27 y/o
For good luck!
195 cm
workin' nine to five what a way to make a livin'
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona, jej
typ narracji3os, l.pojedyńcza
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Nawet na moment nie poluzował uścisku. Patrzył na Charly cierpliwie czekając, aż przestanie się szarpać. Jego spojrzenie znowu przesunęło się po drżach, drżących ramionach i rozedrganych wargach, aby zaraz znów wrócić do jej oczu, w których dostrzegał szeroką gamę zbolałych emocji.
Ha! Nie był to dla niego nowy widok. Widział go już wielokrotnie w oczach kobiet, którym złamał serce, i w oczach ludzi, którym na polecenie Giuseppe, łamał psychikę. Jednak tym razem mimowolnie zaczął rozumieć źródło cudzego cierpienia, a nawet w pewnym stopniu, choć nie potrafił tego przyznać, utożsamił się z nim. Problem w tym, że nauczony pokory i dystansu nie pozwolił sobie tego okazać.
Histeryzujesz — prychnął celowo prześmiewczo. Nie chciał dopuścić do tego, aby choć przez moment podejrzewała go o współczucie.
W jego planach ten wieczór miał zakończyć się zupełnie inaczej. Miał wrócić do domu ze skradzionym obrazzem, zajrzeć do pokoju głęboko śpiącej Fredericki, pocałować ją w czoło, a potem wygodnie rozsiąść się w fotelu, aby uczcić udany skok kieliszkiem drogiego wina. Nie zamierzał zabierać ze sobą wspomnienia o smarkuli, którą wepchnął w ciemną alejkę i której zniszczył ostatnią pamiątkę po rodzicach.
Naprawdę nie zamierzał.
Sytuacja niespodziewanie jeszcze bardziej się zaogniła, gdy w oddali rozległ się ten cholerny dźwięk policyjnych syren. Od razu zrobił kilka kroków do przodu i przycisnął Charly jeszcze mocniej unieruchamiając jej ręce, aby pod żadnym pozorem nie zdradziła ich obecności. Nie zastanawiał się, co musiała czuć. Jak wielki strach przeżywała, gdy stanął nad nią jescze bliżej z nieznanymi zamiarami i bez wysiłku zamknął oba jej chude nadgarstki w jednej dłoni.
Przez głowę Zayna przemknął jedynie obraz małej Fredericki, a potem tych obrzydliwie brudnych pieniędzy, które miał zarobić na obrazie.
Nic, kurwa, więcej, dlatego z wyraźną przestrogą patrzył kobiecie głęboko w oczy i nieświadomie pozwalał, aby odkryła jak bardzo obawiał się złapania przez policję.
Wtem drgnął, gdy z głównej ulicy dobiegł jeszcze wyraźniejszy warkot silników, a policyjne światła rozeszły się po ścianach budynków. Oddech Zayna przyspieszył, stając się jeszzcze bardziej intensywny. Prędko rozejrzał się po zaułku, ale nie znalazł żadnej realnej drogi ucieczki. Zaułek kończył się wysoką ścianą sąsiedniego budynku, której nie dałby rady przeskoczyć. Cholera, nie mógł też zawrócić. Od frontu nadjeżdżał samochód, a z chodnika dobiegały go biegnące kroki, najpewniej należące do funkcjonariuszy, którzy już przeczesywali teren.
Uświadomił sobie, że od znalezienia go dzieliły raptem sekundy. Zareagował więc impulsywnie. Wypuścił Charly i szybko sięgnął za plecy, aby sciąnąć z nich tube z dziełem sztuki. Potem pośpiesznie wrzucił ją do stojącego obok śmietnika, a gdy zarejestrował ruch kobiety, natychmiast nerwowo przyciągnął ją z powrotem do siebie. W tym samym momencie uniósł maskę, odsłaniając usta i zanim zdążyła zareagować, przycisnął ją do ściany i zamknął jej wargi własnymi.
Nie był delikatny. Chciał za wszelką cenę zmyć z siebie ewentualne podejrzenia i upewnić się, że Charly nie będzie skłonna się odezwać. W tym celu wepchnął jej język do buzi, wzmagając wznoszące się pomiędzy nimi napięcie. Drugą dłonią zasłonił jej oczy, dzięki czemu na dobre odciął widok swojej twarzy, aby w przyszłości nie miała możliwości go rozpoznać.
