ODPOWIEDZ
29 y/o
For good luck!
188 cm
detektyw wydziału zabójstw w Toronto Police Service
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjinarracja trzecioosobowa
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

-Możesz mi uwierzyć, że mają tu najlepsze pączki w mieście. Nic nie umywa się do świeżynek wypiekanych na miejscu - zaśmiał się do kolegi, z którym udało mu się w końcu spotkać. Chociaż obaj byli policjantami fakt, że pracowali w innych wydziałach skutecznie uniemożliwiał im częste wypady, czy to na piwo, czy zwykły lunch. Chaos, z którym aaron musiał się mierzyć każdego dnia, wpadając w wir pracy sprawiał, że czasu brakowało mu niemal na wszystko. Już teraz siedziała mu na karku sprawa chorego mordercy, który bawiąc się policją, podrzucał im jakieś głupie rymowanki, rzekomo mające naprowadzać ich na ślad kolejnego ciała. Godziny spędzone na komisariacie, liczne współprace nie dawały należytych rezultatów i Blackwood miał wrażenie, że ilekroć się zbliżali, równie szybko tracili dobry trop. Ten skurwiel zawsze był o krok przed nimi, co oddziaływało na psychikę młodego policjanta. Obrał sobie za cel dorwanie kolesia, chociaż miałby poświęcić na to mnóstwo czasu. Myśl, że był na wolności, siedząc i planując kolejne morderstwo sprawiała, że się w nim gotowało, burząc jego zwyczajny spokój.
Dlatego potrzebował chwili wytchnienia i kiedy udało mu się dorwać Davida, skorzystał z okazji, zabierając go do jednej z lepszych cukierni. Wielokrotnie był w tym miejscu i ani razu nie zdarzyło się, by zamówiona przez niego słodkość nie wpasowała się w jego gust. Cenił sobie kunszt cukierniczy, samemu woląc gotować, niż zajmować się pieczeniem. Niemniej takie desery były idealnym dopełnieniem dań, które z nudów udawało mu się stworzyć.
Weszli do środka, zajmując jeden z wolnych stolików. Nie było zaskoczeniem, że nawet o takiej godzinie, kiedy zdawać by się mogło, że większa część miasta siedzi w pracy, było tu tłoczno, a asortyment za ladą znikał w mgnieniu oka. Jeśli ktoś liczył na dorwanie swojej ulubionej bułeczki z cynamonem, musiał się spieszyć lub ostatecznie obejść ze smakiem.
-Dobra, z czym chcesz? Mój faworyt to , o dziwo pistacja. Do tego z nadzieniem kawowym, ewentualnie limonka z różą - stwierdził, kiedy zorientował się już, co im zostało. Jasne, było tego więcej, ale jeśli już miał przekonać do swoich racji kubki smakowe kolegi trzeba było działać z pełnej rury. - Ewentualnie jak weźmiemy dwanaście sztuk, będziemy mieli zniżkę. Plus możemy każdego przekroić, spróbujesz więcej - zaśmiał się, lustrując swojego towarzysza. Jakiś taki wychudzony był, potrzebował trochę kalorii, bo jeszcze mu tu padnie. Plus cukier skutecznie poprawia nastrój i był pewien, że markotna mina Harrisona stanie się wzorem świetności kiedy tylko w jego ustach znajdzie się pierwszy kęs puszystego pączkowego ciasta.

David Harrison
Eve
narracji pierwszoosobowej, nierealnych sytuacji, postaci do porzygu idealnych
29 y/o
Welkom in Canada
190 cm
detektyw ds. poszukiwań i ujęć zbiegów Toronto Police Service
Awatar użytkownika
Woop-woop, that's the sound of da police
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracji
czas narracji-
postać
autor

