25 y/o
MAŁA LADY PANK
175 cm
twórczyni komiksów
Awatar użytkownika
Don't call your mother - don't call your priest
Don't call your doctor - call the police
You bring the razor blade - I'll bring the speed
Take off your coat - it's gonna be a long night
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Zamyśliła się na moment nad potencjalnymi skutkami ich zakładu. Oczywiście, że pomysł na papierze się jej spodobał. Doskonale pasował do ich dynamiki i z pewnością pozwoli którejś z nich wyciągnąć na światło dzienne absolutnie najgorsze cechy własnej osobowości. Ale czy na pewno chciała wyciągnąć z niej to wszystko, czego do tej pory nie dostała, wyłącznie dzięki takiej umowie? Czy w którymś momencie nie uzna tego za zbyt banalne? Dogodzenie Cross, wbrew pozorom, nie było takie łatwe. Sama borykała się z tym od ćwierćwiecza, więc miała pewne obawy. Postanowiła jednak odsunąć je na dalszy plan. Konkurs się nawet nie zaczął, żadna z nich jeszcze nie wygrała. Później będzie miała mnóstwo czasu na kombinowanie.
Teraz musiała skupić się na zwyczajnym spędzaniu czasu w towarzystwie Ruelle, co okazało się zadziwiająco skomplikowane. Nie żeby miała jakiś wielki problem z opowiadaniem jej o sobie. Przecież uwielbiała gadać na swój temat! Po prostu w każdym jej słowie i geście wietrzyła jakiś podstęp. Chciała przewidzieć trzy kroki do przodu, by być przygotowaną na każdy cios, jaki Prescott może jej zadań, ale jak na razie szło jej średnio. No dobrze, właściwie to dość chujowo.
— Faktycznie mam jakieś niezdrowe ciągoty do bycia irytowaną. Myślisz, że to jakieś głęboko zakorzenione mommy issues? — Biorąc pod uwagę, że matek w życiu miała ponad normę, to mogło tak być! Z ojcem nie mogło mieć to nic wspólnego, bo przecież nawet go nie pamięta. Nie zakładała, że ktokolwiek, kogo postanowiła wymazać ze swojego życia, mógłby mieć na nie jakikolwiek wpływ. Wielu terapeutów pewnie by się z nią nie zgodziło, ale co oni tam wiedzą?
— Biorąc pod uwagę, że zaczęliśmy znajomość, objeżdżając z góry na dół swoje prace, to nie wiem, czy masz rację. — Uśmiechnęła się pod nosem do własnych wspomnień. Wspólne zainteresowania na pewno rozwijają przyjaźnie, ale na pewno można było nawiązać je w dużo bardziej pokojowy sposób. Z drugiej strony, tu też od razu zauważyła pewne podobieństwo do jej znajomości z Prescott, więc może po prostu była jakaś jebnięta?
— Niestety jedno i drugie. Oboje mają również niezdrową obsesję na punkcie guzików. Czasem każą mi je sobie przekazywać, jak jakiejś paserce — doprecyzowała. Za dilowanie guzikami chyba nie powinni jej przymknąć? Chociaż niekiedy uważała, że powinni, jak patrzyła na jakość znalezisk obojga z nich. Niemniej jednak byłoby trochę wstyd przyznać się, że wylądowała za kratami za taka głupotę. To dużo mniej ciekawa opowieść niż bycie zgarniętą z jakiegoś protestu.
Obczajanie tyłka Ruelle zdecydowanie będzie mogła zaliczyć do lepszych punktów tego dziwacznego dnia. Może powinna robić częściej taki detoks od pożerania jej wzrokiem i ciągłego dotykania? Nawet tak prozaiczny widok wydał jej się od razu dużo przyjemniejszy.
— No wiesz co? Nie spodziewałam się grania kartą rasy — prychnęła, udając oburzoną. Specjalistką od tej kultury i kuchni zdecydowanie nie była. Nie podejrzewała też oczywiście Prescott o żaden rasizm.
— Skoro lubisz dobrze przyprawione to może Champong? A jeśli jesteś naprawdę głodna, to weź Ojingeo-bokkeum. Mają tu najlepsze, jakie jadłam w Toronto. — Obróciła w jej stronę własne menu i wskazała na obie pozycje. Nachyliła się nad stolikiem, by się do niej zbliżyć.
— Jadłam to aż w dwóch miejscach — dodała konspiracyjnym szeptem. No to niezła rekomendacja, nie ma co. Ale cóż, pierwsze miejsce, to pierwsze miejsce, prawda? Oparła się z powrotem o krzesło i zamknęła menu. Zawsze doceniała geniusz projektantów kart w azjatyckich restauracjach, którzy obok nazw dań dawali również ich zdjęcia. Wszystko tutaj było po prostu... odpowiednie. Dzięki klimatyzacji nie ugotują się, zanim się nie najedzą. Cicho grająca muzyka w tle w stylu lofi beats to relax and study absolutnie nie przeszkadzała. Wystrój też nie raził jej w oczy. Jego elegancja nie wynikała z przepychu, a prostoty i dbałości o symetrię. Nawet kelnerka była wyjątkowo miła i przyjęła ich zamówienie sprawnie i bez żadnych niezręczności. Cross czuła się w tym miejscu po prostu bardzo dobrze. To na pewno zasługa samego lokalu, totalnie niczego innego. Co niby miałoby aż tak pozytywnie wpływać na jej nastrój? Nie mam pojęcia.
— Ja też mam ci nie zadawać żadnych pytań? — dopytała, gdy kelnerka odeszła od ich stolika. Ruelle wcześniej wykręciła się z rozmowy z Casparem, zaznaczając, że nie jest wylewna. Cross nie miała pojęcia, czy też powinna się temu podporządkować, a zadanie pytania wprost było dużo lepsze niż potencjalne odbicie się od ściany. Rozejrzała się uważnie po stoliku szukając czegokolwiek, czym mogłaby się zająć. W końcu jednak wyjęła z paczki papierosów zapalniczkę i zaczęła nią obracać w palcach. To było wyjątkowo durne, że nie przygotowała sobie niczego do zajęcia rąk, wiedząc, że tym razem nie będzie chciała przyklejać ich bez przerwy do swojej rozmówczyni. Taka desperacka potrzeba przeniesienia na coś koncentracji nie była przecież dla niej żadną nowością. Przez tę pokręconą dziewczynę popełniała ciągle błędy godne nowicjuszki.