Postanowił do cna wykorzystać jej obecność, dlatego chwyciwszy kobietę za pośladki, usadowił ją na metalowym koszu, w którym wcześniej ukrył tubę. Nie było w tym romantyzmu, ale jakimś cudem poczuł intensywny gorąc.
Adrenalina uderzyła mu do głowy z podwójną siłą.
Zaraz zmienił ulożenie rąk. Teraz jedną dłonią trzymał jej kark, aby przypadkiem się nie odsunęła, a drugą ściskał udo, kierując się palcami w stronę najbardziej newralgicznego miejsca.


Charly Hayes
21 y/o
Welkom in Canada
174 cm
workin' nine to five Szukam
Awatar użytkownika
Don’t mistake my silence for weakness
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjiTrzecioosobowy
czas narracjiPrzeszły
postać
autor

Charly z własnej, nieprzymuszonej woli na pewno nie chciała należeć do grona owych kobiet, którym Zayn złamał serce, chociaż jej także zostało ono strzaskane, tylko w zupełnie inny sposób. Zdrowy rozsądek podpowiadał, że nie powinny dziwić jej ani ten chłód, ani brak skruchy, ani nawet dobitne dokończenie dzieła w postaci bezmyślnego zmiażdżenia resztek aparatu. A jednak nie potrafiła uwierzyć, że ktoś mógł być aż tak okrutny. Nawet jej stryj, który po śmierci rodziców odebrał jej niemal wszystko — dom, majątek i większość pamiątek — zostawił jej ten jeden aparat. Być może nie z dobroci serca, a jedynie dlatego, że nie przedstawiał dla niego większej wartości. Dla Charly był jednak bezcenny.
Najgorsze było jednak nie to, że zniszczył aparat. Najgorsza okazała się świadomość, że naprawdę istnieli ludzie tacy jak on. Charly przez całe życie uparcie wierzyła, że nawet pod najtwardszą skorupą można odnaleźć choć odrobinę dobra. Może była naiwna. Może wychowała się w świecie, który zbyt długo chronił ją przed prawdziwym okrucieństwem. Nawet po śmierci rodziców, po utracie rodzinnego domu i zdradzie własnego stryja wciąż kurczowo trzymała się przekonania, że ludzie z natury nie są źli. Że czasem podejmują fatalne decyzje, krzywdzą innych, ale gdzieś głęboko pozostają ludźmi. Zayn odbierał jej tę wiarę z każdą kolejną sekundą. Patrząc w jego oczy, nie potrafiła dostrzec ani odrobiny zawahania, skruchy czy współczucia. Zupełnie jakby empatia była uczuciem, którego nigdy nie zdążył poznać.
Słowo histeryzujesz uderzyło ją mocniej niż wszystkie poprzednie wydarzenia. Poczuła, jak coś boleśnie ściska ją w gardle. Nie zamierzała jednak dać mu satysfakcji i ponownie się rozpłakać. Zacisnęła szczękę, usiłując utrzymać resztki godności, choć dłonie wciąż drżały ze złości i bezsilności. Jeszcze nigdy nie czuła się tak bardzo niezrozumiana. Dźwięk policyjnych syren rozbrzmiał gdzieś niedaleko i przez krótką, niemal niezauważalną chwilę w jej głowie zapłonęła nadzieja. Wystarczyłoby krzyknąć. Jedno słowo. Jeden głośniejszy oddech. Być może wszystko skończyłoby się właśnie tutaj. Bo ona także nie planowała, by ten wieczór skończył się w taki sposób. Miała zrobić tylko kilka zdjęć, wrócić do domu i pewnie jeszcze przed snem przejrzeć je na ekranie aparatu, wybierając te najlepsze. Miał to być jeden z tych zwyczajnych wieczorów, które z czasem zamieniają się w miłe wspomnienia. Zamiast tego stała przyciśnięta do zimnego muru przez zamaskowanego mężczyznę, z rozbitym aparatem u stóp i sercem bijącym tak mocno, jakby za chwilę miało wyrwać się z piersi.
