ODPOWIEDZ
42 y/o
For good luck!
168 cm
naprawia starocie w zaciszu swojego domu
Awatar użytkownika
Le gusta que la miren cuando ella baila sola.
Le gusta más la casa que no pasen las horas.
Le gusta Barcelona.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

004
W środku było duszno, a zapach perfum obcych ludzi mieszał się z alkoholem. Usiadła przy barze wygładzając materiał sukienki — nie była to żadna lniana kreacja wpasowująca się w krajobraz barcelońskiej plaży, ani też żadna bezkształtna rzecz, jakie to zakładała przez ostatnie lata. Miała na sobie odcień czerwieni, a na ustach pasującą szminkę. Nie bawiła się już w to co wypada, wybierając to co się jej podoba. Z wyciętymi plecami, z wcięciem w talii, z nutą elegancji.

The Painted Lady.

Ta nazwa wyryła się w jej pamięci na tyle, że w końcu musiała się tutaj pojawić. Nie szukała tutaj niczego prócz zaspokojenia ciekawości i ewentualnie jakiegoś przyzwoitego drinka. Kiedyś wyciągnęła zmięty papierek z kieszeni spodni Javiera, dowód zakupu z tego lokalu. Wtedy kiedy każda późna godzina jego powrotu, każdy zapach cudzych perfum i każda ucieczka w alkohol jeszcze ją rozwalała.
Wtedy, kiedy jeszcze płakała.
Dzisiaj nie czuła już tego bólu co kiedyś, gdy odkrywała, że wolał inne miejsce od jej ramion. Wybierał przypadkowe kobiety zamiast znajomego bicia serca. A teraz ona tutaj stała, zupełnie odmieniona. Już nie była ta zmęczoną kobietą, co od ponad dwudziestu lat zaspokajała potrzeby innych. Wreszcie zamierzała skupić się na sobie.
Jej myśli nie krążyły jedynie wokół niewierności męża, swoje też miała za uszami. Świeża sprawa, ale to niczego nie zmieniało, choć niewątpliwie łatwiej było swoje czyny tłumaczyć, gdy nie było się pierwszą osobą co zdradzieckie kroki poczyniła.
Donnie.
Samo wspomnienie sprawiało, że miała mętlik w głowie. Mógł być równie dobrze jej synem. Młody, bezczelny, patrzący na nią w sposób w jaki dawno nikt nie patrzył. Chłopak córki, to dopiero popierdolone. Pierwsza jej zdrada, przekroczenie granicy. Podobno pierwszych razy sę nie zapomina, więc wyrył się w jej pamięci na zawsze. Powinna czuć wyrzuty sumienia, powinna to przerwać.
Palcem przesunęła za uchem, po tatuażu ze współrzędnymi La Rambla, miejsca gdzie go poznała. Swojego męża.
Javier.
Kiedyś patrzył na nią jak na bóstwo. Był dla niej wszystkim. Pierwszym oddechem, pierwszym buntem, pierwszym mężczyzną, który sprawił, że czuła się najważniejsza. Wystarczyło jedno spojrzenie, by zrozumieli się bez słów, a teraz patrzyła na niego i nie rozpoznawała w nim tamtego mężczyzny. Zostawił tą cząstkę w pracy, a może tutaj. W The Painted Lady? Albo w innej Lady? Kto wie…
Maria już niczego nie wiedziała…
Zawiesiła spojrzenie na barmance, która czekała na jej zamówienie. — Negroni — poprosiła przez moment wodząc spojrzeniem za kobietą, która właśnie przyrządzała jej drinka, by chwilę później rozglądnąć się po lokalu.
vita holloway
Latina, Ave Maria
nudy
26 y/o
Indulge in local cuisine
173 cm
Barmanka, The Painted Lady
Awatar użytkownika
Come bite the apple and I'll coil 'round your heart.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Wieczorna zmiana dłużyła jej się niesamowicie. Ostatnio starała się brać jak najwięcej godzin, byle tylko nie zaprzątać sobie głowy swoim jeszcze mężem. Tym, że musiała zakończyć ten związek, bo najzwyczajniej w świecie nie dawała sobie rady z overthinkingiem i strachem, że prędzej czy później i tak wszystko spierdoli. Dobijała ją też świadomość, że nie znała go tak dobrze, jak jej się wydawało. Może nigdy nie znała. Może po prostu bardzo chciała wierzyć, że było inaczej?

