Chciał jej płacić, a właściwie to
chciał jej te pieniądze dać. Tak po prostu. Bezzwrotnie. Bez jakiegoś głupiego
oddam ci je Galen, bo przecież on tego nie potrzebował. Miesięcznie więcej wydawał na jakieś bzdury niż pewnie kosztował ten ośrodek, albo ta różnica, którą mieliby pokryć.
-
Ale... - zaczął i przejechał smukłymi palcami po potylicy przeczesując nimi miękkie włosy -
moje sprzątaczki nie umieją robić takich tostów i nie piorą moich koszul w jedwabnych rękawiczkach - wypalił z jakimś takim bladym uśmiechem błąkającym się po twarzy, bo chyba chciał tym żartem ją może odrobinę rozchmurzyć? Ale czy w ogóle dało się w takiej sytuacji?
-
A zresztą ja bym chciał... Żebyś zrobiła dla mnie muzykę, a tego moje sprzątaczki nie potrafią - nie potrafiły. Tylko ciekawe po co Galenowi Wyattowi był jakiś dżingiel? Może żeby go sobie puszczał, kiedy będzie wchodził do pomieszczenia? To nawet by do niego pasowało.
Tak jak to, że kiedy Majka mówiła o swojej matce, to te jego niebieskie oczy wodziły po jej twarzy, a on słuchał. Słuchał jej, i znowu przez moment się zawahał, czy do niej nie sięgnąć.
-
Kiedy tu szedłem to minąłem faceta, który stał w kącie i gadał do siebie, więc Majka... Naprawdę wydaje mi się, że twoja mama nie jest tutaj jedynym trudnym pacjentem, a oni powinni być na coś takiego przygotowani - chociaż Galen żył przecież w świecie prywatnych klinik i ośrodków, gdzie był traktowany jak książę, bo tyle za to płacił. Więc może on po prostu nie znał życia, nie znał tej strony tanich ośrodków, gdzie pacjentów mieli gdzieś.
Ściągnął do siebie brwi i przez chwilę walczył ze sobą, żeby jej nie powiedzieć, że on dołoży do lepszego ośrodka. Przecież by mógł. Dużo pieniędzy Northexu wspierało potrzebujących, tylko musiałby to jakoś tak załatwić...
Już nawet chciał wyjść z kolejnym wspaniałym pomysłem, że jakaś jego fundacja jej z tym pomoże. Galen nie miał fundacji, ale mógł ją założyć. Fundację wspierającą w walce z alkoholizmem... Coś w ten deseń.
Ale Maya zapytała o prawnika, a jego niebieskie spojrzenie odszukało jej oczy -
jak dla mnie to nic. Ja mu tyle płacę za usługi, że... On czasem pomaga w mojej fundacji - no pięknie Galen, już zaczynał zmyślać -
za darmo - żeby znowu się w tym nie pogrążył. W tych kłamstwach, jak wtedy kiedy udawał kogoś kim nie był. A ten ktoś udawał jego.
Ale przecież to była jakaś myśl, mógł założyć taką fundację i jej pomóc.
Chciałby.
Ale przecież mieli w to nie mieszać kasy. W ich znajomość.
Skinął głową, kiedy Majka stwierdziła, że ochłonęła i mogą iść porozmawiać z kierowniczką ośrodka -
w razie czego będę reagował, chociaż będę tu chyba miał siniaka po tym, jak się szarpnęłaś - znowu ją trochę zaczepił i przesunął palcami po tej swojej nieskazitelnej, białej koszuli. A kiedy oznajmiła, ze zostawiła telefon w pokoju to znowu odszukał jej spojrzenie -
pewnie - odpowiedział od razu, na jej pytanie, czy pójdzie tam z nią. No bo przecież co to takiego? A skoro w ten sposób mógł być jej wsparciem. Tylko Galen nie miał pojęcia na co się pisze.
Spuścił na moment spojrzenie na ich splecione razem palce. Bo to też przecież była oznaka tego wsparcia, dla Galena trochę nowość, ale on je chciał Majce dać, tylko nie za bardzo wiedział jak się do tego zabrać.
Kiedy stanęli przed drzwiami, to nawet nie było opcji, że on zostanie, wszedł tam za nią. Ale widać było po jego twarzy, że nie spodziewał się takiego widoku. Jasne oczy przybrały jakąś taką chłodną barwę, kiedy Wyatt omiótł spojrzeniem pomieszczenie. Nie do końca wiedział co się tu wydarzyło...
Chociaż starał się połączyć jakieś fakty, to co usłyszał. Matka Majki miała alkohol, wypiła go i była agresywna. Zaatakowała kogoś... butelką? Nożem?
-
Maya... co tu się właściwie stało? - zapytał, w tej swojej nieskazitelnej, białej koszuli wyglądał dziwnie na tle spryskanej krwią ściany. Nie pasował tutaj.
Może nie pasował też do jej świata?
Ale przecież chciał.
I mogła to widzieć w tych jego błękitnych oczach, które odszukały jej ciemne, przenikliwe spojrzenie. Że Galen Wyatt naprawdę chciał, żeby ona go w swoim życiu postrzegała nie tylko jako tego dzianego gościa, z którym od czasu do czasu mogła wyjść na kawę...
On chyba chciał od niej czegoś więcej. Ale przecież Galen wciąż za tymi niebieskimi oczami był tym zagubionym chłopcem. I chyba trochę nie wiedział jak do tego podejść. Jak ją podejść, skoro on swoje pieniądze, które przecież zazwyczaj działały na jego korzyść miał zostawić za drzwiami.
Jak?
-
Może... Przenieśmy gdzieś stąd twoją mamę, żeby miała lepszą opiekę? Musisz mi powiedzieć... czy ona chce się leczyć? - bo jeśli tak i potrzebne są tylko środki, to przecież... One stały przed nią, a jeśli nie? A może potrzebowała tylko lepszych specjalistów?
Niebieskie tęczówki Wyatta znowu uciekły gdzieś na ściany.
-
Ona... dobrze się czuje? A ta krew? - to nie tak, że Galen był jakiś wyjątkowo ciekawski, bo nie był, ale po prostu chciał wiedzieć na czym ona stoi. Żeby może obrać jakąś linię obrony? Albo podjąć jakąś sensowną decyzję.
-
Ja wiem, że... Nie chciałaś mnie tutaj, ale ja naprawdę chciałbym ci pomóc, bo... zależy... -
mi na tobie, to chciał jej powiedzieć? Ale nie zdążył, bo zadzwonił telefon Majki, a na wyświetlaczu pojawiła się Gwen, więc chyba musieli iść to w końcu załatwić.
Maya Parker