ODPOWIEDZ
35 y/o
For good luck!
189 cm
to ten gość, który kiedyś był nikim, a teraz pisze książki
Awatar użytkownika
tylko deszcz i palce wystukujące na maszynie znajomy rytm mogły zagłuszyć myśli...
ale o niej nie
ona wciąż kręciła się gdzieś na granicy jawy i snu, w fikcji, kolejnej książce, wspomnieniu i myśli, że powinna być obok
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkijakie chcesz
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
przekleństwa, obsesja
Kolejne, nudne spotkanie autorskie.
Kolejne egzemplarze jego kryminału, które tym razem podpisywał własnym nazwiskiem. Chociaż kilka razy się zawahał, ze złotym piórem uniesionym nad białą stroną, bo przecież kilka dni temu robił to samo, w innej księgarni, gdzie było więcej kobiet niż tutaj, podpisywał książki swoim pseudonimem. Mroczne romanse.
A dzisiaj... brutalne kryminały.
Na stoliku przed nim spoczęło kolejne wydanie, a na nim blada dłoń, która przesunęła się po stronie pokazując mu miejsce, gdzie powinien złożyć autograf.
- Dla kogo? - zapytał podnosząc na nią spojrzenie, na jasne oczy i blond loki - dla Ophelii - powtórzył po niej składając na papierze kolejny wpis.
A potem następny i następny.
Dużo ich było tego dnia. A jednak żaden nie wywarł na nim takiego wrażenia jak Ophelia, jej blond loki i jasne oczy, które zaraz skojarzyły mu się jednoznacznie. Które na myśl przywodziły demony przeszłości. A może teraźniejszości?


𓂃 ࣪˖ ִִֶֶָ🥀་༘࿐


Może dlatego podszedł do niej od razu, kiedy jego czarne spojrzenie tylko odszukało ją przy barze.
Nie lubił tych spendów po podpisywaniu książki, wiecznie ktoś go zaczepiał, wypytywali go o jego powieści, a on chciał...
Tylko wypić jednego drinka, może trzy? I po prostu się zabawić, oderwać myśli od kryminału, który stworzył i spisał. I był zamknięty, nie tworzył w swojej głowie kolejnych, alternatywnych wersji. Zamykał historię.
Tak ją opowiedział i taka miała być.
Może dlatego wywrócił oczami na kolejne pytanie.
- A dlaczego detektyw Ward nie zabił tego złoczyńcy wcześniej? - co to za durne pytanie?
- Bo książkę zamknąłbym po dwóch rozdziałach - rzucił chłodno, a zaraz podniósł się z miejsca, żeby ruszyć do baru. Jeszcze jeden drink, wypity na szybko, tutaj przy ladzie i będzie mógł się stąd ulotnić. Może nawet uda mu się coś napisać. Spotkania autorskie zawsze nastrajały go jakoś pozytywnie, dodawały energii i weny.
Przesunął ciemnym spojrzeniem po ladzie, a jego wzrok bardzo szybko zatrzymał się na jasnych kosmykach rozsypanych po jej plecach. Jakby nawet w pomieszczeniu pełnym ludzi on szukał... jej, Queenie.
Stanął obok niej przy barze, a jego łokieć w pełni intencjonalnie musnął ten jej.
- Ofelia... - znowu pełne wargi Aresa wypowiedziały jej imię - mogę postawić ci drinka? - zaproponował bez ogródek, a jego ciemne oczy odszukały jej jasne spojrzenie, kiedy oparł się o bar jednym łokciem, odwracając w jej kierunku. Mierząc ją wzrokiem, może trochę bezczelnie.
Ale byli w barze, a w takich miejscach maniery schodziły na dalszy plan. A zresztą czy Ares Horne był naprawdę tak dobrze wychowany, jak mówiła o nim opinia publiczna?
Może Ophelia będzie mogła sprawdzić.
te blond loki i jasne oczy
36 y/o
Mark your calendar for Canada Day
164 cm
managerka Tranzac Club
Awatar użytkownika
Greetings, Himeros,
God of sexual desire, son of Aphrodite
Lay back, and feast
As this audio guides you
Through new and exciting positions
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Literatura była jednym ze sposobów obcowania ze sztuką, który był jej niezwykle bliski. Zawsze mogła mieć przy sobie książkę, aby zapełnić sobie czas lekturą, a jej treść potrafiła ją pochłonąć na długie godziny.
Tak było w przypadku jednego z niedawno wydanych kryminałów, który mogła czytać z zapartym tchem, śledząc akcję z pewną niecierpliwością. Jednocześnie chciała dobrnąć jak najszybciej do końca, aby uzyskać rozwiązanie dręczących ją kwestii i przekonać się czy jej przypuszczenia były słuszne, ale jednocześnie nie chciała, aby kiedykolwiek się skończyła.
Nic dziwnego, że zdecydowała się wziąć udział w spotkaniu autorskim z mężczyzną, który zapewnił jej tak intensywne przeżycia. Dopiero na miejscu mogła się przekonać jakie wrażenie pisarz robił we własnej osobie. Było w nim coś naprawdę intrygującego. Począwszy od przenikliwego spojrzenia, głębokiego głosu czy urody w typie europejskiego modela. Nie mogła sobie odmówić tego, aby do niego podejść i poprosić o złożenie autografu w swoim egzemplarzu książki.
Było coś miękkiego w sposobie w jaki powtórzył za nią jej imię. Obserwowała uważnie to jak wyrzeźbiona dłoń przesuwa pióro po papierze, aby złożyć wyćwiczony przez tysiące podobnych powtórzeń podpis. I to w zasadzie mogłoby być na tyle... Ale czy na pewno?

