ODPOWIEDZ
26 y/o
For good luck!
152 cm
dziennikarka CBC Toronto
Awatar użytkownika
so baby, let's get messy, let's get all the way undone
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiżeńskie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjigłównie przeszły
postać
autor

#1
To się nie trzymało kupy.
A jednak pędziła przez wyjątkowo pustą ulicę gdzieś w dzielnicy Guildwood, do której wcale nie było jej po drodze.
Praca mogła poczekać.
Potencjalnie martwy ojciec też mógł już poczekać

„Dzień dobry, z tej strony White Lily Funeral Services, przygotowujemy pani ojca do ceremonii i chcielibyśmy doprecyzować-…”.
Zanim zdążyła zaprzeczyć, powiedzieć, że jej ojciec ma się dobrze i to chyba jakaś kuriozalna pomyłka, połączenie się zerwało. Mogła to olać, uznać za żart – tak zrobiłby każdy, prawda? Mieli przecież na to wszystko jakieś procedury, a gdyby faktycznie coś się stało, już dawno by o tym wiedziała. Media by huczały: George Pierce nie żyje! George Pierce ofiarą makabrycznego wypadku! Strzelanina w parlamencie!
Przeszedł ją nagły dreszcz. I mimo, że wciąż nie trzymało się to kupy, wybrała numer do ojca. Pierwsze połączenie – poczta głosowa. Drugie połączenie – poczta głosowa. Trzecie połączenie…
Spróbowała zadzwonić do matki. To samo.
Brat nigdy nie odbierał, do niego nawet się nie dobijała.
Po kilku wysłanych sms-ach (również bez odpowiedzi), zadzwoniła pod numer zakładu pogrzebowego.
Cisza.
Kurwa no! — syknęła pod nosem, momentalnie zawracając samochód.

Wysiadając z auta pod zakładem sama do końca nie wiedziała, czy ta dziwna sytuacja bardziej ją zestresowała, czy może jednak wkurwiła. Złapała za kubek z kupioną w centrum kawą i ruszyła do drzwi; kurczowo trzymając go w dłoni, jakby dzięki temu miała uspokoić nerwy.
Weszła do środka jak burza, od razu kierując się do recepcji.
Dzwoniliście do mnie, że macie tu ciało mojego ojca — wypaliła, opierając się o blat.
Po wcześniejszym uśmiechu recepcjonistki nie zostało ani śladu.
— Dzień dobry, dobrze, poproszę o-…
To niemożliwe, żeby to było ciało mojego ojca. Nie-moż-li-we. — Nie dała jej dokończyć. Przechyliła głowę na bok, ciskając w kobietę roziskrzonym spojrzeniem. — Więc gdzie jest to ciało i kto do mnie dzwonił? Pani? — ciągnęła.
— Ależ proszę pani, proszę o zachowanie spokoju, najpier-…
Spokoju?! Tak to się u was załatwia, dzwoniąc do przypadkowych ludzi, że macie ciała ich bliskich?! — uniosła się. — Kto-do mnie-dzwonił?!
Z impetem postawiła kubek na ladę, a recepcjonistka otworzyła usta, nie wiedząc co powiedzieć. Z bocznego pomieszczenia ktoś wyszedł – na widok drobnej postaci kobieta za biurkiem odetchnęła z ulgą.
— Ruelle… dzień dobry… możesz tu na chwilkę podejść? Bo chyba mamy… mały… problem.
O-o-o, wcale nie taki mały. — Ruby nie dawała za wygraną.
Przeniosła wzrok na ciemnowłosą dziewczynę, splatając ręce na piersi.

