31 y/o
DEBIUTUJĄCY SKRYBA
174 cm
project manager w toronto sun
Awatar użytkownika
o jak miło miło miło
się zrobiło biło biło
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona jej
typ narracjitrzeci
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Obrazek
006


Nie powinna tam iść.
Nie po tym, co wydarzyło się w Brandford.
Nie po tym, jak alkohol panujący w żyłach pootwierał jej zupełnie nowe perspektywy; nowe spojrzenie na rzeczywistość i… spojrzenie też na inne rzeczy, na które zdecydowanie nie powinna patrzeć, leżąc na hotelowej poduszce. A jednak to zrobiła.
Wspomnienie prężącego się pod zimnym strumieniem ciała Kiry wyryło się gdzieś w jej pamięci. Wracała do niego jeszcze kilka razy przez ostatnie dni, oczywiście tylko i wyłącznie we własnej głowie. Tak samo do przypadkowego dotyku, który zadział się zupełnie niespodziewanie pod grubą, białą pierzyną. Głośno nigdy by się do tego nie przyznała, ale… podobało jej się. Może była to kwestia tych doświadczeń, które ominęły ją w życiu, chwilowej fascynacji czymś nowym, albo jeszcze czegoś innego. Ale właśnie to sprawiło, że kiedy Finch wyszła z propozycją świętowania urodzin, Whitmore finalnie się zgodziła.
Rowana nie było, nie musiała się z niczego tłumaczyć, mogła po prostu wejść w to z czystym sumieniem. Czystym jak czystym. Ale z drugiej strony co było złego w wyjściu z koleżanką z pracy na imprezę, żeby świętować jej urodziny? Nic, prawda? No właśnie. Pewnie dlatego zarzuciła na siebie krótką, zwiewną sukienkę z kwiecistym motywem, zakręciła lekko włosy i podkreśliła błękitne oczy czarną maskarą.
Pod klubem znalazła się całe pięć minut przed czasem.
Przeszła od jednej latarni do drugiej, zastanawiając się, czy powinna wejść już do środka. Stwierdziła, że poczeka. Ludzi przewijało się dość sporo, byli głośno i widać, że weekend już mocno siedział im w bani. Muzyka dudniła zza ściany i chyba to spowodowało, że Whitmore jednak weszła do środka. Kolorowe światła oświetlały sporych rozmiarów klub.
Podeszła do baru i złożyła zamówienie na dwa drinki, przysiadając na jednym z barowych stołków. Napisała szybko wiadomość do Kiry, że czeka w środku przy ladzie i schowała komórkę do torebki akurat w idealnym momencie, bo ktoś wpadł na nią, trącając za ramię. A dokładniej jakaś brunetka z białej bluzce na ramiączkach, krótko ścięta.
Fajna sukienka — uśmiechnęła się zaczepnie, opierając łokieć o ladę. — Ale trochę za bardzo hetero — rzuciła komentarzem, lustrując Daisy od góry do dołu.
Jaka? — bo co to w ogóle znaczyło, że sukienka była hetero? Sama na nią spojrzała i już mała dopytać dziewczyny, co to w ogóle znaczyło, ale wtedy z tłumu wyłoniła się Finch, więc to na niej Whitmore skupiła swoją uwagę. — Kira!! — krzyknęła, machając energicznie. Dziewczyna, która wcześniej ją zaczepiła tylko odwróciła się przez ramię, a potem mrucząc coś pod nosem… odeszłą. Daisy za bardzo nie wiedziała, o co chodziło, ale jakoś bardzo się nie przejęła.
Wzięłam ci już drinka — uśmiechnęła się do blondynki, podsuwając jej pod dłoń szklankę z niebieskim płynem. — A tamta laska powiedziała mi, że moja sukienka jest hetero. Co to niby znaczy?

kira :kira:
kasik
generowanie postów z ej aj
26 y/o
TWÓRCZY ROBACZEK
174 cm
dziennikarka motoryzacyjna/street racer w toronto sun
Awatar użytkownika
w domu, w głowie, w sercu mam ciemnię,
może mnie wywołasz jak zdjęcie?
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