Ruelle I. Prescott
Werka
dogadamy się
24 y/o
Prepare to be a seasoned local
160 cm
tanatopraktorka white lily funeral services
Awatar użytkownika
Cantas canciones de amor
Pero eso no me place
Busco algo más profundo
Quiero un buen viaje
Olvida las flores
Rompe mi vestido
Hazme sentir el placer
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Wszelkie ograniczenia przy tej prostej umowie zależały wyłącznie od nich. Nie musiały wcale wykorzystywać do wszystkiego swojego zwycięstwa. Mogło być jedynie przedsmakiem do tego, co mogły jeszcze uzyskać jeśli tylko odpowiednio się postarają, aby zdobyć podobną uległość innymi metodami niż wygraną w zwyczajnym zakładzie. Tylko, że wpierw musiałyby się powstrzymać od tego, a z tym mógłby być drobny problem... Ten problem jednak należał do ich przyszłych wcieleń, a nie do tych, które obecnie miały w planie po prostu coś zjeść i wrócić wtedy na teren konwentu.
Zadziwiające było to, że w gruncie rzeczy nawet nic nie planowała. Po prostu jakimś cudem wdały się w zaskakująco zwyczajną rozmowę, a każdy nieco bardziej cięty czy żartobliwy komentarz nie był wycelowany tak, aby zaboleć, a raczej stanowił dosyć swobodną odpowiedź. Może po prostu obecność Caspara w jakiś sposób odbiła się także na Prescott? Jeszcze nie do końca wyszła z trybu normalnego dialogu.
- Możemy to sprawdzić - rzuciła, uśmiechając się do niej cwanie. - Jak wygram to powiem, żebyś zwracała się do mnie mommy.
Oczywiście, żartowała. A może i nie? Trudno stwierdzić. Nie zastanawiała się nad swoją wygraną, a może powinna skoro czuła się jej pewna. Z drugiej strony nawet jeśli zaliczy jakieś potknięcie to nie powinna zbytnio narzekać na efekt porażki. Jej ego lekko ucierpi, ale kreatywność River była na tyle wielka, że z pewnością dobrze wykorzysta swoje zwycięstwo.
- Po prostu oboje cenicie szczerość i chyba pragnęliście prawdziwego krytyka - rzuciła bez większego zastanowienia, bo nie widziała tej ich interakcji, gdy mieli po piętnaście lat i mogła jedynie zastanawiać się, co chodziło im wtedy po łbach.
Na wzmiankę odnośnie relacji łączącej Georgię i Caspara oraz o przekazywaniu sobie wzajemnie guzików, Ruelle uśmiechnęła się z rozbawieniem, parskając krótko śmiechem. To było po prostu zbyt absurdalne. Miała wrażenie jakby ta dwójka była jakąś dziwną parą wyrwaną z komediowego komiksu czy innego tworu medialnego.
- Naprawdę mają nietypowe hobby - skwitowała, kręcąc głową, bo takie rzeczy nie wydawały jej się nawet możliwe.
Stawiały sobie pewne drobne ograniczenia. Przede wszystkim mogły też nieco jaśniej myśleć w momencie, gdy w krwi nie krążył alkohol, a na skórze nie znajdowały się dłonie lub usta tej drugiej. Zaskakująco dobrze robiło im wstrzymywanie się od dotyku. Chociaż rzecz jasna Prescott zrobiła pewien wyjątek, aby usiąść wygodniej na ławce... Oraz później, gdy przesunęła dłonią po udzie rysowniczki. Mimo wszystko opanowała się niezwykle szybko i nie dała się porwać chwili.
- Raczej zakładałam, że już tu byłaś - stwierdziła, odrywając wzrok od menu, aby spojrzeć na rysowniczkę. - No, ale może lekko zagrałam kartą. Za dużo koreańskiego żarcia nie miałaś w domu?
Wiedziała, że są każdy miał nieco inny stosunek do swojego pochodzenia i tego, co przekazywał potomstwu. Sama dorastała w domu, gdzie miała prawdziwy miks. Siedząc z matką nasłuchała się tego jak angielski przechodził płynnie w hiszpański i odwrotnie, kosztowała potraw, które w rodzinie krążyły od pokoleń i były zakorzenione w kulturze portorykańskiej jak i tych bardziej kanadyjskich. Zawsze była gdzieś pomiędzy. Nie w pełni Portorykanka, ale też nie do końca Kanadyjka...
- Widzę zatem, że jestes obeznana w koreańskich knajpach - odparła ściszonym tonem, gdy tylko dziewczyna się ku niej pochyliła.
Finalnie nie zdecydowała się na żadną z opcji podanych przez Cross. Niekoniecznie miała ochotę na kalmary, a i pomimo działającej klimatyzacji wydawało jej się, że dzień był zbyt gorący na jakąkolwiek zupę. Takim więc zdecydowała się na jakiś makaron gochujang z wołowiną i warzywami oraz porcję prawdziwie pikantnego kimchi. To brzmiało jak dobra opcja.
Kiedy tylko uśmiechnięta kelnerka odeszła od stolika, Ruelle rozsiadła się nieco wygodniej i spojrzała przez znajdujące się przy ich stoliku okno na roztaczający się za nim widok. Ten należał do naprawdę przyjemnych. Może dlatego, że w pobliżu znajdowało się nieco zieleni, a ulica nie należała do najruchliwszych. Dopiero po jakimś czasie zarejestrowała głos River i powoli skierowała na nią swoje spojrzenie.
- A jakie pytania chciałabyś mi zadać? - odparła, opierając głowę na wspartej łokciem o stolik ręce po czym uśmiechnęła się lekko, jakby cwanie. - Może na nie odpowiem.
W końcu dotychczas rozmawiały dosyć swobodnie. Co prawda wyłącznie o River, bo Caspar był zapalnikiem do ich dialogu, ale Prescott również mogła zdradzić coś na swój temat przy zachowaniu w miarę równej wymiany informacji. Nie zależało jej na tym, aby pozostać tajemniczą kusicielką. Były jednak z pewnością bardziej osobiste tematy, które z pewnych przyczyn zaczynały się robić niewygodne. Z takimi rzeczami nie chciała się obnażać.

