-
inspektor policji i drań w jednej postaci, rzuciła go narzeczona bo oglądał się za innymi i zbyt mocno skupił na robocie.
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkizaimkityp narracjityp narracjiczas narracji3os.postaćautor
Czy trudno się więc dziwić, że to wszystko miało wpływ na jego nerwy oraz odczucia w pracy? Na tę chwilę gdy wydarł się z byle powodu a potem znów rzucił wiązanką przekleństw w stronę innych, na prawdę potrzebował kontaktu ze świeżym powietrzem a może i z fajką w końcu. To zaczynało go wszystko atakować, bodźcować w nie tą stronę, w którą powinno.
Tak czy inaczej dał sobie ten moment spokoju, wsiadając do windy wcisnął przycisk na samą górę, a potem przeszedł się schodkami aż do drzwi prowadzących na wyjście na dach. Tak jak się spodziewał, znalazł gumowy kawałek czegoś, który podtrzymywał drzwi, a więc nawet na jebanym dachu miał mieć towarzystwo, a przecież to od niego uciekał. Klucz był więc niepotrzebny, ten który kiedyś podrzucił mu komendant po kilku głębszych na jakiejś imprezie policyjnej. Ten sam mówiący o miejscu na szczycie dla Mayfielda za kilka lat, ten klepiacy go po plecach, że kiedyś zajmie jego miejsce. I co? Gówno.
Wyszedł finalnie i od razu zebrał w płuca solidny haust powietrza, rozglądając się po mieście, które tętniło życie. Z początku nie skumał czemu drzwi są otwarte ale w końcu za miejscem gdzie odprowadzało się powietrze z klimatyzacji, znalazł Evine. Babeczkę twardą jak kamień i ciętą jak maczeta, kogoś kto zjadł na tej robocie zęby, zdarł pazury i Bóg wie co jeszcze. Akurat z tych wszystkich ze starszej gwardii to ją szanował i poważał, czerpiąc jej umiejętności, wiedzy czy doświadczenia.
- To miejsce kiedyś było puste, a teraz? Chyba trzeba spisać grafik albo ustalić godziny i dni na to kiedy kto może siedzieć tu...- rzucił do niej, dosyć głośno bo jednak gdzieś na dole na ulicy, jakiś baran trąbił jak oparzony na innego debila. Takie uroki godziny szczytu w tym mieście. Wracając jednak do nich to on sam sobie żartował i nic nie sugerował, po prostu zazwyczaj miał szczęście do spokoju i bycia samego ze sobą w tej samotni. Nie żeby jednak miał komuś czegoś zakazywać, wręcz przeciwnie - dobre towarzystwo był w stanie zaakceptować.
Evina J. Swanson
-
Whenever I'm alone with you
You make me feel like I am home again
Whenever I'm alone with you
You make me feel like I am whole againnieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Właśnie w takich momentach przychodziła z pomocą znajomość terenu siedziby policji. Zdążyła poznać już wiele różnych zakamarków, a wśród nich jednym z najlepszych, aby odetchnąć świeżym powietrzem i spróbować się zrelaksować był bez wątpienia dach.
Mało kto zapuszczał się tak wysoko. Głównie dlatego, że trzeba było pokonać dodatkową kondygnację schodów, żeby znaleźć się na miejscu. Przynajmniej Swanson żyła w przekonaniu, że niewiele osób decydowało się na odpoczynek w tym miejscu. Być może dlatego, że od dawna sama nie zachodziła na najwyższy punkt komendy. Nie miała na to zwyczajnie czasu, a jeśli już szukała wytchnienia to najczęściej decydowała się na to, aby zjechać na sam dół, aż do prosektoriów. Tam zawsze mogła liczyć na odrobinę spokoju oraz towarzystwo żony, która zawsze wiedziała, co zrobić, aby poczuła się nieco lepiej.
Teraz jednak Zaylee była na jakiejś cholernej konsultacji, a Evina w poszukiwaniu wyciszenia po raz pierwszy od dawna zawędrowała na dach, aby wypalić papierosa lub dwa i rozgrzać się termosem herbaty z dodatkiem ulubionej nalewki autorstwa wuja Randy'ego, która otrzymała w prezencie ślubnym.