Z drugiej strony pojawił się Aiden. Mężczyzna, który miał być tylko osobą, która skradła jej pocałunek tamtej feralnej nocy, gdy sama zamykała lokal. A teraz? Teraz umawiała się z nim na nic nieznaczące randki, na seks bez zobowiązań, na układ, który miał być wygodny i pozbawiony większego znaczenia. Problem polegał na tym, że coraz trudniej było jej wmawiać samej sobie, że faktycznie nic w tym nie było. Chciała do niego pisać. Chciała słyszeć jego głos. Chciała, żeby jej dotykał, żeby znowu patrzył na nią w ten konkretny sposób, przez który wszystkie jej rozsądne myśli robiły się podejrzanie ciche, niemal zawstydzające. To wszystko cholernie gmatwało ich układ, ale wiedziała, że nie mogła mu nic na ten temat powiedzieć. Nie dlatego, że nie miała odwagi. Po prostu nie chciała jeszcze tego kończyć.

Odwróciła się w stronę klientów siedzących przy barze i od razu jej uwagę przykuła elegancka kobieta o ciemniejszej, oliwkowej karnacji, głębokich, ciemnych oczach i falistych włosach, które opadały na ramiona z taką swobodą, że trudno było nie zawiesić na nich spojrzenia. Miała na sobie czerwoną sukienkę, które od razu rzucała się w oczy... Czerwonej szminki również nie dało się nie zauważyć. Tak samo spojrzeń mężczyzn, którzy niemal ślinili się na jej widok, nie próbując nawet robić tego dyskretnie.

Czyżby czekała na randkę?
Przemknęło jej przez myśl. Tylko że kobieta wcale nie wyglądała na podekscytowaną. Bardziej na zagubioną we własnych myślach, trochę nieobecną... Od razu przykuło to ciekawość Holloway, która uwielbiała dowiadywać się o ludziach nowych rzeczy. Z natury była ciekawska i nigdy szczególnie się z tym nie kryła. Postanowiła podejść trochę bliżej i sprawdzić, czy uda jej się wyciągnąć z tej kobiety cokolwiek więcej niż samo zamówienie. Zatrzymała się po drugiej stronie baru i uśmiechnęła delkatnie, czekając, aż nieznajoma wróci z miejsca, w którym najwidoczniej utknęła myślami.

''Negroni.''

Vita przytaknęła głową. - już się robi - odparła z delikatnym uśmiechem. Chwyciła szklankę i zaczęła przygotowywać drinka, który swoją drogą pasował do tej kobiety aż za dobrze. Klasyczny, elegancki, z tym specyficznym, gorzkim posmakiem zostającym na końcu języka. Naprawdę była ciekawa, co takiego trapiło tę kobietę. Co sprawiało, że siedziała tu w takiej oprawie, wyglądając, jakby mogła mieć każdego mężczyznę w tym barze, a mimo to jej myśli były zupełnie gdzieś indziej. Po chwili przesunęła gotowy napój w jej stronę, opierając się lekko o blat. - Co cię tu sprowadza? Nie wydaje mi się, żebym cię wcześniej widziała - uniosła brew, przyglądając jej się z nieskrywaną ciekawością. - randka?