River Cross
Ari
Nie lubię narzucania mojej postaci reakcji i zachowania oraz dopisywania do jej rzeczy czy sterowania nią w jakikolwiek sposób bez konsultacji.
25 y/o
MAŁA LADY PANK
175 cm
twórczyni komiksów
Awatar użytkownika
Don't call your mother - don't call your priest
Don't call your doctor - call the police
You bring the razor blade - I'll bring the speed
Take off your coat - it's gonna be a long night
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Zdecydowanie przyciągała do siebie dziwadła. Caspar był nieźle odklejony od planszy, a Ruelle zdecydowanie nie była lepsza. Problem w tym, że rysowniczce bardzo się to wszystko podobała. Nie zrezygnowałaby z obecności przyjaciela w swoim życiu i była gotowa zgodzić się z przyjemnością na każdy absurd, jaki Prescott dla niej przygotuje w razie potencjalnej porażki – do czego oczywiście nie miała zamiaru się przyznawać.
— Georgia chociaż potrafi zrobić z nimi coś ciekawego, a on jest po prostu nienormalny — doprecyzowała z nutą rozbawienia w głosie. Nie chciała przecież żadnego z nich wyłącznie obrażać. Czasami należało im się zmycie łbów, ale w gruncie rzeczy oboje przecież bardzo kochała. Akurat do tego mogła przyznawać się z uśmiechem na ustach, przecież to żaden powód do wstydu. Chciałaby oczywiście każde z nich rozumieć trochę bardziej, ale pogodziła się z tym, że ich umysły działają czasem w sposób totalnie dla niej niedostępny.
— Niespecjalnie. Nawet nie wiem, która z nich gorzej gotuje... Na pewno obie tego nie znoszą. Odżywiły mnie na mrożonkach i makaronie z serem, co, jak widać, wpływa perfekcyjnie na rozwój młodego organizmu. — Przesunęła ręką wzdłuż ciała, prezentując, jakie było doskonałe. No dobra, na pewno było dość wyrośnięte i to może faktycznie zasługa mrożonych warzyw. Pewnie z tego samego powodu było takie chude. Pech chciał, że River talent do gotowania odziedziczyła po obu matkach po równo, co Prescott mogła zresztą wywnioskować po ostatniej wizycie w jej kuchni. Była totalnym koszmarem dla takiej stereotypowej, latynoskiej rodziny, która jedzeniem potrafiła wyznawać sobie miłość.
Nie zaskoczyło jej, że dziewczyna nie wybrała niczego, co jej zasugerowała. To byłoby już za dużo uprzejmości na te pół godziny. Musiały trochę odtajać. Albo się podładować? W Prescott mogło po prostu nie być już energii, żeby być dalej uroczą. Cross powinna następnego komplementu spodziewać się mniej więcej za dwa tygodnie. Dobrze, że była już w tej kwestii zahartowana! Zamówiła dla siebie bibimbap i wodę, stwierdzając, że na razie woli sobie darować alkohol. Odprowadziła kelnerkę wzrokiem i skupiła się znów na swojej r a n d c e.
— Na przykład, czy myślisz, że jesteś w stanie odpowiedzieć kiedyś na jakieś pytanie po prostu tak albo nie? Czy jest to fizycznie niemożliwe i zawsze musisz zostawiać mnie w niepewności? — rzuciła zdecydowanie zbyt ostrym tonem niż planowała. Miała się z niej tylko trochę ponabijać, wcale nie chciała być (tym razem) wredna. Westchnęła krótko, bo gdy tylko usłyszała własny głos, dotarło do niej, jak to zabrzmiało.
— Chyba za rzadko zabieram dziewczyny na randki, żeby mieć jakiś gotowy zestaw prostych pytań, a jak zasugerujesz, że mam cię zapytać o ulubiony kolor albo czy wolisz Androida czy iOSa, to przysięgam, wstanę i wyjdę — powiedziała już dużo normalniej i co ważniejsze, totalnie szczerze. Nie przywykła do aż tak do bólu zwyczajnych spotkań i nie miała zamiaru w tym momencie się ich uczyć. To byłoby po prostu paskudne. Spuściła na moment wzrok na zapalniczkę, którą obracała w palcach, jakby szukała w niej inspiracji.
— Jak traktujesz pożyczone książki? Jak wejdziesz do biblioteki, to zadzwonią od razu po SWAT czy jesteś z tych, które nawet nie piją herbaty przy czytaniu? — odezwała się wreszcie, podnosząc na nią wzrok. Zdecydowanie potrzebowała większego doświadczenia w prowadzeniu normalnych dialogów, skoro to była pierwsza rzecz, jaka wpadła jej do łba. Ale co mogła poradzić, że to ją naprawdę interesowało? Przecież coś takiego może powiedzieć o człowieku bardzo dużo. Jakoś nie miała w tej kwestii ochoty zgadywać i dorysowywać sobie własnych teorii. Podziękowała kelnerce, która przyniosła do ich stolika napoje, ale nie oderwała tym razem wzroku od Ruelle.

Ruelle I. Prescott
Werka
dogadamy się
24 y/o
Prepare to be a seasoned local
160 cm
tanatopraktorka white lily funeral services
Awatar użytkownika
Cantas canciones de amor
Pero eso no me place
Busco algo más profundo
Quiero un buen viaje
Olvida las flores
Rompe mi vestido
Hazme sentir el placer
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Zdecydowanie w przypadku River można było rzec, że ciągnie swój do swego. Rysowniczka nie należała na pewno do normalnych i dlatego też przyciągała same dziwadła Z tym, że dla niej mogło to być błogosławieństwo. Jakby nie patrzeć to miała wokół siebie wiele barwnych postaci mogących jej służyć za inspirację do kolejnych komiksów.
- Czyli co? Gromadzi je w jakimś słoiku i trzyma na półce jak jakieś trofeum? - podpytała, nie bardzo wiedząc, co właściwie Caspar mógłby robić z tymi wszystkimi guzikami.
Z drugiej strony na pewno miała nieco lepsze rzeczy, na których mogłaby się skupić. Jak chociażby to, co Cross mogła jej zdradzić na temat swojego wyjątkowo mało urozmaiconego wyżywienia w dzieciństwie. Prescott faktycznie mogła już się przekonać o tym, że lodówka w mieszkaniu River sprawuje jedynie funkcję dekoracyjną lub służy do chłodzenia napojów.
