-
Niepoprawna romantyczka, gaduła, promyczek radości i tak dalej... W skrócie? Kochana jest ♥
nieobecnośćtakwątki 18+takzaimkiOna, jejtyp narracjiTrzecioosobowaczas narracjiCzas przeszłypostaćautor
- Kochana, w hotelu też pracowałam na zmiany i w sklepie też siedziałam do późnej nocy, więc dałabym radę, tak myślę. No i zawsze ktoś by wracał w swoją stronę o różnych porach, to byłoby może z kim się przejść na przystanek czy nawet złapać podwózkę – bała się tego, nie ukrywała, ale na pewno była lepiej obeznana z technikami obrony. Może przesadzała, ale Gus jej obiecywał, że pomoże, że będzie i da radę, ale nie. Odszedł i zostawił ją z masą pytań i żadną odpowiedzią. Nie sądziła, że jeden człowiek tak bardzo potrafi zmienić życie i wywrócić wszystko do góry nogami.
- Biorę się za strażaków, policjantów mam chyba dość na chwilę obecną – wspomniała sobie postać przyjaciela? Sama nie wiedziała kim był, ale gdy zniknął, po prostu pozostawił ślad w jej sercu.
- No nic, jak mamy się za coś zabrać, to lepiej zaczynajmy, dzisiaj to my będziemy zadowolone z życia, a inni… jeszcze się dowiedzą, że z nami można odkryć raj, albo sparzyć się w naszym ogniu – powiedziała, a potem zaczęła się śmiać.
- Wiem, że połowa znajomych ma mnie za stukniętą i niewyżytą, może głupią, ale wiesz, że pod tym uśmiechem też kryje się wiele emocji. Nie zawsze jest mi tak wesoło – bardzo często była poważna i nierzadko smutna. Może nie brnęła w depresję, ale zastanawiała się, dlaczego tak trudno jest być dostrzeżoną. Jeśli znów spodka Gusa na swojej drodze, to go kopnie w jaja, bo bardzo sobie na to zasłużył i pal licho, że kulał i ogólnie był gliniarzem-kaleką (jak o sobie mawiał).
- Na co masz ochotę? – zapytała. – Poprawmy sobie nastroje chociaż trochę. I wypijemy jeszcze za panów, by nie robili problemów i okazali się godni uwagi i po prostu za nas, by nam się wiodło. Ja się zgadzam na wszystko, byle tylko nie zgłupieć przez to życie. I może ograniczę trochę swoje gadulstwo – zrobiła nadąsaną minkę. – Wiem, że połowa to pieprzenie głupot lub/i niewyparzona gęba, ale jakim mnie Boże stworzyłeś, takim mnie masz – Inez była sobą, ale wiedziała, że wiele osób za nią nie nadąża. Mimo to, była świetną słuchaczką i dyskretną osobą. Ona po prostu miała swoje zdanie na wiele tematów. I tylko nie znała się na polityce, bo to ją w ogóle nie interesowało.
- Poszłabym gdzieś na drinka, potańczyła trochę, wyluzowała się i zapomniałabym o swoich kłopotach. Może trzeba będzie zostać tą poważniejszą osobą, kto wie? – jeśli wskoczy na jakieś miejsce do pracy, to zmieni sobie rozkład dnia i straci część wolności, jaką miała. A jednak Inez kochała mieć zajęcie i lubiła pracować.
Soraya Cano
-
What comes after love?
I wanna know there's something for me after us
I don't think my heart was made to break this much
Tell me there is happy ever after love
Tell me there is happy ever after usnieobecnośćniewątki 18+takzaimkizaimkityp narracjiTrzecioosobowaczas narracjiPrzeszłypostaćautor
Sama Soraya nigdy nie miała pracy stałych godzinach. Szpital była zasadzie jej pierwszą i jak dotąd jedyną pracą, gdzie na dzień dobry dostała nocne zmiany. Więc nie miała porównania czy fajnie tak przychodzić na ósmą rano i wychodzić o szesnastej.