Ruelle I. Prescott
Ostatnio zmieniony pt maja 22, 2026 3:39 pm przez Ruby Pierce, łącznie zmieniany 1 raz.
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
she
nie lubię postów tworzonych przez AI; jednostronnej inicjatywy; brania wszystkiego zbyt personalnie i nieodróżniania postaci od gracza
24 y/o
Prepare for the cold
160 cm
tanatopraktorka white lily funeral services
Awatar użytkownika
Cantas canciones de amor
Pero eso no me place
Busco algo más profundo
Quiero un buen viaje
Olvida las flores
Rompe mi vestido
Hazme sentir el placer
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

To był jeden z tych typowych dni, gdy po zajęciach na uczelni zjawiała się w zakładzie pogrzebowym, aby zająć się jednym z nieboszczyków, który miał być wkrótce puszczony do dołu wykopanego na pobliskim cmentarzu. W zasadzie nic nie odbiegało zanadto od normy, a Ruelle w typowy dla siebie sposób krzątała się po chłodni.
Przyglądała się uważnie otrzymanemu od balsamisty denatowi, którego należało przygotować do ostatniej podróży. W tle z bezprzewodowego głośnika właśnie leciało Queen of the Infernal Pantheon zespołu Deathless Legacy, które nastawiało ją wyjątkowo pozytywnie do pracy. Właśnie ze swoją ukochaną metalową playlistą czuła się jakby była w stanie dokonać prawdziwych cudów w dziedzinie estetyki funeralnej i zostać prawdziwą Królową Umarłych lub kimś podobnym.
W zasadzie określenie w tle nie było do końca trafne skoro dźwięk odbijał się donośnie od ścian i zapewne słyszalny był także w innych pomieszczeniach zakładu w większym lub mniejszym natężeniu. Póki jednak nikt jej nie upominał to nie myślała o tym, aby ściszyć muzykę, przy której pracowało jej się o wiele lepiej niż w całkowitej ciszy.
Na podorędziu miała całą gamę różnorodnych kosmetyków, które miała zastosować do tego, aby wyrównać koloryt skóry nieboszczyka i nadać mu nieco bardziej żywy wygląd. Zależało jej na tym, aby mężczyzna wyglądał na takiego, który po prostu zasnął spokojnie w wyłożonej atłasem drewnianej skrzyni. Musiała jednak odpowiednio dobrać je do jego karnacji i zadbać o to, aby nie przesadzić i nie uzyskać efektu figury woskowej. Robiła to już jednak dostatecznie wiele razy, aby jakoś sobie poradzić z wyzwaniem, które się przed nią znajdowało. Zwłaszcza, że te zwłoki były obdarzone całkiem dobrą cerą.
Twarz zaczynała z każdym pociągnięciem pędzla wyglądać coraz lepiej. W międzyczasie do kostnicy zajrzała jeszcze jej koleżanka pracująca na froncie, z którą Prescott zamieniła kilka słów. Chciała się upewnić czy kobieta zadzwoniła do najbliższych zmarłego, aby dopytać o szczegóły jego prezencji w czasie pogrzebu. Pamiętała, że było jakieś drobne zamieszanie związane z ubiorem czy akcesoriami, które miały być dobrane do trumny. Chciała mieć pewność, co do tego na co się zdecydowała w końcu rodzina, bo dwie córki denata wydawały się mieć rozbieżne poglądy w kwestii tego, co powinien mieć on na sobie. Dlatego wolała się upewnić czy doszły nareszcie do porozumienia.
Nie przypuszczała nawet, że właśnie z tego wynikną największe możliwe kłopoty. Słyszała jedynie w tle jak ktoś wpadł do zakładu i zaczął niezwykle ożywioną rozmowę. Dopiero po jakimś czasie przez dźwięki Behemotha i Blow your trumpets, Gabriel usłyszała swoje imię wołane przez recepcjonistkę.
Przeszła na przód zakładu i obrzuciła spojrzeniem pewną blondynkę, która znajdowała się przy ladzie. Od razu zmroziło ją, momentalnie przypomniało jej się spotkanie z niejaką Juno Halley, która pragnęła pogrzebać martwego szczura i skorzystać z ich usług. W dodatku oferowała jedynie sumę wyglądającą jak smutne kieszonkowe dzieciaka z podstawówki w ramach zapłaty za profesjonalny obrządek. Blondynki w zakładzie pogrzebowym źle jej się kojarzyły.
- Jaki problem, Lucille? - zapytała spokojnie po czym spojrzała na interesantkę, starając się ocenić jak wielkie zniszczenia w jej psychice spowoduje.

