-
Don’t mistake my silence for weakness
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkizaimkityp narracjiTrzecioosobowyczas narracjiPrzeszłypostaćautor
Jasna sukienka w drobne kwiaty miękko podkreślała talię, a usztywniany gorset nadawał sylwetce lekkości i elegancji. Charly odruchowo wygładziła materiał na biodrach i poprawiła ramiączko, zanim weszła do środka. Nie ubrała się dla nikogo. Po prostu po raz pierwszy od dawna mogła pozwolić sobie poczuć, że ciężka praca naprawdę zaczyna się opłacać. Czekając przy ladzie, bezwiednie wsłuchiwała się w rozmowy pracowników.
— Biedny facet… — westchnęła jedna z kelnerek, zerkając dyskretnie w głąb sali. — Czeka już chyba z pół godziny.
— Chyba go wystawiła. Nawet mi go szkoda. Charly odruchowo podążyła za ich spojrzeniami. Przy stoliku dla dwojga siedział mężczyzna. Sam. Co chwilę zerkał na telefon, później na wejście i z powrotem na puste krzesło naprzeciwko siebie.
Kącik jej ust drgnął. To nie była jej sprawa. Naprawdę nie była. — Zamówienie numer trzydzieści siedem! — rozległ się głos zza lady. Nie zareagowała. Całą jej uwagę pochłaniał teraz tamten stolik. — Numer trzydzieści siedem? — kelner powtórzył głośniej. Charly tylko machnęła ręką, nawet się nie odwracając. — Zaraz wrócę! — rzuciła przez ramię z takim przekonaniem, jakby sama wierzyła w te słowa. Nie wierzyła.
Już po chwili pewnym krokiem przemierzała salę, czując, jak z każdym metrem rozsądek coraz usilniej próbuje zawrócić ją z obranej drogi. Bezskutecznie. Zatrzymała się przy stoliku, wygładziła jeszcze raz materiał sukienki i nabrała powietrza. — Przepraszam za spóźnienie — odezwała się z uśmiechem, odsuwając krzesło naprzeciwko niego. — Obiecuję, że mam naprawdę dobrą wymówkę… tylko jeszcze jej nie wymyśliłam. - powiedziała na powiedziała na powitanie uroczo się przy tym uśmiechając.
Jayce Byrne
-
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracji3 os.czas narracjiprzeszłypostaćautor
Wraz z upływającym czasem, minuta za minutą, rosło w nim znużenie, a także niecierpliwość, gdy spoglądając na godzinę w telefonie, dostrzegł przy tym bezwzględnie upływający czas. W pół godziny, które spędził na powolnym sączeniu postawionej przed nim wody, mógł równie dobrze zorganizować skuteczny trening łydek i ud. Albo miałby czas na powtórzenie materiału ze studiów przed zbliżającymi się egzaminami. Każda z tych opcji wydawała mu się bardziej produktywna, niż oczekiwanie na partnerkę spotkania – i to bez wyraźnej gwarancji na to, że w ogóle pojawi się na miejscu.
Jayce na szczęście nie był na tyle niepewny siebie, by brak towarzystwa uznać za wstydliwy. Pomimo podszeptów przy barze i dyskretnych spojrzeń, które czuł na sobie od strony kelnerek, siedział dumnie wyprostowany. Nie był także skłonny do irytacji: proste problemy zwykle wymagały prostych rozwiązań. Dlatego, patrząc kilkukrotnie na zegarek w telefonie, i również na drzwi lokalu, właśnie zaczął rozważać wyjście. Przygotowywał się nawet do napisania SMS’a do swojej „randki w ciemno”, by poinformować ją o tym fakcie, gdy… nad stolikiem rozległ się kobiecy głos.
Tęczówki oczu Jayce’a w naturalnym trybie powędrowały za źródłem dźwięku, przesuwając się po drodze wzdłuż przyjemnych dla oka krzywizn kobiecego ciała. Ostatecznie spojrzenie spoczęło na jej symetrycznej, dziewczęcej twarzy, rozświetlonej chwilowo przez uśmiech.
Odsunąłby jej krzesło, wyrwany z cugów własnych dygresyjnych myśli nie zdążył jednak, kobieta sama więc zajęła miejsce naprzeciwko niego.
— Dać Ci więcej czasu?
Przez głos Jayce’a przebiła się drobna uszczypliwość, nawiązująca do i tak już dłuższego procesu oczekiwania na nią. Poruszył się jednak w krześle, poprawiając barki, i jednocześnie, strącając z siebie ochłap towarzyszącego mu nastroju.
Koniec końców westchnął cicho, opierając wytatuowane przedramiona o krawędź stolika, by nachylić się w jej kierunku nieznacznie.
