25 y/o
MAŁA LADY PANK
175 cm
twórczyni komiksów
Awatar użytkownika
Don't call your mother - don't call your priest
Don't call your doctor - call the police
You bring the razor blade - I'll bring the speed
Take off your coat - it's gonna be a long night
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Cross niewątpliwie miała swoje powody na robienie właściwie... wszystkiego. Zawsze musiało przecież chodzić o jej widzimisię i wytwarzanie sytuacji, w których to ona będzie zadowolona. Chyba że w grę wchodziły spotkania z Ruelle, wtedy na pierwszy plan wchodził ktoś inny. Znaczy co? Niby kto? Może Blair? Nie wiadomo! Niezbadane są wyroki kogoś tak oderwanego od codzienności jak Cross. Można byłoby je oczywiście zbadać w bardzo prosty sposób, po prostu o to pytając, ale na takie eksperymenty się tu nie zapowiadało.
To nie tak, że nie doceniała jej po alkoholu. Doceniała ją w każdym możliwym stadium. Nie, okej, uspokójmy się jednak. Potrafiła ją po prostu docenić, kiedy sobie na to zasłużyła. Ruelle zdążyła ją po prostu na tyle rozpieścić, że nie miała żadnych wątpliwości, że byłaby przy niej dokładnie taką samą przylepą, nawet gdyby nie wypiła nawet grama alkoholu. Dzisiaj wprawdzie postanowiła z tego nie korzystać, ale to nie wpływało na jej przekonania.
— Mówiłam ci, że to działa na odwrót — rzuciła kompletnie obojętnym tonem. Nie miała ochoty dawać jej wkręcać się w tego typu wyznania. Ostatnio wytłumaczyła jej, że gdy nie może opędzić się od myśli zogniskowanych wokół posiadania jej, to zaczyna rysować. Nie była jedną z tych, któe wpatrują się w portret swojej kobiety godzinami i do niego wzdychają. Może przez to, że Prescott wychodziła ze skóry, byle tylko do nie nie należeć. Pewnie byłoby z tym dużo prościej, gdyby miała nabite mięśnie, mniejszy iloraz inteligencji i absolutny brak wyczucia estetyki.
Wpatrywała się w nią bez słowa. Mogłaby jej po prostu przyznać rację, bo pewnie tak właśnie było, ale to znacznie zaburzyłoby dzisiejszy balans docinania i słodyczy, więc po prostu sobie odpuściła. Może innym razem. A może Ruelle będzie mogła cieszyć się jedynie wspomnieniami, w których rysowniczka tak do niej mówiła? No dobra, nie oszukujmy się, na pewno nie.
— Czy ja wiem? To już któryś raz zgadzasz się na randkę. Myślałam, że tym razem będziesz chciała zacząć miło wieczór i to ty mnie zaprosisz — wytknęła jej. Trzy razy udało im się spotkać całkowitym przypadkiem, a to z kolei był trzeci raz, jak udało jej się przyciągnąć Prescott gdzieś z własnej woli. Oczywiście nie żeby liczyła czy coś. Ma tę wiedzę w głowie całkowitym przypadkiem. To ta męcząca pamięć do szczegółów. No i nie miała zamiaru uznać, że samo wypowiedzenie słów randka ustami Ruelle jej wystarczy. Jak zwykle minimum, jakie była gotowa zaakceptować, to wszystko.
Kiedy kelnerka zjawiła się przy ich stoliku, River zajęła się ogarnięciem kwestii rachunku. W końcu taka była umowa. Zapłaciła za wszystko i nabiła jeszcze dziewczynie na terminal spory napiwek. Robiła się rozrzutna, jak miała dobry humor. Teraz pozostało tylko wrócić na teren szkoły, skupić się na kilka minut i wreszcie będzie mogła się nad nią poznęcać jak należy. Ależ to będzie dobry wieczór, już nie mogła się doczekać. Rosła w niej ekscytacja i teraz pewnie nawet jakieś durne komentarze Prescott nie zepsułyby jej nastroju. Nadal dbała też o to, by przepuszczać ją przed sobą w drzwiach, bo jak w tak dobry dzień miała odmawiać sobie gapienia się na jej dupę uprzejmości?
Weszły do sali, w której miał odbywać się konkurs. River uniosła wysoko brwi, widząc, że na jednym z krzeseł siedzi Caspar. Pomachał do nich radośnie i wskazał na dwa miejsca obok siebie, które wyraźnie dla nich zarezerwował. Wywróciła oczami, ale ruszyła w jego stronę i zajęła jedno z nich.