David dawno nie jadł takich NAPRAWDĘ dobrych pączków, dlatego nie pogardził propozycją otrzymaną od Aarona, by na takowe wyskoczyli - szczególnie, że nie zdążył zjeść rano śniadania.
- A niech tylko okażą się niedobre, to nigdy więcej nigdzie z Tobą nie pójdę. - powiedział poważnym tonem, choć rzecz jasna nic takiego absolutnie nie miałoby miejsca, gdyż Aaron miał szczęście z bardzo prostego względu, mianowicie był na liście przyjaciół Davida. Druga kwestia to to, że sprawdził tę piekarnię w internecie i faktycznie miała całkiem dobre opinie - całe 4,7 na 5 w Googlu - także jego podniebienie faktycznie powinno być zadowolone.
On w sumie też miał napięte poszukiwania, bo zwiał bardzo niebezpieczny typ, który miał dość sporo przewinień na swoim koncie, i David miał ogromną nadzieję, że jeszcze tego samego dnia wróci na komisariat z tymże gagatkiem. Ogólnie lista zbiegów wciąż była całkiem spora, więc Harisson absolutnie się nie nudził. I może właśnie taki wypad na pączki faktycznie był dobrym pomysłem, bo pozwolił na chwilę nie myśleć o tych wszystkich zbiegach, pościgach i obowiązkach. Przez to wszystko, ostatnimi czasy, praca to nawet zaczynała mu się śnić i przestawał odróżniać sen od jawy - chociaż gdy rano budził się przy Cath wiedział, że przed chwilą zbudził się ze snu.
Usłyszawszy pytanie, David podrapał się po policzku, choć doskonale wiedział, na które z dostępnych miał ochotę.
- Szczerze? Jak dla mnie, to też wygrywa pistacja albo Kinder Bueno. - powiedział zgodnie z prawdą, bo naprawdę polubił batony i czekoladę o smaku pistacji. Może jego faworyty nie były jakoś wielce wyszukane i skomplikowane, ale do Kinder Bueno miał słabość, a pistacje lubił.
- Brzmi kusząco… czyli sześć na głowę… z czego pewnie zjem trzy i cukru będzie mi wystarczyło do końca dnia… - tak zazwyczaj właśnie bywało. Dwa do trzech pączków i miał dość, ale no… zawsze przecież mógł zjeść pozostałe później lub zawieźć do domu, by poczęstować Cath. Ciekawe, czy jej by smakowały. Więc zawsze były jakieś opcje i to nie tak, że od razu musiał wszystko zjadać, by zostawić puste opakowanie.
- Wiesz co? Weźmy te 12 sztuk. Co tam. Raz się żyje. - powiedział, machając ręką i ostatecznie podejmując decyzję, by wzięli więcej.
- Do tego wezmę kawę, bo czuję, że potrzebuję kofeiny w trybie natychmiastowym. Najlepiej espresso albo americano. - dodał zaraz, przecierając oczy. Mało spał i dlatego właśnie odczuwał zmęczenie. Ech, ciężkie bywało życie detektywa. Mało się spało, jadło... a za to intensywnie myślało. Szczególnie, kiedy poza pracą, miał jeszcze jedną - jego zdaniem dość ważną - kwestię do rozwiązania.

Aaron Blackwood
29 y/o
For good luck!
188 cm
detektyw wydziału zabójstw w Toronto Police Service
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjinarracja trzecioosobowa
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

Zerknął na mężczyznę, udając przy tym zbolałą minę.
-Wiesz co, liczyłem na to, że idziesz dla mojego towarzystwa, a nie dla pączków. Jasne są dodatkiem, ale to ja powinienem być daniem głównym - zaśmiał się zaraz, lekko kręcąc głową. Był w stanie zrozumieć przedłożenie znajomości nad jedzenie. Sam był jego fanem, uwielbiając raczyć podniebienie przyjemnymi smakami, chociaż na szczycie jego listy znajdowało się sushi, stanowiące w jego mniemaniu pożywienie bogów. Ogólnie uwielbiał azjatyckie jedzenie, które wpisywało się w jego kubki smakowe, przypominając mu dzieciństwo. Jego rodzina była mieszana, niemniej mama, z pochodzenia Azjatka, raczyła ich dość często obiadami ze swojego kraju.Comfy food, które potrafiło uleczyć wszystkie problemy. Ile razy stawiała przed nim ciepły ramen widząc, że jej syn nie był w najlepszej kondycji. Siadała wtedy naprzeciwko patrząc, jak się zajada i czekając, aż wyrzuci z siebie co leżało mu na sercu. Kochał ją za to, jak i za wiele innych rzeczy. Stanowiła opokę w najgorszych chwilach jego życia. Klinika, rozwód, powolny powrót do zdrowia. Zranił ją tak wiele razy, a jednak była, tak po prostu.
-Wspaniale! - klasnął w dłonie. Zniżki zawsze były w cenie, bo chociaż nie zarabiali mało, tak nadal nie można było mówić o milionach, które wystarczyłyby do zaspokojenia każdej potrzeby bez konieczności doliczania się każdego centa. - Najwyżej zostanie nam na później, bo nie sądzę, żebyśmy byli w stanie pochłonąć aż tyle. Chociaż nie ukrywam, tobie by się przydało, bo niedługo znikniesz całkiem - stwierdził, chociaż aż tak dobrze możliwości Harrisona nie znał. Ostatnimi czasy nie mieli zbyt wielu okazji na spotkania, zajęci pracą. Skinienie głową na korytarzu, jakaś konsultacja, ale ich socjalizacja szła raczej w dół, daleko od rozwoju.
Złożył zamówienie u uroczej dziewczyny, która dzisiejszego dnia stała za ladą. Nie zdawała się być specjalnie zdziwiona, że przyszli po taki asortyment. Pewnie aż biło od nich policyjną aurą.
-Kawa dla pana - postawił naczynie przed przyjacielem, samemu dzisiaj racząc się zimnym latte. Coś gorąco mu ostatnio było, więc należało się ochłodzić przed powrotem do piekła, które rozgrywało się na komisariacie.
-Co tam w ogóle ostatnio u ciebie słychać? - spojrzał na niego z zainteresowaniem. Korciło go, by spytać o pracę, ale hej, nie nią samą człowiek żył, a Aaron czuł, że zaczyna się wycofywać z życia przyjaciela, nijak nie wiedząc, czy w tym prywatnym teraz rozgrywał się jakiś dramat, czy wszystko było jak powinno. Chciał nadrobić, chociaż trochę, zanim ponownie rzucą się w wir obowiązków, z którego tak ciężko było im się wyrwać.