— Zostawmy wymówki na potem, gdyby ktoś z nas chciał dyskretnie stąd „uciec” w razie niewypału… a teraz może złóżmy zamówienie?.
Wypowiedź brzmiała dość bezpośrednio, za to wypowiedział ją ze znacznie łagodniejszą nutą, niż wcześniej, odwzajemniając jej powitalny uśmiech. Wyciągnął przy tym rękę w jej kierunku, oficjalnie się przed nią przedstawiając:
— Jayce… miło Cię poznać twarzą w twarz. Nie kłamałaś co do urody — nawiązał luźno do jednej z wiadomości z aplikacji randkowej, w której kobieta sama (niepytana) zarzekała się, że nie będzie żałował, gdy tylko ją zobaczy.
Charly Hayes
-
Don’t mistake my silence for weakness
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkizaimkityp narracjiTrzecioosobowyczas narracjiPrzeszłypostaćautor
Mimo subtelnej nerwowości, która ogarniała sylwetę ciemnowłosej zawsze wtedy, gdy rozsądek próbował przypomnieć jej o konsekwencjach własnych pomysłów, uwadze Hayes nie umknęło to, jak spojrzenie nieznajomego przesunęło się po jej sylwetce, zanim zatrzymało się na zielonych tęczówkach. Te pod wpływem jego bezpośredniości uniosły się nieznacznie, a kącik ust drgnął w ledwie dostrzegalnym rozbawieniu. Nie była oburzona. Trudno było przecież oczekiwać, że mężczyzna, którego właśnie oszukała w imię ratowania jego samotnej kolacji, nie spróbuje jej ocenić choć przez chwilę. Poza tym… sama przed chwilą wkroczyła do jego wieczoru bez zaproszenia, więc chyba nie miała prawa udawać, że sytuacja była zupełnie normalna. A skoro już zdecydowała się na ten absurdalny krok, pozostawało jej jedynie odegrać swoją rolę najlepiej, jak potrafiła.
— Zostawmy wymówki na potem? — powtórzyła za nim, a w jej głosie pojawiła się nuta rozbawienia, jednocześnie porzuciła próbę odpowiedzi na wcześniej zadane pytanie, choć oczywiście wyczuła tę drobną uszczypliwość, której w normalnych okolicznościach nie zignorowałaby, odpowiadając jakimś nieco nieprzyjemnym komentarzem, jednak obecna sytuacja do normalnych nie należała. — To brzmi trochę tak, jakbyś od początku zakładał, że mogę okazać się katastrofą. - stwierdziła dodatkowo starając się rozładować w ten sposób dziwne napięcie, jakie wciąż odczuwała, chociaż Jayce patrząc na nią, mógł tego nie dostrzec.
Kącik ust ciemnowłosej uniósł się wyżej, gdy wyciągnął w jej stronę dłoń. Nie zwlekała długo, ujmując ją lekko. — Charly — przedstawiła się, zatrzymując spojrzenie na jego twarzy odrobinę dłużej, niż wymagała tego zwykła uprzejmość. Dopiero teraz, kiedy pierwsza fala odwagi zaczęła ustępować miejsca spokojniejszej obserwacji, zauważyła szczegóły, na które wcześniej nie miała czasu zwrócić uwagi. Mężczyzna przed nią zdecydowanie nie wyglądał jak ktoś, kto musiałby długo czekać na czyjąkolwiek uwagę. Biały T-shirt podkreślał opaleniznę i zarys sylwetki, a jeansy dodawały mu tej pozornej zwyczajności, która w jego przypadku działała chyba jeszcze bardziej na korzyść.
Jej spojrzenie na moment zatrzymało się na jego twarzy; mocne rysy, spokojny wyraz i coś w sposobie, w jaki na nią patrzył, sprawiły, że przez krótką chwilę zapomniała, że jeszcze kilka minut temu sama uważała swój pomysł za kompletnie absurdalny. Dodatkowo w subtelnym uśmiechu próbowała ukryć lekkie rozbawienie tym, że osoba, przy której właśnie usiadła zupełnie spontanicznie, okazała się zdecydowanie bardziej interesująca, niż zakładała. — Miło cię poznać, Jayce. - puściła w końcu jego dłoń, poprawiając serwetkę leżącą przy nakryciu, jakby ten drobny gest miał pomóc jej odzyskać kontrolę nad sytuacją.
— A jeśli chodzi o urodę… — dodała po chwili, nawiązując do jego komentarza. — Przyznam, że miałam nadzieję, iż przynajmniej tego nie będę musiała ci udowadniać. - zaśmiała się cicho, pozwalając, by napięcie pierwszych sekund nieco opadło. Była zupełnie nieświadoma przesadnej pewności siebie, jaką podczas wymiany wiadomości emanowała kobieta, która postanowiła go wystawić. Charly również nie brakowało poczucia własnej wartości, ale nie wynikało ono z potrzeby udowadniania komukolwiek swojej atrakcyjności. Była świadoma tego, kim jest, choć czasami ta pewność siebie prowadziła ją do pomysłów, których później sama nie potrafiła racjonalnie wyjaśnić.