kobieta w czerwieni
42 y/o
For good luck!
168 cm
naprawia starocie w zaciszu swojego domu
Awatar użytkownika
Le gusta que la miren cuando ella baila sola.
Le gusta más la casa que no pasen las horas.
Le gusta Barcelona.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Mężowie — kłopotliwy temat.
Widocznie na topie nie tylko u Marii, która teraz siedziała za barem lokalu, w którym prawdopodobnie jej mąż dopuścił się zdrady. Czuła żal, gdzieś w głębi siebie nie potrafiła go stłumić… bo był taki czas, kiedy kochała swoje życie ponad wszystko.
Naprawdę je kochała!
Bycie żoną Javiera było jej bezpieczną przystanią i największą dumą Marii. Dobrze pamięta te pierwsze lata w mieście, gdzie poranki pachniały wspólnie wypijaną kawą, a obiady miały hiszpański smak po to, by choć trochę przywołać dom, który tak dobrze znała i za którym tęskniła. A te ich rodzinne imprezy przepełnione dziecięcym gwarem? Uwielbiała czekać na jego powroty z pracy, wcale nie dlatego, że potrzebowała odciążenia po dniu spędzonym z maluchami, ale dlatego, że potrzebowała jego. Za nim tęskniła i do niego wzdychała. Pokochała go z wyboru, nie dlatego, że musiała. Rodziców kocha się, bo jest się ich. Rodzeństwo, bo łączy ich krew, a dzieci, bo sprowadziło się je na świat, ale męża…? Wcale nie musiała pokochać i nie miała obowiązku żeby zostać. Pośród wszystkich wybrała właśnie jego, by zbudować z nim całe życie w zupełnie obcym mieście, a on popełnił podstawowy błąd — potraktował jej uczucie jako coś oczywistego.
Spośród wszystkich ludzi wybrała jego, a on… odpuścił.
I ona też gdzieś pomiędzy drugim, a trzecim dzieckiem i jego nadgodzinami odpuściła, a ta dumna żona którą była zaczęła znikać. Zamieniła się w logistyczną jednostkę, która ogarniała wszystko co potrzeba, wiecznie samotna, a odrzucenie pomimo, że stało się jej codziennością bolało za każdym razem tak samo.
Potrzebowała wielu lat, by naprawdę odpuścić… by z perspektywy czasu udać się do miejsca, które kiedyś sprawiło, że płakała, a teraz wzbudzało jedynie ciekawość. A może potrzebowała kogoś, kto przypomni jej, że wciąż może być sobą i wciąż może czuć się z tym dobrze. Może potrzebowała swojego Adonisa, by się wreszcie obudzić ze złego snu.
Widząc jak barmanka przesuwa szklankę w jej stronę ujęła ją w dłoń, uniosła drinka do ust i upiła pierwszy większy łyk. Ziołowa gorycz zmieszana ze słodyczą rozpłynęła się w jej ustach. Właśnie tak smakowało teraz jej życie. Gorzko-słodkie połączenie.
Słysząc pytanie barmanki o randkę roześmiała się lekko i oparła łokieć o blat, gdy już odłożyła drinka. Wbiła swoje ciemne oczy w kobietę — Randka? — zapytała, powtarzając cicho. — No, mi amor — dodała i ponownie sięgnęła po drinka upijając kolejnego łyka, zupełnie ignorując fakt, że jest jakimś obiektem westchnień dla zebranych tutaj mężczyzn. Pewnie pokroju Javiera, zamężnych i spragnionych ucieczki od tego, co powinno być świętością. — To miejsce — zaczęła, jakby gdzieś podczas krótkiego kontaktu wzrokowego z dziewczyną poczuła, że może być ona powiernikiem jej myśli. — Wyryło się mi w pamięci lata temu — wyznała, a na jej ustach pojawił się ironiczny uśmiech. — wszystko przez rachunek, który wyciągnęłam z kieszeni spodni mojego męża. Przyszłam z ciekawości zobaczyć co było ciekawsze, od powrotów do mnie — wyznała wprost i bez owijania w bawełnę.

powierniczka tej nocy
Latina, Ave Maria
nudy
26 y/o
Indulge in local cuisine
173 cm
Barmanka, The Painted Lady
Awatar użytkownika
Come bite the apple and I'll coil 'round your heart.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Nie raz zdarzało jej się zaczynać rozmowę z obcymi ludźmi. Na dobrą sprawę właśnie na tym polegała praca barmana, prawda? Nawiązywać kontakty, słuchać, pozwalać ludziom wyrzucić z siebie ich największe sekrety, przemyślenia, żale, a jak jeszcze ci za to zapłacą albo wynagrodzą zajebiście hojnym napiwkiem? No to wtedy uderzałeś w jackpot... Czasami Vita zastanawiała się, czy może po prostu sama powinna wygadać się komuś obcemu. Może ta kobieta siedząca przy barze, która wyglądała, jakby czekała na randkę, która o dziwo ją wystawiła, byłaby dobrym słuchaczem? Również dzisiejszego wieczoru Holloway czuła, że musi się wygadać. Musiała wyrzucić z siebie, że w dalszym ciągu była mężatką, ale zakochiwała się w innym mężczyźnie. W kimś, kto miał być tylko momentem zapomnienia... ulotną chwilą. Niczym więcej. Cholera, na samą myśl o tym robiło jej się słabo. Zakończyła małżeństwo, chciała separacji, rozwodu, wszystkiego, co pozwoliłoby jej wyrwać się z relacji, w której czuła się tak, jakby ktoś stopniowo zaciskał jej palce na gardle. Jakby ten związek ją dusił. A przy Aidenie… zaczynała o d d y c h a ć.

