-
Don’t mistake my silence for weakness
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkizaimkityp narracjiTrzecioosobowyczas narracjiPrzeszłypostaćautor
Jasna sukienka w drobne kwiaty miękko podkreślała talię, a usztywniany gorset nadawał sylwetce lekkości i elegancji. Charly odruchowo wygładziła materiał na biodrach i poprawiła ramiączko, zanim weszła do środka. Nie ubrała się dla nikogo. Po prostu po raz pierwszy od dawna mogła pozwolić sobie poczuć, że ciężka praca naprawdę zaczyna się opłacać. Czekając przy ladzie, bezwiednie wsłuchiwała się w rozmowy pracowników.
— Biedny facet… — westchnęła jedna z kelnerek, zerkając dyskretnie w głąb sali. — Czeka już chyba z pół godziny.
— Chyba go wystawiła. Nawet mi go szkoda. Charly odruchowo podążyła za ich spojrzeniami. Przy stoliku dla dwojga siedział mężczyzna. Sam. Co chwilę zerkał na telefon, później na wejście i z powrotem na puste krzesło naprzeciwko siebie.
Kącik jej ust drgnął. To nie była jej sprawa. Naprawdę nie była. — Zamówienie numer trzydzieści siedem! — rozległ się głos zza lady. Nie zareagowała. Całą jej uwagę pochłaniał teraz tamten stolik. — Numer trzydzieści siedem? — kelner powtórzył głośniej. Charly tylko machnęła ręką, nawet się nie odwracając. — Zaraz wrócę! — rzuciła przez ramię z takim przekonaniem, jakby sama wierzyła w te słowa. Nie wierzyła.
Już po chwili pewnym krokiem przemierzała salę, czując, jak z każdym metrem rozsądek coraz usilniej próbuje zawrócić ją z obranej drogi. Bezskutecznie. Zatrzymała się przy stoliku, wygładziła jeszcze raz materiał sukienki i nabrała powietrza. — Przepraszam za spóźnienie — odezwała się z uśmiechem, odsuwając krzesło naprzeciwko niego. — Obiecuję, że mam naprawdę dobrą wymówkę… tylko jeszcze jej nie wymyśliłam. - powiedziała na powiedziała na powitanie uroczo się przy tym uśmiechając.
Jayce Byrne
-
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracji3 os.czas narracjiprzeszłypostaćautor
Wraz z upływającym czasem, minuta za minutą, rosło w nim znużenie, a także niecierpliwość, gdy spoglądając na godzinę w telefonie, dostrzegł przy tym bezwzględnie upływający czas. W pół godziny, które spędził na powolnym sączeniu postawionej przed nim wody, mógł równie dobrze zorganizować skuteczny trening łydek i ud. Albo miałby czas na powtórzenie materiału ze studiów przed zbliżającymi się egzaminami. Każda z tych opcji wydawała mu się bardziej produktywna, niż oczekiwanie na partnerkę spotkania – i to bez wyraźnej gwarancji na to, że w ogóle pojawi się na miejscu.
Jayce na szczęście nie był na tyle niepewny siebie, by brak towarzystwa uznać za wstydliwy. Pomimo podszeptów przy barze i dyskretnych spojrzeń, które czuł na sobie od strony kelnerek, siedział dumnie wyprostowany. Nie był także skłonny do irytacji: proste problemy zwykle wymagały prostych rozwiązań. Dlatego, patrząc kilkukrotnie na zegarek w telefonie, i również na drzwi lokalu, właśnie zaczął rozważać wyjście. Przygotowywał się nawet do napisania SMS’a do swojej „randki w ciemno”, by poinformować ją o tym fakcie, gdy… nad stolikiem rozległ się kobiecy głos.
Tęczówki oczu Jayce’a w naturalnym trybie powędrowały za źródłem dźwięku, przesuwając się po drodze wzdłuż przyjemnych dla oka krzywizn kobiecego ciała. Ostatecznie spojrzenie spoczęło na jej symetrycznej, dziewczęcej twarzy, rozświetlonej chwilowo przez uśmiech.
