ODPOWIEDZ
27 y/o
Indulge in local cuisine
173 cm
Barmanka, The Painted Lady
Awatar użytkownika
Come bite the apple and I'll coil 'round your heart.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

i've been so careful with you, babe
but I'm out late

and being a saint is exhausting
Z każdym dniem czuła coraz większą frustrację rosnącą w sercu. Aiden mieszał jej w głowie. Dosłownie zachowywał się jak jej chłopak. Momentami miała ochotę mu wykrzyczeć albo po prostu powiedzieć prosto w twarz, żeby przestał już to robić. Żeby może zaczęli spotykać się raz albo dwa razy w tygodniu na zwykły seks, skoro przecież tym właśnie mieli być... niczym więcej a sex buddies, no nie? Bo to? To, co działo się między nimi, zaczynało ją przerażać. Ona nie spędziła prawie ani jednej nocy sama od miesiąca. Spędzała z nim każdą wolną chwilę. A co najgorsze, powiedziała mu, że go kocha. Bez jego wiedzy, oczywiście, ale jednak. Była na straconej pozycji od dłuższego czasu i doskonale zdawała sobie z tego sprawę.

W dodatku jej przyjaciółki mówiły, żeby w końcu z nim pogadała, ale ona się bała. Nie chciała go stracić. Przecież gdyby dowiedział się, co tak naprawdę do niego czuła, od razu by to zakończył. W przeciwieństwie do niej, on był bardzo pewny, jeżeli chodziło o ten układ. Nieraz przypominał jej, że jakiekolwiek głębsze uczucia nie wchodziły w grę. Tylko dlaczego coraz częściej mówił, że za nią tęsknił? Dlaczego coraz częściej powtarzał, że ochroni ją przed wszystkim? To nie było normalne. A z resztą... nawet jej klientka w barze powiedziała, że to nie będzie miało żadnej przyszłości, bo kobiety zawsze są bardziej emocjonalne!

No zajebiście.
Całe szczęście, że ponarzekała trochę na swoje życie kumpeli z pracy, a ta namówiła ją, żeby wyrwały się do klubu. Nie miała dzisiaj w planach widzieć się z Aidenem, więc why not? Pojechały najpierw do niej, do mieszkania, w którym powoli pojawiało się coraz więcej rzeczy Aidena. Miał już nawet swoją część w łazience, bo… tak było wygodniej? - Vita, widzę, że coraz lepiej wam się układa - parsknęła Lizzie, zerkając w stronę półki z jego rzeczami. Vita tylko przewróciła oczami. - Nie gadajmy o tym - westchnęła. Lizzie wzruszyła ramionami i upiła łyk drinka, którego Holloway przygotowała im wcześniej. Kiedy w końcu się ogarnęły, ruszyły do klubu, gdzie spędziły większość wieczoru na wykorzystywaniu jakichś żałosnych typków do kupowania im drinków w zamian za rozmowę. No i na tańczeniu, oczywiście.

W pewnym momencie Vita poczuła jednak, że chyba trochę przeholowała z alkoholem. Wyciągnęła telefon i chwiejnym krokiem ruszyła w stronę łazienki, nie mając pojęcia, gdzie podziała się Lizzie. Welp. Wystukała wiadomość do Aidena, pytając, czy mógłby po nią przyjechać. Zaraz po wysłaniu udostępniła mu swoją lokalizację, zaznaczając czas nieokreślony. Przecież mógł ją mieć. Co szkodzi, no nie? Wychodząc z łazienki, podeszła do baru po szklankę wody, a potem znowu śmignęła na parkiet, chwiejąc się z jednej nogi na drugą i zastanawiając się, kiedy właściwie powinna zakończyć z nim te relację.

Może jakieś pół godziny później mogłaby przysiąc, że zauważyła go w tłumie. Uśmiechnęła się szeroko i od razu podbiegła w jego stronę, rzucając mu się na szyję. - Jeeeeesteś - przeciągnęła rozbawiona, po czym zaczęła całować go po całej buźce. Chwyciła jego twarz w dłonie i spojrzała na niego, unosząc głowę. - Chyba trochę za dużo wypiłam - parsknęła śmiechem. - Zabierzesz mnie do domu? - W tym samym momencie ktoś odbił się od niej na parkiecie, sprawiając, że przysunęła się do Aidena jeszcze bardziej. Tak kurewsko dobrze pachniał. Ah. Muzyka rozbrzmiewała wokół nich, ludzie tańczyli, ale Vita nie widziała niczego innego. Tylko głębię jego abstrakcyjnych tęczówek, w których chyba zakochała się już od ich pierwszej nierandki.

𝚒 𝚗𝚎𝚎𝚍 𝚢𝚘𝚞 𝚝𝚘 𝚕𝚘𝚟𝚎 𝚖𝚎
26 y/o
For good luck!
187 cm
młodszy adwokat w Philips and Gardner LLP
Awatar użytkownika
You scratch and I bite
We kiss then we fight
I like it like that that that that
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3-osobowy
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

You look better every day, I swear
Really, it's a little unfair
Baby, I'm star-struck by you
Didn't know we'd get so far


Czasami trzeba było spełnić swój przyjacielski obowiązek i spotkać się z kimś innym niż ze swoją przyjaciółką… z korzyściami, oczywiście. Tym właśnie byli z Vitą, dokładnie, a jednak widywali się zdecydowanie częściej. Dzisiaj Aiden uzmysłowił sobie, że nie pamięta, kiedy ostatnio spędził jeden, pełen dzień sam u siebie w mieszkaniu. Przychodził tutaj, wrzucał jakieś papiery, zabierał czyste rzeczy i jechał do Holloway, aby razem z nią odpocząć po pracy. Czasami jechali do niego i wtedy nieco ogarniał przestrzeń, która nawet nie miała okazji się pobrudzić, oprócz kurzu, który i tak się zbierał. Dzisiaj nadrobił domowe porządki i przysiągł sobie ponad wszystko, że nie napisze do niej. Że wytrzyma jeden dzień bez niej — bez wiadomości, bez jej głosu, bez jej śmiechu, bez niczego. Musiał mu wystarczyć ten jeden, krótki buziak, który dał jej rano przed pójściem do pracy i potem cisza jak makiem zasiał. Może potrzebowała od niego odpocząć? Dobijało go to, ale zaczynał dostrzegać pewien problem w ich relacji… może z tej racji również umówił się na spotkanie z przyjacielem, który miał go otrząsnąć z dziwnego amoku, a zamiast tego Caspian mówił mu o Elenie, jaki to był zakochany i jak mu się dobrze żyje w związku.

To chyba jakieś żarty.
Powinien wziąć ze sobą Caleba, który z pewnością wyśmiałby jednego i drugiego, że w ogóle płaszczyli się przed dziewczynami. Kogoś, kto mu pokaże, że całkiem się w niej zatracał i przez kogo popełniłby błąd, aby tylko udowodnić, że było inaczej; chociaż czy był w stanie spojrzeć na inną kobietę, skoro kątem oka spoglądał na swój telefon i zastanawiał się, co robiła Vita? Wypił dwa piwa, zmieniając temat z tej durnej miłości, aż w końcu dostał powiadomienie. Podświetlało jego ekran, wyskoczyło na tapecie, więc znaczyło to tyle, że musiał być to ktoś ważny — i był. Zignorował fakt, że Caspian cisnął z niego bekę i od razu zobaczył wiadomość od dziewczyny i udostępnioną lokalizację. Była niedaleko, ale i tak musiał do niej podjechać, żeby być szybciej niż później. Walczył ze sobą, czy powinien jej tak ulegać. Czy powinien być na jej każde zawołanie, a jednocześnie uwierał go fakt, że mogła wypić i szwędać się gdzieś po nocy, jeśli po nią nie przyjedzie.

No i co, był chyba pantoflem? Zebrał się z baru i pojechał pod wyznaczone miejsce, będąc w nieco… melancholijnym nastroju, a to wszystko dlatego, że Marshall nagadał mu tyle o swoich własnych uczuciach. Dlaczego próbował doszukiwać się tego, ile emocji, które opisywał mu przyjaciel, potrafił odnaleźć w zwykłych spotkaniach z Vitą? Czy jego serce mocniej biło, gdy się do niego uśmiechała? Czy czerpał przyjemność po prostu z faktu, że była obok? Czy chciał po prostu o nią dbać… kurwa, przyjechał do niej, gdy miała okres, kiedy kompletnie go o to nie prosiła, bo czuła się źle, a on chciał być dla niej wsparciem. Usprawiedliwiał się jednak faktem, że przecież miała wtedy urodziny i już wcześniej zaplanował u niej wizytę. I co, kwiaty miały się zmarnować? Znaczyło to tyle. Tylko i wyłącznie tyle, bez żadnych głębszych spraw i uczuć, które podpowiadało mu sumienie.

