ODPOWIEDZ
41 y/o
For good luck!
190 cm
workin' nine to five what a way to make a livin'
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkizaimki
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Kiedy drzwi zamknęły się za nim w jego domu, wyciągnął z kieszeni starannie złożoną serwetkę. Na niej starannym pismem pysznił się szereg cyferek, składający się na jej numer telefonu i czerwony odcisk ust.
- Fiu, fiu... - mruknął do siebie.
Jeszcze chwilę temu w zamyśleniu bawił się tą serwetką, jadąc samochodem do domu.
- Dobrze, że przynajmniej nie ma telewizyjnych 555... Ciekawe, czy to prawdziwy numer?
Chyba nie chciałby się dodzwonić do pizzy albo salonu tatuażu. Jeszcze salon masażu byłby spoko. Albo weterynarz... Przydałby się jego dwóm wilkom.
No i na cholerę Ci ten numer? Cudna dziewczyna, ale mógłbyś być jej ojcem.
Westchnął niezadowolony, karcąc samego siebie, po czym szybkim krokiem podszedł do kuchni i odsunął szufladę ze śmietnikiem. Tutaj się zawahał. Sięgnął do kieszeni po telefon.
I tak jest za późno... Nie pisałeś ani nie dzwoniłeś przez kilka dni.
Serwetka tkwiła do tej pory schowana w schowku pasażera. Cicha towarzyszka zmagań wilków o panowanie. Ukryty świadek.
- Ugh... - stęknął i wrzucił serwetkę do śmietnika, energicznie zamykając szufladę. - I bardzo dobrze!
Ruszył w głąb domu z miną groźną niczym burza w górach.
Nastała cisza...
Jedno Missisipi, dwa Missisipi, trzy...
Dopadł do szuflady i otworzył ją, wyciągając serwetkę, po czym wklepał numer i, zanim dotarło do niego, że to wszystko bez sensu, nacisnął zieloną słuchawkę.

:cute:
21 y/o
For good luck!
165 cm
Cukiernik w Kitten and the Bear
Awatar użytkownika
„Kocham gwiazdy zbyt mocno, by bać się nocy”.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Dała mu swój numer. Cisza. Wydawało jej się, że ich mała randka poszła dobrze, ale najwyraźniej źle to oceniła. Na początku tliła się jeszcze nadzieja. Mężczyźni mieli podobno swoje dziwne zasady o trzymaniu dziewczyn na dystans przez jakiś czas, żeby od razu nie pokazać, że im zależy. Po trzecim dniu zaczęła tworzyć własne teorie spiskowe. Na bank miał żonę i wyrzuty sumienia, że spotkał się z inną kobietą. Piątego anulowała swoje członkostwo na siłowni i postanowiła, że w życiu liczy się tylko kariera, a nie jacyś faceci. Później już przestała liczyć.
- Halo? - nienawidziła, gdy obce numery dzwoniły do niej. Zawsze dawała się wciągnąć w te rozmowy z telemarketerami, nie potrafiła stanowczo zakończyć rozmowy, bo nie chciała nikomu robić przykrości. W końcu ludzie po drugiej stronie też mieli ciężką pracę. Nie chciała dokładać im stresu. Tyle, że było już dosyć późno, a w jej wyobrażeniach pojawiły się same najczarniejsze scenariusze. Bo co jeśli komuś się coś stało?
- Albi? Zrozumiałam już za pierwszym razem, że mam kupić mleko. Będę w domu później. Muszę jeszcze na jutro skończyć dwa torty, bo przyjęli więcej zamówień i ledwo wyrabiam. Halo? - zmarszczyła uroczo nosek, gdy po drugiej stronie dalej była cisza. - Chłopaki, to już nie jest śmieszne. Ostatnio mnie nastraszyliście. Do dziś ręka mnie boli, więc sobie darujcie. Wrócę w nocy, ale jak dalej będziecie mi wydzwaniać, to jeden z was będzie musiał ruszyć po mnie dupę. Wiecie co dzieje się w nocy? Podobno po Toronto chodzi jakiś nożownik... Wspaniale teraz musicie po mnie przyjść. Już się nakręciłam. Znowu piłeś Benji? - coś jej nie pasowało. A co jeśli to był jakiś morderca, z którym kiedyś korespondowała?

