ODPOWIEDZ
34 y/o
LO SIENTO
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granicy między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
przekleństwa
To nie miało prawa bytu.
Ilu ludzi mówiło im, że im to nie wyjdzie? Począwszy od Williama, przez Peach, półświatek, Eliota, Maddie i... pewnie znalazłoby się jeszcze kilka osób, które jednak nie życzyły im szczęścia, które w nich nie wierzyły.
Ale oni uwierzyli, dali sobie szansę. Ona mu dała, kiedy zaprosił ją do Medellin, a przecież wcale nie wiedział, że tak to się skończy. Bardziej obstawiał sytuację, w której będą do rana tańczyć salsę i pić ten dobry medelliński rum. A tu proszę. W Kolumbii wydarzyło się tyle, że po powrocie do Toronto to wydało się szare, paskudne...
I dopiero kiedy znowu się spotkali, to nabrało kolorów.
Ich wspólne życie miało tyle kolorów, że czasami trudno było je wszystkie określić, chociaż najbliższy sercu i tak był czerwony. Ten, w którym oboje tu dzisiaj przed sobą stali.
Składali sobie przysięgi.
Słowa płynące prosto z serca. Takie, które dotykały gdzieś tam głęboko, odciskały się na dnie duszy. Szczere, piękne, pieczętujące ich wspólną przyszłość, nie jako para, nie jako narzeczeństwo, a jako małżeństwo.
I teraz też Madox postanowił jej wyznać, że dla niego to też nie było takie proste, że też się bał. Bał się znowu zakochać. A jednocześnie nie potrafił się poddać. Walczył o nią, o to uczucie, wyciągał do niej rękę, zatrzymywał ją i gonił.
Bo to wszystko było tego warte. Tego gdzie oni teraz się znaleźli. Chociaż Madox zakładał, że skończą na dnie Ontario. A kiedy Pilar wtrąciła, że wszystko jeszcze przed nimi, to mrugnął do niej jednym okiem.
- Nigdy na to nie pozwolę - znowu musnął wargami jej dłoń. Chociaż prawda jest taka, że oboje wiedzieli, że ślub... On jeszcze komplikował te ich i tak już pojebane życie. Ale to też było w tym piękne, że mimo wszystko się na to odważyli.
Para wariatów. Gdzie odwaga zakrajała już o brawurę, ale czy oni sobie coś z tego robili?
Nic.
Bo najważniejsze było to jak kochali się nad życie, nie z takich opresji już wychodzili. Ze wszystkim dadzą sobie radę. Kto jak nie oni?
Zwłaszcza, że oni naprawdę byli pierdolnięci, ale to wiele razy uratowało im dupy. Więc w ogólnym rozrachunku, w ich przypadku, to nawet była zaleta, a nie żadna wada.
I to, że Pilar znalazła w sobie te pokłady delikatności, o którą Madox przecież ją podejrzewał, ale zawsze jej mówił, że jest najtwardszą babką, jaką zna, powtarzał, że nie zna większych wojowniczek niż ona... To przecież wiedział, że tam gdzieś w środku była też wrażliwa, krucha. A kiedy ta jedna, samotna łza spłynęła po jej policzku, to przesunął po jej brodzie palcem zagarniając ją, z tym ciemnym spojrzeniem zawieszonym na jej ślicznej twarzy. Jego też ściskało gdzieś w dołku, bo to, no kurwa, była chyba najpiękniejsza chwila w jego życiu, wzruszająca, ale jednocześnie najszczęśliwsza, więc kiedy wsuwał jej na palec pierścionek opowiadając o tym czego miał być symbolem, to uśmiech nie znikał z jego twarzy.
Ciemne spojrzenie zawiesił na pierścionku, który wyglądał na jej dłoni idealnie, jakby był dla niej stworzony, albo może ona była stworzona do tego, żeby być Panią Noriega?
Madox zaraz podniósł wzrok na swoją... już? Żonę. Jeszcze...
Jeszcze ta druga piękna, nietypowa obrączka musiała wylądować na jego palcu, i kiedy Pilar ją na niego wsuwała, to jego czarne oczy zawieszone były na jej twarzy, na tym skupionym, migotliwym spojrzeniu, na ustach, które zadrżały, gdy pierścionek wylądował na jego dłoni.
Był pewny tego co mu powiedziała, że jeśli będzie ją kochał, tak jak ona jego. Czyli w chuj. To wszystko się im ułoży. Bo kiedy byli razem to nie było takiej siły, która dałaby im radę.
Kiedy pełne, gorące wargi Pilar musnęły jego wytatuowane palce, na których mieniła się piękna, dzika obrączka, to Madox szarpnął ją do siebie. Swoją żonę?
Ach, kurwa. Jeszcze nie.
Podniósł ich splecione ręce, żeby przyjrzeć się kamieniom, które mieniły się w świetle wpadającego do świątyni przez szczeliny, słońca. Pięknie.
Pięknie im to wyszło.
A zaraz Johnny w końcu powiedział, to na co chyba oboje czekali. A na pewno Madox, który znowu wpatrywał się... w SWOJĄ ŻONĘ. Tak. Już. Wreszcie i oficjalnie.
Pilar Noriega, która zaraz rzuciła mu się w ramiona. Theresa i Ravi gratulowali, William też. Johnny krzyczał, że jeszcze musza mu tam coś popodpisywać, ale...
No kurwa. Nie liczyło się nic, tylko obłędny, wyczekany, jedyny w swoim rodzaju smak ust jego żony. Od razu zacisnął palce na jej udach przytrzymując ją przy sobie. I już chciał ją posadzić na tym ołtarzu, a potem może...
Wywalili tylko telefon, w którym William już cały zapłakany krzyczy, że nic nie widzi. No nie widział, bo akurat na obiektywie wylądował tyłek Pani Noriega, ale Madox zaraz ją ściągnął znowu przyciągając do siebie.
- No już... - podnieśli Williama, pokazali mu te piękne obrączki, a potem jeszcze przez chwilę gadali o tym, że co to będzie za noc poślubna, aż wtrąciła się Theresa, która musiała dodać, że to wszystko jest jej zasługa, a Ravi, że jego ten wystrój, który mu się objawił na kwasie. Pewnie dogadali by się z Wiliamem.
Ale Johnny już pokazywał im gdzie mają wszystko popodpisywać, więc pożegnali Patela obiecując mu, że jak przyjadę, to ustawią się na tego szampana, którego Madox chłodził w lodówce. Ta...
Ravi i Theresa złożyli podpisy, Państwo Noriega też.
Madox złapał Pilar za rękę i chciał już się stąd zmywać, ale Ravi stwierdził, że muszą sobie porobić na pamiątkę zdjęcia, więc kilka zrobili, dla potomnych, czyli Gabriela R. Blais Ricardo Martinez Rosario M. Vargas-Martinez William N. Patel Eric Stones.
A później Theresa i Ravi od razu się do nich wyrwali.
- To co? Teraz pora, żebyście poznali tą dziką stronę Rio de Janeiro - zaproponował Ravi.
A Madox od razu spojrzał na Pilar. Bo jeśli to co oni dzisiaj przeszli to nie było to dzikie Rio, to ciekawe co to będzie teraz. Ale chyba gotowi i tak byli spróbować. Dać się ponieść, bo godziny im uciekały, a oni już przecież byli małżeństwem.
I już mogli wszystko. Razem.
Ralph i Johnny wrócili do domu jednym samochodem, a państwo młodzi i ich świadkowie wylądowali w drugim, z kierowcą. W tym, w którym na szczęście działał klima, bo już nie musieli się obawiać, że im się wpierdoli przez okno jakiś wąż.
Nawet Madox w sumie nie opowiedział o tym Pilar, i już chciał, ale Theresa znowu ich zagadywała.
- To co? Do klubu? Pewnie nie jest taki dojebany, jak twój, ale zawsze się tam z Ravim świetnie bawimy - poklepała swojego męża po udzie. A Noriega… on spojrzał na swoją żonę.
- My się z Pilar wszędzie świetnie bawimy - bo oni się świetnie bawili przy śmietniku, w czyimś domu, podczas karmienia kaczek, na komisariacie, w Meksyku i... no wszędzie gdzie się dało. Łapali chwile i wspólne momenty. I teraz też zamierzali. W Rio. Te kilka godzin, które im zostało.

💖💗🥰💞 Pilar Noriega 💖💗🥰💞
zgrozo
stania w miejscu i postów z czata
30 y/o
PEW PEW
169 cm
śledcza at toronto police service
Awatar użytkownika
Lepiej strzela niż gotuje. Do tego: agresywna, impulsywna i narwana. Niektórzy jeszcze mówią, że dzika. Ogólnie wszystko co złe, to Pilar.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Zrobili to.
Weszli w związek małżeński.
Policjantka i gangus. Duet, który nigdy nie powinien dostać swojej romantycznej historii. Który powinien trzymać się swoich priorytetów i przede wszystkim ról, jakie mieli nadane. Bo chyba nie było nic gorszego dla kreta, który chciał zaufania półświatka, żeby mieć za żonę psa. Ani dla policjantki, która prowadząc sprawę, nie mogła mieć pełnego zaufania swoich kompanów, bo przecież dawała gangusowi. Już od akcji z Daltonem nie było łatwo, były komentarze, a teraz to już z pewnością to nabierze na sile. Tylko czy ona się tym w ogóle przejmowała? Ani kurwa trochę.
Pilar zawsze umiała odzielić opinie ludzi od tych, które faktycznie ją interesowały. Nie przejmowała się tym, co gadają. Przez to, że przez wiele lat musiała prioeytyzować samą siebie, podczas gdy ludzie dookoła byli dla niej okrutni, nauczyła się kompletnie odcinać od tego typu rzeczy. Iść przed siebie i robić swoje. I to tutaj robili. Szli po swoje. Po siebie nawzajem. Przypieczętowali to przepiękne uczucie, jakie dzielili oficjalnie. Na dobre i na złe. Już do jebanej śmierci.
Była jednak jedna rzecz, której Pilar kurewsko się bała, a o czym nie mówiła wystarczająco na głos. Jego bezpieczeństwo. Na własne oczy widziała te wszystkie listy z pogróżkami, te zapewnienia śmierci, to że ktoś wiecznie ich śledził… czuła kurwa w kościach, że będą z tego kłopoty. Że nawet patrząc na przeszłość… wtedy Daltona zignorowali. Nie uznali go za wystarczające zagrożenie, żeby jakoś wziąć sprawy w swoje ręce i co? Teraz też nie przykładali wystarczającej uwagi do tych wszystkich wiadomości, a o bieliźnie jaką dostałą już kompletnie zapomnieli. A przynajmniej w rozmowach, bo ona gdzieś z tyłu głowy ciągle o tym myślała. I wiedziała też dobrze, że finalnie będzie musiała wziąć sprawy w swoje ręce. Złożyć odwiedziny w miejscu, od którego chciała trzymać się z daleka i dobyć rozmowę, którą już dłuższy czas odkładała.