Wszedł do klubu, rozglądając się za sylwetką dziewczyny i gdzieś w tle rozpoznał dobrze znajomą postać. I nim zdążył do niej podejść, Vita zdążyła go dostrzec, przebiegając przez tłum ludzi i uwieszając mu się na szyi. Objął ją w tali i nie mógł się nie uśmiechnąć, gdy zaczęła obcałowywać jego buzię. — Przybyłem na ratunek — zaśmiał się, zaraz kręcąc głową z niedowierzaniem na jej następne słowa. — Każdemu się zdarza, co nie? — rzucił luźno. I jemu zdarzało się czasami wypić za dużo. Za chwilę Holloway została bardziej wepchnięta w jego ramionach, a on podtrzymał ją nieco, aby przypadkiem nie zbierać jej zaraz z podłogi. W końcu nie wiedział, jak bardzo trzymała się, gdy wypiła za dużo, cokolwiek to znaczyło. Ujął lekko jej dłoń i unosząc ją nieco nad głowę dziewczyny, obrócił ją raz dookoła jej własnej osi, po czym przytrzymując ją ręką na plecach, przechylił lekko jak na finałowej pozie tanecznej. Nachylił się nad jej twarzą, patrząc w jej piękne, niebieskie oczy, które teraz również wpatrywały się prosto w niego. — Jeśli zgodzisz się porwać, to chętnie zabiorę cię do domu — mruknął, przybliżając się nieco do niej i wolno muskając ustami jej wargi. — Zamówimy ubera, jak stąd wyjdziemy — oznajmił jej cicho, szturchając swoim nosem ten jej i prostując ich z tej nieco pochylonej pozycji. — Masz jakąś kurtkę do wzięcia? — zapytał, otaksowując dziewczynę spojrzeniem i swoją drogą musiał przyznać, że wyglądała absolutnie gorąco, przez co poczuł nutę zazdrości… Zazdrości, którą szybko oddalił na dalszy plan, bo nie miał do tego prawa. A może miał, skoro mimo wszystko, mimo skomplikowania ich całej relacji i niewypowiedzianego na głos statusu, złożyli sobie deklarację, że byli tylko i wyłącznie swoi nawzajem?

Yeah, I need you here
27 y/o
Indulge in local cuisine
173 cm
Barmanka, The Painted Lady
Awatar użytkownika
Come bite the apple and I'll coil 'round your heart.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

i want you by my side
so that i never feel alone again...


Nawet gdyby próbowała o nim zapomnieć, nie potrafiłaby tego zrobić. Aiden zadomowił się w jej głowie i sercu właściwie już od pierwszej randki. Pokazał jej, jak kobieta mogła być traktowana i jak łatwo było zaprzyjaźnić się z kimś, na kim naprawdę zaczynało ci zależeć. Vita zawsze uważała się za raczej nudną osobę, która nie wnosiła do życia innych niczego szczególnego, ale on co chwilę udowadniał jej, że może jednak wcale tak nie było. Naprawdę miała wrażenie, że lubił jej towarzystwo. Że chciał spędzać z nią czas nie tylko wtedy, kiedy mieli wylądować razem w łóżku. Seks nadal był częścią ich układu, oczywiście, ale z czasem było go coraz mniej w porównaniu do całej reszty. Nie dało się już kategoryzować tej relacji jako czegoś, w czym zależało im wyłącznie na jednym. Cholera, nawet teraz, kiedy o tym myślała, była zajebiście zmieszana. Bo robili wszystko to, co robili fuck buddies, tylko kompletnie na opak, eh? Zamiast trzymać się ustalonych zasad, coraz bardziej przypominali parę, która uparcie udawała, że parą nie była. Nie miała jednak czasu na dalsze rozmyślania, bo jej mężczyzna właśnie tutaj przyszedl.

Czuła ciepło rozlewające się po całym ciele. Nie tylko przez ilość alkoholu, którą zdążyła w siebie wlać, ale również przez to, że Aiden naprawdę po nią przyjechał. Chyba właśnie to było w tym wszystkim najlepsze. Faktycznie mogła na niego liczyć i na nim polegać, niezależnie od pory dnia czy nocy. Naprawdę był jej osobistym strażnikiem czy jak on tam czasami lubił określać się w żartach. Uśmiechnęła się szeroko. - O'Cahallan Security Services never dissapoint - parsknęła śmiechem, a po chwili energicznie pokiwała głową, gdy stwierdził, że każdemu czasami się zdarza. - Tota­aaalnie - wydusiła z siebie. Kurde, gdyby tylko wiedział, że między innymi to właśnie on był powodem, dla którego doprowadziła się do takiego stanu. Chciała się wybawić. Może nawet potańczyć z jakimiś innymi kolesiami i chociaż na kilka godzin wyrzucić Aidena ze swojej głowy. Tyle że kompletnie jej to nie wychodziło. Za każdym razem, gdy któryś z nich zbliżył się o krok za blisko, Vita natychmiast robiła out i uciekała na drugi koniec parkietu. Nie chciała, żeby dotykał jej ktokolwiek inny, jeżeli nie był nim.

Wpadła po uszy. Musiała z nim porozmawiać. Musiała w końcu powiedzieć mu prawdę, zamiast ciągle udawać, że wszystko było dokładnie tak, jak ustalili. A jednak w tej chwili nie potrafiła myśleć o żadnej poważnej rozmowie. Nie wtedy, gdy obrócił ją wokół własnej osi, przez co nogi niemal natychmiast zrobiły jej się miękkie. Chwilę później pochylił się nad nią, a na jej policzkach pojawiły się czerwone wypieki. Musnęła dłonią jego policzek, wpatrując się prosto w jego oczy. - Mhm - przytaknęła z uśmiechem, po czym szybko odwzajemniła jego buziaka. Odgarnęła włosy, gdy pomógł jej się wyprostować, i uniosła brew, zauważając, jak przejechał wzrokiem po jej ciele. - Jest gorąco, kochaniee - stwierdziła, splatając ich palce, po czym ruszyła z nim w kierunku wyjścia. - Vituuunia! - krzyknął wysoki brunet, który akurat zmierzał w ich stronę. - Widziałaś Lizzie? Nigdzie nie mogę jej znaleźć.
- Mi też zniknęła z oczu. Pewnie siedzi przy barze - rzuciła, wyciągając telefon i usiłując odczytać wiadomości mimo lekko rozmazującego się obrazu. - Oh, nope. Jest już w domu - dodała po chwili. Nawet nie zauważyła, że zamiast wyjść z smsów, przypadkiem kliknęła w inne okienko konwersacji. - A ty nie chcesz zostać i dalej się bawić? - zapytał brunet, kompletnie ignorując obecność Aidena XD. Vita uniosła ich splecione dłonie, pokazując mu je niemal przed samą twarzą. - Nope. Mój bestie właśnie mnie odebrał - Spojrzała na Aidena z szerokim uśmiechem, po czym pociągnęła go za sobą na zewnątrz. Przyjemne, ciepłe powietrze musnęło jej rozgrzaną buzię. Gdy tylko znaleźli się przed klubem, przyciągnęła go do siebie i pocałowała mocno, zupełnie nie przejmując się ludźmi stojącymi dookoła. - Zamów ode mnie, mam zniżki w apce - powiedziała, odblokowując telefon twarzą i podając mu fonik. Już niedługo mieli znaleźć się u niej w domku. W tej chwili nie marzyła o niczym innym niż o wspólnym, zimnym prysznicu z Aidenem i odpowiednim podziękowaniu mu za to, że naprawdę po nią przyjechał.

𝚒 𝚠𝚊𝚗𝚝 𝚢𝚘𝚞 𝚋𝚢 𝚖𝚢 𝚜𝚒𝚍𝚎
26 y/o
For good luck!
187 cm
młodszy adwokat w Philips and Gardner LLP
Awatar użytkownika
You scratch and I bite
We kiss then we fight
I like it like that that that that
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3-osobowy
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

I don't know what it is but I got that feeling
Waking up in this bed next to you swear the room
If we lay, let the day just pass us by
I might get to too much talking
I might have to tell you something...


Może nie każdy by powiedział to o nim na pierwszy rzut oka, ale Aiden naprawdę starał się o osoby, na których mu zależało. I tak — zależało mu na Vicie jak na naprawdę dobrej przyjaciółce, chociaż pokazywał to w dosyć… opatrzny sposób. Robił jej nadzieję, zachowywał się jak chłopak z prawdziwego zdarzenia, ale po prostu chciał, by czuła się doceniona i wiedział też, czego dziewczyny potrzebowały. I to nie tylko w sferze intymnej, ale również w uczuciach, małych gestach i winę za to wszystko zrzucał na własną siostrę, bo kto jak nie ona miał go wyszkolić w tym wszystkim? Nie przesadzone było powiedzenie, że był na jej każde zawołanie. Odbierał ją w środku nocy z imprez lub każdego innego miejsca, gdzie zawędrowała, ściągał z blatów, na których tańczyła, nocą jeździł z nią na ich ulubionego kebaba, wspierał ją w gorszych momentach, czy nawet przyjeżdżał do jej mieszkania w środku nocy z podręcznym zestawem ślusarskim, bo nie mogła się do niego dostać. Eleanor była dla niego najbliższą osobą na całym świecie, zrobiłby dla niej wszystko, ale… na horyzoncie pojawiała się konkurencja, która przemykała się niezauważalnie, bo nawet sam Aiden tego nie dostrzegał. Vita była dla niego ważną częścią codzienności i nie wyobrażał sobie, aby nagle miało jej zabraknąć.