Wiedziałem, że nie pytasz bez powodu, kto to prowadzi zagadnął do River, szczerząc się jak idiota. Dobrze, że miał takie równe i białe zęby, bo inaczej ciągle wyglądałby bardzo źle. Zmierzyła go tylko przeciągłym spojrzeniem, ale nie odpowiedziała. Oczywiście, że popełniła głupi błąd w ogóle mu wspominając na ten temat i teraz musiała jakoś to przełknąć. Ale to nieważne. Musiała się skupić na nadchodzących pytaniach. Zależało jej przecież na zwyciestwie.
Z początku szło naprawdę nieźle. Poziom był wyrównany. A przynajmniej między nią a Ruelle. Niespecjalnie przejmowała się odpowiedziami jakiegokolwiek z innych uczestników. Właściwie to nawet ich nie słuchała. Czuła w kościach, że jeszcze moment i da radę ją wyprzedzić. Na pewno w końcu dotrą do kategorii tematycznej, która dużo bardziej leżała Cross niż jej randce, prawda...? Prawda? Otóż, kurwa, nieprawda. W pewnym momencie zwycięstwo zaczęło jej się wymykać z rąk, a potem zaczęło wręcz spierdalać w zastraszającym tempie. Z każdym kolejnym pytaniem robiła się coraz bardziej rozproszona i zirytowana, przez co szło jej jeszcze gorzej. Porażka właściwie stawała się nieunikniona. Mogła tylko liczyć na to, że to samo spotka Ruelle. Może powinna się rozebrać, żeby trochę jej zaszkodzić? Cholera wie, czy to by zadziałało na tanatopraktorkę. Odpowiadała na kolejne pytania z taką pewnością, jakby mówiła o własnej rodzinie, a biorąc pod uwagę że mówili ciągle o jakichś dziwacznych i okrutnych monstrach, to w sumie nie było wykluczone.
Wzięła głęboki wdech przez nos, obserwując Prescott stojąca na środku sali. Nawet nie próbowała liczyć do dziesięciu. Mogłaby dotrzeć do miliona, a i tak nie byłaby w stanie zmyć z siebie żalu i wściekłości wynikających ze skali jej porażki. Skrzyżowała ręce na piersi, obserwując, jak prowadzący wręcza Ruelle mały puchar z napisem Potwornie dobrze ci poszło. Zamek, na którym będziesz straszyć, doślemy pocztą. Wypuściła powietrze z długim świstem wbijając paznokcie we własne przedramię. To przerażające, jak miała teraz przejebane.
Idzie, bracie, sól tej ziemi! zawołał radośnie Caspar, podchodząc do niej. Ach, no tak. Nie wiedzieć kiedy facet zajął trzecie miejsce. I dostał nawet dyplom! Cross nawet nie próbowała zgadywać, na której była pozycji, bo było to zdecydowanie zbyt żenujące. I ten kretyn cytował jeszcze Potwory i Spółka. Po jaką cholerę niby? Prescott pewnie w życiu o tym nawet nie słyszała, heh! River odniosła się powoli z krzesła i zmierzyła Fernwood wzrokiem, który wywołał w nim tylko salwę śmiechu.
To co, do jutra? Cmoknął ją w policzek, na co nie zareagowała nawet jednym drgnięciem mięśnia. Obrócił się w stronę Ruelle i wyciągnął rękę, by zbić z nią żółwika, najwyraźniej uznając, że nie powinien się za bardzo spoufalać, bo taki z niego dżentelmen. Rysowniczka odprowadziła go wzrokiem, po czym spojrzała znowu na Prescott.
— Gratulacje — powiedziała tonem, w którym było zdecydowanie więcej buty niż pochwały. Musiała korzystać z bycia buntowniczką, póki jeszcze miała na to czas.

Ruelle I. Prescott
Werka
24 y/o
Become a hockey expert
160 cm
tanatopraktorka white lily funeral services
Awatar użytkownika
Cantas canciones de amor
Pero eso no me place
Busco algo más profundo
Quiero un buen viaje
Olvida las flores
Rompe mi vestido
Hazme sentir el placer
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Zadziwiające było to jak świat zdawał się zawężać do nich dwóch, gdy tylko zaczynały się zapętlać praktycznie wyłącznie wokół siebie. Przy River trudno było jej było myśleć o czymkolwiek. Działała instynktownie i pod wpływem chwili. Nie zastanawiała się, co nią kieruje i dostosowywała się do sytuacji w ten czy inny sposób. To było przerażające, co ta dziewczyna potrafiła z nią zrobić. Możliwe nawet, że bez posiadania tego pełnej świadomości.
