Madox to doceniał, że mimo jego charakteru, mimo tego jak on się zachowywał, impulsywnie, czasami wręcz głupio, to Pilar
i tak go kochała, bo większość ludzi pewnie już dawno by go skreśliła. Jego poprzednie laski zawsze mu to wytykały, wszystko po kolei, od tego jaki był narwany, skupiony na sobie, po to jak działał
po swojemu.
A ona co, ona pomimo tych wad, go kochała.
Chociaż fakty są takie, że on przy niej nauczył się myśleć o innych, a przede wszystkim to o niej właśnie, bo przecież jeszcze w Medellin zastanawiał się, czy pomóc kelnerce, nad którą wytrząsał się jego wuj. A potem co? Potem wystarczyło jedno spojrzenie Pilar, żeby się za nią wstawił i jeszcze oberwał. Potem już wstawiał się za wiele osób, bez zastanowienia. I za nią.
Życie by za nią oddał.
Nie chciał, żeby przez niego coś jej się stało, i zaraz dzielił się z nią swoimi wątpliwościami.
Bo tak, do Madoxa dopiero teraz to docierało, jakie konsekwencje niósł za sobą ich ślub. Bo on przecież zawsze żył chwilą, tym, że coś chciał i to brał, niczym się nie przejmując. Bo nawet jeśli były jakieś przeszkody, to kurwa, później będzie o tym myślał.
I teraz chyba przyszło to później.
A razem z nim wątpliwości.
Czuł jak spięła się na dźwięk jego słów, wiedział, że przecież jej głowa zakłada już te najczarniejsze scenariusze. Bo taka była Pilar, z tą myślą z tyłu głowy, że
on ją zostawi, i chociaż mógł się jej zarzekać, że nigdy tego nie zrobi, to przecież czuł to na swoim ciele, to jak jej serce wali szaleńczo w piersi, jak zacisnęła na nim uda, a palce które wplatała mu we włosy szarpnęły je nieznacznie. Pogłaskał ją po plecach przytulając do siebie, a zaraz wyjaśnił w czym kryło się to jego zawahanie.
Nie w uczuciach, bo te były niezmienne, od pierdolonego Medellin, gdzie jego serce zabiło do niej mocniej, to się nie zmieniło. Rosło jeszcze na sile, przez tą całą wyboistą drogę, którą przeszli. A dzisiaj określili to co czują, obrączkami, najpiękniejszymi na świecie, słowami, które wybrzmiały w tej świątyni w samym sercu dziczy. Jak miałby się rozmyślić?
Jak miałby zaprzeczyć temu wszystkiemu, co jej powiedział?
Co musiałaby zrobić,
żeby spojrzał na nią z wyrzutem? Z nienawiścią?
Teraz patrzył z niepodważalną
miłością, prosto w jej piękne, ciemne oczy, kiedy ujęła w dłonie jego twarz, kiedy zadarła jego głowę do góry. Ściągnął do siebie brwi, a palce oparł na jej pupie przyciągając ją do siebie
jeszcze bliżej.
-
Nie wiem... Bo ja chyba nie miałem - przyznał się jej, a jego ciemne spojrzenie odszukało jej piękne, czekoladowe oczy. Bo do niego teraz dotarło, że to nie tylko to, że nosiła jego nazwisko,
była jego, ale przede wszystkim to, że wracała do Toronto jako Noriega, jakby kurwa w jednej chwili ktoś przykleił jej do czoła etykietkę
słaby punkt Madoxa, tutaj. Wypuścił ciężko powietrze z płuc przez nos, prosto w jej dekolt -
też zrobiłbym to milion razy... - powtórzył po niej i pochylił się do jej pełnych, gorących ust, które chciał zamknąć w pocałunku, ale zanim to zrobił, padły kolejne słowa, na które Madox szarpnął się do tyłu, tak, żeby na nią spojrzeć. Wytatuowane palce oparł na jej udzie, zadzierały do góry koronkowy materiał jej sukienki.
-
Pilar… Kurwa, nawet tak nie mów, bo ja... Mnie akurat to nie pierdoli. Jaka kulka? Nigdy na to nie pozwolę. Rozumiesz? Nigdy... - znowu zajrzał jej głęboko w oczy. Nie żartował, bo nawet jeśli miałby się dla niej poświęcić, znowu z kulą w boku, znowu pod lodem, to zrobiłby to wszystko, ale nie zniósłby, kiedy to by dotknęło jej. Bo ona też już za dużo się przez niego wycierpiała. Jak Rosa ją postrzeliła, jak ludzie Gonzalesa ją pobili, a Dalton... Co prawda to nie było do końca przez Madoxa, bo to zrodziło się w umyśle psychopaty, ale przecież też dotknęło jej głęboko. Najgłębiej z tego wszystkiego.