Dlatego dzisiejszy dzień był tak wielkim testem oraz jednocześnie zaprezentowaniem, że… że nie do końca wiedział, co powinien o tym myśleć. Tym bardziej, skoro młodsza O’Cahallan wysyłała mu godzinę temu dziwne smsy, o przyjaźni, o czymś więcej, że jeśli nie czuje tego samego, to powinien zrezygnować. O co w tym wszystkim jej chodziło?! Był przekonany, że jego siostra musiała coś nadinterpretować, bo ufał Holloway. Cholera, naprawdę szybko jej zaufał i wierzył, że gdyby sytuacja między nimi zmieniałby się, to by mu powiedziała. Prawda? Sam Caspian uspokajał go w tej kwestii, bo przecież umówili się na jasny układ, z jasnymi zasadami, które… łamali na każdym kroku…

— Zawsze na posterunku. Dwadzieścia cztery godziny na dobę, siedem dni w tygodniu — odparł z rozbawieniem, salutując. Nawet nie pomyślałby, że upiła się przez niego — przez jakiekolwiek uczucia, którymi mogła go obdarować, aby poddać się chwili zapomnienia i spróbować powrócić do czasów, kiedy jeszcze nie było go w jej życiu. W końcu teraz… był tu dla niej, tak? I to nie dlatego, że był natrętem, ale po prostu chciała go tu. Chciała, żeby po nią przyjechał, bo… najwidoczniej czuła się przy nim komfortowo, prawda? A on miał wewnętrzną potrzebę zadbać o jej bezpieczeństwo, Toronto nie było super bezpiecznym miastem. Nie bez przyczyny niejednokrotnie przyjeżdżał po nią po pracy lub podchodził, aby wrócić z nią nawet i zwykłym spacerem.

Czemu bardziej niż zwykle zareagował na to kochanie? Na jej słowa pokiwał z rozbawieniem głową, zamykając jej rękę w swoim uścisku i już miał zignorować przyspieszone bicie serca, żeby odpowiedzieć jak zwykle, że to ona była gorąca, gdy nagle usłyszał, jak ktoś ją wołał. Jakiś obcy chłopak, pierwszy lepszy wypierdek, jego Vitę śmiał wołać Vituuunia. Jego twarz definitywnie miała napisy, gdy uniósł lekko brew i zmierzył typa spojrzeniem, ale zdecydowanie niezbyt przyjemnym. Powrócił spojrzeniem na dziewczynę, która swobodnie mu odpowiedziała i tak przez chwilę przeskakiwał między nimi wzrokiem, aż w końcu Holloway zaprzeczyła jego słowom, nazywając Aidena bestie i pokazując ich splecione ręce. Czy… przyjaciele trzymali się za ręce? Nie no, chyba tak! Tak się zdarzało! Zwłaszcza, że mieli przechodzić przez tłum ludzi… no przecież nie mogła się zgubić, racja? Odwzajemnił jej uśmiech, po czym wyszli na zewnątrz, przedzierając się przez chmarę ludzi i stanęli gdzieś na boku, gdzie wreszcie… mogli się przywitać jak należy. Nie opierał się, gdy go do siebie przyciągnęła, zaraz ujmując jej twarz w swoje dłonie, pogłębiając ten pocałunek, który przypominał coś pełnego tęsknoty. Jakby nie widzieli się cały tydzień… a może po prostu trzy dni, tak jak wtedy, kiedy wyjechał na tę cholerną konferencję adwokacką i powrót do niej był najlepszym uczuciem ulgi, którego doświadczył w ostatnim czasie. — Co to za typ, co nazywał cię Vitunia? — zapytał ciekawy, odsuwając się niewiele od jej ust i powstrzymując się przed okazaniem… zazdrości. Nie był zazdrosny.

Przyciągnął ją lekko do siebie, obejmując ją w talii i kciukiem przejeżdżając po odsłoniętym biodrze. Wziął od niej telefon, który po odblokowaniu był otwarty na jakiejś rozmowie z jakimś typem. Kolejny dzisiejszego wieczoru? Ah. Wyszedłby z tej rozmowy, naprawdę, nie chciał jej grzebać po telefonie, gdyby nie rzuciły mu się w oczy słowa. Prawnik wyśle kopię? Podpiszę? Wspominała o lękach? Przejechał konwersację nieco do góry, unosząc lekko brwi i czytając kolejne wiadomości. Od początku chciałam rozwodu? — Co jest, kurwa — rzucił pod nosem, widząc wiadomości dalej o rozkładaniu nóg i wkurwił się. Literalnie się wkurwił na to, że ktoś tak do niej mówił, że ktoś mówił tak o ICH relacji, a najprawdopodobniej mówił o tym jej… mąż? Doczytał wiadomość nie wiedziałem, że ta "przerwa" znaczy pieprzenie innych ludzi i już nie wytrzymał. — Kim jest Alexis? — wyrzucił z siebie, wskazując jej telefon z rozmową. — Albo inaczej, zapytam póki mnie całkiem nie popierdoli — odpowiedział, zabierając rękę z jej biodra i intensywnie wpatrując się w jej niebieskie oczy. — Jesteś mężatką i nawet mi o tym nie wspomniałaś? — uniósł lekko brew, wpatrując się w nią. Czy mu to przeszkadzało? Przeszkadzało na pewno to, że o tym nie wiedział, bo jeśli byli w trakcie rozwodu… póki co patrzył na nią, zaraz przenosząc spojrzenie na ekran telefonu, będąc gotowym zrobić uniki, gdyby chciała mu go wyrwać. Nie podda się tak łatwo.

vitunia
27 y/o
Indulge in local cuisine
173 cm
Barmanka, The Painted Lady
Awatar użytkownika
Come bite the apple and I'll coil 'round your heart.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor


if i hear my name
i will run your way


Był jej prywatnym ochroniarzem. Jej ulubionym chłopakiem, którego nawet nie mogła tak nazywać, choć w sercu od wielu tygodni należał już tylko i wyłącznie do niej. - Ah, ten? - uśmiechnęła się zadziornie, nachylając się do jego ucha. - Opowiadał mi pół wieczoru, co by ze mną zrobił, gdyby tylko miał na to możliwość.- Wysunęła dłoń ku górze, wplatając palce w jego włosy, po czym pociągnęła za nie delikatnie. - Ale byłam grzeczną dziewczynką i mówiłam nie, bo jestem tylko twoja, no nie? - Musnęła go w szyję, zanim się odsunęła i posłała mu szeroki uśmiech, wyciągając telefon, żeby mu go podać. Kurde, bycie lojalną wobec niego nie przychodziło jej z żadną trudnością. Nie musiała się nawet nad tym zastanawiać. Myślała tylko o nim. Każdego dnia. W każdej wolnej chwili pragnęła być blisko niego. Sam fakt, że po nią przyjechał, byleby upewnić się, że będzie bezpieczna w domu, robił z nią coś absolutnie żałosnego. Ahhh, dosłownie nie mogła doczekać się, aż położy się z nim w łóżku i zaśnie. Seks był ważnym aspektem ich ‘związku’, jasne, ale jednak to jego towarzystwo górowało nad wszystkim, co się w niej tliło. Doprowadzał ją do takich uczuć, których nie potrafiła sobie przyswoić. Przecież nie zasługiwała na takie uczucie, prawda? Nie zasługiwała na to, żeby czuć się adorowana, zaopiekowana… k o c h a n a. Nawet jeżeli osoba, która dawała jej takie poczucie, sama wcale tego nie czuła. Nie chciała, żeby to się kończyło. Chciała z nim tak trwać jak najdłużej mogła. Tak długo, aż w końcu zrozumie, że nie potrafi już oddychać tym samym powietrzem co Aiden, bo samo bycie obok niego stało się zbyt bolesne.

you got power over me...

Podając mu telefon, uśmiechała się do niego, wpatrując się w jego twarz, gdy muskał kciukiem jej skórę i zamawiał im Ubera. No bo sama nie byłaby w stanie wybrać destynacji i pewnie wylądowaliby gdzieś w cholerę daleko, gdyby to ona się tym zajęła. Przyglądała mu się z uśmiechem na twarzy, spokojna przez tę jedną krótką chwilę, bo przecież był obok. Zaraz mieli wrócić do niej, do domu, do ich małego, wygodnego rytuału, którego nie potrafiła już traktować jako coś przypadkowego. Tylko po chwili zobaczyła, że jego mimika się zmieniła. Jakby zobaczył coś, czego nie powinien. Zmarszczyła brwi, przyglądając mu się dokładniej.

''Co jest, kurwa?''

- Hm? Co? - zapytała zdziwiona. Nie musiała dłużej czekać, bo po chwili zapytał ją, kim był Alexis, a ona po prostu poczuła, jakby zobaczyła ducha. Nagle zrobiło jej się chłodno. I to nie przez nocne powietrze. Nie przez alkohol, który zaczynał mieszać się z paniką. Tylko przez to, że Aiden odsunął dłoń, którą jeszcze przed chwilą ją trzymał. Ten jeden drobny ruch doprowadził ją do takiego stanu, że poczuła się zupełnie sama. Odrzucona. Jakby w jednej sekundzie przestała być tą jego, a stała się kimś obcym. - Co? - ponownie wydobyła z siebie zszokowana. Przecież znała odpowiedź. Dobrze wiedziała, kim był Alexis. Dobrze wiedziała, że była mężatką. Dobrze wiedziała, że ta prawda kiedyś ją dogoni, tylko cholera, nie tak. Nie teraz. Nie tutaj. Nie w momencie, w którym była pijana, rozchwiana i zbyt zakochana, żeby umieć dobrze zareagować. Te słowa wychodzące z jego ust, sam fakt, że nie powiedziała mu tego jako pierwsza, że dowiedział się z jej wiadomości, zwaliły ją z nóg. - Nie, nie… - pokiwała głową przecząco. - Dlaczego czytasz moje wiadomości, Aiden? - Spojrzała na niego, a po chwili na telefon, starając się mu go wyrwać, ale na nic. Przecież i tak już wiedział całą prawdę. - Nie tak miałeś się dowiedzieć - wyrzuciła z siebie drżącym głosem. - O Boże… - Odsunęła się od niego o kilka kroków, próbując zaczerpnąć powietrza. Czuła się, jakby była zamknięta w jakimś małym pomieszczeniu, z którego z każdą sekundą ulatywało coraz więcej tlenu. Przejechała dłonią po włosach, odgarniając je z twarzy i próbując wymyślić, co zrobić.