Czuła się przez nią naprawdę mocno doceniana. Ba, nawet wielbiona. Czuła jak wielką obsesją potrafiła ją darzyć rysowniczka, pragnąc ją zagarnąć jedynie dla siebie. Może i kilka razy żartowały na temat tego, że Cross chce ją upić i wykorzystać, ale doskonale zdawały sobie sprawę z tego, że chodziło o coś więcej. Może nie chodziło o żaden bzdurny romantyzm, ale o to, aby faktycznie taplać się w swoim wyjątkowym szaleństwie i przyjemności jaką były w stanie sobie sprawić.
- Mówiłaś. Rysujesz, gdy nie możesz mnie mieć - stwierdziła pokrótce. - Ale już się sporo narysowałaś. Teraz możesz mnie mieć.
Granice między nimi zaczynały robić się coraz mniej wyraźne. Zacierały się i przesuwały, aż trudno było stwierdzić, gdzie aktualnie leżały. Czasami słowa uciekały z jej ust bez jakiegokolwiek pomyślunku. W większości sytuacji zastanawiała się wyjątkowo nad ich brzmieniem, aby nie powiedzieć czegoś, co mogłoby być odebrane przez River inaczej niż to planowała. Nie wspominając, że czasami była w stanie wystawić się na jej ostrzał, gdy tylko coś powiedziała nie tak jak powinna. Teraz z pewnością powinna bardziej panować nad swoim językiem.
Słowo randka ją nieodmiennie mierziło i nie lubiła go stosować w kontekście ich dwóch, gdy nie było ono wypowiadane sarkastycznie lub w ramach żartu. Kojarzyło jej się głównie z jakimiś romantycznymi gestami lub niewinnymi spotkaniami, aby się poznać i odbyć jakąś bardzo banalną rozmowę. Ona nie robiła żadnych z tych rzeczy.
- Który to raz? Nie jestem w stanie sobie przypomnieć - mruknęła, gdy tylko River zarzuciła jej, że to już kolejny raz, gdy godzi się na podobne spotkanie. - Wspólny obiad to chyba randka... Seks w ramach zakładu to chyba coś innego.
Trudno jej było porównać obie te rzeczy. To były zwyczajnie dwa skrajnie odmienne przypadki. Z drugiej strony może każdy miał zupełnie inną definicję tego jednego cholernego słowa. Nie była ekspertką w tej sprawie, co raczej nie powinno nikogo dziwić.
Posiłek jednak dobiegł końca, a kelnerka zjawiła się raz jeszcze, a River tym razem uregulowała jedynie rachunek, płacąc zgodnie z poprzednimi ustaleniami za je obie. Dopiero wtedy mogły wspólnie opuścić lokal i zacząć się kierować z powrotem na teren konwentu.
Zauważyła to, że Cross zależało na tym, aby przepuszczać ją w drzwiach i doskonale domyślała się powodu, dla którego robiła. Nie narzekała jednak na to. Ukradkowe, a czasem i faktycznie zbyt długie spojrzenia były jedynym na co sobie pozwalały. Dotyk zdawały się zostawiać na później. Zwłaszcza, że wynik konkursu, na który obecnie zmierzały wiązał się z pewną wyjątkowo przyjemną nagrodą.
Widok Caspara w sali był odrobinę zaskakujący, ale Prescott postanowiła wymusić lekki uśmiech w ramach powtórnego powitania i taktycznie zajęła miejsce bardziej oddalone od mężczyzny, aby rysowniczka mogła usiąść na środku ich niezwykle dziwnej grupy.
Nie miała pewności czy Fernwood faktycznie był zainteresowany samym quizem czy może po prostu chciał je obserwować podczas tej rywalizacji. Obie opcje wydawały się równie prawdopodobne. Zwłaszcza, gdy wcześniej przyglądał się im tak uważnie. Z jakiegoś powodu Ruelle miała wrażenie, że tak łatwo nie pozbędzie się ze swojego życia tego niesfornego artysty.
Co zaś do samego konkursu... River naprawdę nie miała pojęcia w co takiego chciała się pchać. Zaproszenie tanatopraktorki do podobnej rywalizacji było niczym samobójstwo. Od dziecka uwielbiała wszelkie straszne historie: horrory, gotyk, mitologię obcych ludów. Chłonęła je z różnych mediów, a pamięć do pewnych szczegółów miała nie gorszą od samej Cross.
Na początku może i faktycznie wydawało się, że będą szły łeb w łeb i zaliczały jedynie drobne potknięcia. Tylko, że z początku prowadzący stawiali na pytania związane z bardziej popularnymi stworzeniami jak te wyjęte z mitologii greckiej, nordyckiej bądź też będące elementami legend czy podań rozpowszechnionych przez media. Dopiero później przeszli do bardziej różnorodnych zagadnień z Ameryki Łacińskiej, Filipin czy dawnych wierzeń Celtów. O ile mogła kojarzyć jeszcze chupacabrę to Prescott nie sądziła, aby faktycznie wiedziała czym był tikbalang albo tiyanak.