Ruby Pierce
Ari
Nie lubię narzucania mojej postaci reakcji i zachowania oraz dopisywania do jej rzeczy czy sterowania nią w jakikolwiek sposób bez konsultacji.
26 y/o
For good luck!
152 cm
dziennikarka CBC Toronto
Awatar użytkownika
so baby, let's get messy, let's get all the way undone
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiżeńskie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjigłównie przeszły
postać
autor

„Jaki problem, Lucille?”.
Lucille spojrzała niepewnie w stronę Ruby, która z miną wściekłej kury obserwowała Ruelle. Emanował od niej stoicki spokój. I chłód – przerażający wręcz, jakby stojąca naprzeciwko dziewczyna sama była żywym trupem. Pierce wyglądała natomiast jak gdyby jedno słowo dzieliło ją od kolejnego wybuchu. Twarz blondynki oblała się rumieńcem.
— Ta pani twierdz-… do pani ktoś dzwonił, że znajduje się u nas ciało jej ojca. — Sekretarka uniosła pytająco brew.
ciało jej ojca…
Ruby wzdrygnęła się na samą myśl, że za kilka chwil miałaby ujrzeć ciało swojego taty, choć rozsądek wciąż sugerował, że cała ta sytuacja była totalnie niedorzeczna.
Uniosła wyżej podbródek i złapała za kubek z kawą, którym wcześniej walnęła o blat.
To ty do mnie dzwoniłaś? — zwróciła się do Ruelle, pomijając zbędne „per pani”. — Chcę zobaczyć to ciało, które na pewno nie jest ciałem mojego ojca.
Upiła łyk kawy.
Nie przemyślała tego. Kiedy ostatnio widziała trupa? No nigdy. W całym swoim życiu nie była jeszcze na ż a d n y m pogrzebie. Rodzina była zdrowa, dziadkowie trzymali się znakomicie, a znajomi nie żyli według zasady „live fast, die young”.
Wiedziała, że najprostszym sposobem na przekonanie się, że to pomyłka, było podanie personaliów szanownego George’a Pierce’a, ale jako córka tak znanego i wpływowego polityka wiedziała też, że równie dobrze mogłaby sobie tym strzelić w kolano. Jeszcze tego jej brakowało, żeby w samo południe portale plotkarskie zalały wpisy z absurdalnym fake newsem: „Trupia afera George’a Pierce’a!”.
Ojciec by ją zabił.
No więc? — ponagliła, przestępując z nogi na nogę.
Jakoś z każdą kolejną minutą zaczynała tracić tę brawurową pewność siebie, z którą wparowała do zakładu.
Kolejny łyk kawy.
Nie zdawała sobie sprawy, że za paręnaście minut jej ulubione cappuccino już nigdy nie będzie smakowało tak samo.

