ODPOWIEDZ
30 y/o
For good luck!
170 cm
projektantka biżuterii szukająca pracy :)
Awatar użytkownika
Niepoprawna romantyczka, gaduła, promyczek radości i tak dalej... W skrócie? Kochana jest ♥
nieobecnośćtak
wątki 18+tak
zaimkiOna, jej
typ narracjiTrzecioosobowa
czas narracjiCzas przeszły
postać
autor

Kiedy panna Wilkinson wchodziła do szpitala, miała do wykonania misję. Nie szła tam w odwiedziny do chorych, ale poszła pogadać i rozeznać się, czy aby nie przyjęli tam kogoś do recepcji, bo była chętna. Inez szybko się uczyła nowych rzeczy, ale w razie gdyby jej odmówili to przyjmie się do mopa, bo tacy zawsze byli potrzebni. Oczywiście była ambitniejsza, ale tak czy siak, chciała przy okazji zrobić sobie reklamę i szukać nowych kontaktów do sprzedaży swojej biżuterii. I zawsze mogła trafić na jakiegoś jubilera bez pomysłu na klientów, który trafi tam z jakimś problemem, prawda? Dla Inez zawsze istniała nadzieja, bo ona wolała przyciągać szczęście, zamiast prawdziwych idiotów, a tacy to się zawsze znaleźli na jej drodze. I mimo iż nie lubiła szpitali, zaglądała tam czasem, by odwiedzić swoje przyjaciółki. O ile dyżurka pielęgniarek to zwyczajne miejsce, o tyle prosektorium to już coś innego. Kiedyś by tam nie weszła, a teraz? Będąc już zawieszoną na krawędzi życia i śmieci, po prostu przywykła do tematu trupów, no i jej nie przerażali zmarli. W końcu co jej zrobią? No nic.
Poza tym to było dobre miejsce do rozmów, bo nikt tam prawie nie wchodził.
Oczywiście kiedy załatwiła swoje sprawy, zajrzała do kawiarni, gdzie zakupiła dwie kawy. Czy czekała na kogoś? Nie tym razem. To raczej czekano na nią. Umieściła kubeczki w swojej przepastnej torbie, unieruchamiając je jakoś, by się nic nie wylało i jak gdyby nigdy nic, udała się do przybytku martwych, gdzie panowała jedyna i niepowtarzalna królowa umarlaków – Olivia Calvert.
Oczywiście dała znać, że zaraz przyjdzie i póki co czai się tam, gdzie w sumie nie powinna być. Od biedy jeśli ktoś ją zatrzyma, powie, że się zgubiła? Albo, że ma tam pracować i zwiedza sobie szpital? Mogła też powiedzieć prawdę, bo dlaczego nie? Poradzi sobie, ale tak się stało, że nie musiała zmyślać. Dotarła bez problemów i po prostu zapukała, a po chwili uchyliła drzwi do pomieszczenia i wsunęła tam głowę.
- Dzień dobry – rzuciła wesoło, chociaż panowała tam cisza, wiało chłodem i trąciło trupem. Ale nie była niemiła, każdy kiedyś przecież umrze. Inez przywykła do tej myśli. – Mam kawę i jakieś ciacha, no i nie zawaham się ich użyć! – było to dość groteskowe wejście, poza tym ten humor był już chyba z kategorii czarnego, ale Wilkinson już taka była – bezpośrednia. Poza tym szybko przywykała do warunków, w których była. Może powinna czuć respekt, lekką grozę i tak dalej, ale ostatecznie czy będzie cicho czy głośno, to i tak nikomu już nie zrobi różnicy.
- Trochę tu sztywno – zażartowała. – Ale przyszłam, więc będzie weselej – jej gadulstwo było znane chyba połowie personelu szpitala, bo jako pacjentka była trochę nieznośna. No bardziej niż zwykle. Kiedy mogła zwiać z sali, to właśnie tak zrobiła, a potem dostawała zjeb i tyle. Czy to ją powstrzymywało w czymś? A gdzie tam!
- Jestem pewna w pięćdziesięciu procentach, że mnie tu zatrudnią – dodała, czując atmosferę miejsca i dostała nawet lekkiej gęsiej skórki. – Czyli… może tak, może nie. Pewnie bardziej nie, niż tak. No ale zobaczymy – uśmiechnęła się promiennie.