Liczyła na to, że nikt nie będzie jej nachodził, a jednak gdzieś przez dźwięki tętniącego niżej miasta, dobiegło ją skrzypienie słabo naoliwionych zawiasów drzwi, którymi sama przyszła tu przed jakimiś dziesięcioma minutami. Strzepała jakby od niechcenia nagromadzony na wypalanym papierosie popiół i wbiła spojrzenie w inspektora Mayfielda, który najwyraźniej wpadł na dokładnie taki sam pomysł jak ona.
- Nie miałam pojęcia, że to miejsce zrobiło się tak popularne. Oda dawna tu nie zachodziłam - odpowiedziała po czym w geście sympatii wyciągnęła do niego na wpół pełną paczkę fajek. - Ciebie też ktoś wkurza?
Bo z jakiego innego powodu ktoś miałby się tutaj zapuszczać? Każdy kto tutaj zaglądał musiał to robić dlatego, że podyktowała mu to jakaś siła wyższa. Innej opcji nie widziała.
Nathaniel Mayfield
-
inspektor policji i drań w jednej postaci, rzuciła go narzeczona bo oglądał się za innymi i zbyt mocno skupił na robocie.
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkizaimkityp narracjityp narracjiczas narracji3os.postaćautor
Docenił jej gest bo sam przez moment zastygł, szukając swojej paczki papierosów, ta najpewniej została w aucie bądź na biurku, więc był jej winny papierosa. Chętnie się poczęstował i nawet skinął jej głowa w podziękowaniu za poratowanie ogniem. Niby ograniczał palenie i miał o to zadbać, ale uzależnienie z nim wygrywało, niestety. - Jak widać, wszyscy. Nie żeby coś ale mam dość bycia niańką dla świeżaków, co złego odwalą to jestem w to zamieszany i mam decydować. Kurwa.. - rzucił z parsknięciem śmiechu, który się krył w nim. On swoją wizję miał na każdą akcje i dzień, miał też co robić i ostatnie o czym marzył to bycie jakimś mentorem dla innych. Jest taka myśl, która mówi, że jak stoisz w miejscu to się cofasz i może u niego tak właśnie było. - Irytuje się bo dobiłem do ściany, nie mam już jak awansować na tej komendzie. Jestem pod jakimś kretynem, który cmoka tyłek komendanta. W sumie to obydwaj siebie warci. W nagrodę jedyne co mogę dostać to jakąś niezdarę do pracy w duecie. To chyba kara dla mnie za to, ze chce dobrze i chce jakiś pozytywnych zmian. Wiem co powiesz, jak chce to mogę stąd wypierdalać i tak dalej.. - wydmuchał powietrze przed siebie szybko dwa razy bo miał różne słowa na ustach, a nie chciał je do końca wygłaszać. Znał Evine, wiedział że ma tu kumpli, w tym jednego który mu wadził na dalszej drodze do sukcesu, zdawał sobie sprawę, że złego słowa na niego nie powie. I może faktycznie tak było a może nie. On widział niektóre sprawy i ich rozwiązania, zalatywało hipokryzją, gdy chodziło o jakieś aluzje co do jego pracy. Ale może on gówno wiedział i widział? - A ty? Szukasz oddechu, spokoju czy może po prostu miejsca gdzie nie będzie pikać czujka od dymu? - zapytał, chcąc szybko zmienić temat nim wyrosłaby z tego grubsza dyskusja. Nie chciał wyjść na zadufanego czy mściwego, po prostu mógłby dalej piąć się w górę, mieć coś z tej swojej kariery, czuć spełnienie. A tak? Sięgnął już zawodowego sufitu na tej komendzie, w tej jednostce.
Evina J. Swanson
-
Whenever I'm alone with you
You make me feel like I am home again
Whenever I'm alone with you
You make me feel like I am whole againnieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Może i Evina mogła liczyć na przywilej własnego gabinetu, a odgłosy zza ściany zagłuszała puszczaną w jego wnętrzu muzyką, ale czasami i tak miała dosyć tej ciasnej przestrzeni. Zwłaszcza, gdy kolejne osoby chciały zakłócać jej spokój. Bywało, że co rusz ktoś pukał, zaglądał lub szukał jej w jakiejś sprawie. Czasami miała tego naprawdę dosyć. Wtedy właśnie najbardziej ceniła sobie takie punkty, w których na pewno nikt niepowołany nie będzie się niepotrzebnie kręcić.