Wraz z dźwiękiem syren oraz odgłosem pospiesznych kroków zachowanie mężczyzny uległo zmianie, a chłód jego spojrzenia ustąpił miejsca czemuś, czego Charly wcześniej w nim nie dostrzegła. Nie był to gniew ani irytacja. Był to strach. Doskonale widziała, jak nerwowo rozgląda się po zaułku, jak coraz szybciej oddycha i gorączkowo szuka rozwiązania. Jeszcze przed chwilą wydawał się człowiekiem całkowicie panującym nad sytuacją. Teraz po raz pierwszy wyglądał tak, jakby grunt usuwał mu się spod nóg. Nie rozumiała jego kolejnych ruchów. Dopiero kiedy gwałtownie zdjął z pleców tubę i bez chwili zawahania wrzucił ją do pobliskiego kontenera, zmarszczyła brwi. Przez głowę przemknęła jej absurdalna myśl, że właśnie pozbywał się czegoś, dla czego zaryzykował cały ten napad. Nie zdążyła jednak zapytać ani nawet zrobić kroku w stronę śmietnika. Szarpnięcie było tak nagłe, że straciła równowagę. Wpadła prosto na jego klatkę piersiową, a chwilę później zamarła, gdy zobaczyła, jak podciąga maskę. Przez ułamek sekundy zdążyła dostrzec fragment jego twarzy i rozchylone wargi. Nie rozumiała, co zamierzał. Wszystko wydarzyło się zbyt szybko. Poczuła jedynie jego dłoń zaciskającą się na jej talii i chwilę później ciepło jego ust, które odebrało jej zdolność myślenia.
Zdecydowanie nie był delikatny. Pocałunek, którym ją obdarzył, nie miał w sobie ani odrobiny czułości. Był gwałtowny, zachłanny i całkowicie podporządkowany sytuacji, w której oboje się znaleźli. Charly przez pierwszą sekundę całkowicie zesztywniała. Wszystkie mięśnie odmówiły jej posłuszeństwa, a umysł nie nadążał za wydarzeniami rozgrywającymi się zaledwie kilka centymetrów od jej twarzy. Dopiero kiedy poczuła jego dłoń przesuwającą się na kark, instynktownie zacisnęła palce na materiale jego kurtki. Chciała go odepchnąć. Naprawdę chciała. Jednak każda kolejna sekunda odbierała jej zdolność racjonalnego myślenia. Serce waliło tak mocno, że zagłuszało nawet policyjne syreny odbijające się echem od ścian budynków. Najbardziej nienawidziła jednak własnego ciała. Rozsądek krzyczał, by się wyrwała, uderzyła go, zrobiła cokolwiek. Tymczasem organizm reagował zupełnie inaczej. Każdy jego oddech muskający skórę, ciepło bijące od napiętego ciała i intensywny zapach drogich perfum zmieszanych z chłodną wonią nocy budziły wspomnienie tamtej pierwszej, równie absurdalnej bliskości. Wspomnienie, które od tygodni usiłowała zepchnąć na samo dno świadomości.
I właśnie wtedy wydarzyło się coś, czego nie potrafiła sobie wybaczyć. To nie był świadomy wybór. Raczej krótka chwila, w której emocje okazały się silniejsze od rozsądku. Jej napięte wargi na moment przestały stawiać opór. Odpowiedziała na pocałunek ledwie przez ułamek sekundy — odruchowo, bez zastanowienia, jakby ciało zapomniało o wszystkim, co wydarzyło się wcześniej. Dopiero gdy dotarło do niej, co właśnie zrobiła, poczuła przeszywający wstyd. Jak mogła? Przecież to był człowiek, który kilka minut wcześniej zniszczył jedyną pamiątkę po rodzicach.