Olivia Calvert
dc: kwiatkowa
32 y/o
DEBIUTUJĄCY SKRYBA
166 cm
patolog sądowy Mount Sinai Hospital
Awatar użytkownika
Even if everyone turns a blind eye, I'm fine
Even if it's a little far, I still climb
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimki
typ narracjinarracja trzecioosobowa
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

Z wolna zaczynała odczuwać brak kawy w organizmie czując, że opuszcza ją energia. Siedziała już w pracy kilkanaście ładnych godzin na przemian zajmując się to łatwymi, to bardziej skomplikowanymi sekcjami. Jedna z nich wyjątkowo siadła jej na psychikę - piętnastolatka, którą znaleziono wczoraj martwą. Nigdy nie czuła się dobrze, kiedy na stole lądowało dziecko lub osoba w tak młodym wieku. Emocje brały wtedy górę znacznie bardziej, niż w przypadku innych ofiar. Myśl, że ktoś miał przed sobą jeszcze całe życie, a której odebrano tę możliwość w sposób podły i nieludzki, była przytłaczająca. Dało się przejść do porządku dziennego z każdym poszkodowanym, ale krzywda tych najmłodszych bolała najbardziej, przypominając jej o przeszłości, z którą nadal nie potrafiła się pogodzić.
Odłożyła narzędzia, zabierając się za zszywanie ostatniego na tę chwilę ciała. Potrzebowała chwili przerwy na naładowanie baterii. Pracowała ostatnio tyle, że czas jej uciekał, a co za tym szło, uciekało i jedzenie, o którym zapominało. Plusem pracy w szpitalu z całą pewnością był brak strachu przed przytyciem, bo zwyczajnie nie było ku temu możliwości. Udanie się do kafejki było dość dalekie, a spożywanie posiłków tu, na dole, było raczej mało przyjemne.
Niespodziewanie zabrzęczał jej telefon, informując, że nadeszła wiadomość. Proszę, niech to tylko nie będzie powiadomienie o kolejnej zmarłej osobie. Liczyła się z każdą możliwością, ale może tym razem jej błagania zostaną wysłuchane. Przerwa, zwyczajnie krótka, tylko tyle potrzebowała. Odetchnęła z ulgą, kiedy na ekranie pojawiło się znajome imię.
Inez.
Uśmiechnęła się. Ta kobieta zawsze potrafiła ją zaskoczyć, pojawiając się w chwilach, w których była potrzebna najbardziej. Posiadała jakiś radar na socjalne wyczerpanie Calvert, czy po prostu była jasnowidzem?
Zaledwie kilka minut później usłyszała ciche pukanie, by zaraz ujrzeć ciemną czuprynę wślizgując się przez drzwi.
-Jak ty to robisz, że niemal zawsze wiesz, kiedy przyjść? Przyznaj, kiedy byłaś tu ostatnim razem, zamontowałaś kamery - zaśmiała się, kiedy przyjaciółka cała wtoczyła się do prosektorium, zamykając za sobą drzwi. - Och, czyli w taki sposób próbujesz mnie przekupić. Jestem za słaba, żeby odmówić - skomentowała. A zaledwie chwilę wcześniej myślała o tym, że jeść tutaj nie wypada.
-Inez - parsknęła śmiechem. Powinna przywyknąć do jej komentarzy, ale zaskakiwały ją i rozśmieszały każdorazowo, kiedy wypływały z ust młodszej kobiety. Były idealnym rozładowaniem atmosfery, pozwalając chociaż na chwilę oderwać się od ponurych myśli, które gdzieś pragnęły zaszyć się w ścianach umysły Calvert.
-Czyli ostatecznie się zdecydowałaś? Jeśli chcesz, mogę cię polecić, szepnąć do ucha komu trzeba - zaoferowała, uprzątając trochę ponuro wyglądające biurko, zawalone papierami.

Inez Wilkinson
30 y/o
For good luck!
170 cm
projektantka biżuterii szukająca pracy :)
Awatar użytkownika
Niepoprawna romantyczka, gaduła, promyczek radości i tak dalej... W skrócie? Kochana jest ♥
nieobecnośćtak
wątki 18+tak
zaimkiOna, jej
typ narracjiTrzecioosobowa
czas narracjiCzas przeszły
postać
autor