Całe szczęście Mayfield należał akurat do tych osób, których towarzystwo jej nie przeszkadzało. Głównie dlatego, że nie był typem, który robił się uciążliwy, szukając wiecznie okazji do nawiązania kontaktu oraz niepotrzebnej rozmowy. Wiedziała, że mogli zatem bez większego trudu dzielić wspólną przestrzeń.
Zaoferowany w ciszy papieros mógł nawet być uznany za swoistą fajkę pokoju. Nie musieli dzięki temu walczyć o terytorium, a zamiast tego wspólnie rozkoszować się porcją nikotyny napełniającą powoli organizm z każdym zaciągnięciem się. Właśnie tego jej brakowało.
Dźwięk wykrzesanej przez zapalniczkę iskry był naprawdę kojący. Właśnie dzięki niemu mogła się teraz spokojnie nacieszyć tytoniem i znaleźć zajęcie dla rąk, które teraz mogły popaść w znajomą i uspokajającą rutynę.
- Wiem. Sama nie cierpię pracować z żółtodziobami. Mało który jest teraz ogarnięty - odparła cierpko, a mało brakowało do tego, aby zaczęła wspominać, że kiedyś to dopiero było.
Akurat w tej kwestii mogła całkowicie zrozumieć jego ból, ale jeśli chodziło o pozostałe kwestie to jednak nie bardzo potrafiła się utożsamiać z tym jego wielkim problemem odnośnie przyblokowanej ścieżki rozwoju.
- Na chuj ci właściwie ten awans? - zapytała całkowicie szczerze. - Aż tak ci zależy na jakimś tytule i użeraniu się z papierologią?
Ona sama nie potrafiła tego zrozumieć. Może dlatego, że nie miała tak wielkich ambicji. Od wielu lat tkwiła w miejscu, ale jej to jak najbardziej odpowiadało. Swanson najbardziej lubiła aktywne zajmowanie się konkretnymi sprawami. Nie w głowie była jej jakakolwiek funkcja zarządzająca i zajmowanie się jakimikolwiek dokumentami w stopni większym niż było to absolutnie konieczne. Nie chciała zatem awansu. Może to i lepiej, bo przynajmniej dzięki temu zaoszczędziła sobie frustracji. Sprawy nieco się zmieniły w ciągu ostatnich dekad, ale wciąż kobietom było ciężko się przebić w tym męskim klubie jakim była policja. Nie wspominając o tym, że zdążyła zaleźć paru osobom za skórę, co na pewno nie pomagało w tym przypadku.
- Za dużo osób dobijało się do mojego gabinetu z jakimiś pierdołami. Dlatego stwierdziłam, że tu przyjdę - odpowiedziała szczerze.
Tego dnia naprawdę wszyscy się na nią uwzięli, a ostatnimi czasy naprawdę niewiele brakowało do tego, aby ją rozdrażnić. Dach wydawał się zatem najlepszą opcją, którą posiadała, aby się uwolnić od uporczywego towarzystwa, a do tego przewietrzyć się i poczuć w końcu powiew rześkiego wiatru na skórze.
Nathaniel Mayfield
-
inspektor policji i drań w jednej postaci, rzuciła go narzeczona bo oglądał się za innymi i zbyt mocno skupił na robocie.
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkizaimkityp narracjityp narracjiczas narracji3os.postaćautor
Papieros od kogoś zawsze smakował lepiej i on odczuł to już od pierwszego bucha, sam służył często ratunkiem jakby chciał naprawdę uciec od uzależnienia ale przy tej robocie, nie dało się nie palić. A już na pewno jego rekord to były może zaledwie godziny bez fajki w ustach, takie już przykre przyzwyczajenie. Tak czy inaczej to miejsce plus towarzystwo oraz dobry papieros w ustach, dawało choć odrobinę resetu i spokoju, czegoś co akurat potrzebował.
