-
„Kocham gwiazdy zbyt mocno, by bać się nocy”.nieobecnośćniewątki 18+takzaimkizaimkityp narracjityp narracjiczas narracji-postaćautor
- Złapałeś? - przekrzywiła głowę na bok niczym zaciekawione zwierzątko i przygryzła dolną wargę w zamyśleniu. Strasznie ciężko było jej nadążyć za tempem bieżni, skupiając swoje myśli na ich małej wymianie zdań. Na sekundę nawet przystanęła i musiała szybko nadrobić zaległości, żeby nie spaść z maszyny. Jeszcze tylko tego jej teraz brakowało. Chociaż na sama myśl, że mógłby ją złapać...
- Dajesz mi sprzeczne sygnały. Nie wiem już, czy mówić ci po imieniu czy oficjalnie. Czuję się jak idiotka... I chyba bawiło cię moje zainteresowanie. Widziałam twój wzrok. Myślałam nawet, że zaraz zapytasz, czy jestem pełnoletnia. Wiesz jak mi głupio, że musiałeś zastosować wymówkę o prysznicu, żeby mi wprost nie odmówić? - to był definitywny koniec sportowej kariery Clementine Thallman. Tak właściwie, to w tej chwili nawet rozważała przeprowadzkę. Toronto było duże, ale skoro już dwa razy spotkała mężczyznę na siłowni, to nie zamierzała ryzykować dalej.
- I tak jestem pełnoletnia. Gdybyś miał wątpliwości. - dodała jeszcze bardziej zmieszana, spoglądając na czas na panelu. Jeszcze dziesięć minut. Zawsze miała wrażenie, że takie maszyny wolniej pokazywały czas. Na całe szczęście nie narzuciła sobie zbyt szybkiego tempa. Przynajmniej nie musiał oglądać jej walki o każdy oddech. I tak pewnie już świeciła się od potu. A bez makijażu wyglądała okropnie. Widziała, że kilka dziewczyn używało w szatni jakiś wodoodpornych kosmetyków. Najwidoczniej sama powinna też zainwestować w takie, ale z drugiej strony i tak nie zamierzała kontynuować tych treningów.
Zakryła dłonią usta, żeby ukryć rozbawienie kiedy nazwał siebie dziadkiem. Już nawet miała coś na to odpowiedź, ale koleżanka dopadła do niej i wyłączyła jej całą maszynę. - Mimi musimy iść na saunę! Są tutaj koedukacyjnie i takie ciasteczko tam poszło. Musisz mi pomóc! - spojrzała z niedowierzaniem na koleżankę i dosłownie ją zamurowało. Zaparła się nogami, gdy blondynka starała się popchnąć ją ku szatni. - Nie ma mowy! Nie idę do żadnej sauny. Zaprzyjaźniłam się z moją bieżnią. Prawie już opanowałam obsługę... Nie odważysz się, Lili… - zrobiła krok do tyłu, gdy koleżanka próbowała ją podnieść. Cóż troszeczkę się nawet zdziwiła, że udało jej się oderwać jej stopy od podłogi. - Lili odstaw mnie na ziemię!
- Błagam! Jak ze mną nie pójdziesz, to do końca życia będę starą panną! PROSZĘĘĘĘĘĘĘĘĘĘĘĘĘĘĘ! - nie mogła patrzeć w oczy koleżanki, która urządzała jej scenę. Łamała się, a ta perfidnie wykorzystywała jej brak asertywności. - Dobra... - wymamrotała speszona w końcu, do końca nie wierząc w to na co właśnie się zgodziła. Boże... Wręcz przerażona spojrzała na Lili, gdy ta ruchem dłoni ponaglała ją do szatni. - Skoro i tak nie może być gorzej... To skorzystam jeszcze raz z mojej taktyki. - odwróciła się w kierunku mężczyzny, który zapewne miał ubaw po tej całej scenie. Trudno. Jak to było z tym koniem? - To jak pójdziesz ze mną na tę kawę? I żeby była pewność. To zaproszenie na randkę. - powiedziała na jednym wydechu i pośpiesznie się odwróciła, żeby i tym razem uciec przed odpowiedzią.
znowu ci uciekam
-
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoenieobecnośćniewątki 18+niezaimkizaimkityp narracjityp narracjiczas narracji-postaćautor
- Ja? - zapytał, totalnie nie rozumiejąc, jakim cudem to on dawał sprzeczne sygnały.