Przez cały czas trwania quizu nie zwracała najmniejszej uwagi na siedzącą obok niej dziewczynę. Nie chciała, aby którakolwiek z nich się rozproszyła pod wpływem niekontrolowanego gestu czy słowa. Jeszcze tylko tego brakowało, aby potem Cross zarzucała jej, że przegrała wyłącznie z jej winy.
Ogromnym zaskoczeniem nie było to, że zajęła w końcu pierwsze miejsce. Drugie zajął jakiś chudzielec w okularach, który wydawał się jakby nie robi nic innego niż tylko przekopywał kolejne książki oraz artykuły wikipedii po nocach, a Casparowi przypadło zaszczytne trzecie miejsce. Tego nie przewidziała.
Nagroda była skromna i bardziej symboliczna. Najważniejsza była jednak dla niej satysfakcja... oraz wygrany zakład. Czuła prawdziwą dumę ze swojego jakże skromnego osiągnięcia, która zwyczajnie rozsadzała ją od środka. Ekscytacja była tak wielka, że bez zbędnego narzekania, zbiła żółwika z Fernwoodem, który pewnie miał ich za dwójkę mistrzów potworów i mruknęła jeszcze jakieś pożegnanie.
W końcu jednak podeszła do River. Była cholernie zadowolona z siebie, a prawdziwie radosny uśmiech rozciągnął jej usta, gdy tylko zadarła głowę i spojrzała jej w oczy, wysłuchując tych mało entuzjastycznych gratulacji. Wybredna nie będzie.
- Jak się czujesz ze smakiem porażki? - zamruczała, zamierzając jeszcze przez chwilę chełpić się swoim zwycięstwem.
Kusiło ją, aby w końcu objąć ją w pasie ramieniem lub przyciągnąć do choćby krótkiego pocałunku, który miałby być dodatkowym zwieńczeniem tego sukcesu, ale jakimś cudem powstrzymała się od tego.
- To jakie masz teraz plany? - zapytała jeszcze, bo możliwe, że mimo wszystko rysowniczka miała zaplanowane jeszcze jakieś atrakcje zaplanowane na ten dzień w związku z trwającym jeszcze konwentem.

River Cross
Ari
Nie lubię narzucania mojej postaci reakcji i zachowania oraz dopisywania do jej rzeczy czy sterowania nią w jakikolwiek sposób bez konsultacji.
25 y/o
MAŁA LADY PANK
175 cm
twórczyni komiksów
Awatar użytkownika
Don't call your mother - don't call your priest
Don't call your doctor - call the police
You bring the razor blade - I'll bring the speed
Take off your coat - it's gonna be a long night
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Opuściła podbródek i wbiła w nią zirytowane spojrzenie spod ciężkich powiek. Nikt tak szybko nie potrafił wyprowadzić jej z równowagi, jak Ruelle. Nie żeby to było wielkie wyzwanie, bo przecież lont Cross miała wyjątkowo krótki, ale ta dziewczyna pobijała wszelkie rekordy. A co gorsza, chyba nie zawsze robiła to całkowicie świadomie.
— Nie kpij ze mnie, Prescott — warknęła, w ogóle nie biorąc jej słów na poważnie. Niby czemu by miała? Przez ostatnie miesiące tanatopraktorka bardzo dbała o to, by akurat w tej kwestii River się w dupie nie poprzewracało, a ostatnimi czasy wspinała się na wyżyny bycia wredną pizdą trwania przy swoim. Te nagłe próby modyfikowania narracji wyglądały dla rysowniczki wyjątkowo podejrzanie. Do pewnego momentu mogła to po prostu przyjmować jak kolejny element ich dziwacznych gierek, ale gdzieś musiała przecież postawić jej granicę.
Miała odpowiedź na końcu języka. Mogłaby jej skrupulatnie wylistować każde z ich dotychczasowych spotkań i podzielić je na kategorie, a jakby się dłużej zastanowiła, to pewnie dałaby radę sięgnąć nawet i do liceum... ale to już byłoby wyłącznie upokarzające. Wzruszyła więc tylko ramionami, przyjmując do wiadomości, że jej modelce nadal jest skrajnie daleko od ulegnięcia jej w randkowej kwestii.
