-
No, no te puedo olvidar. No, no te puedo borrar. Tú me enseñaste a querer. Me enseñaste a bailar.nieobecnośćniewątki 18+niezaimkishe/hertyp narracjityp narracjiczas narracji-postaćautor
- Ale co, kto wiedział? Co to zmieni Rozi słonko, że ktoś wiedział. Jeżeli ktokolwiek wiedział, to wiedz, że już dostałem od nich wszystkich ich zjebe. Wszyscy są po twojej stronie - przyznał, to pewnie poprawi jej humor, chociaż akurat jego to nieco martwiło. Nikt nie umiał zrozumieć jego punktu widzenia i sprawiało to, że on sam zaczynał wątpić w to, czy to co zrobił miało jeszcze dla niego jakiś sens. A przecież, kiedy wyszedł z domu i poznał Rudą, to odrazu mu mózg odcięło i wiedział, że robi dobrze. Nawet pół wyrzutu sumienia nie miał. Ale Rosa też wtedy była dość wredna dla niego, to jej się trochę zmieniło odkąd są w Toronto.
- Wiem kochanie, ale każdy z nas popełnia błędy. Przecież wiesz, że nie jestem idealny- tak jej się tłumaczy, chociaż no faktycznie średnia ma te linie obrony. Rosa miała pełne prawo go nienawidzić!
Tak czy siak, poszli później na ten mostek i znów po śniadanie i wrócili do kajuty. Riczi, który ledwo wymanewrował z tymi wszystkimi talerzykami i dzbankiem z herbatą i soczkami, stawia wszystko po kolei na stoliku, kiedy Rosa już zaczyna mu suszyć głowę. Pokręcił głową, zaprzeczając ze znów coś przed nią chce ukryć.
- Mi corazon, nie ukrywam nic zupełnie, po prostu nie było możliwości, żeby co powiedzieć. Jak byłaś rano w łazience to słyszałem na balkonie…- zaczął, ale znów ktoś im prezerwal!!!! Akurat to mógł jej powiedzieć, tyle że nie zdołał. Rosa bojowo idzie do drzwi, a Ricz myśli, że nie chciałby być po drugiej stronie. Zaraz się okazuje, że to jakiś dzieciak. A ten Zygfryd cały. Ricz uśmiechnął się do niego, jak mu tak posmarował, że miły na oko z niego jest chłop. No coś w tym było, bo Ricza to wszyscy lubili. Inaczej z Rosi, która nie sprawiała zbyt dobrego pierwszego wrażenia. Dobrze, że była teraz w ciąży, to trochę jej wizerunek był milszy. Ricz zaprosił chłopaka, żeby siadł na ich łóżku i dał mi croissanta którego przytargał dla Rosi i słucha co chłopiec ma do powiedzenia. No niezła jazda na tym jachcie, wszyscy mieli jakieś wielkie sekrety.
Rosi poszła do kibelka a Ricz został z chłopcem i tak z nim gada co sobie ten myśli i czy znał Marco Polo jakoś lepiej. Ten mówi, że nie, ale matce bardzo na tym zależało od kilku lat chciała ich poznać, nawet kiedyś poszli pod studio nagraniowe w którym udzielał wywiadu. I że on akurat swojego ojca to mega kocha, więc nie rozumie po co matka tak zrobiła. Ricz podzielił się z nim wtedy historią swojego życia o rodzicach którzy nigdy nie byli razem, o ojcu który ma męża w Nowym Orleanie i którego nie widywał tak często jakby chciał. O swoich drugim ojcu, którego zyskał dzięki małżeństwu biologicznego ojca. I mówił mądre rzeczy z Zygfryd nieco się rozchmurzył, aż wróciła Rosi na słowa:
- Słuchaj, nieważne kto jest ojcem biologicznym, ważne kto cię wychował - ale nie chciał żeby ona to akurat słychała, bo jeszcze się zasugeruje! Potarł skroń i patrzy na Rosi, bo przypomniał sobie że ona matę listę z sekretami. - Bejb, a gdzie masz ten list od MP?- mówi tak szyfrem i po hiszpańsku, żeby Zygfryd nie dowiedział się.