Ona naprawdę była stuknięta, ale tak pozytywnie bardzo. Może nie powinna żartować sobie z nieboszczyków, ale co poradzi, że co pomyśli, to powie. Często nie była w stanie ugryźć się w język. Nie żeby nie miała szacunku dla zmarłych, miała, naprawdę. Po prostu czasem chciała palnąć coś głupiego lub zabawnego (opcjonalnie jedno i drugie), co trochę poprawi atmosferę.
- Wiesz co, nawet na cmentarzu bywa weselej – zauważyła, cytując zasłyszany kiedyś fragment tekstu.
- No cześć, kochana – uśmiechnęła się, bo nawet panująca tam aura śmierci jakoś nie mogła jej dobić.
- Zapytać o pracę można, przekonał mnie taki przystojniak z chirurgii. Trzeba się trzymać fajnych facetów, ale znając życie żaden by ze mną nie wytrzymał – podsumowała i wzruszyła ramionami. Inez pogodziła się (no prawie) z faktem, że zostanie sama, bo nie może trafić na takiego, co by miał poważne zamiary, a nie tylko przyjaźń z bonusem.
- Zostanę sama, a potem stanę się taką zrzędliwą starszą panią, która jest postrachem dzieciaków z dzielnicy. Albo wręcz przeciwnie, będę odjazdową staruszką, która pomyka ulicami na motorze – zaśmiała się z tej wizji. Cała Inez, bo chociaż potrafiła zachować powagę, to nie zawsze chciała. W tej chwili jej przyjaciółka też wydawała się przygnębiona, więc przyszło do niej słońce i oświetliło trochę ponure pomieszczenie.
Wyciągnęła przemycone kubki z kawą i postawiła je na biurku. Po chwili to samo zrobiła z pięknie pachnącymi, świeżymi ciachami ze sporym dodatkiem czekolady.
- No właśnie przekonuje mnie to miejsce, bo po pierwsze, tu mnie uratowali. Po drugie, pracują tu moje przyjaciółki, po trzecie, są tu przystojniacy, z którymi można poflirtować i po czwarte, można tu pohandlować biżuterią z personelem i pacjentkami – a ta znowu o swoim hobby, ale trochę kasy z tego miała. Zwracało jej się, więc nie było źle.
- Ja wiem, że w recepcji trzeba być dokładnym i poukładanym, a ja jestem gadułą, która czasem nie potrafi się streścić, ale przecież brałabym pracę na poważnie – no właśnie, to jakiś problem, ale… pewnie już o niej zapomnieli w tym szpitalu, bo przecież pełno tu pacjentów. Z tym, że ona nie była taka pokorna, gdy przestała umierać i nabrała sił. Nic nie poradzi, że roznosiła ją energia.
- Możesz interweniować. Ja wiem, że mój dorobek jeśli chodzi o pracę jest dość zwyczajny i nie mam wielkiego doświadczenia, ale szybko się uczę i potrafię być poważna. A jak się nie uda, to będę biegać z mopem, zawsze coś – no takiej oryginalnej salowej to chyba nigdy nie mieli.
- Jak tam dzisiaj? – zapytała już poważniejszym tonem i ze słyszalną troską.
Wilkinson mogła się śmiać i żartować, ale była też dobrą słuchaczką i wsparciem. Bardzo się przywiązywała do ludzi i naprawdę była z nimi związana. Odpłacała się im dobrem, bo w to wierzyła, nawet jeśli teraz znalazła się w miejcu, gdzie wiele historii mówiło coś na odwrót. I zło spotykało ludzi i istniało, a dobrzy ludzie też umierali w ten czy inny sposób.

Olivia Calvert
dc: kwiatkowa
32 y/o
DEBIUTUJĄCY SKRYBA
166 cm
patolog sądowy Mount Sinai Hospital
Awatar użytkownika
Even if everyone turns a blind eye, I'm fine
Even if it's a little far, I still climb
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimki
typ narracjinarracja trzecioosobowa
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