Zdrowa rywalizacja podobno dobrze wpływała na relacje. Nie dość, że można było się wykazać, to jeszcze poznawało się współzawodników od nowej strony, no i potem można było wspólnie cieszyć się przebytą drogą i celebrować czyjeś zwycięstwo. Do tego potrzeba jest jednak zdrowa relacja, której one zdecydowanie nie miały. Mogłaby się nawet cieszyć z dobrego miejsca, które zajął Caspar, ale nie miała teraz do tego głowy. Nie spodziewała się, że pójdzie mu aż tak dobrze. Podejrzewała, że połowę odpowiedzi i tak wystrzelał. Może to była po prostu najlepsza strategia? Trzeba było też tak zrobić, a nie się zastanawiać. Albo po prostu wybrać inną tematykę konkursu. Problem w tym, że chciała w ten sposób sprawić Prescott przyjemność. No i niewątpliwie sprawiała. Tylko po jaką cholerę sama zaproponowała ten durny zakład? Bogowie naprawdę postanowili ją ukarać za to, że bez pozwolenia próbowała dodać do panteonu stojącą przed nią dziewczynę.
— Wyśmienicie — odpowiedziała, uśmiechając się ze sztuczną uprzejmością. Oczywiście, że Prescott zamierzała się teraz taplać w swoim zwycięstwie i chlapać jej chłodną wodą, przypominając dotkliwie o skali porażki. Gdyby nie zrobiła czegoś takiego, Cross na pewno wezwałaby pogotowie, bo to musiałoby świadczyć o jakimś ciężkim udarze.
— Na konwencie się już dzisiaj nic nie będzie działo, nie mam też żadnych firmowych zobowiązań, więc to chyba zależy od ciebie. — Spojrzała na zegarek wiszący nad tablicą kredową, żeby upewnić się, że przedstawiona przez nią wersja jest zgodna z prawdą. Zdecydowanie była. Zapraszając ją na to wydarzenie zakładała, że mniej więcej o tej porze rozejdą się w swoje strony, bo przecież miało twardo trzymać się postanowień bycia zdystansowaną. Plan jednak sypał się jej w rękach w zastraszającym tempie.
Przepraszam, ale czy ty jesteś River Cross?Obróciła głowę w stronę dziewczyny, która zmaterializowała się obok nich. No dobrze, czaiła się obok od dłuższej chwili, po prostu artystka kompletnie jej nie zauważyła. Wbiła w nią lodowate spojrzenie, co wyraźnie ją speszyło.
— Na całe szczęście jestem — odpowiedziała dużo spokojniejszym i cieplejszym tonem niż zwracała się do Prescott. Nie miała powodów, by wyżywać się na obcych ludziach, szczególnie takich zestresowanych. Dziewczyna nieco się rozluźniła i uśmiechnęła szeroko, prezentując dołeczki w policzkach. Na takie Cross już w ogóle nie potrafiła się złościć. A nie, czekaj...
O rany, ale super. Uwielbiam "Butelki"! Jakby no... kumam taką drogę licealną i w ogóle.Entuzjazm dziewczyny mieszał się z nieśmiałością i niepewnością. Kątem oka spojrzała na Ruelle, chyba dopiero teraz zdając sobie sprawę, że przeszkodziła w jakiejś rozmowie, co zestresowało ją jeszcze bardziej.
— Dziękuję, ale błagam, sięgnij po coś innego, bo żaden debiut nie zasługuje na tyle pochwał. Będziesz też jutro? — Dziewczyna skinęła głową. — To wpadnij na stanowisko naszego wydawnictwa, pokażę ci coś ciekawszego w wyjątkowo promocyjnej cenie. — Mówiąc, obróciła się bardziej w jej stronę. Jeszcze raz zlustrowała ją uważnie spojrzeniem, tym razem z czystej, artystycznej ciekawości. Wyglądała jakby dopiero co skończyła szkołę i jeszcze nie miała w sobie na tyle odwagi, by wziąć życie za rogi. Z drugiej jednak strony, nie bała się podejść do kogoś wyglądającego tak skrajnie nieprzyjacielsko jak Cross, więc musiała po prostu nie zdawać sobie sprawy, ile ma w sobie potencjału. Od razu zaczęła zastanawiać się, w jaki sposób powinna przenieść dziewczynę na papier. Nie wpatrywała się w nią jak w kawał mięsa do obrobienia. W tym rzemieślniczym spojrzeniu było zdecydowanie coś więcej, może jakieś uwielbienie dla ludzkiej natury?
Rany, serio? Znaczy ten, że też jutro będziesz i że na stoisku? Chętnie przeczytam coś jeszcze twojego.Wyprostowała się nieco, jakby już teraz dostała jakieś okruchy nowej pewności siebie. River uśmiechnęła się, zadowolona z takiego przebiegu rozmowy.