I siedzieliby dłużej, ale nagle przyszło powiadomienie, że dopływają do plaży, i żeby udać się do łódek, które zawiozą ich na brzeg.
-
Ty powiesz o niej - wariatka.
Ona o tobie - zaburzenia lękowe z napadami paniki, osobowość borderline w fazie dekompensacji, epizod depresyjny z cechami impulsywności i mechanizmy obronne na poziomie zaprzeczenia.
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkijakie chcesztyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Nabrała ciężko powietrze w płuca, kiedy tak jej powiedział jej mąż, że każdy popełnią błędy.
- Ja nie popełniam - odburknęła, bo Rosa to wychodziła z założenia, że ona jest nieomylna. Ale prawda to była taka, że bardzo często się myliła, czasem to nawet w stosunku do pacjentów, tylko, że ona nigdy nie umiała się do tego przyznać.
Tak jak nie przyznała się do tego, że kiedy Ricz kompletował im śniadanko, to ona zastanawiała się już kogo weźmie sobie na prawnika na sprawie rozwodowej, bo na pewni nie Patela, który się kolegował z Ricardo! Ale może tą dziewczynę z dołu, co też była adwokatem? Jak Ricz ją zapytał o czym myśli, to mu odparła, że zjadłaby awokado, więc on jeszcze jej przez pół godziny wybierał takie najbardziej dojrzałe i ładne. W końcu poszli do kajuty i ona znowu na niego krzyczy, że co przed nią ukrywa. Ale ona jakoś nie umiała już nie krzyczeć, nerwy miała w strzępkach, a to przecież ciąża zagrożona, aż się bała o to swoje dzieciątko biedne. Tylko zanim Ricz jej zdążył odpowiedzieć, co słyszał na tym balkonie, to ktoś się dobija do drzwi. A Rosa poszła otworzyć taka wkurzona, bo jak tak można, żadnej chwili prywatności tutaj nie mieli, tylko bez przerwy coś!
No ale to ten dzieciak, a w niej teraz przez ciążę budził się instynkt macierzyński. Powoli się budził, ale jednak.
- Dobra to wy pogadajcie, a ja idę do toalety - tak jeszcze pomachała ręką, żeby Ricz w tym czasie wyprosił tego dzieciaka, bo jak już wiedzieli, że był nieślubnym dzieckiem Marco Polo, to po co im on?
Siedziała sobie chwilę na kibelku z telefonem, ale, że nie miała zasięgu to nawet nie mogła instagrama pooglądać i w końcu wyszła. A tam ten chłopak jeszcze siedzi i na dokładkę je jej croisanta! Popatrzyła na Richa znowu krzywo, bo teraz to tak pewnie będzie wyglądać jej życie, samotnej matki, żadnego wsparcia, ani nic. Sama na tym świecie, z dzieckiem. Chyba będzie musiała wrócić do Puerto Rico. Jak tak usłyszała te słowa Richa, to sobie przypomniała, że tam miała przecież takiego przyjaciela Alejandro, co zawsze jej mówił, że jakby jej nie wyszło z Ricardo, to on będzie na nią czekał. I może jeszcze czekał? Może nawet by jej dziecko wychował jak swoje? Aż sobie usiadła na fotelu i miała pisać już wiadomość do Alejandro, już sobie fotkę pstryknęła ze smutną minką w podkówkę. Ale wtedy Rich się do niej odezwał po hiszpańsku, więc podniosła na niego spojrzenie - no rzuciłam w ciebie jełopie, ty go masz - nawet wstała, żeby wziąć swoją torebusię i do niej zajrzeć - ja mam tu tylko z płcią naszego... mojego bejbi - poprawiła się i zamknęła torebkę, bo jeszcze nie chciała wiedzieć, czy to będzie jakaś sierotka Marysia, czy sierotek, co się wychowa bez ojca. Za to jak powiadomili ich, że dopływają do plaży, to oparła rączkę na ramieniu Zygfryda - idź do siebie