To był jednak problem jutra albo i nawet przyszłego tygodnia. Bo teraz… teraz był czas, żeby celebrować. Żadne problemy nie miały znaczenia, nawet największe zagrożenia mogły iść się schować, bo PAŃSTWO NORIEGA w końcu zostali oficjalnie okrzyknięci mężem i żoną i… mogli się pocałować.
A pocałunek był wspaniały.
Nie z tej ziemi. Wyczekany i wcale nie czuły. Wcale nie taki, od którego moczyły się oczy, a serce przeskakiwało. Nie. On był kurwa agresywny, był dziki, jak cali oni. Pilar tak się za nim stęskniła, że od razu zacisnęła się na nim w pasie, wlokła palce w jego włosy i szarpnęła za nie mocno, burząc idealnie zaczesaną fryzurę, wdzierając się językiem pomiędzy jego obłędne wargi. Smakował niesamowicie. Smakował jak połączenie rumu i cygara, jak spełnienie jej najskrytszych marzeń. Serce waliło w piersi jak szalone, a wszystko co dookoła przestało istnieć.
Miała wrażenie, że już nigdy go nie puści. Nie odda go światu, bo teraz on był j e j. Ale nic bardziej mylnego. Bo kiedy Madox posadził ją na ołtarzu, z którego kiedyś pewnie składano ofiary, a Pilar przyciągnęła go do siebie jeszcze bliżej, okazało się… że usiadła na Williamie. I ona pewnie miałaby to w dupie, ale jej MĄŻ już się od niej odsuwał.
Nie.. — mruknęła desperacko. — Por favor — błagała go, nie chcąc odpuścić. Chciała go mieć blisko siebie, mieć w dupie wszystko dookoła i nawet jeśli Patel miał oglądać jej dupę przez następne pół godziny, jak cieszą się sobą so be it!, ale na pewno nie chciała przestawać. Dlatego kiedy się od niej odsunął, to jęknęła z zawodem. Stanęła z boku, a zaraz przed ołtarzykiem wyrosła również Theresa z Ravim, złożyli im gratulacje, Ravi nawijał jak to bardzo się popłakał i jak te przemowy dotknęły jakieś dziwne zakamarki jego duszy, Theresa oczywiście, że będzie musiała coś z tego wykorzystać w książce. Jak tak dalej pójdzie, to może ona spisze ich historię?
Zrobili kilka zdjęć, które swoją drogą wyszły za-je-bi-ście. Pilar to od razu to jedno gdzie się całują ustawiła sobie na tapetę, przynajmniej do powrotu. Chciała na to patrzeć na okrągło. Uśmiechać się za każdym razem, jak tylko spojrzy na telefon. I… trzeba było przyznać, że wyglądali obłędnie. Pasowali do siebie jak dwie krople wody, byli równie ogniści, równie dzicy, tak bardzo w siebie wpatrzeni.
Dziką stronę Rio? — dopytała się, gdy Ravi oznajmił, że dopiero teraz był czas na zabawę. — A ta teraz to była jaka strona? Tylko popierdolona? — bo gdyby tak wziąć pod uwagę to wszystko co się działo, zaczynajac od ratowania życia dwukrotnie, przez oskarżanie do zdrady, manipulacje i bójki… no faktycznie kurwa nuda.
Oni oczywiście byli gotowi na wszystko.
Cokolwiek Ravi czy los miał dla nich zaplanowane. I trzeba przyznać, że przez ułamek sekundy Pilar była lekko zawiedziona, że od razu po załadowali się do auta i po prostu pojechali do domu. Słyszała w oddali wodospad, miała cichą nadzieje, że jego też zobaczą, że może wykąpią się w nim nago, a potem zrobią to na tym maleńkim punkcie widokowym na całe Rio de Janeiro podczas zachodu słońca nim ruszą na kluby. Ale z drugiej strony, pewnie i tak mieli dużo jeszcze przed sobą i nie było co się nad tym rozwodzić. Szczególnie, że Kasik była gotowa zrespić tam wróżkę karlicę, więc nawet na dobre wyszło, że szybko się zwinęli. Cyk, pyk i po robocie.
Gdy Theresa wspomniała o klubie, Pilar skinęła głową.
— No i zajebiście — na wszystko by się zgodziła w tamtym momencie. Nawet gdyby nagle ktoś zaproponował im opalanie się przy samym śmietniku. Cokolwiek, byle z nim. Spojrzała jeszcze przelotnie na swój pierścionek, a potem na ten jego, gdy ich dłonie były splecione na jego kolanach. Pięknie to wyglądało.
Wybornie! — Ravi aż klasnął w dłonie. — W takim razie jedziemy prosto do Correria Frenética — zarządził, a kierowca jedynie skinął głową i od razu zmienił pas. — To znaczy urwanie głowy. No chyba, że chcecie jeszcze jechać do domu?
A po co? — wtrąciła się Stewart Noriega. Już i tak marnowali czas siedząc w tym samochodzie zamiast świętować. — Vamos, vamos — ponagliła kierowcę, wiercąc się na siedzeniu. Bo jak ona miała wysiedzieć w tym kwadracie, jak właśnie co wyszła za mąż? Kurwa, przecież to trzeba było tańczyć, balować, pić szampana, a nie siedzieć na czterech literach w aucie.
Dlatego kiedy w końcu dojechali na miejsce, Stewart wypadła jako pierwsza, wyszarpała Madoxa za rękę do środka, nawet nie czekając na Raviego i Therese. W końcu byli tu nie raz, z pewnością się zaraz znajdą. Oni na razie znaleźli się w wielkim klubie. Trochę przypominał Emptiness, ale był jeszcze większy. Miał dwa bary po przeciwnych stronach i wielką scenę, na której tańczył już tłum ludzi. Muzyka również przypominała bardziej sensualne latina niż klubowe bangery.
Patrz, tam jest bar! — krzyknęła zadowolona i tym razem szarpnęła go za koszulę. Naskoczyła na bar jako pierwsza i uśmiechnęła się do barmana, który tylko po złapaniu kontaktu wzrokowego, od razu podskoczył z zaczepnym wyrazem twarzy, jeszcze nim Madox zdążył porządnie stanąć obok niej.
Co będzie dla ciebie ślicznotko? — wyszczerzył się, opierając dłonie o bar. — I dlaczego będzie to mój nume... — nie dokończył, bo Pilar wyciągnęła przed niego rękę, a zaraz dumnie i z wypiętą piersią pokazała mu swój pierścionek ślubny. Dosłownie wyglądała jak ta żabcia:
Spoiler
Obrazek
Świeżutki, sprzed godziny — pochwaliła się, jakby ktokolwiek pytał (nikt nie pytał). I chociaż chłopak nieco posmutniał to finalnie się uśmiechnął. Bardziej jednak uśmiechnęła się jego koleżanka, która stała z boku.
O mój boże!! Jaki piękny — pchnęła kumpla biodrem i już wieszała się na ladzie oglądając obrączkę Pilar. — A pokaż ty swoją — rzuciła do Madoxa i bez skrępowania sięgnęła sobie po jego rękę. Oczy miała szeroko otwarte. — Przepiękne. Ja ciągle czekam aż mój facet mi się oświadczy, jesteśmy razem już cztery lata — spojrzała na nich wymownie, a potem wbiła spojrzenie w Madoxa. — Co zrobić, żeby go jakoś przekonać? — spytała Noriegę i niby z jednej strony super, ale z drugiej przecież on był pewnie ostatnią osobą do tego. Pialr już widziała oczami wyobraźni, jak powie coś rozbrajającego. — Ale czekaj! Zanim mi powiesz. Para młoda dostaje drinki za darmo, więc powiedzcie co chcecie, a ja od razu to zlecę!

MI AMORRRRR
kasik (dc: kasik_srasik)
nudy. a tak poza tym, to używania AI, czytania mojej postaci w myślach i braku inicjatywy.
34 y/o
LO SIENTO
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granicy między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
przekleństwa
Madox też się tym wcale nie przejmował, że siedząc tak głęboko w półświatkowym świecie, nie powinien się wiązać z policjantką, a co dopiero z nią żenić. On już przecież zaręczynami się chwalił, a niby miał tego nie robić...
A co robił, nawijał Grubemu Tony'emu, że to jego narzeczona. Cały klub wiedział. Diego wiedział.
Cały kurwa półświatek wiedział, że Madox Noriega oświadczył się policjantce. I chociaż próbowali stworzyć narrację, że to tylko związek z korzyściami, że ona jest ślepo w nim zakochana, a on z niej wyciąga informacje, to... Jak wyjaśnią ślub? Pojebało ich? Nalegała na niego? A może gdzieś pomiędzy się w sobie zakochali i stracili dla siebie głowy.
Stracili. Zanim jeszcze zaczęli prowadzić te wszystkie sprawy dookoła. Kiedy jeszcze tylko...
On był właścicielem klubu, w którym można było się wszystkiego dowiedzieć, a ona gliną, która przychodziła po informację.
A teraz co? Teraz tworzyli jakąś pojebaną parę... Tylko do której bramki grali? Wspólnie, czy jednak przeciwko sobie? Ciężko to było pewnie stwierdzić z boku.
Ale byli w jednej drużynie. A czy była nią policja... czy półświatek? To zależy.
Musieli zrobić coś, żeby jednak Madox nie stracił zaufania tej swojej gangsterskiej braci, bo o ile koledzy z pracy Pilar, którzy na nią krzywo popatrzą, że została Panią Noriega. Taki Beck na przykład... to raczej nie upierdolą jej za to głowy.
A Madoxowi mogli.
Ale on przecież nigdy nie bał się ryzyka.
Robił to na porządku dziennym, brał udział w akcjach, które gdyby się wyjebały mogły w jednej chwili sprawić, że on rzeczywiście wyląduje na dnie jeziora Ontario, w cementowych bucikach, albo w zgniatarce, na wysypisku. Zadawał się z niebezpiecznymi ludźmi, a teraz jeszcze ten Luna... który u niego w klubie chciał sobie zrobić bazę.
Nie chciał teraz o tym myśleć, te ich wyjazdy chociaż wiecznie na nich coś się działo, były pewnego rodzaju odskocznią od Toronto. Nie były to typowe wakacje, na których mogli zresetować głowy, ale tyle się działo, że przynajmniej na moment mogli... zapomnieć o tym, co czekało na nich w Kanadzie.
A teraz, w tym momencie, kiedy zostali okrzyknięci mężem i żoną, zatracić się w tym pocałunku. Zupełnie nowym doświadczeniu, bo teraz już nie tylko określały ich te słowa, które przecież często sobie wypowiadali, a dodatkowo dwa pierścionki, które nosili na palcach i... jej nowe nazwisko. Niebezpieczne. Dzikie.