Odsunąłby jej krzesło, wyrwany z cugów własnych dygresyjnych myśli nie zdążył jednak, kobieta sama więc zajęła miejsce naprzeciwko niego.
— Dać Ci więcej czasu?
Przez głos Jayce’a przebiła się drobna uszczypliwość, nawiązująca do i tak już dłuższego procesu oczekiwania na nią. Poruszył się jednak w krześle, poprawiając barki, i jednocześnie, strącając z siebie ochłap towarzyszącego mu nastroju.
Koniec końców westchnął cicho, opierając wytatuowane przedramiona o krawędź stolika, by nachylić się w jej kierunku nieznacznie.
— Zostawmy wymówki na potem, gdyby ktoś z nas chciał dyskretnie stąd „uciec” w razie niewypału… a teraz może złóżmy zamówienie?.
Wypowiedź brzmiała dość bezpośrednio, za to wypowiedział ją ze znacznie łagodniejszą nutą, niż wcześniej, odwzajemniając jej powitalny uśmiech. Wyciągnął przy tym rękę w jej kierunku, oficjalnie się przed nią przedstawiając:
— Jayce… miło Cię poznać twarzą w twarz. Nie kłamałaś co do urody — nawiązał luźno do jednej z wiadomości z aplikacji randkowej, w której kobieta sama (niepytana) zarzekała się, że nie będzie żałował, gdy tylko ją zobaczy.
Charly Hayes
-
Don’t mistake my silence for weakness
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkizaimkityp narracjiTrzecioosobowyczas narracjiPrzeszłypostaćautor
Mimo subtelnej nerwowości, która ogarniała sylwetę ciemnowłosej zawsze wtedy, gdy rozsądek próbował przypomnieć jej o konsekwencjach własnych pomysłów, uwadze Hayes nie umknęło to, jak spojrzenie nieznajomego przesunęło się po jej sylwetce, zanim zatrzymało się na zielonych tęczówkach. Te pod wpływem jego bezpośredniości uniosły się nieznacznie, a kącik ust drgnął w ledwie dostrzegalnym rozbawieniu. Nie była oburzona. Trudno było przecież oczekiwać, że mężczyzna, którego właśnie oszukała w imię ratowania jego samotnej kolacji, nie spróbuje jej ocenić choć przez chwilę. Poza tym… sama przed chwilą wkroczyła do jego wieczoru bez zaproszenia, więc chyba nie miała prawa udawać, że sytuacja była zupełnie normalna. A skoro już zdecydowała się na ten absurdalny krok, pozostawało jej jedynie odegrać swoją rolę najlepiej, jak potrafiła.
— Zostawmy wymówki na potem? — powtórzyła za nim, a w jej głosie pojawiła się nuta rozbawienia, jednocześnie porzuciła próbę odpowiedzi na wcześniej zadane pytanie, choć oczywiście wyczuła tę drobną uszczypliwość, której w normalnych okolicznościach nie zignorowałaby, odpowiadając jakimś nieco nieprzyjemnym komentarzem, jednak obecna sytuacja do normalnych nie należała. — To brzmi trochę tak, jakbyś od początku zakładał, że mogę okazać się katastrofą. - stwierdziła dodatkowo starając się rozładować w ten sposób dziwne napięcie, jakie wciąż odczuwała, chociaż Jayce patrząc na nią, mógł tego nie dostrzec.
Kącik ust ciemnowłosej uniósł się wyżej, gdy wyciągnął w jej stronę dłoń. Nie zwlekała długo, ujmując ją lekko. — Charly — przedstawiła się, zatrzymując spojrzenie na jego twarzy odrobinę dłużej, niż wymagała tego zwykła uprzejmość. Dopiero teraz, kiedy pierwsza fala odwagi zaczęła ustępować miejsca spokojniejszej obserwacji, zauważyła szczegóły, na które wcześniej nie miała czasu zwrócić uwagi. Mężczyzna przed nią zdecydowanie nie wyglądał jak ktoś, kto musiałby długo czekać na czyjąkolwiek uwagę. Biały T-shirt podkreślał opaleniznę i zarys sylwetki, a jeansy dodawały mu tej pozornej zwyczajności, która w jego przypadku działała chyba jeszcze bardziej na korzyść.
