Wystarczyło mu, że odpowiedziała. Że nie tylko zasugerowała pocałunek po tym wszystkim, po tej całej rozłące, którą uważał za zamkniętą sprawę, ale też odwzajemniła. Jej dotyk był jak przypomnienie wszystkiego, co miał kiedyś. To było zaledwie sześć miesięcy, a miał wrażenie, że o wiele dłużej i dopiero teraz poczuł, jak krew do jego serca zaczyna się pompować szybciej. Jakby właśnie przypominało sobie jak prawidłowo bić. Jakby dopiero teraz mogło to robić. Chociaż przez chwilę.
I szczerze, to nie myślał teraz o jednym, proponując jej ten wyjazd do jakiegoś odludnego domku. Nie chciał jej tam zabrać, aby sobie przelecieć, jak jakąś przelotną znajomość, ale naprawdę chciał, aby odpoczęła, wyluzowała i… chciał dać im trochę czasu zanim wróci do domu. Chciał, aby mieli nieco spokoju oraz prywatności, bez żadnego stresu, że ktoś wejdzie do pokoju i go wygoni. Teraz, gdy sprawy się pokomplikowały (albo wyklarowały?), to chyba im się to należało po tym wszystkim co przeszli. I po tym co wydarzyło się przed chwilą.
Bo on to czasami potrzebował informacji jak krowie na rowie. Bo był debilem.
Kąciki ust mu drgnęły wyżej na jej zgodę. Przytaknął jedynie głową i sięgnął wolną ręką do telefonu, aby wybrać coś, co było w pobliżu i było na bookingu, bo on to grzecznym był chłopakiem. I chociaż biedny, to jeszcze miał jakieś pieniądze na swoim koncie. Wszystko co miał przetransferował na dolary kanadyjskie, więc nie był aż takim pasożytem o jakiego można by go było podejrzewać.
I w końcu coś znalazł. Wydawało się być w miarę spoko jak na pierwszy rzut oka. Było niedaleko, miało spoko ocenę i nie czyściło jego portfela całkowicie, bo chociaż Słonek płacił dobrze, to jednak nie zarabiał milionów. A nie był też przygotowany na wynajmowanie na weekend wyjebanych domków nad jeziorem, które kosztowały z jakiegoś powodu fortunę. No ale on nie planował się oświadczać Soojin.
Znaczy, na pewno nie teraz.
Gdy wyślizgnęła swoją rękę z jego uścisku, mimo zwolnienia dłoni nie przeniósł jej na kierownicę. Ulokował ją na jej udzie. Nie potrzebował drugiej ręki do kierowania. Może nie miał oficjalnego prawa jazdy, ale był wprawionym kierowcą. Nielegalnym, ale wprawionym. Dlatego jechał przed siebie, tam gdzie prowadziła go nawigacja, a jego kciuk powoli przesuwał się po jej wilgotnych w dalszym ciągu spodniach.
Musiał jednak przyznać, że humor ewidentnie mu się poprawił. I nie mógł pozbyć się tego ledwo widocznego, ale zadowolonego mini uśmiechu z twarzy, spowodowanego nie tylko pocałunkiem, ale teraz też tym, że dotykała jego ramienia, a niedługo później karku. Dość automatycznie przekrzywił głowę w bok w reakcji, nie spuszczając jednak spojrzenia z ciemnej drogi oświetlonej jedynie światłami samochodu.
A to auto pożyczyłeś od kogo? I czy nie musisz go oddać?
Ups.
—
Kurwa, fakt. — Tak się skupił na Soojin oraz wywiezieniu jej, że… kompletnie zapomniał, że to przecież nie jego auto, tylko było wywalczone krwią i potem od Jiwoonga, który dalej chyba nie był przekonany czy powinien mu je dawać. Z jednej strony by go rozumiał, ale z drugiej, to była sytuacja awaryjna! A przyjaciele to się zawsze wspierali, nie? Nie? —
To auto Jiwoonga, ale spoko, oddam mu je jutro wieczorem, pewnie nie będzie mieć problemu. — Żebyś się kurwa nie zdziwił, Jang. —
Napiszę zaraz do niego, aby się nie rzucał — dodał, na moment odbierając rękę z uda dziewczyny, co by zminimalizować nawigację i jedną ręką napisać do przyjaciela. Bardzo bezpiecznie, Hunter, zwłaszcza, że jedziecie nocą i chuja widać. Jak ci wyskoczy jakiś jeleń czy uciekająca przed mordercą ofiara, to twój czas reakcji będzie beznadziejny.
Gdy poinformował przyjaciela, odłożył telefon na miejsce i wrócił do skupienia się na drodze. Oczywiście jego wolna ręka zamiast na kierownicę, to wróciła na udo dziewczyny, bo według niego, to tam było jej miejsce.
Nie minęło sporo czasu jak wjechali w jakąś drogę wgłąb lasu. Nieco wyboistą, ale widać chociaż było, że na co dzień była raczej używana. Zwłaszcza, że niewiele później wyłonił się spomiędzy drzew mały, drewniany domek. Zadbany, z równie zadbaną okolicą dookoła.
—
Okay, to chyba tutaj — powiedział, zatrzymując auto na trawniku niedaleko domku. Sięgnął po telefon, gdzie dostał wskazówki gdzie znajdą klucz do domku i wyszedł z auta, aby przejść do jednej ze skrytek z elektrycznym zamkiem. Wpisał podany kod, a metalowa skrzynka się otworzyła. Hunter wziął dwa klucze na krzyż i zamachał nimi wyżej, aby widziała, że jednak trafili w dobre miejsce. I wcale nie będą się włamywać! Bo jak wiadomo, przy nim wszystko było możliwe.
Wolał jej jednak tego oszczędzić.
Wrócił do auta, aby sięgnąć po jej torbę i gwizdnąć na psa, który nie wyszedł z auta dopóki nie dostał na to pozwolenia. Hati wybiegł jak głupi i od razu zaczął węszyć, obiegiwać domek oraz okolicę, zapoznając się z otoczeniem. Jang w tym czasie podszedł do głównych drzwi i otworzył je kluczem. Pchnął drewniane wejście i gestem zaprosił Suczin do środka. Ciemnego co prawda, ale tuż przy drzwiach była skrzynka z bezpiecznikami, więc nie musiał schodzić do piwnicy jak niektórzy. Tu pewnie nawet takiej nie było.
—
Wygląda całkiem spoko — powiedział, wchodząc za Soojin i włączając im prąd. Oraz światło.
Domek wyglądał przytulnie. Jak takie typowe, drewniane domki letniskowe, ale ewidentnie zasmakował kobiecej ręki, bo były tu jakieś poduszki, dywaniki, koce czy inne pierdółki, które miały sprawić, że będzie przytulnie. Jemu to tam latało koło dupy, ale wiadomo, na bookingu należało dbać o takie coś.
Raina Bouchard