Jak ten pocałunek, w którym wylądowali na ołtarzu. Dwójka dzikusów.
Jeszcze zawiesił ciemne spojrzenie na oczach swojej żony, kiedy go poprosiła, jeszcze się zawahał, bo przecież zawsze wystarczyło jedno jej słowo, żeby jej uległ, jedno nawet spojrzenie, tych błyszczących, pięknych oczu.
- Jak poczekasz jeszcze chwilę... - zaczął nawet i co jej chciał powiedzieć? Że będzie jeszcze lepiej? U nich za każdym razem i tak było najlepiej, a za następnym jeszcze lepiej. Ustalali sobie jakąś granicę, a potem ją przesuwali. Już kurwa byli razem w Raju i na samym Dnie Piekła. Ale jeszcze nie jako Państwo Noriega.
I może Madox nawet by się złamał, ale między nimi znowu pojawiła się Theresa i Ravi, którzy już nawijali o wszystkim, jak było pięknie i jak się wzruszyli. Ale i tak Noriega patrzył tylko na nią, na swoją żonę. Co było widać na tych zdjęciach, które sobie porobili, jego oczy, które już widziały tylko ją. Ale kurwa, fotki wyszły zajebiste i Madox już chciał je wysłać w świat, ale nie miał ze sobą telefonu.
A zresztą już siedzieli w aucie jadąc do klubu, żeby zobaczyć dziką stronę Rio. Noriega się zaśmiał, kiedy Pilar zapytała, czy to co widzieli, to była dopiero ta popierdolona strona.
- No to wiesz... Taka w naszym stylu - bo coś w tym było, że oni wiecznie przyciągali takie kłopoty. Jakiś dziwnych ludzi, wypadki, bójki.
W klubie też pewnie tak będzie, ale co z tego? Mieli się bawić, mieli świętować swoje małżeństwo, tak jak najbardziej lubili, na dziko, na kolorowo, w tłumie, a jakby byli tam tylko oni sami. I w samochodzie Madox też łasił się do swojej żony, tak jakby byli sami, trochę burząc jej fryzurę i bez przerwy zerkając na ich obrączki.
- Pilar… przypilnuj mnie, żebym się nie najebał - to zdanie z ust Noriegi zawsze źle się kończyło. Za każdym pierdolonym razem, kiedy on o to kogoś prosił, to kończył nawalony jak szpadel.
Ciekawe... jak będzie dzisiaj.
Zwłaszcza, że kiedy tylko wysiedli za samochodu, to zaraz skierowali się do baru. Nawet nie czekali na Raviego i Theresę, ale oni po drodze zaczepili o parkiet, a potem się z kimś witali. A Madox i Pilar chyba mogli wreszcie... spędzić chwilę we dwoje?
Chociaż Noriega pierwsze co, to rozejrzał się po klubie, takie zboczenie zawodowe, że on chyba nawet bardziej niż zabytki, to wolał oglądać kluby. I jak Pani Noriega go szarpnęła za sobą, to jeszcze się rozglądał dookoła, a dopiero po chwili wepchnął się obok niej do baru. W momencie, w którym jak ta żabcia prezentowała barmanowi swoją obrączkę. Madox też się uśmiechnął, pewnie jeszcze szerzej niż barmanka, no bo jednak nie musiał nawet kolesia wyjaśniać, zrobił to za niego pierścionek, który rzeczywiście był piękny. Pokazał też ten swój dziewczynie, kiedy pociągnęła go za rękę.
- Żona je wybrała, ale są wykurwiste, czerwony to jest nasz kolor... - zaczął nawijać, a laska się roześmiała.
- Nie widać... - wtrąciła mierząc ich spojrzeniem. A zaraz opowiadała o tym, jak to sama czeka na zaręczyny. Madox wzruszył ramionami, a zaraz obejmował ramieniem Pilar opierając dłoń za jej biodrem, żeby się znowu do niej połasić.
- Nie wiem, może mu powiedz, że umiesz zakładać nogi za głowę, mnie to trochę przekonało - szturchnął zaczepnie swoją żonę biodrem.
- Ale nie umiem... - wypaliła szczerze dziewczyna, a Madox parsknął śmiechem.
- Ja też jeszcze nie wiem, czy ona umie, ale i tak zadziałało - nawet puścił lasce oczko, a zaraz dodał - dla nas cuba libre, tylko bez mięty - znowu zaczepił Ste… Panią Noriega. A zaraz opierał sobie jej rękę na karku, żeby go też trochę pozaczepiała, podrapała. W klubie było parno, gorąco, ale czuć było powiewy chłodnego powietrza, idealny klimat, żeby się nawalić.
- Bierzecie udział w konkursie? - zapytała barmanka mieszając już dla nich drinka.
- W jakim konkursie? - zapytał Madox, a zaraz spojrzał na Pilar. Tylko zanim dziewczyna zdążyła im odpowiedzieć, to już dołączyli do nich Ravi i Theresa.
- Zapisałem nas i was do konkursu... - powiedział facet i wyszczerzył się w szerokim uśmiechu.
Tylko do jakiego konkursu?

De ahora en adelante, siempre usaré este Pilar Noriega 🪩🫧🍸🥂🫧✧˖°
zgrozo
stania w miejscu i postów z czata
30 y/o
PEW PEW
169 cm
śledcza at toronto police service
Awatar użytkownika
Lepiej strzela niż gotuje. Do tego: agresywna, impulsywna i narwana. Niektórzy jeszcze mówią, że dzika. Ogólnie wszystko co złe, to Pilar.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
przekleństwa
Problem w tym, że ona nie chciała czekać jeszcze chwili.
Tego dnia naczekała się na niego tak dużo, tak bardzo zdążyła się za nim stęsknić, że chciała go tu i teraz. Tylko Pilar już niestety była przyzwyczajona do tego, że rzadko kiedy dostawała to co chciała. Raczej musiała dostosować się do sytuacji, zaklimatyzować w nowych warunkach, jakie serwował los i to w nich się jakoś odnaleźć. I wtedy w świątyni też, nie mogła po prostu zatrzymać przy sobie Noriegi, bo przecież byli z nimi ich świadkowie oraz Johnny. Trzeba było się zbierać, ale przecież noc jeszcze młoda! A nawet i wieczór, bo słońce nawet jeszcze nie zaczęło zachodzić.
Finalnie skończyli w klubie. Głośnym i duszynym. Dookoła kręcili się ludzie, rozmawiali w różnych językach, chociaż górował jednak portugalski pomieszany z hiszpańskim. Kobiety miały na sobie piękne, błyszczące sukienki, a niektórzy faceci eleganckie koszule. Muzyka również była wyborna. Do tego stopnia, że dyskutując przy barze, jej nóżka chodziła na lewo i prawo, podrygując nieznacznie, podczas gdy oczy wodziły po barmance, która zachwycała się ich pierścionkami. Uśmiechnęła się szeroko, gdy Madox zaczął ją zachwalać, że to jego ż o n a wybrała i jak wykurwiste były. Za to kiedy dziewczyna spytała go, jak sprawić, żeby facet się oświadczył, a on powiedział że zakładać nogi za głowę, Pilar ryknęła głośnym śmiechem.
Nauczę cię potem — mrugnęła do niej okiem. Oczywiście tak sobie tylko gadała, bo przecież, żeby ktoś mógł się aż tak wyciągnąć, to potrzeba było miesięcy odpowiedniego rozciągania. Pilar chodziła na pilates z Heleną już dobre dwa lata i to czasami dwa razy w tygodniu. Umiała walnąć szpagat, a ostatnio nawet i nogi zakładać na głowę, chociaż Noriega nie miał jeszcze okazji się o tym przekonać. — Ale jego też nie możesz za bardzo słuchać… — wtrąciła po chwili, łapiąc spojrzenie Madoxa. — Bo on na przykład zakochał się we mnie, jak złamałam facetowi nos — dodała, co było kurwa najprawdziwszą prawdą, jaka tylko była. Wiele razy już jej to mówił. Do teraz pamiętała jego minę, kiedy Alvaro wił się po podłodze, krwawiąc i łapiąc się za twarz, a ciemne oczy Noriegi osadziły się na jej twarzy z takim ogniem… że potem już nie mogli się zatrzymać.
Barmanka zaśmiała się głośno, jakby uważała, że to były tylko takie żarty. Biedna, kompletnie nie wiedziała, jakich wariatów właśnie obsługiwała. Ale z drugiej strony chciała im dać drinki za darmo, wiec nie przecież nie będą się z nią wykłócać, a tym bardziej wyprowadzać ją z błędu. Stew… Noriega skinęła na kobietę głową, gdy ta poszła po rum, a spojrzenie podniosła na swojego męża.
Ledwo weszliśmy w związek małżeński, a ja mam cię już pilnować, żebyś się nie najebał? — prychnęła, kręcąc głową i opierając się o bar tak, żeby przysunąć się bliżej niego. — A może właśnie powinnam cię upić, żebyś był… łatwiejszy — jakby do tego potrzeba było alkoholu. Chociaż biorąc pod uwagę to, jak ostatnio bez problemu przerywał ich pocałunki, to może faktycznie coś w tym było. Może trzeba było w niego wlać więcej rumu, żeby nie mógł już jej od siebie odkleić. I nawet teraz, musnęła jego przedramię łokciem, a kolano wysunęła do przodu, żeby otarło się o jego uda. Nie miała zamiaru odpuszczać.
Szkoda tylko, że nim zdążyła zrobić coś więcej, obok pojawili się już Theresa z Ravim, a barmanka wspomniała o konkursie.
Jaki konkurs? — spytała Pilar praktycznie ze swoim mężem równocześnie i popatrzyli się po sobie zdezorientowani. Co to za klub, w którym robią konkursy? Pojebany jakiś. A może dziki, skoro Ravi go tak zachwalał?
No już wam wszystko opowiem! — Theresa uśmiechnęła się od ucha do ucha, w międzyczasie jeszcze zamówiła dla siebie i męża drinki, po czym przysiadła na jednym z hakerów. — No więc nazywa się envelope do destino i polega na tym, że każda z par wychodzi na scenę i losuje kopertę. Koperty są różne, dzielą się ogólnie na trzy kategorię: nagrody, wyzwania i pokusy. I teraz tak, jak trafi się nagroda, to po prostu coś dostajecie, na przykład nam kiedyś trafił się tysiak w gotówce, a jeszcze innym razem darmowe drinki do końca nocy. Jak wyzwania to wiadomo, trzeb coś zatańczyć, wypić szota z ciała partnerki i inne, a psikusy, to są najgorsze, pechowe koperty, tam traci się kolejkę, trzeba stawiać innym kolejki albo w ogóle odpada z gry, ale ich też jest najmniej. Ogólnie to mega fajna zabawa, a tutaj w Rio… lubimy się bawić, dlatego im dalszy etap, tym zadania są o wiele bardziej no wiecie, odjechane — zachichotała, tłumacząc im dokładnie na czym polegała zabawa i przeciągnęła się na krześle.