Ruelle I. Prescott
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
she
nie lubię postów tworzonych przez AI; jednostronnej inicjatywy; brania wszystkiego zbyt personalnie i nieodróżniania postaci od gracza
24 y/o
Prepare for the cold
160 cm
tanatopraktorka white lily funeral services
Awatar użytkownika
Cantas canciones de amor
Pero eso no me place
Busco algo más profundo
Quiero un buen viaje
Olvida las flores
Rompe mi vestido
Hazme sentir el placer
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Przez jakiś czas Ruelle przyglądała się swojej koleżance z pracy nim przeniosła w końcu spojrzenie na wpatrującą się w nią rzekomą klientkę. Czemu to właśnie białe blondynki musiały jej sprawiać najwięcej problemów? Nagle zatęskniła za Juno, bo przynajmniej ona nie wpatrywała się w nią jakby chciała ją zamordować i poćwiartować, a raczej jakby miała ją zadusić na śmierć w przypływie miłości i wdzięczności za to, że poza godzinami pracy zgodziła się odprawić pogrzeb dla przejechanego szczura.
- Skoro ktoś dzwonił to pewnie tak jest - podsumowała krótko, wzruszając ramionami.
Nie wiedziała, co ma jeszcze powiedzieć. Kojarzyła, że zleciła wykonanie podobnego telefonu, którym zajęła się Lucille, ale nie zamierzała jej teraz wpychać na minę. Najwyraźniej jej malowany nieboszczyk mógł mieć jeszcze jedną córkę... Ale czy aby na pewno? Pamiętała, że jedna z nich  też miała jasne włosy, a Prescott niezbyt wielką wagę przywiązywała do zapamiętywania twarzy.
- Nie ja jeśli cię to ciekawi... Poza tym naprawdę myślisz, że mogę wpuszczać byle kogo do swojej pracowni? - zapytała spokojnie, krzyżując ramiona na piersiach i opierając się o pobliską ścianę, aby przyjrzeć się uważnie niezapowiedzianej gościni.
Przez jeszcze jakiś czas lustrowała zimnym niczym chłodnia spojrzeniem ciemnych oczu stojącą przed nią blondynkę. Wyglądała na zdeterminowaną. Podobało jej się to. Wiedziała dobrze, że nie powinna jej tak po prostu wpuszczać na zaplecze, ale wiedziała, że Lucille na nią nie nakabluje, a poza tym ciekawiła ją reakcja dziewczyny na to, co miała przed sobą zobaczyć.
- Zostaw tę lurę z Lucy, żeby mi kostnica nie zaśmierdła i możesz iść ze mną - powiedziała w końcu, wykonując bliżej nieokreślony ruch głową w kierunku kubka z kawą, którego nawet nie chciała widzieć w obrębie swojego stanowiska pracy.
To na pewno będzie ciekawe popołudnie. Była naprawdę ciekawa tego, co takiego powie awanturująca się rzekoma klientka, gdy tylko dojrzy denata na stole. Może też dołożyłaby swoje trzy grosze w kwestii dobrania dla niego odpowiednich akcesoriów do trumny tak, aby dobrze wyglądał na pożegnaniu z rodziną.

Ruby Pierce
Ari
Nie lubię narzucania mojej postaci reakcji i zachowania oraz dopisywania do jej rzeczy czy sterowania nią w jakikolwiek sposób bez konsultacji.
26 y/o
For good luck!
152 cm
dziennikarka CBC Toronto
Awatar użytkownika
so baby, let's get messy, let's get all the way undone
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiżeńskie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjigłównie przeszły
postać
autor

Ruby zmrużyła oczy, wciąż wpatrując się w ciemnowłosą dziewczynę, choć jej kamienna twarz działała na nią tak, że z trudem powstrzymywała się od odwrócenia wzroku.
To nie jest lura. — Uniosła kubek odrobinę wyżej, jakby zamierzała bronić honoru swojego cappuccino. Po chwili ciężko westchnęła. — Ale dobra.
Postawiła kubek na biurku.
Jeśli okaże się, że to jednak jakaś głupia pomyłka, liczę przynajmniej na przeprosiny.
Starała się zachowywać, jakby wcale nie traciła pewności siebie. A to też było dosyć… trudne… w takim miejscu.
Poprawiła pasek torebki i ruszyła za Ruelle.
Każdy kolejny krok odbijał się głuchym echem od ścian. Było tam aż przerażająco spokojnie, a im dalej od recepcji, tym chłodniejsze stawało się powietrze. A może tylko jej się wydawało? Ruby skrzyżowała ramiona na piersi, bardziej z odruchu niż z zimna.
Muszę przyznać, że robicie niezłą atmosferę — rzuciła już lżejszym tonem, próbując rozładować napięcie. Chyba bardziej dla siebie.
Ruelle wydawała się nie tylko chłodna, ale i milcząca. Porównanie jej do żywego trupa było doprawdy trafne, przynajmniej w oczach zdezorientowanej blondynki. Na końcu języka miała też, że przypomina jej postać z rodziny Addamsów, ale w porę się ugryzła. Nawet nie w przenośni.
Co ja tu, kurwa, robię…
Ruby przewróciła oczami, mocniej zaciskając palce na ramionach. Jej żołądek ścisnął się nieprzyjemnie, a myśl o tym, że za chwilę zobaczy pierwszego trupa w swoim życiu, przestała wydawać się abstrakcyjna. Jeszcze kilka minut temu chyba nie docierało do niej, co naprawdę ją czeka.
Kiedy Ruelle zatrzymała się przed chłodnią, Ruby odruchowo przełknęła ślinę.
No to… ten… otwieraj — powiedziała ciszej, niż zamierzała.
Chciała mieć to już za sobą. Ale w końcu – to był jej genialny pomysł, prawda?

