30 y/o
For good luck!
168 cm
zabijam na zlecenie i znam się na cybersecurity
Awatar użytkownika
In the mirror I see my biggest fear but silence is almost here. So I'll tell him how I feel. What am I fighting for? Never understood this world. Oh, Lord! Can you save my soul?
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Beretta wylądowała w jej dłoni zanim zdążyła o tym pomyśleć.
Magnus podał jej broń jednym płynnym ruchem, a Sierra przyjęła ją naturalnie, sprawdziła magazynek odruchowo, a jej nóż powędrował w drugą stronę, w jego dłoń. Żadnego tłumaczenia, a wymiana trwała może dwie sekundy i mówiła więcej niż jakakolwiek rozmowa, którą do tej pory odbyli.
Wiedziała, że on ją teraz widzi.
Nie tę Sierrę ze wspólnych nocy, z zamkniętymi oczami i błogim spokojem na twarzy. Tę drugą. Tę, którą przez większość życia była. I gdzieś z tyłu głowy, za całą tą precyzją i skupieniem, przemknęła jej myśl, że nie boi się tego, co zobaczy w jego oczach.
Magnus otworzył drzwi.
Sierra obserwowała z boku jak wciągnął mężczyznę do środka z techniką kogoś, kto robił to setki razy - kolano, dźwignia, upadek. Mężczyzna wylądował na kolanach z nożem przy mostku i jedną ręką wykręconą za plecami.
Kobieta podeszła powoli i stanęła przed nim. Beretta opuszczona wzdłuż uda, palec przy spuście, wzrok spokojny. Przyjrzała mu się uważnie i szukała czegoś znajomego. Munduru, tatuażu, blizny, gestu, jakiegokolwiek śladu.
Nic.
Obcy. Jednak wystarczająco pewny siebie, żeby zapukać w środku dnia i wystarczająco nie wytrenowany, żeby dać się zaskoczyć Magnusowi zamiast uciec. To nie był przypadkowy człowiek.
- Zaczniemy od czegoś prostego - powiedziała spokojnie. Głos miała niski i równy, zupełnie pozbawiony emocji, jakby rozmawiała o czymś nudnym. - Kto cię wysłał?
Mężczyzna uniósł głowę. Spojrzał na nią z pogardą, którą widywała już wcześniej u ludzi przekonanych, że strach po ich stronie byłby poniżeniem.
- Puta colombiana — warknął przez zęby. - No te voy a decir nada.
Sierra nie mrugnęła.
Przykucnęła przed nim powoli, tak żeby byli na tym samym poziomie. Beretta spoczęła na jej kolanie lufą skierowaną lekko w bok. Jeszcze nie w niego, ale wystarczająco blisko, żeby była obecna w polu widzenia.
- Está bien - odpowiedziała po hiszpańsku, miękko, niemal uprzejmie. - Tenemos tiempo.
Zrobiła krótką pauzę.
- Tylko ty nie masz go tyle co ja.
Mężczyzna milczał. Szczęka napięta, oczy twarde. Trenowany. Ktoś mu powiedział, żeby się nie odzywał albo sam to sobie powiedział wystarczająco wiele razy, żeby uwierzyć, że potrafi.
Sierra wpatrywała się w niego przez chwilę bez słowa, tak jak patrzy się na coś, co się dokładnie ogląda przed podjęciem decyzji.
Coś przeszło przez twarz mężczyzny. Ledwo zauważalne, napięcie wokół oczu, krótki zacisk żuchwy.
- Veronica está muerta - powiedział cicho, z naciskiem, jakby to miało być czymś więcej niż faktem. - Deberías haberte quedado muerta.
Sierra nie ruszyła się z miejsca.
Przez sekundę w pokoju panowała absolutna cisza.
Potem uniosła powoli wzrok na Magnusa - tylko na chwilę i delikatnie skinęła głową, jakby wyrażała zgodę na to o czym oboje w tej chwili myśleli.
Wróciła spojrzeniem do mężczyzny.
- - powiedziała cicho. - Y aún así aquí estoy.
Wstała.
- Kto wie, że żyję?

Magnus Grimstad
gall anonim
Mało co mnie rusza.
47 y/o
For good luck!
