Eric nawet nie próbował zliczyć, ile butelek zostało rozbitych. Nie potrafił też oszacować, ile pieniędzy, które wydał na te piwa - z myślą o wieczorach, podczas których je wypije - dosłownie przepadło wraz z ich zawartością. Na samą myśl zrobiło mu się słabo. Ciężka woń rozlanego alkoholu mieszała się z zapachem szkła, przyprawiając go o mdłości. Potrzebował powietrza. Niemal odruchowo podszedł do okna, chwycił za klamkę i pociągnął ją do siebie. Gdy tylko uchylił okno, do środka wdarł się chłodny, rześki podmuch. Wypełnił nim płuca i na moment zamknął oczy, jakby liczył, że świeże powietrze choć odrobinę uporządkuje chaos panujący zarówno w mieszkaniu, jak i w jego głowie, lecz nic takiego nie nadchodziło. Nie nadjeżdżał ani żaden odkurzacz wciągający brudy poprzedniego wieczora, ani nikt nie przychodził z mopem. Gdy otworzył oczy, dostrzegł padający deszcz - jakby pogoda doskonale wiedziała, co działo się w domu Stonesa. Że dwie osoby walczyły z nawałnicą uczuć po tym, jak ktoś przesadził z alkoholem. I który teraz musiał stawić czoło konsekwencjom, bo faktycznie, mógł nie mieć AŻ tyle szczęścia i kto wie co by było, gdyby Sher nie wezwała policji.
- NIE potrzebuję ŻADNEJ opiekunki! To przecież byłby jakiś ABSURD. - popukał się w głowę oraz wyrzucił dłonie do góry,doskonale zdając sobie sprawę z tego, że nie musiał mówić, ile miał lat, bo obydwoje doskonale znali swoje daty urodzenia. Poza tym, nawet nie chciał sobie wyobrażać, jak podczas wyjścia z kumplami ma go na oku jakaś pani, która reaguje na każde kupione piwo, każdą rozmowę z nieznajomymi.
A po całym dniu, zdaje raport Shereen. Ale szczerze? Był gotów usłyszeć gorszą obelgę, a poza tym, po wypowiedzeniu tych słów zastanawiał się, czy nie byłoby lepiej, gdyby po prostu przemilczał słowa Sher.
Potem spędził trochę czasu sam na sam w łazience, próbując nie uderzyć pięścią w lustro. Nienawidził tych nagłych ataków i nadmiernych myśli, skoncentrowanych wokół tego, że mógłby stać się wersją swojego ojca. Ojca, który nigdy nie miał wystarczająco czasu, by wysłuchać, co jego dzieci chcą mu powiedzieć; ojca, który za priorytet stawiał sukces i bieg za pieniędzmi, zamiast dobro rodziny. Ojca, który w takij sytuacji, uznałby - najprawdopodobniej - że nie ma siły słuchać, więc lepiej po prostu wyjść.
Trzasnąć drzwiami i nie odwracać się za siebie, doskonale wiedząc, że przecież atmosfera prędzej czy później się uspokoi.
Eric doskonale pamiętał
każde trzaśnięcie drzwiami i zastanawiał się, które będzie tym ostatnim i czy wróci - a jak do tej pory zawsze wracał. Mógłby być jedynie wdzięczny, że nie dochodziło między rodzicami do przemocy, bo wtedy… stanąłby w obronie mamy, choć pewnie wtedy także i jemu by się oberwało, bo wystarczyło, że próbował załagodzić spór, by przestali się kłócić, lecz wychodziło z marnym skutkiem, bo jedyne, co słyszał, to
Nie wtrącaj się. albo
Nie z Tobą aktualnie rozmawiam, Eric. Ciebie ta rozmowa nie dotyczy. kiedy on tylko chciał pomóc… działał automatycznie, zdając sobie sprawę, jakie mogą być tego konsekwencje.
Oblanie twarzy zimną wodą, było - uważał - dobrym pomysłem i najchętniej wszedłby pod prysznic, by całe ciało doznało tego, co twarz - nawet spojrzał w kierunku prysznica - lecz ostatecznie zrezygnował z tego pomysłu. Jedyne, co zrobił, to nachylił całą głowę pod strumień zimnej wody lecącej z baterii umywalkowej. W głowie wciąż dudniło od alkoholu, myśli i wydarzeń z ostatnich godzin. Chłodna woda była jedynym, co w tamtej chwili wydawało się choć odrobinę przywracać go do rzeczywistości. Nie zważał na fakt, iż jego włosy były coraz bardziej mokre. Najważniejsze było uczucie przenikającego chłodu obejmującego jego głowę. Kiedy uznał, że wystarczy, zakręcił wodę, odgarnął z twarzy mokre włosy i przez chwilę wpatrywał się we własne odbicie w lustrze. Sięgnął po wiszący obok ręcznik, aby przejechać nim po głowie oraz wytrzeć twarz.