Przecież to ona zaprosiła go na kawę, a zaraz potem wycofała się okoniem i uciekła, gdzie pieprz rośnie. On od początku był... Sceptyczny... Ale nie dlatego, że Clem mu się nie podobała. Po prostu mógłby być jej ojcem. Dejm...
- Nie jesteś idiotką... - próbował wejść w tok jej myśli, ale wcale nie było to takie proste!
Akurat pytanie o pełnoletność w jej przypadku było wskazane! Zdziwiłaby się, jak wielu facetów miało problemy przez to, że nie pomyśleli. A Robbie był jednak osobą na pewnym świeczniku. Nie żeby podejrzewał to cudo przed nim o jakieś niecne zamiary czy cele.
- Wymówkę? - zapytał, ale znowu pytanie zawisło w próżni, bo myśli Clementine wyprzedziły jego do tego stopnia, że nie był w stanie za nimi nadążyć.
Czej... Odmówić? Przecież ja wtedy pękłem...
Pokiwał głową w bliżej nieokreślony sposób, który właściwie mówił o tym, że rzeczywiście mógłby mieć wątpliwości. Chociaż w jego głowie to akurat był bardziej komplement niż przytyk. A potem zaatakował chaos w czystej postaci. Dwie dziewczyny, zmiana tematu, nagłe emocje i już zupełnie nie było przestrzeni na to, żeby wcisnąć swoje trzy grosze czy nawet jeden...
Przez chwilę, widząc spojrzenie Clem z przerażeniem, usłyszał wyimaginowane pytanie odnośnie tego, czy nie poszedłby na saunę z nią. W końcu fizjoterapeuta kazał mu ramię wygrzewać, ale siedzenie w samych ręcznikach, w nagrzanej do czerwoności drewnianej klitce, wcale mu się nie uśmiechało. Nie wiedziałby, co zrobić ze spojrzeniem.
- Ale ja naprawdę muszę wziąć prysznic... - powiedział za odbiegającymi dziewczynami i westchnął ciężko.
Koncertowo zawalone. Ale może to i lepiej. Stary, naprawdę mógłbyś być jej ojcem. Przecież ona jest na zupełnie innym etapie niż ty. Czyli jakim? Nie oświadczasz się jej, po prostu idziesz na kawę... Randkę...
Upośledzony wilk na lewym ramieniu poprawił tego na prawym. Z dwudziestojednoletnią ślicznotką. Wyimaginowane ego Robbiego spojrzało na drugiego wilka, licząc na jakiś kontrargument.
Nie, nie... On ma rację.
Z zamyślenia wyrwał go dopiero inny gość siłowni, który zapytał, czy bieżnia jest zajęta, więc Robbie uśmiechnął się i odstąpił miejsce. Ruszył do szatni, żeby wziąć szybki prysznic i przebrać się. Raczej trzeciej szansy nie będziesz miał, ale może to i dobrze...
Sam nie zauważył, kiedy zamiast wrócić do szatni i się ubrać, przeszedł na strefę relaksu i odnalazł koedukacyjną saunę. Otworzył do niej drzwi dość gwałtownie, przerywając rozmowę kilku brzuchatych panów, jednego faceta, który musiał być wspomnianym ciachem, i dwóch dziewczyn. W tym tej małej wróżki.
- Och, przepraszam... - wszyscy patrzyli na niego z zaskoczeniem, oczekując, by coś zrobił.
- Wchodzisz? Bo ucieka ciepło... - zauważył jeden z facetów, który miał stanowczo za mały ręcznik, jak na to, jak bardzo rozkładał nogi.
- Clemmie, co robisz po treningu? - nawet nie zauważył, że odruchowo zdrobnił jej imię, a kiedy odpowiedziała, że nic, dodał: - Ok... So it's a date.
I cofnął się, zamykając drzwi.
Nie tym razem...
-
„Kocham gwiazdy zbyt mocno, by bać się nocy”.nieobecnośćniewątki 18+takzaimkizaimkityp narracjityp narracjiczas narracji-postaćautor
Z ulgą przyjęła powiew świeżego powietrza. Odwróciła zarumienioną twarz w kierunku drzwi i zamrugała zdezorientowana na widok... OMG... Ledwo potrafiła skupić się na słowach mężczyzny, który zwrócił się do niej. Przez kilka długich sekund wpatrywała się w jego twarz, walcząc z pokusą, by spojrzeć niżej. O co on pytał?
