Patrzył na nią i widział, jak ją to ruszyło. Jej oczy mówiły wszystko. Próbowała grać oburzoną, ale dokładnie wiedział, że trafił w punkt. To jest w niej najlepsze – ta jej udawana świętoszkowatość, która pęka w sekundę, jak tylko przypomni jej się o tym, co robiła na imprezie. Myślała, że zapomniał, jak się wtedy bawiła? Nie ma szans. Dobrze, że się wkurzyła. Przynajmniej jest w tym wszystkim jakaś autentyczność, a nie nuda, która zwykle panuje w klasie. Siedział i czekał, aż w końcu coś powie, bo widział, że aż ją roznosi od środka.
Parsknął śmiechem, widząc ten jej popisowy ruch z odrzucaniem włosów. No tak, typowa Aurelia – foch i udawanie, że temat nie istnieje.
-
Jasne, na pewno nie masz sobie nic do zarzucenia - powiedział z wyraźnym rozbawieniem w głosie, przyglądając się jej uważnie. Siedział wygodnie i widział, jak na moment zastyga. Może i rzuciła tekstem na odczepne, ale jej mina zdradzała, że w głowie właśnie przewija jej się film z tych wszystkich akcji. Dokładnie o to mu chodziło. -
Przecież widzę, jak ci teraz trybiki w głowie chodzą, Perez - dodał, uśmiechając się szerzej. -
Co tam ci się nagle przypomniało, co? Aż ci się oczy zaświeciły.
Gdy usłyszał wyzwanie, na moment zastygł, a jego bezczelny uśmiech na chwilę zniknął. Serio, kurwa? Popatrzył na nią i nie dowierzał. Dziewczyna ma tupet, musiał jej to przyznać. Wyciągnął telefon z kieszeni spodni, kręcąc z niedowierzaniem głową, ale w oczach znowu zapala mu się ryzykowny błysk. Skoro wszedł w grę, to nie będzie teraz pękać, choć treść tego SMS-a jest totalnie odmóżdżona. Przejechał palcem po ostatnich wiadomościach i nagle dotarło do niego, do kogo pójdzie ta wiadomość. Cholera. Szybko wklepał na klawiaturze dokładnie te słowa, które podyktowała, słysząc w głowie, jak idiotycznie to brzmi.
-
No to gratulacje, masz swoje widowisko – powiedział, podnosząc na nią wzrok i klikając „wyślij”. Obrócił telefon w dłoni i położył na ławce ekranem do góry, żeby widziała, że nie oszukiwał. –
Poszło do Audrey. Uzna, że mnie do reszty popierdoliło. Czekamy na odpowiedź. Następnym razem ja wymyślam, szykuj się.
Kiedy ciepłe palce dotykają jego nagiej skóry, przez moment poczuł nagły skok ciśnienia, ale nie dał tego po sobie poznać. Ciało automatycznie napięło się pod dotykiem, a bezczelny uśmiech ani na chwilę nie schodził mu z twarzy. Kątem oka widział, jak Mike i Vaneska ostatecznie rezygnują z wyciągania rąk, wymieniając tylko głupie spojrzenia, co mu pasowało. Patrzył prosto w jej oczy, kiedy go smyrała, wyraźnie rozbawiony tym, jak śmiało sobie poczynała. Perez miała odwagę, a fakt, że reszta ich teraz obserwuje, tylko dodało pikanterii.
-
I jak? Twardy? - zapytał cicho, puszczając koszulkę dopiero wtedy, gdy cofnęła rękę i usiadła z powrotem na krześle. Poprawił ubranie, cały czas bezczelnie się na nią gapił. Widział po jej minie, że ten dotyk podziałał na nią mocniej, niż chciała przyznać. Aurelia probowała teraz udawać niewzruszoną, ale to, jak unikała jego wzroku, mówiło wszystko. -
Cieszę się, że mogłem ci dostarczyć trochę rozrywki w ten nudny dzień, Perez – dodał głośniej, opierając się z powrotem o ławkę i nie kryjąc satysfakcji. -
Ale następnym razem za takie luksusy będziesz musiała zapłacić.
Wszystko tutaj było puste, a cisza wokół nich robiła się coraz denerwująca. Patrzył na Aurelię, która stała z przejętym wyrazem twarzy, i serio nie rozumiał, czemu tak bardzo bierze to do siebie. Przecież to tylko Ramsey.
-
Dobra, nie dramatyzuj, Perez. Co mu się miało stać w szkole? - prychnął pod nosem, odklejając się w końcu od framugi drzwi. Przeczesał dłonią włosy i skrzyżował ręce na piersi. Irytowało go to jej nagłe panikowanie. -
I wcale nie lubię się bić. Po prostu koleś leci z nami w kulki. Siedzimy tu jak debile, zgrywamy ekipę poszukiwawczą, a on sobie pewnie poszedł do domu, bo miał dość - tłumaczył, starając się mówić spokojniej, żeby znowu nie pomyślała, że na nią najeżdża. -
Jak dla mnie to zwykły chujoza. Jeśli wyszedł bez słowa i przez niego marnujemy czas, to po prostu należy mu się opieprz. - Ruszył powoli w stronę wyjścia na korytarz, ale zatrzymał się na moment i zerkając na nią przez ramię. -
Idziemy dalej czy będziesz tu stać?
Propozycja Aurelii z jedzeniem od razu poprawiła mu humor, bo sam czuł, że żołądek skurczył mu się w supeł.
–
Kafeteria o tej porze? Zapomnij, kucharki już dawno siedzą w domach i oglądają tureckie seriale – powiedział, ale zwolnił krok, kiedy zbliżyli się do zakrętu, gdzie stały automaty z przekąskami.
Cofnął się o krok, żeby na nią nie wpaść, kiedy nagle wyrosła przed nim na środku i zaczęła iść tyłem. Nie zwolnił specjalnie kroku, zmuszając ją, żeby uważała, jak stawia nogi, a na twarzy znowu pojawił się bezczelny uśmieszek. Słysząc jej pytanie, przez sekundę dławił w sobie śmiech, bo wspomnienie akcji z szatni wciąż mocno go bawiło.
-
Myślałem, że cała szkoła już o tym huczy - rzucił z lekkim rozczarowaniem, przybliżając się do niej na tyle, że musiała zrobić kolejny szybki krok w tył. -
Colton Brooks dostał to, na co zasłużył. Trzeba było gościa trochę naprostować, więc powiesiłem go za gacie na haku w szatni. Powinnaś widzieć jego minę, jak tam wisiał i darł ryja. Klasyk.
Aurelia M. Perez