Robbie Cole
gall anonim
41 y/o
For good luck!
190 cm
workin' nine to five what a way to make a livin'
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkizaimki
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Albi? No tak, oczywiście ma faceta! Taka dziewczyna musi być zajęta. Tylko po co daje numer telefonu w taki sposób? Benji? Oba wilki właśnie dostały udaru.
- Nie... Raczej nie pijam alkoholu... - odpowiedział spokojnie.
Przez ostatnich kilka sygnałów w telefonie zastanawiał się, co powiedzieć.
"Cześć, tutaj tatusiek..." To pasowało najlepiej.
"Hej, Robbie z tej strony..." Brakowało tylko okularów przeciwsłonecznych zsuniętych na nos.
"Witaj drogie dziecko, dzwoni Robert..." Jego własne imię wydawało się dziaderskie.
- Cześć, to ja... - standard.
Przecież każdy na świecie musi wiedzieć, że to ja dzwonię. Prawda?
- Nie powinnaś wracać w nocy, jeśli po Toronto kręci się nożownik. Chcesz, żebym po Ciebie przyjechał? - zapytał odruchowo, bez skrępowania.
Jeśli bała się powrotów, to naturalnym przecież było, że może ją odwieźć.
- Szef Cię wykorzystuje... Czy przynajmniej dobrze Ci zapłaci za pracę w nocy?
Rob! Przecież tak naturalnie Wam się gadało na tej kawie.
Jego dłoń odruchowo sięgnęła do pomarańczowej fiolki, która do tej pory stała na blacie kuchennym, jako stały już element wystroju. Tabletki w środku zagrzechotały, ale z jakiegoś powodu ten dźwięk tym razem wywołał niesmak, a nie, jak do tej pory, przyjemną ekscytację, że zaraz nadejdzie ulga. Potrząsnął nią jak grzechotką, z myślą, że trzeba ją odstawić na blat, ale nie mógł.
- Tinny, przepraszam, że nie zadzwoniłem wcześniej. Szczerze... Nie mam żadnej sensownej wymówki, poza głupotą.

Tinny
21 y/o
For good luck!
165 cm
Cukiernik w Kitten and the Bear
Awatar użytkownika
„Kocham gwiazdy zbyt mocno, by bać się nocy”.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Robbie…
Zadzwonił... Stała z rozdziawioną buzią, trzymając telefon przy uchu. Nie przywykła, że mężczyźni do niej dzwonili. Zazwyczaj jej znajomi woleli napisać krótką wiadomość, albo wysłać gifa, a tu zaskoczył ją... I oczywiście już na samym starcie musiała się ośmieszyć.
- Oh… - przyłożyła dłoń do ust, a uśmiech niemal od razu rozjaśnił jej twarz. - Przepraszam, myślałam, że to moi bracia znowu robią sobie ze mnie głupie żarty. Lubią mnie straszyć. - przygryzła dolną wargę czując tę niepohamowaną chęć wytłumaczenia swoich poprzednich słów. Jeszcze pomyśli, że kręci na boku z innymi.
- Moja szefowa jest na wakacjach. Zastępuje ją. Zasłużyła na urlop, a nowa dziewczyna na kasie przyjęła za dużo zamówień. Więc staram się to ogarnąć... - zaczęła bronić Jamie, bo akurat tutaj jej szefowa w niczym nie zawiniła. Zresztą kochała swoją pracę i gdyby nie musiała spać, to spędziłaby tutaj całą noc.
- Nie trzeba! - odpowiedziała zbyt szybko. - W sensie, to miłe z twojej strony. Ale wyglądam niekorzystnie i jestem dosyć zmęczona. Naprawdę to doceniam, ale poradzę sobie. Mam gaz pieprzowy w razie czego. Zresztą nie możesz mnie ratować z każdej opresji. Muszę być niezależną silną kobietą... - zaśmiała się delikatnie i spojrzała w lustro. Cicho jęknęła, gdy zauważyła na policzku ślad po lukrze. Będzie musiała zmyć cały podkład...
- Pewnie byłeś zajęty... Myślałam, że już nie napiszesz. Powiedziałam wtedy coś nie tak? Masz żonę? Dzieci? - niemal uderzyła otwartą dłonią w czoło. Świetnie, teraz go atakujesz gradem pytań. - Po prostu muszę wiedzieć. Trochę sobie dopowiedziałam i... Nie jestem zbyt pewna siebie. Znowu wysyłasz mi sprzeczne sygnały i nie wiem, co mam myśleć. Jeśli nie jesteś zainteresowany, to zrozumiem...
Albo i nie...
Na całe szczęście w zamrażarce czekały lody. Plan awaryjny na wypadek kobiecych smutków.