Ruelle I. Prescott
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
she
nie lubię postów tworzonych przez AI; jednostronnej inicjatywy; brania wszystkiego zbyt personalnie i nieodróżniania postaci od gracza
24 y/o
Prepare for the cold
160 cm
tanatopraktorka white lily funeral services
Awatar użytkownika
Cantas canciones de amor
Pero eso no me place
Busco algo más profundo
Quiero un buen viaje
Olvida las flores
Rompe mi vestido
Hazme sentir el placer
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Tanatopraktorka wpatrywała się w nią jakby naprawdę obrona honoru kawy naprawdę nie robiła na niej najmniejszego wrażenia. W końcu tak było. Nie cierpiała kawy i niezależnie jak mocno blondynka miałaby się upierać przy swoim: dla niej było to z pewnością ogromne ohydztwo.
- Nieistotne. Po prostu zostaw szkaradztwo - powtórzyła, nie mając zamiaru wdawać się w jakąś rozległą dyskusję dotyczącą napoju dziewczyny.
Na żądanie przeprosin w przypadku pomyłki, Ruelle zareagowała z podobną obojętnością jak wcześniej. Dodatkowo podkreśliła ją jeszcze wyjątkowo wymownym wzruszeniem ramion. Nie przypuszczała, żeby faktycznie była to jakaś pomyłka. Zresztą nawet jeśli to nie ona ją pomyliła, a ten kto zadzwonił do dziewczyny.
Prescott przywykła już do spacerowania tym korytarzem do tego stopnia, że na niej samej nie robił on już kompletnie żadnego wrażenia. Tak samo nie czuła już praktycznie w ogóle zwiększającego się powoli chłodu, gdy zbliżały się coraz bardziej do chłodni. Najzwyczajniej jej organizm nawykł już do tej drobnej i stopniowej zmiany.
- Ach, tak? Podoba ci się tu? - dopytała, bo jakoś nie sądziła, aby była to prawda, a raczej sposób na to, aby pozbyć się niezręcznej dla blondynki ciszy.
Jej nie przeszkadzało milczenie. Zresztą chodziło o to, aby teraz dokonały niepotrzebnej identyfikacji zwłok, które znajdowały się na jej stole i były w trakcie obróbki. Całe szczęście denat zaczynał nabierać kolorów i prezentował się lepiej niż jeszcze jakiś czas temu, gdy dopiero miał zostać poddany całemu procesowi.
Nie zamierzała udawać zadowolonej z tego, że musi się zajmować upartą blondynką. Jej zadanie polegało na przygotowaniu nieboszczyków do pogrzebu, a nie na tym, aby upewniać innych w tym czy ich bliscy faktycznie zmarli czy może znajdowali się gdzieś indziej. Co to w ogóle za sytuacja?
Stanąwszy przy drzwiach, obejrzała się jeszcze na nieznajomą, aby upewnić się czy na pewno była gotowa na widok, który miała tam zastać. Nie wydawało jej się, aby tak było. Może dzięki temu to wszystko będzie nieco zabawniejsze?
- Jak sobie życzysz, księżniczko - odpowiedziała i nacisnęła klamkę.
Powoli weszła do środka i wykonała zachęcający gest dłonią, aby w końcu nieznajoma także wkroczyła do jej pracowni, gdzie w centralnej części znajdował się zimny stół z równie zimnym trupem. Tuż przy nim znajdował się jeszcze niewielki przesuwany stolik, gdzie pozostawiła wszystkie swoje przyrządy oraz kosmetyki, z których korzystała w trakcie upiększania denata.
- No i co powiesz na to? - zapytała, lustrując uważnym spojrzeniem sylwetkę blondynki, aby móc wyłapać jakąkolwiek reakcję z jej strony.

Ruby Pierce
Ari
Nie lubię narzucania mojej postaci reakcji i zachowania oraz dopisywania do jej rzeczy czy sterowania nią w jakikolwiek sposób bez konsultacji.
ODPOWIEDZ

Wróć do „White Lily Funeral Services”