do kajuty i schowaj ten list tak, żeby mama nie wiedziała, że go znalazłeś, i bądź dzielny Zygfryd, wszystko się ułoży - walnęła mu trochę taką jakby mowę motywacyjną. Ale też trochę siebie tak chciała podnieść na duchu. Potem zaczęła grzebać w ich bagażu za jakimś super kostiumikiem na plażę i bez słowa nawet jednego do Ricza, poszła się przebrać. Umalowała się, uczesała, jak gwiazda Hollywoodu, okulary ciemne założyła na nos i słomkowy kapelusz, do tego wakacyjne pareo i torebkę i już była gotowa do wyjścia, ale jeszcze musiała naszykować Ricardo, żeby jej zabrał na plażę tak, dwa ręczniki, torbę z olejkami do opalania i przekąskami, leżak, parasol, parawan, drugi kapelusz na zmianę, klapki na zmianę, jakby jej nóżki spuchły i nie mogłaby już chodzić na koturnie. Sweterek gdyby zmarzła, spodenki, drugi kostium, książkę, drugą i dużo wody, żeby się nawadniała. Ogólnie... Ricz był załadowany, kiedy już wsiadali do łódki, a Roska z torebką.
Akurat trafili na Svetlanę i panią Barilla z Gerardem. Ci to też się razem coś trzymali. A Svetlana…
Miała taki sam kostium jak Rosi!
Aż tak popatrzyły na siebie, Sveta prychnęła i się odwróciła, Roska też i w łódce to ani razu na siebie nie spojrzały, tylko Rosa potem jak już płyną, to mówi do Richa, chociaż wciąż go nienawidzi.
- Widziałeś co ona ma na sobie? Taki sam kostium jak mój, bezczelna jakaś - bo wiadomo, że jak się nie jest besties to nie można się ubierać tak samo, a one na pewno nie były!
Ricardo Martinez echhhh
-
No, no te puedo olvidar. No, no te puedo borrar. Tú me enseñaste a querer. Me enseñaste a bailar.nieobecnośćniewątki 18+niezaimkishe/hertyp narracjityp narracjiczas narracji-postaćautor
Ricz jednak cierpiał bardzo, że to zrobił, bo pobawił się kilka razy i serce mu rozbuchał nowy ogień, a jednak teraz czuł jak go ten ogień palił całego w środku. Niestety jego najdroższa Rosa chciała wziąć z nim rozwód i jeszcze jak powiedziała, że to nie jest ich dziecko tylko jej dziecko to Ricz aż usiadł, bo tak go to dotknęło. Nie chciał jednak robić przed małym chłopcem sceny, więc jak on poszedł dopiero to wyciaga rękę za zamykającymi się drzwiami.
- Tak teraz będzie to wyglądało Rosa? Będziesz mnie karać na każdym kroku? - ale coś czuł, że to sie jeszcze nawet nie do końca zaczęło - Rozwód rozwodem, ale dziecka ci nie pozwolę zabrać - pogroził jej paluchem. No ipóźniej to było tylko gorzej, bo szykowali się na to plażowanie i jak Ricz się mega cieszył, że będą plażować, to dziś wcale. Staje przed nią z kremem przeciwsłonecznym i mówi, żeby go nasmarowała, na co ona tylko prychnęła i mówi, że niech się spali, a później jeszcze musiał wszystko targać. I już w głowie sobie układał plan na to, jak na tej plaży będzie jej usługiwał i wtedy ona na pewno spojrzy na niego okiem łaskawszym, ale wtedy stała się tragedia. No Svetlana ubrała ten sam kostium co Rosa.
Ricz to już z daleka zobaczył i oczy wytrzeszczył, bo Svetlana to była ruska modelka, więc była dwa razy od Rosi wyższa, a kostium pewnie taki sam miała jak ona, więc Rosi trochę wygladała jak krasnoludek przy niej. Ricz nigdy by nie powiedział na głos tego, ale też się pilnował, żeby nie patrzeć za Svetlaną. Wie, że Rosi to wyczaiłaby nawet jakby na sekundę spojrzał, więc się poci ale nie patrzy.