───── ⋆⋅☆⋅⋆ ─────


To miała być zwyczajna impreza. Przez pewien czas obserwowała z daleka gwiazdę wieczoru, która miała okazję pławić się w zainteresowaniu spływającym na nią z jej otoczenia. Ona z kolei wolała obserwować z daleka. Przynajmniej przez chwilę.
Odwróciła się do młodego barmana, z którym zamieniła jeszcze kilka słów, gdy mógł sobie na to pozwolić między klientami. Zaśmiała się na jeden z jego żartów, a uśmiech nie zdążył opuścić jeszcze jej ust, gdy obok niej znalazł się sam Ares Horne, który najwyraźniej dobrze ją pamiętał ze spotkania autorskiego.
- Widzę, że zrobiłam wystarczające wrażenie, aby zapamiętał pan moje imię - skomentowała z pewnym zadowoleniem, które na pewno spotęgowało się w momencie, gdy tylko poczuła na sobie jego uważny wzrok.
Było w nim coś niebezpiecznie pociągającego. Nie zrażała jej ta bezczelność. W pewien sposób schlebiało jej to, że mogła liczyć na jego towarzystwo oraz zainteresowanie.
- Po tym co spotkało panią Bradford zapewne powinnam zastanowić się dwa razy nad przyjęciem propozycji, ale nie mam w zwyczaju odmawiać drinka od gentlemana - odpowiedziała, odnosząc się jeszcze do sceny z jednej z jego powieści.
Kątem oka zauważyła gdzieś ciemnowłosą kobietę, która przyglądała im się ukradkiem: z pewną zazdrością oraz zaintrygowaniem. Cóż, najwyraźniej istniało tu więcej niewiast, które chętnie skupiłyby na sobie uwagę poczytnego autora.

Ares A. Horne
Ari
Nie lubię narzucania mojej postaci reakcji i zachowania oraz dopisywania do jej rzeczy czy sterowania nią w jakikolwiek sposób bez konsultacji.
35 y/o
For good luck!
189 cm
to ten gość, który kiedyś był nikim, a teraz pisze książki
Awatar użytkownika
tylko deszcz i palce wystukujące na maszynie znajomy rytm mogły zagłuszyć myśli...
ale o niej nie
ona wciąż kręciła się gdzieś na granicy jawy i snu, w fikcji, kolejnej książce, wspomnieniu i myśli, że powinna być obok
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkijakie chcesz
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
przekleństwa, obsesja
𓂃 ࣪˖ ִִֶֶָ🥀་༘࿐


- Mam słabość do blondynek - odpowiedział od razu Ares. Bo coś w tym było, że jego ciemne oczy w tłumie zawsze szukały jasnych loków. Każda jego główna bohaterka je miała.
Miały różny charakter, bo raz były butne i zadziorne, innym razem u l e g ł e, ale zawsze o iskrzącym jasnym spojrzeniu, takim jak to Ofelii, kiedy Horne mierzył ją wzrokiem. Kiedy ze swoją wrodzoną arogancją, dodał zaraz.
- Na razie rzuciłaś mi się w oczy, a nad wrażeniem możemy popracować - może i na spotkaniu autorskim były też inne blondynki, ale Ares miał tendencję do tego, że jak sobie kogoś upatrzył, , to szedł w zaparte. Szedł jak po swoje, jakby mu się należał ten wieczór w towarzystwie pięknej Ofelii.
A może oboje mogli na tym skorzystać?
Na ciekawym towarzystwie, które mogli sobie zapewnić, a do tego jeszcze drinkach, za które zamierzał zapłacić, pieniędzmi, które zarabiał na swoich historiach. Tak często nad nimi siedział i zastanawiał się, kto to czyta...
A za każdym razem spotkania autorskie przyciągały całe rzesze jego wiernych fanów.
Uśmiechnął się, kiedy Ofelia nawiązała do jego książki, kącik ust skoczył mu do góry w zaczepnym geście, a ciemne oczy wciąż utkwione były w tych jej... zielonych. Szkoda, że nie niebieskich.
- Pani Bradford bardzo kiepsko dobierała sobie kochanków, dziwne, że nie poznała się od razu na tym ciemnym spojrzeniu, które lustrowało ją, od kiedy tylko weszła do baru - Ares przywołał do siebie barmana, zamówił im dwa Whiskey Sour, chociaż może powinien się jej zapytać co pije? Ale Ares Horne nie kłopotał się takimi rzeczami, to on tutaj wychodził z inicjatywą, więc on tutaj rozdawał karty, tak?
Nie był ewidentnie dżentelmenem, i w dość obcesowy sposób oparł łokieć na barze znowu odwracając się do blondynki, z tym ciemnym spojrzeniem zawieszonym na jej oczach - po pewnych zachowaniach od razu mogła wnioskować, że to jakiś psychopata, to jego liczenie orzeszków... Wszystkie wymacał palcami, ohydne - wywrócił ciemnymi ślepiami, a barman akurat postawił przed nimi miseczkę z orzeszkami, Ares nawet po nie nie sięgnął - albo to jego jąkanie, dla mnie zupełnie niepociągające, a ona uznała je za słodkie, a jakbym do ciebie podszedł i wyrzucił z siebie O-o... felio… Czy czy mogę, ci po-postawić drinka? - próbował naśladować jąkałę ze swojej powieści. Ale wyszło mu to chyba średnio, za to Ares nadrabiał pewnością siebie, która kipiała od niego... może za bardzo? - a s e k s u a l n e - podsumował powoli literując to słowo - co o tym myślisz Ofelio? - oczywiście, że Ares Horne nie lubił rozmawiać o swoich książkach, o historiach, które tworzył, ale lubił... Rozkładać na czynniki pierwsze swoich bohaterów, bo u niego nawet postaci poboczne były... złożone.
Nie zauważył brunetki, która oparła się o ladę za jego plecami, która słuchała ich rozmowy udając, że sączy swojego drinka, wcale go nie ubywało, większość czasu bawiła się swoją oliwką na wykałaczce umieszczoną w szpiczastym kieliszku z martini.