- Te jebane roczniki, co jeden to gorszy i w cholerę leniwy. A to chyba nie jest najgorsze, nie wiem czy słyszysz czasem te ich rozmowy. Krew zalewa a włosy siwieją...- chyba jawnie się starzał, skoro zaczynał narzekać już na coś takiego, ale to był też pryzmat tego co usłyszał. Nie żeby to była jego sprawa ale jakieś teksty o jednej czy drugiej ładnej koleżance z komendy, jakieś docinki seksistowskie - to przekraczało granice smaku i irytowało go bardziej niż ich umiejętności praktyczne. On sam chwilami zaczynał kwestionować czy jeszcze się nadaje na to, czy nie lepiej przyjąć ofertę i działać jako ukryty agent, cokolwiek innego i nowego od tego burdelu.
- Papiery to najmniejszy z problemów słuchaj.. Tu chodzi o coś więcej niż tylko awans i tytuł. To daje ciekawe możliwości na później, na po karierze. Lata wysługi i tytuł pomagają w kwestii finansowej gdy przechodzi się na emeryturę. To dosyć solidna różnica jeśli chodzi o pensje teraz, ale głównie o finanse później gdy skończysz służbę. - wyjaśnił po części, sugerując o co mu w tym wszystkim chodzi. Jasne, tytuł brzmiał majestatycznie i stawiał człowieka w jeszcze lepszym świetle, ale Nate myślał o tym co będzie po tym jak przejdzie na emeryturę, jak zabezpieczyć swoją przyszłością, może mieć na czym ją zbudować. Kiedyś marzył dosyć mocno o tym, że założy własne biuro detektywistyczne, że zbierze na to kapitał albo na własny potężny dom niczym ranczo gdzieś w świecie. Opcji było dużo ale tak jak wspomniane, wszystko rozbijało się o kwestie finansowe. Ambitny też był w tym wszystkim, bo poniekąd dalej czuł zapał i chęci do tej roboty, wciąż czuł krew i chęć ścigania najgorszej padliny w tym mieście. Stąd może pojawiała się tą jego irytacja, poczucie iż sięgnął już sufitu w tym miejscu i nic więcej się tutaj nie wydarzy, nie do póki ma nad sobą pewne osoby.
- Widzisz, masz status ikony tutaj. Nic dziwnego, że się dobijają. Sam to kiedyś robiłem parę razy, nie wiem czy pamiętasz. - rzucił luźno, ze śmiechem na to wspomnienie. Pierwszy raz gdy pukał do jej drzwi czuł się trochę jak dzieciak, miał drążące jak galaretka nogi. Teraz? Jedynie co mu się trzęsło to co jakiś czas dłoń gdy strzepywał popiół z papierosa.
Evina J. Swanson
-
Whenever I'm alone with you
You make me feel like I am home again
Whenever I'm alone with you
You make me feel like I am whole againnieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Drażniło ją to jak ludzie musieli się interesować życiem innym i jak bardzo plotki krążyły po całym budynku, bo wydawało się, że właśnie te wydarzenia towarzyskie są esencją pracy w tym miejscu. Właśnie to ją najbardziej denerwowało. Ludzie nie potrafili odpowiednio dobrać sobie priorytetów, a mieli zajmować się służbą obywatelom Toronto. To był chyba jakiś żart. Inaczej nie miała jak odbierać takich ludzi.
Chociaż Swanson miała to do siebie, że była aż za bardzo zafiksowana na swoich sprawach. Najbardziej lubiła rozkładać wszystko na czynniki pierwsze i rozwikływać skomplikowane zagadki, które pojawiały się na horyzoncie. Cała reszta była tylko dodatkiem. Tak długo jak była w stanie rozwikłać kolejną tajemniczą śmierć: był a szczęśliwa.
Wiele razy próbowała już rzucić palenie, ale nigdy jej to nie wyszło. W zasadzie jedynie w ciąży udało jej się powstrzymać od sięgania po papierosy, ale to była zupełnie inna sytuacja. Miała o wiele lepszą motywację do tego, aby nie zapalić ani jednej fajki. Z tym, że powód do nikotynowej abstynencji uleciał gdzieś, gdy tylko przestała karmić piersią.
- Najgorsi są ci, co mają w roczniku dwójkę z przodu... Z jednej strony mają jaja, gdy potrafią wytknąć przełożonemu jakiś idiotyzm czy chamstwo, ale z drugiej niemiłosiernie cię wkurwia, gdy to tobie się stawiają - dorzuciła jeszcze od siebie.