- A nie zauważyłem, tylko na ciebie patrzę - zwrócił sie tak do niej, ale nie widzi tych jej oczu, tylko ciemne okulary niestety. - To może chcesz jakiś inny, wzieliśmy ten morski.. - zanurkował w tej ich wielkiej torbie i szuka kostiumu.
Niedługi później wylądowali na tej plaży romantycznej do której było dojście tylko z wody. Ktoś włączył muzyczkę i kelner zaczął roznosić drinki. Ricz złapał jeden alkoholowy, drugi niealkoholowy - zamkniętą butelkę z wodą i idzie do Rosi której wcześniej rozłożył parasol, że by się nie przegrzała.
- Mogę się dziś napić? - pyta jej jak już stoi z zimnym piwkiem otwartym, bo w sumie pomyślał, że to też wkurwi Rose jak się jej nie spyta. - Dla ciebie wziąłem zamkniętą wodę kochanie, żebyś nie martwiła się, że wiesz... ktoś chce na ciebie zamach zrobić - mówi i chce już się ładować na ręcznik obok jej leżaczka. - Podoba ci się tu?
Roska
-
Ty powiesz o niej - wariatka.
Ona o tobie - zaburzenia lękowe z napadami paniki, osobowość borderline w fazie dekompensacji, epizod depresyjny z cechami impulsywności i mechanizmy obronne na poziomie zaprzeczenia.
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkijakie chcesztyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Jak ten młody poszedł, a Ricz jej pyta, czy go będzie karać, to ona też palec do niego wyciąga i go paznokciem dźga w klatę - tak! Sam tak sobie wybrałeś! Za zdradę to powinieneś się w piekle smażyć łachudro - i tak mu wbija ten paznokieć coraz mocniej - przysięgałeś mi wierność przed Bogiem! BOGIEM RICZ! - jak na niego krzyknęła, to pewnie ją była słychać na całym statku - a ty poszedłeś za jakąś lafiryndą, a ja na ciebie dziesięć lat zmarnowałam, nigdy cię nie zdradziłam, całe życie cię kochałam, a ty co? A ty... - aż się zapowietrzyła od tego wywodu i łapie powietrze w usteczka, które jej drżą, bo się prawie rozkleiła przy tym, od tych hormonów pewnie. Albo od tego, że to ogólnie jest smutna sytuacja, tak zdradzić kobietę po dziesięciu latach i jeszcze po ślubie, czy przed? Rosa sama nie wiedziała i może nawet by się go zapytała z kim ją zdradził i kiedy, ale Ricz wtedy mówi o tym, że nie pozwoli jej zabrać dziecka, a ona jak złapała z szafki nocnej krem do opalania i rzuciła nim w niego - to nie jest już twoje dziecko baranie! Idź sobie zrób z kochanką i sam się nasmaruj, albo spłoń w piekle! - ale się wkurzyła, aż z tego wszystkiego nie mogła znaleźć tego kostiumu co chciała, tylko jakiś inny wzięła, a tam na łódce co?
No Svetlana w takim samym!
Rosa już tak oczy wznosi ku niebu, że za co ten Bóg ją tak każe? Zagadała Richa, bo było jej ciężko w tych wszystkich emocjach, bo z bagażami to nie, bo ona miała tylko torebusię. Mruży oczy, jak on jej mówi, że tylko na nią patrzy, ale on serio nawet raz na Svetlanę nie spojrzał. Szkoda tylko, że teraz taki wierny był, kiedy już pozamiatane.
- Sam sobie załóż ten morski, nie lubię go - burknęła i ręce krzyżuje na piersi, nóżkę na nóżkę i tak już płyną w milczeniu. A na plaży to czekała, aż jej Ricardo wszystko porozkłada, parasol i leżak, a ona sobie grzebała w telefonie, bo już ma zasięg. Napisała do dziewczyn, że Ricardo ją zdradził, a potem jak już położyła się na leżaku, poprawiła, to sobie strzeliła kilka fotek. No i już je miała wysyłać Alejandro jej portorykańskiemu przyjacielowi, ale wtedy Ricz się pyta czy może się dziś napić, a ona prycha jak rozjuszona kotka.
