To kolejny powód, dla którego początkowo obiecała sobie, że będzie zachowywać się jak na porządną kobietę przystało i nie przesadzi z alkoholem. Nie chodziło tylko o to, by nie pieprzyć głupot, gdy być może za bardzo rozwiąże jej się język po spożyciu, ale chyba przede wszystkim o to, by nie skończyć z wielką luką w pamięci. Nieważne jak miała zakończyć się ta ich pierwsza nie-randka i co miała za sobą przynieść… albo i nie - Bonnie chciała zachować wspomnienie o niej. Na szczęście nie miała najsłabszej głowy, ale wiadomo jak zdradliwe potrafiły być mieszanki trunków - nawet najlepszych zawodników mogły zmieść z planszy.
Wtórując dziewczynie śmiechem, pokręciła głową na te słowa i przypomniała znów sobie jej wcześniejszą wypowiedź o tym, że Miller nie wyglądała na alkoholiczkę.
—
Coś ty! Do grzechu wcale nie trzeba mnie namawiać długo — przyznała, wciąż w tym samym, rozbawionym tonie i poruszyła przy tym sugestywnie brwiami. W sumie powinna sprostować tę wypowiedź - to
Coven nie musiała namawiać jej do tego długo, bo to właśnie teraz, przy niej, dość spokojna na co dzień i mało imprezowa Bonnie, zamieniała się powoli w nieco odważniejszą i żądną przygód wersję siebie.
Nadal nie potrafiła całkowicie się wyluzować i być sobą, choć zależało jej na tym, by dobrze się bawić tego wieczoru. No i przede wszystkim chciała, by to Bremers dobrze wspominała to spotkanie. Uspokajała się w myślach tym, że po prostu potrzebowała czasu, by się oswoić i otworzyć.
Uniosła brew, chcąc dopytać co Coven próbowała powiedzieć przez to, że do siebie pasowały i chyba podekscytowała się tym tekstem zbyt szybko. Dziewczyna sprostowała zaraz, że
oczywiście miała na myśli ich stroje, tym samym dusząc w zarodku nadzieje Miller, jakie zdążyły się przez te kilka sekund euforii pojawić. Lekka panika, jaką spowodowała nagła bliskość, sprawiła, że kompletnie nie zauważyła jej zawstydzenia tym, co wypaliła wcześniej.
Bez słowa sięgnęła po kieliszek, widząc jak towarzysząca jej piękność, na raz wlewa do ust zawartość swojego. Unosząc lekko szkło, odpowiedziała cicho tym samym, niepewna czy kobieta mogła to w ogóle usłyszeć. W podobny sposób co ona, skrzywiła się i potrząsnęła głową, po czym głośno wypuściła z siebie powietrze. Wbrew pozorom szot nie był wcale taki mocny, ale na pewno był kwaśniejszy, niż się spodziewała.
Nie odejdę stąd dopóki cię nie spróbuję.
Twarz Bonnie znowu zwróciła się w stronę dziewczyny. Nie wierzyła do końca w to, co właśnie usłyszała. Coven wcale nie musiała być blisko ani mówić jej tego szeptem do ucha, by przeszedł ją przyjemny dreszcz. Uśmiechnęła się delikatnie pod nosem, nie spuszczając z niej wzroku, gdy zaczęła się szybko poprawiać. Nie skomentowała tego przejęzyczenia, by nie wprawić Bremers w jeszcze większe zakłopotanie, ale poczuła się z tym wszystkim… lepiej. Dotarło do niej, że nie była w tej swojej niezręczności taka osamotniona, jak jej się mogło wydawać. Nagle cały stres mógł w końcu odpuścić.
—
Gotowa? — spytała, gdy barman postawił przed nimi po trzy kieliszki i zerknęła znów na Coven, obejmując już palcami pierwszy szotów, czyli ten zawierający tequilę —
Tylko się nie zatrzymuj! — zastrzegła jeszcze z szerokim uśmiechem, gdy Coven już potwierdziła swoją gotowość na spróbowanie tego, dość niestandardowego połączenia. Gdy na znak, obydwie opróżniły swoje szoty, jeden po drugim, Bonnie zaczęła strzelać dziwne miny. Wygladała trochę jak ta Kombucha Girl, nie mogąc zdecydować się, czy miks smaków oceniała pozytywnie, czy może właśnie wypiła najobrzydliwszą rzecz w życiu.
—
Cóż, nienajgorsze — odezwała się w końcu, cmokając przy tym jeszcze chwilę językiem, jak prawdziwy degustator —
Ale na pewno nie smakuje mi to jak burger… a tobie? — zaśmiała się, znów przywołując gestem dłoni chłopaka, który stał za barem. Zanim jednak do nich podszedł, mogła skupić uwagę na dziewczynie i posłuchać o jej wrażeniach. Zamówiła sobie drinka na bazie tequili, z dodatkiem limonki, soku ananasowego i ginger ale’a. Doszła do wniosku, że pozostanie przy jednym rodzaju alkoholu będzie w jej przypadku najrozsądniejszym rozwiązaniem. Akurat to mogła sączyć już przez resztę wieczoru i się nie upić, w dodatku uwielbiała to słodko-kwaśne połączenie.
Trzy plusy i żadnego minusa. Gdy tylko dostały swoje zamówienia, ruszyły do stołu bilardowego, gdzie od razu ostrzegła: —
Musisz mi pokazać wszystko od podstaw. Nie wiem nawet chyba jak poprawnie trzyma się ten kij.
coven bremers