— Nie mówię wyłącznie o swoich rzeczach, ale o nich też chętnie ci opowiem. To co, do zobaczenia? — dopytała dla pewności, chcąc wzbudzić w niej nieco presji, żeby faktycznie się jutro pojawiła. Skoro wystarczyła jej tak prosta rzecz, jak uważne spojrzenie, by podnieść ją na duchu, to przecież z przyjemnością zaoferuje jej dużo więcej. Chodzi oczywiście o uważną rozmowę. Chyba. Dziewczyna pokiwała znowu głową, po czym dygnęła, przez co zrobiło jej się jeszcze bardziej głupio i w końcu wyszła z pomieszczenia. Dopiero wtedy Cross skupiła się z powrotem na Prescott.
— Przepraszam. Od teraz nie mam żadnych dodatkowych zobowiązań. Więc? — Jej głos znów stał się dużo bardziej stonowany, a spojrzenie czujne.

Ruelle I. Prescott
Werka
24 y/o
Become a hockey expert
160 cm
tanatopraktorka white lily funeral services
Awatar użytkownika
Cantas canciones de amor
Pero eso no me place
Busco algo más profundo
Quiero un buen viaje
Olvida las flores
Rompe mi vestido
Hazme sentir el placer
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Czuła niemal w fizyczny sposób to poirytowanie, ale nie zamierzała w żaden sposób się wycofywać. Zamiast tego po prostu wbiła spojrzenie w jej pełne irytacji oczy i nie ugiąć się pod tym, co wyrażały te ciemne wzburzone tęczówki.
- Nie śmiałabym z ciebie kpić, Cross - odpowiedziała, nie robiąc sobie nic z tego warknięcia.
Chociaż może faktycznie ten dźwięk wdarł się pod jej skórę, sprawiając, że poczuła lekki ucisk w podbrzuszu i drobny dreszcz przebiegający wzdłuż kręgosłupa. Zdecydowanie lubiła ją irytować. Każda podobna reakcja była dla niej na wagę złota. Zwłaszcza, gdy wiedziała, że potrafiła wzbudzić w River tak silne emocje bez większego wysiłku.
Zapewne mogłyby jeszcze się spierać przez długi czas, co właściwie było randką, a co nie i jak wiele z nich miały już za sobą, ale czy był w tym jakikolwiek sens? Nie miały na to zresztą czasu ze względu na zbliżający się konkurs. Właśnie na rzeczach obecnych powinny się najbardziej skupić, a nie na jakiś durnych rzeczach z przeszłości.
W ich relacji praktycznie nic nie było zdrowe. Może i tego dnia spędziły niezwykle mile czas, ale czy to cokolwiek zmieniało? Jedynie tyle, że przez ten jeden dzień nie działały na siebie szczególnie wyniszczająco. Tylko, że ta rywalizacja mogła jedynie wszystko zaognić i doprowadzić je do szały. Całe szczęście w tym przypadku akurat Prescott nic nie groziło. Poradziła sobie w końcu wyśmienicie i przez cały czas skupiona była wyłącznie na swoim zadaniu.
Nie miała pojęcia, co podkusiło River, aby ją tu zaprosić, ale na pewno popełniła błąd w momencie, gdy zaproponowała zakład. Chyba, że chciała tak naprawdę lekkiej zmiany dynamiki w ich drobnym układzie, ale bała się do tego przyznać. To zdecydowanie było jakieś wyjaśnienie dla takiego stanu rzeczy.
- Cieszy mnie to, że podchodzisz do tego tak swobodnie - zamruczała, umieszczając dłoń na jej biodrze.
W tym momencie naprawdę irytowało ją to, że Cross zdecydowała się na ubranie tak potwornie długiej koszulki. Przez to nie mogła wsunąć swobodnie palców pod jej materiał, gdy tylko przesunęła rękę nieco wyżej na jej talię. W normalnych okolicznościach ten jeden gest wystarczyłby, aby mogła nacieszyć się dotykiem rozgrzanej, nagiej skóry.
- W takim razie może... - zaczęła, ale przerwało jej nieoczekiwane pojawienie się pewnej młodej dziewczyny, która rozpoznała w River uwielbianą autorkę komiksów.
Sama również przyjrzała się uważnie nieznajomej, która im przeszkodziła. Nie robiła tego jednak we wrogi sposób. Była po prostu jej ciekawa. Dotąd nie interesowała się mocniej twórczością Cross i nie miała pojęcia kto mógłby po nią sięgać. Nie wspominając o tym, że nie miała też okazji do tego, aby obserwować interakcję rysowniczki z jej fanami.
Przez moment zastanawiała się także nad tym, czy nie powinna kupić sobie tego debiutanckiego tomiku. Może byłoby to jakieś ciekawe doświadczenie, aby w końcu zagłębić się w tym, co tak naprawdę kręciło River i zobaczyć nad czym pracowała, gdy nie skupiała się na swojej modelce? Zresztą pewnie nawet nie musiał go kupować. Na pewno znalazłaby jakieś skanlacje czy wersję w digitalu jeśli nieco pogrzebie w Internecie.
