27 y/o
PSUJ TROFEOWY
183 cm
trener boksu w Kingsway Boxing Club
Awatar użytkownika
i don't get lucky, i make my own luck
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Can I take you to a moment
Where the fields are painted gold
And the trees are filled with memories
Of the feelings never told?


28.07.2026


To były najgorsze urodziny w całym jego życiu.

Dzień wcześniej świętował w klubie. Kumple z Kingsway stawiali mu kolejki, jakieś nieznajome dziewczyny rzucały mu się na szyję i całowały go w policzki, dostał multum słodkich wiadomości od przyjaciół i znajomych, no i dostał też kilka fajnych prezentów, mimo że głównie dominowały flaszki. No trudno, darowanemu alkoholowi nie zaglądało się do butelki (xD), więc przynajmniej nie będzie musiał kupować prowiantu na spotkania MVP przez najbliższe pół roku. Spędził urodziny tak jak większość chłopaków w jego wieku - po prostu się najebał. Tak się najebał, że kumple zapakowali go do taksówki po dwudziestej drugiej. Nie pamiętał, jak trafił do mieszkania, ani tym bardziej do łóżka.

Obudził się o 3:14. W głowie dalej huczało mu od alkoholu i chciało mu się kurewsko pić, więc ruszył dupę do kuchni i wypił pół litra wody naraz. No i właśnie wtedy, między jedną szklanką a drugą, uświadomił sobie, że to były najgorsze urodziny, jakie dane mu było świętować. Przebiły nawet pierwsze urodziny spędzone w domu dziecka, kiedy nikt nie wiedział, że akurat miał urodziny tego dnia, dlatego nikt nie złożył mu życzeń ani nie dał prezentu. W każdym razie, wracając do tematu - tegoroczne urodziny były najgorsze, bo jedyna osoba, której obecności potrzebował, zniknęła z jego życia 11 lipca.

Cholera, codziennie rozpamiętywał ostatnie spotkanie z Dust. Dopiero teraz do niego dotarło, że wszystko w niej aż krzyczało, że go kochała. Nie rozumiał, jak mógł być aż tak ślepy, ale nie mógł też cofnąć czasu, żeby to wszystko naprawić. A ich ostatni pocałunek… Kurwa. Położył się z powrotem na łóżku i przymknął na moment oczy, wspominając, jak bardzo jej usta pasowały do tych jego. Jak bardzo nie chciał przerywać tego pocałunku. Jak bardzo nie chciał dać jej odejść, bo właśnie wtedy poczuł… to.

Od siedemnastu dni zdawał sobie sprawę, że kochał August Winters. Nie jak siostrę, nie jak przyjaciółkę i nie jak kumpelę z dzieciństwa, z którą kradł jabłka i chował się przed deszczem. Kochał ją tak, jak kocha się dziewczynę po szesnastu latach znajomości. No i oczywiście, że odkrył prawdę dopiero wtedy, gdy pozwolił jej odejść, bo tamtego dnia nie zatrzymał jej, tylko po prostu pozwolił jej wsiąść do taksówki i odjechać.

Był debilem jebanym.

Dbaj o siebie, dobrze? Będę tęsknić. Naprawdę zostawiła go po tych słowach na zawsze?

Przekręcił się na bok i utkwił wzrok w jej trampku, który oczywiście zabrał ze sobą i od ponad dwóch tygodni stał na szafce nocnej. Dalej nie mógł uwierzyć, że August wsiadła do taksówki w jednym bucie. Boże. Westchnął i przekręcił się na drugi bok, żeby nie widzieć tego jebanego buta, którego nie potrafił wyrzucić. Powinien dać sobie spokój, prawda? August miała rację. Powinien pozwolić jej odejść i dać jej zapomnieć. Winters powinna znaleźć sobie kogoś, kto będzie potrafił pokochać ją tak, jak na to zasługiwała od samego początku.

A jednak od siedemnastu dni nie było dnia, kiedy o niej nie pomyślał.

Nagle warknął pod nosem, wstał, naciągnął na siebie czarną bluzę z kapturem, zgarnął z szafki jej trampek i zamówił taksówkę, bo dalej kręciło mu się w głowie i w tym stanie nie był pewien swoich zdolności prowadzenia auta ani tym bardziej motoru. Nie obchodziło go, że był środek nocy. Nie obchodziło go, że znowu wyjdzie na egoistę. Trudno. Musiał to zrobić. Ostatni raz.

When the evening pulls the sun down,
And the day is almost through,
Oh, the whole world, it is sleeping,
But my world is you.

Zegarek wskazywał 3:54, gdy wysiadł z taksówki pod mieszkaniem August Winters. Wbiegł po schodach na piętro, próbując ignorować fakt, jak szybko waliło mu serce i jak ciężko mu się oddychało. Gdy stanął pod jej drzwiami, zawahał się na chwilę - czy na pewno powinien do niej przychodzić o takiej porze? - ale ostatecznie kulturalnie zapukał. Raz, drugi, trzeci… Chwilę to trwało, zanim August zwlokła się z łóżka, aby uchylić drzwi, ale gdy tylko to zrobiła, wyminął ją i wszedł do środka. Wcisnął jej buta do rąk, spojrzał w jej ciemne oczy i… zatkało go, bo nawet nie przemyślał, co chciałby jej przekazać. Miał wsiąść w taksówkę i tu przyjechać - to było jego celem. Przemowy już nie wymyślił. Patrzył na jej zaspaną twarz i odjęło mu mowę. Cholera, co teraz?

Tak bardzo chciał ją przytulić, pocałować, dotknąć… cokolwiek, ale te pragnienia totalnie przytłoczyły pozostałe myśli i przestał myśleć racjonalnie. Postąpił krok do przodu, po czym splótł jej palce ze swoimi, aby ją do siebie przyciągnąć. Była ciepła i ładnie pachniała, jakby dopiero co wzięła prysznic… - Zgubiłaś buta? - spytał w końcu głupio, zbyt onieśmielony, żeby przejść do meritum.

Super. Przejechał dla niej pół miasta, żeby oddać jej buta. I spytać, czy nie zgubiła buta.

Can I be close to you?


𝒹𝓊𝓈𝓉
28 y/o
Welkom in Canada
166 cm
właścicielka kwiaciarnio-kawiarni "Seasons"
Awatar użytkownika
been there, done that, messed around.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

but i know
how i feel about you

27.07.2026

Minęło już szesnaście dni, odkąd się widzieli. Odkąd odjechała w taksówce z jednym butem na stopie jak jakaś niskobudżetowa księżniczka z podróby Disneya. Welp. Czy udało jej się o nim zapomnieć? Starała się. Serio. Chodziła na randki, zmuszała się do śmiechu z każdego obrzydliwie cringe’owego żartu, po czym jakimś dziwnym trafem zawsze znajdowała powód, żeby przejść niedaleko jego siłowni. No bo może przypadkiem zobaczy go z daleka? Robiąc rano kawę, miała nadzieję, że może jednak wejdzie przez próg kawiarni, przynosząc tę cholerną worek mąki, żeby sama nie musiała jej dźwigać. Spoglądała na ich wiadomości sprzed niecałych trzech miesięcy, kiedy jeszcze wszystko było normalne. Kiedy nie musieli zachowywać się jak obcy sobie ludzie. Czuła się zła i zraniona, ale tak miało być, prawda? Musiała iść naprzód. Eh. Bez niego.

