ODPOWIEDZ
34 y/o
MADITO
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granicy między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
przekleństwa, dużo i przemoc też dużo, bo dawno nie było
Może to była tylko marna godzina, ale naprawdę sprawiła, że wiele rzeczy mu się w głowie poukładało, a myśli były już bardziej klarowne, nie odklejone i pojebane tak, że ciężko było stwierdzić co jest fikcją, a co prawdą.
Prawdą na pewno było to, że wzięli ślub.
Wreszcie.
Bo przecież Madox namawiał do niego Pilar od dawna, codziennie praktycznie pytał czy to już. A teraz już byli po.
- Zawsze jesteś w moich najlepszych snach, obok Shakiry - nawet się do niej szarpnął, żeby z jej pełnych, gorących ust skraść przelotny pocałunek. Ciemne oczy zawiesił na twarzy swojej żony, bo to był fakt, kto by pomyślał, on pół roku temu na pewno nie. On nawet lecąc do Meksyku zakładał, że już nigdy więcej nie będzie się bawił w ślub, bo przecież miał już na koncie jeden całkowicie nieudany. Później wziął ten drugi... ćpuński, w Vegas.
A teraz trzeci... Do trzech razy sztuka w końcu.
- No... jakbyś mi powiedziała pół roku temu, że zostaniesz moją żoną, to bym kurwa nie uwierzył, mimo, że już wtedy wiedziałem, że cię przelecę - zakładał to, ale przecież Madox nigdy nie łączył seksu z uczuciami, więc... Długo droga była od tego, a oni ją przebyli, w pierdolone pół roku. Niesamowite.
Niesamowite też było to, że dochodziła trzecia. Chociaż z drugiej strony może wcale nie, patrząc na to ile się tutaj wydarzyło.
- Na ósmą mamy bilety powrotne - przypomniał Madox, a na lotnisku też trzeba było być wcześniej, wcale nie zostało im tak dużo czasu. Musieli go po prostu dobrze wykorzystać. Odpowiednio to rozplanować. Ostatnie chwile wakacji...
I zaraz okazało się też, że przecież ostatnie godziny ich nocy poślubnej. Zadarł do góry głowę, kiedy Pilar szarpnęła go za włosy, a ciemne spojrzenie wbił w jej piękne, duże oczy.
- Jeszcze mnie czymś zaskoczysz? Ale musiałabyś pewnie założyć jakieś kocie uszy, albo króliczy ogonek - mrugnął do niej jednym okiem, a kiedy go pocałowała, to zamruczał prosto w jej miękkie, gorące usta. Chciał się do niej wyrwać, ale ona już też schylała się po swoje majtki, więc Madox przez moment zagapił się, jak wciągała na siebie koronkę - może te tatuaże uda się ogarnąć wcześniej? Niektóre studia robią w nocy - zastanowił się głośno i już zakładał spodnie, ale rozejrzał się za swoją koszulą. Leżała sobie ładnie złożona z ich rzeczami, od razu widać było, że to nie oni to tutaj położyli, bo w ich wykonaniu pewnie byłoby zwinięte w kłębek i pieprznięte.
Zaraz pomagał Pilar z zapięciem sukienki i zaczepiał ją wytatuowanymi palcami sunąć po jej pośladku, a kiedy się do niego odwróciła, to objął ją w talii przyciągając do siebie. Odchylił do tyłu głowę na jej kolejne słowa.
- Kurwa... Ale ja chyba zostawiłem telefon u nich w chacie, nie mam go - no tak, bo Madox jak go nie mógł podrzucić Pilar do torebki, to przecież, że o nim zapominał. Pewnie go gdzieś rzucił w domu Theresy i Raviego. Spuścił ciemne tęczówki na piękne, błyszczące oczy swojej żony, a kiedy powiedziała o hot-dogach, a potem jeszcze zapiekance, to też aż zrobił się głodny - ciekawe czy w takim Rio jedzą takie rzeczy - w Kolumbii prędzej by kupili Salichipapa niż hot-doga. Chociaż hot-dogi, chyba wszędzie je mieli.