W tym czasie barmanka już pojawiła się z czterema szklankami i kilkoma szotami. Jak się okazało wszystko było dla nich na koszt firmy z okazji świeżo upieczonej pary małżeńskiej. Zajebiste było to Rio, wychodziło na to, że jakby tak zrobili rundkę po wszystkich barach w okolicy i wszędzie powiedzieli, że ledwo się ożenili, to może nawaliliby się kompletnie za darmo. Madox byłby zachwycony. Ale na razie i tak byli tutaj, a i konkurs miał się zacząć lada moment.
No to co moi kochani! — Ravi złapał za swojego drinka i uniósł go wysoko w powietrze. — Za was!!! — spojrzał na nich wymownie, a Pilar jeszcze bliżej przysunęła się do Noriegi, zaczepiając go wolną ręką gdzieś na plecach w okolicach paska. — Żebyście zawsze się wspierali i kochali. Pamiętajcie, nie zawsze będzie łatwo… ba, czasami będzie cholernie ciężko i będziecie chcieli się poddać, bo małżeństwo to wcale nie jest jazda rowerem z górki, to jest wieczna batalia, non stop przesuwanie się do przodu, czasami nawet pod najbardziej strome pagórki, ale uwierzcie mi, widoki naprawdę bywają nieziemskie!! — dokończył piękne toast, a potem wszyscy równo stuknęli się szkłem. Nim jednak zdążyli przechylić zawartość, wyrosła przed nimi barmanka z… miotłą.
Słuchajcie, u nas w Europie jest taka tradycja, że świeżo upieczone małżeństwo rzuca za siebie kieliszki, a potem razem je sprząta. No wiecie taka tradycja, co ma symbolizować, że jak się cokolwiek roztłucze, to sprzątacie to razem i takie tam — wyjaśniła i pomachała im przed nosami miotłą wraz ze zmiotką. Pilar podniosła spojrzenie na Noriegę i z uśmiechem wzruszyła ramionami, no bo w sumie… czemu nie! Byleby tylko nikomu nie zajebali tym szkłem.

Madox :kwiatek: :pilar2:
kasik (dc: kasik_srasik)
nudy. a tak poza tym, to używania AI, czytania mojej postaci w myślach i braku inicjatywy.
34 y/o
LO SIENTO
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granicy między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
przekleństwa
Wzruszył ramionami, kiedy Pilar powiedziała, że nie można go za bardzo słuchać, bo on się w niej zakochał, kiedy złamała facetowi nos...
Ale to była szczera prawda, że wtedy jego serce od razu szarpnęło się do niej mocniej, kiedy ona za niego, dla niego, złamała kolesiowi nos. Jednym kurwa ciosem. Nikt nigdy takich rzeczy nie robił dla Madoxa, więc to rzeczywiście było coś. A potem zakochiwał się coraz bardziej i bardziej, nie kurwa z dnia na dzień, z jebanej minuty na minutę. W trzy dni. Na pierdolony zabój. Tak, że już sobie nie wyobrażał, że mógłby pozwolić jej odejść. Ale na początku się bał. Otworzyć swoje serce, spróbować raz jeszcze, zwłaszcza, że Medellin przecież przywodziła na myśl tyle różnych wspomnień.
I na pewno nie liczył na to, że to ich zaprowadzi tutaj właśnie gdzie byli, nie do tego klubu, tylko do tego, że byli małżeństwem.
Przyciągnął swoją żonę do siebie obejmując ją w pasie.
- Bo nikt kurwa nie łamie nosów, tak jak ty, pierwszy raz coś takiego widziałem... - i może nawijałby o tym znowu, po raz sto ósmy, jakie to na nim zrobiło wrażenie, ale barmanka chyba potraktowała to jako taki niewinny żart, więc Madox się zamknął. Zamiast tego przysuwając do swojej już, oficjalnie, żony. No bo jemu wystarczyło, że ona wiedziała, że to prawda i, że rzeczywiście tym go urzekła, wtedy w Medellin.
- No chyba... żony pilnują swoich mężów, żeby się nie najebali? Czy nie? - on też już się wsparł jednym łokciem o ladę, a wysoki barowy stołek przysunął bliżej Pilar, tak, że kolanem zaczepiał o jej udo. Uśmiechnął się na jej kolejne słowa - chciałabyś? Żebym był łatwy? - sięgnął palcami do jej uda podwijając koronkowy materiał jej sukienki. Przecież jemu wystarczyło jedno jej spojrzenie, łatwiej to się chyba nie dało...
- Upij mnie - mruknął zaraz i puścił jej zaczepne oczko. A kiedy zaczepiła o jego rękę łokciem, a kolanem o udo, to on już zaraz sięgnął do tego kolana, palcami przesunął po nim wyżej, znowu napotykając na swojej drodze koronkowy materiał, tylko teraz już nie zamierzał się zatrzymać...
No póki nie pojawił się Ravi nawijając o konkursie.
Z jednej strony to przecież oni lubili z Pilar takie różne zawody, prześcigali się we wszystkim, wymyślali sobie kary, nagrody i wyzwania. Z drugiej mogli po prostu się spić, potańczyć, a potem zniknąć gdzieś we dwoje.
No ale to przecież byli Pilar i Madox, oni musieli wziąć udział w konkursie i do tego... go wygrać.
Noriega słuchał Theresy, sunąc wytatuowanym palcami gdzieś po ramieniu Pilar, niby nie do końca rozumiał zasady, ale... wyjdzie w praniu, a zresztą na pewno jego żona zrozumiała, to mu powie, tak? Tak. Bo oni się zajebiście dopełniali.
- No dobra, a jak się wygrywa? - musiał zapytać, bo jak się nie wygrywa, to co to za konkurs?
- Ostatnia koperta to najtrudniejsze wyzwanie i kto je zrobi to wygrywa, ale często pary wykruszają się zanim tam dojdą, no albo nikt nie chce go wykonać... Rzadko ktoś wygrywa - zaśmiała się Theresa.
A Madox zaraz wbił spojrzenie w swoją żonę, a palce tym razem ułożył na jej udzie.
- My z Pilar na bank wygramy - no tak, bo jak nie oni to kto? Przecież oni oboje uwielbiali wygrywać. Po trupach do celu. A przynajmniej jeśli o Madoxa chodzi. Kiedy barmanka przyniosła im drinki i szoty, to Noriega poderwał się z krzesła, żeby teraz ustawić się za Pilar, objąć ją ramieniem i przyciągnąć do siebie. Sięgnął po drinka, a kiedy Ravi wznosił ten toast, to pochylił się do ucha swojej żony - jak założysz nogi za głowę, to tez będą nieziemskie widoki - mruknął, ale zaraz stuknął się szklanką ze ich świadkami, ale przecież musiał coś od siebie dodać, bo nie byłby sobą, gdyby tego nie zrobił - za nas i za was, żebyśmy mogli też w końcu złapać kilka chwil... - oczywiście, że chciał powiedzieć, że sam na sam, zwłaszcza, że on już znowu łasił się do Pilar. Ale wtedy barmanka przyniosła im... miotłę?
Madox uniósł jedną brew, ale kiedy dziewczyna wyjaśniła im, że to kolejny przesąd, to aż na moment oparł głowę gdzieś o ramię swojej żony i mruknął jej do ucha - tyle kurwa tych przesądów, że wrócimy z tego Rio albo święci, albo przeklęci - przesunął nosem po odkrytej skórze za jej uchem, a jego płatek zaczepił wargami, ale to było znowu tylko tyle z tych ich chwili sam na sam - dobra - zgodził się na to rzucanie kieliszkami, a zaraz upili najpierw z drinków, którymi już się przecież stuknęli, a potem wyzerowali po jednym szocie. Pilar i Madox zamachnęli się kieliszkami za plecy, gdzie barmanka rozstąpiła im trochę tłum, całe szczęście, bo poszło im średnio...
Kieliszek Noriegi poszedł w drobny mak, ale rozbił się o krzesło, a ten Pilar walnął o ziemię, ale był... cały.
Madox złapał za miotłę, a potem swoją żonę za rękę i pociągnął ją w tamtym kierunku, znowu pochylił jej się do ucha - dawaj go butem, niech będzie demolka - zaproponował, no bo co to miało być? Miały być szkła, a nie jakiś cały kieliszek. Poczekał aż Pilar go zgniecie obcasem, a kiedy kieliszki posypały się w drobne szkiełka, to Madox zaraz się schylił, tylko, że jak początkowo sam miał je zebrać, to jednak zmiotkę oddał swojej żonie, bo w końcu mieli to zrobić razem. Jak wszystko co rozpierdalali. Potem to naprawiali, wspólnie. Już zanim sprzątnęli te kieliszki, to przecież najlepiej im to tak wychodziło. Współpraca.
Dopełniali się.
Chociaż jeszcze w Meksyku Madox chciał z tym walczyć, nie chciał jej narażać. Ale tak się chyba nie dało. Nie narażać. Oni po prostu oboje wybrali sobie takie zawody, jakie mieli, takie życia, gdzie to ryzyko było na porządku dziennym, było jego częścią
A teraz oni byli swoją. Już na zawsze.

Pani Noriega °🥂⋆.ೃ🍾࿔*:・
Ostatnio zmieniony ndz lip 05, 2026 8:35 am przez Madox A. Noriega, łącznie zmieniany 1 raz.
zgrozo
stania w miejscu i postów z czata
30 y/o
PEW PEW
169 cm
śledcza at toronto police service
Awatar użytkownika
Lepiej strzela niż gotuje. Do tego: agresywna, impulsywna i narwana. Niektórzy jeszcze mówią, że dzika. Ogólnie wszystko co złe, to Pilar.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
przekleństwa
Zabawa w koperty brzmiała… dobrze.
Nie tak dobrze jak ich czas sam na sam, jego płytki oddech przy uchu i mocno bijące serce pod klatką piersiową, gdy ją… no. Ale też było okej. W końcu oni uwielbiali wyzwania. Oboje kochali wygrywać, byli uzależnieni od rywalizacji. Co się dziwić, biorąc pod uwagę, że w szkole policyjnej wiecznie trzeba było bić się o swoje. Każde testy sprawnościowe, każde zadania… we wszystkim trzeba było być najlepszym albo zostawało się w tyle, a biorąc jeszcze pod uwagę, że z nich były prawdziwe walczaki, no nie potrafili przejść obok takiego wydarzenia obojętnie. Tylko zanim mogli wziąć udział w konkursie, do którego Ravi zapisał ich bez jakiejkolwiek konsultacji i porządnie się napić, musieli rzucić kieliszkami.