022.
heterosexual /het̬.ə.roʊˈsek.ʃu.əl/
adjective
sexually or romantically attracted to men if you are a woman, and women if you are a man:
"the study only included participants who were heterosexual"
Urodziny zawsze były dla Kiry wielkim wydarzeniem. Sama zresztą dbała o to, żeby nabierały odpowiedniej rangi - świętowanie potrafiło ciągnąć się u niej przez bite dwa tygodnie, a czasami nawet trzy. Zdarzały się też lata, kiedy urodzinowy maraton przeciągał się do całego miesiąca, choć wtedy musiała już bardziej pilnować, żeby przy okazji nie zawalić swoich obowiązków. W tym roku wszystko ułożyło się wyjątkowo dobrze. Jej znajoma Aura, którą poznała jeszcze na studiach, organizowała w jednym z torontyjskich klubów imprezę przeznaczoną wyłącznie dla lesbijek. Kira nie mogła wymarzyć sobie lepszej okazji do świętowania - dobra muzyka, znajome twarze i miejsce, w którym mogła po prostu być sobą. A przede wszystkim była to kolejna wymówka, żeby zrobić z własnych urodzin wydarzenie, o którym będzie mówiło się jeszcze przez najbliższe dni.
Skoro była to impreza przeznaczona wyłącznie dla kobiet, które lubiły kobiety, to dlaczego właściwie postanowiła zaprosić na nią Daisy? Może po prostu chciała pokazać jej, jak wygląda ten cały lesbijski świat od środka. Zabrać ją w miejsce, którego Whitmore prawdopodobnie nie znała i udowodnić, że nie wszystko wygląda tak, jak mogłoby się wydawać z boku. Poza tym nie każda kobieta bawiąca się tego wieczoru w klubie musiała być stuprocentowo homoseksualna. Ludzie byli różni, a z babami to w ogóle trudno było czasem nadążyć. Nigdy do końca nie wiadomo, co siedzi im w głowach. Za nimi to się nie dojdzie. Ale z nimi już tak, hehe.
Po tym, co wydarzyło się w Brantford, zachowywały się tak, jakby właściwie nic się nie stało. Bo co takiego miało miejsce? Poza tym, że Finch prawie pocałowała swoją menadżerkę, a potem jedna przeszywała drugą spojrzeniem przez przeszkloną ścianę, kiedy ta brała prysznic, to przecież nic wielkiego. No, może jeszcze ten zupełnie przypadkowy dotyk w łóżku, kiedy obie udawały, że śpią. Tylko że Kira przez całą noc nawet nie zmrużyła oka. Leżała nieruchomo, wsłuchując się w oddech Daisy i próbując wmówić sobie, że wszystko jest w porządku. Że to tylko chwilowa ciekawość albo kolejna gra, którą sama rozpoczęła i nad którą nagle przestała panować. Po powrocie do Toronto wróciła do swojego nawyku pieprzenia kogo popadnie, co miało pomóc oczyścić głowę, ale Daisy wcale nie chciała jej z tej głowy wyjść. Musiała ją zobaczyć, a urodziny wydawały się ku temu doskonałą okazją.
Właśnie rozmawiała z Aurą, kiedy usłyszała swoje imię. Odwróciła się, dostrzegając Whitmore przy barze. Odmachała jej od razu, dała znać kumpeli, że złapią się później i ruszyła w stronę menadżerki.
Blue Lagoon? — uśmiechnęła się na widok niebieskiego drinka. — Czyli jednak coś tam pamiętasz z tamtej nocy — zażartowała niby ot tak, ale w rzeczywistości próbowała wybadać, czy koleżanka z pracy była wtedy aż tak pijana, czy tylko udawała.
Przyjrzała się kwiecistej sukience. Daisy jak zawsze wyglądała zjawiskowo. Kira postawiła na klasyczną stylówkę, czyli swoją ulubioną kurtkę z naszywkami, czarny top i obcisłe jeansy.
Może to, że jest bardzo kobieca i ma hetero vibe? — odparła, chociaż sama nie do końca potrafiła to wytłumaczyć. Często umawiała się z femme, które lubiły zwiewne kiecki i krótkie spódniczki. — Nie wspomniałam cię, że dzisiaj w klubie jest lesbijska impreza? W sumie mogło mi to wylecieć z głowy — machnęła ręką, ale Whitmore nie pytała, więc po co miała ją uświadamiać? Jeszcze by się rozmyśliła i nie przyszła. — Ale sukienka jest rewelacyjna — zaznaczyła jeszcze, zagryzając słomkę i prześwietlając menadżerkę od góry do dołu.

Daisy 🔥
bubek
nie lubię postów o niczym, braku zaangażowania w fabułę i jak stoimy w miejscu
31 y/o
DEBIUTUJĄCY SKRYBA
174 cm
project manager w toronto sun
Awatar użytkownika
o jak miło miło miło
się zrobiło biło biło
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona jej
typ narracjitrzeci
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Blue Lagoon — potwierdziła jej od razu, nawet nie dając Finch na złapanie oddechu po wypowiedzianych słowach. Oczywiście, że zapamiętała jej ulubionego drinka. Przecież kiedy znalazły się w barze karaoke, Whitmore wcale nie była pijana, może jedynie lekko podchmielona, nóżki wydawały się lżejsze, ale wtedy jeszcze umysł pracował na najwyższych obrotach. — Pamięć akurat mam dobrą, gorzej z innymi rzeczami — prychnęła, kręcąc głową. Nie miała pojęcia, czy Kira piła do tego wszystko co się stało, a nie powinno, ale chyba im obu całkiem dobrze szło udawanie, że nic dziwnego nie miało miejsca. Zachowywały się przy sobie tak, jak wczesnej, chociaż trzeba przyznać, że pewne bariery zostały nagięte i dało się to odczuć, może nawet w jeszcze bardziej swobodnym, zaczepnym stylu rozmowy? Whitmore nie potrafiła tego odpowiednio nazwać, ale zdecydowanie dało się to po prostu czuć. Tak samo jak to, że jej sukienka podobno była hetero.
A to jak jest kobieta, co od razu hetero? — kontynuowała, kręcąc głową, ewidentnie wyrażając swoją dezaprobatę dla takiego szufladkowania (ciul, że przecież Daisy BYŁA hetero wcale nie). Zaraz jednak okazało się skąd ta cała komentera. Whitmore otworzyła szerzej oczy, słysząc, że impreza na której się znalazły była lesbijską. — To ja tu mogę być? Jak to działa? — może i głupie pytanie padło z jej ust, ale z drugiej strony, Whitmore była tak niedoinformowana, że przez moment naprawdę myślała, że może ktoś ją stąd zaraz wyprosi, jeśli tylko się dowie, że preferowała bakłażany nad brzoskwinie. Uśmiechnęła się delikatnie na komplement dotyczący sukienki. Kira również wyglądała świetnie. Jak zawsze zresztą, w tej swojej czaderskiej kurtce z naszywkami i rozpuszczonymi włosami, które idealnie spływały po jej twarzy.
Miałam dzisiaj nie pić, ale z drugiej strony, jest weekend i jest ku temu, świetna okazja, czyż nie? — odezwała się na nowo i okręciła na hokerze dookoła. Z boku mogło wyglądać to dziwnie, ale ona tak naprawdę sięgnęła do torebki po… malutkie pudełeczko, które zaraz podała Kirze. W środku znajdował się breloczek. Na drobnym łańcuszku zawieszona była miniaturowa replika ferrari Kiry, oczywiście w kolorze… żółtym. — Wiem, że to nie jest nic wielkiego, ale… nie wiem, pomyślałam o tobie jak go zobaczyłam — ta, jasne, Daisy. Na pewno przez PRZYPADEK natrafiła na breloczek akurat z autem Kiry i WCALE nie wyszukała go w sobie na necie, dopłacając jakieś chore pieniądze za wysyłkę, żeby doszło na czas. — Nawet drzwi się otwierają, patrz — nachyliła się do przodu, tuż nad ramię Kiry i wystawiła rękę, żeby paznokciem zahaczyć o okno bez szyby, otwierając drzwiczki. — Możesz tam sobie schować jakiegoś dolara na czarną godzinę — zaśmiała się. Oczywiście pierwsze musiałaby go porządnie złożyć, ale przecież dla chcącego nic trudnego. Powoli uniosła spojrzenie na Finch, zawieszając się na jej szarych oczach, czekając na jakiś komentarz zwrotny, bo może przegięła. Może to było zbyt dziecinne, a ona totalnie się wygłupiła.