Ruszył za Pilar, kiedy pociągnęła go w kierunku drzwi. Wyjściowych, a nie już żadnych kolorowych, chociaż kiedy szli korytarzem, to Madox jeszcze obejrzał się na tamte - na rocznicę cię tutaj zabiorę, to wytestujemy inne - mruknął Pilar do ucha, kiedy obejmował ją ramieniem i przyciągał do siebie. Na dole schodów zatrzymała ich jakaś hostessa przebrana za króliczka, a Madox zmierzył ją spojrzeniem. To ta sama, która ich tutaj wprowadziła? Nie miał pojęcia, ale chyba nie.
- Awantura? - zainteresował się Noriega, bo to mogłoby być jego drugie imię - Madox A.wantura Noriega.
Tylko, że nie dowiedzieli się jaka, bo blondynka szybko zniknęła za magicznymi drzwiami, jak ten króliczek z Alicji w Krainie Czarów. Na pytanie Pilar wzruszył ramionami - może zabrakło im rumu i ktoś się rzuca? - bo o to też ludzie potrafili się awanturować. Co prawda Madox w pierwszej chwili zerknął w kierunku welurowych kanap, na których mogli sobie poczekać, aż zrobi się bezpiecznie, ale przecież znał swoją żonę.
- A musimy? - jeszcze jęczał na schodach, bo prawda jest taka, że nie chciało mu się w to wtrącać, oni zawsze na tym wychodzi poszkodowani. Ale argument, że sprawa może dotyczyć Theresy i Raviego jednak wziął górę - no dobra, ale jak trzeba się bić, to ty łamiesz nosy, a ja patrzę... - jeszcze pomarudził, ale nawet nie zdążył dokończyć, bo już pod ich nogami wylądowała kelnerka, aż tyłkiem przejechała po parkiecie, facet pchnął ją z takim impetem. Madox odruchowo pociągnął Pilar za siebie.
Tylko, że zaraz okazało się, że gość wcale nie jest sam, bo ten który stał z przodu i wyzywał kelnerkę, to rzeczywiście był... pierdolony wierzchołek góry lodowej. Za nim kolejny facet trzymał za fraki Raviego, a trzeci szarpał za rękę Theresę, która zapłakana próbowała się mu wyrwać. Co oni tutaj odjebali?
Ciężko stwierdzić. Faktem na pewno było to, że ich było trzech, a oni dwoje. Theresa i Ravi jeszcze niby, ale Ravi już coś nawijał, że przemoc nie jest rozwiązaniem.
A facet, który trzymał go za koszulę chyba uważał inaczej, bo zaraz ryknął.
- Zamknij ryj, trzeba było kurwa uważać gdzieś się wpierdalasz z tą swoją dziwką - więcej przekleństw w jednym zdaniu to się chyba nie dało uzyć. Theresa znowu załkała i pisnęła jakieś Ravi. No nie no, nie ma opcji, że Państwo Noriega będą stali i na to patrzyli. Ale też nie było jednak takiej opcji, że to Pilar będzie im łamała nosy, a jej mąż będzie się tylko przyglądał.
Bo on już się wyrwał do przodu pierwszy.
- Może trochę kurwa grzeczniej - warknął do tego, który się wytrząsał nad kelnerką i już stał między nim, a dziewczyną, która próbowała się pozbierać z podłogi.
- Bo co kurwa? Wypierdalaj, to nie twój interes - no może nie był do końca jego, ale...
- No właśnie trochę mój, bo tamten facet jest tutaj ze mną - głową wskazał Raviego. A ten który go trzymał parsknął śmiechem, zarechotał jak żaba.
- No i co kurwa? Chcesz za niego dostać w ryj? Możecie dostać obaj - może Madox w tej swojej pięknej, czerwonej koszuli to też wcale nie wyglądał jak ktoś, kto się umie bić, ale przecież...