Charly zdążyła tylko delikatnie skinąć głową na bezpośrednie pytanie bruneta, kiedy przy ich stoliku pojawił się kelner z kartami menu. Przyjęła kartę, przesuwając po niej palcami, choć przez pierwszą chwilę nawet nie spojrzała na znajdujące się w niej pozycje. Zamiast tego zerknęła znad menu na mężczyznę naprzeciwko. Najgorsze było to, że po przekroczeniu pewnej granicy nie mogła już po prostu powiedzieć: „Wiesz co, jednak pomyliłam stoliki”. Nie po tym, jak przed chwilą pewnym krokiem podeszła do niego, usiadła naprzeciwko i przywitała się tak, jakby znali się od dawna. Teraz pozostawało jej tylko brnąć dalej i mieć nadzieję, że nie zdradzi jej żaden drobny szczegół. Problem polegał na tym, że zupełnie nie wiedziała, jak wyglądała normalna randka. Zwłaszcza taka, na której ktoś poznawał ją po raz pierwszy. Dlatego postawiła na najprostsze rozwiązanie — rozmowę. — Czyli pierwsze trzydzieści sekund, kiedy każde z nas zastanawia się, czy drugie nie jest kompletnie dziwne… — uśmiechnęła się lekko, próbując rozładować napięcie. — Możemy przejść do łatwiejszych pytań. - przechyliła głowę, udając zamyślenie, chociaż tak naprawdę po prostu szukała czegoś, co zabrzmi wystarczająco naturalnie. Wtedy ponownie na sekundę utkwiła spojrzenie w karcie menu i pozycjach w niej zapisanych — Na przykład… jesteś typem człowieka, który zawsze wybiera to samo danie w restauracji, czy takim, który ryzykuje i później żałuje? - zapytała, mówiąc pierwsze, co przyszło jej do głowy.
Jayce Byrne
-
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracji3 os.czas narracjiprzeszłypostaćautor
Była zagadką i sprzecznością.
Brzeg ust Charly, wykrojony w zdecydowane rozbawienie, kolidował z ostrożnością, jaką w niej dostrzegał i która dotykała tarczy jej tęczówek. Największą jednak niewiadomą było to, w jaki sposób mówiła. Jak uporządkowanie budowała zdania w porównaniu do chaotycznego zapisu wiadomości w rejestrze jego telefonu.
O tym jednak już nie wspomniał. Nie czuł potrzeby. Prychnął jedynie, prawie w powieleniu jej rozbawienia, pozwalając by w tym głuchym odbiciu powietrza na ustach zawrzeć miękkie pęknięcie własnych, nietrafionych założeń na jej temat. Nie była tak oczywista, jak mu się wcześniej wydawało. Tak prosta i zarozumiała. Wąski pas szczeliny – z której wyłoniły się pozytywne emocje – wciąż wprawdzie miał w sobie cień niedowierzania, ale był on słabszy, mniej ingerujący w jego oceny oraz przekonania na temat niej i jej obecności.
— Ja w tym widzę mniej fatalizmu. Traktuję to bardziej jako swobodę wyboru. — Skąpe w czasie jego trwania, niemal wyrywkowe wzruszenie ramion przecięło wypowiedź na pół, tworząc jednocześnie krótką, prawie niedostrzegalną pauzę — Jeśli na jakimkolwiek etapie tej znajomości uznasz, że Ci nie wystarczam, masz prawo się wycofać. To działa w dwie strony. — zakończył myśl krótkim podsumowaniem.
Był charyzmatyczny – potrafił najgłupszą wypowiedź ująć w szkielet pewności tak silnej, że niemal pokrywającej błędy jego założeń – nie był jednak intelektualistą. Nie potrafił ładniej, niż dotychczas wyrażać myśli. Budował je z okruchów liter, które znał. Ze słów, które zgodnie z rytmem jego myśli, układały mu się na języku. Rzadko jednak przyglądał im się z dystansu, czy zastanawiał się nad lepszym ich ujęciem. Często nawet w jednym dniu, czy w jednej rozmowie, sam sobie przeczył. Mówił to, co nadawała jego głowa, a ona czasem – niechybnie – pracowała zbyt szybko i stawała się chaotycznym odbiorcą lub interpretatorem rzeczywistości.