- To wyjątkowo zdrowo wyrosłaś jak na dziecko chowane na mrożonkach - skomentowała, zdając sobie sprawę z tego, że w takich posiłkach znajdowało się wyjątkowo mało substancji odżywczych.
Chyba jednak matki wybierały dla Cross te bardziej zdrowe posiłki zamiast samych frytek, paluszków rybnych i podobnych specjałów. Nie bardzo zresztą potrafiła to sobie wyobrazić, biorąc pod uwagę fakt, że jej matka zawsze uwielbiała gotować i piec, więc nie mogła narzekać na brak domowego jedzenia. Nawet teraz trudno byłoby jej się pożegnać z matczyną kuchnią, gdyby miała się jednak wyprowadzić z domu.
Dzień dobroci był już dawno temu, ale ze względu na to jak przyjemnie spędzało im się czas to istniało pewne mikroskopijne prawdopodobieństwo, że jeszcze zdarzy jej się zrobić lub powiedzieć coś miłego w stosunku do rysowniczki. Być może dlatego, że właśnie zaczęły się dogadywać niczym prawdziwi ludzie, a widmo jakiegokolwiek konfliktu wydawało się być wręcz niemożliwe.
- Prawdopodobnie - odparła niezbyt zrażona tym ostrzejszym tonem, który wybrzmiał w pytaniu River. - Większość pytań jednak posiada bardziej złożone odpowiedzi, bo wiele rzeczy zależy od konkretnych okoliczności...
Ruelle była kimś kto faktycznie lubił konkretne fakty, ale zdawała sobie sprawę, że w życiu istniały miliony różnych zmiennych, które wpływały na wszystko, co tylko znajdowało się wokół. Zamieniały tak w słabo brzmiące może, aby w końcu stało się ono prostym nie. Zdarzało się tak przez cały czas. Zresztą odpowiadanie jednym słowem potrafiło być nudne.
- Doprawdy? Myślałam, że jesteś w nich weteranką - rzuciła, a pytanie mogło, ale nie musiało być podszyte drobną drwiną czy złośliwością.
Była naprawdę grzeczna i z niecierpliwością czekała na jakieś nietuzinkowe pytanie, które mogłaby jej zadać Cross, a to okazało się być w zasadzie całkiem normalne w całej swojej innowacyjności.
- Może nie do stopnia, że odmawiam sobie przy nich herbaty, ale dbam o nie. Uważam, że w piekle jest osobny krąg dla tych, którzy bazgrzą po nich w środku, zaginają rogi albo przełamują grzbiety - odpowiedziała w końcu, spoglądając jeszcze na River, aby się upewnić czy ta ma coś jeszcze o dodania w tej kwestii.
Przez moment przyglądała się temu jak Cross bawi się zapalniczką, śledząc uważnie ruchy jej dłoni i nadgarstka, ale w końcu odkręciła buteleczkę soju, aby nalać sobie trunku o przyjemnym owocowym smaku do niewielkiej szklanki.
- Gdybyś miała wybrać piosenkę, do której złożyliby cię do grobu to jaka by to była? - zapytała niespodziewanie, wracając spojrzeniem do twarzy swojej rozmówczyni.
Może i znowu w jakiś sposób zabrzmiała przewidywalnie, ale do diabła z tym. Najważniejsze, że przynajmniej dała jej bardziej kreatywne zadanie.

River Cross
Ari
Nie lubię narzucania mojej postaci reakcji i zachowania oraz dopisywania do jej rzeczy czy sterowania nią w jakikolwiek sposób bez konsultacji.
25 y/o
MAŁA LADY PANK
175 cm
twórczyni komiksów
Awatar użytkownika
Don't call your mother - don't call your priest
Don't call your doctor - call the police
You bring the razor blade - I'll bring the speed
Take off your coat - it's gonna be a long night
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Pokiwała głową, mniej więcej zgadzając się z wizją wymalowaną przez Prescott. Może nie był to słoik, a pudełko, ale poza tym wszystko się zgadzało. Nie powinny jednak kopać leżącego. Z Casparem i tak było już dostatecznie źle, nie ma co się nad chłopakiem znęcać. Przyjmowała go w swoim życiu takim, jakim był i akceptowała te wszystkie jego dziwactwa. Nie oszukiwała się też, że jest jakaś święta. On też na pewno nie miał z nią lekko, więc to się jakoś musiało równoważyć.
Zaśmiała się głośno, słysząc jej wytłumaczenie w kwestii dawania niejasnych odpowiedzi. Nie próbowała jej oczywiście wyśmiać, po prostu Prescott wzięła ją (znowu) z zaskoczenia. Zdecydowanie nie nadawała się do udzielania prostych odpowiedzi. Od razu wyobraziła sobie Ruelle na ślubnym kobiercu. Nie ze sobą oczywiście, chodziło jej wyłącznie o kuriozum sytuacji, w której zostałaby zapytana, czy chce wejść w związek małżeński z osobą stojącą na przeciwko. Urzędnik byłby na pewno bardzo skołowany. Pewnie postawiłby pod dokumentem co najwyżej iksa, a nie podpis, żeby potem nie było na niego, że się pomylił. Pewnie nikt z obecnych tam osób nie byłby w stanie zdecydować, czy ona się ostatecznie zgodziła czy jednak odmówiła.
— Sposób działania twojego umysłu jest... niesamowity — przyznała w końcu i uśmiechnęła się tak całkowicie szczerze i zwyczajnie. To zdanie, choć dziwne, zdecydowanie było komplementem. Wbrew temu, co obecnie uważała na jej temat Ruelle, naprawdę nie trawiła nudy i banałów. Jej obecna randka stała całkowicie po przeciwnej stronie tych określeń i fakt, że potrafiła być do bólu przewidywalna, w ogóle na to nie wpływał. Miała zdecydowanie zbyt dużo cech, które przyciągały rysowniczkę jak magnes. I to taki neodymowy. Jeden człowiek nie powinien mieć ich aż tyle.
— To może przestań tyle myśleć, a po prostu mnie dopytaj — zasugerowała od razu, bo przecież nie mogłaby się powstrzymać od kolejnej uszczypliwości, gdy tylko wyczuła choć nutkę złośliwości w tonie Prescott. Nie dałaby obciąć sobie ręki, że dziewczyna celowo chciała jej dopiec, bo ręce miała zbyt cenne, ale taką stopę? Czemu nie.