Umiał. A co gorsza, to on to nawet lubił. Pomachał do gościa wytatuowanymi palcami.
- No to chodź - nawet długo nie musiał czekać, bo typ odepchnął Raviego i zaraz rzucił się na Noriegę, ale on był na to gotowy, sprawnie mu poszło podcięcie faceta i zaraz lądował na nim na ziemi. Tylko, że przecież on miał kolegę, a nawet dwóch. Ten, który szarpał Theresę, też ją puścił, a kiedy Pilar ruszyła się z miejsca, to zaraz wyrósł przed nią.
- A ty co kurewko? Przyszłaś popatrzeć jak twój facet dostaje wpierdol? Czy może mi obciągnąć? - zacmokał jeszcze bezczelnie, uciskając knykcie jednej ręki palcami tej drugiej, aż strzeliły mu kostki.
Trzeci facet za to nie czekał i nie patrzył, jak Noriega okłada po gębie jego kumpla, bo zaraz złapał za barowe krzesło i zamachnął się nim. Drewniany mebel przeciął powietrzę tuż nad głową Madoxa (dzięki kostki), bo ten w odpowiednim momencie się uchylił, chyba to ta klątwa babki Carmen Sandiego zadziałała odpowiednio, że facet nie rozwalił mu łba, ale bardziej niż pewne było to, że jeszcze spróbuje. Dlatego Madox też się musiał z ziemi podnieść. Zebrał się szybko, a ten, któremu już dał po mordzie też dźwignął się na nogi wycierając krew z rozciętej wargi.
Dwóch na jednego, no chuj, nie w takich był oparach, gorzej, że jego ciemne spojrzenie uciekło do Pilar, no bo jednak ona była dla niego najważniejsza.
Zawsze.
I kiedy on tak się na nią zapatrzył, jak rozprawiała się z typem, który do niej wystartował, to jeden z karków teraz jego powalił na podłogę, kotłowali się przez chwilę na parkiecie. Muza dudniła z głośników, ludzie się rozeszli, krzyczeli, kelnerki też, a ochrona?
Była tu kurwa jakaś ochrona? Ravi na początku stał jak słup, ale kiedy drugi z facetów też się wyrwał do Madoxa i swojego kolegi, to krzyknął.
- Ej! - i wtedy Noriega wyjebał porządnego kopa kolesiowi, z którym się miotał na ziemi.

Si las cosas siguen así, no pasará mucho tiempo antes de que... ₊˚⊹ᰔ
30 y/o
PEW PEW
169 cm
śledcza at toronto police service
Awatar użytkownika
Lepiej strzela niż gotuje. Do tego: agresywna, impulsywna i narwana. Niektórzy jeszcze mówią, że dzika. Ogólnie wszystko co złe, to Pilar.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
przekleństwa, agresja w ilości DUŻO

Mogli tam zostać i przeczekać.
Mogli się nie wtrącać.
Mogli…
Ale przecież oni zawsze się wtrącali. Nie potrafili usiedzieć w miejscu. On bo był wszystkiego ciekawski, a ona bo jak zwykle chciała pomagać wszystkim dookoła. Może i nazwisko teraz miała iście mafijne, ale przecież serce wciąż swoje. Empatii do ludzi i krzywdy wobec nich nie dało się tak po prostu wyplewić i chociaż bywała ostatnimi czasy bardziej agresywna i bezczelna, tak wciąż nie potrafiła przejść obojętnie, kiedy komuś groziło niebezpieczeństwo. A tym bardziej, jak mogło chodzić o Raviego i Therese.
Może i nie znali się nimi wiele lat, nie była to prawdziwa przyjaźń, ale przecież dzisiaj, w tak ważny dla nich dzień, ta dwójka zrobiła dla nich kurewsko dużo. Poświęcili całą dobę, żeby nie tylko odpowiednio ich ugościć, dać dach nad głową, ale przecież zorganizowali im cały ślub. Ravi pewnie wydał fortunę na wjazd do świątyni, przystojnie jej, nie wspominając nawet o całej wycieczce na prywatną imprezę. Przyjęli ich jak swoich, jak dobrych przyjaciół i państwo Noriega chyba teraz mieli czas się za to odwdzięczyć.