— No to Ci się udało. Urody nie da Ci się odjąć — skwitował, cofając dłonie do poprzedniej pozycji, z ułożeniem ich na płaszczyźnie stolika, zanim jeszcze palce kobiety zdążyły pochwycić serwetkę. Horyzont jego wzroku miał szansę uchwycić jej gest, świadomość mężczyzny uznała jednak ten detal spotkania za mało znaczący, niemal od razu rzucając go w zapomnienie. Zamiast tego, zaraz po przyjściu kelnera, sięgnął po kartę z Menu, zerkając w proponowane na dziś pozycje.
— Trudne pytania są najciekawsze — zaryzykował drobną prowokacją, spoglądając na jej twarz z widocznym wyzwaniem, ukrytym w emocjonalnych prześwietleniach jego jasnych oczu. Jednocześnie, idąc za tokiem jej rozmowy, zawiesił na moment zarówno słowa, jak i gesty. Pozwolił ciszy wybrzmieć, a oczom zapamiętać jej dziewczęcą twarz i wszystko to, co czyniło ją ładną, ale również charakterystyczną, jak ewentualne pojedyncze piegi, czy ułożenie włosów.
Ostatecznie, wraz z wyciszeniem emocji między nimi, dał temu spotkaniu rozwijać się we własnym kształcie, dyktowanym jej wcześniejszymi słowami:
— Możesz przekonać się sama. Zamów za mnie.
To mówiąc, ryzykownie odłożył kartę Menu na brzeg stolika, zupełnie swobodnie czując się z oddaniem jej kontroli na polu szykujących się, gastronomicznych decyzji. Nie wykluczało to jednak jego dalszej odpowiedzi:
— Nie pamiętam, kiedy ostatni raz czegokolwiek żałowałem… — powoli oparł się w krześle, pozwalając, by wraz z wycofaniem grzbietu sylwetki, wycofały się również jego dłonie, teraz spoczywające niemal przy krawędzi stołu. Zaplecione w koszyczek nie podpowiadały jej, czy może się stresować.
(Nie stresował się).
— Może tego, że 3 lata temu, lecąc do Kanady, nie wziąłem do bagażu Vegemite — zaśmiał się — To australijska pasta śniadaniowa z ekstraktu drożdżowego, w Toronto nie do dostania — dodał wyjaśniająco.
— Twoja najbardziej kompromitująca randka?
Trudne pytania,
były najciekawsze.
Charly Hayes
-
Don’t mistake my silence for weakness
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkizaimkityp narracjiTrzecioosobowyczas narracjiPrzeszłypostaćautor
Obecnie tę odczuwała przy każdym dłuższym spojrzeniu, jakim obdarowywał ją Jayce. Pozbawiona wiedzy na temat jego randki, błądziła niczym dziecko we mgle, poddając się tej absurdalnej sytuacji, której stała się inicjatorką. Nie wiedziała, jak wiele zdołał już dostrzec, a przede wszystkim — jak wiele zdążył sobie dopowiedzieć, obserwując ją przez ostatnie minuty. W końcu nie znała go. Nie miała pojęcia, co kryło się za spokojem jego twarzy ani jak daleko sięgała jego spostrzegawczość, dlatego też każde kolejne spojrzenie zaczynało przypominać jej nieco zbyt dokładną kontrolę, której sama zresztą dostarczyła mu powodów.
— Dobrze, w takim wypadku zgadzam się — skinęła głową w trakcie wypowiadania tego zdania. To brzmiało uczciwie. Prawo do wycofania się, jeśli na którymkolwiek etapie jedno z nich uzna, że druga osoba nie jest tym, czego szukała. Bez pretensji, bez niepotrzebnych tłumaczeń i przede wszystkim bez obowiązku trwania w czymś, co z jakiegoś powodu przestało odpowiadać jednej ze stron.
Komplement, choć niewątpliwie przyjemny, nie wywołał na jej twarzy szczególnego zaskoczenia. Była świadoma własnej urody, podobnie jak świadoma była tego, że niejednokrotnie stanowiła ona najłatwiejszy sposób na odwrócenie uwagi od wszystkiego, co w danej chwili chciała pozostawić poza zasięgiem cudzej ciekawości. Natomiast słysząc kolejna zdania opuszczające usta bruneta, skupiła się na tym jednym, które w pierwszym odruchu uniosło do góry prawą brew, pozwalając nikłemu zaskoczeniu wymalować się na twarzy Char. To sekundę później ustąpiło miejsca subtelnemu uśmiechowi, zanim spojrzeniem ponownie wróciła do karty menu. Tym razem więcej uwagi poświęciła pozycjom w niej zapisanym, przekładając raz po raz strony. Wyboru powinna dokonać świadomie i z pełną powagą, skoro Jayce poniekąd obdarzył ją zaufaniem, jednak takie zachowanie nie odzwierciedlało Charly. Nic więc dziwnego, że ostatecznie przymknęła na chwilę powieki, po czym palcem wskazującym uderzyła w tekturową teksturę. - To brzmi dobrze - stwierdziła, dopiero teraz otwierając oczy - S o u v l a k i - - odczytała literka po literce, starając się nie pomylić nazwy. Sama nigdy nie sięgała po tę pozycję, zazwyczaj ograniczając się do dobrze znanej i uwielbianej przez nią mussaki oraz przystawek w postaci oliwek czy sera feta. Mimo to uśmiechnęła się do swojego towarzysza, odkładając kartę, a gdy zjawił się przy nich kelner pozwoliła, by mężczyzna złożył zamówienie na wybraną przez nią potrawę. Wówczas wrócili do chwilowo przerwanej rozmowy, zakończonej pytaniem o najbardziej kompromitującą randkę.