- A rób co chcesz! - rzuciła trochę głośno, że już się goście na nich oglądają - a potem sobie idź MNIE ZDRADZAĆ, bo przecież co to dla ciebie... - znowu prychnęła, ale jak jej dał wodę, to ją wzięła, tylko, że ona ma takie słabe rączki i się siłuje z zakrętką, i siłuje, aż w końcu i tak jej nie odkręciła, tylko położyła na leżaczku, bo przecież Richa nie poprosi. Jak Ricardo się obok niej położył na ręczniku, to ona odwraca się zaraz do niego tyłkiem, tak, że te jej kształtne pośladki w wyuzdanych stringach, to zawisły na wysokości jego głowy - ty mi się nie podobasz - odburknęła mu, a potem się przekręca na plecki i podnosi sobie do góry telefon, żeby w nim wstukiwać widomość do Alejandro, tak, że Rich to może z łatwością czytać, a tam - cześć alejandro, co u ciebie słychać mi amor? pamiętasz naszą ostatnią rozmowę? tą o riczu? to miałeś rację, złamał mi serce - zatrzymała się na moment i tak myśli przez chwilę, ale zaraz skasowała to złamał mi serce, tylko dała smutną buźkę i wysłała. Telefon oparła sobie na serduszku i jak czekała na odpowiedź, to sobie patrzyła w niebo.
Ricardo Martinez
-
No, no te puedo olvidar. No, no te puedo borrar. Tú me enseñaste a querer. Me enseñaste a bailar.nieobecnośćniewątki 18+niezaimkishe/hertyp narracjityp narracjiczas narracji-postaćautor
No nic dziwnego, że tak się rozproszyli tą kłótnią, że się skończyło na złym stroju kąpielowym. Ricz wywrócił tylko oczami na to, że ma zakładać ten kostium drugi, no nie dogodzi się tej jego Rosi, nie dogodzi. A się wogóle znów pokłócili, tym razem przy wszystkich, Ricz sie zdenerwował, ale uznał, że narazie nie idzie po piwko. Ale nie chciał też siedzieć z Rosą, bo ta tylko się na niego boczyła, albo mu tyłkiem przed twarzą świeciła, jakby to mu miało życie ułatwiać. No wcale nie ułatwiało.
- Dobra ide do wody - powiedział w końcu i sobie poszedł od Rosi. Chwile się pochlupał, ale wkrótce podeszła do niego Svetlana i zaczęła go wypytywać co to za kłopoty w raju, Ricz na początku machnał ręką, ale jak się obrócił i widzi, że Rosa nawet nie patrzy w jego stronę pod tym parasolem, to zaczął mówić o tym, jak ten cały trip ich stresuje, że Rosi jest zdenerwowana i się kłóci z nim, Svetlana to go aż za ramie złapała, bo tak jej było przykro. Ricz się zanurza, żeby jednak go nie dotykała, bo jak Rosa to zobaczy to chyba odkopie jakiś pistolet i go zastrzeli na oczach wszystkich!!
A apropo śmierci, to Svetlana spytała co on sądzi o śmierci Marco Polo a później o śmierci Maclarena, więc jej powiedział, że to pojebane gówno jest, ale że według niego to jest vendetta, na co Svetlana jakoś dziwnie zareagowała i dość szybko się zwinęła na brzeg.