- Dobrze mieć pod ręką kogoś, kto wie jak ogarnąć dom, gdy się pali - zgodziła się. - Mamy nawet w pokoju pielęgniarek taki kalendarz na ten rok ze strażakami i innymi służbami mundurowymi - dodała konspiracyjnie. - To będziemy unikać swatania cię z policjantami.
Inez zasługiwała na porządnego faceta, który w pełni zaakceptuje z całym dobrodziejstwem inwentarza. Przyjaciółka miała dużo do zaoferowania bliższym poznaniu absolutnie nie powinno oceniać się jej tylko i wyłącznie po pozorach. A tak niestety najczęściej było, co też było mega krzywdzące oraz niesprawiedliwe.
- Możemy wyskoczyć na drinka, chociaż musiałabym zerknąć na grafik, kiedy mam jakiś piątek i sobotę wolną jednym ciągiem - popatrzyła trochę przepraszająco na towarzyszkę. - Za to jak już tam pójdziemy to się wytańczymy za wszystkie czasy, bo od pogrzebu dziadka w zasadzie siedzę w domu i chodzę tylko do pracy.
Żałoba jeszcze trwała, ale jej dziadek zawsze powtarzał, żeby nie dać się smutkowi i starać się żyć dalej. Chociaż pierwsze miesiące po pogrzebie były trudne, faktycznie czas było wyjść od ludzi i trochę otrząsnąć się z tych smutnych chwil.
- Zanim jednak udamy się na zakrapiane alkoholem tańce, upieczmy coś, żeby osłodzić sobie siedzenie w domu - zaproponowała, spoglądając na kubek mający już tylko połowę herbaty. - Może coś czekoladowego? Brownie? Czekoladowe muffinki?
Inez Wilkinson
-
Niepoprawna romantyczka, gaduła, promyczek radości i tak dalej... W skrócie? Kochana jest ♥
nieobecnośćtakwątki 18+takzaimkiOna, jejtyp narracjiTrzecioosobowaczas narracjiCzas przeszłypostaćautor
- Tak, policjanci są na dalszym planie – zdecydowanie. – Ale jakimś fajnym strażakiem bym nie pogardziła. Odważni, przystojni i zapewne pełni wewnętrznego ognia – puściła przyjaciółce oczko.
Fajnie było mieć kogoś, ale nie każdy nadawał się do związku. Sama się bała tego, że jej nikt nie będzie traktować poważnie i zostanie sama.
- Kochana moja, musimy wyjść do ludzi, bo oni do nas nie przyjdą. Nawet bym poszła do baru z karaoke, by trochę się pośmiać i fałszować ile wlezie – uśmiechnęła się ciepło. – Takie chwile są potrzebne każdemu, a ja myślę, że dobrze mieć wsparcie, bo sama sobie nie ufam czasem. Wszystko jest dla ludzi, a jak wypiję, może w końcu przestanę myśleć o morderczych zboczeńcach czyhających na rogu każdej ciemnej ulicy – bardzo chciała już się tak nie bać. I tylko z kimś sprawdzonym poszłaby gdzieś. Nawet większą grupką można było wyjść.
- Pomyślimy. Ja jednak najpierw muszę sobie znaleźć pracę, bo już mnie wszystko denerwuje. Zawsze uważałam, że kieliszek po trudach dniówki jest o wiele lepszy. Nie masz wyrzutów sumienia, że wydałaś kasę za nic. Póki jestem bezrobotna, moja samoocena trochę osłabła – nie żeby się nie lubiła i nie akceptowała. Chodziło raczej o to, że lubiła robić sobie nagrody, jak takie wyjście czy zakup jakiegoś drobiazgu. Nie potrzebowała takiej wymówki, bo wyciągnąć ją gdzieś nie było trudno, ale chciała czuć, że na coś zasługiwała.