Musiałaby być z nim szczera. Tylko że on nie będzie chciał już z nią być. A ona nie da sobie rady bez niego. Powinna się nie przywiązywać. Powinna trzymać dystans. Powinna zakończyć to dużo wcześniej, zanim jego rzeczy zaczęły pojawiać się w jej łazience, zanim jego zapach zaczął zostawać na jej pościeli, wttedy wszystko wyszłoby jej na lepsze. IDIOTKA. Fuck. Odwróciła się do niego, czując, jak oczy zaczynają ją piec - Jestem - powiedziała w końcu, prawie dławiąc się tym jednym słowem. - Ale próbuję się z nim rozwieść. Jesteśmy w separacji na dobrą sprawę odkąd cię poznałam. - Przybliżyła się do niego, bo nie potrafiła stać tak daleko. Nie teraz. - tamta sprawa, co nie chciałam ci kiedyś mówić… to byłam u prawnika - mówiła przez zaszklone oczy, walcząc ze łzami cisnącymi się do je oczu, które powoli splywały po jej policzkach. - Jedynym wyjściem jest czekanie rok, zanim będę mogła podejść do rozwodu, albo pojechać do Vegas i unieważnić ślub, ale to już pewnie wiesz, eh... - Głos jej się łamał, a ona coraz bardziej nienawidziła tego, że nie umiała brzmieć spokojnie.- Ja… ja nie wiem, co ci powiedzieć. Przepraszam? - pociągnęła nosem, próbując nie rozpłakać się jeszcze bardziej. - Nie chciałam stracić tej relacji z tobą. Bałam się, że zerwiesz ze mną kontakt jak ci o tym powiem. - Zrobiła jeszcze dwa kroki w przód i po prostu wsunęła dłonie wokół jego pasa, wtulając się w niego mocno, nawet nie dając mu możliwości odsunąć się na czas. Wiedziała, że nie miała do tego prawa. Okłamała go i to nie było w porządku. Nie mogła teraz tak po prostu podejść, objąć go i udawać, że jej bliskość cokolwiek naprawi. Ale chciała. Chociaż przez jedną pieprzoną chwilę. Na wypadek, gdyby zaraz musiała pożegnać się z nim już na zawsze. Bo jeżeli miał ją zostawić, pragnela chociaż przez jeden krótki moment zapamiętać, jak to było jeszcze mieć go przy sobie.

𝚓𝚞𝚜𝚝 𝚍𝚘𝚗'𝚝 𝚕𝚎𝚊𝚟𝚎 𝚖𝚎, 𝚙𝚕𝚎𝚊𝚜𝚎
26 y/o
For good luck!
187 cm
młodszy adwokat w Philips and Gardner LLP
Awatar użytkownika
You scratch and I bite
We kiss then we fight
I like it like that that that that
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3-osobowy
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

Przez chwilę miał wrażenie, jakby się przesłyszał. Odsunął od niej swoją twarz o jeszcze kilka centymetrów, patrząc na nią spod byka. Ciężko było określić, co właśnie poczuł, ale definitywnie coś w nim zapłonęło. Zazdrość i wkurwienie, że ktokolwiek inny mógł tak o niej pomyśleć; że ktokolwiek inny mówił jej o tym, co mógłby z nią zrobić. Przesunął dłonie na jej biodra, przyciągając ją do siebie wręcz w zaborczym geście, po czym zsunął ręce na jej pośladki, zaciskając na nich swoje palce. — Chyba muszę wrócić wyrwać mu ten niewyparzony jęzor — mruknął niepocieszony, bo realnie miał ochotę pójść tam i zaprezentować mu, co o nim myślał. Może jak dostanie raz nauczkę, to będzie wiedział, że… że co? Zajętych się nie tyka? Tyle że Vita nie była zajęta. To że rościli sobie wzajemne prawa nie oznaczało, że mógł ją nazywać w stu procentach jego. A jednak… — Bardzo grzeczna dziewczynka — wyszeptał jej do ucha, lekko całując jego płatek. — Prawda. Tylko moja — potwierdził cicho, czując, jak zakuło go coś w sercu. Wyrzuty sumienia? Czy to nadal odzywała się ta zazdrość? A może coś znacznie głębszego, o czym zapomniał, że w ogóle był w stanie żywić do kogoś takie uczucia? Nic się nie zmieniło — nie chciał brać za kogoś emocjonalnej odpowiedzialności. Nie chciał związku, chociaż poniekąd trwał w nim przynajmniej od jakiś dwóch lub trzech tygodni. To wszystko było miłe, uwielbiał to uczucie, że był chciany. Nie tyle co pożądany, co to przeświadczenie, że na świecie była ta jedna osoba, która na niego czekała, aż będzie wracać z pracy; co liczyła, że zajedzie do jej mieszkania albo odbierze ją po pracy, żeby razem mogli spędzić popołudnie. W zupełnie inny sposób niż zakładali, bo przecież nie uprawiali seksu non stop, a spędzali wolny czas w każdy inny możliwy sposób. To wszystko nie miało tak wyglądać… ale póki ona się w nim nie zakochała, to on miał zamiar udawać, że to wszystko było normalne… Chociaż, czy nie było już za późno? W końcu wiadomość Eleanor brzmiała dość jednoznacznie.

Zaraz wszystko się rozpadło. Te słodkie myśli związkowe zamieniły się w drobny pył, który został rozdmuchany przez nocne powietrze. Vita miała męża. Jebanego męża, a on dowiedział się o tym kompletnie przypadkowo. Trzeba było wykorzystać fakt bycia prawnikiem i dopytać się recepcjonistki w urzędzie stanu cywilnego o nią. Może będzie mieć nauczkę na… przyszłość?

Nawet nie pomyślał, że tymi pytaniami rozwalił ją na milion małych kawałków. Wpatrywał się w nią wyczekująco, bo chciałby usłyszeć, że się mylił, że nie miała męża, choć za kolejne kłamstwo wkurwiłby się jeszcze bardziej. — Podałaś mi telefon z włączonymi wiadomościami z nim — wytłumaczył się częściowo. — A czemu czytam? Nie wiem, ciężko było zignorować wiadomości o papierach i rozwodzie. — Może było to wścibskie, że przeczytał niektóre dymki z czatu w górę, dochodząc do jakiś wcześniejszych wiadomości, gdzie kilka miesięcy temu pisała, że są już dwa miesiące po ślubie. Czyli na jego oko byli małżeństwem przez… pięć miesięcy? Pół roku? Ja pierdole, tu nie było mowy o rozwodzie. Może i nie zajmował się prawem rodzinnym, ale miał wiedzę ogólną; i może właśnie ta świadomość dobijała go jeszcze bardziej. — Nie tak miałem się dowiedzieć? Czyli rozumiem, że miałaś na to jakiś plan? — zapytał, patrząc na nią chłodnym spojrzeniem. Nie kontrolował tego, ale czuł gdzieś… zawód. Tym bardziej, że jeszcze niedawno rozmawiali o jebanym małżeństwie. — Chciałaś mnie przytrzymać jeszcze kolejny miesiąc czy w ogóle miałaś nadzieję, że to wszystko rozpadnie się zanim prawda wyjdzie na jaw? — dodał gorzko. Zarzekała się, że się w nim nie zakocha; może dlatego, że wiedziała, że to wszystko skończy się bardzo szybko? Może był jedynie odskocznią od jej separacji, składowym czynnikiem całego zabiegu, aby poczuła, jak bardzo zależy jej na mężu? Czuł złość, zawód i… nie mógł tego nazwać złamanym sercem, chociaż bolało podobnie.

Zbudowali coś między sobą mocnego, co było nieodłączną częścią ich cholernej codzienności i ciężko było mu się pogodzić z tym, że może tak właśnie kończy się ich historia; bo skoro sam odkrył tę prawdę, to może nie będzie chciała tego wszystkie przedłużać? Nawet nie zauważył, że przez chwilę wstrzymał oddech — widząc jej przeszklone oczy i rozbicie, które przejawia się w oceanie, który tak bardzo uwielbiał. Jej oczy były jego zdecydowaną słabością. Gdy wyrzuciła z siebie to jedno, krótkie słowo, Aiden wypuściła zgromadzone powietrze z ust. Słuchał każdego słowa, chociaż miał wrażenie, jakby świat wokół nie był zbytnio stabilny. Widział łzy na jej policzkach i automatycznie poczuł się jak najgorsza osoba na świecie, która przez swoją… wścibskość doprowadziła właśnie do tego. Tylko dlaczego to on miał być okłamywany? W tej sytuacji nie było dobrego wyjścia, obydwoje oberwali rykoszetem.