Jej spojrzenie na moment zatrzymało się na jego twarzy; mocne rysy, spokojny wyraz i coś w sposobie, w jaki na nią patrzył, sprawiły, że przez krótką chwilę zapomniała, że jeszcze kilka minut temu sama uważała swój pomysł za kompletnie absurdalny. Dodatkowo w subtelnym uśmiechu próbowała ukryć lekkie rozbawienie tym, że osoba, przy której właśnie usiadła zupełnie spontanicznie, okazała się zdecydowanie bardziej interesująca, niż zakładała. — Miło cię poznać, Jayce. - puściła w końcu jego dłoń, poprawiając serwetkę leżącą przy nakryciu, jakby ten drobny gest miał pomóc jej odzyskać kontrolę nad sytuacją.
— A jeśli chodzi o urodę… — dodała po chwili, nawiązując do jego komentarza. — Przyznam, że miałam nadzieję, iż przynajmniej tego nie będę musiała ci udowadniać. - zaśmiała się cicho, pozwalając, by napięcie pierwszych sekund nieco opadło. Była zupełnie nieświadoma przesadnej pewności siebie, jaką podczas wymiany wiadomości emanowała kobieta, która postanowiła go wystawić. Charly również nie brakowało poczucia własnej wartości, ale nie wynikało ono z potrzeby udowadniania komukolwiek swojej atrakcyjności. Była świadoma tego, kim jest, choć czasami ta pewność siebie prowadziła ją do pomysłów, których później sama nie potrafiła racjonalnie wyjaśnić.
Charly zdążyła tylko delikatnie skinąć głową na bezpośrednie pytanie bruneta, kiedy przy ich stoliku pojawił się kelner z kartami menu. Przyjęła kartę, przesuwając po niej palcami, choć przez pierwszą chwilę nawet nie spojrzała na znajdujące się w niej pozycje. Zamiast tego zerknęła znad menu na mężczyznę naprzeciwko. Najgorsze było to, że po przekroczeniu pewnej granicy nie mogła już po prostu powiedzieć: „Wiesz co, jednak pomyliłam stoliki”. Nie po tym, jak przed chwilą pewnym krokiem podeszła do niego, usiadła naprzeciwko i przywitała się tak, jakby znali się od dawna. Teraz pozostawało jej tylko brnąć dalej i mieć nadzieję, że nie zdradzi jej żaden drobny szczegół. Problem polegał na tym, że zupełnie nie wiedziała, jak wyglądała normalna randka. Zwłaszcza taka, na której ktoś poznawał ją po raz pierwszy. Dlatego postawiła na najprostsze rozwiązanie — rozmowę. — Czyli pierwsze trzydzieści sekund, kiedy każde z nas zastanawia się, czy drugie nie jest kompletnie dziwne… — uśmiechnęła się lekko, próbując rozładować napięcie. — Możemy przejść do łatwiejszych pytań. - przechyliła głowę, udając zamyślenie, chociaż tak naprawdę po prostu szukała czegoś, co zabrzmi wystarczająco naturalnie. Wtedy ponownie na sekundę utkwiła spojrzenie w karcie menu i pozycjach w niej zapisanych — Na przykład… jesteś typem człowieka, który zawsze wybiera to samo danie w restauracji, czy takim, który ryzykuje i później żałuje? - zapytała, mówiąc pierwsze, co przyszło jej do głowy.
Jayce Byrne
-
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracji3 os.czas narracjiprzeszłypostaćautor
Była zagadką i sprzecznością.
Brzeg ust Charly, wykrojony w zdecydowane rozbawienie, kolidował z ostrożnością, jaką w niej dostrzegał i która dotykała tarczy jej tęczówek. Największą jednak niewiadomą było to, w jaki sposób mówiła. Jak uporządkowanie budowała zdania w porównaniu do chaotycznego zapisu wiadomości w rejestrze jego telefonu.