— To ciekawe, biorąc pod uwagę, jaką masz obsesję na punkcie znakowania tego, co uważasz za swoje. — Jak widać nie była w stanie również powstrzymać się od jakichś dwuznaczności. I tak wytrzymała bardzo długo, unikając dość sprawnie takiego bezczelnego flirtowania. To było jednak zbyt kuszące, żeby po prostu to zignorować. Niestety nie mogła sobie darować również zsunięcia wzroku nieco niżej, odrywając się się od jej oczu, żeby spojrzeć na pojedyncze ślady na skórze Ruelle, które zdecydowanie nie były dziełem rysowniczki. Na moment nawet przerwała obracanie zapalniczki w palcach, zbyt swobodnie pozwalając działać własnym emocjom. Na szczęście tanatopraktorka wybiła ją z zamyślenia kolejnym pytaniem.
— Zakładam raczej, że jestem nieśmiertelna... — zawiesiła głos, spoglądając na kelnerkę, która zmierzała w stronę ich stolika z zamówieniem. Podziękowała i poczekała, aż kobieta sobie pójdzie. Sięgnęła po pałeczki, by dać sobie jeszcze chwilę na zastanowienie i odezwała się dopiero, gdy wymieszała danie.
— Może Army of Me od Björk, żeby nikt nie myślał, że wreszcie ma spokój? Albo Dog Days Are Over, bo nie wierzę, że spoczywałabym w jakimkolwiek pokoju. Ostatecznie Sex and Violence od The Exploited, żeby wkurwić moją matkę — wyłożyła jej wszystkie pomysły, jakie przyszły jej w tym momencie do głowy. Nigdy się nad tym nie zastanawiała, więc niestety nie miała gotowej playlisty, która mogłaby komukolwiek zaimponować. Takimi rzeczami powinni się zajmować przecież jej wyznawcy, kiedy będą już urządzać pożegnanie z pompą godnej królowej Elżbiety. Zamknęła się na moment, zajmując się własnym obiadem i bijąc się z myślami w kwestii każdego kolejnego pytania, jakie mogłaby jej zadać. Pewnie powinna zostać przy tych zwyczajnych, które po prostu pozwoliłyby im się lepiej poznać, ale przecież ciągle było tyle niejasnych kwestii wokół.
— Czemu zgodziłaś się jednak przyjść? — wybrała w końcu coś względnie po środku. Nie byo to najpaskudniejsze, co miała w zanadrzu, ale raczej też nie utrzymywało rozmowy na totalnie pokojowych torach. Ale przecież ona nigdy nie była totalnie pokojowa.

Ruelle I. Prescott
Werka
dogadamy się
24 y/o
Prepare to be a seasoned local
160 cm
tanatopraktorka white lily funeral services
Awatar użytkownika
Cantas canciones de amor
Pero eso no me place
Busco algo más profundo
Quiero un buen viaje
Olvida las flores
Rompe mi vestido
Hazme sentir el placer
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Teraz z pewnością miała o wiele lepszą wizję tego, co prezentował sobą Caspar. Nie mogła g oceniać... No, może trochę. Z drugiej strony ludzie kolekcjonowali też chociażby kamyki, więc guziki nie leżały wcale tak daleko od podobnych kolekcji. Każdy miał swoje dziwactwa, więc niech Fernwood sobie zbiera, co tylko chce.
Nie mogła nic poradzić na to, że w większości udzielanie prostych odpowiedzi, które sprowadzały się do jednego słowa było w jakiś sposób... niepełne. Chyba, że faktycznie były to rzeczy, które nie zostawiały większego pola do popisu, ale tego było zdecydowanie mniej. Dodatkowo River na pewno nie powinna narzekać na to, że tanatopraktorka stała się nieco bardziej rozmowna, a w dodatku udzielała jej pełnych oraz szczerych odpowiedzi.
- A ty uważasz inaczej? - zapytała, przyglądając jej się uważnie i pochylając nieco głębiej nad stołem. - Wolałabyś otrzymać krótszą odpowiedź czy bardziej prawdziwą?
Coraz bardziej zdawała się dostosowywać dot tego, że prowadziły właśnie dosyć otwartą rozmowę, której tematy zdawały się nieustannie przechodzić z jednego w drugi. To było zaskakujące jak długo już wytrzymywały bez większego dogryzania sobie lub uciekania się do dwuznaczności. Ten dzień był bardziej niż wyjątkowy.
- Chcesz, żebym cię wypytywała o twoje randki? - zapytała, uśmiechając się cwanie jakby miała już na końcu języka jakąś kolejną złośliwość, ale się od niej powstrzymała.
Z kolei River już kompletnie się nie powstrzymywała, gdy chodziło o wytknięcie Prescott pewnych rzeczy. Mogła jedynie przekrzywić delikatnie głowę i wbić uważne spojrzenie w twarz swojej rozmówczyni, a później zsunąć je odrobinę niżej na połacie nagiej skóry ponad materiałem koszuli, którym zdecydowanie przydałoby się nieco więcej oznaczeń.
- Myślę jednak, że ciebie nie niszczę w ten sposób. W zasadzie to nawet zyskujesz, gdy widzę cię w takim stanie - odparowała, czując nagle przemożną chęć pokonania odległości tego stołu, aby pokazać wyraźnie dziewczynie, co takiego miała na myśli.
Zbliżyły się do niebezpiecznej granicy. Całe szczęście, że zostało jeszcze pytanie Ruelle, które miało szansę na lekkie ostudzenie emocji i oderwanie myśli samej tanatopraktorki do tego jak cudownie byłoby na nowo umieścić ślady swojej obecności na ciele Cross.
- Każdy z nas chce tak myśleć - odparowała i podziękowała kelnerce, która przyniosła ich zamówienie po czym sięgnęła po własną parę pałeczek.
Wysłuchała uważnie tej zdecydowanie nieco zaskakującej playlisty, bo nie spodziewała się tego, że rysowniczka mogłaby rozważać w gruncie rzeczy tak spokojne utwory. Z drugiej strony Björk była na tyle ekscentryczną osobą, że w jakiś sposób zwyczajnie jej pasował.