Oboje byli już pewnymi starymi wyjadaczami i dlatego podchodzili do kwestii związanych z pracą i funkcjonowaniem w policji zupełnie inaczej niż to młode pokolenie, które dopiero zaczynało swoje kroki w tym świecie. Chociaż pod pewnymi względami na pewno nie byli gorsi od pewnych przedstawicieli starszych pokoleń, którzy również nie mieli filtru i myśleli, że wszystko im wolno ze względu na to, że są szanowanymi policjantami z jakimś ciepłym stołkiem.
- Czyli po prostu chcesz mieć trochę więcej pieniążków, żeby kompletnie nic nie robić jak ci już się wyrobi wiek emerytalny? - zapytała, nie bardzo pojmując jego tok rozumowania.
Niby to jej było o wiele bliżej do wspomnianej emerytury, ale nie myślała nigdy o tym, co będzie potem. Najzwyczajniej dlatego, że nie zakładała, że przejdzie w jakiś cudowny stan spoczynku, aby spędzić resztę swojego życia w zaciszu własnego domu z kotami, ciepłą herbatą i książką... Evina potrzebowała czegoś więcej. Musiała mieć pewną stymulację umysłową. Poza tym miała żonę, którą czekało te kilkanaście lat więcej do przejścia na emeryturę. Miałaby zatem siedzieć przez cały ten czas sama? Już wcześniej zakładała, że będzie aktywna zawodowo do samego końca w ten czy inny sposób. Chociażby jako konsultantka.
- Oj, już nie słodź mi, Nate - rzuciła, niemal krzywiąc się na samo brzmienie słowa ikona po czym zaciągnęła się głęboko papierosem. - Czasami przychodzą do mnie dziewczyn. Tak, żeby podpytać jak sobie poradzić w tym męskim świecie... Ale zdecydowanie częściej chodzi o jakieś bzdurne papierologiczne rzeczy czy cokolwiek, co mnie nie interesuje.
Powinna naprawdę wyrobić sobie pieczątkę z napisem niech spierdala i stemplować nią większość takich durnych rzeczy. Może to w jakiś sposób wpłynęłoby na ilość ludzi zaglądających do jej gabinetu i zakłócających jakże ważny proces myślowy? Nie miała pojęcia, ale chyba warto było tego spróbować tak dla zasady.
Nathaniel Mayfield
-
inspektor policji i drań w jednej postaci, rzuciła go narzeczona bo oglądał się za innymi i zbyt mocno skupił na robocie.
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkizaimkityp narracjityp narracjiczas narracji3os.postaćautor
Papierosy palił nieco rzadziej ale gdy miał nerwy to uzależnienie z marszu o sobie przypominało, zresztą fajki były jego elementem rozpoznawczym, a przynajmniej te paczki, które wybierał.
- Dosłownie masz rację z tym i chyba widzisz to co i ja widzę. A jeszcze najlepsze w nich jest to wyrywanie się z gorącą głową na akcji. Jakby chcieli pokazać jacy są zajebiści. Do czasu aż któreś wyłapie kulkę w tyłek.. - rzucił, kiwając przy tym głową z dezaprobatą na samą myśl o "świeżej" gwardii. Nie umniejszał wszystkim bo były i osoby ogarnięte bardziej, w tym taka June na przykład. Ale u niej też działało to czasami zbyt mocno i gorąco. Plus chyba ona sama nie miała pojęcia jakie wzbudza emocje u panów policjantów, którzy i o niej potrafili pleść głupoty lub przechwalać się w tym co by z nią zrobili. Ten pierdolnik i dysonans między płciami oraz testosteron roznoszący się w powietrzu - kobiety serio miały przesrane na komendzie.
- Nie. Właśnie chcę mieć kapitał na swoje plany i ambicje. Chciałbym dalej być w obiegu, założyć może firmę ochroniarską albo detektywistyczną. To nie są tanie rzeczy, w tym wszystkim też jest dom albo ranczo na obrzeżach miasta. Wierz mi lub nie ale stawki są wyższe i to zawsze parę groszy więcej. Tytuł sam w sobie też brzmi okej, ale... myślę o przyszłości i zabezpieczeniu jej. - wyjaśnił, chyba w miarę łopatologicznie o co mu się rozchodzi. Nate dmuchał na zimne i też wolał mieć na siebie jakiś pomysł i plan. Widział czasami emerytowanych policjantów czy żołnierzy, nie którym naprawdę na starość odbijała palma albo co gorsza z nudów potrafili odpieprzać więc on sam wyszedł z założenia, że chcę mieć jakiś plan i pomysł na siebie. Ostatnie co chciałby to aby mu odwaliło na starość czy po emeryturze albo co gorsza aby czasem nie palnął sobie w łeb z tego nadmiaru emocji, wspomnień.