Kiedy tylko kelnerka wylądowała im pod nogami, Pilar momentalnie podniosła spojrzenie, krzyżując je z mężczyzną, który ją popchnął. I faktycznie — facet był jedynie wisienką na torcie całego tortu zgrozy, bo kolegów miał całkiem sporo. Jeden z nich trzymał Raviego za fraki, inny wykręcał rękę Theresie. No kurwa. I niech ktoś powie, że oni nie mieli w sobie tego przeczucia. Bo jakie było prawdopodobieństwo, że akurat ich znajomym działa się krzywdą? I proszę.
Pilar nawet nie zdążyła zareagować, kiedy Madox szarpnął ją za swoje plecy, ale po chwili już wychylała się zza niego. Chyba nie sądził, że będzie stała bezczynnie i po prostu na to patrzyła. Faceci byli wielcy i nabici, ale przecież nie z takimi już się szarpała. Czasami nawet wygrywała. Ta… z naciskiem na słowo czasami, bo masa jednak względem kobiety i tak robiła swoje.
Wyprostowała się, kiedy jeden z facetów podszedł bliżej i zaczął grozić Noriedze. Ciało się spięło, a dłonie momentalnie zacisnęły w pięści. Trzy na dwóch? Nie wyglądało to za bardzo obiecująco, ale przecież i tak musieli spróbować, skoro żadna ochrona dookoła nie kwapiła się do pomocy, a ludzie jedynie panikowali gdzieś po kątach i ukradkiem, wymykali się z klubu, żeby nie sprawić sobie kłopotów. A Madox? Madox już zapraszał ich na mordobicie. Już cisnął się na ziemię z facetem, przez co i ona chciała się tam rzucić i jakoś mu pomóc. Tylko wtedy i przed nią wyrósł jakiś goryl. Podniosła na niego spojrzenie, puszczając powietrze przez nos.
Tak, chętnie ci obciągnę — uśmiechnęła się słodko do faceta, robiąc od razu krok do przodu. Typ otworzył szeroko oczy, jakby to była ostatnia odpowiedź, jakiej mógł się po niej spodziewać. Aż przechylił głowę na bok i w niedowierzaniu patrzył na jej twarz, a ona? Ona jeszcze przesunęła językiem po dolnej i złapała ją w zęby. I to chyba faktycznie go przekonało, bo już z gniewnej miny stracił uwagę i nawet podszedł do niej bliżej, mierząc ją wzrokiem. — Tak ci obciągnę, że koledzy będą ci zazdrościć — nawijała dalej, aż jeszcze jeden facet, który trzymał Raviego się na nich obejrzał. Ustawiła dłonie na ramionach mężczyzny, a kiedy on chciał ją objąć w talii… — Albo ci kurwa współczuć — dodała od razu, po czym wzięła zamach i chociaż sukienka lekko ograniczyła jej ruch, to wciąż kurewsko mocno przywaliła kością w kolanie prosto w przyrodzenie mężczyzny. Bardzo mocno. Tak mocno, że momentalnie zawył głośno i od razu zgiął się w pół. To był taki typ bólu, którego nie dało się ignorować, nie u facetów.
Ty pierdolona suko!!! — krzyknął, chcąc do niej sięgnąć, ale Pilar odskoczyła, już szukała po podłodze spojrzeniem Madoxa i wtedy zobaczyła faceta z krzesłem, jak się na niego próbował zamachnąć.