Otworzyła szerzej oczy, gdy jego dłoń całkowicie przesłoniła jej wzrok. Została odcięta od świateł, policyjnych kogutów i całego świata. Pozostał jedynie on. Jego przyspieszony oddech. Napięcie wyczuwalne w każdym ruchu i drżące mięśnie zdradzające, że pod maską opanowania sam balansował na granicy paniki. I właśnie wtedy Charly zrozumiała coś, czego wcale nie chciała rozumieć. Nie bała się wyłącznie jego. Bała się również tego, że pomimo całej złości, pomimo rozbitego aparatu, łez i nienawiści, jaka powinna w niej narastać, gdzieś głęboko pod tym wszystkim wciąż tliło się przeklęte przyciąganie, którego nie potrafiła ani nazwać, ani zniszczyć.



Zayn Fontana
wanilia
27 y/o
For good luck!
195 cm
workin' nine to five what a way to make a livin'
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona, jej
typ narracji3os, l.pojedyńcza
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Nie chciał tego. Naprawdę.
Naprawdę nie zamierzał wymuszać pocałunku na zupełnie obcej, przypadkowo spotkanej kobiecie ani przyciskać jej do śmietnika w tej obskurnej uliczce. Okoliczności jednak zmusiły go do tak desperackiego kroku. Znalazł się w potrzasku, tak beznadziejnym że w przypływie paniki uznał ten rodzaj czułości za jedyny sposób, aby jeszcze tej nocy wrócić do ciepłego domu, do córki i kolejnej porcji skradzionego majątku.
Charly nie mogła znać jego motywów, chociaż być może domyśliła się, że ten nagły, przedłużający się pocałunek był aktem paniki. Wyłączną ostatecznością, w której strach mieszał się z rozpaczliwą potrzebą egoistycznego ratunku. Syreny rozbrzmiewały coraz głośniej, a Zayn nie przerywał. Całował ją z rosnącą intensywnością, bo wiedział, że od odegrania tej sceny zależało tak naprawde wszystko.
Nie słyszał jednak gwałtownego bicia serca Charly. Słyszał tylko własny puls, który kotłował się mu w głowie izagłuszał resztki rozsądku. Mieszał się on z dziwnym, zupełnie nieadekwatnym pragnieniem bliskości kobiecego ciała. Zdążył już przecież zauważyć, że nieznajoma była atrakcyjna. Była okładnie w jego typie: ładna i urocza, o nagannym, drapieżnym temperamencie, który w innych okolicznościach mógłby wytestować na wiele sposobów.
Kiedy więc zacisnęła dłonie na materiale jego kurtki, dając mu niespodziewany sygnał, że w jakiś popaprany sposób również zatraciła się w tej niewłaściwej chwili, rozluźnił ramiona. Przesunął dłoń z jej karku na plecy. Ułożył na nich ostrożnie palce, po czyzm zdecydowanie poczuł, że odwzajemniła pocałunek. Wtedy przechylił głowę i pocałował ją raz jeszcze z trudną do opamiętania intensywnością. Dopiero wtedy uniósł rękę i zasłonił Charly oczy.
Całował ją nieprzerwanie aż do chwili, gdy w alejce pojawili się policjanci. Padły na nich snopy latarek, więc mimowolnie, bardzo powoli zakończył pocałunek. Potem nerwowo przyciągnął Charly z powrotem, obejmując dłonią kark. Tyn gestem wtulił jej twarz we własną klatkę piersiową, aby w dalszym ciągu nie mogła dostrzec jego rysów. Drugą rękę uniósł, aby osłonić ich przed natrętnym światłem latarek.
O co chodzi? — zapytał, gdy dostrzegł przed sobą trzech rosłych policjantów, którzy przyglądali im się z nieodgadnionym wyrazem twarzy. Zaraz opuścili latarki, a jeden z nich zabrał głos:
Widzieliście w okolicy kogoś podejrzanego?
Nie. Cały czas byliśmy tutaj.
Funkcjonariusze wymienili między sobą krótkie spojrzeniapo czym zgodnie skinęli głowami i ruszyli dalej wgłąb głownej ulicy. Chwilę później minęły ich cztery radiowozy. Jednak syreny stopniowo cichły, aż w końcu zamilkły całkowicie, bo najpewniej zatrzymały się przy muzeum. Dopiero wtedy Zayn pozwolił sobie na głębszy oddech. Wciąż jednak mocno przytrzymywał Charly przy swojej piersi. Korzystając z chwili, dyskretnie poprawił maskę, ponownie zasłaniając nią dolną część twarzy.