190 cm
Biznesmen Northern Buck Investments
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkimęskie
typ narracji3 os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Minęło już wiele lat odkąd musiał uciec się do dawnych nawyków, jednak pewnych rzeczy się nie zapominało. W czasach swojej świetności swojej kariery był samotnikiem. Rzadko pracował z kimkolwiek przy swoich zleceniach. Sierra była wyjątkiem. Nie musieli formułować żadnego planu. Oboje doskonale wiedzieli, co mieli zrobić. Taka wiedza przychodziła z doświadczeniem. Doświadczeniem, które oboje musieli nabyć osobno. Jedno spojrzenie. Tylko tyle potrzebowali. Nie było w nim żadnego oceniania. Oboje wiedzieli kim byli, bądź w jej przypadku są. Nie traciła nic w jego oczach. Nawet jeśli Sierrę zabójczynię widział po raz pierwszy, nie wpływało to na to jak ją traktował. Potrafił oddzielić tę kobietę od tej dziewczyny, która zasypiała w jego ramionach. To dwie strony tej samej monety. Monety, w którą był już zainwestowany. Uczuciowo. Chciał ją obronić i doskonale wiedział, jak to zrobić.
Nawet jeśli był już trochę zardzewiały jeśli chodziło o walkę w zwarciu, obalenie intruza przyszło mu cholernie łatwo. To świadczyło o tym, że nie jest doświadczony. W końcu coś, co przychodziło bez większych komplikacji.
Oddał jej pełną inicjatywę. Odpowiadał jedynie za to by przesłuchiwany im się nie wymsknął. Zanotował sobie by dać Sierrze jeszcze jedną lekcję o przebywaniu w pobliżu wroga. Wiedział, że ufała w to, że będzie potrafił obezwładnić mężczyznę, aczkolwiek nie powinna spuszczać go z celownika. Na wszelki wypadek gdyby stało się coś zupełnie niespodziewanego. Zbyt wiele razy widział jak fałszywe poczucie bezpieczeństwa kosztowało kogoś życie. Na razie jednak nic nie mówił. Nie był w stanie zrozumieć o czym dokładnie rozmawiali. Znał pojedyncze słowa, wyczytywał wiele z mowy ciała, lecz nie znał języka. Zrozumiał natomiast kiedy potrzebne było nieco przekonywania również z jego strony.
- Radzę odpowiadać na jej pytania. - mruknął cicho za plecami mężczyzny - Znam większość nerwów w ludzkim ciele, ból neuropatyczny jest tym najgorszym. - wyjaśnił chłodno przesuwając dłoń na jego łokieć uciskając w odpowiednim miejscu by wywołać promieniujący ból aż do podstawy czaszki.
- Możemy to zrobić stosunkowo bezboleśnie, nawet szybko. Albo możemy przeciągać to przez najbliższe kilkanaście godzin. Twój wybór. - puścił łokieć rozcinając przy okazji jego koszulę tuż nad splotem słonecznym - Tortury to ostatnie, do czego się uciekam. Nudzi mnie to. Jednak dla niej zrobię wyjątek. - podniósł wzrok na Sierrę ponownie przekazując to, że nie jest mu obojętna.
Pokazał jej już, że mu na niej zależy. Zabił by ją ochronić, teraz torturowałby by dostała informacje, których potrzebowała. Doskonale wiedział, w co się pakował. Był w tej branży o wiele dłużej niż ona. W momencie, gdy zabił tego pierwszego intruza dotknął palcem powierzchni tego świata, a ten miał to do siebie, że sięgał po niego od razu całą dłonią. Był świadom tego, jakie będą konsekwencje. Pomimo to nie przestawał. Zamierzał doprowadzić tę sprawę do końca. To właśnie mogła zobaczyć teraz w jego spojrzeniu. Spokój, przekonanie, doświadczenie. Wszystko, czego mogła w tej sytuacji potrzebować. Choć klęczał w tym momencie fizycznie przed nią, tak w ich świecie stała za nią właśnie jego sylwetka. Cała przeszłość, reputacja. Wszystko, czego młoda zabójczyni mogłaby chcieć w tym świecie.

Sierra Valencia
30 y/o
For good luck!
168 cm
zabijam na zlecenie i znam się na cybersecurity
Awatar użytkownika
In the mirror I see my biggest fear but silence is almost here. So I'll tell him how I feel. What am I fighting for? Never understood this world. Oh, Lord! Can you save my soul?
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Sierra patrzyła na Magnusa przez sekundę.