Może to było samo w sobie głupie dla kogoś, ale dla niego jakaś wizja i zawsze posiadanie opcji było ważne na wypadek czegokolwiek, nawet jeśli miałoby mu się coś stać na służbie.
- To źle, że przychodzą? Potrzebują rady, ja im się nie dziwię. Baker czy inni, słyszałaś jakie potrafią walić komentarze na temat jednej czy drugiej ładniejsze policjantki? Jakieś zaczepki? To aż dziwne, że nie doszło do jakiejś bijatyki na żywo, w sensie któryś nie dostał w ryj. Niestety. Mamy dużo głąbów na komendzie i czasami sam mam ochotę dam im w łeb za to zachowanie. Niektórym blacha odebrała umysł albo nie wiem co.. - stwierdził, zaciągając się papierosem po raz kolejny. Miał nerwy to fakt, chociaż sam nie raz zachował się jak świnia to jednak umiał się zreflektować i przeprosić a nawet jeśli nie to ranga inspektora odstraszała kogokolwiek od komentarzy czy złośliwości, ten jeden plus. No i też miał różne oblicza, raz był dobrym gliną, a innym tym złym i nie podchodź wtedy bo "parzy".
- Kiedy masz jakąś okrągłą rocznicę pracy w tym... przytułku? Sprawię Ci nalepkę albo tabliczkę z hasłem "Odpierdolcie się ode mnie". - rzucił z przekąsem, podśmiewując się przy tym z tego. On na luzie to rzucił bez pretekstu do wzburzania jej, żarty takie chyba umiała przyjąć, no nie? Inaczej zaczął by ją podejrzewać, że jest sztywniakiem.
Evina J. Swanson
-
Whenever I'm alone with you
You make me feel like I am home again
Whenever I'm alone with you
You make me feel like I am whole againnieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
- Proszę cię. Zawsze nowi byli wyrywni. Niezależnie od pokolenia. Przez jakiś czas wydaje ci się, że faktycznie masz odpowiednią wiedzę i przeszkolenie, aby sobie poradzić ze wszystkim, a potem życie to weryfikuje, bo dostajesz po dupie lub widzisz, że los nie był taki łaskawy dla twojego kumpla - skomentowała, bo akurat tutaj nie można było zrzucić winy na nowe pokolenie.
Sama kiedyś taka była. Pewnie od żony usłyszałaby komentarz, że nie zmieniła się wcale tak bardzo i dalej jest aż nadto skora do tego, aby ryzykować własnym życiem. Nie mogła jednak poradzić nic na to, że były sytuacje, które tego wymagały. Teraz jednak, gdy miała za sobą pewne doświadczenia to wiedziała doskonale w co się właściwie pcha.
- Brzmi ambitnie, ale także jak ogrom pracy. Cała ta papierologia i inne - mruknęła w przerwie od kolejnych zaciągnięć papierosem, gdy tylko Nate zdradził jej swój plan na życie. - No i sama nie potrafiłabym przejść z zabójstw na ochronę marketów czy śledzenie niewiernych żon.
To były aż zbyt przyziemne sprawy. Wolałaby już bardziej służyć jako konsultant czy też pomagać w szkoleniach kolejnych pokoleń. Każdy jednak miał swoje zupełnie inne plany oraz poglądy na przyszłość. Wystarczyło mieć tylko nadzieję na to, że faktycznie oboje dożyją do tej emerytury, bo Evina nie zawsze była tego taka pewna, gdy tylko spadały na nią bardziej wymagające sprawy. Może i kiedyś nie miałaby z tym takiego problemu, ale teraz miała rodzinę, która nie dałaby jej odpocząć w zaświatach, gdyby tylko coś jej się stało.