śliczna ofelia
36 y/o
Mark your calendar for Canada Day
164 cm
managerka Tranzac Club
Awatar użytkownika
Greetings, Himeros,
God of sexual desire, son of Aphrodite
Lay back, and feast
As this audio guides you
Through new and exciting positions
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Nie mogła się nie uśmiechnąć w momencie, gdy tylko usłyszała jego komentarz. Miał w sobie wystarczającą ilość uroku, że każde jego słowo mogło uchodzić za największy komplement nawet jeśli w ustach kogoś innego podobne słowa miałyby trochę mniej uwodzicielski wydźwięk.
- Czyli Marilyn Monroe miała rację - rzuciła miękko, spotykając spojrzenie jego ciemnych oczu. - Mężczyźni jednak wolą blondynki.
Nie mogła odmówić sobie tego jednego żartu, który sam cisnął się na uszminkowane usta za sprawą jego uwagi. Trudno było także się wykłócać z jego stwierdzeniem odnośnie wywieranego wrażenia. W końcu ich interakcja była na tyle krótka, że w zasadzie można byłoby ją uznać za niemal nieistniejącą... A jednak coś sprawiło, że przykuła jego wzrok.
- W takim razie muszę muszę się postarać - stwierdziła, uznając to za swoiste wyzwanie.
To mogło być ciekawe doświadczenie. Dawno nie próbowała nikomu zaimponować, a taki poczytny pisarz jak Ares Horne z pewnością musiał mieć jakieś swoje standardy, którym należało sprostać. Przez jakiś czas zastanawiała się nawet co to by mogło być... Jakie kobiety go pociągały? W jaki sposób można było do niego dotrzeć?
Uważne spojrzenie zielonych oczu zdawało się naprawdę go analizować i zastanawiać się jak rozebrać go na czynniki pierwsze... a potem zrobić to w bardziej dosłowny sposób, aby wylądowali gdzieś w ustronnym miejscu bez choćby części ubrań.
Drink był dobrym początkiem. Niczym wstęp do jakiejś fascynującej powieści. Zastanawiała się tylko jaką rolę miała w niej odgrywać. Nie miała jeszcze pojęcia, ale chętnie się o tym przekona przy obiecanym drinku.
- Jak tak to ujmujesz to brzmi niepokojąco znajomo - odparła, skupiając się na jego ciemnym spojrzeniu, w którym faktycznie pewnie mogło się kryć się coś złowieszczego.
Słyszała już o jednym pisarzu, który okazał się zabójcą opisującym w swojej powieści własne morderstwo. Mężczyzna przed nią równie dobrze mógł być podobnym drapieżnikiem, ale to znaczyłoby, że stanie się dla niego pewnego rodzaju muzą. Może też zostanie uwieczniona w kolejnej książce... Nie wydawało jej się jednak, aby to był ten przypadek. Wtedy zapewne jego zabójca byłby już na pierwszy rzut oka bardziej magnetyczny i drapieżny. Stanowiłby w większym stopniu autoportret samego pisarza.
- Mogła pewnie wziąć część z tego za oznakę nieśmiałości, autystyczne zachowania czy po prostu wolała to zignorować dla pięknego lica - odparła, starając się faktycznie wejść w tryb krytyki literackiej i analizy bohatera.
Uśmiechnęła, się gdy tylko usłyszała jego próbę zająknięcia się w ten sam sposób w jaki robił to antagonista jego powieści. Tak bardzo jej to do niego nie pasowało. Ten kontrast między głosem nieporadnego chłopca, a urodą pewnego siebie mężczyzny był doprawdy absurdalny.
- Pani Bradford szukała kochanka, którym można manipulować. Chciała chłopca, a nie mężczyzny. Nie widziała w nim zagrożenia, a raczej kogoś kim mogłaby sterować w pewien sposób... Może nawet odebrać mu tę niewinność? Jest jakaś perwersyjna satysfakcja w myśli, że będzie się tym, który daną osobę zrujnuje... - kontynuowała, rozmyślając jeszcze przez jakiś czas nad tym, czego tak naprawdę mogła pragnąć dama żyjąca na kartach spisanej przez Aresa opowieści.
Przerwała jedynie po to, aby sięgnąć po swoją whisky, odczekała jeszcze na to, aż Horne również ujmie drugą porcję trunku po czym uniosła lekko szkło w jego kierunku jako swoisty toast. Przez moment znów skupiła się głównie na tych ciemnych oczach, które wydawały się przyciągać jej spojrzenie zupełnie jakby posiadały własne pole grawitacyjne.
- Jeśli o mnie chodzi to wolę kogoś kto nie przypomina mi dziecka - odpowiedziała, a jej usta rozciągnęły się w przyjaznym dla oka uśmiechu. - Prawdziwego mężczyznę... lub kobietę.
Przy ostatnich słowach, jej wzrok odnalazł znajdującą się za plecami pisarza nieznajomą. Sprawdzała ją. Była ciekawa czy brunetka wyłapie ten moment, gdy zielone oczy Ophelii wbiły się w jej postać jakby chciały jej przekazać, że dostrzega jej obecność. Może nawet liczyła na to, że zawstydzi ją nieco tym komentarzem.
Starała się odgadnąć czego mogła chcieć. Czyżby była fanką, która pragnęła trzymać się blisko swojego idola i najlepiej zwrócić na siebie jego uwagę? Może też była jakąś dziennikarką, która szukała nowej sensacji? Takie przecież wkręcały się nieraz na podobne imprezy.