Odrzuciła te myśli niemal natychmiast, starając się skupić na kobiecie przed sobą. Zrobiła drinka, o którego tamta ją poprosiła, i postanowiła po prostu zagadać. Uniosła brew, przyglądając się ciemnowłosej, gdy ta nagle się zaśmiała. Dziwna reakcja. No, może to jednak nie była randka. Holloway podeszła nieco bliżej, żeby lepiej ją usłyszeć. Z każdym kolejnym słowem zaczynała rozumieć, że chodziło tutaj o zdradzającego męża. Damn. Czy ona zdradzała Lexiego? Nie byli już razem, ale dalej nie mieli rozwodu. Poczuła dziwny ścisk w żołądku, może było to jej własne sumienie, które postanowiło przypomnieć o sobie w najmniej odpowiednim momencie. - for all it’s worth, nie wydajesz mi się kimś, do kogo nie warto wracać do domu - powiedziała w końcu, uśmiechając się ciepło i nachylając lekko nad barem. - a masz jego zdjęcie? Pracuję tutaj od kilku dobrych lat, więc na pewno będę go kojarzyć. - spojrzała w brązowe tęczówki kobiety. Nie znała jej, to fakt. Nie wiedziała, kim była, skąd przyszła ani ile bólu musiała dziś przełknąć, zanim usiadła przy tym barze i zamówiła drinka. Ale jeżeli Vita mogła chociaż w najmniejszym stopniu jej pomóc, podając jej jakąkolwiek informację, well…

why the fuck not?


kobieta w czerwieni
42 y/o
For good luck!
168 cm
naprawia starocie w zaciszu swojego domu
Awatar użytkownika
Le gusta que la miren cuando ella baila sola.
Le gusta más la casa que no pasen las horas.
Le gusta Barcelona.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Od dłuższego czasu wiedziała o zdradach, przecież nie była jakąś głupią i naiwną dziewuchą, nie była też ślepa i dobrze wiedziała, że te powroty późną porą wcale nie kończyły się na drinku w barze. Nawet się nie starał... Były znaki takie durne, doprawdy! Jak ślad po makijażu na jego koszuli, którą wielokrotnie prała. Rachunek za dwoje wyciągnięty z kieszeni spodni. Zapach damskich perfum niby nieznaczny, a tak boleśnie uderzający od progu. Początkowo może jeszcze z tym walczyła, ale z czasem po prostu skupiła się na dzieciach, domu, na liście spraw do załatwienia, których wraz z dorastaniem dzieci nie ubywało, a wręcz przybywało. Kłótnie nie kończyły się jak kiedyś w łóżku, no chyba, że leżeli do siebie odwróceni plecami. Nie brakowało alkoholu, za to brakowało tego rozładowania i bliskości, która niegdyś była nierozłącznym elementem ich relacji i wtedy zdawało się, że już zawsze tak będzie. W głębi duszy to zawsze siebie za to obwiniała, a jednocześnie była zbyt wykończona, by wydobyć z siebie tamtą barcelońską dziewczynę. Zbyt obciążona wszystkimi obowiązkami, gdy on za cel obrał sobie pracę i kochanki, która go wykańczała zamiast znaleźć ukojenie w jej ramionach.
W którymś momencie przestali walczyć, a teraz… cholera, teraz to ona zrobiła krok do czegoś, czego powinna żałować, ale problem w tym, że nie żałowała tego ze względu na Javiera, a bardziej za sprawą córki. Trochę jakby w stosunku do męża tłumaczyła sobie to tym, że on był pierwszy. Pierwszy zrobił krok, a ona teraz dawała sobie samozwańcze prawo do zdrady.
Warto, ale czy to mój problem, że tego nie docenił? Teraz to on powinien się martwić — odparła, a kącik ust nieco drgnął ku górze, gdy ponownie sięgnęła po swojego drinka.
Pytasz poważnie? — spojrzała na kobietę wyraźnie zaskoczona, by po chwili wyciągnąć telefon i pokazać jej zdjęcie Javiera. Chwilę to zajęło, bo głownie miała w galerii fotografie potłuczonych rzeczy, które miała naprawić albo starych mebli, ale w końcu odszukała jedno i wysunęła w jej stronę swój telefon. — I co? — zapytała zerkając na dziewczynę za barem choć przecież znała odpowiedź. Wiedziała, że tu był i była prawie pewna, że nie sam.