Przesąd, który zaprezentowała im barmanka brzmiał… pojebanie. Kto normalny tłucze szkło, żeby je po chwili posprzątać? Cóż, jak widać ludzie w Europie i teraz też oni.
Do dna, cariño — mruknęłała, zaglądając mu wymownie w oczy. Czy piła do tego krótkiego upij mnie, które powiedział przed chwilą, muskając ciepłymi wargami płatek jej ucha? Może. Z pewnością podobało jej się to bardziej niż to, że Miałą go niby pilnować i czegokolwiek mu odmawiać. No bo jak, skoro Pilar sama miała zamiar się porządnie zabawić. Kurwa, w końcu to był ich wieczór poślubny! Nie mieli panieńskiego, nie mieli kawalerskiego, to chociaż po ślubie mogli pójść w melanż. Nie osobno, a razem, co w sumie było jeszcze lepsze, więc po co się ograniczać? Poza tym, przecież oni mieli tak silne głowy, że jeden szocik a nawet dziesięć nic im nie zrobią.
Zaśmiała się głośno, gdy tylko jej mąż nachylił się do ucha i rzucił komentarzem względem przesądu, że wrócą z tego Rio jako sieci albo przeklęci.
Nie wiem o czym mówisz — mruknęła, odchylając głowę do tyłu i układać ją na jego ramieniu. — Ja już jestem święta — ta, ANIOŁEK KURWA świętości. Nigdy w życiu nikomu nie zrobiła nic złego ani po złości, zawsze podążająca za zasadami, cnotka matka Teresa Pilar Noriega. Chyba sama nie wierzyła w to, co właśnie powiedziała, a idealnym dowodem był na to głośny śmiech, jaki po chwili wydobył się z jej gardła. Kto jak kto, ale akurat Pilar to nawet nie stała koło czegokolwiek, co święte. Koło kieliszków już tak, dlatego zacisnęła mocniej palce na swoim, a gdy już go wyzerowała cisnęła nim za siebie, modląc się w duchu, żeby przypadkiem w nikogo nie trafiła. Jeszcze tego brakowało, żeby wysłała kogoś do szpitala podczas wykonywania tego przesądu.
Dźwięk rozbijanego szkła przebił muzykę, a oni równocześnie obrócili się do tyłu. Kieliszek Noriegi był roztrzaskany w drobny mak, jednak ten jej…
A co to kurwa znaczy? — odwróciła się do barmanki, robiąc wielkie oczy. — Że jednak nie będziemy razem sprzątać życia?? Czy może jednak to, że on robi większy gnój od mojego? — spytała całkiem poważnie, ale wszyscy dookoła chyba wzięli to za wspaniały żart, bo Theresa aż się zadławiła swoim drinkiem, a Ravi cały się posmarkał. No super, świetnie, że dostarczała im zabawy, kiedy tylko chciała się dowiedzieć, czy to nie był jakiś kolejny zabobon.
To znaczy, że mamy tu w klubie solidne szkła — odpowiedziała uśmiechnięta barmanka, a Pilar odetchnęła. No i dobrze. A kiedy tylko Noriega kazał jej wziąć go Z BUTA, to nie musiał jej dwa razy powtarzać. Zrobiła krok do przodu, a potem wybiła się na nogach i naskoczyła na niego. Trochę GŁUPIO, bo mogło się to skończyć skręconą kostką, jak nie gorzej, ale przecież kto nie ryzykuje, nie pije szampana, nie? Kieliszek puścił w sekundkę i roztrzaskał się w drobny mak, jeszcze drobniej niż ten Madoxa.
— Wystarczająca demolka, mi marido? — spytała swojego męża, łapiąc jego ciemne spojrzenie, a po chwili dmuchnęła w niesfornego kosmyka włosów, który wylądował na jej twarzy. — Czy jeszcze coś dla ciebie rozbić? — ciekawe tylko co na to właściciel klubu. Przejęła zmiotkę i podciągając lekko sukienkę, kucnęła przy miejscu, gdzie Noriega zamiatał szkło. Poszło im całkiem sprawnie, ale przecież sprzątanie mieli już opanowane do perfekcji. Nawet trupów.
Oddali kobiecie zabawki, a ona pobiegła z drobinkami na zaplecze, żeby je odpowiednio unicestwić. I gdy kończyli swoje drinki Ravi jeszcze nawijał, jakie to inne tradycje mieli tutaj w Rio dla nowożeńców. Jak na przykład wspólne jedzenie Bem-casado, co było po peostu ciastkiem z kremem, czy odtańczenie na weselu konkretnego tańca, przynoszącego szczęście. Nawet im obiecał, że ich nauczy, ale potem, jak już trochę się nawali i może ogarnie nieco koksu.
W międzyczasie ludzie tańczący na scenie zostali zaproszeni na dół na parkiet, a na środku pojawił się mężczyzna z mikrofonem, który zapowiedział, że zapisy na konkurs dla par już dobiegł końca i teraz zapraszają wszystkich do siebie. Ledwo się pomieścili wszyscy na tej scenie, bo okazało się, że konkurowało ze soba jakieś dwadzieścia par, co przecież dawało solidne czterdzieści osób. Eliminacja a raczej koperty z psikusem jednak szybko dokonały pierwszej weryfikacji, bo dosłownie pierwsze dwie pary je wylosowały i od razu odpadły z konkursu. Trzecia para dostała za wyzwanie, żeby napić się z ciała partnera, co wykonali bez żadnego problemu. Inna zgarnęła Voucher na loże VIP i darmową butelkę szampana. Theresa i Ravi niestety również dostali psikusa, ale nie tak złego, jak poprzedni, bo oni po prostu musieli postawić po drinku wszystkim, którzy aktualnie znajdowali się przy barze. Ravi oczywiście krzyknął, że nie ma problemu i zaraz pobiegł uregulować rachunek, akurat dla nich pieniądze nie były żadnym problemem. Kiedy przyszedł czas na Pilar i Madoxa, Pani Noriega złapała swojego męża za rękę i zaciągnęła na środek.
Która? — spytała, spoglądając na całe wielkie akwarium wypełnione kolorowymi kopertami. — Może ta? — wskazała na czerwoną, bo jakże by inaczej. Przecież to ich ulubiony kolor, to musiało być coś dobrego. Czy nie? Podała prowadzącemu i wróciła na miejsce.
No ja nie wiem, moi drodzy… ci co odpadli też wzięli czerwoną — zacmokał do mikrofonu, przy okazji wachlując się kopertą. — Ale dobrze, sprawdźmy… — powoli odbezpieczył zaklejone miejsce i wysunął delikatnie kartkę, gdzie była napisana kategoria, jaka im się trafiła, a było to (thanks kostki)… — Nagroda!!! — krzyknął zadowolony, a tłum zaklaskał. — A dokładniej… Bon na tatuaż dla dwojga! — zaprezentował wszystkim napis, a Pilar od razu podniosła spojrzenie na Madoxa. W sumie zajebiście. Przecież już w Meksyku planowali zrobić sobie tatuaże, to może jednak w Rio nadąży się do tego okazja? Bo to chyba jakiś znak.

Hubby❤️🌸
kasik (dc: kasik_srasik)
nudy. a tak poza tym, to używania AI, czytania mojej postaci w myślach i braku inicjatywy.
34 y/o
LO SIENTO
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granicy między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
przekleństwa
Szkoła policyjna to był pryszcz, w porównaniu do tego, że przecież oni już za dzieciaka musieli walczyć o swoje. Pilar w bidulu, gdzie jadła robaki, żeby pokazać chłopakom, że jest twarda. A Madox w Medellin, gdzie bez przerwy ładował się w kłopoty. Oni kurwa walkę mieli we krwi.
A ten duch rywalizacji, ciężko stwierdzić, które z nich miało go silniejszego, bo przecież oboje byli uparci. Oboje się nie poddawali, nawet jak mierzyli się między sobą, to przecież po to, żeby wygrać.
I dzisiaj też zamierzali. Ale najpierw toast, a potem kolejny przesąd. Dobrze, że nie musieli odwracać się przez lewe ramie i pluć trzy razy za plecy, tylko zrobić... demolkę, tak jak przecież wychodziło im najlepiej. Więc kiedy Pilar powiedziała, że taki z niej ANIOŁEK, to Madox parsknął śmiechem prosto w jej szyję, którą przed nim odkryła.
- Przeklęta - poprawił ją - żona Diabła z Medellin - dodał, a kiedy ona również podsumowała to głośnym śmiechem, to schylił się, żeby skraść z jej pełnych, gorących ust przelotny pocałunek...
Krótki, zaczepny, a jednak taki, który sprawiał, że oczy od razu mu ciemniały, bo każdy jeden pocałunek mógł być teraz zapalnikiem. Ich iskrą, która sprawi...
No chuja sprawi, bo jednak musieli rzucać kieliszkami. Madoxowi wyszło nie najgorzej, nie licząc tego, że zrobił rozpierdol, bo szkiełka leżały na krześle, i pod nim, i wszędzie dookoła. Ty-po-wo.
A ten Pilar leżał sobie cały, nienaruszony, na podłodze.
Noriega podniósł spojrzenie najpierw na barmankę, a potem wbił je w swoją żonę. Znowu parsknął śmiechem i znowu się do niej wyrwał, żeby ją do siebie przyciągnąć, żeby jej plecy zderzyły się z jego torsem, a on zaraz wtulał się w jej jeszcze ułożone, piękne włosy - to akurat się zgadza - rzucił, ale zaraz przecież ciągnął Panią Noriega do tego kieliszka i co? I namawiał ją, żeby go rozwaliła. Diabeł. A ona przy nim... żaden z niej aniołek.
Chociaż, kiedy skoczyła na kieliszek, to wyrwał się, żeby ją ubezpieczać, i tak był pod wrażeniem tego, że Pilar biegała i biła się w szpilkach, ale jakby się poślizgnęła na tym kieliszku, to by ją łapał. Skinął głową na jej pytanie, a czarne oczy zatrzymał na jej twarzy, kiedy zdmuchnęła z niej niesforny kosmyk - kudły zaczynają żyć swoim życiem - musiał to powiedzieć, bo te jej niesforne włosy tyle razy lepiły się do ich ciał, wdzierały wszędzie, a dzisiaj jeszcze tak ładnie się trzymały.
Ale Madox już średnio, bo zaraz objął swoją żonę w pasie przyciągając ją do siebie, tak, że wpadła na jego klatkę piersiową z impetem - może czyjś nos? Albo jakiś dzbanek - zaproponował, ale zaraz tylko się uśmiechnął i dał Pilar zmiotkę. Bo teraz trzeba było posprzątać. Ale z tym akurat poszło im szybciutko, a ich świadkowie i barmani, a nawet kilka osób dookoła zaklaskało w dłonie życząc im znowu wszystkiego dobrego.