kira :kira:
kasik
generowanie postów z ej aj
26 y/o
TWÓRCZY ROBACZEK
174 cm
dziennikarka motoryzacyjna/street racer w toronto sun
Awatar użytkownika
w domu, w głowie, w sercu mam ciemnię,
może mnie wywołasz jak zdjęcie?
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Z jakimi rzeczami? — dopytała natychmiast. Obie były dziennikarkami, więc drążenie tematu miały we krwi. Kira nie należała do osób, które odpuszczały po pierwszej wymijającej odpowiedzi, zwłaszcza gdy wyczuwała, że za nią kryje się coś więcej. — Masz na myśli słabą głowę? — uniosła brwi i spojrzała na Daisy znad krawędzi szklanki ze swoim ulubionym drinkiem. Oczywiście nawiązywała do tego, co wydarzyło się w Brantford. A właściwie do tego, co się nie wydarzyło, choć niewiele brakowało. Nie zamierzała jednak wypowiadać tego na głos. Jeszcze nie. Dużo bardziej interesowało ją, czy Whitmore sama odważy się pociągnąć ten temat. A jeśli nie... cóż, zawsze pozostawał Blue Lagoon. Istniała całkiem spora szansa, że z każdym kolejnym drinkiem granica między tym, co wypadało powiedzieć, a tym, co lepiej było przemilczeć, będzie robiła się coraz bardziej rozmyta.
To taka stereotypowa gadanina, zupełnie się tym nie przejmuj — powiedziała, kiedy na twarzy menadżerki wymalowała się niepewność pomieszana ze szczerym zdziwieniem. — Tak się jakoś przyjęło, że kobieta kochająca kobiety musi automatycznie mieć bardziej męski wygląd, sposób bycia albo zainteresowania. To oczywiście jest tylko uproszczenie i nie ma wiele wspólnego z rzeczywistością, bo orientacja seksualna nie określa tego, czy ktoś lubi sukienki, makijaż, krótkie włosy, sport czy elegancki styl — wzruszyła lekko ramionami, starając się wytłumaczyć biednej, zagubionej Daisy, jak to wyglądało w tym świecie. Będzie musiała się jeszcze dużo nauczyć.
Udała wielce zamyśloną, kiedy menadżerka zaczęła się upewniać, czy może tutaj być.
Nie mam pojęcia — odparła w końcu ze sfingowanym przejęciem w głosie. — Może wystawią cię zaraz na próbę i żeby spełnić wymagania, będziesz musiała polecieć w ślinę z tamtą barmanką — wskazała głową na wysoką brunetkę z tatuażami, która właśnie przygotowywała szoty dla kilku klientek. — Oczywiście, że możesz tutaj być. Przecież cię zaprosiłam. Poza tym ta impreza jest imprezą nie tylko dla lesbijek, ale też dla kobiet, które wspierają tęczową społeczność. A z tego, co kojarzę, bardzo zbulwersowała cię ta cała sytuacja, kiedy wracałyśmy z karaoke — oznajmiła, znów sprytnie nawiązując do Brantford. Finch to była jednak niesamowicie przebiegła!
Powód do świętowania był i to nie byle jaki! Kira kończyła dzisiaj dwadzieścia sześć lat. Może nie była to żadna szczególnie okrągła liczba, którą należało hucznie opijać, ale wystarczyło, że była parzysta. Jej wzrok spoczął na pudełeczku, które Daisy wyjęła z torebki.
Ale wiesz, że ja tylko żartowałam z tym prezentem? — upewniła się, spoglądając na nią z lekkim rozbawieniem. Naprawdę nie oczekiwała żadnego podarunku. Sam fakt, że Whitmore przyszła i chciała spędzić z nią ten wieczór, był już wystarczająco miły. Oczywiście odmowa przyjęcia tego, co kupiła jej menadżerka, nawet nie wchodziła w grę. Przecież prezentów się nie odrzuca! Zwłaszcza kiedy ktoś zadał sobie trud, żeby wybrać coś specjalnie dla ciebie. Dlatego otworzyła pudełeczko i wyciągnęła z niego breloczek z miniaturowym, żółtym Ferrari. Obejrzała go z każdej strony, łącznie z otwieranymi drzwiczkami i bagażnikiem.
Zajebisty — stwierdziła szczerze, uśmiechając się do Daisy. W pierwszy odruchu chciała ją przytulić w podzięce za pamięć i gest, ale zamiast tego pochyliła się i musnęła ustami jej policzek. — Poczekaj! — zreflektowała się i sięgnęła do kiszeni kurtki, wyciągając z niej pęk kluczy. Miała już przy nim breloczek z dobermanem, który dostała kiedyś od siostry, ale natychmiast nawlekła na niego miniaturowe Ferrari. Uniosła klucze i z zadowoleniem zabrzęczała nimi w powietrzu. — Teraz jest idealnie. Dzięki — puściła do menadżerki oczko, chyba nawet nie zdając sobie sprawy, ile ta zadała sobie trudu, żeby w zdobyć dla niej breloczek. — Jesteś z tym okej? — zapytała nagle, wykonując bliżej niezidentyfikowany gest ręką. — Że zabrałam cię w takie miejsce — wyjaśniła dokładniej to, o co jej konkretnie chodziło. W razie czego, zawsze mogły po prostu zmienić lokal albo udać się do Kiry na chatę.