David Harrison
Eve
narracji pierwszoosobowej, nierealnych sytuacji, postaci do porzygu idealnych
29 y/o
Welkom in Canada
190 cm
detektyw ds. poszukiwań i ujęć zbiegów Toronto Police Service
Awatar użytkownika
Woop-woop, that's the sound of da police
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracji
czas narracji-
postać
autor

David po chwili poklepał Aarona po ramieniu.
- Bardzo mi przykro, że Cię zawiodłem. - odparł, po chwili wzdychając teatralnie dla podkreślenia dramaturgii sytuacji. Prawda była taka, że przyszedł zarówno ze względu na pączki, jak i samego Aarona, bo zwyczajnie już nie pamiętał kiedy ostatnio mieli czas na takie spotkanie i luźne pogadanie. Miał wrażenie, że od poprzedniego spotkania minęło mniej więcej sto lat. No dobra, może osiemdziesiąt cztery lata…
Skinął głową, ciesząc się, że całkiem sprawnie poszło im podjęcie decyzji w sprawie pączków.
- Dokładnie. Te możemy uznać jako śniadanie, te co zostaną jako obiad i jeżeli jeszcze jakieś zostaną, mogą być kolacją. - stwierdził, choć podejrzewał, że zmieszczą się w dwóch turach.
- O, serio? A mi się wydaje, że ciągle wyglądam tak samo. - dodał jeszcze, patrząc na swoje odbicie w oknie cukierni, aczkolwiek Aaron mógł mieć rację, bo przez nawał pracy, Davidowi czasem zdarzało się pominąć jakiś posiłek, lecz wolał się tym nikomu nie chwalić Im mniej ludzie wiedzą, tym lepiej śpią. Zarobiony człowiek, czasu nie miał - pieniądze przecież same się nie zarobią, prawda? Poza tym… nie miał większego powodu, by wracać szybciej.
- Dziękuję, szanowny panie. - odpowiedział z uśmiechem, odbierając swoją kawkę i praktycznie od razu biorąc łyk, nie zważając, że mogła być gorąca. Podejrzewał, że kupi jeszcze jedną, a czas pokaże, czy w tym lokalu, czy może gdzieś indziej.
- W sumie to nic ciekawego. - wzruszył ramionami, bo nawet z Cath niby mieli się ku sobie, lecz ostatnio coś znowu jakby się oddalili. Nie miał pojęcia, co ostatecznie wyjdzie z tej relacji i czy uda mu się wrócić do tego, co było między nimi kiedyś. To po prostu było… skomplikowane.
- Dużo pracuję, bo zależy mi żeby jak najszybciej złapać te uciekające kurczaki, a lista z dnia na dzień się wydłuża… poza tym, dowiedziałem się, że ciotka zachorowała na poważną chorobę i czeka ją masa operacji… a poza tym, ostatnio jadłem mega zajebiste ciasto z owocami. - opowiedział pokrótce, nie chcąc, żeby jego odpowiedź zamknęła się w dwóch słowach, które wypowiedział wcześniej. O ciotce dowiedział się kilka dni temu i szkoda mu było, bo ciotka zawsze była dla niego miła - traktowała go niemal jak własnego syna. Zawsze mógł zjeść u niej pyszny obiad, powiedzieć co mu na serduchu leżało, i pozwalała mu zostać na noc, gdy nie chciało mu się wracać do domu. Jej synowie byli jego kuzynami i za dzieciaka często bawili się razem.
- A co tam u Ciebie? - spytał, odbijając piłeczkę, będąc ciekaw, co u przyjaciela się działo. Miał tylko nadzieję, że nic poważnego, z czym nie mógłby sobie poradzić.

Aaron Blackwood
ODPOWIEDZ

Wróć do „Kitten and the Bear”