Zauważywszy pewne zainteresowanie ze strony młódki, uśmiechnęła się jeszcze do niej, aby zapewnić, że nic się nie stało i może swobodnie kontynuować rozmowę. Zaraz jednak zacisnęła nieco mocniej palce na biodrze rysowniczki, gdy wyczuła, że ta nieco zbyt intensywnie wpatruje się w swoją fankę. Nie chciała w końcu, aby River ją spłoszyła albo dorobiła się łatki tej artystki, która pojawia się na konwentach, aby zaliczyć młode wielbicielki. To byłoby druzgocące dla tego małego wydawniczego świata oraz rzeszy fanów.
- Przemiła dziewczyna - skwitowała, gdy tylko ta już odeszła po czym skupiła się ponownie na swojej towarzyszce. - Nie przepraszaj. Jak chcesz możemy się jeszcze chwilę tu pokręcić... Chociaż chętnie też odebrałabym swoją właściwą nagrodę.
Nie zależało jej jednak szczególnie na tym, aby dokonały tego akurat tego wieczoru. To nie był jeden z tych dni, gdy naprawdę nie była w stanie oderwać od Cross rąk i musiała ją mieć jak najszybciej. Była cierpliwa. Mogły równie dobrze zakończyć swoje spotkanie w tym miejscu i pomyśleć o tym, kiedy chciałyby ponownie się spotkać... Choć możliwe, że Prescott rozważała powrócenie na teren konwentu również na kolejny dzień.

River Cross
Ari
Nie lubię narzucania mojej postaci reakcji i zachowania oraz dopisywania do jej rzeczy czy sterowania nią w jakikolwiek sposób bez konsultacji.
25 y/o
MAŁA LADY PANK
175 cm
twórczyni komiksów
Awatar użytkownika
Don't call your mother - don't call your priest
Don't call your doctor - call the police
You bring the razor blade - I'll bring the speed
Take off your coat - it's gonna be a long night
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Prychnęła pogardliwie, słysząc to ociekające wręcz kpiną zaprzeczenie. Prescott potrafiła wzbudzać w niej agresję. Nie była aż taka chętna do bicia kobiet, a jednak przy niej zaczynała zastanawiać się, czy to dobre podejście. To oczywiście nie tak, że wychodziła z założenia, że kobiet bić nie wypada, a reszta agresji jest usprawiedliwiona. Po prostu rzadziej trafiała na skrajne kretynki niż na kretynów. Ruelle nie zaliczała się oczywiście do tego grona. Wzbudzała w Cross całkowicie inny rodzaj wściekłości niż każdy, z kimkolwiek poszła kiedyś na noże. Zacisnęła mocniej szczękę, ale poza tym nawet nie drgnęła.
— Zachowaj do mnie tyle szacunku, by nie łgać mi prosto w oczy — odpowiedziała chłodno. Mogła jej ulegać na całą masę sposobów, ale na pewno nie pozwoli sobie wejść na łeb w taki sposób. Uważała zresztą, że jest przy niej posłuszna jak pies, tylko Prescott po prostu tego nie dostrzega i zdecydowanie nie docenia. Wyraźnie jednak dostrzegała linię, której tanatopraktorka nigdy nie powinna przekraczać.
Sama siebie wprowadziła na minę i musiała się po prostu z tym pogodzić. Bycie miłym nie zawsze się opłacało, matki jednak nie miały racji. Będzie musiała im to przy najbliższej okazji powiedzieć. Musi się tylko zastanowić czy przed czy po tym, jak zaprezentuje im swój ostatni obraz. Zawsze były cholernie wspierające w kwestii jej sztuki, więc to na pewno też docenią! Albo ją wydziedziczą? Nie, na pewno nie.
Nie podejrzewała, że Ruelle może mieć jakiekolwiek pretensje do wybranego przez nią stroju. Miała raczej nadzieję, że przypadnie jej do gustu. Może nawet odrobinkę skupiła się na niej, stercząc rano przed szafą? Ale tylko odrobinę. Strój nie odbiegał przecież od jej codziennej normy. Może gdyby nie zakładała, że zobaczy się dziś ze swoją modelką, darowałaby sobie te podwiązki? Ale wtedy wyglądałaby dużo gorzej i miała przecież tego świadomość, więc to wszystko nie mogło być zogniskowane wyłącznie na niej... prawda? Oby.