Zamyśliła się, ale Soraya sprowadziła ją na ziemię.
- Jasne, zagadałyśmy się – przyznała. – I pewnie na tym się nie skończy moje paplanie, ale jak się weźmiemy do roboty, czas nam będzie płynął jeszcze milej. Włączmy głośniej muzykę, wyluzujmy się trochę i po prostu dobrze się bawmy. Naprawdę mam ochotę na ciasto. Brownie brzmi jak dobry plan – zgodziła się, po czym zsunęła z nadgarstka gumkę do włosów i uczesała sobie niedbałego koka na czubku głowy, by jej nie przeszkadzały.
- Swoją drogą powiem Ci, że mam zamiar coś upiec na najbliższy event charytatywny. Znalazłam jakąś dodaną ulotkę w prasie codziennej. Może powinnam się jednak zainteresować pracą w cukierni? Na pewno robiłabym coś, co lubię, chociaż jestem totalną amatorką i nie chciałabym czegoś spieprzyć na starcie. Muszę zobaczyć co i jak – to chyba niegłupi pomysł.
Soraya Cano
-
What comes after love?
I wanna know there's something for me after us
I don't think my heart was made to break this much
Tell me there is happy ever after love
Tell me there is happy ever after usnieobecnośćniewątki 18+takzaimkizaimkityp narracjiTrzecioosobowaczas narracjiPrzeszłypostaćautor
Wszystko byłoby pięknie i ładnie, gdyby nie pojawiały się problemy. Tak naprawdę wchodząc w kimś w relacje, nigdy nie miało się stuprocentowej pewności, że ona prędzej czy później się nie rozpadnie. Nawet jeżeli jest się przekonanym, że nic takiego się nie wydarzy, rzeczywistość potrafi to dość boleśnie weryfikować.
- Karaoke tanie taki zły pomysł. Nawet fałszowanie jest dużo lepsze niż siedzenie czterech ścianach. Zatem możemy się tam wybrać jak najbardziej, ale będą musieli rozdawać wszystkim gościom zatyczki do uszu. Nie mam najmniejszego zamiaru się ograniczać - zapowiedziała, bo ten pomysł całkiem jej się spodobał. - Dobrze nam zrobi na wydzieranie się, jeśli w ciemnej uliczki wylezie jakiś podejrzany typ. Wówczas od samego naszego krzyku pękną mu bębenki.
Przed oczami stanął jej kadr trzeciej części Pottera, gdy Gruba Dama wydzierała się na cały korytarz, aby kieliszek. W przypadku zagrożenia one też powinny wydzierać się jak najgłośniej, chociaż najlepiej gdyby to niebezpiecznych sytuacji nie dochodziło.
Najbezpieczniej byłoby ograniczyć chodzenie po ciemku do absolutnego minimum lub je wyeliminować. Niestety zdarzało jej się nocne zmiany i wtedy jechała do pracy z duszą na ramieniu komunikacją miejską. Nie odważyłaby się wsiąść nocą na rower.
- Popytam wśród sąsiadów, może ktoś będzie potrzebował kogoś do opieki nad dziećmi wyprowadzanie psa. Albo nawet zajęcie się na chwilę osobą starszą. O ile oczywiście to wchodzi w grę.
Chęć pomocy przyjaciółce bardzo duża, ale dobrze było wiedzieć jakie ewentualne prace wchodziłyby w grę dobrymi chęciami było wydrukowane piekło, a czasami z chęci niesienia pomocy można było narobić bałaganu. W jej okolicy było całkiem sporo zarówno dzieci jak i osób starszych, więc na pewno coś by się znalazło. Kwestią pozostawało, czy w ogóle takie coś bierze pod uwagę. Ona sama miała pewną pracę, bo ludzie zawsze będą potrzebować opieki medycznej. Chyba że wynajdą jakiś cudowny lek, który będzie natychmiast potrafił wyleczyć wszystkie choroby świata. W takiej sytuacji nawet jeśli nie byłaby już potrzebna jako pielęgniarka, to byłaby za takim rozwiązaniem.
