Wiem, mówiło jej spojrzenie, kiedy przytaknął, że lubił wyzwania. Nadal powinna być na niego zła za to, że zniknął z jej życia, ale pod wpływem jego zawadiackiego uśmiechu przygryzła wargę, żeby stłumić swój własny. Nie spodziewała się, że wciąż będzie to na nią działało. Dla własnego dobra starała się zachować powściągliwość. Zbyt szybkie otwarcie się na niego i wszystko, co miał jej do zaoferowania, mogło wiązać się z kolejnym rozczarowaniem. I chyba tego właśnie obawiała się najbardziej.
Przypatrywała mu się uważnie, gdy wspomniał o romansach, ale kiedy żartobliwą uwagę zakończył puszczeniem jej oczka, mimowolnie kąciki jej ust rozszerzyły się trochę bardziej. Pokręciła głową, na chwilę odrywając od niego wzrok. Co jak co, ale nadal potrafił czarować. A w niej z każdym zdaniem zaczynało coś kruszeć.
—
Twoja pewność siebie sięga jak zawsze nad wyraz wysokiego poziomu — przyznała z nieznacznym rozbawieniem. Kolejne ciche westchnienie wykradło się z jej ust, kiedy dotarła do niej jedna myśl. —
Z tym, że ja nie miałam powodów, by czekać. Wybierałam się na przejażdżki różnymi autami — odparła ostrożnie, postanawiając być z nim w tej kwestii zupełnie szczerą, delikatnie krzywiąc się na tę metaforę.
Wbrew pozorom tym razem Ade nie chciała wbić mu kolejnej szpilki. W ciągu tych dwóch lat szukała jedynie odskoczni, z których pilnowała, by żadna nie miała perspektyw na coś więcej niż przelotną znajomość. W ten sposób próbowała radzić sobie z żałobą nie tylko po burzliwie zakończonym związku, ale i stracie, której ciężko było przetrwać samej. Nie przyznała się przed tym prawie przed nikim, a ludzie z góry przyjęli jej zachowanie jako skutek rozstania z Sullivanem. I tak było dla niej wygodniej. Wiedziała, jak ludzie reagowali na taką wiadomość i chciała oszczędzić sobie kolejnych nieprzyjemności. Natomiast starszy Hartley nie zasługiwał na prawdę. Przynajmniej jeszcze nie w tym momencie.
—
Ani nie ochroniłbyś mnie na targowisku — zauważyła spokojnie, dopiero po wypowiedzeniu tych słów na głos zdając sobie sprawę z tego, że to nie były tylko ciche myśli w jej głowie. Raptownie podniosła na niego wzrok, przypominając sobie jeszcze o jednej sprawie. —
Dlaczego tam byłeś, skoro nie planowałeś się jeszcze ujawniać? — dopytała z zainteresowaniem. Musiała potwierdzić, czy to zwykły przypadek. Sądziła, że odpowiedź mężczyzny mogła zmienić jej perspektywę.
Widziała to jego ciepłe spojrzenie. Znała je bardzo dobrze. Kiedyś uwielbiała się w nie wpatrywać ze świadomością, że była dla niego całym światem. I chyba nadal to właśnie chciał jej powiedzieć. Słowa, okraszone pewnością siebie i humorem, również były częścią świata, który znała i przed którym prędzej czy później zawsze się uginała. Teraz również nadały temu wszystkiemu znacznie większą moc, niż potrafiła to po sobie okazać, kiedy śledziła wzrokiem każdy jego ruch. Za to kolejne gesty sprawiły, że jej serce załomotało w piersi, na chwilę całkowicie zagłuszając jej myśli. Sposób, w jaki zbliżył się do niej, ostatecznie łamiąc między nimi fizyczną barierę, dotyk jego dłoni, czułe muśnięcie jego warg i gest oddania z każdą chwilą zmiękczał jej serce tak, że zapadała się w fotelu coraz bardziej, a jej uśmiech w odpowiedzi stał się odrobinę cieplejszy. Dzięki pewności siebie, która biła od niego tak, jak w tej chwili, Sullivan zawsze sięgał po to, czego pragnął. Dokładnie wiedział, co robić. I właśnie pokazywał jej, że oddawał się w jej ręce. Ale czy rzeczywiście był gotów na poświęcenie?
—
Powiedziałeś przed chwilą, że lubisz wyzwania — powiedziała z namysłem. —
Nie podam Ci więc gotowego rozwiązania. Wykaż się. W gruncie rzeczy to nie słowa się liczą, a czyny - stwierdziła łagodnym głosem. Zdążyła już wiele od niego usłyszeć, co ostatecznie nie przełożyło się na życie, gdy w rozpaczy kazała mu się wynosić. Nie zamierzała doprowadzać do sytuacji, która skłoniłaby go do działania i schowania tym razem dumy w kieszeń, ale skoro chciał wrócić, musiał pokazać, że mu zależało. A ona musiała przekonać się, czy też naprawdę chciała go w swoim życiu tak, jak miał w nim miejsce kiedyś. —
Potrzebuję czasu, Sully — dodała ciszej. Do namysłu, do sprawdzenia, czy potrafił
być, do przekonania się, czy tęskniła za nim, czy za tym, co w niej wyzwalał. Bo będąc tak blisko niego i czując ciepło jego dłoni, którą wbrew sobie nadal trzymała w delikatnym uścisku, zaczęła chcieć czegoś więcej. Chciała znaleźć się w jego ramionach i przekreślić całą przeszłość, by poczuć się lepiej. Jednocześnie jednak obawa przed ponownym rozczarowaniem powstrzymywała ją przed choćby drgnięciem w jego kierunku.
Sully