Tylko sekundę, ale wystarczającą, żeby coś między nimi przeszło. Nie uśmiech, nie kiwnięcie głową. Tylko spojrzenie, które mówiło: widzę co robisz i wiem dlaczego. Coś ciepłego i twardego jednocześnie.
Wróciła wzrokiem do mężczyzny. Klęczał teraz inaczej niż chwilę temu.
Ból neuropatyczny robił swoje - Sierra widziała to po oddechu, który stał się płytszy, po tym jak bark opadł mu nieznacznie do przodu. Ciało zdradzało. Znała ten moment. Granicę, za którą wytrenowany człowiek zaczyna przeliczać, czy informacja, którą chroni, jest warta tego, co właśnie czuje.
Przykucnęła ponownie. Tym razem bliżej.
- Mira - powiedziała cicho po hiszpańsku, niemal łagodnie. - Él no necesita entenderte. Yo sí.
Pochyliła się odrobinę, żeby mężczyzna nie mógł uciec jej wzrokiem.
- Jesteś posłańcem - stwierdziła po angielsku, jakby myślała na głos. - Zbyt słabo wytrenowanym na egzekutora, zbyt pewnym siebie na przypadkowego człowieka. Ktoś cię tu przysłał z konkretną wiadomością i konkretnym zadaniem. I ta osoba - urwała na ułamek sekundy - doskonale wie, że jeśli nie wrócisz, to nic nie straci.
Mężczyzna milczał, ale oddech miał teraz urwany, nierówny.
- Więc pytam ostatni raz. - Sierra wyprostowała się powoli, Beretta uniosła się naturalnie, lufa wycelowana precyzyjnie między jego oczy. - Kto wie, że żyję?
Cisza.
Potem Magnus przesunął dłoń.
I mężczyzna pękł.
Nie od razu, nie spektakularnie, po prostu nagle skończyło się w nim coś, co trzymało go w pionie. Ramiona opadły o milimetr. Szczęka rozluźniła się wbrew woli.
- Grupo Operación Ceniza - wydusił przez zęby, gardłowo, jakby samo wypowiedzenie tego kosztowało go fizycznie. - Saben que Veronica vive. Siempre lo supieron.
Sierra nie poruszyła się.
Beretta nie drgnęła.
Ale gdzieś w okolicy szczęki, tuż przy kąciku ust, coś się zacięło na ułamek sekundy, napięcie mięśnia, które przyszło i odeszło zanim stało się czymkolwiek widocznym. Rysa, która natychmiast zasklepiła się z powrotem.
Ceniza
Znała to słowo. Znała je z miejsca, które zakopała tak głęboko, że przestała sprawdzać czy jeszcze tam jest. Kolumbia. Jednostka. Ludzie, którzy zlecili wysadzenie jej oddziału i którzy najwyraźniej nigdy nie uwierzyli w oficjalny komunikat o jej śmierci.
Albo wiedzieli od początku, że przeżyła.
To drugie było gorsze.
Wyprostowała się w pełni. Twarz miała zamkniętą i spokojną. Maska wróciła szybko, bezbłędnie, tak jak zawsze. Spojrzała na Magnusa ponad głową klęczącego mężczyzny. Wiedziała, że mógł zauważyć. Była dla niego jak otwarta księga.
Nic nie powiedziała. W jej oczach było wszystko, czego potrzebował: powaga sytuacji, jej głębokość i jedno niewyraźne, ale wyraźne pytanie - co dalej z nim robimy.

Magnus Grimstad
gall anonim
Mało co mnie rusza.
47 y/o
For good luck!
190 cm
Biznesmen Northern Buck Investments
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkimęskie
typ narracji3 os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Prawdą było, że nie przepadał za torturowaniem swoich ofiar. Nigdy nie sprawiało mu to najmniejszej przyjemności, a w dodatku był świadom tego, że człowiek podczas tortur w końcu powie wszystko tylko po to by ból ustał. Niezależnie od tego czy będzie to prawda, czy nie. Niemniej dla Sierry był w stanie nagiąć niektóre ze swoich zasad. Robił to właściwie od samego początku. Do tej pory po prostu nie sięgali do swoich życiorysów w taki sposób.
Oddał jej kontrolę nad przesłuchaniem. Do czego też nie był przyzwyczajony. Całą swoją karierę pracował sam. Tak było dla niego prościej. Logiczniej. Nie miał wtedy problemów związanych ze swoim partnerem bądź partnerką. Wszystko, czego starał się w swoim życiu unikać właśnie go dogoniło za sprawą Sierry.