vita holloway
Latina, Ave Maria
nudy
26 y/o
Indulge in local cuisine
173 cm
Barmanka, The Painted Lady
Awatar użytkownika
Come bite the apple and I'll coil 'round your heart.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Spojrzała na kobietę z zaciekawieniem i prychnęła delikatnie pod nosem. Nie w geście wyśmiewania jej, absolutnie nie, bardziej w taki sposób, który wręcz krzyczał, że była pod wrażeniem. Brzmiało to tak, jakby tamta już planowała na nim jakąś zemstę, a Vita? Ona nie znała ani mężczyzny, ani kobiety, więc nie miała prawa ich oceniać, ale widząc zawzięcie w oczach ciemnowłosej, wiedziała jedno. Ten koleś przysporzył jej dużo problemów i jeszcze więcej bólu. - Będzie sobie pluł w brodę, zobaczysz - rzuciła, odpowiadając kobiecie, po czym nalała sobie coli z wężyka do szklanki i upiła łyk, bo coś jej dziwnie zaschło w gardle.

Kurwa, serio nie wiedziała, czy to, że spotykała się z Aidenem, zaliczało się już do zdrady. Niczego nie wiedziała. Kompletnie niczego. Po chwili, kiedy już przełknęła napój, uśmiechnęła się i odparła, - Serio, serio, pokazuj - przytaknęła ochoczo, czekając, aż kobieta pokaże jej zdjęcia. Nachyliła się do telefonu, chwyciła go w dłonie i przybliżyła sobie twarz mężczyzny na ekranie. - Hm - wydusiła z siebie, mrużąc oczy. I od razu go poznała. Nie raz go obsługiwała, gdy wyglądał jakby był dosłownie wymielony przez życie. Dużo panienek kręciło się wokół niego. Choć sama nie gustuwała w tak starszych mężczyznach no to nie dziwiła się innym chętnym kobietom. On nigdy zbytnio się nie starał. Zawsze jakaś napatoczyła się robiąc słodkie oczka, prosząc o drineczka, którego później Hollloway musiała podawać. - Pan glina? - zerknęła na nią. - Zaczął przychodzić tutaj dosyć często kilka lat temu, ale nie widziałam go od kilku miesięcy. - Oddała jej telefon, czując, jak coś nieprzyjemnie zaciska jej się w żołądku. - to jest twój mąż, tak? Długo jesteście razem? - zapytała, po czym pokręciła lekko głową. - Wiesz… nigdy nie słyszałam o tym, żeby miał żonę. Gdybym wiedziała, z pewnością nie siedziałabym cicho, bo kurwa nienawidzę takiego zachowania. - I znowu to samo. Czy Holloway była hipokrytką, która sama miała wiele za uszami? Czy może jednak to, co teraz wyprawiała, naprawdę nie klasyfikowało się jeszcze jako podręcznikowa… zdrada?