- Nic? - tylko ona mogła odpowiedzieć pytaniem na pytanie. Randka. Przyszedł tu tylko po to, żeby zaprosić ją na randkę!!! Ocknęła się z tego letargu dopiero wtedy, gdy koleżanka zaczęła podekscytowana szarpać ją za rękę, wypytując kim do diaska był ten mężczyzna. Nie odpowiedziała. Przepraszając towarzystwo ruszyła w stronę wyjścia z sauny i znalazła się na korytarzu, rozglądając się za swoją zgubą. Miała wrażenie, że ciągle bawili się w kotka i myszkę. Kto kogo pierwszy złapie?
- Nieładnie tak od razu uciekać! - zawołała za Robbim i zaczęła truchtać za nim. Ledwo zdążyła się zatrzymać, gdy nagle odwrócił się w jej stronę. A ona mocniej zacisnęła ręcznik wokół swojego ciała, gdy niemal zderzyła się z jego klatkę piersiową, na którą miała idealny widok.
- Um... W sensie... To moja taktyka... - plątała się coraz bardziej z trudem zmuszając się, żeby zadrzeć głowę do góry. Czy mogła obwinić saunę za rumieńce na swoich policzkach?
- Ja nie powinnam zostawiać tam koleżanki samej... Nie wiem ile... - miała wrażenie, że każdy się na nią patrzył. Pomimo tego, że nikt nawet nie zaszczycił ich swoim spojrzeniem. Sam fakt jednak znalezienia się w takiej sytuacji odbierał jej pewność siebie. - Odprowadzisz mnie do szatni? - poprosiła cicho, spuszczając głowę w dół uparcie patrząc na swoje stopy. Zasłoniła twarz włosami, odgradzając się całkowicie od rozpraszających widoków. Kompletnie nie przemyślała tego ruchu. Martwiła się o koleżankę, ale nie było szansy, żeby tam sama wróciła. Nie miała też odwagi poprosić go o coś takiego, a sytuacja w której się znaleźli po raz kolejny przyprawiała ją o szybsze bicie serca.
- Chryste... Przecież prawie widzisz mnie nago... To chyba niezbyt dobre rozpoczęcie randki? Nie jestem taka łatwa... Znowu zaczynam zbyt dużo mówić... Stresuję się i...
Robbie Cole
-
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoenieobecnośćniewątki 18+niezaimkizaimkityp narracjityp narracjiczas narracji-postaćautor
- No niedoczekanie... - mruknął do swoich myśli i usłyszał jej głos.
O nie... Miał teraz się spokojnie ubrać i poczekać na nią na kanapach koło recepcji, pijąc jakieś smoothie czy cokolwiek zdrowego sugerowali na tej siłowni. Kiedy w końcu skończą remont siłowni w klubie?
Odwrócił się zdecydowanie, żeby zmierzyć się ze swoim losem, ale Clem prawie na niego wpadła. Poślizgnąwszy się boso na kafelkach, mało nie straciła równowagi, więc odruchowo złapał ją za łokieć i podtrzymał, przez ułamek sekundy zaglądając w dekolt rozluźnionego ręcznika. Szybko uciekł spojrzeniem, przełykając przy tym ślinę.
Już miał odpowiadać na zarzut, ale znowu go wyprzedziła swoją samokrytyką, więc skupił uwagę na jej oczach. Orzechowych, ciemniejszych przy źrenicach i nawet w tym świetle wpadających w delikatną zieleń przy krawędzi tęczówki.
- Jak do tej pory ta taktyka była motywem przewodnim. Pomyślałem, że wpiszę się w zwyczaj... - odpowiedział, po czym zmarszczył brwi i podniósł spojrzenie wyżej, jakby chciał sprawdzić, czy jej koleżance nie zagraża jakieś niebezpieczeństwo.
Ale przecież w każdej chwili mogła stamtąd wyjść. Takich przypadków, jak ostatnia sytuacja Clemmie w męskiej szatni, było niewiele. Żeby nie powiedzieć, że miała pecha trafić na ten jeden konkretnie zły.
- Mhm... - odpowiedział mruknięciem, nieco rozproszony, ale posłusznie ruszył za nią w kierunku wejścia do damskiej szatni.
- Co? - zapytał, kiedy wspomniała o tym, że widzi ją prawie nago, i momentalnie odwrócił głowę.