Wpatrując się w telefon, kilkakrotnie wpisała życzenia urodzinowe w okienko wiadomości do niego, ale za każdym razem je usuwała. W końcu wydobyła z siebie głośne westchnięcie. - Ahhhhh, Szeryf! - zerknęła na kota, który leżał na stole jak chlebek. - Powinnam iść się napić, co nie? Napić się za zdrowie mojego EX przyjaciela - stwierdziła, wpatrując się w niego. - Tak? Zgadzasz się? Dobra. - Uśmiechnęła się pod nosem, wciągnęła na siebie dresy i podążyła do sklepu. Kupiła sobie butelkę wina i cupcake’a, po czym poszła do parku, żeby usiąść przy stawie, przyglądać się kaczkom i pić sobie w najlepsze.

Wzięła jednego łyka. Drugiego. - Idiota - prychnęła, biorąc kolejnego. - No ślepy - dodała. - Serio tego nie widział? - Przejechała dłonią po twarzy. - To, że nie byłam w związku dziesięć lat, nie dało mu żadnej wskazówki?! - Jęknęła, odchylając głowę do tyłu, i dopiero wtedy przechylając ją na bok, zauważyła matkę z córką, która zasłaniała jej oczy. - Kochanie, nie patrz się. Niektórzy ludzie mają problemy. - August zmarszczyła nos, po czym wstała, wysuwając butelkę ku górze. - Problemy?! Tak wygląda złamane serce, dziękuję! Niech córka się uczy!! To też ją czeka! - Dorzuciła to, przewracając oczami, i wzięła jeszcze jednego łyka, zanim chwiejnym krokiem ruszyła w kierunku domu. Chwiała się, trzymając tego nieszczęsnego cupcake’a w brązowej torebce, a w drugiej dłoni butelkę wina, którą chwilę później wrzuciła do śmietnika. Śmigała sobie chodnikiem, śpiewając pod nosem - Don't care where the hell you been... cause now you're mine - i kompletnie ignorując przechodniów. Serio, gdyby któryś z klientów teraz ją zobaczył, spaliłaby się ze wstydu.

Po kilkukrotnej próbie odkluczenia drzwi i upuszczeniu kluczy na podłogę, podniosła je w końcu i weszła do środka. - Szeryf! - rzuciła głośno, zrzucając buty. Kiedy spojrzała na ten cholerny samotny but leżący na półce przy wejściu, poczuła ścisk w żołądku, ale szybko odsunęła od siebie te uczucia. - Już zapomniałam o nim, I’m cured - odparła dumnie, sunąc do łazienki. Po jakichś pięciu minutach leżała już w wannie i jadła ten nieszczęsny wypiek, oczywiście z myślą o Duckym. Anyways. Około drugiej w nocy w końcu położyła się do łóżka i odleciała w siną dal.

Knock.

Jęknęła, przewracając się na drugą stronę.
Knock.

Znowu się przewróciła, tym razem na plecy, otwierając oczy i przecierając je dłonią. To musiało jej się śnić. Ale nie. Trzecie puknięcie rozbrzmiało w jej mieszkaniu. Zerknęła na godzinę. Było przed czwartą. What in the... Wyczłapała się z łóżka i podeszła do drzwi, nawet nie sprawdzając, kto za nimi był, bo była zaspana, okej? Otwierając je, ujrzała… Alexa. Który tak po prostu wprosił się do niej jak gdyby nigdy nic. Jak gdyby nie zabrał jej cząstki serca wtedy, w tamtej szopie. Po chwili jednak poczuła coś w rękach. Zerknęła...
But?
Jezu, jaka ona była confused, lol. Przyjrzała się butowi, trzymając go teraz w jednej ręce, bo drugą on splótł ze swoimi palcami, przyciągając ją do siebie i pytając, czy zgubiła buta. Nie no kurwa, ona śniła. To był jakiś sen. Uniosła zaspane spojrzenie, patrząc na niego w kapturze. Nie no. To był Alex. Pachniał sobą i perfumami zmieszanymi z alkoholem, który powoli z niego wywietrzał. Spojrzała na ich splecione palce, a po chwili na ten cholerny but. - Alex - wyrzuciła z siebie, wysuwając swoją dłoń z jego uścisku. - Serio mnie obudziłeś w środku nocy, żeby oddać mi but? - Spojrzała na niego, unosząc but, po czym odłożyła go obok tego drugiego, który stał na półce. Zaraz potem ominęła go i poszła w kierunku kuchni, gdzie oparła się o blat. - Czemu tu jesteś?

not a day passed me by
when I don't think about you


𝚒'𝚖 𝚝𝚛𝚢𝚒𝚗𝚐 𝚖𝚢 𝚑𝚊𝚛𝚍𝚎𝚜𝚝 𝚝𝚘 𝚏𝚘𝚛𝚐𝚎𝚝 𝚊𝚋𝚘𝚞𝚝 𝚢𝚘𝚞
27 y/o
PSUJ TROFEOWY
183 cm
trener boksu w Kingsway Boxing Club
Awatar użytkownika
i don't get lucky, i make my own luck
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

I keep craving, craving, you don't know it but it's true
Can't get my mouth to say the words they want to say to you


Okej, this is fine.

August stała przed nim w świetle przedpokoju z rozczochranymi włosami i wyglądała tak uroczo, że nie mógł oderwać od niej wzroku. Cholera, nie widział jej od siedemnastu dni, a czuł, jakby całe życie przeleciało mu przed oczami i właśnie teraz miał jedną, jedyną, niepowtarzalną okazję na to, żeby naprawić to, co spierdolił. Wait a second, ona coś właśnie do niego mówiła. Co ona do niego właściwie mówiła? Alex, serio mnie obudziłeś w środku nocy, żeby oddać mi but? Aaa… Odetchnął głęboko, gdy wysunęła swoje palce z jego uścisku i zrobiła krok w tył. Okej, jeszcze nie wiedziała, co miał jej do powiedzenia, spokojnie. Zaraz jednak się zestresował, że przez te siedemnaście dni Winters zdążyła znaleźć sobie chłopaka, narzeczonego albo męża i może już układała sobie z nim życie na Hawajach, ALE była przecież sama w mieszkaniu, więc to był tylko jakiś szalony overthinking, tak? - No tak, a co w tym dziwnego? - odpowiedział i wzruszył ramionami, zupełnie jakby wpadał jej do mieszkania co drugi dzień, żeby oddać jej buta.

Czemu tu jesteś? Ile ta kobieta miała pytań, no ludzie… - Bo… będziemy rozmawiać, nie chcesz? - odparł. Gdy August odwróciła się na pięcie i zaczęła kierować się w stronę kuchni, oczywiście, że ruszył za nią. - Gdzie idziesz? - spytał, zanim jeszcze oparła się o blat. - Idę z tobą - zadeklarował, nawet nie czekając na jej odpowiedź, po czym pokonał przedpokój w kilku krokach i oparł się o framugę. No i kiedy tak opierał się o tę framugę, to nagle poczuł, że adrenalina i resztki alkoholu postanowiły dać o sobie znać, bo zalała go fala gorąca. Postanowił udawać, że to wcale nie dlatego, że August miała na sobie tylko jego starą koszulkę i odsłonięte uda. Chyba powinien zacząć się wachlować jak Sabrina Carpenter. - Jezu, jak gorąco - mruknął pod nosem, po czym bezceremonialnie złapał za dół swojej bluzy, ściągnął ją jednym ruchem przez głowę i niedbale rzucił w stronę jakiegoś krzesła w salonie, zostając w samej koszulce. Totalnie się rozgaszczał. Tak, jakby nigdy nie był tu po raz ostatni.