W tym jednak momencie nie zamierzał się nad tym pochylać. Potrafił świetnie odciąć swoje emocje, których już naturalnie nie miał za dużo, w czasie, gdy był na jakiejś akcji. A tak to właśnie traktował. Jako kolejne zlecenie, nawet jeśli był już na zasłużonej emeryturze.
Języki latynoskie zdecydowanie nie były jego mocną stroną. Kojarzył pojedyncze słowa czy wyrażenia. Głównie dlatego, że były podobne do innych języków, które akurat znał. W tym jednak przypadku nie miał pojęcia o czym dokładnie rozmawiają. Z kontekstu rozumiał jedynie, że mężczyzna nadal nie chciał się poddać, więc musiał go do tego trochę mocniej zachęcić.
Patrząc na reakcję dziewczyny na następne słowa ich intruza, nie było to coś, co chciała usłyszeć. Trwało to zaledwie ułamek sekundy, lecz wychwycił to jak jej mimika się zmieniła. To oznaczało tyle, że ta sprawa jeszcze nie jest zakończona. Pamiętał jej akta, pamiętał jak nazywają się jednostki specjalne w jej języku. Jasnym było, że w końcu ją odnaleźli. To było do przewidzenia, lecz miał nadzieję, że tym razem sprawy w jego życiu będą nieco prostsze. W końcu był na emeryturze, prawda? Przed jej poznaniem nawet dobrze się jej trzymał.
Złapał jej spojrzenie. Nie musiała zadawać tego pytania, chyba doskonale wiedziała, co należało z nim zrobić. Wystarczył jeden pewny ruch by złamać kręgi doprowadzając do całkiem szybkiej, lecz dość bolesnej śmierci. Doskonale wiedział gdzie złapać, jak to zrobić. Jego twarz pozostała niezmienna. Powieka nawet mu nie drgnęła. Ludzkie życie naprawdę nie miało dla niego zbyt dużej wartości. Przekonał się na własnej skórze o tym, że w tej pracy nie ma miejsca na litość. Gdyby zostawili go przy życiu był prawie pewien, że odbiłoby im się to czkawką. Każdy, kto wchodził w ten świat musiał być świadom tego, jak się z niego wychodzi.
- Zrozumiałem, że Cię znaleźli. - przerwał w końcu ciszę wstając z klęczek puszczając wiotkie ciało mężczyzny na podłogę - Będą Cię chcieli zabić czy schwytać? - patrzył na nią dość chłodno, bardzo logicznie - Operowaliście kiedyś jako grupa na terenie obcego państwa? - musiał wiedzieć czy ma spodziewać się całej grupy komandosów którzy napadną ich w tranzycie.
Ponieważ z całą swoją sympatią do niej nie sądził by była dla nich wystarczająco ważna by ryzykowali międzynarodowym incydentem napadając na nich z bronią automatyczną w hotelu. Pewnie dlatego wysłali jego. Młody, głupi pewnie chciał się wykazać. Na razie Magnus nie był pod wrażeniem ich wyszkolenia.

Sierra Valencia
30 y/o
For good luck!
168 cm
zabijam na zlecenie i znam się na cybersecurity
Awatar użytkownika
In the mirror I see my biggest fear but silence is almost here. So I'll tell him how I feel. What am I fighting for? Never understood this world. Oh, Lord! Can you save my soul?
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Sierra spojrzała na ciało przez sekundę.
Nie z żalem, nie z odrazą. Po prostu patrzyła, tak jak się patrzy na problem, który przestał być aktywny i stał się informacją do przetworzenia. Magnus zrobił to szybko i czysto, tak jak się tego po nim spodziewała. W ich świecie litość była luksusem, na który nie można było sobie pozwolić, a człowiek, który wiedział że ona żyje, był zbyt kosztowny żeby go zostawić.
Gdzieś z tyłu głowy, bardzo daleko, odnotowała że jeszcze kilka minut temu siedziała na jego kolanach z zamkniętymi oczami. Ta kobieta i ta, która teraz stała nad ciałem z Berettą w dłoni, były tą samą osobą. Dlaczego przy Magnusie były zawsze dwie wersje Sierry? Kiedy urodziła się ta druga, która z taką łatwością zasypiała przy jego boku?
Odwróciła wzrok spoglądając na mężczyznę.