Robbie Cole
gall anonim
41 y/o
For good luck!
190 cm
workin' nine to five what a way to make a livin'
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkizaimki
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

- Ok... Powiedzmy, że szefowa ma wybaczone. - powiedział z uśmiechem, trochę się rozluźniając.
Grzechotka w ręku przestała grzechotać, kiedy przenosił się na ulubiony fotel, na którym usiadł ciężko z sapnięciem człowieka, który mógłby być jej ojcem...
- Naprawdę musisz? - zapytał, kiedy powiedziała, że przecież musi radzić sobie sama.
Niekorzystnie wygląda... Z jakiegoś powodu wywołało to szerszy uśmiech na jego twarzy. To naprawdę było rozczulające, że tak bardzo jej zależało.
- Jakoś trudno mi w to uwierzyć, że wyglądasz niekorzystnie. Ale nawet jeśli, to umówmy się - wtedy dziewczęta są najładniejsze. - odpowiedział, kładąc głowę na oparciu fotela.
- Ok... Let's be honest! - zadecydował, kiedy pojawiły się kolejne pytania. - Nie byłem aż tak zajęty, żeby do Ciebie nie napisać i nie była to żadna gra. Nie powiedziałaś nic, co mogłoby mnie do Ciebie zniechęcić. Nie mam żony ani dzieci. Kariera była ważniejsza przez większość mojego życia, a później... Chyba było za późno.
Wzruszył ramionami, próbując samego siebie przekonać do tej wersji wydarzeń, a grzechotka zagrzechotała w jego ręku.
- Rozumiem Cię... Ja w sumie chyba pierwszy raz od lat wpadłem w overthinking też... - zawahał się, ale skoro Tinny się otworzyła przed nim...
Jakim cudem taka dziewczyna ma problemy z pewnością siebie?
- Jak na kogoś niezbyt pewnego siebie, dość odważnie walczyłaś o tę kawę i... - zawahał się znowu. - Randkę.
Tak, nazwijmy rzeczy po imieniu. Bo w sumie...
- Tinny, powiem coś, co pewnie Cię do mnie zrazi. Ale naprawdę mógłbym być Twoim ojcem i mam uczucie, że... - stać Cię na więcej. - Że powinnaś celować w facetów w swoim wieku albo maksymalnie dziesięć lat starszych.
Masz przed sobą całe życie, przyszłość, karierę, rodzinę. Chłopców, którym złamiesz serce. I takich, którzy złamią Tobie. Z drugiej strony czy to naprawdę taki wielki problem? Przecież to nie Ty ją namawiałeś, tylko...
- Przyjaciółka trochę namieszała mi w głowie... Ech... - no dobra, stary, przecież umiesz rozmawiać z dziewczynami. - Świetnie się z Tobą bawiłem... Nie tylko na kawie.

Tinny
21 y/o
For good luck!
165 cm
Cukiernik w Kitten and the Bear
Awatar użytkownika
„Kocham gwiazdy zbyt mocno, by bać się nocy”.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

A co jeśli uznałby, że jej szefowa nie ma tego wybaczenia? Kusiło ją zapytać, co w takim wypadku. Zaproponowałby jej, żeby została jego utrzymanką? Na takie żarty jednak było zdecydowanie za wcześnie, a nawet ona miała w sobie na tyle pokory, żeby nie wypowiadać ich na głos.
- Jestem cała z lukru i czekolady. Naprawdę? Podkrążone oczy jak u pandy, brak makijażu i stary dres raczej nie wpisują się w kanon piękna. - jej bracia zapewne określiliby ten look pięknymi słowami: „Wyglądasz jak menel. Zrób coś z tym, bo straszysz.”
I zdecydowanie musiała umyć włosy. Szkoda, że rano musiała iść do pracy. Z chęcią powylegiwałaby się w ciepłej kąpieli i odprężyła mięśnie pod wpływem ciepła. Pomarzyć każdy może.
- Oh… - wykrztusiła podczas tej rozmowy ponownie. To były dość mocne słowa. Nie do końca była pewna, co powinna mu na to odpowiedzieć. A cisza, która zapadła po jej stronie, była aż nadto wymowna.
- Uciekłam dwa razy... - i teraz miała ochotę to zrobić po raz trzeci. Naprawdę stawiał ją w dość niezręcznej sytuacji. Ratowało ją tylko to, że nie widział teraz jej twarzy. W najgorszym razie po prostu zablokują swoje numery.
- Czyli zadzwoniłeś tylko po to, żeby mi powiedzieć, że mam odpuścić? I że to nie moja wina? - świetnie, zerwał z nią szybciej niż jej przyszła na myśl nawet taka możliwość. Dostać kosza po pierwszej randce...
- A może nie chcę nikogo w moim wieku? Widziałeś tych chłopców? I ty się dziwisz, że próbuję być niezależna? Nie szukam ojca. Nigdy go nie miałam, więc skąd nawet taki pomysł? - powiedziała już mniej przyjemnym głosem. - Nie lubię niezdecydowanych lalusi. Męska decyzja. Powiedz mi wyraźnie czego chcesz, Robbie. A nie będę dalej marnować naszego czasu. - przyjaciółka? Czyli już na samym początku ktoś odradzał mu znajomość z nią? Prychnęła pod nosem i czekała na jego odpowiedź. A zresztą...
- Ocenianie kogoś przez pryzmat wieku jest niestosowne. Nie jestem już małą dziewczynką. Tak, jestem od ciebie dużo młodsza. Mogę czasami zachowywać się dziecinnie, ale tak robią osoby, które są w towarzystwie kogoś, przy kim czują się swobodnie. Szukam czegoś prawdziwego. Wiem, jak funkcjonuje świat. Wiem, że wielu mężczyzn chciałoby mnie wykorzystać i porzucić. Dziękuję za szczerość, ale jeśli masz na mnie patrzeć jak na małolatę, to raczej to się nie uda...
Szczerość za szczerość...