In my dreams you're with me
We'll be everything I want us to be

Jezu, przecież on był w tym mieszkaniu setki razy. Znał na pamięć każdy skrzypiący punkt w podłodze i układ kubków w szafce w kuchni. Dlaczego wszystko wydawało mu się jakieś inne? Bardziej takie… hm, wyraziste. A może to wcale nie mieszkanie się zmieniło? Może po prostu w końcu zaczął dostrzegać to, czego nie widział wcześniej?

Gdy August oparła się o blat, zrobił dwa kroki do przodu i stanął przed nią. Mierzył ją przez chwilę uważnym spojrzeniem - patrzył na jej zaspaną buzię i luźną koszulkę, która zsuwała się z jej ramienia, i pierwszy raz w życiu mózg podsunął mu obrazy tak nieprzyzwoite, że aż się zaczerwienił, też pierwszy raz w życiu. Kurwa, opanuj się, Hall. Przejechał dłońmi po twarzy i odetchnął głęboko, próbując zmusić serce do normalnego rytmu. Musieli przecież porozmawiać. No tak, czekała go jeszcze ta najważniejsza, najtrudniejsza część, którą wolałby pominąć… Uch. Podszedł do niej, złapał ją mocno pod uda i podsadził ją do góry, żeby usiadła na blacie, po czym oparł dłonie po obu stronach jej bioder, żeby mu nie zwiała, jak to miała w zwyczaju.

Ha, dobrze cię znam, August Winters.

No ale znowu - w głowie miał pustkę. Nie miał pojęcia, jak jej to powiedzieć, żeby nie brzmiało to lamersko albo tandetnie. Nigdy wcześniej nie wyznawał komuś miłości. Jak ludzie to robili na co dzień bez wychodzenia na idiotów? Jezu. No i w tym całym stresie poczuł nagły przypływ ulgi, że w ogóle ją widział. I że była tutaj obok niego, na wyciągnięcie ręki, cała i zdrowa. Cholera, chyba ogarnął go jakiś emocjonalny haj, bo gapił się na nią i czuł się cholernie… szczęśliwy. Dobra, IT'S TIME. Jednym palcem uniósł jej podbródek, spojrzał prosto w jej ciemne oczy i uśmiechnął się kącikiem ust (WES, WES, WES).

- Hmmm… kochasz mnie?

Maybe this will be the night that we kiss for the first time
Or is that just me in my imagination?


𝒹𝓊𝓈𝓉
28 y/o
Welkom in Canada
166 cm
właścicielka kwiaciarnio-kawiarni "Seasons"
Awatar użytkownika
been there, done that, messed around.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

i am all the days
that you choose to ignore


Zdecydowanie nie miała w planach zostania Kopciuszkiem. Tym bardziej nie takim, gdzie od razu było wiadomo, że ten pantofelek będzie do niej pasował, a książę, który miał magicznie się w niej zakochać po założeniu owego buta, czy tam zdać sobie sprawę z tego, że ona była tą jedyną, nagle padnie na kolana. Tylko że tak się nie stanie.
Bo Alex jej nie kochał.
Nie patrzył na nią jak na kobietę, która mogłaby być dla niego kimś więcej. To zawsze było spojrzenie w jej kierunku jak na dobrego kumpla do picia albo randomowych przygód, no nie? Materiał na randki? Na staranie się? Here, she didn’t make this cut. August nie wierzyła w bajki. Tym bardziej nie w takie, w których miałaby odegrać główną rolę.

Uniosła brew, mrugając kilkakrotnie, bo naprawdę nie wierzyła w to, co właśnie od niego słyszała. - Nie no, skąd, to zupełnie normalne przynieść komuś but o czwartej rano - przewróciła oczami. - Wczoraj ktoś mi przyniósł zgubionego obcasa, a przedwczoraj stanik, który zostawiłam na jednej z randek. - Tia, ściema. Przedwczoraj siedziała z Felixem, wsuwając drugi litr lodów czekoladowo-wiśniowych i oglądając wyciskacz łez, myśląc o tym, że to pierwsze urodziny Alexa od szesnastu lat, które ominie. - Rozmawiać? Nie mamy o czym - rzuciła, wzruszając ramionami, idąc w kierunku kuchni, zanim oparła się o blat. Serio, nie poznawała go. Czy człowiek mógł aż tak się zmienić w ciągu siedemnastu dni? Cholera, może czymś się zatruł i teraz siadało mu na głowę. Przyglądając się mu, gdy opierał się o framugę, przesuwała tylko wzrokiem po jego twarzy i ciele.

Tęskniła za nim.

Czuła to w całym ciele. W każdej pojedynczej komórce. W żyle, w płytce krwi, która przemierzała jej serce. Chciała się uśmiechnąć, przytulić go, powiedzieć, że tęskniła. Ale była zła. Zraniona. Mógł przyjechać do niej nazajutrz albo nawet tego samego dnia, a zamiast tego zjawiał się u niej w środku nocy, ponad dwa tygodnie później???
Jezu, jak gorąco. Gorąco? Uniosła brew w zdziwieniu, nie mówiąc nic. Sama stała w koszuli, która… Zerknęła w dół. Fuck. Która była jego. Kiedy ściągał z siebie bluzę, ona tylko szybko, niby niezauważalnie, poprawiła rąbek koszulki, jakby to miało sprawić, że nagle to jakoś ją zasłoni i zniknie niczym peleryna niewidka. Welp.

Widząc, jak się do niej zbliża, poczuła, jak serce zaczyna łomotać jej w klatce piersiowej. Zmarszczyła brwi, orientując się, co on właściwie chciał zrobić, gdy poczuła jego dłonie na swoich nagich udach. Shit. Odcinał jej jedyną formę ucieczki. Wyrzuciła z siebie tylko ciche stęknięcie, gdy została usadzona - niezadowolona na blat, mówiąc, - Cheater. - Odgradzał jej jedyne pole do ucieczki, jak na przykład drogę do innego pokoju albo łazienki. Teraz musiała być zdana tylko na niego i na cokolwiek sobie wymyślił, a ona nie miała o tym zielonego pojęcia. Czuła tylko ciepło jego ciała. Ten charakterystyczny zapach. I to spojrzenie, które dosłownie w tym momencie paliło ją jak nigdy wcześniej.

Było zdecydowanie za wcześnie. Albo za późno. Sama już nie wiedziała. Nie tylko na to, że teraz znajdował się przed nią w samej koszulce, bo jego bluza wylądowała gdzieś z boku, ale też na pytania, które zadawał. Był jakiś taki… inny. Zachowywał się nie tak jak on. Może był chory? Albo czymś się zatruł i miał nadzieję, że August się nim zaopiekuje?

Z uniesionym podbródkiem wpatrzyła się w jego oczy, po czym wysunęła dłoń i wierzchem palców dotknęła jego czoła. Nie no. Nie miał gorączki. Zmarszczyła brwi i prychnęła, kładąc dłoń na jego nadgarstku, żeby odsunąć jego rękę. - W co ty sobie pogrywasz, Alex? - zapytała zirytowana. - To jest jakaś zabawa dla ciebie? - Zaśmiała się pod nosem, przewracając oczami i odchylając się delikatnie do tyłu. - Jezu, o co ci chodzi? Co ja mam ci na to odpowiedzieć? - Znowu się wyprostowała, czując ciepło jego ciała między nogami. Gniew i żal przebijały się przez jej klatkę piersiową coraz mocniej.
Kurwa, czy to serio był jakiś głupi żart?
Prawie trzy miesiące od kiedy ich przyjaźń się skończyła. Ledwo zaczęła sobie jakoś radzić, w pewnym sensie, to znowu go zobaczyła. Teraz znowu leczyła się alkoholem albo pracą, byleby tylko uciszyć ten ból i pustkę, którą po sobie zostawił w jej sercu. A teraz? Teraz, kiedy już powiedziała sobie, że nigdy więcej go nie zobaczy, pojawiał się u niej w mieszkaniu i zadawał tak cholernie głupie pytanie. Czy go kochała? Oczywiście, że go k o c h a ł a.