Riczi sobie tak leży na wodzie i patrzy w niebo, kiedy nagle ktoś go łapie za kostkę i sie przestraszył, że to rekin, ale to nie rekin tylko Zygfryd, który woła - Panie Riczu Panie Riczu Pana żona !! - Riczowi aż serce do gardła podeszło, zaraz wyskakuje z wody i biegnie spowrotem do Rosi, która w emocjach już nie na leżaczku, tylko stoi a tuż obok niej jeży pan Gerard ze skręconym karkiem. Riczi wytrzeszcza oczy, bo nigdy nie widział człowieka, który byłby tak powykręcany. Pani Barilla i Pan Barilla rozmawiaja o tym, że Gerard się wspinał po skałkach i sie pozglizgnął, ale Zygfryd mówi, że jest przygnieciony kamieniem, wiec ktos ewidentnie go zrzucił z góry. Ricz zadziera głwoę i patrzy do góry ale widzi tylko wysokie urwisko i dużo słońca. Przechodzi w stronę Rosi.
-Nic ci nie jest? - pyta taki zatroskany, a Oppenheimer który chociaż stary to już się zajął Rosi mówi: - Bardzo się przestraszyła, może lepiej jak wrócicie... wszyscy wrócimy na statek. Barilla, pomóż mi z ciałem
I jak powiedział Oppenheimer tak zrobił, zrobili fotki instaxem bo tylko to znalexli pod ręką i zawinął je w jakiś ręczknik plażowy. Riczi zaś już jest przy Rosi.
- Rosi, kurwa, kolejny trup, o co tu chodzi???
Rosario M. Vargas-Martinez
-
Ty powiesz o niej - wariatka.
Ona o tobie - zaburzenia lękowe z napadami paniki, osobowość borderline w fazie dekompensacji, epizod depresyjny z cechami impulsywności i mechanizmy obronne na poziomie zaprzeczenia.
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkijakie chcesztyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Pewnie jeszcze ze dwa razy czymś w niego rzuciła, a na koniec to wzięła pierwszy lepszy kostium i wylądowała w takim jak Svetlana.
Nie dość, że Ricardo jej zmarnował najlepsze dziesięć lat życia, to jeszcze popsuł cały ten wyjazd, który i tak nie był wcale wakacjami, bo tylko tutaj ciągle kogoś mordowali.
Machnęła ręką, jak mąż jej powiedział, że idzie do wody.
- Mam nadzieję, że się utopisz - jeszcze tam rzuciła, bardziej do siebie niż do niego, ale na głos.
Bardzo była na niego wściekła, jeszcze teraz jak popisała z dziewczynami, to bardziej. Picz radziła jej, żeby zerwała od razu z Riczem i wracała, a Gaba, żeby mu pokazała. Jeszcze pisała też z Alejandro, no i zapytała go czy jest gejem, bo się przyjaźnili, więc mogła o wszystko go pytać, ale napisał jej, że nie, że on lubi o siebie zadbać.
Tym bardziej ona patrzy na Richa, który się tam tapla w wodzie, a potem na klatę Alejandro, którą jej wysłał, a która wygląda jak wyjęta z jakiegoś magazynu, i aż sobie westchnęła, że miłość ją tak zaślepiła.
Teraz to tylko sprawę komplikuje dziecko, bo tak to już by leciała do Puerto Rico i stamtąd załatwiała sobie rozwód. Ale nie chciała, żeby jej dziecko nie poznało ojca, chociaż Alejandro ją zapewnia, że by się nią zaopiekował i dzieckiem.
Roska się poprawiła na leżaczku, a tu nagle JEBUDU, jak coś gruchnęło obok niej na piasek, to aż zeskoczyła z leżaka i się łapie za głowę, bo jej się słabo zrobiło. Myślała, że normalnie się tam koło Gerarda położy i zemdleje. Na szczęście ruszył Oppenheimer i ją odsuwa na bok, a potem Zygfryd poleciał po Ricardo. Tylko ciekawe po co?
- Wszystko okej - machnęła ręką na pytanie Richa, ale naprawdę serce to jej wali, jakby miało wybuchnąć, bo się przeraziła, i teraz jeszcze już kompletnie poważnie zatroskała się o swoje dziecko, aż oddech jej przyspieszył, ręce się trzęsą. Cała w ogóle się trzęsie, tylko przecież ona doskonale wiedziała co to jest, atak paniki, też wiedziała, jak z takim walczyć, więc przysiadła na leżaczku i spokojnie liczy oddechy, stara się uspokoić, dla dobra dziecka. Ale Ricardo jej mówi wtedy o tych trupach, a Rosa znowu czuje jak w niej wzbiera strach - muszę się przejść - i jak tak powiedziała, to sobie poszła po tej plaży, a wiatr targa jej włosy i to zwiewne pareo.
