Madox właściwie nie miałby problemu z tym, żeby uderzyć kobietę, jeśli rzeczywiście jej się należało...
Chociaż w większości przypadków to on tylko gadał i straszył, a jak przychodziło co do czego, to poszarpał i tyle. Ruby jednak rozwaliłby łeb, ale też miał powód, chociaż i tak mógł ją od razu walnąć, a on ją straszył, aż pękła, powiedziała mu prawdę. W zasadzie Madox dawno temu obiecał sobie, że nie uderzy kobiety, bo przecież jego stary tłukł jego matkę, i jego, u niego w domu, w którym dorastał agresja była na porządku dziennym, dużo rzeczy załatwiało się przemocą. I przecież on po przyjeździe do Kanady poszedł do policji właśnie po to, żeby kiedyś pomagać kobietom takim jak jego matka. Plany jednak szybciutko uległy zmianie, kiedy okazało się, że on lepiej niż do munduru pasował do jakiegoś... gangu.
A kiedy już wsiąknął w ten półświatkowi świat, kiedy został
właścicielem klubu, gdzie bawiły się obie strony barykady, a przepływ informacji był sprawny, to przecież... musiał nauczyć się rozmawiać też z kobietami, które czasem naprawdę się prosiły. Miał pod sobą butne tancerki, bezczelne barmanki i cwane kelnerki. W Emptiness było więcej damskiego pierwiastka niż facetów. I do tego wszystkie dupy chciały mu wejść na głowę, musiał sobie jakoś radzić. Chociaż najczęściej, to właśnie tak, jak postanowił to zrobić z Marią, tak tylko straszył, bo przecież by się do niej nie podniósł.
Pilar też by nie puścił, chociaż parsknął śmiechem na jej słowa, i mogła to czuć na sobie, jego śmiech.
-
Jakbym wiedział, że taka pierdolnięta, to bym nie wskoczył - mruknął jej do ucha.
A zaraz wdał się w dyskusję z Marią, o tym, jak mógłby jej przywalić, bo Kolumbijczycy byli agresywni. Chociaż to akurat prawda, że byli, jakby postawić Madoxa obok Włochów, Ruskich i Kanadyjczyków, to on był najbardziej pierdolnięty. Ale też może dlatego tak dobrze się utrzymywał.
Noriega znowu parsknął śmiechem, kiedy Pilar odezwała się do Marii -
nie zapominaj jeszcze o tym, że zamknęła cię w kiblu cariño… już za samo to powinienem ją... zabić - pokazał Stewart czubek języka, już nie przejmując się wcale Marią, która zresztą zeszła do kajuty. Wytatuowane palce Noriegi też sunęły po rozgrzanej skórze jego narzeczonej, zaczepiał nimi o te tatuaże, które chowała pod skąpym bikini -
jak nie weźmiemy zaraz tego ślubu... - zaczął patrząc w piękne, duże oczy Pilar. Tylko nawet nie dokończył, bo padł pomysł z kąpaniem, a Ravi zaraz się zrywał z miejsca i skakał za burtę. Zanim jeszcze kotwica została zrzucona. Zrobiło się trochę zamieszania, ale tym razem takiego wesołego, jak Ravi płynął za łodzią, a dziewczyny do niego machały.
-
Już nikogo nie ratuję, skończył się dzień dobroci - Madox oparł się o barierkę zaglądając do wody, chociaż kiedy Theresa się wywaliła za burtę, to się wyprostował, ale już podpłynął do niej Ravi. Noriega to mógł sobie gadać, a prawda jest taka, że gdyby przyszło co do czego, to on przecież nie umiał stać obojętnie. Ale teraz stanął z boku i obserwował Pilar, kiedy kazała mu patrzeć. Oczywiście, że w pierwszej chwili się zaśmiał, kiedy uderzyła o taflę wody, ale zaraz bił jej brawo i nawet zagwizdał na palcach -
zajebiście cariño, prawdziwa z ciebie syrenka - Madox najpierw się przymierzył do tego, żeby też zrobić salto, ale zamiast tego odwrócił się tyłem i wybił, zrobił tylko pół backflipa, bo zamiast lądować na nogach, to on ładnie wszedł pod wodę strzałką i zanurkował. Oczywiście, że od razu podpłynął do Pilar, żeby ją pozaczepiać. Pochlapali się, poprzepychali, potopili, a on nawet ugryzł ją w mały palec u stopy i tyłek, gdzie zostawił jej ślad po zębach, żeby tylko Maria nie widziała, bo zaraz go oskarży o przemoc. A kiedy Maria do nich dołączyła, to Noriega też chciał odciągnąć na bok swoją narzeczoną, nawet jej zaproponować jakieś nurkowanie, ale Theresa wpadła na konkurs w opływaniu łodzi. Tylko szybko okazało się, że to chuj, a nie zawody, bo Theresa sobie płynęła rekreacyjnie, raz pieskiem, raz żabką, a raz w ogóle tylko unosząc się na wodzie.