- Zabić - odpowiedziała krótko na jego pytanie. - Jestem błędem, który nie powinien był przeżyć.
Zrobiła delikatny krok w stronę okna, odruchowo sprawdzając ulicę poniżej, ale pozostając poza linią widzenia z zewnątrz. Niektóre nawyki są już jak osobna komórka w ciele. Nie wymagają myślenia, po prostu działają, zanim świadomość zdąży wydać rozkaz.
- Grupo Operación Ceniza to nazwa mojej jednostki na czas tamtej operacji, w której mieliśmy być wszyscy poświęceni. Może oprócz mnie przeżył ktoś jeszcze. Wtedy nie byłam w stanie tego sprawdzić. Chciałam tylko przeżyć.
Opowiadała o wszystkim rzeczowo, tak jak robi się raport operacyjny. Nie drżał jej głos i nie wahała się w przekazywaniu suchych i precyzyjnych informacji. Nie dlatego, że jej to nie dotyczyło, ale dlatego, że nauczyła się dawno temu, że emocje w tym zawodzie są jak krew w wodzie. Przyciągają wszystko, czego nie chcesz. Przez ostatnie lata ten mechanizm działał bezbłędnie.
Spojrzała na Magnusa przez ułamek sekundy dłużej niż wymagała tego sytuacja.
Zastanawiała się, czy on to widzi. Tę wersję jej - nie operacyjną, chłodną, precyzyjną, lecz tę drugą, która jeszcze nie ostygła zupełnie. Przy nim ta druga warstwa istniała. Tylko przy nim. I Sierra nie wiedziała czy powinna się tego bać, czy może właśnie przestać.
- Nigdy nie operowaliśmy poza Kolumbią ani pojedynczo, ani jako pełna grupa - kontynuowała, wracając do jego pytania. - Na pewno ja nigdy nie byłam poza krajem.
Wpatrywała się w Magnusa, próbując zrozumieć jaki proces myślowy zachodzi teraz w jego głowie. Lubiła to w nim, że myślał tak jak ona. Logicznie, bez paniki, z zimną kalkulacją, którą rozumiała lepiej niż cokolwiek innego. To było paradoksalnie jedną z rzeczy, przez którą mu ufała. Znała ten tryb. Rozpoznawała go jak własny oddech.
- Co nie znaczy, że jesteśmy bezpieczni. On miał czas żeby... - Telefon zmarłego mężczyzny zawibrował na podłodze.
Raz. Dwa. Wiadomość.
Sierra znieruchomiała. Wpatrywała się w kieszeń, w której było urządzenie i przez sekundę wszystko w niej skupiło się na tym jednym małym wibrującym prostokącie, który mógł właśnie zmienić każdy kolejny ruch. Nie ruszyła się, żeby go podnieść.
Spojrzała na Magnusa.
- Sprawdź co tam jest - powiedziała cicho z prośbą w głosie.
Czekała nieruchomo, obserwując jego twarz. Beretta w dłoni, oddech równy, ciało gotowe.
Ale jej oczy śledziły tylko jego. Bo to na jego twarzy za chwilę przeczyta wszystko, co musiała wiedzieć. I dlatego właśnie, w tej konkretnej chwili, nie patrzyła na drzwi ani na okno, ani na telefon.
Patrzyła na niego.

Magnus Grimstad
gall anonim
Mało co mnie rusza.
47 y/o
For good luck!
190 cm
Biznesmen Northern Buck Investments
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkimęskie
typ narracji3 os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Prawie niewidocznie, ale jednak lekko się skrzywił gdy odpowiedziała na jego pytanie. Bynajmniej nie dlatego, że było to dla niego w jakiś sposób bolesne. Wiedział w jakim świecie żyła. Znał doskonale wszystkie jego mechanizmy. To po prostu była kolejna komplikacja. Wolałby usłyszeć, że będą próbowali ją schwytać. To znaczyło, że mieli o wiele więcej możliwości. Mogli być nieco mniej uważni, a gdyby utknęli w potrzasku wiedział, że będą mogli się rozdzielić. Zlecenia na zabójstwo... Te były o wiele prostsze. Można było użyć jakichkolwiek środków. Każde wyjście na otwartą przestrzeń mogło wiązać się z ryzykiem snajpera. To naprawdę było cholernie ciężkie. Dlatego zawsze wybierał właśnie takie roboty. Nigdy nie brał się za ochronę. Normalnie pewnie powiedziałby, że musi radzić sobie sama, ale ich sprawy zaszły już nieco za daleko żeby tak po prostu się od niej odsunął.