Tyle dzisiaj było tych życzeń, że chyba... musiało być dobrze.
Kiedy Ravi zaczął im opowiadać o Brazylijskich zwyczajach, to Madox też się wtrącił.
- W Kolumbii mamy Padrinos i Las Arras, trzynaście złotych monet, ale to przy ślubie kościelnym, ciekawe czy ciotki nie będą nalegać, żebyśmy taki wzięli... - spojrzał na Pilar z ukosa, ale Ravi już nawijał o tym tańcu, który im pokaże jak się odpowiednio wstawi - to u nas - no oczywiście, że u nich to w Medellin, jakby tam mieszkali całe życie - jest La Hora Loca i to jest kurwa najbardziej szalona godzina, jaką przeżyjesz w życiu, są tańce, przebrania... - nie dokończył, bo jego ciemne oczy już znowu wpatrywały się w profil Pilar, a Madox zresztą od razu sobie przypomniał, jak ona w tej jego porwanej koszuli bez guzików, a on w jakiejś w tancerki hula, poszli bawić się ze wszystkimi i jeszcze brali udział w konkursach, zaraz po tym jak pieprzyli się za sceną na beczkach z alkoholem.
Nie było jednak czasu się nad tym rozwodzić, bo kolejne zawody przed nimi. Zaraz stanęli na scenie w tłumie, dużo ludzi się zgłosiło. Ale pierwsze osoby od razu odpadły, a kiedy Ravi i Theresa też wylosowali psikusa, to Madox aż syknął. No dobra, ich kolej. Dał się pociągnąć Pilar na środek, a zaraz obszedł to akwarium z kopertami zaglądając do środka z każdej strony. W końcu stanął koło swojej żony.
- Dawaj czerwoną - oczywiście. Nie przejmowali się wcale, że poprzednie czerwone wyeliminowały kilka par. Bo im akurat ten czerwony zawsze przynosił szczęście i tak było też tym razem. Pani Noriega wylosowała im nagrodę, a jak się dowiedzieli jaką, to Madox znowu przyciągnął ją do siebie - zajebiście, w końcu wytatuujesz sobie gdzieś tą stokrotkę - mruknął jej do ucha, chociaż to on miał chyba kwiatuszek, a Pilar… pewnie jakąś groźną czachę.
- Chyba trafiliście w punkt - zaśmiał się prowadzący patrząc na Noriegę, który... i tak spod jego czerwonej koszuli wszędzie wystawały tatuaże. Oddał im voucher. A kiedy inne pary losowały swoje koperty, to Madox zagadał swoją żonę.
- Pójdziemy je zrobić od razu? Zobacz, ten zrobiłem jak wróciliśmy z Medellin - pokazał jej niewielki tatuaż z datą ślubu Tio i Marie, przy nadgarstku, zlewał się z resztą, więc tak nie rzucał się w oczy, a zresztą Madox często na nim nosił zegarek - a ten po Meksyku - przesunął palcem przed swoim uchem, gdzie wydziarane miał dwie literki P i M, chowały się trochę pod jego zarostem, też nie były za bardzo widoczne - no i jeszcze jest ten z Vegas - spuścił spojrzenie na swój tyłek, gdzie przecież też miał dziarę, którą zrobił dla Pilar - teraz może walnąłbym coś tutaj - przesunął palcami po swojej ręce, gdzie wytatuowanego miał ptaszka, ale było tam jeszcze trochę miejsca - a twój gdzie będzie? - wyrwał się do przodu, żeby zajrzeć jej w dekolt, tam gdzie miała swój tatuaż z wężem.
W międzyczasie, kiedy oni sobie gadali, to przeszła już cała kolejka, odpadło kilka par i zaczynała się druga runda.
Ravi i Theresa tym razem wylosowali nagrodę, którą była... Kolacja w ciemności. Madox nawet się zastanowił przez moment, czy ta którą oni kiedyś wygrali z Pilar im nie przepadła.
Ale już nie było o tym co dłużej myśleć, bo przyszła ich kolej na wybranie kolejnej koperty. Teraz pierwszy do tego wyrwał się Noriega. Włożył już rękę do środka, ale jeszcze jego ciemne spojrzenie odszukało to jego żony.
- Ta? - zapytał, ale już zaciskał wytatuowane palce na jakiejś... czarnej kopercie. Czarny koń.
Który zaraz okazał się wyzwaniem.
- Musicie wypić po trzy szoty, ale! Biorąc pod uwagę to, że jesteście zakochani, a wy nawet poślubieni. Gratulacje! - prowadzący spojrzał na Raviego i Theresę, którzy musieli mu o tym powiedzieć. Zaraz w ogóle rozgorzały brawa, dużo kolejnych gratulacji, aż Madox przewrócił oczami.
- Wypić po trzy szoty, łatwizna... - rzucił Noriega, ale prowadzący zaraz kontynuował.
- Wasz świat wywraca się do góry nogami, więc pijecie je do góry nogami! - dodał wesoło. I może zakładał, że to już nie będzie takie proste?
Ale Madox tylko skinął głową, no bo jak dla niego proste, chociaż... - ale moja żona w tej sukience? Może wypiję sześć? Stojąc na rękach - no tak, bo akurat w waleniu alkoholu stojąc przy tym na rękach, to Madox miał wprawę, tylko ostatnio się to dla niego skończyło... kiepsko.

No eres ningún ángel, cariño ִֶָ. ..𓂃 ࣪ ִֶָ🪽་༘࿐
zgrozo
stania w miejscu i postów z czata
30 y/o
PEW PEW
169 cm
śledcza at toronto police service
Awatar użytkownika
Lepiej strzela niż gotuje. Do tego: agresywna, impulsywna i narwana. Niektórzy jeszcze mówią, że dzika. Ogólnie wszystko co złe, to Pilar.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
przekleństwa
Czerwony to zdecydowanie był ich kolor.
Kolor krwi ale też miłości, którą dzielili — dwie rzeczy, które towarzyszyły im na porządku dziennym. Głownie jedno wynikało z drugiego i tego, że nie potrafili sobie siebie nawzajem odpuścić. To jednak zaprowadziło ich tu, gdzie teraz byli. Z obrączkami na palcach i zmienionym nazwiskiem tuż obok imienia Pilar.
A teraz czerwona koperta, która wyciągnęła pewną ręką z puli do wylosowania… również okazała się szczęśliwa. Bo kiedy wszyscy losowali psikusy, im trafiła się nagroda. Od razu, z grubej rury nagroda, bo tatuaże. Mieli zrobić sobie pasujące jeszcze w Meksyku. Rozmawiali o tym w łazience u Esme, kiedy zostali tam zamknięci jak Fiona na wieży i pilnowani przez smoka. Tylko tamta przygoda była tak skrajna i odklejona, że nie było na niej kiedy złapać większego oddechu, a co dopiero tatuaży, na które zeszło by im ponad godzinę. Grafik był napięty, przy skakaniu z klifu, rozwiązywaniu miłosnych perypetii nastolatków z Polski, imprezowaniu na plaży, zabijaniu gangusów i jeszcze na koniec uciekaniu ze szpitala po tym, jak przyjęło się jebany poród w… karetce. Tak, zdecydowanie nie mieli wtedy głowy do tatuaży. Ale tutaj? Tutaj może w końcu się uda. Przecież ten dzień był ich prezentem ślubnym od losu. Ten jeden, jedyny dzień w roku, kiedy nic nie wypierdala się do tego stopnia, że ktoś chce ich zabić. Jedynie małe potknięcia, jak ta cała akcja na wyspie czy wąż w samochodzie.
Zaśmiała się głośno na stokrotkę. Nie wiadomo, które z nich wyglądało by w tym bardziej debilnie. Pewnie ona, bo Noriega akurat miał dużo tatuaży i jedna stokrotka w tą czy w tą niczego by nie zmieniła. Co innego u Stewart Noriegi, gdzie ona wszystkie miała albo groźne albo bezczelne, a tu nagle słodki kwiatuszek.
Skinęła głową, gdy zapytał, czy pójdą je zrobić od razu po klubie. Nie miała żadnych przeciwskazań do tego, chociaż kto wie, gdzie ich los zaprowadzi tak naprawdę. A zresztą zaraz Madox już się rozproszył i pokazywał jej swoje dziary z każdego jednego wyjazdu, jaki odbył w ostatnim czasie. Niby wiedziała o wszystkich, ale i tak uśmiechnęła się na te literki P i M, które miał przed uchem. Przesunęła po nich palcami, a następnie złożyła na nich przelotny pocałunek. I pewnie gdyby Noriega nie zaczął jej pokazywać, gdzie zrobiłby sobie ten dzisiejszy, Pilar zaczęłaby się do niego dobierać. Całe szczęście odsunęła się w ostatniej chwili i spojrzała na wolne miejsce na dłoni przy ptaszku.
Ładne — skomentowała miejsce, a następnie podniosła na niego ciemne spojrzenie. I może już w jej oczach widział, że znowu szykowała jakąś zaczepkę? W końcu znał ją jak nikt inny. — Ja może sobie zrobię pod linią bikini po drugiej stronie od tego rozgoszczenia się jakieś eat me daddy albo strefa diabła — złapała jego dłoń i oczywiście przesunęła nią sobie po brzuchu i biodrze aż na dół, do miejsca, w którym potencjalnie mógł znaleźć się tatuaż. — O tutaj — docisnęła jego palce do cieniutkiego materiału sukienki. Nawet przez koronkę czuła szorstkość jego palcy i od razu westchnęła głośno, bo jego dotyk dosłownie ją dzisiaj tor-tu-ro-wał. — Albo na przykład tuta… — i znowu ciągnęła go tym razem jeszcze niżej, pomiędzy nogi, przysuwając się do niego bliżej, ale wtedy oczywiście Theresa i Ravi krzyknęli zadowoleni z ich kolacji w ciemności i musieli przyjść się pochwalić. Theresa pokazała Pilar wielkie voucher i już nawijała o tym, jakie rzeczy słyszała, że podawali w restauracji. Pani Noriega niby jej słuchała, a jednak spojrzeniem uciekała ciągle do Madoxa i ich rozmowy o tatuażach, którą bardzo chciała dokończyć. Wiadomo, że nie było jej dane, bo ich świadkowie nawijali do nich tak długo, że aż znowu przyszła ich kolej.
Kiedy Noriega losował koperty, ona rozejrzała się dookoła po scenie. Par nie było już wcale tak dużo jak na początku. Ciekawe. Niby tych pechowych kopert było mniej, a jednak sukcesywnie znajdowały ludzi i wywaliły już z jakieś osiem par. Aż dziwne, że ich jeszcze nie. Bo może dzisiaj pech się ich nie trzymał? Ciekawe. Czas pewnie pokaże. Im narazie pokazał… wyzwanie! Pilar przysunęła się bliżej swojego męża i obserwowała, jak prowadzący otwiera zawartość koperty.