Nie umknęło jej uwadze, że Prescott nie dość, że nie zdjęła ręki z jej tali, gdy obok pojawiła się nieznajoma dziewczyna, to jeszcze zacisnęła się na niej mocniej, gdy tylko spostrzegła dobrze sobie znany rodzaj zainteresowania, jakim Cross obdarowała fankę. Nie przerwała jednak rozmowy, nie poświęciła swojej modelce nawet przelotnego spojrzenia. Nie uważała, żeby zrobiła cokolwiek nieodpowiedniego i nawet przez myśl nie przeszłoby jej, że mogłoby to w druzgocący sposób wpłynąć na jej reputację – nie mówiąc już o płoszeniu kogokolwiek. Robiła to przecież w dokładnie odwrotnym celu.
— Próbowałaś mi coś powiedzieć w trakcie tej rozmowy? — dopytała, przyglądając się jej badawczo. Zawsze chciała jak najlepiej rozumieć wszystko, co Prescott starała się jej przekazać. Każde słowo i spojrzenie było na wagę złota, więc tego również nie mogła zignorować.
— Nie chcę. Wolę już stąd wyjść. Jutro przecież tu wrócę tak czy siak. Jeżeli chcesz mnie wykorzystać tego wieczoru, to po prostu to powiedz i zabierz mnie tam, gdzie tylko masz ochotę. — Spojrzała ponad jej głową w stronę drzwi prowadzących do wyjścia. Zdecydowanie nie miała zamiaru podejmować żadnych decyzji za Ruelle. Tanatopraktorka i tak pewnie zrobiłaby wtedy dokładnie na odwrót.

Ruelle I. Prescott
Werka
24 y/o
Become a hockey expert
160 cm
tanatopraktorka white lily funeral services
Awatar użytkownika
Cantas canciones de amor
Pero eso no me place
Busco algo más profundo
Quiero un buen viaje
Olvida las flores
Rompe mi vestido
Hazme sentir el placer
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Znowu to robiły. Znowu wkraczały na ten niebezpieczny grunt, gdzie jedyne, co mogło je czekać to ciągłe dogryzanie sobie i coraz większe nakręcanie się na to, aby uderzyć tam gdzie boli i rozdrapać wszelkie dostępne rany. Najgorsze, że Ruelle nawet nie zdawała sobie sprawy z tego, kiedy właściwie zaczynała coś podobnego, a później... Później szła już za ciosem.
Mogłaby odpowiedzieć jej naprawdę wiele. W tym to, że to właśnie łgarstwa zaprowadziły je, aż do tego punktu. W końcu, co chwila kłamały sobie w żywe oczy. Robiły to, co prawda w różny sposób, ale gdyby nie to to pewnie znudziłyby się sobą już dawno albo uznały się za niegodne uwagi. Mimo wszystko powstrzymała się od komentarza. Przełknęła wszelkie gorzkie słowa, które mogłyby się posypać z jej ust i postanowiła poskąpić swoich złośliwości rysowniczce.
Trafiły po prostu na coś w czym Prescott była nadzwyczaj dobra. Nie zamierzała dawać rysowniczce forów. Zresztą ta na pewno by nie chciała, aby Rue okazała jej w jakikolwiek sposób litość i pozwoliła jej wygrać. To miała być uczciwa rywalizacja i chociaż smak porażki mógł nie odpowiadać w tej chwili rysowniczce to na pewno potem nie będzie mogła narzekać.
Nie mogła mieć zastrzeżeń, co do stroju Cross tak długo jak na nią patrzyła. Jednak sprawa nieco się komplikowała, gdy chciała jej dotknąć. W końcu nie wypadało tak publicznie wsunąć jej rąk pod zbierający się na udach materiał i wędrować nią wyżej. Z pewnością taki konwent nie był miejscem na podobne rzeczy.
Nie mogła się powstrzymać od tego jednego gestu, który początkowo wydawał się nie zwrócić większej uwagi River, ale rzecz jasna było to tylko złudzenie, bo gdy tylko skończyła rozmowę z dziewczyną, która odeszła w siną dal, rysowniczka musiała się odnieść do tego faktu.
- Nie odezwałam się ani słowem - odpowiedziała, bo taka przecież była prawda.
Powiedzieć nic nie próbowała. Przekazać? Może i tak, ale to w tej chwili nie było istotne, bo w końcu zostały same, a dzień powoli zbliżał się ku końcowi. One jednak wcale nie musiały ze sobą kończyć.
- W takim razie zabierz mnie do siebie - odpowiedziała, przysuwając się jeszcze bliżej do artystki. - Zbyt długo nie miałam okazji, aby cię posmakować...
Nie było sensu, aby to przedłużać. Skoro Cross nie chciała dać jej konkretnej odpowiedzi to sama ją sobie weźmie. W ten czy inny sposób.

River Cross
koniec
Ari
Nie lubię narzucania mojej postaci reakcji i zachowania oraz dopisywania do jej rzeczy czy sterowania nią w jakikolwiek sposób bez konsultacji.
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ Dzielnica Mieszkalna”