Charly Hayes
21 y/o
Welkom in Canada
174 cm
workin' nine to five Szukam
Awatar użytkownika
Don’t mistake my silence for weakness
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjiTrzecioosobowy
czas narracjiPrzeszły
postać
autor

W swoim dość krótkim życiu Charly doświadczyła wielu absurdalnych sytuacji, których najczęściej prowodyrem była ona sama, zbyt mocno skupiając się na emocjach, którym zwykle ulegała zamiast słuchać głosu zdrowego rozsądku. Ten traktowała jak ciche tło, pojawiające się zazwyczaj wtedy, gdy było już za późno na zmianę decyzji. Nigdy jednak nie znalazła się w sytuacji równie niedorzecznej jak ta. Jeszcze kilkanaście minut temu nienawidziła go za wszystko, co jej odebrał. Teraz stała przyciśnięta do jego ciała, a granica między strachem, gniewem i czymś znacznie trudniejszym do nazwania zaczynała niebezpiecznie się zacierać.
Ona także tego nie chciała. Naprawdę.
Nie zamierzała odwzajemniać pocałunku. Wszystko w niej buntowało się przeciwko temu mężczyźnie. Przeciwko jego bezwzględności, chłodowi i temu, jak łatwo odebrał jej coś, co miało dla niej wartość większą niż jakikolwiek obraz ukryty teraz w pobliskim śmietniku. A jednak, kiedy jego usta nie odsuwały się ani na moment, gdy oddech mieszał się z jej własnym, a wokół rozbrzmiewały policyjne syreny, organizm przestał słuchać rozumu.
To nie była świadoma decyzja. Jej odpowiedź na ten prosty gest stanowiła zwykły odruch człowieka wrzuconego w sam środek chaosu. Przez krótką, ledwie zauważalną chwilę odpowiedziała na pocałunek. Bardziej z zagubienia niż z pragnienia. Bardziej dlatego, że świat wokół przestał istnieć, niż dlatego, że naprawdę tego chciała. Kiedy poczuła jego dłoń przesuwającą się po plecach, a pocałunek stał się jeszcze głębszy, dotarło do niej, co właśnie zrobiła. Wstyd uderzył ją niemal równie mocno jak wcześniejszy ból po stracie aparatu. Zacisnęła palce na materiale jego kurtki, bardziej próbując odzyskać równowagę niż zatrzymać go przy sobie. W głowie miała tylko jedną myśl — to nie powinno było się wydarzyć.
Światła latarek przecięły mrok zaułka i dopiero wtedy zrozumiała, dlaczego to zrobił. Nie chodziło o nią. Nigdy nie chodziło. Była jedynie przypadkowym elementem planu ratunkowego człowieka, który za wszelką cenę próbował uniknąć złapania. Ta świadomość powinna przynieść ulgę. Zamiast niej pozostawiła jedynie dziwny ciężar rozlewający się gdzieś pod mostkiem.
Wtulona twarzą w jego klatkę piersiową słyszała przyspieszone bicie serca. Nie tylko własnego. Jego również. I właśnie ono okazało się najbardziej niepokojące. Przez cały ten wieczór wydawał się kimś pozbawionym emocji, chłodnym, niemal nieludzkim. Tymczasem teraz jego serce biło dokładnie tak samo niespokojnie jak jej. Przez materiał koszuli wyczuwała ciepło jego ciała i znajomy zapach drogich perfum, który już raz zdążył zapisać się w jej pamięci. Zacisnęła powieki. Chciała zniknąć. Chciała, żeby ten wieczór nigdy się nie wydarzył. A jednocześnie coraz bardziej przerażało ją to, że mimo całego bólu nie potrafiła całkowicie wymazać z pamięci sposobu, w jaki ją pocałował.
Funkcjonariusze odeszli, a syreny zaczęły cichnąć w oddali, wówczas Charly uświadomiła sobie, że nadal znajduje się w jego ramionach. Powinna go odepchnąć. Uderzyć. Wykrzyczeć wszystko, co od kilku minut dławiło ją od środka. Zamiast tego przez krótką chwilę siedziała nieruchomo, próbując uspokoić oddech i nienawidząc samej siebie za to, że ten jeden, absurdalny pocałunek pozostawił po sobie znacznie większy chaos, niż byłaby gotowa kiedykolwiek przyznać.