Daisy 🎁
bubek
nie lubię postów o niczym, braku zaangażowania w fabułę i jak stoimy w miejscu
31 y/o
DEBIUTUJĄCY SKRYBA
174 cm
project manager w toronto sun
Awatar użytkownika
o jak miło miło miło
się zrobiło biło biło
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona jej
typ narracjitrzeci
czas narracjiprzeszły
postać
autor

W pełni zgadzała się z tym, co powiedziała Kira — że archetyp typowej lesbijki wciąż siedział w głowach ludzi. Wyobrażali je sobie jako krótko ścięte kobiety, które noszą męskie ciuchy, bujają się na boki i mają masę tatuaży. To tak nie działało. Tak samo jak gejem nie był tylko facet, który piszczał na widok myszy i lubił się przebierać, a za dzieciaka bawić lalkami barbie. To co ktoś czuł w środku i kogo kochał nie było żadnym wyznacznikiem tego, jakim był człowiekiem ani w co się ubierał. Nie bez powodu społeczność nazywała się kolorowa. Ludzie byli, kim chcieli, i nie byli za to oceniani. No jak widać przez większość, bo tamta laska zdecydowanie ją oceniała i jej kwiecistą hetero sukieneczkę. Całe szczęście za to jeszcze nie wywalali z klubu.
Próbę? Jak w Hunger Games? — zaśmiała się, zaciskając palce na szkle, a następnie spojrzała w kierunku barmanki, którą Kira wskazała. — Ładna, może być — rzuciła luźno, jakby faktycznie miała nie mieć problemu z tym, żeby przeskoczyć przez ladę i wpić się w usta kobiety. Miałaby. I to niemały. Ale przecież w tej grze trzeba było po prostu sprawiać dobre pozory i wszystko jakoś powinno się ułożyć. Nikt jej stąd z pewnością nie wyrzuci. Chociaż Daisy nie identyfikowała się jeszcze jako osoba kolorowa, tak zdecydowanie była tak zwanym ally. Nikogo nigdy nie oceniała i była pierwsza do prawienia, że miłość to miłość, niezależnie od tego, co kto miał w spodniach.
Kira za to w rękach trzymała już breloczek, który był jej prezentem urodzinowym. Daisy wodziła spojrzeniem po jej twarzy, chcąc wyczytać z niej, jak to wszystko się jej podobało. Zdawała sobie sprawę, że prezent może być zbyt personalny, ale z drugiej strony, nie mogła jej przecież po prostu kupić czekolady albo butelki wina. Nie była aż tak przeciętna. Lubiła robić ładne prezenty. W końcu miała kreatywną duszę. Im bardziej personalne tym lepiej!
— Słuchaj no, żartowałaś czy nie i tak nie przyszłabym tutaj z pustymi rękami — podzieliła się najszczerszą prawdą, wzruszając przy okazji ramionami i obserwując, jak Finch przyczepia breloczek do kluczy, tuż obok dobermana. — Moje jak coś są dwunastego stycznia. To masz jeszcze trochę czasu, żeby zamówić i dla mnie breloczek w kolorze baby blue — puściła jej oczko i upiła co nieco drinka. I prawie się nim zabiła! Udusiła dokładniej, bo kiedy tylko Kira Finch złożyła na jej policzku pocałunek, napój utknął Whitmore z gardle. Kaszlnęła raz i drugi, ale całe szczęście obeszło się bez walenia po plecach. Przełknęła płyn i spojrzała na Kirę. To teraz tak sobie będą dziękować? Powinna jej kupić więcej prezentów?Ej wygląda zajebiście — pochwaliła jeszcze cały pęk kluczy. Teraz przynajmniej miał przy sobie odpowiednią ilość koloru i rzucał się w oczy. — Jakby był trochę większy, to mogłabyś psa wsadzić do auta — rzuciła jeszcze trochę randomowym komentarzem, a zaraz spojrzała na Kirę zaskoczona, gdy ta spytała, czy Daisy była okej z tym, że ją tutaj zaprosiła.
Żartujesz? — spytała, otwierając szerzej oczy, podczas gdy na twarzy wciąż tlił się uśmiech. — Zajebiście jest — wystawiła nogę do przodu i w pełni intencjonalnie szturchnęła Kirę w kolano. — Tylko pytanie co tu będziemy robić? Tańczyć? Czy wyrywać inne dziewczyny? — wbiła wyczekujące spojrzenie w Kirę i czekała na jakieś propozycje. W końcu to były jej urodziny, miała pewne prawo zadecydować o tym, jak potoczy się dalej ta noc.