Madox spojrzał na Pilar, no bo zawody, to zawody, a nie...
Ale w końcu machnął na to ręką.
-
Ja właściwie... - coś miał powiedzieć o tych wątpliwościach? Że jakieś ma? Że nie ma ich wcale? A może znowu rzucić jakiś żart, ale Theresa się znowu odezwała i to wcale nie wyglądała jakby żartowała -
nie ma nawet kurwa takiej opcji - od razu rzucił i podpłynął do Pilar, kiedy się zatrzymała, bo on na pewno nie chciał, żeby ich znowu rozdzielali, to zawsze kończyło się źle. A zresztą oni dzisiaj i tak mieli dla siebie tak mało czasu, cały czas ktoś im się wpierdalał. Ale Theresa już nawijała, że takie są tradycje, bla bla bla, że on nie może oglądać panny młodej przed ślubem. Aż Madox odwrócił się do Pilar i uniósł jedną brew -
zawsze chcę ją oglądać, do końca życia - już opłynął swoją narzeczoną i podszczypnął ją gdzieś po pośladkach i udach, zębami też. Zaraz przypłynął Ravi i zaczął nawijać, co oni w tym czasie będą robili, no i jak jeszcze pierwsza część brzmiała dobrze, to... -
ja wolę na odreagowanie seks, albo mata i mordobicie, strzelanie mnie stresuje - powiedział szczerze, bo tak było, Madox chujowo strzelał, a jego przyszłej żonie wcale się nie spieszyło, żeby go nauczyć. Uśmiechnął się, kiedy Pilar powiedziała, że ona chce strzelać i ją znowu zaczepiał -
a ja mogę na masaż, byle nie tajski - no to już się podzielili i chyba jednak Madox sobie poleży w łóżku z kamieniami. Tylko zaraz Theresa znowu zaczęła o tych tradycjach, a Noriega strzelił oczami -
ale my nie jesteśmy tradycjonalistami, jakbym chciał w zgodzie z moimi tradycjami, to bym ją zabrał do Medellin - znowu sobie pływał koło Pilar.
-
To czemu nie zabrałeś? - zapytał Ravi -
to znaczy czemu postawiliście na Rio i to tak bez żadnego przygotowania? Długo jesteście zaręczeni? Nie chcieliście tradycyjnego wesela? Pewnie te kolumbijskie są zajebiste, nie? - odwrócił się do Madoxa.
-
Są, ale my chcieliśmy po swojemu, zresztą to była spontaniczna decyzja - Noriega spojrzał na swoją narzeczoną prawda jest taka, że nie spodziewał się tego ślubu teraz, ale Pilar chyba też nie, i to chyba było w tym najlepsze, że oni jednego dnia postanowili się pobrać, drugiego to robili, w Rio, bo Madox nawet nie przemyślał, że oni tu będą cały dzień lecieć. Ale kto by się tym przejmował? Nie oni -
kiedy się zaręczyliśmy? Dwa miesiące temu? - spojrzał na Stewart. U nich czas zawsze płynął dziko, dużo się działo, cały czas -
w Meksyku - dodał jakby to miało coś wyjaśnić, ale Ravi i Theresa popatrzyli po sobie.
-
My w Hiszpanii, po dwóch miesiącach znajomości, a po sześciu braliśmy ślub, tylko, że taki duży, bo Ravi ma wielką rodzinę, dużo kuzynów i dużo przyjaciół - powiedziała klepiąc swojego męża po ramieniu -
więc trochę was rozumiem - uwiesiła się na ramieniu męża podtapiając go. Teraz oni się trochę pochlapali, a Madox za to zawisł na przeciwko Pilar, a jego ciemne spojrzenie odnalazło jej piękne, czekoladowe oczy.
-
Chcemy mieć takie udane małżeństwo jak oni? - zapytał zerkając przed ramię -
chcę, żebyś się dla mnie odwaliła, ale nie chcę siedzieć osobno i tracić kolejnych godzin - mruknął tak, żeby małżeństwo ich nie słyszało -
wykręćmy się z tego jakoś... - dodał i znowu podpłynął do Pilar bliżej -
chyba, że chcesz te kamienie? A ja postaram się... nikogo nie zastrzelić - z jego celem musiał się naprawdę postarać.
Intentemos librarnos de esta °.
⋆❀˖°