Nie zdążył zareagować, zanim podeszła do niego i szczelnie oplotła go w pasie. Nie wiedział co zrobić, więc stał, nie ruszając się nawet o milimetr. To wszystko sprawiło, że miał totalny chaos w głowie. Nie chciała stracić z nim tej relacji, nie chciała urywać kontaktu, planowała rozwód. W jednym momencie poczuł się, jakby znalazł się w jakiejś telenoweli i tylko brakowało, aby zaczął szukać, gdzie stała jakaś ukryta kamera. Vita stała i moczyła swoimi łzami jego koszulkę, wtulając się mocno w jego tors, a on dopiero gdzieś po pół minucie otrząsnął się z tego wszystkiego, blokując jej telefon i wsuwając go do kieszeni swoich jeansów. Co miał zrobić? Nie objął jej. Zamiast tego chwycił jej twarz w swoje dłonie, żeby spojrzeć jej w oczy — te zapłakane oczy, które w tym momencie były tak cholernie smutne i zbolałe całą tą sytuacją… Co miał jej powiedzieć? — Jestem wściekły, wiesz? — zapytał, siląc się na najspokojniejszy głos, jaki mógł. Mógłby użyć swojego prawniczego tonu, którego używał, by opanować emocje, ale nie był w stanie jej tak potraktować. Przejechał kciukami po jej skórze, ścierając kilka pojedynczych łez, które jeszcze wypłynęły z jej oczu. — Chciałbym wiedzieć o tym wcześniej, zwłaszcza od ciebie, bo bym na pewno nie poczuł się wtedy, jakbyś dała mi z liścia — westchnął ciężko, ubierając to w najbardziej pasujące słowa. Poniekąd było to właśnie takie uczucie — jego policzek piekł od ilości informacji, które przyswoił i to jeszcze nie będąc do końca trzeźwym. — Dobrze wiem, że musisz czekać rok, bo kanadyjskie prawo jest spierdolone pod tym względem — odniósł się do jej słów, na które wcześniej nic nie odpowiedział, bo po prostu jej słuchał, chcąc całkiem usłyszeć, co miała mu do powiedzenia. — Vita, kurwa, od miesiąca sypiasz z prawnikiem, a chodzisz do kogoś innego i wydajesz kasę, zamiast po prostu mi o tym powiedzieć. Rozumiesz ten absurd sytuacji? — rzucił, patrząc jej uważnie w oczy. — Nie pomógłbym wiele, bo to nie moja dziedzina, a poza tym nie mógłbym, bo to podchodzi pod konflikt interesów, ale prosiłbym o pomoc Eleanor albo kogoś, komu wiem, że można zaufać i byśmy… ogarnęlibyśmy to — dodał, używając formy my, bo przecież nie zostawiłby jej z tym. Nie zostawiłby jej z tym ogromnym stresem i kompletną niewiadomą, co powinna dalej uczynić. — I dobrze, że przepraszasz, bo jestem zły — mruknął, już bardziej jak niepocieszony nastolatek, dalej ujmując jej twarz w dłoniach i znowu lekko przejechał kciukami, po czym złożył na jej czole krótki pocałunek. Nie lubił kłamstwa i był zły, że zataiła przed nim takie informacje, ale jednocześnie nie mógł się na nią wkurwiać aż tak, bo… tylko ze sobą spali, tak? Nie byli w związku, była jego przyjaciółką, więc po prostu wkurwił się za niewiedzę. Poza tym, nie chciała być z tym Alexisem, więc to też chyba była dobra wiadomość, prawda? — Poza tym, jemu z kolei wyrwę palce za to, co pisał o tobie i o rozkładaniu nóg — dodał, żeby może chociaż nieco się uśmiechnęła, ale nie miał zamiaru ukrywać, że to dolało oliwy do jego ognia. — Ale też ładnie mu odpisałaś, zuch dziewczynka. — No bo technicznie rzecz biorąc miała rację, to on pierdolił ją, więc w tym momencie był dumny za jej cięty język, który i jemu już nie raz i nie dwa zaprezentowała.

tell me the whole truth
27 y/o
Indulge in local cuisine
173 cm
Barmanka, The Painted Lady
Awatar użytkownika
Come bite the apple and I'll coil 'round your heart.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

whenever i'm alone with you
you make me feel like i am home again


Nigdy nie widziała go w takim stanie. Takiego zaborczego. Niemal mogłoby się jej wydawać, że zazdrosnego. - Aiden - wydusiła z siebie, gdy przyciągnął ją do siebie, chwytając za pośladki. Ciepło przeszło przez całe jej ciało, a z gardła wyrwało jej się ciche, niemal nieme jęknięcie. Przygryzła dolną wargę, słysząc, jak szeptał jej do ucha. - Twoja - odpowiedziała cicho, z uśmiechem, stając na palcach i całując go długo, namiętnie.

Ah. Jak te piękne chwile szybko się kończą, czyż nie?

Była jak w amoku. Serio. Z jednej strony była zdenerwowana, bo właśnie czytał jej prywatne wiadomości, ale z drugiej… miało to w ogóle sens? Przecież sama podała mu telefon. To nie była jego wina, jeżeli faktycznie przypadkiem nacisnęła jakieś okienko i otworzyła rozmowę z Alexisem. W innym przypadku pewnie już dawno wiedziałby o nim wszystko, bo przecież nie wstydziła się podawać mu telefonu. Prosiła go, żeby coś sprawdził, gdy nie była pewna jakiegoś przepisu, kiedy robiła mu ukraińskie jedzenie. Albo zwyczajnie wtedy, gdy miała coś na końcu języka i chciała, żeby jej to sprawdził, a sama akurat miała zajęte ręce. Tylko że teraz? Teraz to wszystko uderzyło w nią jak zimna woda. - To nie dzieje się naprawdę - wydusiła z siebie, wciąż nie wierząc, że właśnie w taki sposób się dowiedział. Cały alkohol, który wypiła, nagle jakimś dziwnym cudem wyparował. Miała wrażenie, jakby wytrzeźwiała w jednej sekundzie.
Traciła go.
however far away
i will always love you

Patrzył na nią w tak chłodny sposób, że z miejsca zrobiło jej się zimno. Walczyła ze łzami zbierającymi się w oczach, ale to, co rzucił w jej kierunku chwilę później, te wszystkie insynuacje wyssane z palca… No nie wytrzymała. - czekaj, co? - spojrzała na niego, zbita z tropu, starając się powstrzymać łzy. - Nie chciałam cię przytrzymywać, Aiden. - Wyrwało jej się to ze złamanym głosem. - Ani nie miałam nadziei, że to się rozpadnie - pokręciła głową, przecierając wierzchem dłoni spływające łzy. - Mi jest dobrze w tym. Z tobą. Nie chcę tego kończyć. - Dodała to przerażona, bo cholera, wyglądał tak poważnie jak nigdy. Naprawdę bała się, że zaraz z nią skończy. Chociaż nawet nie byli razem. Chociaż nie miała prawa mówić, że z nią zerwie, skoro formalnie nie miał z czego zrywać. A jednak zdążyła przywiązać się do niego emocjonalnie na tyle, że bolałoby to o wiele bardziej, niż z początku przypuszczała.

Przytuliła się do niego mocno, opierając buzię o jego klatkę piersiową. - Aiden, proszę, uwierz mi - wydusiła, unosząc głowę, by spojrzeć prosto w te jego wyjątkowe tęczówki, w których też swoją drogą zdążyła się zakochać. - Ja cię bardzo… - Przełknęła ślinę, patrząc na niego przez zaszklone oczy. - Kocham. Chcę być z tobą. Nigdy wcześniej nie czułam czegoś takiego. Jesteś moim najlepszym przyjacielem. Uwielbiam budzić się obok ciebie i zasypiać przy tobie. Kocham, jak miziasz mnie po plecach. Uwielbiam ci gotować i uczyć cię nowych słów. Uwielbiam to, jak drażnisz się z Milo, a potem jesteś dla niego przekochany, kiedy myślisz, że nie patrzę. - Pociągnęła nosem, zatrzymała się na chwilę, żeby złapać powietrze, bo mówiła wszystko tak szybko, że zapomniała oddychać. - Wiem, że nie lubisz, jak mówię, że jesteś słodki, ale jesteś. Jesteś cholernie słodki. Uwielbiam cię. Kocham cię, Aiden. A powiedzenie ci prawdy było jeszcze cięższe nie dlatego, że bałam się powiedzieć ci o mężu i to zniszczyć. Bałam się, że zniszczę to wszystko, bo powiem ci, co tak naprawdę do ciebie czuję. Przepraszam. - Chwyciła jego twarz w dłonie, przysunęła ją do siebie i złożyła na jego ustach czuły, długi pocałunek.

To właśnie chciała mu wykrzyczeć.

Wyrzucić z siebie całą prawdę, która od tygodni siedziała jej w gardle i dusiła bardziej niż jakiekolwiek kłamstwo. Ale zamiast tego wydusiła z siebie tylko, - Lubię… po prostu dobrze mi się spędza z tobą czas i bałam się. Przepraszam. Zależy mi na naszej relacji. - Nie mogła tego zaprzepaścić. Nie wybaczyłaby sobie, gdyby zerwał z nią kontakt przez kłamstwo, które mogła mu wyznać w każdej możliwej sytuacji.