kira :podnieta:
kasik
generowanie postów z ej aj
26 y/o
TWÓRCZY ROBACZEK
174 cm
dziennikarka motoryzacyjna/street racer w toronto sun
Awatar użytkownika
w domu, w głowie, w sercu mam ciemnię,
może mnie wywołasz jak zdjęcie?
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Jeszcze nigdy nie spotkała się z sytuacją, żeby ktoś wyrzucił heteroseksualną osobę z queerowej imprezy. Chyba że ta osoba robiła burdę albo zachowywała się jak kompletny idiota. Sam fakt, że ktoś nie należał do społeczności, nie był przecież powodem, żeby od razu wypraszać go za drzwi. Ale kto wie - może Daisy będzie pierwsza? Nie wyglądała na kogoś, kto za chwilę zacznie wyśmiewać lesbijki albo wskazywać je palcem jak atrakcję w zoo. Z drugiej strony Kira wiedziała, że pozory czasami potrafiły cholernie dobrze udawać rzeczywistość. Może Whitmore tylko grała tolerancyjną? Może w środku skrywała jakąś niechęć, której jeszcze nie zdążyła pokazać? Nie. o było po prostu niemożliwe. Finch lubiła uważać, że całkiem nieźle zna się na ludziach. Może czasami się myliła, ale zwykle potrafiła wyczuć, kiedy ktoś miał złe intencje. A Daisy nigdy nie dała jej powodów, żeby pomyśleć o niej w ten sposób. Poza tym Whitmore nie miała problemu z nią. W sensie z Kirą. Z kobietą, która otwarcie mówiła o swojej orientacji, żartowała z niej i wcale nie zamierzała się z tym kryć. Dlaczego więc miałaby mieć problem z kimkolwiek innym?
Może być? — uniosła z rozbawieniem brwi, wracając wzrokiem do barmanki. — Tak od biedy, co nie? — tym razem zerknęła zaczepnie na menadżerkę. — Mąż nie będzie miał nic przeciwko? — dorzuciła jeszcze, bo jak próba miała wyglądać jak te w Hunger Games, to Daisy mogła jej nie przeżyć.
Zakodowała sobie w pamięci urodziny koleżanki. Później, tak na wszelki wypadek, wpisze je jeszcze do kalendarza w telefonie. Miała dobrą pamięć, ale miała też całkiem sporo znajomych, których daty urodzin wypadało pamiętać. Nie chciała przecież pewnego dnia złożyć Daisy życzeń z okazji urodzin Boosta albo Ravy. To byłby dopiero poziom kompromitacji!
Wymyślę coś nowego i nieszablonowego — zapewniła, bo nie chciała powielać się z prezentem. Kupienie menadżerce breloczka było pójście na łatwiznę, a jednak Finch lubiła się postarać, jeśli jej na kimś zależało. — A może do tego czasu nie będziesz chciała mnie widzieć na oczy i problem prezentu sam się rozwiąże? — wzruszyła lekko ramionami, sącząc swojego drinka. No co? Znajomości czasem rozpadają się z dnia na dzień i czasami człowiek nie wie, co poszło nie tak i dlaczego tak się stało. Różnie to w życiu bywa.
Jeszcze raz przyjrzała się kluczom i parsknęła śmiechem. Faktycznie, gdyby tylko miniaturowe Ferrari było odrobinę większe, upchnęłaby w nim miniaturową Nyx. Wszystko by się zgadzało, przecież jej pies uwielbiał jeździć samochodem! Kolejne pytanie sprawiło, że Kira rozejrzała się po klubie.
Jasne, że tańczyć. Przecież po to przychodzi się do klubu. Ale możemy też powyrywać dziewczyny — wyjaśniła beztrosko, chociaż wiedziała, że ze strony menadżerki to było tylko takie gadanie. — Masz już chyba jakieś doświadczenie z tą... jak jej tam było... poczekaj, jak jej tam było? Lenora? Dora? — zaczęła wymieniać imiona, w nawiązaniu do dziewczyny z parku, którą w ramach wyzwania Whitmore musiała poprosić ją o numer telefonu. — Flora! — przypomniała sobie w końcu. — Byłyście w końcu na tych spacerach z psami? — zainteresowała się i znów pociągnęła przez słomkę kilka łyków drinka.