Przymknęła oczy i przesunęła się bliżej, opierając głowę o jego ramię. Westchnęła ciężko. - Wolałbyś wersję, że przez te ostatnie siedemnaście dni próbowałam się w tobie odkochać, czy wersję, że chyba nigdy nie będę w stanie tego zrobić? - wydusiła z siebie cichym głosem, zaciskając palce na materiale jego koszulki. Chciał się pośmiać z tego, jak żałosna była? Teraz miał do tego okazję. - Idź już, proszę.

𝕪𝕠𝕦 𝕒𝕣𝕖 𝕒𝕝𝕝 𝕚 𝕟𝕖𝕖𝕕
27 y/o
PSUJ TROFEOWY
183 cm
trener boksu w Kingsway Boxing Club
Awatar użytkownika
i don't get lucky, i make my own luck
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Forget about the shit that we've been through
I wanna stay here forever and always


Jebać filmy romantyczne. W głowie Alexa cała sytuacja wyglądała jakoś prościej. Naprawdę myślał, że do niej przyjedzie, rzuci jakimś filmowym tekstem, odda jej buta… A August rzuci mu się na szyję, wybaczy dwa tygodnie milczenia i będą żyć długo i szczęśliwie. Problem polegał na tym, że Winters nie była księżniczką, a ich situationship nie był bajką. FUCK. Na dodatek Dust nie zamierzała ułatwiać mu zadania. Dlaczego mówiła coś o przynoszeniu obcasów i staników przez obcych typów do JEJ MIESZKANIA? - Stanik? - powtórzył z niedowierzaniem. Oj, oczy mu pociemniały i pojawiła się w nich… zazdrość? Um… chyba pierwszy raz był taki zaborczy w stosunku do niej. To było... bardzo dziwne uczucie. Zacisnął usta w wąską kreskę, w głowie już szykując plan, żeby znaleźć typa i spuścić mu wpierdol. W ogóle nad tym nie panował. - U kogo, kurwa, zostawiłaś stanik? - spytał, bardzo spokojnie i kulturalnie. Nawet się uśmiechnął na wizję typa kręcącego się pod jej drzwiami z bielizną. W wizji tej jednak typ miał rozwalony nos.

A teraz jeszcze mówiła, że nie mają o czym rozmawiać? - Mamy do pogadania, Winters - zaprotestował. Jak to, według niej, nie mieli o czym? Kurwa, przecież on miał w głowie tyle niewypowiedzianych słów, które bardzo chciał wypowiedzieć. Ona nie? I jeszcze nazwała go cheaterem… Westchnął ciężko. A podobno była w nim zakochana? Aż tak szybko jej przeszło? Kątem oka zerknął na jej koszulkę, którą właśnie zaczęła nerwowo poprawiać. Oddychaj, Hall… Oddychaj. - Inaczej byś uciekła, ciągle to robisz, dobrze cię znam - mruknął pod nosem, próbując się usprawiedliwić, dlaczego tak bezczelnie usadził ją na blacie i odciął jej każdą drogę ucieczki. Znowu zerknął na jej koszulkę… a raczej na jej uda, których ów koszulka nie zasłaniała. Nie mógł się w ogóle skupić. Wyglądała tak kurewsko dobrze, że ciągle zapominał języka w gębie. Czy czuła to samo? Czy jej serce też biło tak niemiłosiernie szybko i myślała o tym samym, co on? Jezu, czy ona właśnie… czy ona właśnie zbliżała dłoń do jego twarzy, żeby go pocałować? A więc jednak czuła to samo? Ale chwila… jednak ominęła jego policzek i przyłożyła palce do jego czoła. For real?

Nie mógł w to uwierzyć. August Winters myślała, że był chory. Alex tylko uniósł brwi do góry i przewrócił oczami, nie strącając jej ręki z czoła. Nie był chory. A przynajmniej nie fizycznie. Nie odpowiedział na żadne z jej słów, mimo że każda komórka jego ciała wrzeszczała, że to nie była dla niego zabawa. Nagle przysunęła się bliżej niego i oparła głowę o jego ramię - aż zamarł, gdy poczuł jej policzek na swoim ramieniu. Czy to możliwe, że serce zaczęło bić mu jeszcze szybciej niż przedtem? Czy słyszała ten nieregularny rytm, gdy przytulała się do niego i zaciskała palce na jego koszulce? Cholera, zapach jej włosów totalnie wyprowadzał go z równowagi. Wolałbyś wersję, że przez te ostatnie siedemnaście dni próbowałam się w tobie odkochać, czy wersję, że chyba nigdy nie będę w stanie tego zrobić? Co? Przełknął ślinę i również oparł policzek o jej ramię, walcząc z pragnieniem, żeby pocałować jej szyję. Tak samo jak ostatnio, gdy wpierdalał te jebane cukierki, muskając ustami jej skórę. - Wolę tę drugą wersję - wymruczał prosto w jej rozczochrane włosy, a jego dłoń mimowolnie, powędrowała w górę, zaciskając się na jej nagim udzie, tuż pod rąbkiem za krótkiej koszuli. Chciał… czuć jej ciepło. Coraz ciężej mu się oddychało. Idź już, proszę. Kurwa. To nie tak miało wyglądać. Dlaczego w jego głowie przyjechanie tutaj i powiedzenie jej wszystkiego było tak banalnie proste? No i przede wszystkim dlaczego Winters w ogóle nie chciała z nim współpracować? Oczywiście, pomijając to, że była wściekła, zraniona i śpiąca. No ale poza tym, to dlaczego nie chciała współpracować? - Nigdzie nie idę - odparł twardo. Oddychanie było coraz trudniejsze. Czy ona naprawdę nie zrozumiała jeszcze, o co mu chodziło?

W sumie… on przez szesnaście lat nie zrozumiał.

Odetchnął głęboko. Tylko cierpliwość mogła ich dziś uratować. Alexa cierpliwość. - Nie mam gorączki, nie pogrywam z tobą i nie przyjechałem do ciebie o czwartej rano, żeby się z ciebie pośmiać - wyszeptał jej do ucha, zanim lekko ją od siebie odsunął, ujął jej podbródek i spojrzał jej głęboko w oczy. Była taka zagubiona. I płakała przez niego tyle razy. Wczoraj też płakała? Cholera. Zerknął na jej usta. Przysunął się do niej odrobinę bliżej. Tak bardzo chciał ją pocałować, ale nagle rozległ się...

B R Z D Ę K


Ciszę przerwał brzęk tłuczonej ceramiki. Alex rzucił szybkie spojrzenie w kierunku korytarza - to Szeryf właśnie dokonał egzekucji na biednej doniczce z jakimś kwiatkiem. Nie, nie, nie, nie teraz, kuuuurwa. Na wszelki wypadek, gdyby August planowała właśnie mu się wyrwać i zeskoczyć z blatu, zacisnął jedną dłoń mocniej na jej udzie, a palce drugiej splótł z jej palcami. Nie pozwolił jej drgnąć ani o milimetr. - Zostaw - rzucił krótko, kompletnie ignorując miauczenie tego głupiego kocura. Doniczka mogła poczekać. Tak naprawdę to wszystko mogło poczekać. Puścił jej rękę i przeniósł dłoń na jej kark, aby delikatnie wpleść palce w jej włosy i delikatnym gestem zmusić ją, by oderwała wzrok od tego przeklętego kocura i patrzyła tylko na niego. To on się tak denerwował? Nie, to ona się denerwowała, prawda? Fuck, fuck, fuck. - Jestem twój, Winters - powiedział w końcu, po długim milczeniu, nie mogąc oderwać wzroku od jej oczu. Naprawdę w końcu to powiedział? Cholera. - Kocham cię - dodał jeszcze po chwili, dalej mierząc ją uważnym spojrzeniem.