Szoty? — zaśmiała się do Noriegi. Bo co to dla nich trzy szoty? Przecież oni takie rzeczy to pili do śniadania. Nie dobra, wróć, źle to zabrzmiało. Ogólnie nie był to dla nich żaden problem. Tylko zaraz około się, że wcale nie w zgodzie z grawitacją, a do góry nogami. W sumie też do zrobienia. Dawno już tak nie piła, bo to był pewniak do upicia się, kiedy krew spływała prosto do mózgu, ale chuj! W końcu to był ich wieczór poślubny. Skinęła głową i już miała mówić, żeby dawali te shot, kiedy Noriega oznajmił, że może on wypije sześć.
Chyba cię pojebało, cariño — wtrąciła od razu, a kilka osób dookoła się zaśmiało. Ravi otworzył szerzej oczy i zrobił głośne uuuu. Pilar nie widziała co prawda jego miny, bo swoją głowę już zadzierała na twarz swojego męża. — Ja pije swoje szoty — przysunęła się do niego bliżej. Bo co to miało być, on miał się świetnie bawić, a ona patrzeć? Ani jej się śniło. Chociaż na jej twarzy nagle pojawił się pewnego rodzaju uśmiech, gdy wargi już prawie stykały się z tymi jego. — Ale może jak ich ładnie poprosisz to i tak dadzą ci sześć… będziesz łat-wiej-szy — wycedziła przez zęby, sama delikatnie drżąc od jego bliskości, znajomego zapachu i tego… obłędnego, ciemnego spojrzenia, które patrzyło prosto w jej oczy. Kolana prawie się jej ugięły, ale finalnie pchnęła go delikatnie w stronę ściany.
Theresa — odwróciła się do swojej świadkowej. — Trzymasz mi sukienkę — machnęła do niej ręką, a sama już stanęła w wyznaczonym wcześniej miejscu. Wyrzuciła ręce do góry i nim Theresa faktycznie zdążyła do niej podbiec, Pilar już robiła wykroczę w tył, a potem z zamachem uniosła się na rękach bez najmniejszego problemu. Wszystko dzięki pilatesowi z Heleną (chociaż może niedługo z Sher). Materiał sukienki chociaż opięty, powoli zaczął się podwijać, ukazując jej smukłe nogi, ale nim zdążył uwydatnić bieliznę, Theresa w końcu dobiegła i pociągnęła materiał w górę, przy okazji delikatnie przytrzymując Pilar. Ravi oczywiście też ruszył do Madoxa bo nie chciał być gorszy.
A ja ci mogę coś potrzymać? — spytał zadowolony, sam chyba rozbawiony własnym żartem. Finalnie po prostu przytrzymał jego nogi, żeby łatwiej stało mu się na rękach. Eh ci świadkowie, proszę, jednak można było na nich liczyć. Prezenter chyba nie spodziewał się, że pójdzie im to tak szybko i sprawnie, bo nawet szoty nie były gotowe, więc zaczął wydzierać się do barmanki. Finalnie przybiegła do nich z jeszcze jedną koleżanką. Obie trzymały w rękach po butelce… wódki (eh), każda kończyła się niewielkim nalewaczkiem, który wymierzał szoty.
Uwaga kochani! — prowadzący zwrócił się do tłumu. — Liczymy wszyscy razem — zarządził, a ludzie krzyknęli zadowoleni. Dziewczyny uklękły przed nimi i przygotowały butelki tuż przy ich ustach. — RAZ — pierwsza porcja obrzydliwej, palącej gardło wódki wlała się do jej ust, a potem przeleciała wcale nie przyjemnie przez organizm. W pierwszym odruchu poczuła, jak robi się jej niedobrze, bo kurwa… serio wódka? Przecież od tego szło się zatruć. — DWA — kolejna porcja poszła prosto do ust, a Pilar znowu się skrzywiła. Czuła, jak robi się jej gorąco. Jak te procesy wchłaniają się krew, a ta zaś leci prosto do głowy. — TRZY!
Jesteś taki dzielny — mruknął Ravi tuż przy kolanach Madoxa, patrząc w dół. Jak wzruszony tatuś albo może zapatrzony w niego szczeniak? Ravi był chyba tym wszystkim w jednym. Świetny typ. — Mój bohater!

mi héroe!!!
kasik (dc: kasik_srasik)
nudy. a tak poza tym, to używania AI, czytania mojej postaci w myślach i braku inicjatywy.
34 y/o
LO SIENTO
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granicy między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
przekleństwa
Ciekawe czy w Rio też będą mieli czas na tatuaże, skoro był on ograniczony, bilety na jutro już kupione, bo przecież musieli stawić się na przekazaniu gotówki.
Czy oni kiedyś w ogóle będą mogli sobie pozwolić na takie beztroskie wakacje, gdzie nic ich nie będzie gonić? Ani czas. Ani jacyś meksykańscy bandyci...
Może. Kiedyś.
Na razie musieli się zadowolić tym, że mogli sobie o tych tatuażach pogadać. A Madox oczywiście nawijał Pilar o swoich, i kiedy jej wargi musnęły skórę przy uchu, to mruknął, na moment zawieszając ciemne spojrzenie na jej dużych, pięknych oczach - może różę? Tak wiesz symbolicznie do tej świątyni, którą odwalił nam Ravi - no tak, bo każda jego dziarka musiała mieć jakieś znaczenie. Miał coś jeszcze dodać, ale widział te wesołe i psotne iskierki, czające się w oczach jego żony, więc tylko uniósł jedną brew, czekając, aż mu coś odpali. Od razu parsknął śmiechem, który stłumił gdzieś w jej szyi, a potem rzucił do jej ucha - podoba mi się Zona del Diablo - ta strefa diabła - brzmi jakby była tylko dla mnie... Albo odpierdalały się tam takie diabelskie rzeczy... - od razu spuścił spojrzenie za swoją dłonią, którą poprowadziła po materiale koronki, a Madox złapał w płuca więcej powietrza, aż klatka piersiowa mu się uniosła, co mogła na sobie poczuć. On też poczuł, jak zadrżała pod jego dotykiem, a kiedy już sam szarpnął ręką wdzierając się pomiędzy jej rozgrzane uda, pod cienki materiał sukienki, którą miał z niej zrywać...
- Kurwa... - wyrwało mu się, kiedy Theresa i Ravi znowu pojawili się na horyzoncie.
I jak Madox wcześniej trzymał się dobrze, to teraz już przestało mu pasować, że dookoła jest tyle ludzi, że biorą udział w konkursie, a Ravi i Theresa znowu cały czas im przerywają, kiedy oni mogli by się po prostu zająć sobą...
Nie mogli. Bo teraz by już pewnie nie odpuścili tego konkursu.
Ale Madox już w głowie założył, że po nim to... spierdalają stąd. Może na te tatuaże, a potem to już robić wszystko co chcą, sami. Bez przyzwoitek w postaci ich świadków. Chociaż akurat przy tym kolejnym zadaniu mogli się przydać.
Niby Madox od razu zaproponował, że on się poświęci, bo Pilar miała na sobie sukienkę, ale rękę dałby sobie uciąć, że ona na to nie pójdzie. I kiedy powiedziała to chyba cię pojebało, cariño, to wywrócił oczami, ale zaraz się uśmiechnął.
- I ty staniesz na rękach, żeby je wypić, w tej kiecce? - pokazał jej czubek języka, ale oczywiście, że wiedział, że to zrobi, a on... Zaczepiał ją tylko, bo oni chyba nie umieli bez tych zaczepek. Automatycznie też wyrwał się do Ste… do swojej żony, Pani Noriega, zajebiście to brzmiało, tak, że jego wargi zawisły nad jej pełnymi ustami, kiedy mówiła o tym, że będzie łatwiejszy - to ty chcesz mnie upić... powinnaś mi oddać swoje - wiedział, że nie ma nawet takiej opcji, chciał zaczepić językiem jej usta, a rękę już opierał na jej biodrze, żeby ją do siebie szarpnąć, ale co? Pilar wtedy pchnęła go na ścianę, a Madox aż jęknął, tak blisko, a jednocześnie tak... daleko.
Ale przecież wiedział, że Pilar Noriega, teraz kurwa stanie przed nim na rękach, chociaż cały świat dookoła by płonął. Sam ją do tego kusił i prowokował.
A kiedy to zrobiła i stanęła przed nim na głowie, to Noriega przez chwilę patrzył na nią, na te zgrabne nogi, po których podsunęła się koronka, dopiero jak Theresa się ruszyła i przytrzymała Pilar, to wrócił myślami do tego konkursu. Bo tak to był już chyba przy zdzieraniu tej sukienki, ale piękna była. Ta sukienka. Podkreślała niesamowicie wszystkie wdzięki Pani Noriega.
- Flaszkę trzymaj Ravi - rzucił Madox i nawet puścił mu oczko, a potem jeszcze sobie podszedł do ściany, jakby coś tam mierzył. A prawda jest taka, że po prostu spojrzał na swoją żonę z tej perspektywy i zajrzał jej pod sukienkę - widzę twoje... - zaczął, ale Theresa go zdzieliła w ramię i rzuciła coś, żeby nie dekoncentrował Pilar. Dobra, jeszcze do końca konkursu mógł wytrzymać. Zaraz też sam stanął przed ścianą i majgnął się nogami do góry, tylko oczywiście w pierwszej chwili się zachwiał, ale Ravi go przytrzymał. A kiedy barmanki z wódką podbiegły do nich, to Madox musiał się obejrzeć na Pilar - no nie... A nie macie czegoś innego? - zapytał jeszcze Madox, ale tłum z prowadzącym już odliczali, więc... Musiał to jakoś przełknąć, chociaż po tym pierwszych szocie się skrzywił i wywalił język - nie dobre... - mruknął, ale Ravi już mu nawijał, żeby nie marudził, bo mogli dostać ciepłą. To akurat jest fakt, że ta, którą dostali była odpowiednio schłodzona, jej jedyny plus. Drugi poszedł łatwiej, bo już gardło i przełyk przyzwyczaiły się do tego smaku. A trzeci... Trzeci już wszedł zajebiście, chociaż trochę pociekło Madoxowi po wardze i prawie mu wpadło do nosa, ale Ravi już nawijał, że był taki dzielny, jego bohater, a Noriega odrazu się roześmiał i spuścił nogi - dzięki stary, mam to w nosie... - Ravi szybciutko poleciał mu po serwetki, a Theresa puściła Pilar, tylko nie za bardzo wiedziała jak jej teraz pomóc wstać. Oczywiście Pani Noriega nie potrzebowała pomocy, ale jej mąż i tak zaraz stanął za nią, tak, że kiedy spuściła nogi, a sukienka jej się podwinęła, to jego czarne spojrzenie prześlizgnęło się po jej pośladkach, które zaraz zresztą... wylądowały na nim, bo trochę nie wymierzyli i Pilar otarła się tyłkiem o krocze swojego męża. Nie zamierzone to było. Wcale.