Daisy ♡࿐࿔
bubek
nie lubię postów o niczym, braku zaangażowania w fabułę i jak stoimy w miejscu
31 y/o
DEBIUTUJĄCY SKRYBA
174 cm
project manager w toronto sun
Awatar użytkownika
o jak miło miło miło
się zrobiło biło biło
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona jej
typ narracjitrzeci
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Westchnęła ciężko, gdy z ust Kiry padło klasyczne czy maż nie będzie mieć nic przeciwko.
Nienawidziła tego pytania.
Nic jej tak nie irytowało, jak za każdym razem, kiedy dobrze się gdzieś bawiła, ktoś z jej otoczenia przywoływał Rowana i dopytywał, czy on byłby zadowolony widząc ją tak i tak. Męczące to było. Nawet gdyby miał coś przeciwko, nawet gdyby czegoś sobie nie życzył, to z pewnością nie było interesem Finch, ale Daisy też nie chciała z nią na ten temat dyskutować, dlatego tylko przewróciła oczami i upiła drinka. Na dobrą sprawę, jakby miała słuchać się swojego męża, to nawet by jej tu dzisiaj nie było, bo akurat Rowan miał mocno przeciwko każdy jeden raz, gdy Whitmore chociażby trzymała w ręce alkohol i chodziła na tańce.
Kolejny przewrót oczami przyszedł na tekst o tym, że może nie będzie już chciała Kiry widzieć na oczy. Klasyczek, wymuszający od drugiej strony komplement pod tytułem no coś ty. Tylko tego dnia Daisy trwała w swojej sassy era.
Może — wzruszyła ramionami, łapiąc szare spojrzenie Finch. — Ale nie martw się, jak coś, to dam ci znać wystarczająco wcześnie, że już mam cię dość, to nie będziesz musiała się fatygować — zażartowała. Raczej nie widziała na horyzoncie powodu, dla którego miałaby mieć jej nagle dość i nie chcieć spędzać z nią czasu, biorąc pod uwagę, że w ostatnim czasie nie tylko dużo ze sobą przebywały, ale też rozmawiały przez chociażby wiadomości tekstowe. Nawet wysłały sobie kilka memów. Pewnie te Kiry były o wiele bardziej śmieszne, ale liczyła się intencja, nie! Może priorytety na życie miały różne, ale można spokojnie powiedzieć, że znalazły w tym wszystkim wspólny język.
Lubiły się poznawać.
Lubiły jak witać też wytykać sobie sytuacje z poprzednich spotkań, a przynajmniej Finch. Daisy zaśmiała się głośno, chociaż chwile jej to zajęło, żeby skojarzyć kim w ogóle była dziewczyna, o której mówiła Kira. I dopiero po jakiejś chwili doszła do tego, że dziennikarce chodzi o psiarę z parku.
Ahh ta Flora! — stuknęła się otwartą dłonią o czoło. — Tak, widujemy się codzienne — przewróciła oczami, bawiąc się słomką od drinka, raz po raz rzucając spojrzeniem w stronę Kiry. — Już trzy razy widziałyśmy na pilatesie i zrobiliśmy razem dwa lasy w słoiku — łgała jak z nut, co Finch mogła jasno zobaczyć w roześmianych oczach i mało poważnym wyrazie twarzy. — Nie no, tak serio, to nie wiem, co u niej, ale psa miała fajnego — upiła kilka łyków drinka. Przez moment nawet próbowała przywołać sobie twarz Flory i dokładnie to, jak wyglądała, ale po chwili uświadomiła sobie, że chyba przez całą rozmowę i tak Whitmore wpatrzona była w słodkiego buldoga na smyczy.
Salami byłby zachwycony, jakby miał kumpla — dodała po chwili. — Musimy ich kiedyś poznać. No wiesz nasze psy. Chyba że twój doberman będzie chciał go zjeść na śniadanie? — dopytała, bo w sumie nie miała pojęcia, jaki dokładnie z charakteru był psiak Finch. Widziała jedynie kilka zdjęć, ale przecież psy tej rasy bywały naprawdę różne. Jedne kochały inne psy, szczególnie te mniejsze, a inne zupełnie odwrotnie. Ile to Daisy miała przygód zawsze na wieczornych spacerach. Pewnie na miarę tej afery spod naszego balkonu.

kira ⋆˚🐾˖°
kasik
generowanie postów z ej aj
26 y/o
TWÓRCZY ROBACZEK
174 cm
dziennikarka motoryzacyjna/street racer w toronto sun
Awatar użytkownika
w domu, w głowie, w sercu mam ciemnię,
może mnie wywołasz jak zdjęcie?
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

To miał być tylko żart. Może trochę nietrafiony i niezbyt przemyślany, ale z pewnością nie złośliwy. Kira po prostu nie miała pojęcia, że przytyki w tym kierunku były dla Daisy wyjątkowo drażliwe. Zresztą skąd miała to wiedzieć? Co prawda zążyła zauważyć, że Rowan trzymał żonę na dość krótkiej smyczy, ale nie oznaczało to jeszcze, że potrafiła wyciągnąć z tego właściwe wnioski. Nie siedziała przecież Whitmore w głowie i nie znała wszystkich rzeczy, które potrafiły wprowadzić ją w stan irytacji. Gdyby wiedziała, pewnie ugryzłaby się w język.
Ktoś tu ewidentnie był dziś w gorszej formie, o czym najlepiej świadczyło ostentacyjne wywrócenie oczami. Finch tylko to odnotowała i uśmiechnęła się pod nosem, wyraźnie rozbawiona reakcją Daisy. Wcale nie próbowała wyciągnąć z niej komplementów. Codziennie słyszała ich wystarczająco dużo, żeby wiedzieć, że same w sobie niewiele znaczą. Miło było je dostać, jasne, ale nie budowały relacji ani nie sprawiały, że ludzie zostawali z człowiekiem na zawsze. Pomimo dość młodego wieku, życie już zdążyło ją już nauczyć, że nawet najbliższe więzi potrafią się rozpaść. Ludzie odchodzili z różnych powodów. Na szczęście działało to też w drugą stronę - nowych przyjaciół można było znaleźć w każdym wieku.
Och, dzięki, łaskawco. Przynajmniej zdołam nastawić się na to psychicznie — mrugnęła do niej porozumiewawczo, dając jej trochę bardziej do zrozumienia, że tylko żartowała. I że sama nigdzie się nie wybierała.
Nie mogła powstrzymać śmiechu, kiedy Whitmore zaczęła opisywać, w jaki sposób spędzała czas z Florą. Tak podejrzewała, że nigdy się nie spotkały, pomimo że kobieta dała menadżerce swój numer, a ta miała się odezwać. Ależ ta Daisy była gołosłowna!
Robiłaś las w słoiku beze mnie? No wiesz co! — udała wielce obruszoną, bo przecież to widniało na jej liście rzeczy, które chciałaby zrobić w bliższej albo nieco dalszej przyszłości. — To naprawdę okropne. Złamałaś mi serce, Whitmore — teatralnie przyłożyła rękę do piersi. — Nie taka była umowa. Ale dobrze, idź sobie do Flory i zróbcie kolejnych dziesięć takich lasów — powiedziała takim tonem, jakby menadżerka naprawdę wbiła jej nóż w plecy. — A to nie tak, że miałaś wziąć od niej numer i się z nią umówić? Na spacer z psami, oczywiście? Czy to nie było celem naszego zakładu? — zapytała, próbując odkopać w pamięci, na czym właściwie stanęło. Co to za żałosny podryw bez dalszego ciągu?
Pokiwała głową, bo właściwie pomysł z zapoznaniem psów wydawał się całkiem w porządku. Wtedy Flora poszłaby w odstawkę i wskoczyłaby na jej miejsce. Doskonały plan!
Nie wiem, czy będzie chciał go zjeść. Trzeba zapytać o to samą Nyx — odparła z zawadiackim uśmiechem. — A tak serio, jest bardzo spokojna. Szczeka tylko wtedy, jak wyczuwa zagrożenie. I nienawidzi facetów. Poważnie! Muszę ją zamykać w pokoju, kiedy przychodzą do mnie kumplem albo ojciec wpada z wizytą. Ale lubi bawić się z innymi psami i nigdy nie szuka zaczepki. A jak jest z Salami? To znaczy, ja wiem, że buldogi francuskie są z natury łagodne, ale przeczytałam gdzieś kiedyś, że mają tendencję do namolnego węszenia i są bardzo zaborcze — zacytowała fragment z artykuły, na który natknęła się pewnego raz w trakcie przerwy w pracy. Byłoby trochę słabo, gdyby jednak ich psy się nie polubiły. Wtedy nici ze wspólnych spacerków z czworonogami.