Robbie Cole
gall anonim
41 y/o
For good luck!
190 cm
workin' nine to five what a way to make a livin'
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkizaimki
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

O nie, to nie tak miało pójść. Mistrzostwo świata... Drugie, które Ci się właśnie wymyka...
Cała z cukru i czekolady... Przynajmniej w tym temacie nic się nie zmieniło. Była z cukru i czekolady...
- Nie, to nie tak... - zaczął, ale jak zwykle nie pozwoliła mu dokończyć.
- Tak... Użeram się z nimi na co dzień... - i w sumie Ci się nie dziwię, że Cię nie interesują.
Połowę z nich zakopałbym pod czwartą bazą.
Nigdy nie miałam ojca...
Ale mnie chodziło o wiek, a nie o to, że chciałbym nim być...
Zapadła cisza... Dłuższa, niż oboje by chcieli. Zbesztany zamarł bez ruchu, siedząc na fotelu, jakby za chwilę miał się z niego zerwać. Nie było śladu po tej luźnej pozycji, którą miał wcześniej. Brwi zmarszczone, oczy skupione, analizujące wszystko. Przypominał siebie w trakcie meczu. Tylko wtedy polegał też na swoim instynkcie, a ten mówił mu...
- Masz rację... Jesteś dorosła, a ja próbowałem podejmować decyzję za Ciebie. - przyznał i po chwili wahania dodał: - Przepraszam...
Znów chwilka ciszy.
- Chcę po Ciebie przyjechać i odwieźć Cię do domu. - wypalił w końcu.
Lubię to, że zachowujesz się czasem dziecinnie. Lubię ten chaos. Lubię to, jak przeżywasz emocje i tę bezpośrednią szczerość. Lubię to, że, walcząc z ręcznikiem, dalej martwiłaś się bardziej o przyjaciółkę niż o własną sytuację. Boję się, że będziesz tego żałowała...
- Całą w lukrze i czekoladzie, bez makijażu i w starym dresie. Najwyżej położę jakiś ręcznik na fotel. - uśmiechnął się pod nosem.

Tinny
21 y/o
For good luck!
165 cm
Cukiernik w Kitten and the Bear
Awatar użytkownika
„Kocham gwiazdy zbyt mocno, by bać się nocy”.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

W stresujących sytuacjach jej gadatliwość była przekleństwem.
Ta cisza ciążyła. Powinna się rozłączyć? Zakończyć tę rozmowę? Dać mu czas na przemyślenie tych słów? Była zbyt ostra? Nie chciała go urazić! Była już nawet gotowa go przeprosić. Tyle, że to on odezwał się jako pierwszy.
- Tylko ja nie wiem o której skończę... - spojrzała z powątpieniem na swoje stanowisko pracy. - Naprawdę, to może być późna godzina... - uprzedziła go, bo musiała to skończyć.
- Dobrze. Pracuję w Kitten and the Bear. - przyznała niepewnie, bo gdzieś tam miała wątpliwości czy powinna od razu mówić takie rzeczy. W końcu miał ją jeszcze odwieźć do domu... Nie żeby miała go za psychopatę, ale naprawdę się naczytała w swoim życiu zbyt wielu historii.
- Postaram się jak najszybciej... Ale nie musisz... Poradzę sobie. Idź spokojnie spać. Nie mam aż tak daleko. - skłamała, żeby w razie czego nie przejmował się jej bezpieczeństwem. Robiło jej się cieplutko w okolicach serca, gdy się martwił i wchodził w tę rolę protektora.
- Napiszę jak będę kończyć. - zapewniła i odwróciła się, gdy jej koleżanka weszła na zaplecze i powiadomiła ją, że już wychodzi. - Muszę kończyć. To do zobaczenia!

Robbie Cole
Koniec <3
gall anonim
ODPOWIEDZ

Wróć do „telefony”