Słuchał go w milczeniu.
Co już samo w sobie powinno być pierwszym ostrzeżeniem, bo Thallman rzadko kiedy milczał. Zazwyczaj miał odpowiedź na wszystko. Tym razem jednak tylko leżał na boku, z policzkiem wtulonym w poduszkę, i patrzył na Kierana spod ciężkich, zmęczonych powiek. Naprawdę chciał go zrozumieć, ale alkohol zdecydowanie nadal mieszał mu w głowie i nie mógł w stu procentach pojąć, o co do kurwy nędzy blondynowi chodziło. Przez moment miał ochotę coś powiedzieć. Miał na końcu języka kilka ostrych tekstów. Coś o tym, że nie był jego projektem badawczym, coś o tym, że jeśli Burreau najpierw potrzebuje zrozumieć, żeby poczuć, to może wcale nie powinien wychodzić do ludzi.
Ale nie powiedział nic.
Tylko wpatrywał się w niego jeszcze przez chwilę, nie uśmiechając się. A kiedy Kieran wstał i stwierdził, że prześpi się w gościnnym, Benjamin nawet nie drgnął. Po prostu odwrócił wzrok, a gdy blondyn wyszedł, zacisnął tylko zęby tak mocno, że aż zabolała go szczęka. Nie zdziwiło go to. Właściwie wkurwiało go to, że wcale go to nie zdziwiło. Przewrócił się na drugi bok, naciągając kołdrę aż pod brodę. Pachniała Kieranem. Był to przyjemny zapach, który nawet nie wiedział kiedy, zaczął dziwnie łechtać jego duszę. Zamknął oczy i zasnął. Od jutra będzie miał
wyjebane. Naprawdę.
Kiedy po jakimś czasie drzwi znowu uchyliły się cicho, Benjamin nie otworzył oczu od razu. Usłyszał kroki, a potem poczuł, jak materac ugina się obok niego. Dopiero wtedy uchylił powieki. Kieran wsunął się do własnego łóżka, jakby robił to przez sen, lub może zmienił zdanie i jednak miał ochotę na jakieś dotykanie się w środku nocy?
Jezu, o czym ty myślisz Thallman. Miał ochotę przeklnąć się w myślach za to, że nawet teraz miał takie myśli. Kurwa, po prostu chciał poczuć, że ten księżniczkowaty blondyn jednak się nim interesował, że nie było to żadne jego widzimisię, ani nic z tych rzeczy. Już dawno Benjamin nie czuł czegoś takiego. Takiego niewyjaśnionego zaintersowania drugą osobą, do tego stopnia, że był skłonny znosić tamtego komentarze, jakieś dziwne insynuacje rzucane w jego kierunku. Thallman pomimo zachowywania się jak skończona szmata... naprawdę miał uczucia i zależało mu na ludziach, którzy byli blisko niego. Może ostatnimi czasy odwalało mu troszeczkę barzdiej niż zwykle, ale co mu się dziwić? Chłopak dowiedział się, że tracił słuch... najważniejszy zmysł w jego całym życiu, a teraz... Teraz spędzał swój wolny wieczór w łóżku chłopaka, który na każdym kroku lubił mu przypominać o tym, że jednak nie jest tak zajebisty jak mu się to wydawało. OUCH DO JEGO EGO, HUH?
Thallman przechylił głowę i patrzył na Kierana przez kilka sekund. Nie odezwał się. Nie skomentował, że jednak książę Burreau wrócił do swojej wieżyczki. Tylko westchnął głośno i odwrócił głowę w drugą stronę i zamknął oczy, udając, że śpi. Nawet kiedy ciepło Kierana zaczęło powoli docierać dojego plecow nie poruszył się ani o centymetr. Po chwili jednak nie mógł przestać myśleć o tym, że ten tak bezczelnie tutaj wparował, kiedy dał mu cały wykład jakieś, nie wiem, kilka godzin wcześniej.
- Kieran? - mruknął cicho.
Brak odpowiedzi.
Westchnął głośno, odwracając się i wpatrując w śpiącego chłopaka. Przez moment nie poruszył nawet palcem. Oddychał płytko, przyglądając się twarzy Kierana, która w ciemności wyglądała jakoś inaczej. Mokre wcześniej włosy zdążyły przeschnąć, nadając mu ten uroczy, bałaganiarski wygląd.
- Unfuckingbelievable - wymamrotał pod nosem.
- Za dnia nie dotykaj mnie, Benjamin, przestrzeń osobista, Benjamin, ludzie rzucają się przez sen, Benjamin, a w nocy sam wchodzisz mi do łóżka jak jakiś zboczeniec. - Powinien go obudzić, ale Kieran wyglądał tak spokojnie. Nie chciał mu przeszkadzać. I Benjamin, choć był zły i nadal trochę pijany, nie potrafił tego wykorzystać. Westchnął ciężko, opadając z powrotem na poduszkę.
- Jesteś najgorszym człowiekiem, jakiego poznałem - szepnął w ciemność, ale nie było w tym prawdziwej złości, a raczej kujaca bezradność.
- Przysięgam, najgorszym. - Odwrócił się bokiem do niego, wysuwając dłoń delikatnie, żeby położyć ją na jego klatce piersiowej. Przesunął głowę bliżej, wystarczająco, by poczuć ciepło jego ciała. Zacisnął szczękę. Przez chwilę walczył ze sobą, po czym odsunal dłon która leżała na jego klatce piersiową, chwycił kołdrę i bardzo ostrożnie naciągnął ją wyżej na jego ramię.
- Widzisz? - mruknął ciszej,
- Potrafię być grzeczny.
Przyglądał się jego twarzy, którą teraz obejmował blask księżyca i...
Cholera.
Był piękny.
Przymknął oczy, próbując zasnąć, ale obecność Kierana obok sprawiała, że cały był dziwnie świadomy. Każdego oddechu... Dopiero po dłuższej chwili oddech Benjiego zaczął się uspokajać.
- Czemu mi to robisz? - zapytał bezradnie, zanim wsunął ramię pod głowę i wpatrzył się w sufit. Po chwili uśmiechnął się krzywo do samego siebie i mruknął,
- What a night, eh?
beautiful boy