Uważaj!!! — ryknęła na pół klubu i chyba zadziałało, bo Madox w ostatniej chwili uchylił głowę, a krzesło jedynie przecięło powietrze. Facet na moment zachwiał się razem z nim i finalnie strzeliła Raviego w… łydkę. Oczywiście Ravi złożył się w pół, bo to był delikatny mężczyzna, okej? Typ chodził na mani i pedi ze swoją żoną, czego tu od niego wymagać? Theresa zaś chowała się za nim i już grzebała w torebce, pewnie w poszukiwaniu telefonu, żeby zadzwonić po pomoc. Pilar zaś swoją pomoc chciała zaoferować swojemu mężowi, ale przez to wszystko kompletnie nie zauważyła, że facet, którego zdzieliła w kroczę stał już za nią.
Pilar! — krzyknął Ravi, a ona nim zdążyła się odwrócić, już czuła, jak ktoś kurewsko mocno szarpie ją za włosy. I tutaj już podziałała grawitacja połączona z siłą, jaką miał osiłek. Nie mogła nic poradzić na to, że runęła na podłogę. Coś strzeliło jej w plecach, ale całe szczęście nie na tyle, żeby nie mogła się ruszać, jedynie zabujała na boki z bólu, podczas gdy on już zamachnął się nogą i zdzielił ją prosto w brzuch. — O Boże!!! — tym razem Theresa aż zasłoniła usta dłońmi i pobiegła szukać pomocy osobiście. Madox pewnie też się obejrzał za żoną na taką reakcję i od razu zarobił uderzenie prosto w twarz. Za pewne zaraz facetowi oddał, ale co przyjął na twarz to jego. Pilar za ten czas znowu została szarpnięta w górę. Brzuch jej pulsował, a osiłek szarpnął ją za ramie i cisnął w stronę lady. Kilka szklanek poleciało na podłogę z trzaskiem.
Nauczę cię pokory, kurwo — warknął z koślawym akcentem. — Będziesz błagać, żeby tylko mi obciągnać — kolejny o b r z y d l i w y komentarz wyleciał z jego ust, kiedy rzucił się w jej stronę. I może znowu by ją uderzył, ale Pani Noriega zdążyła już sięgnąć po otwartą butelkę szampana, lezącą na blacie. Wzięła zamach i trafiła prosto w głowę faceta. Znowu wybrzmiał trzask, ale tym razem w akompaniamencie walającego się po podłodze szkła był też krzyk faceta. Nie była pewna, co dokładnie mu zrobiła, ale zdawał się już niezdatny do walki. Dlatego od razu wyrwała się do przodu w stronę Madoxa, łapiąc po drodze jeszcze jakieś dwie szklanki. Jedną od razu cisnęła w kolejnego typa. Zamiast jednak w głowę dostał gdzieś w ramię, ale zachwiał się, przez co Noriega mógł odpowiednio zareagować, a ona już całowała kolejną. Już prawie ich mieli, już kurwa może to faktycznie by się udało…
Tylko zaraz okazało się, że panów wcale nie była trójka a czwórka. Pierdolona czwórka. Ostatni z nich wyskoczył gdzieś z tłumu i od razu doskoczył do Noriegi, przykładając mu do głowy…
JEZU BROŃ!!!! — krzyknęła jakaś kelnerka, chowając się pod stołem, a Pilar stanęła kurwa jak wryta. Bo jak jeszcze mogli się napieralać z ludźmi po mordach, to akurat takie zabawy od razu przestawały być zabawne. Serce podeszło jej do gardła.
Puść tą szklankę — warknął facet, zaciskając przedramię na szyi Madoxa, a broń przystawiając mu do skroni. — Powiedziałem kurwa puść tą pierdoloną szklankę! JUŻ — krzyknął, a ona od razu rozluźniła uścisk, wykonując jego polecenie. Trzeci już trzask wypełnił powietrze. Tylko pytanie co tak mocno jebło — szklanka, czy może jej serce, które zawyło ze strachu?

Joder, me da mucho miedo por ti
kasik (dc: kasik_srasik)
nudy. a tak poza tym, to używania AI, czytania mojej postaci w myślach i braku inicjatywy.