Po stoczonej batalii ze samym sobą, wrócił do Sher. Zdążył stanąć naprzeciwko niej, gdy nagle jakby zerwał się silniejszy wiatr. Eric nie czekając ani chwili dłużej, podszedł do otwartego okna, aby je zamknąć, jednocześnie wciąż przetwarzając wcześniejsze słowa swojej dziewczyny o tym, że był palantem i nie mając pojęcia, że prawdziwa bomba, dopiero miała zostać zrzucona… w sumie to nawet cztery bomby z czego jedna nazwana imieniem byłego chłopaka Shereen. Uważnie wysłuchał o swoich przekroczeniach tak, jak osoba stojąca przed wysokim sądem, słuchająca o postawionych zarzutach. Przypomniał mu się także brat, który informował, za co zostawał zakuty w kajdanki. Mimowolnie dotknął prawą ręką lewego nadgarstka, przypominając sobie zimno metalu.
Nie wiesz, ile wypiłeś - prawda. zgodził się w myślach.
Nie wiesz, z kim byłeś - nieprawda.
- Wiem, z kim byłem. Byłem z Dante. - wtrącił się, lecz dopiero trzeci punkt uderzył w niego chyba najbardziej. Trzeci oraz to, co powiedziała potem…
Nie rozpoznałem Olivera - prawda. nie pamiętał już, czy skojarzył mu sie w pierwszej chwili, czy faktycznie był tak nawalony, że większość twarzy była rozmazana.
- Nie pozwoliłem mu zabrać telefonu. Poszedłem na chwilę, nie sprawdzając, czy mam go przy sobie, bo byłem PRZEKONANY, że leży wewnątrz kieszeni. Jak wróciłem, zobaczyłem, że się myliłem. - wyjaśnił, choć czy był sens się tłumaczyć?
Zbladł gdy usłyszał, co gość wyprawiał. Musiał usiąść, nieważne gdzie - najbliżej siebie miał blat, więc to na nim usadowił swoje cztery litery. Nie mógł w to uwierzyć.
To niemożliwe. nerwowo przejechał dłonią najpierw po twarzy, a potem po włosach. Był wściekły. Na siebie i na Olivera. Jakże ciężko było zaakceptować fakt, że gość, którego śledził, by mieć pewność, iż nie zbliża się do Sher, sam postanowił wyjść z ukrycia i stanąć twarzą w twarz z Ericiem.
A ja go nie rozpoznałem… miał ochotę przywalić sobie samemu w policzek i nawet podnosił dłoń, lecz ostatecznie tylko walnął nią z całej siły o blat.
- Zabije go… - wyrwało mu się, podczas zaciskania pięści. Przecież gdyby sytuacja była odwrócona. Gdyby to Sher poszła pić z np. Audrey i ktoś wypisywałby do niego z jej numeru, zerwałby się w te pędy, by dać tej osobie nauczkę, że czyichś rzeczy NIE brało się bez pozwolenia.
Zabawne, że człowiek, który tyle wiedział o cyberbezpieczeństwie, często trzymający telefon blisko siebie (w kieszeni), zapomniał wykonać jedną BARDZO istotną rzecz.
Zablokować
jebany
telefon.
Przecież po parku o tamtej porze na pewno kręcili się różni ludzie, o różnych zamiarach, chęciach, pragnieniach…może i telefonów komórkowych nie kradło się już aż tak, jak kiedyś, ale złodzieje wciąż istnieli. Okej, Stones nie posiadał najnowszego iphone’a 17 Pro Max ani Samsunga S27 Ultra – jego telefon miał już ze trzy lata – ale na bank, gdyby ktoś się zainteresował, to Eric więcej już telefonu by NIE zobaczył. O tyle dobrze, że miał blokadę w postaci cyfr nałożoną na niektóre aplikacje, np. na galerię, dzięki czemu nikt nie mógł zobaczyć jej zawartości. Albo inaczej. Mogły ją zobaczyć osoby znające jego hasło do telefonu, a tychże osób było niewiele. I głównie były to najbliższe osoby. Jasne, mógłby odblokować galerię, aby była dostępna dla wszystkich, którzy trzymaliby w rękach należący do niego telefon, lecz istniał pewien szkopuł. Mianowicie, miał tam przeróżne zdjęcia - ważnych skryptów, Sher w bieliźnie (a nawet i bez) - które chciał zachować wyłącznie dla siebie (głównie Sher, bo skryptami się aż tak nie zachwycał; po prostu potrzebował ich do prywatnych celów). Dzięki tej blokadzie czuł się nieco spokojniejszy. Szczególnie że kiedyś doświadczył włamania, lecz nie do telefonu, tylko do serwisu umożliwiającego dodanie do biblioteki i pobranie gier. Jakże wielkie było jego zdziwienie połączone z irytacją, gdy wyskakiwał mu komunikat informujący o źle wpisywanym haśle. Koniec końów, skontaktował się ze wsparciem, wyjaśnił całą sytuację i odzyskał dostęp z powrotem do konta. Miał kilku dodatkowych “znajomych” ale poza tym, żadnych dodatkowych gier nie widział. Ciekawiło go, kto i dlaczego padło akurat na NIEGO. Tak czy inaczej, po tej właśnie sytuacji, wybrał cyberbezpieczeństwo jako specjalizację podczas studenckiej ery.
