Kolejne egzemplarze jego kryminału, które tym razem podpisywał własnym nazwiskiem. Chociaż kilka razy się zawahał, ze złotym piórem uniesionym nad białą stroną, bo przecież kilka dni temu robił to samo, w innej księgarni, gdzie było więcej kobiet niż tutaj, podpisywał książki swoim pseudonimem. Mroczne romanse.
A dzisiaj... brutalne kryminały.
Na stoliku przed nim spoczęło kolejne wydanie, a na nim blada dłoń, która przesunęła się po stronie pokazując mu miejsce, gdzie powinien złożyć autograf.
- Dla kogo? - zapytał podnosząc na nią spojrzenie, na jasne oczy i blond loki - dla Ophelii - powtórzył po niej składając na papierze kolejny wpis.
A potem następny i następny.
Dużo ich było tego dnia. A jednak żaden nie wywarł na nim takiego wrażenia jak Ophelia, jej blond loki i jasne oczy, które zaraz skojarzyły mu się jednoznacznie. Które na myśl przywodziły demony przeszłości. A może teraźniejszości?
Może dlatego podszedł do niej od razu, kiedy jego czarne spojrzenie tylko odszukało ją przy barze.
Nie lubił tych spendów po podpisywaniu książki, wiecznie ktoś go zaczepiał, wypytywali go o jego powieści, a on chciał...
Tylko wypić jednego drinka, może trzy? I po prostu się zabawić, oderwać myśli od kryminału, który stworzył i spisał. I był zamknięty, nie tworzył w swojej głowie kolejnych, alternatywnych wersji. Zamykał historię.
Tak ją opowiedział i taka miała być.
Może dlatego wywrócił oczami na kolejne pytanie.
- A dlaczego detektyw Ward nie zabił tego złoczyńcy wcześniej? - co to za durne pytanie?
- Bo książkę zamknąłbym po dwóch rozdziałach - rzucił chłodno, a zaraz podniósł się z miejsca, żeby ruszyć do baru. Jeszcze jeden drink, wypity na szybko, tutaj przy ladzie i będzie mógł się stąd ulotnić. Może nawet uda mu się coś napisać. Spotkania autorskie zawsze nastrajały go jakoś pozytywnie, dodawały energii i weny.
Przesunął ciemnym spojrzeniem po ladzie, a jego wzrok bardzo szybko zatrzymał się na jasnych kosmykach rozsypanych po jej plecach. Jakby nawet w pomieszczeniu pełnym ludzi on szukał... jej, Queenie.
Stanął obok niej przy barze, a jego łokieć w pełni intencjonalnie musnął ten jej.
- Ofelia... - znowu pełne wargi Aresa wypowiedziały jej imię - mogę postawić ci drinka? - zaproponował bez ogródek, a jego ciemne oczy odszukały jej jasne spojrzenie, kiedy oparł się o bar jednym łokciem, odwracając w jej kierunku. Mierząc ją wzrokiem, może trochę bezczelnie.
Ale byli w barze, a w takich miejscach maniery schodziły na dalszy plan. A zresztą czy Ares Horne był naprawdę tak dobrze wychowany, jak mówiła o nim opinia publiczna?
Może Ophelia będzie mogła sprawdzić.
te blond loki i jasne oczy