- Pracuję tu od dwutysięcznego. Zdążyłam się nasłuchać takich komentarzy w takiej ilości, że starczy mi na resztę życia - odpowiedziała, bo akurat w tej kwestii miała dosyć spore doświadczenie i niejednokrotnie nawet otrzymywała takim czy innym tekstem prosto w twarz. - Jeśli chodzi o panie to są mniej podatne do tego, aby dać takiemu czy innemu w ryj. Głównie dlatego, że mamy świadomość tego, że byłybyśmy nazwane histeryczkami i takimi, co sie nie znają na żartach. Chociaż zdarzały się akcje, gdy jeden czy drugi dostał.
Nie można było tego nazwać bójkami, ale kilka akcji się zdarzyło. Problem polegał na tym, że na komendzie działo się wystarczająco wiele rzeczy, że niekiedy dosyć szybko jedno wydarzenie mogło zostać przyćmione lub wyparte przez zupełnie nowe plotki jakie zdążyły się w międzyczasie urodzić.
- Chcesz czekać na okrągłą rocznicę? Nie lepiej przeczekać do świąt? Ucieszyłabym się z takiego prezentu pod choinkę - rzuciła z rozbawieniem, podłapując pomysł Mayfielda.
Może faktycznie przydałoby jej się coś podobnego? Nie myślała o tym, ale przygarnęłaby w sumie taką zawieszkę albo tabliczkę, którą mogłaby doczepiać do drzwi w momentach, gdy nie chciała, aby ktokolwiek jej przeszkodził w pracy albo zasłużonej przerwie od wpatrywania się w papiery i inne materiały.
Nathaniel Mayfield
-
inspektor policji i drań w jednej postaci, rzuciła go narzeczona bo oglądał się za innymi i zbyt mocno skupił na robocie.
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkizaimkityp narracjityp narracjiczas narracji3os.postaćautor
- No możliwe, że i ma tacy byliśmy. To w sumie jest proste jak budowa cepa, chcesz aż za bardzo a w szczególności chcesz się wykazać aby nie skończyć nisko lub jako krawężnik. Wszystko jednak do czasu pierwszego błędu albo momentu aż zgubisz broń. Słyszałaś o tym żółtodziubie? Przewiesił w kiblu na stacji broń i zniknęła. Nie wiem jak miał na nazwisko ale był z tego niezły ubaw na wieczornej. - tutaj sugerował się tym co słyszał, może to były plotki ale nie interesowało go to. Każdy kiedyś był takim nowicjuszem ale to w dużej mierze rocznik też się zmieniał, oni starsi mieli inni mental niż nowego dwudziesto paro latki na rejonie. Tak czy inaczej jego to po prostu irytowało, na stare lata nie chciał się użalać z nowymi, wolał kogoś już oblatanego w terenie, zaufanego i ogarniętego. Tyle.
- Bez przesady. Papiery są w prawie każdej robocie obecne, nawet w marketach czy innych cudach. A ja po prostu chcę zarobić na swoją starość, nie martwić się o pieniądze i o to czy mam na marzenia czy życie. Zresztą... to wszystko to zawsze coś lepsze niż zgłupienie na starość po służbie. - stwierdził, znów strzepując popiół z papierosa. Lekki dymek nikotynowy już się nad nimi unosił, ale też szybko wyparował - takie plus bycia na zewnątrz a nie atakowania kiblu w środku. No i to było lekkie, coś co oni jako policjanci już przeżyli w robocie, bez gonitwy czy oczekiwania - kiedy chcieli to mieli, przerwę na dymka. - Macie przejebane ale co się dziwić. Spędzamy w robocie tyle wspólnego czasu, że jak szukać żony to tylko na komisariacie. Nawet sam się zastanawiałem czy mi wypada podrywać jedną czy dwie, ale pewnie już mnie któryś wyprzedził.. - stwierdził, w sumie na jakimś totalnym luzie. Nie miał problemu ani do kobiet ani z kobietami, wręcz przeciwnie - kiedy potrzebował to miał przygodę na jedną czy dwie noce. Chociaż na pewno poszła też w świat informacje, że miał narzeczoną a teraz jej już nie ma - ciekawego dlaczego? Nie żeby był jakimś wstrętnym świntuchem ale... doceniał po prostu piękno kobiet i próbował ich jak najwięcej zadowolić w swoim życiu.