- Army of me wolę w wydaniu In This Moment, ale i tak ciekawy wybór. Zwłaszcza Florence - skomentowała, mieszając jeszcze nieco swój makaron nim nabrała go w pałeczki.
Chciała się skupić już niemal w pełni na posiłku, który miała przed sobą. Może i wcześniej nie towarzyszył jej jakiś ogromny głód, ale im dłużej czekała w wypełnionym niesamowitymi zapachami pomieszczeniu na to, aż przybędzie jej danie tym większej ochoty na jedzenie nabierała.
Przez moment jedynie przyglądała się River, gdy wybrzmiało już to jedno pytanie. Przynajmniej miała pełne usta, a przegryzienie kęsa wołowiny z makaronem dało jej czas na to, aby nieco lepiej zastanowić się nad odpowiedzią. W końcu nie bardzo myślała o czymkolwiek, gdy w końcu zgodziła się przywlec na ten cholerny konwent.
- Wydawało mi się, że cholernie ci na tym zależy. Byłam ciekawa i po prostu... - wzruszyła ramionami, nie bardzo wiedząc, co jeszcze mogłaby dodać. - Dlaczego właściwie mnie tutaj zaprosiłaś?
Skoro Cross podjęła już ten temat to skorzystała z okazji. To zaproszenie było naprawdę niespodziewane i nie do końca w stylu rysowniczki. Nic dziwnego, że chciała się dowiedzieć, co właściwie za nim stało.

River Cross
Ari
Nie lubię narzucania mojej postaci reakcji i zachowania oraz dopisywania do jej rzeczy czy sterowania nią w jakikolwiek sposób bez konsultacji.
25 y/o
MAŁA LADY PANK
175 cm
twórczyni komiksów
Awatar użytkownika
Don't call your mother - don't call your priest
Don't call your doctor - call the police
You bring the razor blade - I'll bring the speed
Take off your coat - it's gonna be a long night
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Pokręciła głową, chcąc dać jej do zrozumienia, że w pewien sposób jednak się z nią zgadza. Była może nieco bardziej przyzwyczajona do prostoty niż Prescott, ale też zbyt często wybierała w rozmowach okrężną drogę, zamiast po prostu przyznawać się do wszystkiego na głos.
— Zawsze bardziej prawdziwą — zdecydowała bez cienia wątpliwości. W sprawie postawionej taki sposób nie musiała się długo zastanawiać. Totalnie wolała, żeby Ruelle rozciągała swoje przemyślenia na kilometry jakiejś bezsensownej paplaniny, z której będzie musiała potem wyłuskiwać informacje, niż żeby po prostu ją oszukiwała.
— A chcesz o nich słuchać? — odpowiedziała pytaniem na pytanie. Nie miałaby większych problemów, by dzielić się z nią raportami ze swoich spotkań. Jedno przecież widziała na żywo, a skutki dwóch innych wciąż powinna mieć gdzieś w chmurze komunikatorów na telefonie. Do tej pory nie sprawiała jednak wrażenia przyjacielsko otwartej na takie opowieści.
Pokręciła głową z rozbawieniem. To było zdecydowanie przyjemniejsze niż analizowanie pochodzenia każdego śladu na skórze Ruelle, którego wcześniej nie widziała. Z chęcią oddałaby jej całą swoją skórę w formie płótna, ale teraz zdecydowanie nie był na to dobry moment. Chwila, jakie znowu teraz? Przecież szła na to spotkanie z postanowieniem, że dzisiaj w ogóle do niczego nie dojdzie. Nie powinna porzucać tak lekko swoich przyrzeczeń, to kompletnie nie było w jej stylu.
Dobrze, że Prescott doceniła jej wybory w kwestii trumiennej muzyki. Byłoby jej pewnie smutno, gdyby uznała, że zdecydowała się na jakąś totalną nudę. Na szczęście miała jeszcze czas, by to ewentualnie doprecyzować, jeśli naprawdę nie zbierze się wokół niej jakiś fanklub, który chciałby ją w tym wyręczyć. A może jednak nie powinna oddawać im decyzyjności? Na pewno stresowaliby się, czy nie popełnią błędów. Łatwiej byłoby dać im gotową rozpiskę tego, co ma się wydarzyć i zastrzec, że najmniejsze odstępstwo sprawi, że będzie bardzo zawiedziona. To na pewno lepiej wpłynie na ich psychikę, prawda?
— Mhm — mruknęła z pełnymi ustami. To zdecydowanie nie była odpowiedź, na jaką liczyła, ale chyba taka, jakiej się spodziewała. Niemniej jednak była zawiedziona. Wolałaby w tej kwestii zostać przez nią zaskoczona, szczególnie, że przecież dzisiaj szło jej to naprawdę nieźle. Powinny raczej wrócić do swojej normy. Tam przynajmniej będzie wiedziała, czego się spodziewać i nie będzie miała żadnego problemu z odpowiadaniem jej na pytania, bo przecież zawsze wystarczyło po prostu odwrócić kota ogonem albo rzucić coś dwuznacznego, co skutecznie oderwie myśli Prescott od oczekiwania na odpowiedź. Może teraz też powinna jednak tak zrobić? Przyszło jej do głowy nawet kilka dwuznacznych żartów, które na pewno rozbawiłyby tanatopraktorkę.
— Może po prostu uznajmy, że chciałam sprawdzić, jak się spędza z tobą czas nie upijając się? — odezwała się wreszcie, sięgając po serwetkę. Otarła usta i przemieliła w głowie jeszcze kilka zdań, które mogłaby jej teraz powiedzieć.
— Ale chyba możemy uznać to za fiasko — dodała, ruchem głowy wskazując na buteleczkę alkoholu, który sączyła Prescott. Oczywiście, że daleko jej jeszcze było do upojenia, ale takie przerzucenie winy i próba zażartowania wydały jej się w tym momencie najbezpieczniejszym rozwiązaniem. Odłożyła pałeczki na podstawkę, porzucając w końcu niedojedzone danie i sięgnęła po wodę, rzucając krótkie spojrzenie w stronę talerza swojej modelki. Nie żeby ją poganiała! No dobra, może trochę, konkurs przecież na nie czekać nie bedzie.