-
Uwielbiam kiedy jesteś moją żoną - uśmiechnął się do niej delikatnie, ale zaraz spoważniał -
ale błagam cię, nie możesz się narażać, bo jakby ci się coś stało to bym tego nie przeżył - wyznał jej i znowu westchnął ciężko, znowu się w nią wtulił, bo to była najszczersza prawda. Bo te sytuacje zagrożenia, zawsze mu to uświadamiały, że on bez niej by już nie umiał. Ale... przecież widział w jej oczach, że ona bez niego też nie.
Na jej kolejne słowa... uniósł jedną brew.
-
Na Stewart? - powtórzył po niej i chociaż przed chwilą jeszcze sytuacja była poważna, a ta ich rozmowa szczera do bólu, to Madox parsknął śmiechem, który odbił się od ścian łazienki -
jak to kurwa brzmi... Madox Stewart - powiedzieli to prawie jednocześnie, a on znowu się do niej łasił. Wytatuowanymi palcami rysując sobie tylko znajome ścieżki na jej gorących udach, zahaczając nimi o materiał sukienki. Znowu się zaśmiał na jej kolejne słowa, a zaraz skinął głową zgadzając się z nią.
-
Jak właściciel cukierni, albo kurwa sklepu z zabawkami - wtulił się w nią, a czując na sobie jej śmiech trochę mu ulżyło -
chociaż może jakbym się przebranżowił, to zamiast bać się tego, że oberwiemy kulkę, to obawialibyśmy się cukrzycy, albo próchnicy? - podniósł na nią spojrzenie. Nie brzmiało to dobrze? Chyba jednak nie...
-
Znudziło by nam się po dwóch dniach, a zresztą z naszymi antytalentami kulinarnymi to prędzej niż byśmy zrobili kremówkę, to wysadzilibyśmy kuchnię, albo spalili cały sklep - no tak. Tak by to wyglądało, bo oni mogli narzekać, bać się o siebie, ale przecież nie odnaleźli by się w innej roli. Nie z tymi sercami, które kiedy rozpierdalała je adrenalina, to czuły, że żyją.
No i zdecydowanie lepiej niż w kuchni to jednak radzili sobie na karkołomnych misjach. Obsługa piekarnika była dla nich bardziej skomplikowana niż broni. Nie oszukujmy się.
-
Ty o moje dbasz zajebiście - szarpnął się do niej i chciał... Jak on kurwa chciał ją pocałować, ale musiał to dodać -
a ja o twoje się też postaram - ułożył te słowa na jej wargach, a kiedy te jej opuściły kolejne, to mogła poczuć jak się uśmiechnął -
ja pierdole... I tak już kocham cię na zabój, a za te nosy... do szaleństwa? Do obsesji? - zaczepił językiem o jej pełne, gorące usta, a zaraz odsunął się patrząc jej w oczy. W te najpiękniejsze na świecie oczy.
Uniósł jedną brew z malującym się na ustach uśmiechem.
-
Serio? I ja tego nie widziałem... - pokręcił głową, bo jak on mógł to przegapić?
-
Kocham cię - te słowa ułożył na jej ustach, które... w końcu zamknął w pocałunku. Zmysłowym, nie tak agresywnym jak zwykle, bo smakował jej usta powoli, palcami sunąc po jej biodrach, po plecach, plątając je w ciemne kosmyki. Zabierał jej z płuc resztki powietrza, ale oddawał jej to co miał. Dzielili się tym po pół, jak wszystkim co mieli. Problemami i radościami. Teraz już jako małżeństwo.
W pocałunku, który wymazywał wszystkie wątpliwości, który miał smak nadziei i tego, że kiedyś... się ułoży. Bo byli razem. A oni razem mieli taką moc sprawczą, że nic ich nie mogło złamać.
Dopiero po chwili Madox oderwał się od swojej żony i znowu zawiesił ciemne spojrzenie na jej ślicznej twarzy.
-
To co? Idziemy wykorzystać nasze nagrody? Szkoda by było je przepuścić, kiedy tak dzielnie walczyłaś z tym kisielem o smaku limonki... A na deser z robakami - posłał jej zaczepny uśmiech, a zaraz ściągał za kolano z szafki, robiąc jej trochę miejsca, ale i tak kiedy stawała na ziemi, to otarła się o niego, a Noriega mruknął jej gdzieś do ucha.