No i zanim zdążyła chociaż westchnąć, schylił się i połączył ich usta w słodkim pocałunku. Nie spieszył się - po prostu miękko przycisnął swoje usta do jej ust. Przesunął wargami po jej dolnej wardze, badając jej kształt z taką czułością, jakby próbował tym jednym, subtelnym gestem przeprosić ją za każdą łzę. Palce, które dalej tkwiły w jej włosach, poluzowały uścisk, a jego kciuk zaczął kojąco gładzić skórę na jej karku. Druga dłoń, wciąż oparta na jej nagim udzie… teraz po prostu tam była. I przesunęła się odrobinę wyżej.

Kurwa, jeszcze nigdy w życiu nie czuł takiej ulgi.

Standing here in front of all of you
I wanna stay here forever and always


𝑏𝑒 𝑚𝑖𝑛𝑒
28 y/o
Welkom in Canada
166 cm
właścicielka kwiaciarnio-kawiarni "Seasons"
Awatar użytkownika
been there, done that, messed around.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

can't begin, I seek within
to feel the warmth brought within your skin


Cholera jasna.

Kto by pomyślał, że tamten winiacz sieknie ją aż tak mocno? Dosłownie od momentu przebudzenia miała wrażenie, że przeżywa jakiś astralny sen. No bo nie dało się tego wyjaśnić w inny sposób. Alex był w jej mieszkaniu o tej godzinie, przynosząc jej but? Chciał z nią porozmawiać? Jej podświadomość płatała jej figle, serio. Takie rzeczy nie zdarzały się Winters. No to musiał być sen, bo przez moment nawet wydawało jej się, że Alex był o nią zazdrosny. No zwariowała. - Alex, od kiedy interesują cię moje staniki? - zarzuciła rękę na rękę, unosząc brew i tuptając kilkakrotnie nóżką niczym judy hopps z zootopii. - Jestem dużą dziewczynką, jakbyś nie zauważył - prychnęła. No bo o co mu chodziło? Wparował tutaj jak zupełnie nie on. Nie no, serio, to była jej wyobraźnia. Musiała dalej spać. Tylko o czym on chciał z nią rozmawiać? Może sama miała jeszcze jakieś niewypowiedziane słowa w jego kierunku, czegoś żałowała i dlatego utknęła w takim scenariuszu, a nie innym. Tylko po to, żeby po przebudzeniu móc przeanalizować ten sen i stwierdzić, czy powinna coś z tym zrobić.
Tak. Na bank o to chodziło.
Alex w prawdziwym życiu nie był o nią zazdrosny. Pomagał jej wybierać outfity na randki, jeszcze specjalnie upewniając się, że jej bielizna nie będzie widoczna, gdy będzie się schylała. Odbierał ją z tych udanych lub nieudanych randek i nawet przez moment na jego twarzy nie przemknął cień zazdrości czy poruszenia. A teraz? Mogłaby przysiąc, że zobaczyła nikłe kurwiki w jego oczach, które, fuck… spodobały jej się? Poczuła ścisk w żołądku. - zamieniam się w słuch - rzuciła z niezadowoleniem. Już zaczęła naprawdę się męczyć. Chciałaby się obudzić, ale musiała na razie brać udział w tej szaradzie. Przyglądała się jego tęczówkom, gdy zamknął ją pomiędzy ramionami tak, że nie mogła się ruszyć. Westchnęła głośno. - Już trochę mnie znasz - odparła. Znał ją na wylot. W takich momentach jak ten tylko utwierdzał ją w przekonaniu, że czasami wiedział, jaki ruch wykona, zanim ona sama zdążyła to sobie uświadomić. Tak jak teraz. Bezczelnie odgrodził jej pole do ucieczki. Musiał być chory w tym śnie. Nie ma szans, żeby tak się zachowywał. Nie raz próbowała fantazjować o tym momencie, ale nigdy nie było to aż tak realne. No dobra, chciał się z nią tak bawić, to ona też sobie umili tę rzeczywistość i wygarnie mu, co myślała o tych jego zagrywkach. Ale czując jego zapach, to, jak ją trzymał i jak się jej przyglądał…

Kurwa. Poddała się. Musiała nawet tej wersji powiedzieć, że kiepsko szło jej odkochiwanie się od niego. Próbowała. Naprawdę się starała, ale jak miała żyć w świecie, w którym zabrakło jej drugiej połówki? Opierając czoło o jego ramię, zdała sobie sprawę, że ten sen robił się coraz bardziej rzeczywisty. Jutro rano przejdzie się do śmietnika niedaleko domu i wyszpera butelkę, którą piła. Because damn, that shit was strong. Spięła się, czując jego policzek na swoim ramieniu. Jej dłonie zacisnęły się mocniej na jego koszulce, gdy powiedział, że woli tę drugą wersję. Że nie odejdzie. Przyjemny prąd przeszedł przez jej serce i ciało, gdy poczuła uścisk na swoim nagim udzie. Przełknęła ślinę, słysząc jego kolejne słowa, a po chwili ich oczy spotkały się ze sobą, gdy uniósł jej podbródek. Nie wiedziała, co miała mu powiedzieć.

Była zmęczona.

Może jak nie będzie się odzywać, to szybciej się obudzi? Co tu do jasnej Petronelki się działo? Była tak zmieszana, że mogłaby przysiąc, że teraz dream Alex się do niej zbliżał i chciał ją pocałować. Przez moment przestała oddychać, czekając, czy faktycznie tak się stanie, ale wtedy rozległ się huk. Wzdrygnęła się i zerknęła w bok. - Szeryf - mruknęła, chcąc już sprawdzić, co tym razem nabroił, ale Alex ją zatrzymał. Poczuła ciepło między palcami, a gdy zerknęła na ich dłonie, zobaczyła, że splótł swoje palce z jej palcami. Zmarszczyła brwi w szoku, a po chwili spojrzała na niego, bo zaraz poczuła jego palce we włosach.


j̶̞̙͕̞̇͒͊̿͋̅͘̚̕é̸͎̞̔̊̔̏͂͛̿̋̚͝š̵̨̩̤̈́͗̑́͂͌̆̊̚͠t̸͙͇̝͊̈́͐̾̅̃͑͊̋̆͛̿e̷̱̹͛̆̔͗͊͋́́́͒̉̕m̶̝̯͋̉̽̍͌̀̈́̿̀̕̕ ̴̼̹̝͋͂̀̊́́̿̌̐̕̚͝ţ̷̡͕͗̈́̔̀̅͐̔̈́͗̚̚ẘ̷̦̞̔̈͒͋͛̓̈́̒̂͝͝ó̴̧̢͖͊̏̅̐̎͌͌͛̿̐̚͠j̶̦̱͉͐̐̎̊͆̄͗͒̔͆͠

Co? Nie no. Przesłyszała się. Rozmazywał jej się sen. Przestała oddychać. Tym razem naprawdę.