Lubiła w Inez ten luz, którym kierowała się w życiu. Dodatkowo potrafiła zarażać pozytywną energią, a tego Olivia w ostatnim czasie zdecydowanie potrzebowała, pozwalając by jej głowę na przemian zaprzątały sprawy związane z pracą, jak również te odnoszące się do osoby, która za cel obrała sobie nękanie jej, skupiając się na wchodzeniu jej na psychikę. Powoli zaczynała być zmęczona ciągłą koniecznością oglądania się za siebie i sprawdzania, czy w domu faktycznie nikogo nie ma. Już sam widok kopert na wycieraczce przyprawiał ją o zawrót głowy.
-No, no! Już tak nie uwłaczaj mojemu miejscu pracy. Przynajmniej nikt mi nie gada za uchem jak się muszę skupić - odpowiedziała, lekko głową kręcąc ze śmiechem. Kto wie, może przyjaciółka wyczuła, że nie tylko kawa była Liv potrzebna, a i trochę uśmiechu, bo tu co najwyżej mogła nim raczyć samą siebie. Ewentualnie pacjentów, którzy niestety nie byli w stanie odpowiedzieć tym samym.
-Przystojniak z chirurgii? Który? - zainteresowała się. Nie stroniła od rozmowy o płci przeciwnej, chociaż gdzieś z tyłu nadal miała w głowie, że ostatnim razem, kiedy była z jakimś bliżej, ten okazał się skończonym dupkiem. Na dodatek zachowującym się tak, jakby nie wiedział, co zrobił źle. No tak, posiadanie dwóch kobiet w tym samym czasie było przecież takie normalne. - Zastanawiam się czy znam, chociaż z tym u mnie krucho. Za często siedzę w podziemiach, żeby móc bliżej zbratać się z kimś z pozostałych oddziałów - westchnęła. Czy jej tego brakowało? Czasami zapewne, ale zazwyczaj nie miała czasu na podobne myślenie. Nie stroniła od ludzi, niemniej nigdy nie była przekonana do flirtów w pracy, które jedynie komplikowały sprawy.
-Daj spokój, nie zostaniesz sama. Jesteś wspaniała i jestem pewna, że znajdziesz takiego, któremu skradniesz serce na tyle, by nieba ci uchylił - uśmiechnęła się do niej. Znała ją nie od dzisiaj i wiedziała, że ma wiele zalet. Potrzebowała tylko osoby, która była wstanie to dostrzec, bo co jak co, ale w życiu nie pozwoli, żeby jej przyjaciółka zaczęła się uganiać za kimś, kto nie był dla niej wystarczający. Tylko czy umiałaby zapanować nad sercem, gdyby wybrało? - Poza tym nic na siłę. Może czasem taka przerwa od randkowania jest potrzebna - lekko ramionami wzruszyła. Nie mogła mówić za Inez, ale osobiście nie czuła się w pełni gotowa na randkowanie po ciężkim rozstaniu. Nie przekreślała swojej przyszłości u boku kogoś, kto byłby w stanie zaakceptować fakt, że kroiła trupy, ale też nie pchała się na siłę w ramiona pierwszego lepszego oczekując, że zaraz ślub będą brali.
Parsknęła śmiechem. Grunt to znaleźć pozytywy, co?
-No tak, przystojniacy, handel. Czego chcieć więcej. Nie lepiej promować się z biżuterią w internecie? Może tik tok? Teraz wiele rzeczy się tam wystawia - skomentowała. Posiadała media społecznościowe, chociaż nie siedziała w nich tyle, co przeciętne osoby w jej wieku. Nie miała na to zwyczajnie czasu. - Czasami aparycja mówi więcej, niż doświadczenia. Postaram się to załatwić jak najszybciej. Zwłaszcza, że w recepcji trzeba być mimo wszystko komunikatywnym - skinęła głową, zapisując w pamięci, by jutro porozmawiać z kim trzeba. Przynajmniej będzie miała pretekst na chwilową przerwę. Nie znała jeszcze dokładnego grafiku na jutro, niemniej w jej przypadku nigdy nie można było w pełni zaplanować poszczególnych sekcji. Nie raz zdarzało się, że wiele z nich zostawało przesuniętych ze względu na priorytety.
-Naprawdę chcesz wiedzieć? - spytała. Wiedziała, że tak. - Przeprowadzałam dzisiaj sekcję zwłok nastolatki. Została brutalnie zgwałcona i zamordowana. Mam nadzieję, że policja dopadnie tego bydlaka - skomentowała. Aż nóż się w kieszeni otwierał na myśl, że ktoś taki nadal chodził wolno. Liczyła, że jej wnioski przydadzą się do ujęcia mordercy. - W ogóle wiedziałaś, że w szpitalu kręcili serial? - zagadnęła. Zapewne nie mogła mieć takich informacji, ale kto wie, może było o tym głośno również w internecie.

Inez Wilkinson
30 y/o
For good luck!
170 cm
projektantka biżuterii szukająca pracy :)
Awatar użytkownika
Niepoprawna romantyczka, gaduła, promyczek radości i tak dalej... W skrócie? Kochana jest ♥
nieobecnośćtak
wątki 18+tak
zaimkiOna, jej
typ narracjiTrzecioosobowa
czas narracjiCzas przeszły
postać
autor