Ares A. Horne
Ari
Nie lubię narzucania mojej postaci reakcji i zachowania oraz dopisywania do jej rzeczy czy sterowania nią w jakikolwiek sposób bez konsultacji.
35 y/o
For good luck!
189 cm
to ten gość, który kiedyś był nikim, a teraz pisze książki
Awatar użytkownika
tylko deszcz i palce wystukujące na maszynie znajomy rytm mogły zagłuszyć myśli...
ale o niej nie
ona wciąż kręciła się gdzieś na granicy jawy i snu, w fikcji, kolejnej książce, wspomnieniu i myśli, że powinna być obok
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkijakie chcesz
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
przekleństwa, obsesja
Ares Horne wolał blondynki, a inni mężczyźni?
Gusta były różne, jedni lubili gorące latynoski (pozdro Galen, Madox i Donnie), a inni urodziwe blondynki o chmurnym spojrzeniu i artystycznej duszy, które lubiły zanurzyć się w lekturze na długie godziny. Tak jak ona pożerała te powieści, żeby dojść do końca i odkryć tajemnicę, tak... Ares pożerał ją spojrzeniem. Bezczelnie.
- Staraj się Ofelio - zaczepił ją. Z pełna premedytacją, bo on zamierzał odrobinę się postarać, a to przecież nie mogło być jednostronne. Bo co to za zabawa, kiedy on dawałby z siebie wszystko, a ona jak ta paniusia zadzierała nosa?
Zdecydowanie bardziej przyjemnie jest, kiedy oboje dążyli do tego, żeby ten drink przerodził się w coś więcej. Jakiś przyjemny wieczór w ustronnym miejscu, bez hamulców i zdecydowanie bez ubrań. Dlatego ta gra spojrzeń, te uśmiechu, które sobie posyłali i dwuznaczne teksty. Wszystko tutaj było na miejscu i prowadziło ich w jednym kierunku. Tak, jak te drinki, które im zamówił.
Kąciki ust uniosły mu się ku górze na jej kolejne słowa, specjalnie to robił. Jego bohaterowie często mieli jakąś cząstkę Aresa Horna, po to, żeby on później wydał się bardziej... intrygujący? Złożony, jakby był jakimś bohaterem swojej powieści. Ale czy naprawdę tego potrzebował?
Kiedy te jego ciemne oczy same w sobie miały pewien urok, kiedy cała jego postać nosiła na sobie znamiona tajemnicy, dzikiej przygody, w którą chciałabyś wejść... Dzisiaj Ty Ofelio.
- Dla pięknego lica? - powtórzył po niej unosząc jedną brew, ale też przywołując na twarz delikatny, zaczepny uśmieszek - trochę to próżne, nie uważasz Ofelio? - powiedział Ares Horne, ten który nadrabiał tym swoim magnetycznym wizerunkiem i może nie piękną, ale jednak pociągającą, twarzą.
Rzeczywiście do Horna nie pasowało jąkanie się, nie był zdecydowanie mężczyzną, którym można było manipulować.
Był. Kurwa. Był. Ale tylko jedna blondynka to potrafiła. Rządzić nim.
Pomyślał o jej niebieskich oczach. Queenie. Dopiero kwaśno-ostry smak na języku przypomniał mu gdzie jest, i po co. I z kim prowadził te żywe rozmowy.
- Zdecydowanie. Jest coś pociągającego w myśli, że można kogoś sprowadzić na złą drogę, zwłaszcza jakieś niewiniątko - Ares wyglądał odrobinę na takiego, który to lubił, grzeczne aniołki zamieniać w diablice, ale prawda jest taka, że kiedyś to on był tym niewinnym, prostym chłopakiem i to Queenie pokazała mu zupełnie inny świat.
Znowu kurwa o niej myślał.
Chociaż zaraz ciemne oczy przesunęły się po twarzy pięknej Ofelii, kiedy bez ogródek i skrępowania mówiła mu o tym, że osobiście wolała prawdziwego mężczyznę. Uniósł szklankę, w toaście który zasugerowała.
- A ja wolę kobiety, które wiedzą czego chcą i perwersji doszukują się w tym, że lubią być czasem odpowiednio... z m a n i p u l o w a n e - tego chciał?
Urobić ją? Pewnie tak. Dla Aresa Horna takie rozmowy nie były przypadkowe, on je prowadził w wiadomym celu.
Stuknął szklanką o tą Ofelii i upił spory łyk drinka, a gdy charakterystyczny smak rozlał się po kubkach smakowych, to aż zacmokał - nie lubię słodkich drinków, a ty Ofelio? Musi być odpowiednio ostry, z pieprzykiem... - opowiadał jej wciąż o drinkach, czy już o kobietach, które lubił?
Powiódł ciemnym spojrzeniem za wzrokiem blondynki, za tymi jej zielonymi tęczówkami, które utkwiła gdzieś ponad jego ramieniem.
Brunetka, o głębokim, ciemnym spojrzeniu, podobnym do tego jego. Z kieliszkiem martini z oliwką, w dłoni, w dopasowanej, czerwonej sukience.
- Panie się znają? - zapytał, odsuwając swój stołek w tył, tak, że teraz mogły przed nim popatrzeć na siebie.
Kontrast, który między sobą tworzyły od razu uderzał w oczy. Ogień i lód. Jasne loki i ciemne fale. Zielone, chmurne spojrzenie, i brązowe, płomienne. Horne od razu się uśmiechnął wodząc spojrzeniem od jednej do drugiej.
- Ofelia lubi... prawdziwe kobiety, ja też, może się z nami napijesz? - proponował. B e z c z e l n i e.
Ale Ares to lubił igranie z ogniem. Taniec na krawędzi.
Albo obie w to pójdą, albo będą konkurować o jego względy. Obie opcje mu się podobały.