To wymagało od panny Hayes dłuższej chwili namysłu, podczas której umysł zalewały wszystkie te kompromitujące wydarzenia w jej życiu, które wręcz przylegały do niej z niebywałą łatwością. Zaznaczyć tutaj należy, że mimo swojej impulsywności Char odznaczała się także pokładami zdrowego rozsądku, chociaż rzadko kiedy słuchała jego głosu. Znacznie częściej pozwalała, by prowadziła ją ciekawość, chwilowy kaprys lub zwyczajna potrzeba sprawdzenia, co wydarzy się dalej, kiedy już przekroczy granicę, której rozsądniejsza część jej osobowości usilnie próbowała pilnować. Tym sposobem kolekcjonowała wspomnienia, do których z perspektywy czasu wracała z mieszanką rozbawienia i zażenowania, nie zawsze potrafiąc rozstrzygnąć, czy bardziej bawiła ją własna bezmyślność, czy może fakt, że w tamtych chwilach naprawdę uważała swoje postępowanie za całkowicie uzasadnione.
Niektóre historie wymagały jednak odpowiedniego stażu znajomości, inne odrobiny alkoholu, a jeszcze inne najlepiej byłoby pozostawić w bezpiecznych odmętach przeszłości i nigdy więcej do nich nie wracać. Ostatecznie jednak jedna z nich wysunęła się na prowadzenie, przywołując wspomnienie, które nawet po latach potrafiło wywołać na jej twarzy ten charakterystyczny grymas człowieka boleśnie uświadamiającego sobie własną głupotę. — Była kiedyś taka jedna… — zaczęła, przeciągając nieznacznie ostatnie słowo, jakby nadal zastanawiała się, czy aby na pewno chce dzielić się tą historią. — Byłam kiedyś na randce z facetem, który bardzo dobrze znał się na winie. Ja nie znałam się wcale, ale oczywiście nie zamierzałam się do tego przyznać. - kącik jej ust drgnął. — Więc kiedy zapytał, co sądzę o butelce, którą zamówił, powiedziałam mu, że jest okropna. Że kwaśna, ciężka i ma zdecydowanie zbyt sztuczny aromat. spojrzała na Jayce’a. — Później dowiedziałam się, że to było jego wino. Zawiesiła głos. — Jego winnica. Jego marka. westchnęła cicho, jakby sama nadal nie mogła uwierzyć we własną głupotę. — A ja przez dobre dziesięć minut tłumaczyłam mu, jak powinien produkować własne wino. - roześmiała się pod nosem. — Najgorsze jest to, że zamiast przyznać się od razu, że nie mam pojęcia, o czym mówię, zaczęłam brnąć. Wymyśliłam nawet teorię o złym przechowywaniu butelki. - jej spojrzenie ponownie odnalazło jego jasne tęczówki. — Ostatecznie wyszłam z restauracji pięć minut przed nim, bo uznałam, że moja godność już i tak leży martwa na podłodze. - uśmiechnęła się szerzej. — Więc… tak. Chyba właśnie znalazłeś moją najbardziej kompromitującą randkę. Teraz twoja kolej. I błagam, nie mów mi, że zapomnienie Vegemite to najlepsze, na co cię stać. Nie uwierzę.
Jayce Byrne
-
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracji3 os.czas narracjiprzeszłypostaćautor
— Nie najgorszy wybór. Lubię mięso — przyznał, choć nie pamiętał dokładnie, czy souvlaki na pewno należały do tej kategorii dania. Na szczęście, sądząc po powolnym i ostrożnym odczytywaniu nazwy, Charly również nie wydawała się znać tej potrawy, a on nie miał na tyle silnie rozwiniętego zmysłu i zainteresowania gastronomicznego, by dochodzić do clue tej wiedzy.