ḵ̵̛̦̞̽̀̿̅̆͊͂͊͝͠ỏ̶̲̰̩̓̀͂̑̇͂͑̽́̔̕ç̶͖̠̃̔̾̃͊̈́̽̆̍̉́̅h̸̨̛̤̦͑̏̈́̒͑͊͋̊̕͠a̴͕͉̒̅̎̉̅͌̾̊̽͘͜͠m̸̫̯͓̊̌̎̃̒̌̂̐̏͠͠ ̶͚̱͌̔̽̐͑̽̓̌̚͜͝͝c̶͈̖̳͋̈̉̉̌̒̐̽͊̚͠i̸̢̖̝͆̾͂̃̄̅̉̂̾̍ę̸̙̹̞̐̇̾͌̏̅̃̏̂́͝͠

Niedotlenienie mózgu. Ona umierała, prawda? To już był ten moment, w którym była w śpiączce. Jezu. Coś ją uderzyło w drodze do domu. Pewnie Alex siedział teraz koło niej w szpitalu, trzymał ją za rękę i mówił, że może już odejść. Czuła, jak serce zaczęło jej walić coraz mocniej. Zamarła. Dziwne uczucie stresu i ekscytacji przeszło przez całe jej ciało, bo to było coś, co zawsze pragnęła usłyszeć. Nie zdążyła nawet nic odpowiedzieć, bo on zrobił kolejną rzecz, której się nie spodziewała. Teraz naprawdę chciał ją pocałować? Wysunęła dłonie ku górze, zarzucając je za jego szyję, i odwzajemniła pocałunek, który był słodko-gorzki. No bo to się nie działo. Kurwa, czemu jej się takie rzeczy przytrafiały? Po chwili usłyszała kolejny trzask. Cholerny Szeryf. Nawet ten moment jej rujnował.

Odsunęła się, patrząc na Alexa. - Daj mi przejść - rzuciła, odpychając go od siebie z całej siły, aż w końcu mogła się przecisnąć. Zeskakując na panele, spojrzała na Alexa i parsknęła śmiechem. - Nie no, zwariowałam - rzuciła, nie dowierzając. - To musi być sen. Ja się muszę obudzić. - Rozejrzała się nerwowo po mieszkaniu. - Jak to ma być jakiś głupi moment, w którym mam się z nim pożegnać, bo gdzieś tam umieram z boku drogi bo za dużo wypiłam, to wielkie kurwa dzięki! - rzuciła do sufitu, jakby gadała z czymkolwiek tam było. Alienami, if you please. Podeszła do rozwalonej doniczki i spojrzała na Szeryfa. - A ty idź się położyć, a nie odwala ci po nocach! - Szeryf tylko się zjeżył i poszedł niezadowolony w kierunku Alexa, który…
Odwróciła się.
No dalej tam stał. - Zostań tam! Nie ruszaj się! - krzyknęła do Alexa, idąc do łazienki i zamykając się w niej na klucz. Podeszła do umywalki i obmyła twarz zimną wodą. - Dobra, August… obudź się. - Patrzyła we własne odbicie i uszczypnęła się raz. Drugi. Trzeci. Czwarty. I kurwa nic. Dalej tam stała. Chyba dopiero pierwszy raz tego wieczoru dotarło do niej, że to… działo się naprawdę. Odsunęła się kilka kroków do tyłu, opierając się o ścianę i przysuwając opuszki palców do ust.

Kochał ją?

i should've stayed and let you be
run into my heart so carelessly

Spojrzała na drzwi. Nie ruszyłby się, prawda? Powiedziała mu, żeby tam został. Ruszyła do drzwi, odkluczając je, po czym jakby w amoku pobiegła w kierunku Alexa, dosłownie rzucając mu się w ramiona. Oplotła go nogami w pasie, spojrzała na niego ze zmarszczonym nosem i rzuciła, - Długo ci to zajęło. - Prychnęła z niezadowoleniem, czując ciepło przechodzące przez całe jej ciało. Szczęście. Błogą radość. Coś, co rozlewało się po całym jej ciele, że aż bolało. Przechyliła twarz i pocałowała go czule, aczkolwiek mocno, przejeżdżając dłońmi po jego włosach. - Nigdy - wydusiła przez pocałunek. - Nie - kolejny pocałunek. - Przestałam - pogłębiła pocałunek. - Cię - próbowała wszystko powiedzieć, ale nie potrafiła się opanować. - Kochać. - Jeżeli to był sen na jawie, to nie chciała się z niego już nigdy obudzić.

you're the thoughts that can't be tamed
and I'm trying to be sane


𝚢𝚘𝚞 𝚠𝚎𝚛𝚎 𝚊𝚕𝚠𝚊𝚢𝚜 𝚝𝚑𝚎 𝚘𝚗𝚎 𝚏𝚘𝚛 𝚖𝚎 ❤︎⁠
27 y/o
PSUJ TROFEOWY
183 cm
trener boksu w Kingsway Boxing Club
Awatar użytkownika
i don't get lucky, i make my own luck
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Put your hand in mine
You know that I want to be with you all the time


To całe uzewnętrznianie się było w chuj trudne. Nie lubił rzucać ładnymi słówkami, rozmawiać o emocjach i analizować szczegółów - on działał, a dopiero potem z otwartymi ramionami przyjmował konsekwencje. Na przykład, teraz przyjmował konsekwencje swojego pytania. Od kiedy interesowały go staniki August? Well… - Od teraz - wypalił bez owijania w bawełnę i zmrużył gniewnie oczy. Nie chciała mu powiedzieć. I jeszcze zaprotestowała, że była już dużą dziewczynką? Tak jasne, bardzo śmieszne. Szkoda tylko, że ta duża dziewczynka miała na sobie jego koszulkę i nie mógł pozbyć się zaborczego ścisku w żołądku za każdym razem, gdy zerkał na jej uda. No ale serio. Stanik? Ktoś jej przyniósł STANIK? Ta informacja nie za bardzo chciała znaleźć sobie miejsce w jego głowie, normalnie aż poczuł ochotę, żeby wyjść z jej mieszkania, znaleźć tego randomowego fajfusa i obić mu ryj, mimo że nie wiedział, kim on kurwa był. No i chuj. Wytropi go węchem. - Odpowiedz - ponaglił ją, bo serio chciał wiedzieć, kogo powinien mieć na oku.

No i nareszcie August zamieniła się w słuch, mimo że zaledwie chwilę później zaczęła nawoływać swojego kota po tym, jak rozjebał doniczkę. Alex po prostu to zignorował. No bo, halo centralo, był właśnie w trakcie wyznawania jej miłości, a ona rozpraszała się jakimś futrzakiem? Przyciągnął ją bliżej, splótł ich palce, a Winters patrzyła na niego z takim szokiem wymalowanym na twarzy, że miał wrażenie, jakby zaraz miała przestać oddychać, ups. No i właśnie wtedy ją pocałował. I przez chwilę wszystko było tak, jak powinno być.

Było idealnie, bo Winters odwzajemniła jego pocałunek i zarzuciła mu ramiona na szyję, a to był dobry znak, prawda? Nie wyobrażacie sobie ulgi, która zalała jego ciało, gdy tylko do niego dotarło, że go nie odepchnęła. Chciała tego. Tak samo jak on. Pogłębił pocałunek, zaczął nawet przesuwać dłoń pod koszulką wyżej, w stronę jej talii, kiedy…

Wait a second? No i co to, kurwa, miało być? ODSUNĘŁA SIĘ?!