To nie działo się naprawdę... Nie mogło. Vita serio ddała mu się cała i w tej kwestii nie kłamała. Mówiła szczerze. Pokiwała tylko głową, pociągając nosem, gdy chwycił jej twarz w dłonie, spojrzał jej prosto w oczy i powiedział, że jest wściekły. - Wiem - wyszeptała cicho. - Nie dziwię się.. - Przymknęła oczy, gdy przejechał kciukiem po jej policzku. - Po prostu nie chciałam zawracać ci tym głowy. Myślałam, że sama sobie poradzę, ale każda wizyta u tego prawnika to było coraz więcej pieniędzy. Mówił mi, że muszę znowu przyjść, żeby mógł bardziej wybadać sprawę - westchnęła, czując, jak gardło znowu jej się zaciska. - Powiedział, że mógłby zacząć całą papierkową sprawę, ale będę musiała mu płacić przez rok jakieś wpłaty za dbanie o mój rozwód, a to trochę za dużo pieniędzy. - Nie znała się totalnie na tym wszystkim. Jedyne, czego była pewna, to to, że musiała bardziej postarać się o napiwki, bo damn, tamten prawnik zdarł z niej w chuj dużo kasy. - Przepraszam. Od teraz z jakąkolwiek sprawą będę przychodziła do ciebie. - Przyglądała się jego oczom i po prostu się rozsypywała, znowu starając się walczyć ze łzami. Ciepło jego dłoni otulających jej twarz działało na nią gorzej, niżby chciała. Może dlatego, że miała wrażenie, iż niedługo straci ten przywilej. To, że może patrzeć na niego z tej perspektywy. Czuć jego bliskość. Przymykać oczy, gdy składal pocałunek na jej czole.

To uczucie lekkości, którego doświadczała przy nim, powoli rokruszało jej serce. Bardzo jej na nim zależało. Mogłaby zrobić dla niego wszystko, gdyby była taka potrzeba. Nie wiedziała tylko, że tak łatwo przyjdzie jej kłamanie, kiedy w grę wejdą jej uczucia do niego. Przecież nie mogła mu powiedzieć teraz, że go kochała. Co nie? Dopiero co go zdenerwowała faktem, że sam dowiedział się o jej stanie cywilnym. A co dopiero, gdyby wyznała mu, co naprawdę do niego czuła? Żołądek ścisnął jej się mocno, a serce zaczęło bić o wiele szybciej, bo cholera, sprawiał, że była naprawdę szczęśliwa. I pierwszy raz w życiu nie chciała się zasabotować tym, że może za bardzo overthinkowała.
Może tym razem po prostu czuła?
- Naprawdę przepraszam - powiedziała cicho. - Jestem hipokrytką, bo sama nie lubię kłamstwa, a w nie brnęłam. Po prostu nie myślałam, że tak dobrze będzie mi się z tobą spędzało czas. Już naprawdę cię z niczym nie okłamię, obiecuję. - Znowu obietnica, której nie będzie umiała dotrzymać. Spojrzała mu w oczy, uśmiechając się delikatnie z nadzieją, że może jednak jej wybaczy. Na szczęście po chwili trochę rozluźnił atmosferę, a ona parsknęła śmiechem przez łzy na jego następny komentarz. Jezu, jak ona go k o c h a ł a. - Mhm - pokręciła głową rozbawiona. - Mówiłam mu prawdę. Jesteś w tym naprawdę dobry, tak btw. - Uśmiechnęła się, wyciągając dłoń i głaszcząc go po policzku. - Umm… muszę ci coś jeszcze powiedzieć, mój kochany - przełknęła ślinę, spoglądając na niego spod rzęs. - Powód, dla którego nie chciałam do ciebie przyjeżdżać? - Pogładziła go delikatnie. - Jest twoim sąsiadem, więc może możliwość spotkania go już miałeś. - Stanęła na palcach, żeby pocałować go długo, czule, naprawdę chcąc go przeprosić. - Przepraszam. Zrobię wszystko, żebyś mi to wybaczył. - Pocałowała go jeszcze raz. - Wybaczysz mi? - zapytała, robiąc słodką minkę i wpatrując się w jego oczy. Serio żałowała, że to zrobiła. Ale jeszcze bardziej żałowała tego, że w dalszym ciągu go okłamywała. Tylko że to było dla jego dobra, prawda? Nie wiedział, co naprawdę do niego czuła, więc nie musiał czuć się źle z tym, że nie żywił do niej takich samych uczuć.

𝗒𝗈𝗎 𝗆𝖺𝗄𝖾 𝗆𝖾 𝖿𝖾𝖾𝗅 𝗅𝗂𝗄𝖾 𝗂 𝖺𝗆 𝗐𝗁𝗈𝗅𝖾 𝖺𝗀𝖺𝗂𝗇
26 y/o
For good luck!
187 cm
młodszy adwokat w Philips and Gardner LLP
Awatar użytkownika
You scratch and I bite
We kiss then we fight
I like it like that that that that
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3-osobowy
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

Twoja.

Czy mogło być lepsze potwierdzenie jego zazdrości, niż ulga, którą usłyszał po tym potwierdzeniu? Jej zdziwienie wymalowane na twarzy nie było dziwne — pierwszy raz poczuł tak silne uczucie zazdrości względem niej. Może dlatego, że to było coś rzeczywiście realnego, a nie zaczepianie i droczenie się, byle utrzeć mu nosa? Odwzajemnił pocałunek, całując ją mocno, jakby chciał jej jasno dać do zrozumienia, że nie miała co rozglądać się za innymi; że tu miała wszystko, czego potrzebowała, oprócz słów wypowiedzianych na głos, które by mogły to przypieczętować.

Chociaż czy było teraz co pieczętować?

W jego głowie pojawiło się wiele niezrozumiałych obaw, które rzeczywiście, nie do końca miały przełożenie na rzeczywistość, ale w emocjach myślał na około. Myślał o wszystkim, co złe i co może sprawić, że po prostu zaraz rozejdą się w swoje strony, a on pozostanie z poczuciem pustki. Bo jakby miał ją zatrzymać? Powiedzieć jej, że to nie tylko seks? Przyznać się do tego, że jest skłonny do większych uczuć, ale jego trauma najwidoczniej nie została do końca przepracowana? Może jego siostra miała rację, może powinien wrócić na terapię, zanim jakkolwiek spojrzy na Vitę, żeby nie skrzywdzić ją swoją przeszłością i nieuzasadnionymi obawami? Jak okropnym człowiekiem był, skoro stał teraz przed nią, patrząc chłodnym spojrzeniem i obserwując z dala, jak po jej policzkach spływały łzy? Póki co miał wrażenie, że to koniec, aż nie zaczęła się tłumaczyć.

Nie chcę tego kończyć.

Czy tak zachowywali się ludzie, których łączył zwyczajny seks? Układ bez zobowiązań i bez przywiązywania się? Musiał powstrzymywać się, żeby w tym momencie nie zetrzeć z jej policzka łzy, żeby nie zgarnąć ją w swoje ramiona, ale po prostu nie mógł. Stał jak słup przed nią, bo ilość informacji go przytłoczyła i dodatkowo to, jakie to były informacje… — To moja pierwsza myśl, bo dlaczego byś miała mi o tym nie powiedzieć? Skoro nie chcesz do niego wrócić i to wszystko nie jest jakimś popieprzonym testem? — zapytał, patrząc na nią już bardziej zmęczonym spojrzeniem. Może gdyby nie był środek nocy, oni obydwoje nie byliby po całym dniu i po alkoholu, to spojrzałby na to nieco bardziej chłodno; a nie tylko rzucał jej takie spojrzenie, przekonany, że był już na straconej pozycji.

Spojrzał na nią w dół, skupiając się na oczach, które wpatrywały się w niego z błyskiem; w których topił się co rusz, jak na nie spoglądał i które tak uwielbiał. Które były jego największą słabością i miał wrażenie, że Vita zdawała sobie z tego absolutną sprawę, bo zawsze gdy czegoś chciała, umiała nimi na tyle manewrować, że słodkie spojrzenie bezkresnego oceanu sprawiało, że ulegał. A może po prostu był łatwy i tyle — łatwy na wdzięki kobiety, której nie umiał powiedzieć prosto w twarz, że nie chciał, żeby odchodziła. Ja cię bardzo… Uniósł brwi, patrząc na nią pytająco. Czy serce zatrzymało mu się na mini sekundę? Przecież gdzieś z tyłu głowy miał wiadomości, które napisała mu Eleanor. Gdzieś z tyłu głowy wiedział, że Vita darzyła go większymi uczuciami, jednak nadal w to nie wierzył. Może teraz uwierzy? Jego pierwszą myślą było to, że powie mu, że go przeprasza. Że go bardzo, kurwa, przeprasza i nic więcej. Dłuższą chwilę wpatrywał się w jej oczy, które napełniały się łzami i nie wiedział, czy powinien dopytać o to, co chce mu powiedzieć, czy dalej cierpliwie czekać, aż zbierze się w sobie.

Lubię.

O to właśnie mu chodziło. Eleanor nie miała racji.

Odetchnął głęboko z ulgą, nieco oczyszczając emocje, które dalej się w nim gromadziły. — Vita, też cię lubię i lubię spędzać z tobą czas, dlatego to wszystko… dlatego tak zareagowałem — mruknął, bo czy on również pozostawał bez winy? Wyrzucił na nią swoją frustrację, obarczając ją tym. Rzucając w nią głupimi podejrzeniami o manipulowaniu, nie czekając, aż wszystko bardziej wyjaśni.