- wiesz że to bardzo dobry pomysł, taka praca w piekarni czy cukierni. Moim zdaniem jesteś całkiem niezła w te Klocki, więc mogłabyś się odnaleźć faktycznie czegoś nowego się nauczyć - zgodziła się z Inez. - Może nawet sama też coś upicie na tą akcję?
Inez Wilkinson
-
Niepoprawna romantyczka, gaduła, promyczek radości i tak dalej... W skrócie? Kochana jest ♥
nieobecnośćtakwątki 18+takzaimkiOna, jejtyp narracjiTrzecioosobowaczas narracjiCzas przeszłypostaćautor
- Trzeba korzystać z życia, póki nam się chce – lata mijały, wiadomo, a wszystko się zmieniało. Kiedy przychodziły zwykłe obowiązki i duże zmiany, bywało różnie. Inez chciała mieć swoją rodzinę, ale pewnie sobie poczeka, o ile w ogóle jej się uda coś w tym temacie zrobić.
- Sama już nie wiem, czego się chwycić. Poszukam i popytam, jak nie jedno, to drugie, bez pracy nie zostanę, tak czy inaczej – uśmiechnęła się. – Wejdę oknem, jak nie pozwolą drzwiami. Oby tylko nie uznali mnie za narwaną wariatkę, bo wiem jakie krążą o mnie plotki – powiedziała, ale machnęła ręką.
- A niech sobie gadają, mało mnie to obchodzi – gdyby się jednak okazało, że mieliby ją za pustą i narwaną kobietę, odpowie odpowiednio, bo w język się nie gryzła, czasami.
Inez chciała być akceptowana taką, jaką była. Może było jej wszędzie pełno, ale najważniejsze, że miała serce na dłoni i okazywała innym nie tylko szacunek, ale i sympatię. Gorzej, jak ją ktoś wykorzysta jej dobro, wtedy może się to na niej odbić. I mimo to, nie rezygnowała ze swoich pomysłów. Nie potrafiła być wredną, po prostu.
- Poza tym powiedz, jak mogę coś dla Ciebie zrobić. Poza pomocą przy cieście, oczywiście – mrugnęła do przyjaciółki okiem. – I poza moim gadaniem – dodała szybko.
- Fajnie by było zajmować się czymś lubianym na co dzień. Ale jak się nie ma, co się lubi, to się lubi, co się ma. Przynajmniej ja nie narzekam. Ale chciałabym chyba pracować z ludźmi, wiesz, mieć cały czas kontakt z innymi. Albo po prostu pójdę na jakiś kurs zawodowy i podniosę kwalifikacje. Nie wiem. Ach, lepiej się zamknę i przestanę gadać, a zacznę coś robić – co nie będzie łatwe. Mogła za to pośpiewać i dobrze się bawić przy pracy.
Zaczęła się krzątać i szykować z przyjaciółką składniki do ciasta, kiedy w pewnej chwili Inez zakręciło się w głowie. Oparła się o blat i wzięła głęboki oddech, potem kolejny i jeszcze jeden. A w końcu usiadła i przymknęła oczy. Od niedawna czasami działo się tak coś z nią, ale problem olewała. Nie chciała znowu trafić do szpitala, ale może fakt, że uderzyła niedawno głową w drzwi, nie powinien zostać zbagatelizowany.
- To nic, przejdzie, jak zawsze – mruknęła, wiedząc, że zaraz Soraya się tym zainteresuje i na pewno powie jej, co powinna zrobić. Dostanie opierdal za to, że o siebie nie dba. – Nic mi nie jest – tylko ciekawe, czy przekonywała siebie, czy ją?
Soraya Cano