Inez odetchnęła głęboko.
- Jest jak być powinno – powiedziała w końcu. – No nic nie poradzisz. Każdy ma swoje dziwactwa, prawda? To znaczy wiesz – zaczęła się tłumaczyć.
- Chodzi mi o to, że to jest w porządku. Robisz coś ważnego i nie siedzisz tu bez celu. Jeszcze rok temu bym miała problem tu zejść, ale śmierć przestała być dla mnie taka trudna – w końcu sama prawie umarła. Powinna być zlękniona i omijać takie miejsca, ale jakoś inaczej patrzy na życie.
- Poza tym jesteś i mądra i ładna, dobry zestaw. Prędzej taki doktorek spojrzy na Ciebie, niż na mnie. Mnie połowa osób ma za płytką i beztroską, co jest krzywdzące – Inez była z natury pogodna, lubiła żarty i rozładowywanie atmosfery, ale można było z nią porozmawiać o wszystkim. Kiedy trzeba, zachowywała powagę i nie komentowała. I potrafiła płakać, czasami coś ją dotykało bardziej niż innych i reagowała emocjonalnie, ale pomiędzy przyjaciółmi, lub gdy była sama. Utrata kogoś bardzo bolała, ją także. Przykładowo był policjant, Gus. Lubili się, zaiskrzyło, a potem ten nagle zniknął, co nie było do niego podobne. Inez to bardzo przeżyła, a tylko mówiła, że to nic takiego. Co miała poradzić, że zakochała się w kumplu? Niestety on odszedł i nie odbierał od niej połączeń. I to bolało, ale Inez potrafiła się podźwignąć jakoś. Dzisiaj też bolało, ale patrzyła naprzód.
- A chodzi mi o takiego szatyna o średnim wzroście. Nie było go tu, kiedy leżałam, ale ze dwa razy go widziałam, gdy tu byłam niedawno. Wygląda młodo, może jakiś początkujący? Niezły jest, w każdym razie. Dowiem się jak się nazywa – w to nie można było wątpić. Na pewno odkryje kto jest kim w tym szpitalu. – Niektórzy mnie tu już znają, więc muszę być ostrożna i się nie wygadać o różnych rzeczach. Chociaż myślę, że sobie poradzę. Nie każdy musi wiedzieć kto i dlaczego mi się podoba – a patrząc na fakt, że kocha mundury i uniformy, to w ogóle jest nieźle.
Uśmiechnęła się ciepło do przyjaciółki i odpowiedziała dość poważnym tonem.
- Kolej na mnie, bym komuś złamała serce – jej serce zdeptał Gus. I od tego czasu wkurzają ją policjanci. – I cieszę się, że tak myślisz, chociaż ja zaczynam wierzyć w pecha – mimo to nie miała zamiaru się poddawać. O nie!
- Mam nadzieję, że jednak ktoś się znajdzie i nie zdziwię się, jeśli wyląduje tu nagle pobity, bo przestałam ufać facetom i pewnie wzięłabym jakiegoś za zboczeńca – trauma po napaści. Teraz każdy facet był dla niej podejrzany i nie ufała tak szybko, jak kiedyś. Jednak życie i doświadczenie czegoś ją nauczyły i bardzo dobrze!
Zgodziła się też ze słowami odnośnie handlu.
- Mam już prawie gotową stronę internetową. Muszę wstawić ładne zdjęcia, ale kogo zapytam, to mówią, że się nie nadają na modelki. Bransoletki to pół biedy, wystarczy rękę pokazać, ale kolczyki czy naszyjniki? Lepiej mieć podgląd na twarz i chociaż od pasa w górę. Nie miałabym nic przeciwko temu, byś dołączyła do mojej prywatnej drużyny pierścienia. No ale to od Ciebie zależy. Nie będę targać za uszy – posłała Olivii całusa w powietrzu.
Uważała, że przyjaciółki były na tyle fotogeniczne, że nadawałyby się idealnie do roli prezenterek. Były młode, piękne i na pewno wiele osób by chciało je oglądać.
- Wiesz, to wszystko w sumie jest moim hobby. Można mieć coś z tego, ale marzy mi się jakaś większa rola, jak współpraca ze sklepami jubilerskimi – odparła. – Ale póki co z tego nie wyżyję, muszę mieć stałą pracę. Będę wdzięczna za wsparcie, dobre słowo. Dodam, że w zamian masz zapewnienie że w razie gdybyś kiedyś miała wziąć ślub, to zorganizuję wszystko za darmo – kolejna pasja dziewczyny. I ona nie zwalniała tempa, nie lubiła bezczynności.
Kiedy dowiedziała się o tym, nad czym pracowała Liv, zadrżała.
- O cholera – syknęła. Była to próba i dla niej, bo przecież mogła skończyć podobnie. Tylko miała szczęście w nieszczęściu, że facet wycelował do niej nożem i wbił go jej w brzuch. Miała po tym zdarzeniu nieprzyjemne wspomnienia i bliznę na pamiątkę. – Oby złapali tego skurwiela, bo... – pociągnęła nosem, bo w jej oczach pojawiły się łzy, które starała się ukryć. Na takie wydarzenia reagowała konkretnie. Poza tym nożownika ze sprawy Inez nie złapano. I kto wie, może to był ten sam gość? Trudno powiedzieć, ale tak czy inaczej, obaj byli nienormalni. I Inez unikała teraz wieczornych spacerów w pojedynkę.
- Szkoda młodego życia – odparła smutno. – Nigdy nie zrozumiem takich ludzi – dodała, wyraźnie tracąc dobry humor. No ale nie mogła być super wesoła, kiedy działy się takie rzeczy.
O serialu coś słyszała.
- Widziałam u jednej aktorki na Instagramie zdjęcie szpitala i podpis, że tu coś kręcą. Pewnie jakieś sceny z zewnątrz, bo przecież do środka by nie weszli, by przeszkadzać – zauważyła. – Ale jeśli jest tu trochę miejsca, to możliwe, by jakieś ujęcia zrobić. Dzisiaj to wiesz, można wszystko. Mogą uwiecznić Cię na zdjęciu, a zmienić potem filtry i dać rozmyte, czy podmienić twarze… Nie wiem, a co, natknęłaś się na kogoś? – zapytała zainteresowana tematem. – Realność popłaca. Kiedy pracowałam w hotelu, też kręcono tam jakieś zdjęcia do filmu. Zajęło im to jeden dzień, więc może tu być podobnie. Dyrekcja pewnie się zgodziła na coś takiego. Chodzi mi o reklamę i dodatkowe pieniądze dla szpitala. Jeden czy dwa dni chyba są możliwe. Może ktoś zejdzie i do Ciebie kiedyś? – uśmiechnęła się.
- No co? Fajnie tak być czegoś częścią lub mieć jakieś znajomości – zabrała się za swoją kawę i upiła łyk. Była całkiem niezła.
- Przynajmniej nie nagrywają jakiejś seks-taśmy, jak kiedyś w hotelu – zaśmiała się. Oj tak, miała z tej pracy niezłe wspomnienia. – Pokojówki widzą więcej niż się wydaje – i jakiejś podejrzanie zaginął uniform. A może któraś z koleżanek się załapała do filmu? Jeśli tak, żadna się nie przyznała. Inez do dzisiaj nie rozwiązała tej zagadki, a próbowała!