Pokiwał głową z niedowierzaniem, gdy powiedziała, że nie chciała zawracać mu głowy, ale nie przerwał jej, tylko wysłuchał jej do końca. Może dlatego jego irytacja się nasilała? — Cholerny naciągacz — westchnął, wywracając oczami, po czym wrócił do niej spojrzeniem. — Nigdy nie myśl, że czymkolwiek będziesz mi zawracać głowę, okej? — powiedział cicho, wykorzystując to, co sama kiedyś z nim zrobiła, czyli pokiwał jej głową twierdząco. — Tak? Fantastycznie, że się ze mną zgadzasz — rzucił z rozbawieniem. — Nie wątpię, że poradziłabyś sobie z tym sama, ale po co się trudzić, skoro masz pomoc na wyciągnięcie ręki? — zapytał spokojnie, bo dobrze wiedział, że poradziłaby sobie. Przez ostatni miesiąc spędzali ze sobą dużo czasu, praktycznie każdą wolną chwilę, więc zdążył zauważyć, jaka była — a ewidentnie była Zosią Samosią, co sama z wszystkim sobie da radę i nie potrzebuje nikogo, aby ogarnąć najgorszą sprawę. No człowiek orkiestra, tylko że nie na tym polegało życie. Słysząc, że teraz będzie przychodzić z każdą sprawą do niego, pokiwał głową, przyciągając ją do siebie i zamykając w szczelnym uścisku. Zaczął głaskać ją po włosach, żeby nieco się uspokoiła i przestała zamartwiać tą sprawą. Teraz już nie musiała się z tym sama męczyć, bo on zrobi wszystko, byle jej w tym pomóc; byle nie musiała się stresować i martwić, że do końca życia zostanie w związku, którego nie chciała, bo trafiła na jakiegoś przyjebanego adwokata.

— Przeprosiny przyjęte, skoro obiecujesz już nie kłamać — westchnął cierpiętniczo i odsuwając się lekko od niej, posłał jej delikatny uśmiech, zakładając włosy dziewczyny za ucho. Teraz, gdy nieco opadły z niego emocje, dostrzegał, jak zapłakana była. Może dlatego ujął jeszcze raz jej twarz w swoje dłonie, całując lekko jej obydwa policzki, jakby swoimi delikatnymi muśnięciami chciał zetrzeć każdą łzę, która na nie opadła. — Nie lubię, jak płaczesz — rzucił, bo mógł to powiedzieć z pewnością; w końcu już raz widział, jak płakała. Jak rozsypała się w jego ramionach przez okresowe hormony i jak tulił ją przez pół wieczoru, żeby tylko okazać jak największe wsparcie. Jej ciche parsknięcie śmiechem sprawiło, że teraz zrobiło mu się nieco lżej na sercu. — Naprawdę dobry? Chyba muszę ci przypomnieć, że jednak rewelacyjny — rzucił z rozbawieniem, puszczając jej policzki i dłońmi przejeżdżając po jej ramionach. Uniósł zaraz brew, słysząc, że musiała mu coś jeszcze powiedzieć. Czemu wewnętrznie się spiął? Uważnie jej posłuchał. Ah, czyli znowu nie to. Znowu Eleanor nie miała racji. — Sąsiadem? — zapytał w szoku. — To jeszcze lepiej, niech widzi co stracił — parsknął, zaraz odwzajemniając jej pocałunek i nieco go pogłębiając, ale w międzyczasie uświadomił sobie coś, przez co oderwał się od niej na chwilę z niewielkim rozbawieniem. A może nawet i wielkim? — I przepraszam bardzo, i dlatego chciałaś być cicho? Bałaś się, że cię usłyszy? — zapytał z głupim uśmiechem, na nowo nachylając się w jej kierunku, jednak nie złączył ich ust w kolejnym pocałunku. — To chyba jednak powinniśmy dzisiaj pojechać do mnie. Zadbam, żeby usłyszał cię cały blok — mruknął, zanim pocałował ją długo i z utęsknieniem, jakby przez te dziesięć minut kłótni i obaw naprawdę się zmartwił, że już nigdy nie będzie mógł jej poczuć w ten sposób. — Po prostu bądź ze mną szczera — westchnął w odpowiedzi. — I nie wybaczę — rzucił śmiertelnie poważnie, ale pewnie dostrzegł zmianę w jej słodkiej minie i od razu pokręcił przecząco głową. — Dobra, dobra, żartowałem, okej? — dodał szybko, jedną ręką splatając razem ich palce, a drugą wyciągnął jej telefon ze swojej kieszeni, żeby odblokować go kodem i zamówić ubera. Wyszedł z aplikacji z wiadomościami, kręcąc niedowierzająco głową i chwilę poklikał tam, żeby wybrać odpowiedni adres — do niej, oczywiście, bo przecież nie zostawią Milo na cały wieczór i noc samego.

Taksówka dość szybko podjechała, nie dając im dużego popisu, aby dłużej pomigdalić się przed klubem. Nocą dość szybko przejechali do jej mieszkania, gdzie od progu powitał ich kot. — Cześć, potworze, tęskniłeś za mną? — zapytał, głaszcząc kota, który zaraz machnął na jego rękę swoją łapą, chcąc go zaatakować zębami, przez co Aiden parsknął, ale był już nauczony, kiedy trzeba się szybko wycofać. — Policzymy się, kiedy twoja pani nie będzie patrzeć — pogroził mu, chociaż w momentach kiedy Vita nie patrzyła to mieli… największy rozejm. Zrzucił z siebie bluzę i buty, zaraz dołączając do dziewczyny, która przemieściła się do sypialni i zachodząc do niej od tyłu, położył dłonie na jej biodrach i zaczął delikatnie całować jej szyję. — Wspólny prysznic? Czy padasz z nóg? — zapytał, bo może po nadmiarze emocji z dzisiaj nie miała ochoty spędzać z nim czasu aż tak bardzo? — I opowiesz mi jeszcze przed spaniem o całej tej sytuacji? Co tam ustaliłaś z tym typem lub czego się już dowiedziałaś? — no mistrzostwo romantyzmu w wykonaniu Aidena, zwłaszcza po propozycji sprzed chwili, ale naprawdę był ciekaw i chciał jeszcze pomyśleć, co może zrobić, aby najbardziej wesprzeć ją w tym temacie.

you are not alone
27 y/o
Indulge in local cuisine
173 cm
Barmanka, The Painted Lady
Awatar użytkownika
Come bite the apple and I'll coil 'round your heart.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

𝘺𝘰𝘶'𝘷𝘦 𝘣𝘦𝘦𝘯 𝘧𝘪𝘨𝘩𝘵𝘪𝘯𝘨 𝘵𝘩𝘦 𝘮𝘦𝘮𝘰𝘳𝘺,
𝘢𝘭𝘭 𝘰𝘯 𝘺𝘰𝘶𝘳 𝘰𝘸𝘯


- Nie chcę do niego wrócić i nic nie jest żadnym testem - westchnęła głośno, wpatrując się w niego. - Nie wiedziałam, jak zareagujesz na to, że mam męża, a i tak zrobiłam na tobie nie za dobre wrażenie, pyskując ci wtedy w barze. - Pociągnęła nosem. - Chciałam ci powiedzieć już po tamtej pierwszej randce, ale nasz układ… bardzo mi się spodobał. I ty mi się spodobałeś. Nie chciałam tego kończyć, uwierz mi - poprosiła niemal błagalnie. Ciężko było mu odpowiadać, wiedząc, że nie mogła wyznać tej całej pieprzonej prawdy, która gnieździła się w jej sercu od długich tygodni. Jedno było kogoś kochać, a drugie tłumić to w sobie i ukrywać nie tylko przed osobą, którą się kochało, ale i przed samą sobą.

𝘵𝘩𝘦 𝘧𝘢𝘭𝘭𝘦𝘯 𝘢𝘯𝘥 𝘭𝘰𝘯𝘦𝘭𝘺 𝘤𝘳𝘺 𝘰𝘶𝘵…

Uwielbiała, gdy wpatrywał się w jej oczy z taką czułością. Same jego tęczówki działały na nią powalająco. Miała do nich słabość. Zatracała się w nich, porównując je do jakiegoś abstrakcyjnego obrazu, który w zależności od nastroju można było interpretowac na milion różnych sposobów. Uwielbiała jego ogniste włosy, które tak idealnie przeplatały się pomiędzy jej palcami. Uwielbiała delikatne piegi rozsypane po jego twarzy, wyglądające niczym muśnięcia promieni słońca, i ten słodki pieprzyk na ustach. Jego duże dłonie. Ramiona, którymi obejmował ją z taką troską. Przyciągał do siebie. Przytulał. Jak miała pozwolić sobie to wszystko zniszczyć? Teraz co prawda możliwe, że zniszczyła to czymś, czym gardziła najbardziej na świecie. Kłamstwem. Ale chodziło o to, że naprawdę się stresowała. Tym, że przez własną bezmyślność, przez pozwolenie sobie na zakochanie się w nim, chociaż mieli jasne reguły i zasady, które przecież przypieczętowali, sama zdecydowała się zrobić wszystko po swojemu. I teraz musiała zapłacić za to wyższą cenę, niż się spodziewała. Przytaknęła głową, zaciskając usta, gdy patrzyła na niego przeszklonymi oczami i słyszała, jak mówił jej, że ją lubił.

Kurwa.
Czemu to tak bolało?