- O wow? Chcesz już teraz? Nie możesz się doczekać, co? Pomyślę. Jak dostaniesz coś takiego od Świętego Mikołaja to myślę, że będziesz wiedzieć od kogo. - dodał i w sumie to skończył szybko swojego papierosa, dopalił resztkę i zgasił go o beton, dla bezpieczeństwa i nie robienia szopki z ewakuacją bo dach płonie. - A jak zdrowie i życie poza robotą? Jak miłość? - pytał z grzeczności ale też poniekąd z ciekawości. W wielu przypadkach z innymi gliniarzami gadał głównie o pracy czy pogodzie, a przecież czasami czymś normalnym było przełamanie tego, chęć poznania drugiej strony a nie tylko skupianie się na zawodowej sferze. Jako gliniarz wiedział, że najlepiej dogadać mu się będzie z drugim gliniarzem, wszystko jednak też zależało od charakteru i tego ile kto chciał sprzedać info o sobie.
Evina J. Swanson
-
Whenever I'm alone with you
You make me feel like I am home again
Whenever I'm alone with you
You make me feel like I am whole againnieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
- Oj, wiem doskonale jaka byłam. Zawsze starałam się udowodnić, że nie jestem gorsza... A jak jeszcze ukończysz akademię z jednym z lepszych wyników to już w ogóle masz przeświadczenie, że wiesz o wiele więcej niż innym się wydaje - odpowiedziała, bo nie miała teraz zamiaru się wypierać tego, że absolutnie nie była jakimś wzorem do naśladowania dla młodszych roczników, ale na pewno nie była tak beznadziejna jak przypadek, o którym wspomniał jej Nate. - Serio, kurwa? Mam nadzieję, że go dojechali. To już jest skrajna nieodpowiedzialność.
Pewne rzeczy mogła naprawdę zrozumieć, ale to była jedna z tych, których pojąć nie potrafiła. Być może dlatego, że broni zawsze pilnowała jak oka w głowie i nie było możliwości, aby gdzieś ją zostawiła. Zgubienie jej mogłoby mieć wprost tragiczne konsekwencje z czego zdawała sobie sprawę.
- Może i jest, ale w różnym natężeniu. Co innego podpisać jakiś świstek raz na jakiś czas, a co innego się w tym pierdolić na stałe w większych ilościach - dopowiedziała jeszcze, bo to z pewnością to, co musiał robić pan w markecie nijak się miało do prowadzenia własnej firmy w sektorze detektywistycznym czy ochroniarskim. - Też racja. Niektórym odpierdala jak nie mają, co robić.
Być może dlatego właśnie chciała pozostać aktywna, gdy będzie już w wieku, który uprawniać ją będzie do emerytury. Najzwyczajniej w świecie potrzebowała jakiegoś konkretnego zajęcia, które było w stanie rozruszać jej umysł. A czy był na to lepszy sposób niż morderstwo?
- Panowie raczej nie szukają tutaj żony. Jak już się interesują którąś to raczej do innych celów... Chociaż, no, różni się trafiają - stwierdziła, wzruszając ramionami.
Pewnie sama nie powinna się zanadto wypowiadać skoro sama ożeniła się z koronerką, ale żadna z tego nie planowała. Jeden niezobowiązujący numerek na kanapie w ramach rozładowania napięcia jakimś cudem zamienił się w obrączki na palcach...
- Miałabym na to czekać kilka lat? Proszę cię, mogę wykitować w tym czasie - przypomniała mu, bo do okrągłej rocznicy nieco jej brakowało. Miało to być trzydziestolecie, bo ćwierćwiecze służby miała już za sobą.
Oboje skończyli już palić tego jednego papierosa, który miał być esencją tej krótkiej przerwy. Zostały po nich jedynie przygniecione butem niedopałki. Może powinni już wracać do siebie? Chociaż Evinie się nie spieszyło.
- Jakoś. Głównie jednak żyję pracą - odpowiedziała, wzruszając ramionami, bo nie musiała się jakoś z tym kryć, że praca była dla niej jednym z najwyższych priorytetów, a niedawny ślub w zasadzie nic nie zmienił w jej życiu. - A u ciebie wszystko w porządku?
Nigdy zbytnio nie interesowała się życiem prywatnym swoich współpracowników. Ta wiedza nie wydawała jej się do czegokolwiek potrzebna. No, ale skoro on ją kulturalnie spytał to odwdzięczy się tym samym.
Nathaniel Mayfield