugestią.
—
Sugestywnie? — powtórzył za nim spokojnie, ale z początkowym brakiem zrozumienia, odwracając głowę nieznacznie w kierunku gapiów, choć z ich perspektywy zapewne wciąż ukryty był pod kaskadą własnych włosów i ramienia.
Dopiero wtedy, napotykając wzrokiem na kilka świecących się w wieczornym świetle ekranów telefonów, skierowanych na nich,
zaskoczył, co miał na myśli Azjata. Omal przy tym nie parsknął śmiechem. Zdarzało mu się jako chirurg i lekarz urazówki bywać na miejscach samochodowych wypadków i różnych krachów, ale nigdy jeszcze nikt nie filmował go z powodu tak błahego, jak… chęć szukania nieprzyzwoitej sensacji.
—
Może zapomnieli o tym, że w tej historii, żeby była wiarygodna, powinieneś jęczeć. — Słowa były śmiałe, wypowiedziane z nonszalanckim uśmiechem. Może wyrażające zbytnią pewność siebie, zważywszy na kontekst. W końcu to nie Jason coś sugerował, a gapiowie coś sobie dopisywali. Ale warto było odpowiedzieć na wcześniejszy flirt mężczyzny, by dać mu sygnał, ze grają do jednej bramki, nawet pomimo tego, że nie robił tego zwykle
w taki sposób.
Bywał charyzmatyczny, ale nie tak bezczelny, jak dziś. Czuł jednak, że mężczyzna przed nim doceni podobną bezpośredniość. Zaraz też powrócił wzrokiem do nogi i nakleił na nią ostatni plaster ściągający, wstając z klęczek.
Na tym kontakt mógłby się zakończyć, ale korzystając z okazji, że był w dobrym nastroju (jego auto było całe, a wieczór przyjemnie chłodny), nachylił się w kierunku mężczyzny pod pretekstem odłożenia zużytych rękawiczek na dach samochodu.
—
W tych kwestiach nie lubię się spieszyć — wymruczał cicho obok jego ucha, zdecydowanie zbyt dwuznacznie, by można było przypisać ten sens opatrywaniu rany. Zaraz potem rękawiczki wylądowały na karoserii, a on — jakby nigdy nic — odsunął się od mężczyzny, pozwalając mu się ubrać i sam nachylał się już do samochodu, wyciągając z niego wcześniej położoną na siedzeniu pasażerskim apteczkę.
Przykucnął ostatni raz przy asfalcie, zbierając resztki otworzonych opakowań i folijek lekarskich i wpakował je chwilowo tylko do apteczki, robiąc na ulicy porządek. Potem miał w planie uporządkować samą apteczkę.
Gest ten miał też drugie dno — skoro spodnie nieznajomego właśnie wchodziły na jego tyłek, a Miles pomimo tego i tak kucał, to dawał sygnał gapiom, że jednak chodziło o pierwszą pomoc, a nie o coś więcej. Z tego samego powodu rękawiczki położył na dachu, na widoku, zamiast gdzieś w dyskretne miejsce. A potem zgarnął je na koniec całej serii gestów do apteczki.
—
Jako lekarz radziłbym Ci jeszcze prowizorycznie sprawdzić, czy nie masz wstrząsu, szczególnie, jeśli Cię np. mdli — polecił mu krótko i konkretnie —
A jako przypadkowy facet… raczej mam świadomość, że z tej rady nie skorzystasz. Więc generalnie możesz już jechać do domu — to mówiąc uśmiechnął się lekko do niego, gotowy do rozstania.
Jason Choi