kobieta w czerwieni
42 y/o
For good luck!
168 cm
naprawia starocie w zaciszu swojego domu
Awatar użytkownika
Le gusta que la miren cuando ella baila sola.
Le gusta más la casa que no pasen las horas.
Le gusta Barcelona.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Pokazała jej telefon, choć nie była pewna czego się spodziewała tak właściwie po dziewczynie. Ona swoje i tak już wiedziała, miała pewność, że tutaj był, a ślady których nie zacierał świadczyły o jego działaniach, a jednak… jakąś część jej pragnęła dowiedzieć się więcej. Czuła nieprzyjemny ucisk w podbrzuszu, gdy lustrowała dziewczynę spojrzeniem, gdy ta przyglądała się zdjęciu. Widziała ten błysk w oku, to że to rozpoznała od razu. Nawet nie musiała się zastanawiać, Maria uśmiechnęła się kpiąco. Nie musiała mówić nic, swoje już wiedziała. — Pan Glina? — powtórzyła przytakując i jednocześnie kiwając głową z dezaprobatą. Nie był randomowym typem wpadającym do baru, wiedziała czym się zajmuje, ale czy powinno ja to dziwić, skoro jak sama wspomniała przychodził tak dość często? — Tak, Pan Glina to mój mąż od jakiś dwudziestu pięciu lat — przystanęła choć nie mówiła tego z dumą jak kiedyś. Była rozczarowana. Jeszcze w sumie mogła się łudzić, bo nikt nigdy jej przypuszczeń nie potwierdzał, ale teraz… dopiła drinka. — Kilka lat temu… od dziesięciu lat się sypie więc wcześniej może miał inne miejsce. Wkrótce będziemy mogli mówić, że przez połowę małżeństwa byliśmy szczęśliwi… — bo kiedyś byli. A druga połowa? No cóż…
Potrzebuje jeszcze jednego — ozajmila przesuwając pusta szklankę w jej stronie. — I błagam… kto by się chwalił, że jest w związku skoro ma w planie wyrwać kogoś innego — stwierdziła choć przecież wcale nie musiał przyjść tam z takim zamiarem. Ona dobrze wiedziała, że praca stała się dla niego ciężkim orzechem do zgryzienia, obserwowała jak się z tym zmagał, chciała go wesprzeć ale on nie chciał jej wsparcia. Znalazł go u innej… a teraz ona mogła odnaleźć siebie w ramionach innego. W zasadzie… już część siebie odkryła i sama wtedy nie chwaliła się, że jest mężatką. Nie powinna oceniać… a jednak barmanka miała rację, teraz to on będzie sobie pluł w brodę. Czy nachodziły ją myśli, że Javier sobie pożałuje? Że chciała utrzeć mu nosa za te wszystkie lata osamotnienia? Gilipollas

vita holloway
Latina, Ave Maria
nudy
26 y/o
Indulge in local cuisine
173 cm
Barmanka, The Painted Lady
Awatar użytkownika
Come bite the apple and I'll coil 'round your heart.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

- Mhm - tylko przytaknęła na pytanie kobiety. Dużo takich się tutaj kręciło, a Vita nie miała żadnego powodu, żeby kłamać. Poza tym sama nie przepadała za tym, gdy ktoś ją okłamywał. Wiedziała, że nie była tej kobiecie niczego dłużna, absolutnie niczego, ale zważając na to, co ostatnio jej samej się przytrafiało, no to chyba chciała zrobić coś dobrego. A przynajmniej tyle mogła. - wow, no to faktycznie cholernie długi staż macie - spojrzała na kobietę z zaskoczeniem, ale też czymś w rodzaju podziwu. Sama była żoną Lexiego całe dwa miesiące, co po prostu brzmiało jak jakiś mało śmieszny żart w porównaniu do tego, ile ta kobieta z nim była. Na dobrą sprawę całe życie Holloway. Oh my.

Po chwili jednak jej zaskoczenie zamieniło się w coś na kształt bólu i smutku, bo cholera, być z kimś aż tak długo i godzić się na to, żeby on doprawiał jej rogi? Nie wyobrażała sobie tego. Sama, na dobrą sprawę, była cholernie zazdrosna. Wiedziała, że nie była z Aidenem w związku, ale nie wyobrażała sobie, żeby ktoś inny go całował, zatapiał palce w jego ognistych włosach albo przytulał się do niego w taki sposób jaki ona to robiła.. Na samą myśl robiło jej się gorąco i miała ochotę wysłać mu smsa, opierdalając go za to, że w ogóle miała takie myśli. No ale musiała keep it cool, co nie? - przykro mi. Czy nie brałaś pod uwagę rozwodu? - zapytała, szczerze zaciekawiona, choć po chwili od razu uniosła lekko dłonie w obronnym geście. - Przepraszam za tę bezpośredniość, po prostu ciężko mi zrozumieć, dlaczego jesteś z kimś, kto cię notorycznie zdradza. - Spojrzała na nią, chwytając pustą szklankę, którą następnie odłożyła do zmywarki. Zaraz potem wyciągnęła kolejną, czystą, i przygotowała jej tego samego drinka, słuchając uważnie, gdy kobieta mówiła. Po chwili przysunęła szkło w jej stronę. - To jasne, że nie chciał się przyznać. Tacy nigdy nie chcą - westchnela, opierając się biodrem o blat. - Po prostu, jeśli to nie jest zbyt nachalne pytanie, ale… - Zerknęła na nią uważniej,- Co zamierzasz z tym zrobić?

kobieta w czerwieni
ODPOWIEDZ

Wróć do „The Painted Lady”