Milczenie ponownie wypełniło przestrzeń przy stoliku, choć nie niosło za sobą żadnego tonażu emocji. Charly sprawiała przy tym wrażenie zamyślonej, a on pozwolił jej na chwilę zastanowienia przed udzieleniem odpowiedzi. W tym czasie dosunął się z krzesłem do stolika, rejestrując jednocześnie ciche skrzypnięcie nóżek, uginających się pod ciężarem jego zbitych mięśni. NIe był lekki, nie był też w swoim ruchu specjalnie delikatny, impulsem chwili podsuwając się do blatu sprawnie, ale szybko. Podeszwa buta wybiła pierwszy rytm na posadzce, gdy splatając ręce na stoliku, nachylał się do rozmówczyni w natężonym, ale cichym oczekiwaniu. Ścięgna rąk napięły się przy tym, a barki unieruchomiły się w zdeterminowanej pozie, blokując chęć do powiedzenia czegoś lub pospieszenia jej. Nie należał do osób szczególnie cierpliwych - zwykle pozostawał w ruchu, a wciąż czując w sobie zew działania, rzadko kiedy zastygał w totalnej bierności. Dziś energia, wypalająca ślad na każdym jednym neuronie jego ciała, objawiała się w drżeniu nogi pod stolikiem. Całym korpusem poruszył natomiast w krótkim, urywkowym dygnięciu wraz z pierwszymi jej słowami.
Była kiedyś taka jedna brzmiało jak dobry początek historii. A później spadła na niego salwa słów, której po części oczekiwał, ale której nie próbował ująć w żadną ramę oceny. Między głoskami tkwiła pewna prawda o niej - jej porywczość i upartość, ale także niebezpieczna elastyczność w dopasowaniu się do środowiska i sytuacji, która czyniła z niej trudną do odczytania. Zmieniała się w zależności od kontekstu i potrzeb chwili. Takie przynajmniej odniósł wrażenie po wysłuchaniu jej wersji “kompromitującej randki”. Mógł się oczywiście mylić.
— Rozumiem…
Kiedy ostatnie słowa odpowiedzi zeszły na jej język, a ona wyraziła chęć poznania również jego, wyprostował się, tym razem dając jej więcej, niż Vegemite.
— W ostatnim miesiącu spotkałem pewną kobietę w barze…
Nie musiała długo czekać na jego opowieść. Bazował na tym, co wpadło mu do głowy zaraz po zasłyszanej “godności leżącej martwo na podłodze”. Myśl o randce tego typu, zupełnie nieudanej i takiej, która pozbywała go dumy, musiała wisieć w kątach świadomości na długo przed zadanym przez nią pytaniem. Może nawet w momencie, gdy sam wybrał ów pytanie dla niej, inspirowany własnymi doświadczeniami.
— Skończyliśmy w jej mieszkaniu, bo było niedaleko. Rzecz w tym, że przez cały wieczór wydawała mi się dziwnie znajoma. Pewność nabrałem w momencie, gdy zobaczyłem pękniętą szybkę obrazu w salonie.
Przerwał opowiadanie tylko na moment, pozwalając, by kelner doniósł im po szklance wody. Skorzystał ze sposobności, upijając nieco zawartości przed dalszą historią. Język, zawilgocony, nasycił się odświeżającą nutą, zachęcając do pełniejszego i bardziej intymnego wyznania:
— Nawet teraz nie pamiętam co przedstawiał. Ale rok temu kochaliśmy się dokładnie w tym samym miejscu. Zrzuciłem obraz ramieniem, kiedy docisnąłem ją do ściany tuż obok niego… — Tym sposobem nie musiał mówić wprost, skąd wynikało pęknięcie na szybce, i dlaczego stało się ono elementem porządkującym jego myśli — Nim się zorientowałem, wylądowałem nago w korytarzu z zatrzaśniętymi przed nosem drzwiami — zaśmiał się na samą myśl o tym wspomnieniu. Nie budziło w nim już wstydu, ale wciąż uważał, że można było rozegrać tę sytuację lepiej. Wyjść z niej z obronną ręką (lub całym ciałem).
— Jak się okazało ona doskonale pamiętała mnie sprzed roku i poprzedni nasz seks… była skłonna mi wybaczyć, gdyby nie to, że powieliłem schemat… więc odegrała się w ten prosty sposób, pozostawiając mnie bez ubrania i bez… perspektyw na dalsze spotkanie.
Koniec historii nie był spektakularny, raczej autoironiczny i nieco intymny, zważywszy na to, że właśnie odkrywał przed nią tendencją do pakowania się w “zbyt lekkie relacje”.
— Dodam tylko, że rok to szmat czasu, ona się przefarbowała, a ja nigdy nie planowałem zostać w Kanadzie tak długo — nie tłumaczył się, przynajmniej nie świadomie, naprawdę wierzył w to, że sytuacja mogła potoczyć się inaczej, gdyby skupił się na tej relacji bardziej — Okazuje się jednak, że Kanada ma do zaoferowania więcej, niż ładne Kanadyjki i jeszcze nie odkryłem jej wszystkich kart… jeśli miałabyś mi podpowiedzieć, co koniecznie muszę tu zobaczyć, co by to było?