Olivia Calvert
dc: kwiatkowa
32 y/o
DEBIUTUJĄCY SKRYBA
166 cm
patolog sądowy Mount Sinai Hospital
Awatar użytkownika
Even if everyone turns a blind eye, I'm fine
Even if it's a little far, I still climb
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimki
typ narracjinarracja trzecioosobowa
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

Z ich dwójki to zdecydowanie Inez była bardziej wygadaną osobą. Olivia, chociaż nie miała niczego przeciwko prowadzeniu konwersacji, nie wylewała z siebie raczej tak pokaźnego potoku słów. była znacznie lepszym słuchaczem, który nawykł do ciszy. Praca robiła swoje, niemniej cieszyła się na odmianę. Może nie mogła zabawić przyjaciółki taką ilością historii i informacji, ale z pewnością miała w zanadrzu rzeczy, którymi śmiało mogła się podzielić. Wyłączając wnętrzności czy inne okropieństwa rodem z horrorów. Mogła się założyć, że Inez nie byłaby zainteresowana badaniem mózgu denata.
-Doświadczenia zmieniają ludzi. Wiesz, może to zabrzmi egoistycznie, ale nawet się cieszę, że nie obawiasz się tego miejsca. Dzięki temu możesz mnie odwiedzać - uśmiechnęła się szeroko, racząc usta przyjemnie ciepłą kawą. Nie miała zbyt wielu gości, przynajmniej nie takich, z którymi mogła porozmawiać na trywialne tematy, odcinając umysł chociaż na chwilę od otaczającej rzeczywistości.
Omal się tą kawą nie zakrztusiła, kiedy usłyszała kolejne słowa ponętnej ciemnowłosej.
-Słuchaj, jeśli będę uprawiała seks na stole sekcyjnym, pierwsza się o tym dowiesz, co? - rzuciła, spoglądając na nią z rozbawieniem. Interesująca wizja, może jakiś ukryty fetysz. - Żaden normalny lekarz tutaj nie schodzi. Za dobrze im tam na górze, a i ja czasu nie mam żeby włazić tam do nich. Mijamy się - wzruszyła ramionami. Sama się na to skazała. plus powiedzmy sobie szczerze - romanse w tym samym miejscu pracy zwiastowały katastrofę. Gdzieś miała związany z tym profesjonalizm, ale nie chciałaby, żeby o jej życiu łóżkowym wiedział cały szpital. Nie mówiąc już o plotkach, które by się pojawiły gdyby tylko doszło do zerwania. - Jestem pewna, że w końcu pojawi się ktoś na tyle dobry, żeby dostrzec jaka jesteś naprawdę. Jeśli ktoś uważa cię za płytką to znaczy, że jest ślepy - dodała. Nie rozumiała takiego podejścia, ale niestety stereotypy potrafiły dobrze namieszać w społeczeństwie, nakierowując je na nie te wartości, na które powinien. Bycie miłym i otwartym było odbierane jak beztroska. A chęć kontaktów z innymi za łatwość.
-Ja? Jako modelka do twojej biżuterii? Właściwie… czemu nie. Jeśli tylko ma ci to pomóc, nie mam nic przeciwko. w razie czego użyjemy odpowiednich filtrów - uśmiechnęła się. Czy lubiła siebie na zdjęciach? Tak. Nie na każdym, ale też nie wzbraniała się przed nimi jak najęta. Wiedziała, że ludzie mieli awers do patrzenia na siebie, ale hej, ostatecznie to właśnie z tą twarzą trzeba było dilować każdego dnia, patrząc w lustro. Akceptacja to podstawa.
-Liczę na to. Nigdy nie jest łatwo patrzeć na tak młode ofiary. Nawet nie chcę sobie wyobrażać, co czuli rodzice - westchnęła. Przytłaczająca część jej pracy. Brutalność świata nie przestawała jej zaskakiwać i nie było mowy, aby kiedykolwiek się do tego przyzwyczaiła.
-No właśnie weszli - skomentowała. Czyli wychodziło na to, że jedynie Liv była do tyłu z nowościami. Trzeba będzie zacząć nadrabiać internet! - Tak, przypadkiem wpadłam na jednego z aktorów. Myślałam na początku, że to lekarz, a po chwili okazało się, że z medycyną nie ma niczego wspólnego - zaśmiała się na samo wspomnienie. Jak mogła być tak mało spostrzegawcza?
-Kochana, jestem pewna, że porno w szpitalu sprzedałoby się całkiem dobrze - zerknęła na nią. Ludzie mieli różne fetyszne, nie należało oceniać! Zresztą kto tam wiedział, co działo się za zamkniętymi drzwiami pokoi pielęgniarek czy lekarzy, kiedy szli niby odpocząć. w dyżurkach można było wszystko z dala od wścibskich oczu.