𓂃 ࣪˖ ִִֶֶָ🥀་༘࿐

ofelia lubi prawdziwe kobiety... i bezczelnych mężczyzn chyba też?
36 y/o
Mark your calendar for Canada Day
164 cm
managerka Tranzac Club
Awatar użytkownika
Greetings, Himeros,
God of sexual desire, son of Aphrodite
Lay back, and feast
As this audio guides you
Through new and exciting positions
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Każdy miał swoje preferencje, ale czasem zdarzało się, że trafiała się ta jedna osoba, która miała w sobie wystarczającą moc, że jakiekolwiek gusta zaczynały wydawać się całkowicie bez znaczenia. Chociaż Ares akurat był... zwyczajnie fascynujący. Bezczelny na tyle, że chciała sprawdzić na jak wiele było go stać.
Przyjęła to nieme wyzwanie. Kimże byłaby, gdyby go sobie odmówiła? Ten drink był jedynie wstępem, a ona zamoczywszy już w nim wargi, przystała na wszelkie zasady gry, które mógł jej narzucić Horne.
Nikt chyba nie zadał mu w czasie spotkania autorskiego pytania o kreację postaci, a to mógłby być całkiem ciekawy temat. Przynajmniej mogłaby się przekonać o tym jak wiele z uwodzicielskich zabójców kryło się w samym autorze. Chociaż Ophelia zawsze była za tym, aby dokonywać własnych odkryć i gromadzić nowe doświadczenia. Była przy tym również skłonna podjąć pewne ryzyko, bo nawet jeśli się oparzy to przynajmniej przez chwilę dozna na skórze przyjemnego ciepła ognia.
- Próżne? Nie. Raczej proste. Zobaczyła pięknego chłopca i zapragnęła go mieć. Za wszelką cenę - sprostowała.
Mogłaby zapewne teraz dokonać krytyki bohaterki literackiej Aresa, ale nie czuła takiej potrzeby. Pani Bradford zwyczajnie poddała się swoim instynktom i przegrała życie. Zauroczyła się złym mężczyzną, a Attwood, w przeciwieństwie do niej, wydawała się zdawać sprawę z tego, że może flirtować z niebezpieczeństwem. Właśnie ta niepewność zdawała się ją pociągać w niewytłumaczalny sposób.
- Są ludzie, którzy po prostu chcą odcisnąć na kimś swoje piętno. Nie obchodzi ich w jaki sposób to zrobią. Niektóre kobiety chcą stać się tą jedyną... a inne tą jedną, która człowieka zdewastuje - dopowiedziała, rozkoszując się smakiem drinka, który rozlał się po jej języku mieszanką ostrej alkoholowej nuty z kwaśnym uszczypnięciem cytryny rozmiękczonej przez słodki dodatek.
Niektórzy po prostu chcieli zostać zapamiętani. Niezależnie w jaki sposób. Chcieli za wszelką cenę wywołać odpowiednie wrażenie i zapisać się w umysłach ludzi jakby zależało od tego ich przetrwanie. W pewien sposób właśnie tak było...
- Widzisz... Ktoś mi kiedyś powiedział, że niebo, które widzimy w nocy nie jest prawdziwe. Gwiazdy potrzebują niekiedy całej wieczności, aby ich światło do nas dotarło i mogą w międzyczasie przestać istnieć, a jednak wciąż się nimi zachwycamy... Dlaczego więc nie miałabym dać się zmanipulować, aby zobaczyć coś pięknego nawet jeśli do końca nie jest prawdziwe? - zapytała całkowicie szczerze.
