A to przecież jasno świadczyło o tym, że się kochali, i kiedy Pilar trzymała dłoń opartą na jego klatce, na tatuażu z dzielnym lwem, mogła to czuć, jak bardzo ją kochał, jak to jego młode, dzikie serce wyrywało się do niej.
A potem mogła to czuć w tym pocałunku, nie pięknym i romantycznym, nie sprawiającym, że świat nagle robił się lepszy. Bo nie robił, bo komplikował się jeszcze bardziej. Plastik wbijał im się w posiniaczoną skórę, a Madox przyciskał ją do krzesełka wsuwając palce pod materiał luźnych ubrań. I może sceneria nie była piękna jak z filmu, jak z bajki, w której na końcu bohaterowie żyli długo i szczęśliwie, bo on jej czegoś takiego nie mógł gwarantować, ale...
W tym pocałunku była najszczersza prawda, którą nosił w sobie przez osiem lat. Miłość - ta beztroska, ta która wykiełkowała w nich już dawno temu i przez te wszystkie lata rosła, rosła przysłonięta przez inne uczucia, a dzisiaj kurwa... Rozkwitła jak najpiękniejszy kwiat. Dzisiaj pokazali sobie wiele razy, jak bardzo im na sobie zależy, jak gotowi byli dla siebie do wielu poświęceń, wszystko by dla siebie zrobili.
I pokazywali to w tym nieidealnym, dzikim pocałunku. Szczerym do bólu, który rozchodził się po ich posiniaczonych ciałach.
I kiedy między kolejnymi razami, gdy ich usta łapczywie odszukiwały siebie nawzajem, Pilar powiedziała to kocham cię, Madox Noriega, to on odsunął się od niej. Serce szarpnęło do niej w piersi tak mocno, że Madox poczuł jakby miało wypierdolić w kosmos. Jego palce sięgnęły do jej pełnych warg, żeby przytrzymać ją z dala od siebie. Chciał ją całować, do utraty tchu, do śmierci, już zawsze. Czarne spojrzenie znowu ogarnięte pożądaniem, ale też błyszczące niesamowicie w tym świetle, jakimś takim młodzieńczym szaleństwem, wbijał w nią intensywnie.
- Pilar… Jak stąd uciekniemy to zostań moją... - nie dokończył, bo już trącił go w tyłek policyjny pies.
Ale co chciał jej powiedzieć?
Pewnie coś równie szalonego, jak to co oni dzisiaj robili przez cały dzień. Walczyli z Trucizną, z jego ludźmi, z ogniem i uczuciami, które tak bardzo ciągnęły ich do siebie, że to niesamowite. Takimi uczuciami, które niejednym dorosłym pewnie mieszałyby w głowach, a oni przecież byli jeszcze dzieciakami.
Dwójka dzieciaków, która teraz stała przed policją trzymając się za ręce i grając przed nimi nierozważnych.
- Twoja mama to i tak myśli, że to się nigdy nie wydarzy, a zobaczysz... zostaniesz moją żoną - mocniej ścisnął ją za rękę, a policjanci popatrzyli na nich, jakby to rzeczywiście było jakieś irracjonalne. Bo może było? Jakie osiemnastoletnie chłopaki z takim przekonaniem mówią o ślubie?
Ale Madox to był Madox, on jak w coś wchodził to w całości, nie było półśrodków - już będę uważał - rzucił jeszcze zaglądając w piękne, duże oczy Pilar, ale to i tak nie kupiło policjantów. Jednego zwłaszcza, bo już go zgarniał na przeszukanie.
Noriega doskonale wiedział co ma przy sobie, i cały czas zastanawiał się, jak teraz się tego pozbyć, więc kiedy Stewart wcisnęła mu rękę do kieszeni, to nabrał mocniej powietrze w płuca i zaraz jej się wyrwał, tylko, że ona już zdążyła zacisnąć palce na woreczku. Odwrócił się jeszcze do niej ze spojrzeniem, którym chciał jej powiedzieć, że nie powinna tego robić. Nie chciał, żeby dla niego ryzykowała.
- Nie wiem czy moja dziewczyna nie będzie zazdrosna o takie macanki - chciał jeszcze zażartować, kiedy policjant szarpnął go za sobą. Jeszcze odwrócił się do Pilar przez ramię, łapiąc jej spojrzenie. A zaraz wchodził do tego pokoiku do przeszukań.