Inez Wilkinson
30 y/o
For good luck!
170 cm
projektantka biżuterii szukająca pracy :)
Awatar użytkownika
Niepoprawna romantyczka, gaduła, promyczek radości i tak dalej... W skrócie? Kochana jest ♥
nieobecnośćtak
wątki 18+tak
zaimkiOna, jej
typ narracjiTrzecioosobowa
czas narracjiCzas przeszły
postać
autor

Inez była naprawdę gotowa do pracy w szpitalu. Potrafiła sobie radzić w stresującej sytuacji i naprawdę nie bała się prawie niczego. Może i dreszczyk czuła w tym miejscu, ale powtarzała zawsze jeden tekst – umarli nic jej nie zrobią. Dlatego nie obawiała się tego miejsca, chociaż nikt pewnie nie zrobiłby czegoś takiego jak ona, nie bez jakiejś wewnętrznej blokady. Kto schodził do takiego miejsca, gdy nie musiał? Ano były wyjątki.
- Tak sobie myślę, że kontakt z ludźmi dobrze by na mnie podziałał, a tu przynajmniej nie ma nudy i jest się do kogo odezwać. Ale z drugiej strony myślałam o pieczeniu ciast, tylko boję się, że mi się to zbyt szybko znudzi, kiedy będę musiała ciągle robić jedno i to samo – to ją mogło przybić ostatecznie, bo jakby nie było, lubiła akcję i nie chciała się nudzić.
- Wiesz co, zdaję sobie sprawę, że jestem trochę narwana i dziwna, ale ja po prostu dużo gadam i jestem dość energiczna. Poza tym wiesz, że jestem zupełnie niegroźna dla innych – zrobiła niewinną minkę i uśmiechnęła się.
- Trzymaj kciuki, by mnie gdziekolwiek zatrudnili. Jak nie, zostanie mi moja pasja do ozdób. I daj spokój, jesteś fajna babka, nie masz się czego wstydzić. Pokazałabyś się ludziom lepiej, a na pewno zainteresowałabyś sobą wiele osób. Jakby zrobić dobrą reklamę… - nie musiała chyba kończyć zdania. To było dobre posunięcie, jeśli chciało się do czegoś dojść.
- Fajnie byłoby się pokazać z innej strony, nie sądzisz? – zapytała, obracając w dłoniach kubeczek z kawą. – Moje przyjaciółki to piękne kobiety, a jakoś nie chcą się pokazać dalej. Nie żeby coś, ale może znaleźliby się jacyś fajni, wolni faceci, których byście oczarowały. Ja musiałabym się nie odzywać, żeby ktoś się mną zainteresował – odetchnęła głęboko. – Trochę tu przykre, ale prawdziwe – umiała ograniczyć gadanie, ale pod wpływem emocji, zaczynała być jeszcze bardziej nakręcona.
- I fajnie tak chyba poznać kogoś z innej półki. Hmmm… - zamruczała. – Ja bym mogła zagrać i trupa, gdyby ktoś mnie dostrzegł. Bez obrazy i braku szacunku dla prawdziwych osób – klepnęła się w miejsce serca, bo nie miała nic złego na myśli.
- Oprócz chęci rozkręcenia interesu, chciałabym robić coś dla innych. Wiesz dobrze, że ja muszę mieć kontakt z drugim człowiekiem, nie tylko przez to, że dużo mówię. Jestem towarzyska i lubię nawiązywać znajomości. Muszę rozreklamować sobie konta społecznościowe, to raz. A dwa, koniecznie muszę się na coś zdecydować bo praca sama do mnie nie przyjdzie – a szkoda, prawda?