Daisy 🐶
bubek
nie lubię postów o niczym, braku zaangażowania w fabułę i jak stoimy w miejscu
31 y/o
DEBIUTUJĄCY SKRYBA
174 cm
project manager w toronto sun
Awatar użytkownika
o jak miło miło miło
się zrobiło biło biło
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona jej
typ narracjitrzeci
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Zaśmiała się głośno, kiedy tylko Kira udała oburzenie faktem, iż Whitmore postanowiła zrobić sobie z Florą lasy w słoiku. Pamiętała dokładnie, że ta akurat czynność widniała na liście do zrobienia Finch i dokładnie z tego samego powodu użyła tego przykładu w swoim niewinnym kłamstwie. Chociaż czy to w ogóle można było nazwać kłamstwem? Przecież od razu na pierwszy rzut oka było widać, że Daisy łgała jak z nut. Zdradzał ją uśmiech na twarzy i świetliki w oczach. Po tej kobiecie wszystko dało się z wyczytać z twarzy. Miała pełną świadomość, że aktorką nie zostanie nigdy. Z drugiej strony była również przekonana, że nigdy nie będzie łapaczką serc, a tu proszę!
Kurde, Finch… a ja myślałam, że ty nie masz serca — zaczepiła ją jeszcze bardziej, śmiejąc się głośno, gdy blondynka przystawiła sobie dłoń do piersi, dokładnie w to miejsce, gdzie Daisy złamała jej serduszko. — Sama mówiłaś, że szybki numerek i do domu — wystawiła język w jej kierunku, a zaraz sięgnęła po swojego drinka. Robiło się chyba zbyt odważnie, biorąc pod uwagę, że noc dopiero się zaczynała, a ona nie wlały w siebie nawet jednej, pełnej szklanki alkoholu. — A tak serio, to wcale nie chce iść do Flory. Pewnie zrobiłaby lepszy las w słoiku ode mnie i byłabym wkurzona — przyznała, jakby to faktycznie miał być jakiś sensowny powód, dla którego nie poszła się z nią finalnie spotkać. Wcale nie to, że miała męża, a kobieta wcale się jej nie podobała. Nie to co Kira. Co? Kto to powiedział.
Szczerze mówiąc, kompletnie zapomniałam o czym był tamten zakład — rzuciła luźno, kręcąc się na krześle. — Ale jak bardzo ci zależy, to możesz mi wymyślić nowy — spojrzała na Finch z błyskiem w oku. Sama nie wiedziała, na co liczyła, ale za każdym razem, kiedy Kira była obok, w Daisy budziły się jakieś dziwne pokłady beztroski. Jakaś taka potrzeba… szaleństwa, jakby to przy niej tylko i wyłącznie miała na to przyzwolenie. Na spuszczenie ze smyczy. A to ekscytowało ją jeszcze bardziej.
Brzmi jak najlepsza kumpela Salami — stwierdziła, gdy posłuchała co nieco o Nyx. Brzmiała jak świetny psiak. — On też nienawidzi facetów — dodała, znowu upijając kilka łyków drinka. — Serio, do Rowana trzeba go było przyzwyczajać dobre dwa miesiące. Wcześniej tylko na niego warczał i za nic nie chciał przestać. A potem jeszcze gryzł mu skarpetki, trzy razy nasrał do butów — prychnęła na samo wspomnienie. Teraz można się było z tego śmiać, jak już było po fakcie, ale trzeba przyznać, że Daisy mocno stosował tamten czas. Jej mąż kilka razy już chciał odwieźć psiaka do schroniska. Ile kłótni przez to przeszli to ich. Całe szczęście Salami został i miał się ś w i e t n i e. Już miała nawet o tym opowiedzieć Finch, ale wtedy gdzieś między nimi wyrosła kobieta w długich, kasztanowych włosach i zielonych oczach. Przez to że stała, a one siedziały, była od nich wyższa o głowę.
Cześć dziewczyny — rzuciła z uśmiechem i entuzjastycznie popatrzyła po ich twarzach. — Zbieramy ekipę do beer ponga tam na tyłach. Piszecie się? — zaproponowała, wskazując jakąś grupkę dziewczyn. Daisy natomiast swoje spojrzenie wbiła prosto w Kirę, bo w końcu to były jej urodziny, a więc i do niej należała decyzją, co powinny w ten wieczór robić i w jakiej kolejności.