Gdyby któryś jego wykładowca był świadkiem sytuacji w parku, Eric z automatu by oblał zarówno zaliczenie, jak i przedmiot. Chociaż jakby nie patrzeć, test na bycie odpowiedzialnym chłopakiem Shereen aktualnie także oblał.
I nie miał zielonego pojęcia, jakie będą go czekały konsekwencje, doskonale jednak zdawał sobie sprawę, że albo relacja, którą budowali latami, rozpadnie się jak domek budowany z kart, na który ktoś dmuchnął, albo pokażą światu, że razem są w stanie pokonać każdą nieprawidłowość. Każdą przeszkodę. Każdego wroga, kryjącego się nie tylko w osobach, lecz także w rzeczach. Ich okręt albo będzie płynął dalej, albo zatopi się właśnie tego dnia jak Titanic. W którymś momencie - nie zarejestrował dokładnie, w którym - zsunął się z blatu.
Wdech Eric. Weź wdech. powtarzał sobie, cały czas przetwarzając usłyszaną informację i żałując, że nie sprał Olivera o wiele bardziej.
Doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że wcale nie musiał opatrywać jej rany, tak samo, jak nie musiał wiązać jej butów, kiedy zauważył rozwiązaną sznurówkę, nie musiał nasuwać jej czapki na zatoki w zimę, aby uniknąć przeziębienia, ani nie musiał kupować większej ilości słodyczy niż te, o które został poproszony. Robił to wszystko wyłącznie z własnej, absolutnie NIE przymuszonej woli, ponieważ tymi czynnościami chciał jej pokazać, jak bardzo mu zależało.
Jak bardzo ją kochał.
Wiedział, że mogła go kopnąć. Mogła odsunąć nogę, lecz tym razem on i tak dokończyłby to, co zaczął, mimo iż było to jedynie naklejenie głupiego plasterka, by przykryć ranę.
Nie spodziewał się jednak tego, co nastąpiło potem.
Nie zostawię cie… przymknął oczy w oczekiwaniu, aż Sher wypowie to przeklęte ale, po którym nastąpi albo głośne trzasnięcie drzwiami albo rozmowa. Choć czuł, że ziemne chmury zbliżają się nad ich głowy, nie wiedział jednak, w jakim błędzie się znajdował, ponieważ choć zegar zaczął jakby głośniej tykać, wybijając sekundy, żadne
ale nie nastąpiło. Zamiast tego usłyszał słowa, po których miał wrażenie, jakby rozpadł sie na miliony kawałków,a po chwili został poskładany na nowo.
Nigdy by nie przypuszczał, że usłyszy tak PIĘKNE wyznanie z ust Sher, które odbijało się wewnątrz jego głowy. Przetwarzał je i wiedział, że zapamięta do końca swoich dni. Spojrzał na nią czule, wykonał krok i pierwsze, co zrobił, to otarł spływające po jej policzkach łzy, samemu czując, że zaczyna mieć wilgotne oczy, które przetarł ramieniem. Następnie przytulił ją. Tak naprawdę mocno ją przytulił i zaczął głaskać po głowie.
Nagle odsunął się tak, żeby móc spojrzeć prosto w oczy Sher, choć jednocześnie nie przestał jej obejmować. Chciał być najbliżej, jak się tylko da. Choć teraz wiedział,
że mu nie ucieknie
- Ja też Cię kocham, Shereen. I… przepraszam.Naprawdę bardzo przepraszam. - tylko tyle, a może aż tyle dał radę z siebie wydostać. Doskonale wiedziała, za co przepraszał - za wszystko, co zrobił, a co doprowadziło ją do W Ś C I E K Ł O Ś C I.
Otarł kciukami spływające po jej policzkach łzy, a następnie oparł swoje czoło o jej. Czuł się najszczęśliwszym człowiekiem na Ziemi. Miał wrażenie, że nawet wygrana w loterii nie byłaby lepsza od tego, co przed chwilą usłyszał. Nic nie mogło równać się z tak pięknymi słowami, które zostały wyryte w jego sercu.
Nie uciekła. powiedział nagle do siebie w myślach, co także było dla niego OGROMNYM powodem do radości. Chcąc zatem pokazać, jak bardzo poruszyły go jej słowa i jak szczerze żałował tego, co się wydarzyło, złączył ich usta w innym niż dotychczas pocałunku. Był lżejszy, pozbawiony pośpiechu, za to pełen czułości, troski i wdzięczności. Włożył w niego wszystko, czego nie potrafił ubrać w słowa, łącznie z całym sobą.
In a world full of pain
She's my escape
Inside her eyes a masterpiece
In the pouring rain
us against the world