Dla niej liczyło się doświadczenie. Czy jej przeżycia stawały się nagle mniej wartościowe przez to, że ktoś pokazywał jej wyłącznie to, co chciała zobaczyć? Może i takie hedonistyczne podejście nie sprawdzało się w wielu sytuacjach, ale czemu miałaby odmawiać sobie przyjemności?
- Ja lubię próbować różnych rzeczy... Nie lubię, gdy jest nudno. Dlatego czasami, gdy mam na to ochotę sięgam również po odrobinę słodyczy, aby nie popaść w monotonię - odparła, a jej gust odnośnie drinków na pewno przekładał się również na gust w kwestii kochanków.
Kręcąca się obok brunetka nie wydawała się wcale speszona nagłą uwagą, gdy została przyłapana na przysłuchiwaniu się ich rozmowie i obserwowaniu ruchów, które wykonywali. Wydawała się zamiast tego wyjątkowo pewna siebie.
- Nie sądzę. Chyba, że mnie pani oświeci - odpowiedziała, przyglądając się brunetce, która przywołała wyjątkowo czarujący uśmiech na wargi pociągnięte szminką w takim samym intensywnym odcieniu, co jej krwistoczerwona sukienka.
Z jednej strony wydawała jej się znajoma. Może widziała ją parę razy w Tranzac? Tam zawsze przewijała się masa ludzi. Zwłaszcza takich o artystycznych zainteresowaniach. Nie mogła jednak w żaden sposób dopasować twarzy do imienia czy sytuacji, w której mogła ją już wcześniej zobaczyć. Pozostawało jedynie nikłe poczucie, że kobieta jest jej znajoma.
- Myślę, że teraz będziemy mieć odpowiednią okazję do tego, aby się bliżej poznać, panno Attwood - odpowiedziała wyjątkowo aksamitnym głosem, skupiając na chwilę spojrzenie głównie na blondynce niż na znajdującym się obok niej pisarzu.
Czyli przynajmniej tajemnicza obserwatorka wiedziała z kim dokładnie ma do czynienia. Nie spodziewała się takiego rozwoju wieczoru, ale na pewno nie przeszkadzało jej to w żaden sposób. Właściwie to robiło się coraz ciekawiej. Nie była na pewno terytorialna, a obecność kobiety, która przedstawiła się jako Delilah była ciekawym zwrotem akcji.

Ares A. Horne
Ari
Nie lubię narzucania mojej postaci reakcji i zachowania oraz dopisywania do jej rzeczy czy sterowania nią w jakikolwiek sposób bez konsultacji.
35 y/o
For good luck!
189 cm
to ten gość, który kiedyś był nikim, a teraz pisze książki
Awatar użytkownika
tylko deszcz i palce wystukujące na maszynie znajomy rytm mogły zagłuszyć myśli...
ale o niej nie
ona wciąż kręciła się gdzieś na granicy jawy i snu, w fikcji, kolejnej książce, wspomnieniu i myśli, że powinna być obok
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkijakie chcesz
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
przekleństwa, obsesja