Oppenheimer wszystkich zagonił do pomocy, porozdawał zadania, bo trzeba było zrobić zdjęcia, wziąć trupa, wszystko posprzątać. Ricardo pewnie też te ich graty sprzątał, no i jak już wszyscy gotowi do łódek, żeby wsiadać, to się okazuje... że Rosy nie ma.
Plaża pusta, tylko oni tam są, a Rosity ani widać, ani słychać. Zygfryd nagle mówi, że ją widział gdzieś tam przy skałach jak z kimś rozmawiała.
Ale wszyscy z kim, no i po kolei mówią, że nie z nim, nie z nią, więc w końcu nie wiadomo z kim. A przede wszystkim to nie wiadomo gdzie ona się podziała.
- A może wpadła do wody? Te skały są na pewno śliskie! - mówi zatroskana Pani Potter.
- A może wróciła na statek? - to był pomysł Svetlany, ale ciekawe jak, jak wszystkie łodzie są.
Ricardo Martinez
-
No, no te puedo olvidar. No, no te puedo borrar. Tú me enseñaste a querer. Me enseñaste a bailar.nieobecnośćniewątki 18+niezaimkishe/hertyp narracjityp narracjiczas narracji-postaćautor
- Czekajcie, moja żona znikneła - na co ludzie zaczynają się rozglądać i pytać gdzie ona jest, niektórzy mieli jakieś durne pomysły, że ona na statek wróciła. Ricz ze spojrzeniem "bicz pliz" patrzy na Svetlane, która była autorką takiego pomysłu i pokręcił głową. - Ale jak miała wrócić, piechotą? wpław? - macha ręką aż, żeby kobieta się opanowała, jak pokazuje na odległość jaką mają od tego ich jachtu. Ricz jak to latynos, złapał się za serce, bo już czuje, że zaraz pikawa mu wyskoczy i zaczął latać od końca plaży do drugiego końca plaży i w tym kierunku jak patrzył, że Rosi poszła kiedy ją ostatnio widział. No niemożliwe - znikneła!
Riczi szedł chyba z dziesięć minut, już daleko odszedł od wycieczki. Był na Rosario wkurwiony maksymalnie, bo zachowywała się niedorzecznie. Jak ona mogła odejść daleko, nawet nic nie mówiąc, nie biorąc ze sobą telefonu? Pewnie, że Riczi pójdzie jej szukać, ale co jakby nie mógł? Jkaby to na niego spadły te skały i to on by umarł na miejscu? Nic nie myślała i jeszcze ich dzieci narażała na szwank!!
Idzie tak tupiąc nogami w piach, zaciska zęby i piąstki i chciałby komuś chyba wyjebać z tej złości, aż tu nagle słyszy zza skał jakieś stęki i rechot.
- Halo? Roska? - tak pyta, wychylając się zza skały i stanął jak wryty, bo Rosie i jakaś stara baba z zakrzywionym nosem siedzą sobie pośród tych skał, Rosie ma krew na rękach, a stara jakąś szklaną kulą wokół jej głowy kręci i powtarza:
- Wszystkie złe myśli zabieram ci skarbie - i tak jak mantre to gada, bo one sie tak umówiły, że ta czarownica ma jej pomóc o Riczim zapomnieć!!! Ricz nic nie wie, ale poszedł kilka kroków bliżej i widzi, że tam leżą jakieś ryby bez łbów i kot bez głowy i ta krew z kota to chyba na rękach Rosi była. On obszedł ją i patrzy, a Rosi wgle ma zeza jak zawsze jak się zjara, więc on przepędza tą wiedźmę i łapie Roske za oba ramiona. - Rosie, rosie, co ci sie stało?! CO ty tu robisz? Babo, coś ty Rozi zrobiła moejj żonie!!!
