-
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoenieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracji3-osobowyczas narracjiczas przeszłypostaćautor
Cudownie.
Musiał minąć czas, aby w końcu zaczęła coś z tym robić. Ciężko było znaleźć człowieka, nie wiedząc o nim nic oraz nie mając żadnych znajomości. Całe szczęście praca na komisariacie miała swoje niepodważalne plusy. Dzięki środowisku, w którym się obracała, a dokładniej dzięki temu, że trzymała się z Aaronem, to detektyw postanowił pomóc jej w znalezieniu brata. Albo inaczej — truła mu tyłek i korzystała z tego, że się kolegowali, aż w końcu udało im się znaleźć więcej szczegółów i miała przynajmniej nadzieję, że to było on.
Alexander Hall.
Czy wystalkowała go na każdym możliwym profilu społecznościowym? BYĆ MOŻE.
Musiała mieć jednak ogląd, z kim ma do czynienia, co robi w życiu i czy są do siebie podobni. I byli. Kurde, była przekonana, że był jej bratem i naprawdę chciała go poznać, przekonać się na własnej skórze, czy był dobrą osobą. Nie chciała od razu zdradzać, że była jego siostrą, bo bała się, że go wystraszy. Wyśmieje w twarz, uzna za jakąś wariatkę i wyrzuci z klubu, do którego umówiła się na lekcje boksu — mimo że była kompletnie nie sportową osobą, ale robiła to wszystko, byle poznać swojego starszego brata.
— Dzień dobry, przyszłam na lekcje boksu — rzuciła, opierając się o blat recepcji i uśmiechając się do siedzącej tam dziewczyny. Uregulowała wszystkie szczegóły, zapoznała się z zasadami klubu i poszła wrzucić swoją torbę do szafki w szatni. Ubrana już w wygodny strój sportowy, związała włosy w koka i wyszła na salę, czując się niezręcznie. Nie lubiła chodzić do nowych miejsc, w których nikogo nie znała, a na dodatek nie do końca wiedziała co robić. Wszystko potęgowane było przez stres, który nieznośnie ściskał jej żołądek i praktycznie że sprawiał, że miała ochotę stamtąd uciec. Czy naprawdę chciała to robić? Nie dosyć, że uczyć się boksować, to na dodatek poznawać swojego brata, który w gruncie rzeczy mógłby okazać się psychopatą? Rozejrzała się po sali i dojrzała spojrzeniem chłopaka, który stał przy worku i prawdopodobnie się już rozgrzewał. Wiedziała, jak wyglądał, ale także dziewczyna na wejściu pokazała jej, do kogo powinna podejść. Wzięła głęboki wdech i ruszyła w jego kierunku, naprawdę czując, że miała nogi jak z waty. Jeśli nie przewróci się podczas pierwszych piętnastu minut to będzie cud. — Alex? Hej, jestem Hazel, przyszłam na lekcję boksu — rzuciła, uśmiechając się lekko.
Tylko nie panikuj, tylko nie panikuj.
big brother
-
i don't get lucky, i make my own lucknieobecnośćtakwątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracji3 os.czas narracjiprzeszłypostaćautor
Były wakacje, więc dzień zaczął od prowadzenia zajęć w grupie dla dzieciaków w różnym wieku. To był istny energetyczny armagedon, ale jakoś sobie poradził, DZIĘKI NIEBIOSOM. Potem miał treningi indywidualne. Najpierw odhaczył sesję ze Stefano, który był jego stałym klientem i absolutnie komicznym Włochem, bo po każdym treningu zapraszał Alexa na makaron do jego rodzinnej restauracji.
Druga w kolejce była niejaka Hazel Brooks - całkowita świeżynka, zapisała się na zajęcia pierwszy raz. Dziewczyna spóźniała się kilka minut, więc Alex, żeby nie tracić czasu, sam zaczął rozgrzewkę. Owinął dłonie taśmami, stanął przed workiem treningowym i zaczął wyprowadzać pierwsze kombinacje ciosów.
Akurat rozmyślał o jagodziankach, które obiecała upiec dla niego August, kiedy wreszcie usłyszał za sobą kroki i niepewne przywitanie. Zatrzymał się i odwrócił do dziewczyny - była niższa od niego, drobniutka, ale bardzo sympatyczna z twarzy. - Aaa, cześć, cześć, czekałem na ciebie… Zgadza się, Alex - przywitał się swobodnie, po czym przytrzymał worek dłonią, aby przestał się huśtać, i postąpił krok w stronę Hazel. Wyciągnął przed siebie dłoń, by podać ją nowej… podopiecznej. - Miło mi cię poznać, Hazel - dodał, uśmiechając się uprzejmie.
Zmierzył ją odruchowo fachowym okiem - no wiecie, jak to trener - i od razu rzuciło mu się w oczy, że była cholernie spięta. Spokojnie, na szczęście Hall miał z takimi doświadczenie. Zresztą, on w ogóle był gościem, który lubił rozładowywać napiętą atmosferę, chyba że to on był prowodyrem, wtedy tak łatwo nie odpuszczał. - Luzik, nie stresuj się tak, nie gryzę - parsknął śmiechem, po czym puścił do niej perskie oczko w imię tego powiedzonka PIERWSZE KOTY ZA PŁOTY. Zerknął na nią ponownie - była przebrana, obuwie miała odpowiednie, włosy już związane. Świetnie. - Dobra, gotowa? Na początek zrobimy rozgrzewkę, a ja w tym czasie opowiem ci, jak w ogóle będą wyglądały nasze zajęcia - oznajmił i wskazał ręką na salkę. - Cztery kółka dookoła ringu, potem przejdziemy do wymachów ramion i porządnie rozciągniemy nogi. Boks to wbrew pozorom praca głównie na nogach i biodrach - zaczął objaśniać, samemu już przechodząc do truchtu.
Chwilę później już prowadził ją przez serię krążeń ramionami i głębokich skłonów na macie - lubił tę część pracy. Lubił też patrzeć, jak ludzie powolutku wchodzili w świat sportu, niezależnie od profesji, doświadczenia i tak dalej. - Skąd w ogóle pomysł na boks? - spytał, robiąc przy tym wykrok i rozciągając udo. Mówiłam już, że Alex uwielbiał poznawać nowe osoby? A jeszcze bardziej uwielbiał słuchać o powodach chęci rozpoczęcia nauki. Jedni przychodzili, bo chcieli nauczyć się bronić, inni szukali szybkiego spalacza kalorii ciekawszego od zwykłych treningów, a jeszcze inni chcieli wyładować frustrację po ciężkim rozstaniu. Każdy miał jakąś historię...
Hazel