𓂃 ࣪˖ ִִֶֶָ🥀་༘࿐


Delikatny uśmiech błąkał się po twarzy Aresa, kiedy słuchał Ofelii, kobiety raczej nie przyznawały się do tego, że zabiegały o mężczyzn, że pragnęły ich mieć, bo to przecież oni mieli stawać na głowię, żeby je zdobyć.
A jednak w tej relacji, którą przed sobą otwierali, w tej rozmowie, oboje się starali. O to mu chodziło.
O wymianę spojrzeń i zdań, która nie prowadziła do niczego, a miała swój konkretny cel.
- Dużo poświęciła, żeby go mieć - rzucił niby to wtrącając swoje trzy grosze, ale czarne oczy zawiesił na tych jasnych Ofelii, bo ile oni byli w stanie poświęcić?
Ile z siebie dać, żeby spróbować?
Nie tylko tego kwaśno-ostrego drinka.
- Ciekawa interpretacja Ofelio - stwierdził, a zaraz sięgnął do swoich warg, żeby zebrać z nich palcami kroplę trunku, która się tam zagubiła, w kąciku jego ust - a ty która opcję wybierasz? Tą jedyną, czy tą jedną, która zdewastuje? Jedną, wartą zapamiętania? - nawet na moment nie oderwał spojrzenia od jej pięknej twarzy. Ofelia go ciekawiła, intrygowała. Czarne oczy znowu prześlizgnęły się po jej sylwetce.
Czy już zastanawiał się co skrywała pod materiałem sukienki? Już rozbierał ją spojrzeniem?
Może.
Zawiesił wzrok na jej ustach, które instynktownie oblizała po skosztowaniu drinka.
Słuchał jej, ale jego wzrok intensywnie wpatrywał się w jej pełne wargi, kiedy tak pięknie opowiadała o gwiazdach. O nocnym, zachwycającym niebie. Dopiero po chwili podniósł spojrzenie na jej oczy. Na zielone zwierciadła wrażliwej duszy? Musiała mieć w sobie wrażliwość... a przynajmniej to poczuł Ares, kiedy zachwycała się pięknem gwiazd.
- Jak teatr, sztuka udawania która nas urzeka. Filmy, gdzie aktorzy kreują swoje role. Dlatego osobiście uważam, że tylko książki są prawdziwe. Bo głowa sama je interpretuje, postać, jej działanie, nie ma tam miejsca na udawanie, sama prawda i wyobraźnia, która działa. Podsyła obrazy - ta jego też podsyłała. Znowu zamoczył usta w swoim drinku, chowając na moment uśmiech za ciężką szklanką - nie wiem, czy będę dla ciebie wystarczająco piękny Ofelio, ale na pewno prawdziwy - wyznał jej odstawiając szkło na podkładkę. Przysuwając szklankę bliżej siebie. Kolejne słowa blondynki sprawiły, że kącik jego ust znowu drgnął do góry.
- To coś nas łączy, też nie lubię nudy - chociaż wielu ludzi patrząc na Aresa Horna mogło go za takiego uważać, za nudziarza, który godzinami siedział przed laptopem, albo nad maszyną do pisania. Co w tym ciekawego?
A właśnie to, co wychodziło spod jego sprawnych palców.
Kolejne powieści.
Czarne spojrzenie nie uciekało od Ofelii nawet na moment, a jednak, to jej zielone, zasugerowało mu, że może powinien spojrzeć za siebie. Nie zawiódł się, kiedy brunetka posłała w ich kierunku kokieteryjny uśmiech.
Ares naprawdę lubił blondynki, miał do nich słabość, ale... jaki facet przeszedłby obojętnie obok tego ognistego spojrzenia? Tej dopasowanej, czerwonej sukienki?
On nie umiał.
Odsunął się do tyłu robiąc im miejsce, na wymianę spojrzeń, uprzejmości.
Jego ciemne spojrzenie wędrowało teraz od jednej do drugiej, dzielił pomiędzy je swoją uwagę. Obie piękne, a to, że brunetka znała nazwisko Ofelii wydało mu się intrygujące.
- Jedno zdanie, a ja już wiem, że Ofelia nie jest mężatką, a ty Delilah skądś ją znasz... Mamy zgadywać skąd? - uśmiechnął się najpierw zerkając na blondynkę, a zaraz na Delilah - coś mi podpowiada, że łączy was jakieś wspólne zamiłowanie. Tak jak nas niechęć do monotonii - tu spojrzał na Ofelię i mrugnął do niej jednym okiem. Brunetka chwyciła w smukłe palce oliwkę na plastikowej wykałaczce i ściągnęła ją z niej językiem. Kokietowała... chyba ich oboje.
Skinęła głową.
- Masz trochę racji Ares - czyli wchodzi tu, na czerwono, z czarującym uśmiechem, ognistym spojrzeniem i już zna ich oboje - podobnie jak Ofelia, muzykuję - powiedziała zaglądając do swojego trójkątnego kieliszka, bujając go w dłoni.
- O proszę, a na czym gracie? - zainteresował się Horne i chociaż to Delilah sprawiała wrażenie tej bardziej pewnej siebie, to jego spojrzenie uciekło do Ofelii.
A jednak blondynki. A może to to pierwsze wrażenie, które obudziło w nim fascynację jej osobą?