Zawsze potrafił dobrze szufladkować swoje emocje. Dokładnie to robił w tym momencie. Nie potrzebowała teraz tego bardziej czułego Magnusa, u którego boku coraz częściej zasypiała. Potrzebowała tej wersji. Zimnego i logicznego zabójcy, dla którego odbieranie ludzkiego życia było tak naturalne jak oddychanie. Wiedział, że powrót do tego świata będzie się wiązał z poważnymi konsekwencjami. Dla niej był jednak w stanie zaryzykować. Tak naprawdę nie miał już wyboru. Od momentu, w którym zabił jej pierwszego niedoszłego zabójcę już zanurzył palec. Świat, po prostu zamierzał zabrać od razu całą rękę.
- Poświęceni brzmi jak religijny fanatyzm. - może tylko tak mu to się kojarzyło ponieważ sam pochodził z kultury, która wieki temu się tym parała - Nawet jeśli przeżył ktoś prócz Ciebie szansa, że nadal żyją jest dość znikoma. - nie próbował być szorstki, to były po prostu fakty.
Ona miała po prostu dużo szczęścia i samo zaparcia. Przynajmniej tyle mógł wywnioskować z teczki, którą dała mu przeczytać. Gdyby ktoś przeżył i dołączył do ich świata, pewnie przez te kilka lat już by się znaleźli. Wieści szybko się rozchodzą. Każdy miał jakąś reputację. Dlatego wolał nie robić jej nadziei. Jego priorytetem było teraz utrzymanie jej przy życiu. Niestety jacykolwiek jej znajomi schodzili po prostu na dalszy plan, a wręcz w ogóle ich w takim planie nie było.
- To powinno nam to wszystko nieco ułatwić, ale nie możemy zakładać, że to się nie zmieniło. - spojrzał w jej stronę nadal nie okazując większych emocji - Wątpię by mieli środki i chcieli je przeznaczyć żeby do Ciebie dotrzeć, jednak nie możemy tego całkiem wykluczyć. W końcu on pewnie nie jest tutaj przypadkiem. Chociaż... To by wiele tłumaczyło. - spojrzał na nieboszczyka u swoich stóp.
Może nie mieli w Stanach swojej jednostki specjalnej, ale pojedynczych agentów... Niewyszkolonych, niewtajemniczonych. To naprawdę mógł być jeden wielki przypadek. Nadgorliwy chłopak, który chciał się wykazać. Takie rzeczy się zdarzają. Magnus potrafił być bardzo pragmatyczny.
Zmarszczył lekko brwi na jej prośbę. Odczytał to jako pewną słabość, za którą jej nie oceniał, po prostu nie widział jej jeszcze w takim wydaniu. Dla niego ten telefon był bardzo dobrą wiadomością. Może się w końcu czegoś dowiedzą. Schylił się wyciągając wibrujące urządzenie z kieszeni. Zdążył zobaczyć tylko kilka powiadomień na ekranie, zanim zażądało identyfikacji. Na szczęście wszystkie palce mieli pod nosem, więc odblokowanie telefonu nie zajęło mu więcej niż kilka sekund. W końcu odnalazł wiadomości. Nadawców było kilku w osobnej grupie na komunikatorze, którego nie kojarzył.
- Niestety zdążył kogoś powiadomić, że żyjesz. Mają twoje zdjęcie. - mruknął z wyraźnym niezadowoleniem, kolejne komplikacje - Resztę musisz zobaczyć sama. Wszystko jest po hiszpańsku. - obszedł nieboszczyka i podał jej telefon patrząc jeszcze przez sekundę czy dwie na to czy będzie to dla niej problemem.
Sam odszedł kawałek by wziąć swój telefon ze stolika i z nieco ciężkim sercem odkurzyć swoje dawne kontakty i aplikacje, których będzie potrzebować by posprzątać ten bajzel.
- Powiedź czego się dowiedziałaś, a ja załatwię nam nowy lokal. Musimy zakładać, że wiedzą gdzie mieszkasz. - poinformował ją spoglądając tylko na nią przez ramię zanim wrócił do wertowania kolejnych apartamentów.

Sierra Valencia
ODPOWIEDZ

Wróć do „The Ritz-Carlton”