Dopiero po kilku sekundach uniosła drżące dłonie i stanowczym ruchem odepchnęła go od siebie. Nie na tyle mocno, by zrobił choć krok do tyłu, ale wystarczająco, by między nimi znowu pojawiło się kilka cennych centymetrów dystansu. Wpatrywała się w niego szeroko otwartymi oczami, próbując dostrzec cokolwiek pod maską skrywającą większą część twarzy. Bezskutecznie.
— Kim… ty właściwie jesteś? — zapytała cicho. Nie było w tym pytaniu złości. Było jedynie szczere zagubienie. Bo człowiek, który przed chwilą z zimną krwią zniszczył ostatnią pamiątkę po jej rodzicach, jeszcze chwilę później całował ją tak, jakby od tego zależało jego życie. A Charly coraz mniej rozumiała, który z tych dwóch obrazów był prawdziwy. Jej wzrok mimowolnie powędrował w stronę kontenera, do którego kilka chwil wcześniej wrzucił tubę. Przypomniała sobie ten jeden, gwałtowny ruch. Zrobił to bez chwili zawahania. Zaryzykował cały napad, a potem równie łatwo pozbył się łupu. Zmarszczyła brwi.— Co tam jest? — zapytała nagle, nie spuszczając z niego wzroku.


Zayn Fontana
wanilia
27 y/o
For good luck!
195 cm
workin' nine to five what a way to make a livin'
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona, jej
typ narracji3os, l.pojedyńcza
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Zayn wcale nie był zdziwiony, że go odepchnęła. Właściwie sam zamierzał się odsunąć, ale najwyraźniej jej refleks okazał się szybszy. Mimowolnie uniósł dłonie w pokojowym geście, choć wszystko, co wydarzyło się do tej pory, miało niewiele wspólnego z pokojowymi zamiarami, po czym zrobił jeszcze jeden krok do tyłu.
Sytuacja została opanowana, więc mógł wreszcie wrócić do swojej bezpiecznej i niebywale spokojnej rezydencji, która była daleko od policji i pyskatych małolat.
Bandytą — odpowiedział żartobliwie, po czym się zaśmiał. Bo co właściwie miał powiedzieć? Chyba nie liczyła na to, że zdradzi swoje prawdziwe dane komuś, kto domyślił się, że uciekął przed funkcjonariuszami i wykorzystał obecność przypadkowego świadka, aby zmyć z siebie podejrzenia. Ba, nie zamierzał się z tym kryć ani tym bardziej przepraszać. Mimo tego doskonale wiedział, jak mocno Charly bardzo była rozjuszona i poruszona całym zajściem.
Słysząc kolejne pytanie od razu zerknął w stronę śmietnika. Zaraz po tym prychnął kpiąco. Charly zadawała zaskakująco odważne, a przy tym wyjątkowo trafne pytania. Musiał w duchu to przyznać, dlatego tym razem postanowił szczerze odpowiedzieć. Jednak zanim się odezwał, pochylił się i sprawnie wyciągnął z buta sznurówkę, przez co jego obuwie od razu zaczęło niewygodnie przywierać się stopy. Następnie ponownie skrócił dzielący z kobietą dystans, po czym szarpnął Charly za nadgarstki.
Jeżeli się poruszysz, roztrzaskam cię o beton tak samo jak ten aparat — zagroził z zadziwiającą lekkością, jednocześnie sprawnie zawiązując supeł na jej dłoniach. Potem ponownie gwałtownie szarpnąl ją w stronę największego, ciężkiego oraz metalowego kubła i przewlókł sznurówkę przez jego ramę. Dzięki temu unieruchomił Charly na tyle, że nie mogła uciec.
To — zaczął i podszedł do śmietnika, w którym ukrył obraz — jest dzieło Rubensa. — Wyciągnął i przerzucił tubę przez plecy, a jednocześnie uśmiechnął się pod nosem. — Cześć. — I uciekł.

Koniec.



Charly Hayes
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ Po Kanadzie”