Nie żeby wcześniej się jej przyglądał. Chociaż trzeba było przyznać, że nie było to najłatwiejsze zadanie na świecie. I znowu to słowo... Randka. Rety, jak ona dużo gada... Stresuje się i... Pocałuj ją, to ją uciszy i uspokoi...
Chyba w filmie romantycznym.
- Są tacy, co uważają to za najlepsze rozpoczęcie randki. - spróbował zażartować, ale w jego głowie zabrzmiało to tak creepy... - To znaczy nie... Przepraszam. Chyba też się tą sytuacją stresuję.
Westchnął, zatrzymując się przy drzwiach do szatni.
- Może zróbmy tak... - zaczął, łapiąc za węzeł swojego ręcznika.
Dla odmiany teraz jego ręcznik zaczął robić sobie żarty.
- Za dwadzieścia minut spotkamy się przy wejściu do siłowni i... - zakochamy się w sobie.
Co? Nie!! Upośledzone wilki na moment oderwały się od zabawy wypchaną fretką.
- Będziemy udawali, że to nie jest pierwsza randka, tylko któraś. Presja dobrego pierwszego wrażenia minęła, hmmm?
Let's be honest... Jeśli chodzi o pierwsze wrażenie, to ten statek odpłynął już dawno. Ale akurat na nim wywarła piorunujące wrażenie.
-
„Kocham gwiazdy zbyt mocno, by bać się nocy”.nieobecnośćniewątki 18+takzaimkizaimkityp narracjityp narracjiczas narracji-postaćautor
Gdyby pocałował ją tu i teraz, zamiast trenera przydałby się ratownik medyczny. Speszona odwróciła wzrok od jego dłoni, która wylądowała na węźle podtrzymującym ręcznik. Przełknęła ślinę i powoli pokiwała głową na jego słowa, umykając do damskiej szatni.
Dwadzieścia minut... Miała tak mało czasu!
Przynajmniej nie dał jej żadnej szansy na przemyślenia. Zarówno prysznic, jak i wysuszenie długich włosów zajęło jej zdecydowanie najwięcej czasu. Włożyła krótką, zwiewną sukienkę i adidasy, a pełne usta podkreśliła czerwoną pomadką, którą znalazła u koleżanki w torebce. Nie była zadowolona z efektu, ale i tak zbyt długo już pozwoliła mu na siebie czekać. Nie zdziwiłaby się, gdyby już dawno sobie odpuścił i poszedł do domu.
Nie było go...
Rozczarowana wpatrywała się w puste fotele, które były rozstawione tuż obok recepcji. Czego ona oczekiwała? Taki mężczyzna miałby poświęcać swój czas na taką dziewczynę, jak ona? Przywołała na swoje usta słaby uśmiech, walcząc ze łzami, które chciały pojawić się w jej oczach. Wyszła przed budynek, gotowa poczekać na koleżankę w samochodzie, ale wtedy właśnie go ujrzała. Zachichotała, widząc jego nerwowe ruchy, gdy ciągle jego spojrzenie uciekało w stronę zegarka, który miał na nadgarstku.
- Przepraszam, że tak długo czekałeś. Pozwól, że ci to wynagrodzę kawą. Za rogiem jest kawiarnia. - miała nadzieję, że Jamie nie będzie zła za tę małą zdradę. Odpowiedziała uroczym uśmiechem i delikatnie ujęła ramię, które jej podsunął. Spacerowali w kierunku kawiarni ciągle rozmawiając. Tyle, że tym razem pozwoliła mu więcej mówić. Po kilku minutach w jego towarzystwie przestała czuć się skrępowana. Godzina przerodziła się w dwie i pomimo wielkich chęci nie mogli w nieskończoność przedłużać tego pożegnania.
Kiedy go znowu zobaczy?
- Poczekaj! Zapomniałeś czegoś. - speszona wsunęła w jego dłoń serwetkę z odciśniętą czerwoną pomadką, którą miała na ustach. Pod spodem był zapisany jej numer. - Dziękuję za dzisiaj. - wyszeptała, zdecydowanie za długo dotykając jego dłoni. Jako pierwsza przerwała ich kontakt wzrokowy i posłała mu ostatnie spojrzenie, odwracając się po raz ostatni w jego kierunku, kiedy była już przy aucie.
Koniec
Robbie Cole