Charly Hayes
-
Don’t mistake my silence for weakness
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkizaimkityp narracjiTrzecioosobowyczas narracjiPrzeszłypostaćautor
Historia, którą w końcu postanowił się z nią podzielić, skutecznie odciągnęła ją od własnych rozważań. Początkowo słuchała z wyraźnym zainteresowaniem, opierając brodę na splecionych dłoniach, lecz z każdym kolejnym zdaniem coraz trudniej było jej zachować kamienną twarz. Kiedy wspomniał o pękniętej szybce obrazu, uniosła jedną brew, próbując odgadnąć, dokąd właściwie zmierzał, by chwilę później cicho parsknąć pod nosem. Jednak dopiero wizja Jayce’a stojącego nago na korytarzu, z zatrzaśniętymi przed nosem drzwiami, ostatecznie odebrała jej resztki powagi. Śmiech wyrwał się z jej ust zupełnie bezwiednie — szczery, dźwięczny i pozbawiony jakiejkolwiek złośliwości. Na moment nawet odchyliła głowę, kręcąc nią z niedowierzaniem.
— Wiesz… — zaczęła, kiedy udało jej się opanować rozbawienie. — Muszę przyznać, że spodziewałam się wielu rzeczy, ale zdecydowanie nie tego, że zostaniesz wyrzucony nago z mieszkania za… zbyt słabą pamięć do kobiet. — Kąciki jej ust wciąż pozostawały uniesione, a spojrzenie błyszczało od tłumionego śmiechu. — To chyba jedna z tych historii, których człowiek nie opowiada na pierwszej randce. Albo właśnie przeciwnie… opowiada tylko wtedy, kiedy ma naprawdę gdzieś, jakie wrażenie zrobi na drugiej osobie. — Zawiesiła na nim uważniejsze spojrzenie, próbując odgadnąć, do której kategorii należał Jayce. Nie wyglądał na kogoś, kto lubił się tłumaczyć, a jednak instynktownie dopowiedział kilka szczegółów, jakby zależało mu, aby nie odebrała go jako kompletnego dupka. Ta drobna niekonsekwencja nie umknęła jej uwadze. — Chociaż… — dodała po chwili, sięgając po szklankę z wodą. — Muszę jednak przyznać, że ona wykazała się kreatywnością. Większość kobiet urządziłaby ci awanturę. Ona po prostu… wystawiła cię za drzwi i pozwoliła, żebyś sam wyciągnął odpowiednie wnioski. — Upiła niewielki łyk, po czym odstawiła szklankę z cichym stuknięciem. - A ty przynajmniej masz dobrą historię do opowiadania.
Pytanie o Kanadę sprawiło jednak, że na krótką chwilę spoważniała. Wzrok mimowolnie uciekł gdzieś za jego ramię, jakby odpowiedź nie znajdowała się ani na suficie restauracji, ani w widoku za oknem, lecz znacznie dalej. — Większość powiedziałaby ci o Górach Skalistych, jeziorach albo zorzy polarnej. — Delikatnie wzruszyła ramionami. — Ja chyba wysłałabym cię w miejsce, którego nie znajdziesz w żadnym przewodniku. Wieczorem na przystań nad jeziorem Ontario. Nie po to, żeby coś zobaczyć… tylko żeby na chwilę usiąść i nic nie robić. To jedno z niewielu miejsc, w których Toronto przestaje udawać, że ciągle gdzieś biegnie. — Na jej twarzy pojawił się ledwie zauważalny uśmiech. — Choć…. I tutaj mogę się mylić, ale mam wrażenie, że dla ciebie samo siedzenie w miejscu byłoby większym wyzwaniem niż skok ze spadochronem. Hm?
Jayce Byrne
-
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracji3 os.czas narracjiprzeszłypostaćautor
— Teraz, jak mówię o tym głośno, to rzeczywiście brzmi dość absurdalnie — prychnął w rozbawieniu razem z nią.
Co prawda świadomość własnej osoby stojącej nago na korytarzu nie należała do wspomnień, które długo mogłyby go prześladować – na to był zbyt próżny i za mało wstydliwy, ale mimo wszystko fakt zaistniałej sytuacji był mu odrobinę niewygodny, choćby dlatego, że od tamtej pory nie wrócił do TAMTEGO baru, nie chcąc prowokować kobiety do bardziej wyszukanej zemsty... a całkiem lubił klimat tamtejszego lokalu.