Olivia Calvert
dc: kwiatkowa
32 y/o
DEBIUTUJĄCY SKRYBA
166 cm
patolog sądowy Mount Sinai Hospital
Awatar użytkownika
Even if everyone turns a blind eye, I'm fine
Even if it's a little far, I still climb
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimki
typ narracjinarracja trzecioosobowa
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

Była wdzięczna, że miała w swoim życiu kogoś tak pogodnego jak Inez, kto potrafił skupić jej myśli na znacznie lżejszych rzeczach, jak chociażby rozmowa o planach na przyszłość, o wycieczkach, na które miały zamiar się wybrać czy przedstawicielach płci przeciwnej, którzy tylko czekali, by pójść z nimi na randkę. Nie pamiętała już, kiedy faktycznie miała taką udaną, a która nie była od początku skazana jedynie na jednorazową przygodę. Serio odnosiła wrażenie, że po zerwaniu z Victorem posypało się wszystko, jakby nagle stała się naznaczona.
-Och, tego z pewnością możesz być pewna. Nawet, jeśli wydaje ci się, że dzień będzie spokojny, zaraz wydarza się coś, co szybko weryfikuje rzeczywistość - zaśmiała się. Z doświadczenia wiedziała, że praca w szpitalu wyglądała właśnie w taki sposób. Człowiek mógł mieć założenia, mógł sobie planować, a nawet sądzić, że uda mu się dzisiaj trochę odpocząć, ale wszechświat zaraz zrzucał prawdziwą bombę. - Może zatrudnij się na jakiś czas w jakiejś cukierni? zobaczysz, jak to wygląda od środka. Poza tym przecież nie będziesz piekła ciągle tego samego, skoro twoi klienci mieliby różne zamówienia - stwierdziła. Wydawało jej się to rozsądnym podejściem, ponieważ ewidentnie wyglądało na to, że jej rozmówczyni za nic nie miała na siebie pomysłu. Zatrudnienie się u kogoś mogło stanowić dobry punkt zaczepienie by zobaczyć, czy dana rzecz faktycznie była dla niej. Czegokolwiek jednak by nie wybrała, Olivia miała zamiar ją wspierać.
Upiła kolejny łyk kawy, wsłuchując się w jej słowa. Zabawne, że czasami miewała problemy z nadążaniem za wszystkim, co jej opowiadała. Informacji było po prostu za wiele i mózg Calvert starał się wyłapać tylko te najważniejsze. Wiedziała, że każde słowo było istotne, ale niestety gubiła się trochę w tym natłoku. Jej głowa i tak pracowała cały dzień na najwyższych obrotach, starając się wyciągnąć najtrafniejsze wnioski z każdej kolejnej sekcji zwłok.
-Kochana, jestem pewna, że cię zatrudnią. Masz charyzmę, to się przydaje. I masz gadane, co też może być plusem zwłaszcza, jeśli będziesz musiała pracować z ludźmi - uśmiechnęła się do niej, zajadając się słodkościami, które przyniosła przyjaciółka. Litości, ale była głodna. Naszła ją nagle ochota na pizzę. Ciekawe jakby zareagował dostawca, gdyby musiał ją tu przynieść. -Schlebiasz mi. Nie będzie to dla mnie aż takie komfortowe, ale podobno warto czasami zrobić coś, by przekroczyć własne granice. Kochana, to ma być sesja promocyjna twojej biżuterii, czy biuro matrymonialne - zaśmiała się, bo w jej uszach tak to zabrzmiało. Fani. Aż prychnęła na to stwierdzenie, bo wydało jej się nad wyraz absurdalne. Może w takim razie to właśnie Inez powinna zostać modelką, która upolowałaby sobie jakiegoś fajnego męża?
-Może tik tok? Ostatnio jest popularny. Możesz nagrać jakiś fajny kontent i zobaczyć, co z tego wyjdzie. Każdy sposób jest dobry i każdy się liczy. Możesz też napisać o współpracę do jakichś influencerów - zaproponowała. W dzisiejszym świecie media społecznościowe były główną formą promowania zarówno siebie, jak i swoich produktów. Zwykła strona w internecie czy reklamy w gazecie lub telewizji już nie wystarczały.

Inez Wilkinson
ODPOWIEDZ

Wróć do „Mount Sinai Hospital”