Dostali brawa, ale Madox się nawet nie obejrzał, bo on znowu wpatrywał się w swoją żonę.
- Może byśmy na chwilę się stąd zawinęli? - mruknął jej do ucha.
I może by się nawet zawinęli, tylko okazało się, że kolejne zadanie będzie dla wszystkich i to będzie jakiś konkurs... taneczny. A tym razem to widownia wyłoni dwie parki, które odpadną. Bo po drodze znowu ktoś odpadł i zostało ich może z dziesięć par?
Madox nie liczył, bo on zamiast tego to znowu odchylał głowę do tyłu - ja pierdole pojebie mnie, jeszcze będziemy tańczyć tu przed wszystkimi... - zrzędził, bo przecież on to musiał sobie wiecznie ponarzekać. Tylko co? Na scenie wylądowało dziesięć krzesełek, a prowadzący oznajmił, że panowie na nich siadają, a panie tańczą... No okej.
Tylko zaraz doszły kolejne zasady i okazało się, że kobiety mają zatańczyć tak gorąco, żeby przejść dalej, ale faceci mają przy tym zostać na swoich miejscach. Madox popatrzyli na siebie z Ravim, no bo teraz to chyba kurwa obaj przegrali.
A Noriega to na pewno...
Chociaż on już przecież tyle razy trenował swoją silną wolę. No może mu się uda. Ravi za to miał zmartwioną minę.
- Tylko nie kręć tyłkiem, nie kręć tyłkiem Theresa, bo tego nie wytrzymam - poinstruował swoją żonę. A Madox znowu zaśmiał się głośno, a zaraz ciemne oczy utkwił w Pilar.
- Ty też nie kręć cariño... - zaczął, ale zaraz przesunął wytatuowanymi palcami po udzie swojej żony, podwijając koronkowy materiał - albo... zakręć tak, żeby wszystkim tym laskom pokazać - zaczepił ją szczypiąc w pośladek. Organizator stwierdził, że na rozgrzewkę i zachętę wszyscy dostają po kolejnym szocie. Tak jakby te, które wypili Pilar z Madoxem to było mało. Ale w sumie... inni ich nie dostali. Dostali za to jakieś kolorowe szociki na długich deskach i dziesięć par znowu walnęło po jednym... a potem kolejnym. Który to już?
Chyba nie liczyli.
Ale Madox liczył na to, że jednak jeszcze uda mu się nie zerwać z krzesła, jak Pilar zacznie przed nim kręcić tyłkiem. Nawet sobie skoczył w miejscu dwa razy, żeby z rzucić z siebie napięcie, a Ravi jak to zobaczył, to też to zrobił. Jeszcze się pomotywowali chwilę, że dadzą radę i zbili piątkę, a zaraz siedzieli już na krzesełkach obok siebie. Ravi zacisnął palce na tym swoim, żeby się chyba go przytrzymać. A Madox co?
Wyjebane, oparł się wygodnie o oparcie i nonszalancko oparł nogę na kolanie.

Baila para mí, cariño 💃❤️✨
zgrozo
stania w miejscu i postów z czata
30 y/o
PEW PEW
169 cm
śledcza at toronto police service
Awatar użytkownika
Lepiej strzela niż gotuje. Do tego: agresywna, impulsywna i narwana. Niektórzy jeszcze mówią, że dzika. Ogólnie wszystko co złe, to Pilar.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
przekleństwa
Rozpierdolą ten konkurs.
Z tego założenia wychodziła Pilar i miała zamiar zrobić wszystko, żeby tak właśnie się stało. Nie po to się na niego zapisali i wzięli w nim udział, żeby wypierodlić się w połowie. Przecież nie było rzeczy, której by nie zrobili, do tego kochali wygrywać. Byli odpowiednio zmotywowani i skoro już wybrali zabawę nad ulotnienie się gdzieś, to musieli to już porządnie dokończyć.
Chociaż kiedy po wypiciu shotów przy wstawaniu otarła się tyłkiem o kroczę swojego męża, to naprawdę niewiele brakowało, żeby jednak zaciągnęła go gdzieś na zaplecze albo chociażby do kibla. Cały, kurwa, jebany dzień się trzymali. Tylko budowali napięcie, które robiło się kurewsko nieznośne. Złapała więcej powietrza w płuca i aż musiała się od niego odsunąć, żeby się odpowiednio zdystansować. Szkoda tylko, że on znowu znalazł się przy niej i już szeptał jej do ucha, żeby stąd spadali.
Nie prowokuj mnie, Noriega — warknęła, przechylając głowę i łapiąc jego coraz ciemniejsze spojrzenie. Dobrze kurwa wiedział, jak ją podejść i wiedział też, że ciężko jej było mu odmawiać. Czegokolwiek. Całe szczęście Theresa była na posterunku i widząc, jak Pilar już odwraca się do swojego męża, szarpnęła ją za ramie, mówiąc, że teraz będzie konkurencja dla wszystkich. Prowadzący również o tym wspomniał i zaczął przedstawiać zasady. Oczywiście, że faceci mieli tylko siedzieć i patrzeć. Aż prychnęła pod nosem i pokręciła głową. Chociaż z drugiej strony, jakby on miał przed nią tańczyć, to pewnie by się złamała, więc może nawet i dobrze? Poza tym, Pilar kochała go kusić. Uwielbiała moment, gdy jego spojrzenie przechodziło z brązu w czerń. Była od tego u z a l e ż n i o n a.
Theresa dostałą instrukcje od Raviego, żeby przypadkiem nie kręciła tyłkiem, bo facet pęknie, a kiedy Madox powiedział jej to samo, to tylko przewróciła oczami.
Przecież uwielbiasz, jak kręcę tyłkiem — wypomniała mu. A poza tym, chyba chcieli wygrać, tak? Pilar by sobie nie wybaczyła, jakby kurwa odpadli przez to, że źle zatańczyła. No co jak co, ale kurwa przez taniec? Nie było nawet takiej opcji. Uśmiechnęła się, gdy zmienił zdanie i kazał jej zatańczyć tak, żeby pokazać wszystkim laskom. Szkoda, że ona miała już zupełnie inne priorytety. Przysunęła się do niego bliżej i nachyliła do jego ucha. — Zakręcę ci tak dobrze, że nie będziesz mieć wolnego miejsca w spodniach — wyszeptała, a na potwierdzenie swoich słów, jeszcze skubnęła jego płatek zębami i delikatnie zassała. Tylko tyle zdążyła, nim została przywołana na krawędź sceny wraz z innymi kobietami. Była z nimi też jedna para facetów, oni zaś zagrali w kamień, papier, nożyce, kto miał dla kogo tańczyć i jeden z nich stanął razem z dziewczynami, cały w skowronkach.
Panie gotowe? — krzyknął prowadzący, a Theresa tak się nie mogła doczekać, że… już zakręciła tyłkiem. Super, świetnie jej poszło to stosowanie się do zaleceń Raviego. Po prostu zajebiście. Pilar zaśmiała się głośno, widząc, jak jej mąż robi się czerwony i zaczyna wiercić na krześle.
Muzyka rozbrzmiała na dobre, tłum pod sceną krzyknął zachęcająco, a kobiece (plus jeden gejek) ciała zaczęły poruszać się w odpowiedniem rytmie. Kilka z nich tańczyło przodem do publiczności, w końcu to oni wybierali, ale Pilar była zbyt wielką masochistką i ona swoje spojrzenie od razu wbiła w męża. Prosto w jego ciemne, rozświetlone oczy. Bujnęła biodrami pierwsze delikatnie, a potem już coraz pewniej, dłońmi sunąć po własnym ciele, oczywiście na moment zabierając ze sobą materiał sukienki, podwijając go coraz wyżej i wyżej. Odsłaniając smukłe uda, prawie w całości. Dopiero potem odwróciła się do niego tyłem i zakręciła tyłkiem, zarzucając włosy na jedną stronę i tym razem przez ramię łapiąc jego spojrzenie. Tłum krzyknął, a ona tylko przelotnie przyjrzała się konkurencji. Wszystkie dziewczyny tańczyły super, nawet ten jeden facet, wymachiwał nogami w powietrzu i robił wrażenie na publiczności. Czyli trzeba było wbić kolejny poziom i czymś się wyróżnić.
Bo to co za problem dla Ste… Pilar Noriegi?
Żaden.
Dlatego zamiast stać w linii ze wszystkimi ona ruszyła do krzesła, na którym siedział Madox i wciąż nie dotykając go stanęła szerzej na nogach i zeszła do parkietu. Publiczność zaklaskała, a ona nie przestając kręcić kółek biodrami, odchyliła się do tyłu, prawie kładąc się na podłodze. Ah ten pilates z Heleną! W końcu mogła się pochwalić efektami. Ktoś krzyknął z tłumu, ktoś jeszcze zagwizdał, a ona nawet na moment nie przestała. Nawet podeszła do niego bliżej na kolanach. Tylko wtedy zobaczyła w jego oczach, że był już na jebanej granicy, szczególnie, kiedy prawie dotykała jego kolan, więc… odpuściła. Podniosła się i wróciła do innych dziewczyn, robiąc swoje z odpowiedniej odległości.
Prowadzący poinformował, że to już ostatnie pół minuty zostało do końca i żeby panienki dały z siebie wszystko, co miały. Kilka facetów już zerwało się do swoich kobiet, Ravi był już prawie na kolanach, wciąż trzymając się ciężko krzesła, jakby było jego ostatnią deską ratunku i wtedy… Pilar skrzyżowała spojrzenia z Theresą. Jakby czytały sobie w myślach, równo ruszyły do siebie. W końcu w zasadach nie było, że panie miały tańczyć same prawda? No więc złączyły się ciałami, przeplatając własne uda i wdzierając się kolanami między własne sukienki, rozpoczynając wspólny, sensualny taniec, raz po raz patrząc na swoich mężów. Pilar nawet przytrzymała kobietę za plecy i odchyliła ją do tyłu, a potem Theresa wprawiła Noriegę w obroty i zakończyły wszystko piękną, wspólną pozą. A pójść musiało im zajebiscie, bo zaraz okazało się, że zdobyły egzekwo pierwsze miejsce. No tylko pytanie co z panami? Dali radę? Bo zaraz miała szykować się druga runda.

Te voy a trabajar tan bien que no va a quedar espacio en tus pantalones 💃
kasik (dc: kasik_srasik)
nudy. a tak poza tym, to używania AI, czytania mojej postaci w myślach i braku inicjatywy.
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ Po Świecie”