kira ⸜(。˃ ᵕ ˂ )⸝♡
kasik
generowanie postów z ej aj
26 y/o
TWÓRCZY ROBACZEK
174 cm
dziennikarka motoryzacyjna/street racer w toronto sun
Awatar użytkownika
w domu, w głowie, w sercu mam ciemnię,
może mnie wywołasz jak zdjęcie?
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Oczywiście, że mam serce — prychnęła, ponownie zgrywając wielce zbulwersowaną. — Jest po prostu całe czarne. Jak moja dusza — wyjaśniła z powagą, choć akurat to miało niewiele wspólnego z prawdą. Pod całą tą fasadą twardzielki kryła się przecież osoba znacznie bardziej empatyczna, niż Kira chciałby to przyznać na głos. Taka, która nie raz stawiała cudze dobro ponad własnym i która zdecydowanie częściej pomagała innym, niż pozwalała sobie na przyjęcie pomocy. — Poczekaj, ale ten numerek to ze mną czy z Florą? — dopytała, poruszając wymownie brwiami. Chyba faktycznie powinny trochę uważać z takimi żartami. Co powiedziałby Rowan, gdyby nagle zmaterializował się gdzieś obok? Prawdopodobnie dostałby zawału na miejscu, słysząc, w jakim kierunku potoczyła się ta rozmowa. Na szczęście była to impreza przeznaczona dla kobiet, więc szanse, że hokeista pojawi się znienacka w klubie, były raczej niewielkie. Ale kto go tam wie? Może Rowan już dawno zainstalował Whitmore aplikację "gdzie jest dziecko" i teraz, siedząc w fotelu, śledził każdy jej ruch? Kira nie zdziwiłaby się nawet jakoś szczególnie, jeśli faktycznie tak było. Gość wydawał się wobec swojej żony dość... jak to powiedzieć, żeby nie powiedzieć brzydko? Nadopiekuńczy.
Pokiwała głową, bo las w słoiku rzeczywiście byłby świetnym powodem, żeby zupełnie niepotrzebnie się wkurwić i zacząć żywić urazę do Flory. A po co właściwie psuć sobie humor i relację, która nawet nie zdążyła na dobre zaistnieć?
Wow, popuść lejce — zaśmiała się, kiedy Daisy zaczęła udowadniać, że jest gotowa na kolejny zakład. Dopiero co przegrała poprzedni i jeszcze jej mało? — Naprawdę tak ci się spieszy do poniesienia następnej, sromotnej porażki? — zapytała z rozbawieniem, chociaż w rzeczywistości celowo ją podpuszczała. Sama Kira uwielbiała zakłady. Miała w sobie coś z hazardzistki. Zresztą gdyby nie to, nie pchałaby się w nielegalne wyścigi.
Na świecie były dwie rzeczy, które Finch kochała bardziej niż własnych rodziców. Chociaż akurat o to nie było szczególnie trudno. Były to żółte Ferrari i Nyx. Dlatego parsknęła śmiechem, kiedy Daisy opowiedziała, jak Salami traktował facetów. Czyli jednak coś już łączyło go z dobermanką - szczera, niczym nieuzasadniona niechęć do mężczyzn. To był naprawdę niezły punkt zaczepienia!
W takim razie mam pomysł na następną... — urwała w ostatnim momencie. Prawie powiedziała randkę. Na szczęście w porę się opamiętała. — Spotkanie. Na następne spotkanie — poprawiła się szybko, udając, że wcale nie miała w głowie czegoś innego. — Zrobimy sobie wieczorek zapoznawczy Nyx i Salami. Salamiego? To się jakoś odmienia? W każdym razie sprawdzimy, czy w ogóle się polubią — zaproponowała z przekonaniem. W końcu jeśli dwa psy przypadną sobie do gustu, to właścicielkom też będzie jakoś łatwiej, prawda? A Whitmore zdecydowanie nie miała żadnego powodu, żeby odrzucić tak wspaniałą propozycję.
Przeniosła spojrzenie z menadżerki na zielonooką szatynkę i zaraz wróciła wzrokiem do Daisy, która patrzyła na nią wyczekująco. No tak, to Finch miała urodziny, więc chyba w jej inicjatywie było podjęcie decyzji.
Jasne, czemu nie? — powiedziała i zsunęła się z hokera, wyciągając do nieznajomej rękę. — Kira — przedstawiła się, a dziewczyna uścisnęła jej dłoń.
Stevie — odparła, po czym wykonała ten sam gest wobec Daisy. — Hej, kojarzę cię! — szatynka przyjrzała się uważniej Finch. — Czy to nie ty jesteś tą laską, co jeździ... — nie dokończyła, bo Kira już złapała obie kobiety pod ramię i pociągnęła w kierunku stanowiska z beer pongiem.
No dobra, to co jest do wygrania? — zainteresowała się, chcąc jak najszybciej odbiec od tematu wyścigów, z których prawdopodobnie kojarzyła ją Stevie. Jeszcze tego brakowało, żeby Whitmore dowiedziała się w taki sposób.

Daisy 🏓🍻
bubek
nie lubię postów o niczym, braku zaangażowania w fabułę i jak stoimy w miejscu
ODPOWIEDZ

Wróć do „The Fifth Social Club”