You need to know
We'll take it slow


Daj mi przejść. Tyle mu powiedziała? For real? Wypuścił ją z objęć, bo w sumie to go zamurowało. Aha. No spoko. A więc ten pocałunek, na który czekał od jebanych siedemnastu dni, nie zrobił na niej żadnego wrażenia? Właśnie zebrał się na największą odwagę w całym swoim życiu, powiedział jej, że należy do niej i że ją kocha, a ona rzucała mu w twarz zwykłym "DAJ MI PRZEJŚĆ"?!


????????


Gdy zeskoczyła z blatu, zaczęła panikować i gadać do sufitu o kosmitach, śpiączce i umieraniu na boku drogi, Alex uniósł wysoko brwi i stanął w drzwiach kuchni. No wtf. Wbił dłonie w kieszenie swoich dresów i spojrzał na nią spod byka. - Ale ty wiesz, że ja tu, kurwa, stoję? - burknął, trochę zły, bo oczekiwał zupełnie innej reakcji, okej? Na pewno nie myślał, że August weźmie to wszystko za jebany żart albo sama zacznie kręcić z niego bekę. No bo to właśnie robiła, nie? Naigrywała się z niego. W tym momencie Szeryf potruchtał prosto w jego stronę, a Alex skrzywił się na widok tego zwierzaka, bo kocur ewidentnie sabotował całe jego życie uczuciowe. Od dziś zamierzał go NIE LUBIĆ.

No i nagle jego słodka chyba-blondyneczka odwróciła się w jego stronę. Posłał jej ZŁE spojrzenie. Bardzo złe. Prawie wkurwione. Ona też spojrzała na niego. Mierzyli się przez chwilę wzrokiem. Alex zmarszczył brwi. No i wtedy Dust powiedziała pięć magicznych słów, które wprawiły go w jeszcze większą konsternację. Zostań tam! Nie ruszaj się! Aha. No i kiedy ona popędziła w głąb przedpokoju i zamknęła się w łazience, on, oczywiście, nie posłuchał - jak zwykle - i ruszył za nią. Zamiast jednak dobijać się do drzwi łazienki jak debil, stanął w przedpokoju i pokazał język KOTU, BO DALEJ ODCZUWAŁ NEGATYWNE WIBRACJE PŁYNĄCE Z JEGO STRONY. A poza tym to chciał dać Winters dwie minuty na ogarnięcie, mimo że każda komórka jego ciała chciała po prostu wyważyć te jebane drzwi i sprawdzić, czy nic jej nie jest.

Przy okazji zaliczył trening cierpliwości, jak widać.

NO I PO WIELU SEKUNDACH, które dla Alexa ciągnęły się w nieskończoność, Dust przekręciła zamek w drzwiach. - Posłucha… - zaczął, ale nie dokończył, bo August wypadła z łazienki i z całym impetem rzuciła mu się na szyję, oplatając go nogami w pasie.


Oh. My. God.


I miss you so
We'll take it slow


Nie rozumiał, co się właśnie działo. Instynktownie złapał August za pośladki, żeby nie wyślizgnęła mu się z ramion. Długo ci to zajęło. Okej, a więc to już? Już wiedziała? Zrozumiała, że to nie był jakiś powalony sen, grzybki, alkohol albo kocimiętka? Och, pocałowała go. Teraz to już na pewno zrozumiała. Zamruczał mimo woli, gdy przeciągnęła dłońmi po jego włosach i pogłębiła pocałunek.

Nigdy. Odwzajemnił pocałunek. Nie. Kolejny całus, mocniejszy - sprawił, że Alex musiał oprzeć się plecami o najbliższą ścianę, żeby nie runęli oboje na podłogę. Przestałam. Przygryzł lekko jej dolną wargę, czując, jak zalewa go fala palącego gorąca. Cholera. Cię. Zacisnął dłonie jeszcze mocniej na jej ciele. Kochać. Zamiast dalej stać opartym plecami o ścianę, spiął mięśnie i jednym ruchem obrócił ich ciała, zamieniając się z nią miejscami. Pogłębił pocałunek tak gwałtownie, że aż zabrakło mu tchu. Kuuuurwa. Opanowało go takie uczucie ulgi, jakiego nie czuł jeszcze NIGDY W ŻYCIU. NARESZCIE. Po tych wszystkich tygodniach zdychania z tęsknoty za nią, kiedy nie był świadomy, za czym on właściwie kurwa tęsknił, każdy pieprzony klocek wskoczył na swoje miejsce. FINALLY.

Okej. A więc mieli jasność. Oboje wiedzieli już wszystko.

No i co teraz?

Odsunął się od niej o centymetr, zerknął na jej zaróżowione od pocałunków usta i uśmiechnął się pod nosem. - A więc leżysz gdzieś w rowie i umierasz, tak? - zagadnął, a w jego oczach pojawiły się niebezpieczne iskierki. No co? Nie mógł jej odpuścić po tym przedstawieniu. Zaraz przestał się chichotać i złożył słodki pocałunek na jej szyi… A Szeryf znowu miauknął. Nosz kuwa. - Twój psychopatyczny kot sabotuje nasz związek - wymruczał jej do ucha. Szeryf faktycznie usiadł metr od nich i gapił się na nich tym swoim bezczelnym kocim wzrokiem, jakby oceniał ich technikę całowania. - Zamknę go w szafie, jak nie przestanie się gapić - wymruczał w jej usta i znów ją pocałował.

Nie chciał jej wypuszczać z objęć. Ani teraz, ani rano, ani prawdopodobnie nigdy przez najbliższe kilkadziesiąt lat. Poprawił uścisk na jej pośladkach, i zamiast odstawić ją na podłogę, po prostu ruszył przed siebie, niosąc ją przez ciemny przedpokój i dalej składając powolne pocałunki na jej ustach, just because he finally can. Po chwili oparł ją o zamknięte drzwi sypialni. - Weź otwórz - rzucił, a jego usta znów odnalazły te jej. Całował ją niespiesznie, przechylił odrobinę głowę, chłonął każdy jej cichy, rwany oddech… Jeszcze raz delikatnie przygryzł jej dolną wargę, jakby na bieżąco musiał się upewniać, że August Winters naprawdę tu była, razem z nim.

𝑐𝑟𝑎𝑧𝑦 𝑜𝑛𝑒
28 y/o
Welkom in Canada
166 cm
właścicielka kwiaciarnio-kawiarni "Seasons"
Awatar użytkownika
been there, done that, messed around.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor


i can't keep up
and i can't back down...