Tak czy owak nie miał jej za złe parsknięcia i wybuchu śmiechu. Były to elementy, które wbrew pozorom nadały ich spotkaniu lżejszego tonu, którego po pierwszym napięciu potrzebowali. Zupełnie już zapomniał o spóźnieniu, i o tym, że prawie wyszedł, nie poznając jej. W tym momencie, i przy towarzyszącym mu nastroju, liczyło się to, że rozmowa płynęła między nimi naturalnie i bez zbędnych przystanków.
— Może to jedna z tych, która ma chwycić Twoją uwagę na dłużej, niż 5 minut — dodał nieświadomie budując kolejną furtkę możliwości, przez którą chętnie przechodził.
Bywał atencyjny. Bywał również obojętny.
Przy ludziach przechodził przez całe spektrum stanów, w zależności od tego, gdzie danego dnia prowadził go impuls. Pod tym względem nie miał własnej kategorii, ani stałego miejsca w relacjach międzyludzkich. W chwilach, gdy prowadził nim pociąg i wrodzona determinacja, pozostawał dla ludzi szumem bliskości, rozbijającym się o płaszczyzny cudzych ciał, jak o twarde nadbrzeże lądu – niemal bezwiednie i w nieunikniony sposób. Innym razem przypominał promienie słońca na opalonych ciałach Kanadyjczyków latem, zraszając ich gorącem tylko na chwilę – on również wywierał wpływ najsilniej będąc gdzieś obecnym, a zaraz potem znikał w cieniu codziennych czynności, tak jakby nigdy wcześniej go z nimi – ze znajomymi – nie było. W przeważającej większości czasu sprawiał jednak wrażenie kogoś, kto nie szuka relacji na stałe, a raczej NA CHWILĘ. Jak dziś, gdy wyrażając zainteresowanie dziewczyną, tak naprawdę nie liczył na więcej, niż była mu w stanie zaoferować sama... bez względu na to, czy proponowała tylko rozmowę, czy może wraz z rozwijającą się znajomością chciała czegoś więcej.
— Szczerze mówiąc nie wiem, jakie wnioski byłyby odpowiednie... moje były takie, że lepiej mieć zapasowy komplet ciuchów w bagażniku — owinął te słowa w żartobliwy ton, ale nie odbiegały one daleko od tego, co rzeczywiście myślał w tamtej sytuacji. Sięgnął przy tym po jedną z serwetek ze stołu, obracając ją między palcami. Noga pod stołem zastygła, dając mięśniom krótki odpoczynek i przenosząc całą uwagę jego ciała na tym drobnym, motorycznym urozmaiceniu, gdy zagniatał serwetkę pod palcami. Dopiero gdy jego własne spojrzenie przeniosło się z pełnych ust rozmówczyni, na własne dłonie, zatrzymał ten ruch, przykładając dłoń płasko do blatu stolika, zamykając pod nią wcześniej maltretowaną serwetkę.
Tylko potwierdzał jej słowa. A raczej robiło to za niego jego ciało.
— Nie wybronię się przed tą opinią, co? — wskazał jednoznacznie na serwetkę wzrokiem, jak na dowód zbrodni, o którym niejako mówili — To prawda, nie przepadam za biernością... ale też przez większość życia pracowałem gdzieś fizycznie, albo przemieszczałem się między krajami. Wydaje mi się, że może być to częścią złożonych nawyków.
Zagryzł na moment wargę, opierając się na przedramionach, by zastanowić się przez chwilę nad zaproponowanym przez nią miejscu. Drobne ukłucie ciekawości przestrzeliło się na wskroś niego, gdy próbował sobie wyobrazić, jak może wyglądać przystań nad jeziorem Ontario... zamiast jednak zatrzymać się na odpoczynku, jego myśli biegły dalej, coraz bardziej splątane, kosmate... znacznie mniej przyzwoite niż jeszcze chwilę wcześniej, i bardziej intymne, niż wskazywało na to zaproponowane przez nią miejsce odwiedzin.
— Nie zabij mnie, Charly — powiedział miękko — za bezpośredniość, ale... jestem w stanie wyobrazić sobie w tym miejscu wyłącznie dobry seks. Brzmi jak miejsce, które kobiety uznają za romantyczne — wzruszył niewinnie ramionami, rozplatając ręce i opierając się na powrót w krześle.
— Najodważniejsze miejsce, w którym zaliczyłaś numerek, to...?
Mógł darować sobie tak śmiałe pytanie, ale poza ciekawością, która nim kierowała, testował przy tym jej granice przyzwoitości i moralny kompas.
— U mnie byłaby to Cool Chamber, jaskinia w Australii, ale nie wiem, czy bym polecił. Wieczorem jest tam dramatycznie zimno. To zresztą pewnie powód, dla którego skończyliśmy w parterze.
Charly Hayes