Złapał ją za rękę, a kiedy wyszli przed komisariat, to zaraz dopadli do nich Ravi i Theresa, nie mogli się im nadziękować. Opowiadali o tym, że po prostu usiedli w jakiejś loży, kiedy się całowali i trafili na tych gangusów, po prostu złe miejsce i zły czas sobie wybrali. A Madox spojrzał na Pilar… bo może jak zostali ich świadkami, to teraz już zawsze będą przyciągać kłopoty, tak jak oni?
Oby nie, nie życzył im tego.
Theresa jeszcze nawijała Pilar, że nie wie jak ona się jej odwdzięczy, bo dwa razy uratowała jej już życie. A Madox zagadał Raviego, kiedy szli do samochodu, zostali trochę z tyłu i kiedy już stanęli przy aucie Raviego, to ten pociągnął Theresę do siebie, a do środka wsiedli tylko państwo Noriega. Ravi jeszcze zamienił kilka słów z kierowcą i... odjechali, sami. A kiedy Pilar spojrzała na niego zdziwiona, to Madox wyszczerzył się do niej w uśmiechu.
-
Zagadałem Raviego, że wiesz... To nasza noc poślubna, a my nie mamy wcale czasu dla siebie, no i załatwił nam dwie rzeczy, albo trzy, licząc tego kolesia - głową wskazał na szofera, który sam z siebie wiedział, gdzie ma jechać.
A biorąc pod uwagę to, że jechali kilka minut, to Madox już w tym czasie znowu łasił się do swojej żony -
bo teraz już musimy wykorzystać tutaj każdą... jedną minutę - mruknął jej do ucha, na którym zaraz złożył kilka pocałunków. Jego palce przesunęły się po jej udzie, wyżej, zaczepił o koronkę między jej nogami, przesuwając po niej palcem, a przy okazji znowu mrucząc jej do ucha.
Tylko, że Ralph już oznajmił, że są na miejscu.
A zaparkował na krawężniku, przy tym Studio Tatuażu, do którego mieli voucher. I kiedy Madox wysiadł z samochodu, a zaraz wyciągał rękę do Pilar, żeby jej pomóc, to nawijał jej.
-
Ravi powiedział, że zna właścicieli, a oni mieszkają tutaj nad tym salonem i zaraz do nich zadzwoni, żeby nas przyjęli - rzeczywiście zanim jeszcze zdążyli podejść do drzwi, to otworzyła je przed nimi jakaś fajnie wydziarana kobieta... w pidżamie. A w środku czekał też facet, chyba jej mąż, bo na palcach mieli wytatuowane podobne obrączki, też ciekawy koncept.
-
Sorry, że wyrywamy was z łóżka, ale o ósmej mamy samolot do Toronto - zaczął Madox. Ale koleś już do nich podszedł.
-
Spoko, klientów z Kanady jeszcze nie mieliśmy, wrzucimy was sobie na sociale - rzucił, a jego spojrzenie przesunęło się po tych dziarach Madoxa -
o kurwa stary, kto cię tak wytatuował? Dojebane - bez żadnego skrępowania oglądał sobie tatuaże Noriegi, a kiedy ten się pochwalił, że
dojebany to ma na plecach, to oczywiście, że musiał go też pokazać. Kobieta w tym czasie przedstawiła się Pilar jako Luna, a jej mąż to Chico. Jeszcze przez chwilę oglądali tatuaże Noriegi, a potem te Pilar, stwierdzili jednogłośnie, że są
dojebane, a potem pytali ich co by chcieli. Madox od razu pokazał swoją dłoń, na której miał wytatuowanego ptaszka, a obok niego jeszcze trochę miejsca.
-
Ja tutaj, różę - zajrzał w ciemne oczy swojej żony, bo już jej mówił, że to będzie taka pamiątka z tego ich
usłanego różami ślubu.
Luna skinęła głową, a zaraz rzuciła.
-
Dobra to ja biorę jego - już pociągnęła do siebie Madoxa.
-
No i zajebiście, bo ja nawet wolę dziabać takie gorące laski - Chico puścił oczko do Pilar. A jego żona tymi swoimi przewróciła.
-
Tobie w głowie tylko gorące laski... - klepnęła go w ramię, a Chico?
Złapał ją bez ostrzeżenia i przyciągnął do siebie.
-
Ty jesteś najbardziej gorąca - mruknął jej w usta, a kiedy zaczęli szykować maszynki i miejsca, to Madox wyrwał się do...
swojej gorącej laski.
-
To co stokrotka? O tutaj? - zaczepił o jej prawą pierś przesuwając po jej boku palcami -
czy czacha tu? - złapał ją za pośladek zaciskając na nim palce.
¿Te vas a tatuar una margarita o una calavera?
☠︎︎ ⋆₊ ♱