Ruelle I. Prescott
Werka
dogadamy się
24 y/o
Prepare to be a seasoned local
160 cm
tanatopraktorka white lily funeral services
Awatar użytkownika
Cantas canciones de amor
Pero eso no me place
Busco algo más profundo
Quiero un buen viaje
Olvida las flores
Rompe mi vestido
Hazme sentir el placer
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Tak też sądziła, że pomimo początkowej drwiny, którą wyczuła w głosie River, rysowniczka przyzna się do tego, że o wiele bardziej wolała jej szczere odpowiedzi, które dawały jej o wiele większe pole do popisu jeśli chodziło o zbieranie informacji do dalszego wykorzystania. Musiała zatem pogodzić się z faktem, że nasłucha się wielu rozwlekłych odpowiedzi, aby się czegoś dowiedzieć.
- Niekoniecznie. Raczej mnie one nie interesują - stwierdziła, bo raczej nie interesowało jej szczególnie to, co właściwie River robiła z innymi.
Na pewno wiedziała, że wiele z nich musiało się kończyć w łóżku artystki. W końcu dostała tego niezbity dowód, ale to, co działo się zanim Cross oddawała się takim cielesnym uciechom nie było już da niej w żaden sposób interesujące. Miała słuchać o tych wszystkich mniej lub bardziej banalnych rozmowach, drinkach czy zwyczajnych posiłkach? To nie było dla niej.
Wolała o wiele bardziej skupić się najzwyczajniej właśnie na dziewczynie znajdującej się tuż przed nią. Od jakiegoś czasu River stanowiła dla niej coraz większą zagadkę, a Ruelle skłamałaby, gdyby powiedziała, że nie jest nią w jakiś sposób zafascynowana. Chciała ją lepiej poznać i odkryć, co jej chodzi po głowie. Była też ciekawa tego, co jeszcze artystka jest w stanie dla niej wymyślić.
Trudno było jej stwierdzić czy pochwala lub docenia jej wybory w kwestii muzyki pogrzebowej. na pewno były to utwory, których za bardzo się po niej nie spodziewała, ale to zapewne można było jej poczytać na plus. Umiała ją jednak zaskoczyć w ten czy inny sposób.
Dla pewnych rzeczy nie było po prostu dobrego wytłumaczenia. River zdawała się naprawdę chcieć się z nią zobaczyć tego dnia, a ona jej po prostu... uległa. Może i to było słowo, które często pojawiało się w tej relacji, ale jeszcze nigdy w tym kontekście. Nie zmieniała swoich planów tylko po to, aby spędzić nieco czasu w towarzystwie rysowniczki bez jakiegokolwiek podtekstu.
- No i jak dotychczasowe wrażenia? - zapytała jeszcze, gdy tylko usłyszała odpowiedź tak bardzo w stylu Cross po czym na chwilę zamarła z uniesioną szklaneczką soju. - Proszę cię. To jest tak słabe, że nie liczy się jako upijanie się.
Buteleczka nawet nie była półlitrowa, a liczyła sobie mniej woltażu niż przeciętne wino, więc na pewno nie można było jej zarzucić jakiegokolwiek pijaństwa. Upiła zatem kolejny drobny łyk trunku i postanowiła odegrać się na dziewczynie, sięgając pałeczkami do jej własnego dania, aby uszczknąć jakiś kawałek dla siebie.
Miały jeszcze nieco czasu do tego przeklętego konkursu, o którym wspominała wcześniej rysowniczka. Nie musiała się aż tak spieszyć, a zresztą nie była jakoś szczególnie do tyłu z jedzeniem w porównaniu do swojej towarzyszki.

River Cross
Ari
Nie lubię narzucania mojej postaci reakcji i zachowania oraz dopisywania do jej rzeczy czy sterowania nią w jakikolwiek sposób bez konsultacji.
25 y/o
MAŁA LADY PANK
175 cm
twórczyni komiksów
Awatar użytkownika
Don't call your mother - don't call your priest
Don't call your doctor - call the police
You bring the razor blade - I'll bring the speed
Take off your coat - it's gonna be a long night
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Wzruszyła ramionami, porzucając na dobre temat innych randek. Skoro Prescott nie chciała znać żadnych szczegółów na ich temat, to przecież nie będzie jej niczego opowiadać na siłę. Bez pytania o zgodę wysłała jej już przecież materiały, które były zwieńczeniem tychże randek i to najwyraźniej było jedynym, co mogłaby jeszcze powtórzyć. Właściwie miała na to już kilka konkretnych pomysłów, ale dochodziła do wniosku, że skoro nie zirytują Prescott w taki sposób, jakiego by oczekiwała, to raczej szkoda na to czasu.
Była w stanie dobrać słowa o wiele lepiej i wytłumaczyć jej swój punkt widzenia dużo dosadniej. Mogła też po prostu mówić wprost, ale to byłaby lekka przesada. Nie wypada łamać pewnych tabu! Myślałby kto, że Cross przejmowała się kiedykolwiek jakimikolwiek konwenansami. Oczywiście, że miała je wszystkie w głębokim poważaniu. Może właśnie dlatego wypowiedziane słowa, aż tak bardzo jej nie leżały? Nie była nimi usatysfakcjonowana, tak samo zresztą jak wcześniej otrzymaną odpowiedzią. Wszystko w środku jednak podpowiadało jej, że powinna zachować jakiś zdrowy balans. Nie może przechylić szali za bardzo na stronę Rue, bo bardzo tego pożałuje.
— Na trzeźwo jesteś milsza. I spokojniejsza. Nie uważam jednak, żeby to było coś złego. — Jeszcze raz spojrzała na butelkę z alkoholem. Może jednak powinna jej zafundować ich całą skrzynkę? Albo kupić też dla siebie i najlepiej po prostu się w tym utopić. To byłoby oczywiście pójście na łatwiznę, ale czy ktokolwiek mógłby ją potem za to winić, jakby dowiedział się, że to wszystko stało się przez Ruelle? Na pewno nie.
Prześledziła wzrokiem ruch jej pałeczek, ale nie skomentowała tego w żaden sposób. Mogła sobie przecież kraść do woli, tym bardziej, że Cross już skończyła. A zresztą, nawet jakby była w połowie posiłku, nie miałaby nic przeciwko. Miała przecież bardzo dobre serce, była gotowa się dzielić! No, przynajmniej jedzeniem, bo w niektórych kwestiach potrafiła być paskudnie samolubna.