Świadomość, że nigdy jej nie pokocha? Że mogła dostać od niego troskę, bliskość i te wszystkie gesty, które sprawiały, że czuła się ważna, ale nie mogła dostać tego jednego UCZUCIA, którego zaczęła pragnąć najbardziej? Cieszyła się, że przynajmniej przyjmował do siebie informacje, które mu przekazywała. Że nadal tam był. Blisko niej. Że pozwalał jej mówić chociaż namiastkę prawdy, zamiast po prostu odwrócić się i odejść. - Rozumiem - powiedziała cicho. Cholera, czemu to było takie ciężkie? Czemu osoba, która z pozoru miała być niczym więcej niż kolegą od seksu, zamieniła się w jedną z najważniejszych części jej życia? Wpatrywała się w niego, słuchając uważnie, ale po chwili zmarszczyła brwi i zmrużyła oczy, gdy potrząsnął jej głową dokładnie tak samo, jak ona zrobiła to z nim podczas swoich urodzin. Wybuchnęła śmiechem. - Oszust - prychnęła pod nosem, przewracając oczami w niedowierzaniu. Uśmiechnęła się jednak do niego delikatnie, czując, jak ulga powoli rozlewa się po jej sercu. Jej Aiden powoli wracał do siebie. Złość i żal może nie zniknęły do końca, ale zeszły gdzieś na boczny plan, a ona mogła przez chwilę złapać oddech.

Nie była przyzwyczajona do tego, że mogła na kogoś liczyć. Raczej zawsze była zmuszona radzić sobie ze wszystkim sama. Po tym, jak jej matka zdradziła ojca, Vita właściwie odcięła się od jakichkolwiek kontaktów z nią. A ojciec? Na początku był blisko. Przez jakiś czas naprawdę mogła wierzyć, że chociaż jego miała po swojej stronie. Ale gdy znalazł sobie nową kobietę, Vita bardzo szybko stała się obiektem drwin i dogryzek. Słyszała, że skończy zupełnie jak matka. Że pewnych rzeczy nie da się oszukac, a krew zawsze w końcu pokaże, kim człowiek naprawdę jest. To cholernie wpłynęło na jej samoocenę. Nie mogła liczyć na nikogo, tylko na siebie. Dlatego świadomość, że może jednak mogła liczyć na swojego diabełka, sprawiała, że nie czuła się już w zupełności sama.

𝘤𝘢𝘯 𝘺𝘰𝘶 𝘧𝘪𝘹 𝘮𝘦 𝘶𝘱?

Jezu... chciała mu to obiecać, ale przecież nie mogła - Obiecuję - wyrzuciła z siebie kłamiąc, robiąc smutną minkę. Przymknęła oczy, czując ciepło jego ust na swoich policzkach. - A co, brzydko wtedy wyglądam? - uniosła brew, uśmiechając się do niego. Przesunęła palcami wzdłuż jego włosów, zatrzymując na nich spojrzenie na chwilę dłużej. - Czy jak powiem, że wyglądałeś trochę hot, jak się tak zezłościłeś, to byłoby nie na miejscu? - uśmiechnęła się głupkowato, ale zaraz szybko dodała, - Ale nie będę już cię tak denerwować. Postaram się, obiecuję! - Stanęła na palcach i ucałowała go szybciutko tam, gdzie tylko dosięgnęła i zdążyła w przeciągu kilku sekund. - Rewelacyjny? - przysunęła dwa palce do podbródka, udając, że naprawdę się nad tym zastanawia. - No nie wiem, chyba faktycznie musiałbyś mi przypomnieć. - Uśmiechnęła się szeroko, bo lubiła się z nim tak droczyć. Lubiła, kiedy złość powoli schodziła z jego twarzy, kiedy wracał ten jej słodki złośnik. - Nic takiego nie stracił - odparła cicho, zatapiając się w pocałunku.

𝘤𝘢𝘯 𝘺𝘰𝘶 𝘩𝘰𝘭𝘥 𝘮𝘦 𝘤𝘭𝘰𝘴𝘦?

Po chwili pokiwała głową potwierdzająco. - Wolałam być ostrożna - dodała, by chwilę później znowu zatracić się w pocałunkach, które składali na swoich ustach. Pogłębiła jeden z nich, przyciągając go bliżej. - O’Cahallan, don’t threaten me with a good time - uśmiechnęła się przez pocałunek. Spięła się jednak po chwili, gdy powiedział jej, że jej nie wybaczy. Co? Poczuła, jak blednie na twarzy, a serce spada jej gdzieś do żołądka, zanim okazało się, że to był jakiś głupi żart. - Szatan - prychnęła, szczypiąc go w bok, ale mimo wszystko parsknęła śmiechem. Zaraz potem spojrzała na ich splecione dłonie. Tak idealnie do niej pasował.

Będąc już u niej w domu, zsunęła z siebie obcasy i ruszyła do sypialni, po drodze rozpinając spódniczkę. Uśmiechnęła się do siebie pod nosem, słysząc sekretną rozmowę Aidena z Milo. Urocze. Poczuła, jak zaraz do niej dołączył. Odchyliła szyję na bok, gdy składał na niej pocałunki, po czym uśmiechnęła się szeroko, odwracając się do niego i zarzucając ręce za jego szyję. Miała na niego o c h o t ę. Chciała mu jakoś wynagrodzić ten spieprzony wieczór, ale wtedy jej vohnyk zmieszał potencjalną możliwość seksu pod prysznicem z wizją tego, że musiała rozmawiać o Alexisie. Uniosła brew w szoku. - Kochanie - przewróciła oczami. - To, co właśnie zrobiłeś? Not hot. - Parsknęła śmiechem, całując go w usta. - Cała ochota na seks? Gone! - Rzuciła to z udawanym oburzeniem, ale i tak chwyciła go za rękę. Gdzieś po drodze, pomiędzy sypialnią a łazienką, pozbyli się z siebie ciuchów, spędzając pod ciepłą wodą… ahh, nawet nie wiedziała, jak długo. Generalnie ich wspólne prysznice rozkojarzały ich za każdym razem do takiego stopnia, że nie mogli już brać ich rano, jeżeli nie chcieli spóźnić się do pracy.

𝘤𝘢𝘯 𝘺𝘰𝘶 𝘴𝘩𝘰𝘸 𝘮𝘦 𝘩𝘰𝘱𝘦?
Leżąc później w łóżku, wtuliła się w niego, próbując zebrać myśli. Podniosła twarz, żeby na niego spojrzeć. - Nazywa się Alexis Bennett - zaczęła cicho. - Był moim przyjacielem w czasach szkolnych. - Przełknęła ślinę, bo samo mówienie tego na głos było dziwnie ciężkie, ale należała mu się jakaś część prawdy i jej historii, co nie? - Byliśmy nierozłączni, ale nagle, z jednego dnia na drugi, jak wyszła plotka o tym, że moja mama zdradziła mojego ojca, Alexis zerwał ze mną kontakt i zaczął zadawać się z popularniejszymi ludźmi. - Skrzywiła się lekko. - Podkochiwałam się w nim. Może nawet byłam wtedy zakochana, nie wiem… Po latach, w zeszłym roku, spotkaliśmy się, jak przyszłam na zmianę do jego rodzinnej knajpki. Przespaliśmy się i nagle okazało się, że on czuł do mnie coś więcej i mnie chciał? - Zmarszczyła nos, jakby sama nie wierzyła, jak absurdalnie to brzmiało. - No i poległam. Poczułam się chciana przez kogoś, do kogo wzdychałam latami i kto wydawał się dla mnie nieosiągalny. Potem zniknął na kilka dni, bo zabalował za długo, błagał mnie o szansę, nie zgodziłam się, a po miesiącu spotkaliśmy się znowu i daliśmy temu szansę. A w chwili euforii zgodziłam się być jego żoną i nawet nie tydzień później byliśmy w Vegas. - Westchnęła głośno, chowając na moment twarz bliżej jego ciała. - Ja nie jestem normalna, Aiden. Wiem, jak to brzmi. Po prostu większość dorosłego życia byłam sama i chyba świadomość tego, że ktoś mnie chciał, była silniejsza niż własny rozum. - Dodała to ciszej, czując nieprzyjemny ścisk w klatce piersiowej. Bo to brzmiało żałośnie... kurewsko żałośnie. Ale było prawdą. Chciała być czyjaś. Chciała, żeby ktoś wybrał ją chociaż raz bez zawahania, nawet jeżeli finalnie wybrała nie tyle co źle bo mieli dobre momenty, ale wybrała kogoś kto nie okazał się dla niej być kimś tak wyjątkowym... jak na dzien dzisiejszy był dla niej Aiden. Ouch. - Później otrzeźwiałam i zdałam sobie sprawę, że tak naprawdę nic o nim nie wiem, a nasz związek opierał się tylko na seksie. Więc postanowiłam to zakończyć. - Mówiła szybko, starając się nie dać ponieść emocjom. Odsunęła się na chwilę od niego, żeby zgarnąć telefon. Wystukała szybko SMS-a do Alexisa, po czym pokazała ekran Aidenowi. - Jak mówiłeś, mam cię na wyciągnięcie ręki - powiedziała ciszej. Przysunęła się do niego, składając pocałunek na jego ustach. Chwilę później usłyszała dźwięk przychodzącej wiadomości. Spojrzała na telefon, potem na Aidena. - Zajmiesz się tym, prawda?

𝘤𝘢𝘯 𝘺𝘰𝘶 𝘭𝘰𝘷𝘦 𝘮𝘦 𝘮𝘰𝘴𝘵?

𝘫𝘶𝘴𝘵 𝘥𝘰𝘯'𝘵 𝘭𝘦𝘢𝘷𝘦
ODPOWIEDZ

Wróć do „The Fifth Social Club”