fascynująca Ofelia
36 y/o
Mark your calendar for Canada Day
164 cm
managerka Tranzac Club
Awatar użytkownika
Greetings, Himeros,
God of sexual desire, son of Aphrodite
Lay back, and feast
As this audio guides you
Through new and exciting positions
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Ten jeden, cholerny, uśmiech świadczył najlepiej o tym, że jej słuchał. W dodatku słuchał uważnie, a to była jedna z tych rzeczy, które wydawały się najbardziej pociągające w mężczyźnie. To jaki potrafił być uważny. Może po to, aby wykorzystać to na swój sposób, a może dlatego, że zwyczajnie go ciekawiła. Nie miała nic przeciw obu tym opcjom.
- Niektórzy już tacy są. Poświęcają zbyt wiele dla pojedynczego celu, nie uważasz? - zaatakowała pytaniem, unosząc do ust szklankę z drinkiem, z której upiła kolejny łyk ostrej whisky o kwaśnym cytrusowym posmaku.
Chciała odczytać malujące się na jego twarzy emocje. Zobaczyć czy także był jednym z tych, którzy byli w stanie poświęcić wszystko w pogoni za jedną rzeczą. Nie znała jego charakteru, jego obsesji ani usposobienia, ale chciała spróbować dojrzeć czy miał w sobie coś, co pozwoliłoby mu na coś podobnego. Czy miał w sobie potencjał na to, aby zaryzykować tak wielce dla swojej mrzonki?
- Chyba tą wartą zapamiętania - zdecydowała w końcu, bo ze wszystkich dostępnych opcji to właśnie ta wydawała jej się być najbardziej odpowiednią. - A to w jaki sposób... Chyba zależy od człowieka. Mogę być inspiracją, ukojeniem czy przygodą, o której się wspomina przez lata. To chyba najbardziej mi odpowiada.
Miała wrażenie, że trafia do niego z każdym swoim słowem. Nie było w tym nic dziwnego. Był pisarzem. Pracował za ich pomocą. Ważył je za każdym razem, gdy tylko chciał spisać kolejne dzieło. Tak wyglądała jego codzienność. Dlatego nic dziwnego, że był kimś, kto wsłuchiwał się w to jak wysławiali się jego rozmówcy.
To był jeden z tych mężczyzn, których chciało się poznać dogłębnie, a nie tylko powierzchownie ze względu na atrakcyjną aparycję. Ciekawiło ją, co też chodzi mu po głowie. Poza tym jak jej sukienka prezentowałaby się na podłodze rzecz jasna. To już mogła wywnioskować po spojrzeniu jakim ją obrzucał.
Nie miała pojęcia czy analogia z gwiazdami do niego trafi, ale Ares jej nie zawiódł. Podjął temat i odniósł go do sztuki, a na jej wargi wpełzł leniwy uśmiech. Może i nie mogła się z nim we wszystkim zgodzić, ale na pewno była w stanie docenić starania, gdy tak mówił o filmie i teatrze.
- Nie do końca... Może i faktycznie masz w przypadku innych sztuk mniej miejsca na wizualizację, ale nie odbiera ci to w żaden sposób miejsca do interpretacji. To, co widzisz nie musi być w końcu... dosłowne - zawyrokowała, gdy już udało jej się odnaleźć odpowiednie słowo jakim mogłaby się posłużyć. - Nawet jeśli jest tam odrobina ułudy... To czy nie wywołuje prawdziwych emocji? Czy aktorzy nie sięgają głęboko w siebie, aby wyrazić to, co chcą przekazać bohaterowie? Jest też coś fascynującego w tym na jak wiele różnych sposobów można wyrazić te same słowa...
Nie chciała odbierać żadnej z muz, która zajmowała się zupełnie innymi gałęziami sztuki. Każda z nich była piękna, każda z nich mogła wyrazić coś zupełnie innego na swój wyjątkowy sposób, a Ophelii to bardziej niż odpowiadało.
- Piękny, prawdziwy i nielubiący nudy... To brzmi jak przepis na boski wieczór - podsumowała, bo nie ulegało wątpliwości, że przynajmniej na razie wszystkie trzy określenia wyjątkowo pasują jej do mężczyzny.
Ponadto z pewnością nie mieli prawa się nudzić w momencie, gdy niespodziewanie do ich dwójki doczepiła się Delilah. Attwood wciąż nie mogła rozszyfrować jej intencji, ale wydawało się, że chciała się przyłączyć do ich dwójki. W jakim charakterze? To jeszcze zapewne jeszcze będzie mogło się wyklarować.
Dopiero jej kolejne słowa wydawały się naprowadzać managerkę na jakiś konkretny trop, który mogła podjąć. Muzykowała... Musiały się ze sobą zetknąć w jednym z klubów, ale tego nie pamiętała. Nie za dobrze...
Delilah...
Brzmiało jak ktoś z kim mogłaby spędzić wspólną noc, ale nie była pewna czy przy wspólnym muzykowaniu jak to określiła czy może w pościeli. Opcji było zdecydowanie zbyt wiele.
- Na fortepianie. Nie gram jednak zbyt często - odpowiedziała, przesuwając spojrzenie z kobiety ponownie na pisarza. - Kiedyś częściej miałam do tego okazję.
Brunetka wydawała się w tej chwili być głównie skupiona głównie na Ophelii. Być może starała jej się przypomnieć w jakich okolicznościach się poznały, ale zaraz pochyliła się bardziej w stronę Aresa.
- A ja na kontrabasie - wyznała Delilah.
Attwood czuła się teraz jakby próbowała rozwikłać skomplikowaną zagadkę. Kontrabas. Czyżby poznały się kiedyś w klubie jazzowym, w którym pracowała nim w końcu trafiła na Tranzac? Taka opcja wydawała się jak najbardziej prawdopodobna.
Na razie jednak nie dodawała nic więcej. Poprawiła się jedynie na hokerze, popijając drinka, a jej stopa obuta w aksamitną szpilkę niby przypadkiem przesunęła się lekko po łydce siedzącego blisko Aresa Horne'a.

Ares A. Horne
Ari
Nie lubię narzucania mojej postaci reakcji i zachowania oraz dopisywania do jej rzeczy czy sterowania nią w jakikolwiek sposób bez konsultacji.
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ Po Kanadzie”