- Ło… nigdy tu nie byłem, ale obskurnie - mruknął rozglądając się po obdrapanych ścianach. Tak naprawdę był. Tak naprawdę trzepali go już nie raz - a czego byście nie chcieli? - zapytał głupio i zaczął macać się po kieszeniach. Ta tylna jeansów była pusta, aż jego myśli momentalnie zakręciły się na Stewart. Z jednej wyciągnął paczkę prezerwatyw, z drugiej gumy do żucia i jakieś drobniaki, które rozsypały się z hukiem po stole. Policjanci popatrzyli po sobie, a potem na niego.
- Ile ty masz lat? - zapytał jeden z policjantów.
- Osiemnaście - odpowiedział od razu Madox.
- A twoja dziewczyna? - dopytał.
- Też, w listopadzie będzie miała dziewiętnaście, a ja w październiku, po wakacjach idziemy na studia - zaczął Madox, a na stoliku wylądował jego podniszczony portfel ze Spidermenem. Policjant już po niego sięgnął. A Madox przecież wiedział, że jak go sprawdzą to już po nich, mieli już go w bazie. Pilar pewnie też.
- A na co? - zapytał policjant, który siłował się już z rzepem, który zawsze łapał za mocno.
- Ja złożyłem na aktorstwo, a moja dziewczyna chciałaby iść do policji - powiedział, w sumie zgodnie z prawdą.
- Do policji? - zainteresował się ten drugi - a ty na aktorstwo? Nie wyglądasz na wielbiciela teatru - popatrzył na Noriegę. A Madox zaraz roześmiał się głośno.
- Ale lubię aktorki, to znaczy jakby moja dziewczyna pytała to nie... Ale wiadomo, że jak grasz całowanie to się nie liczy - już nawijał.
- Całowanie? - podsunął mu pod nos paczkę gumek, którą Madox położył na stole, a Noriega wzruszył ramionami. Policjant, który próbował się dobrać do jego portfela naderwał tylko ten rzep, a w końcu położył go na stole i westchnął ciężko, może nawet by poprosił Madoxa, żeby mu go otworzył, no przecież powinien... Ale albo Madox miał znowu swojego farta, albo kupiła ich ta opowieść o aktorze i polcjantce.
- Dobra zbieraj się i uważaj na te aktorki - jeden z policjantów spojrzał na niego wymownie, a drugi się zaśmiał, to był ten dobry, bo zły to był ten, który rozwalił mu portfel. Madox podniósł się z miejsca, podciągnął spodnie i znowu zaczął wszystko ładować do kieszeni.
- A dziewczynie powiedz, żeby się dobrze przygotowała do egzaminu - dodał policjant. A Noriega zasalutował.
- Powiem, dzięki - uśmiechnął się jeszcze szeroko, a potem wypadł z tego pokoiku prawie potykając się o własne nogi.
Szybciutko doskoczył do Pilar i zaraz łapał w jedną rękę torbę, a palce tej drugiej zaciskał na jej dłoni - ja pierdole, ale fart, mam taki portfel, który ma rozjebane zapięcie i trzeba... się do niego dobierać od tyłu, zresztą pokażę ci - ciągnął ją już za rękę nie do kasy, a do dworcowej łazienki, prosto do damskiej toalety, a zaraz rozejrzał się dookoła, w środku było pusto. I dobrze, Madox od razu wciągnął Stewart do jednej z kabin i dopiero kiedy byli w środku to ją puścił, torbę z pieniędzmi rzucił na zamkniętą klapę od kibla - ja jebie Pilar, jakby nie ty, to by mnie zamknęli, a potem ojciec by mnie znalazł i zabił - może trochę dramatyzował, ale mogło by tak w sumie być - pozbądźmy się tego - zadecydował i wyciągnął do niej rękę. Ale zanim podała mu woreczek, to trzasnęły drzwi do toalety, a oni mogli usłyszeć jakieś dziewczęce głosy.
- I Diego wynajmie kampera i pojedziemy do Bonaventury, bo wiesz pociągiem to chyba trzy przesiadki, a autem zajedziemy w kilka godzin... - nawijała jedna z dziewczyn.
- Ale mówiłem ci, że my z Pedro nie możemy teraz jechać, dojedziemy do was pojutrze - odpowiedziała ta druga.
- No wiem... Ale szkoda, że was nie będzie, zawsze to weselej w trasie - rzuciła pierwsza puszczając wodę z kranu. A Madox wbił spojrzenie w Pilar, bo może to była ich szansa?
También tenemos suerte, cariño ⋆.ೃ࿔*:・