A ona już rechocze, bo rzuciła klątwe na Rosie.
Rosario M. Vargas-Martinez
-
Ty powiesz o niej - wariatka.
Ona o tobie - zaburzenia lękowe z napadami paniki, osobowość borderline w fazie dekompensacji, epizod depresyjny z cechami impulsywności i mechanizmy obronne na poziomie zaprzeczenia.
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkijakie chcesztyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
A najlepiej to o nim zapomnieć i nie mieć z typem nic więcej wspólnego, dlatego jak oni się tam pakują, a mąż jej zajął się ich tobołami, których było dużo, to Rosa sobie poszła.
I najpierw idzie dramatycznie po tej plaży, wiatr targa jej włosy i sukienkę, a ona kroczy po piasku, tylko, że woda zaraz zmywa na nią jej ślady. I doszła do tych skał wielkich i groźnych. Zawahała się jeszcze czy ma tam wchodzić, a tam nagle jakaś czarownica na nią wyskakuje. Zgarbiona z nochalem jak u baby jagi, a ubrana jak jakaś cyganka, w chustę na głowię i długachną spódnicę. Macha do Rosy i odzywa się skrzekliwym, zachrypniętym głosem.
- Hej, hej ślicznotko chodź no tutaj, zobacz mam tutaj dla ciebie jabłuszko - i wyciąga z koszyka rzeczywiście takie jabłko i je pokazuje Rosie, ale ona to wiedziała jak skończyła Śnieżka z takim jabłkiem. Ona to nawet trochę wyglądała jak Śnieżka, więc zaraz odpowiada.
- Nie, dzięki - tej czarownicy, a ona się tak wpatruje w nią.
- No to może masaż za pięć dolarów? Drinki za dwa? Kanapki za dolara, okulary przeciwsłoneczne za dziesięć? - zaczyna wymieniać wiedźma, ale Rosa kręci głową, że nic nie chce, a wtedy baba jaga mówi - a może klątwę? Zdjąć, albo założyć? - no i to już trochę Rosę zainteresowało, więc poszła z tą babą.
Tylko tego co tam się zaczęło zaraz odpierdalać, to ona się w życiu nie spodziewała, bo nagle czarownica daje jej skręta grubego jak cygaro i każe jej palić, no to Rosa wzięła i ciągnie, a wiedźma pyta, co ona chce. To Rosa zaczęła jej opowiadać o Riczu, że chce go zapomnieć, bo ją zdradził. A czarownica na to, że dobrze, ale potem nagle wzięła jakieś ryby i zaczęła im głowy obcinać, to jeszcze nie było takie straszne, ale potem złapała za kota, aż Rosa krzyknęła, bo ona lubi kotki i pieski. A ta jebnięta baba odcina temu kotu głowę i pryska wszędzie jego krwią, i na Rose też, aż jej się słabo zrobiło i myślała, że tam zemdleje normalnie.
Ale wtedy odzywa się Rich, no i Rosa to pierwszy raz od wczoraj, to się odrobinę ucieszyła, że go widzi, rączkę do niego wyciąga, ale ta czarownica ją łapie i sadza na miejscu.
- Siedź księżniczko! Nie wolno przerywać zaklęcia! - krzyknęła i macha tą kulą kryształowa, a potem ją odłożyła i mamrocze, i mamrocze, i rozciera na policzkach Rosy krew - przeklinam twojego męża zdradzieckiego i ciebie, żebyś była szczęśliwa, a twoje dzieci były grzeczne jak aniołki, a tylko ta zdrajczyni odbierająca mężów spaliła się w piekle - złapała jakąś złotą piracką monetę i wyrzuciła ją w powietrze - jak orzeł, to my wybaczysz, jak reszka to o nim zapominasz! - i ta moneta się tak kręciła, i kręciła, i kręciła w powietrzu a potem spada babie jadze na rękę i ona im pokazuje... no co właśnie? Co ten los przewrotny im wywróżył znowu?
Ricardo Martinez