— Poczułam, że nie wystarcza mi twoja papierowa obecność — dodała w końcu, obracając szklanką w palcach. Nie odwróciła od niej wzroku. Wciąż śmiało patrzyła w jej stronę, choć tym razem kosztowało ją to więcej niż miała ochotę przyznać. Nie miała do tej pory większych problemów z przyznawaniem się, że zdążyła się stęsknić za jej ciałem, ale żeby tak za całą resztą? No to już był nieco grubszy kaliber. Musiała to oczywiście powiedzieć nieco na okrętkę, co było raczej wyjątkowo kretyńskim pomysłem, biorąc pod uwagę, jakie komunikaty docierały do Prescott najlepiej.
— Chociaż zastanawiałam się, czy jednak cię nie wystawić i nie przełożyć tego na jakiś losowy wieczór. — Trzeba było dodać coś, co równoważyłoby siły w naturze. Nie mogło być przecież wyłącznie miło, no musiała jej trochę dopiec, bo inaczej by ją chyba poskręcało. I nawet nie musiała zmyślać. Do ostatniego momentu zastanawiała się, czy na pewno chce jej obecności tutaj i czy to się nie skończy jakąś paskudną tragedią.
— Chcesz zrealizować wynik zakładu dzisiaj czy wolisz się do tego specjalnie przygotować? — Przekrzywiła nieco głowę, zastanawiając się, czy jej samej robiło to w ogóle jakąkolwiek różnicę. Prawdopodobnie nie. Na potencjalną porażkę i tak nie była w stanie psychicznie się nastawić, a z wygraną raczej nie zrobiłaby niczego tak spektakularnego, by wymagało to większych przygotowań.

Ruelle I. Prescott
Werka
dogadamy się
24 y/o
Prepare to be a seasoned local
160 cm
tanatopraktorka white lily funeral services
Awatar użytkownika
Cantas canciones de amor
Pero eso no me place
Busco algo más profundo
Quiero un buen viaje
Olvida las flores
Rompe mi vestido
Hazme sentir el placer
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Jedynym, co mogło ją niesamowicie irytować w fakcie, że Cross spotykała się z kimś innym to osoba Blair St Clair. Przede wszystkim dlatego, że blondynka zaszła jej za skórę i patrzyła na nią w ten swój wyjątkowo wkurwiający sposób, który wyrażał politowanie dla tanatopraktorki i swoją wyższość. Całe szczęście nie mogła się tym cieszyć zbyt długo. Przynajmniej dopóki River nie odnalazła ją jakiś czas później po to tylko, aby dopiec Prescott. Bo czemu inaczej miałaby się spotkać z tą dziewczyną po tym jak Rue ją zostawiła na odczytaniu?
Tego dnia na pewno zrobiły ogromny krok naprzód w tym, aby nie skakać sobie do gardeł przy każdej nadarzającej się ku temu okazji... lub nie dobierać się do siebie, bo to było o wiele przyjemniejsze niż cokolwiek innego i pozwalało im rozładować wszelkie krążące wokół emocje.
- Zaskakujące. Dotychczas słyszałam, że mam przyjemniejszą osobowość po alkoholu - przyznała szczerze, ale z drugiej strony ktokolwiek mógł jej to powiedział nie był Cross.
Zdecydowanie robiła się nieco bardziej towarzyska, gdy tylko wypiła. Była głośniejsza i wychodziła z niej też przylepa. Właśnie dlatego przy ich pierwszym spotkaniu w barze bezceremonialnie władowała się na kolana River, aby móc sobie zaskarbić całą jej uwagę wyłącznie dla siebie. Aż dziwne, że tego rysowniczka nie była w stanie docenić.
Pewne bariery już od dawna między nimi nie istniały. Dlatego też bez większego skrępowania, Ruelle postanowiła podjeść nieco z porcji należącej do artystki, aby przekonać się, co takiego właściwie zamówiła dla siebie. Możliwe, że jeśli kiedyś jeszcze zdarzy jej się zawędrować do tego lokalu to postanowi też się uraczyć podobnym specjałem. Na pewno wpasował się w jej gusta.
- Zatęskniłaś za mną, gdy napatrzyłaś się na te wszystkie otaczające cię printy? - dopytała jeszcze, obserwując ją uważnie i skupiając się ponownie na dojedzeniu swojego makaronu.
Zaskakująco, w jej głosie nie brzmiała żadna kpina. Nic nie zapowiadało tego, że te słowa miały w jakiś sposób wyśmiać Cross. Była po prostu ciekawa tego wszystkiego. Dotychczas obie w jakiś sposób tańczyły wokół tego tematu, nie przyznając się wprost do tego, co właściwie myślały o sobie i co czuły odnośnie siebie. Chociaż akurat ktoś taki jak Prescott mógł nie zdawać sobie zbytnio sprawy z takich rzeczy jak jej własna emocjonalność.
- Nie zrobiłabyś tego. Twoja obsesja by ci na to nie pozwoliła - mruknęła jeszcze, kończąc jeść swój makaron.
To również było całkiem poważne stwierdzenie. Zdążyły się obie już przekonać, co do tego, że jednak faktycznie ciągnęło je do siebie zdecydowanie o wiele mocniej niż powinno. Trudno było jej zatem wyobrazić sobie sytuację, w której Cross zdołałaby ją tak po prostu wystawić. Zwłaszcza, że i tak miała być na konwencie, więc mogłaby jej się to nie udać, bo wpadłyby na siebie tak czy siak.
- Wolisz mieć konsekwencje porażki jak najszybciej za sobą? - zadrwiła lekko, uśmiechając się z aż przesadną pewnością siebie. - Jest mi to bez różnicy. Zazwyczaj po prostu działo się tak, że trafiałyśmy do ciebie, więc dziwnie jest teraz o tym rozmawiać w kwestiach planowania.
Nawet jeśli wiedziały, że wszystko skończy się gdzieś z ubraniami zaściełającymi podłogę mieszkania Cross to i tak nie było to coś, co wcześniej w jakimkolwiek stopniu omawiały. Zresztą... Na pewno zobaczą jak ułoży się ten wieczór.

River Cross
Ari
Nie lubię narzucania mojej postaci reakcji i zachowania oraz dopisywania do jej rzeczy czy sterowania nią w jakikolwiek sposób bez konsultacji.
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ Dzielnica Mieszkalna”