Serio, ta wersja Alexa wyjętego prosto ze snu ją zaskakiwała. Ten tupet i czelność, z jaką jeszcze się jej pytał, nie, wręcz rozkazywał, żeby powiedziała mu, kto przyniósł jej stanik. lol. Co???? Spojrzała na niego, mrugając kilkakrotnie. Nie no kurwa, sen na jawie jak nic. - Woah, woah, woah, oczywiście już ci mówię, kto przyniósł mi stanik - prychnęła, przewracając oczami. Spojrzała na niego ze złośliwym uśmiechem, bo właśnie wpadła na cudooowny pomysł. - Ale po co mam to mówić, Alex? - zapytała słodkim głosikiem, zerkając na niego spod rzęs. - Może ci pokażę, hm? - Zrobiła krok w jego kierunku, wsuwając dłonie pod rąbek koszulki. Zacisnęła palce na materiale, zwężając go przy swoim ciele, po czym powolutku zaczęła podciągać go ku górze. - Mam ten stanik co mi przyniósł na sobie czy go nie mam? - Podnosiła koszulkę powoli, odkrywając najpierw bieliznę, którą miała na sobie, po chwili brzuch i talię, cały czas wpatrując mu się prosto w oczy. Zatrzymała materiał dopiero tuż pod biustem, pozwalając mu przez sekundę naprawdę się zastanowić. A potem opuściła koszulkę i przewróciła oczami. - Nikt. Just messing with you, Jezu. O EM DŻI! - Rzuciła to jak gdyby nigdy nic, po czym ruszyła w kierunku kuchennej wysepki, gdzie chwilę później stała się więźniem jego ramion i obecności. To był normalnie koszmar z ulicy wiązów. Utknęła we śnie ze swoim największym koszmarem, tylko że w tej wersji koszmarem wcale nie były żadne czerwone sweterki w czarne paski, czy też spalone twarze. Koszmarem było to, że cholernie bała się, że zaraz Alex powie jej coś, czego nie będzie umiała przełknąć. Że nigdy nie będzie w stanie kochać kogoś takiego jak ona. Że była beznadziejną przyjaciółką przez te wszystkie lata. Że odebrała mu szansę na dom, rodzinę...
Bała się.
Więc siedziała pomiędzy jego ramionami, wpatrując się w niego i czekając na to, co właściwie miał jej do powiedzenia.

Anyways... fast forward, po jej chwilowym kryzysie osobowości, załamaniu nerwowym, rozmowie z kosmitami w głowie i kompletnym ignorowaniu faktu, że Alex faktycznie tam był, a nie stanowił wytworu jej chorej, romantycznie pokrzywdzonej wyobraźni, w końcu wydobyła się z tej łazienki. A potem po prostu rzuciła mu się w ramiona, bez kolejnego analizowania, lub szukania jakiegos podstępu. Zdecydowała, że nie będzie marnować już ani jednej chwili. Nie mogła uwierzyć, że udało jej się to zrobić. Że wyrzuciła to z siebie prawie bez tchu, zanim zdążyła się przestraszyć. Wiedziała, że jeszcze będą musieli porozmawiać. Chciała mu powiedzieć dokładnie, jak czuła się przez te ostatnie dziesięć lat.

Ale teraz? Teraz chciała skupić się tylko na tej chwili. I na nim.

Chyba on też, bo obrócił ich jednym ruchem, przyciskając ją do ściany, a z jej ust wydobyło się ciche stęknięcie, od razu stłumione kolejnym pocałunkiem, który był o wiele pewniejszy... takkim który sprawił, że jej uda zacisnęły się wokół jego pasa, jakby nagle całe jej ciało postanowiło przypomnieć mu, że nigdzie się już nie miał prawa się wybierać. Zerknęła w jego zielonkawe tęczówki i parsknęła pod nosem, wbijając paznokieć w tył jego szyi. - Serio myślałam, że umarłam! - westchnęła dramatycznie. - Jeżeli rano stąd znikniesz, to cię odnajdę, Hall, przysięgam. - Odsunęła palec, no bo wystarczyło mu tych tortur. Kinda. Przynajmniej tak jej się wydawało. Cholera, serio przez moment myślała, że umarła. Że trafiła do jakiejś chorej wersji nieba, w której w końcu ją całował, trzymał przy sobie i mówił, że był tylko jej... like what in the actual fuck??? Uśmiechnęła się pod nosem, przymykając oczy, gdy złożył pocałunek na jej szyi, sprawiając, że wydobyła z siebie ciche westchnienei.
Wow, this was really happening. ''Twój psychopatyczny kot sabotuje nasz związek''

Zmarszczyła nos, przyglądając się Szeryfowi, który siedział kawałek dalej i najwyraźniej zdecydował, że prawie piąta nad ranem była idealną porą na jakąś syrenadę. - Przestań, Szeryf jest ułożony, po prostu nie lubi jaaa… - zatrzymała się nagle, unosząc brew i patrząc na Alexa. - Związku? - Przysunęła buzię do jego twarzy i szturchnęła jego policzek nosem. - Czyli mogę nazywać cię moim chłopakiem? - uśmiechnęła się, znowu trącając go nosem, zanim przechyliła głowę, żeby go pocałować. Raz. Drugi. Muskała czule jego usta, jakby chciała sprawdzić na ile jej pozwoli, kiedy będzie chciał, żeby przestała... Jej serce waliło jak powaaalone, a ona nie potrafiła przestać się uśmiechać między pocałunkami. - stresuje cię dodatkowa widownia, Hall? - Szczęście przechodziło jej po kręgosłupie, sercu i całym ciele. Gdyby mogła, nie odstąpiłaby Alexa na krok. Chciała być blisko. Była nawet skłonna nie otwierać dzisiaj kawiarni, byleby spędzić z nim cały dzień w pościeli i upewniać się co pięć minut, że to wszystko nadal było p r a w d z i w e.

Wydobyła z siebie ciche stęknięcie, czując, jak ponownie zacisnął dłonie na jej pośladkach i zaczął prowadzić ich w kierunku sypialni. Odwzajemniała każdy pocałunek tak, jakby próbowała nadrobić nimi wszystkie te lata, w których mogła tylko udawać, że jego usta nie były czymś, o czym myślała zdecydowanie zbyt często. Ich usta odnajdywały się raz po raz, coraz pewniej, coraz głębiej, aż zaczęła tracić poczucie, gdzie kończył się jej oddech, a zaczynał jego. Czuła smak alkoholu, ciepło jego języka, urwane oddechy wpadające pomiędzy kolejne muśnięcia. Niezdarnie wysunęła rękę, schylając się delikatnie, by otworzyć drzwi do sypialni, ale nawet wtedy nie potrafiła oderwać się od niego na dłużej niż sekundę. Zaraz wróciła do jego ust, łapczywie, jakby ta krótka przerwa była już zbyt długa. Musnęła jego dolną wargę, potem przygryzła ją lekko, z tym samym rozdrażnieniem, z jakim przez lata gryzła własny język, żeby nie powiedzieć mu prawdy. Gdy znaleźli się przy krawędzi łóżka, poluzowała uścisk nóg z jego pasa i zsunęła się na podłogę. Nie miała ochoty czekać, więc chwyciła go za nadgarstek i pociągnęła w stronę łóżka, sprawiając, że wsunął się na środek materaca i położył na plecach.

Ukrywanie treści: włączone
Hidebb Message Hidden Description

cat killer
27 y/o
PSUJ TROFEOWY
183 cm
trener boksu w Kingsway Boxing Club
Awatar użytkownika
i don't get lucky, i make my own luck
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Ukrywanie treści: włączone
Hidebb Message Hidden Description


I drew stars around your scars
To find my way into your heart


𝓈𝓉𝒶𝓇𝒹𝓊𝓈𝓉
28 y/o
Welkom in Canada
166 cm
właścicielka kwiaciarnio-kawiarni "Seasons"
Awatar użytkownika
been there, done that, messed around.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

𝐈 𝐭𝐡𝐨𝐮𝐠𝐡𝐭 𝐈 𝐡𝐞𝐚𝐫𝐝 𝐲𝐨𝐮 𝐜𝐚𝐥𝐥 𝐦𝐲 𝐧𝐚𝐦𝐞

Ukrywanie treści: włączone
Hidebb Message Hidden Description

...𝐲𝐨𝐮 𝐤𝐧𝐨𝐰 𝐭𝐡𝐚𝐭 𝐲𝐨𝐮 𝐚𝐫𝐞 𝐚𝐥𝐥 𝐈 𝐬𝐞𝐞


𝚋𝚘𝚢𝚏𝚛𝚒𝚎𝚗𝚍 ♥︎ 𓅭
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ Po Kanadzie”