O tym jednak już nie wspomniał. Nie czuł potrzeby. Prychnął jedynie, prawie w powieleniu jej rozbawienia, pozwalając by w tym głuchym odbiciu powietrza na ustach zawrzeć miękkie pęknięcie własnych, nietrafionych założeń na jej temat. Nie była tak oczywista, jak mu się wcześniej wydawało. Tak prosta i zarozumiała. Wąski pas szczeliny – z której wyłoniły się pozytywne emocje – wciąż wprawdzie miał w sobie cień niedowierzania, ale był on słabszy, mniej ingerujący w jego oceny oraz przekonania na temat niej i jej obecności.
— Ja w tym widzę mniej fatalizmu. Traktuję to bardziej jako swobodę wyboru. — Skąpe w czasie jego trwania, niemal wyrywkowe wzruszenie ramion przecięło wypowiedź na pół, tworząc jednocześnie krótką, prawie niedostrzegalną pauzę — Jeśli na jakimkolwiek etapie tej znajomości uznasz, że Ci nie wystarczam, masz prawo się wycofać. To działa w dwie strony. — zakończył myśl krótkim podsumowaniem.
Był charyzmatyczny – potrafił najgłupszą wypowiedź ująć w szkielet pewności tak silnej, że niemal pokrywającej błędy jego założeń – nie był jednak intelektualistą. Nie potrafił ładniej, niż dotychczas wyrażać myśli. Budował je z okruchów liter, które znał. Ze słów, które zgodnie z rytmem jego myśli, układały mu się na języku. Rzadko jednak przyglądał im się z dystansu, czy zastanawiał się nad lepszym ich ujęciem. Często nawet w jednym dniu, czy w jednej rozmowie, sam sobie przeczył. Mówił to, co nadawała jego głowa, a ona czasem – niechybnie – pracowała zbyt szybko i stawała się chaotycznym odbiorcą lub interpretatorem rzeczywistości.
— No to Ci się udało. Urody nie da Ci się odjąć — skwitował, cofając dłonie do poprzedniej pozycji, z ułożeniem ich na płaszczyźnie stolika, zanim jeszcze palce kobiety zdążyły pochwycić serwetkę. Horyzont jego wzroku miał szansę uchwycić jej gest, świadomość mężczyzny uznała jednak ten detal spotkania za mało znaczący, niemal od razu rzucając go w zapomnienie. Zamiast tego, zaraz po przyjściu kelnera, sięgnął po kartę z Menu, zerkając w proponowane na dziś pozycje.
— Trudne pytania są najciekawsze — zaryzykował drobną prowokacją, spoglądając na jej twarz z widocznym wyzwaniem, ukrytym w emocjonalnych prześwietleniach jego jasnych oczu. Jednocześnie, idąc za tokiem jej rozmowy, zawiesił na moment zarówno słowa, jak i gesty. Pozwolił ciszy wybrzmieć, a oczom zapamiętać jej dziewczęcą twarz i wszystko to, co czyniło ją ładną, ale również charakterystyczną, jak ewentualne pojedyncze piegi, czy ułożenie włosów.
Ostatecznie, wraz z wyciszeniem emocji między nimi, dał temu spotkaniu rozwijać się we własnym kształcie, dyktowanym jej wcześniejszymi słowami:
— Możesz przekonać się sama. Zamów za mnie.
To mówiąc, ryzykownie odłożył kartę Menu na brzeg stolika, zupełnie swobodnie czując się z oddaniem jej kontroli na polu szykujących się, gastronomicznych decyzji. Nie wykluczało to jednak jego dalszej odpowiedzi:
— Nie pamiętam, kiedy ostatni raz czegokolwiek żałowałem… — powoli oparł się w krześle, pozwalając, by wraz z wycofaniem grzbietu sylwetki, wycofały się również jego dłonie, teraz spoczywające niemal przy krawędzi stołu. Zaplecione w koszyczek nie podpowiadały jej, czy może się stresować.
(Nie stresował się).
— Może tego, że 3 lata temu, lecąc do Kanady, nie wziąłem do bagażu Vegemite — zaśmiał się — To australijska pasta śniadaniowa z ekstraktu drożdżowego, w Toronto nie do dostania — dodał wyjaśniająco.
— Twoja najbardziej kompromitująca randka?
Trudne pytania,
były najciekawsze.
Charly Hayes