34 y/o
MADITO
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granicy między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
przekleństwa i przemoc
Przecież Madox znał swoją żonę, wiedział, że oni nie zostaną na dole, kiedy była opcja, że na górze ktoś był poszkodowany. Kochał to w Pilar, tę jej empatię, chęć zbawienia całego świata i niesienia pomocy wszystkim. Ale pogadać i tak sobie musiał.
Chociaż kiedy stanęli na górze i okazało się, że przyszli w odpowiednim momencie, bo chodziło o Raviego i Theresę, to Madox musiał przyznać, że dobrze, że Pilar go tu wyciągnęła. Bo przecież to małżeństwo tyle dzisiaj dla nich zrobiło, musieli się im odwdzięczyć. Pomóc.
Madox nawet się już nie zastanawiał, tylko pyskował do jednego z typów. Szkoda tylko, że ich było trzech, a oni dwoje, do tego Pilar w kiecce i szpilkach, jeszcze się na nią obejrzał, ale to była... Pani N o r i e g a, wierzył, że da sobie radę. Zawsze w nią wierzył, nawet jak było kurewsko kiepsko. Chociaż zawahał się przez chwilę. Taki jeden moment, kiedy jego głowa fiksowała się na niej, na jej bezpieczeństwie, kiedy wracała do tych wszystkich chwil, kiedy on zjebał, z Daltonem, z Gonzalesem, kiedy Pilar oberwała, bo on był za wolny, albo dokonał złych wyborów.
Tym razem jednak nie mieli żadnego, bo zaraz jeden z typów rzucał się na Madox i polecieli razem na parkiet okładając się na pięści. I to nie było kulturalne dawanie sobie po mordach, nie dzisiaj. To była napierdalanka, kolana i łokcie poszły w ruch, wszystkie chwyty dozwolone. Noriega dostał w śledzionę z kolana ale oddał z łokcia w ryj.
Nawet nie zanotował na początku tej wymiany zdań między jego żoną, a karkiem, a szkoda, bo pewnie by docenił to jak grała na zwłokę. Ale był trochę zajęty. Dopiero jak facet zawył z bólu, bo dostał w jaja, za które się złapał, to Noriega podniósł głowę i spojrzał w tamtym kierunku.
Uważaj!, usłyszał ten jej krzyk i momentalnie opadł na ziemię na tego faceta, na którym siedział i dobrze, że to zrobił, bo już miałby krzesło rozbite na łbie.
- Lubię najpierw trochę się poprzytulać, a potem dopiero... - zaczął do gościa, który był pod nim, a przy okazji wymierzył mu prawy sierpowy prosto w mordę, już nawet miał się zebrać, bo faceta zamroczyło, ale wtedy usłyszał to Pilar, które krzyknął Ravi i spojrzał w tamtym kierunku. To był błąd, bo kark chwycił go za koszulę i wyjebał mu z bani. I teraz to Madoxa zamroczyło, aż się odsunął do tyłu. Facet szarpnął Pilar do góry, a Noriega już chciał się wyrwać w tamtym kierunku - zostaw ją, zajebię cię! - krzyknął do gościa, tylko zanim skoczył, to już jeden z facetów znowu łapał go za fraki, sprzedał mu kopniaka, a drugi znowu powalił go na ziemię, znowu parter. Chwila szarpania, a potem Madox na górze, walnął gościa prosto w zęby, tą swoją piękną, nową obrączką. Krew już lała się im po twarzach. Madox też czuł ją na języku. Złapał go ten drugi facet za ramię i chciał odciągnąć, ale wtedy dostał szklanką i Noriega miał szansę wyprowadzić kolejny cios. I kiedy Madox już prawie podniósł się z ziemi, bo tych dwóch kolesi było trochę już poskładanych, to nagle z tłumu wyskoczył jeszcze jeden. Nie zdążył zareagować, a już czuł na skroni zimny metal, doskonale znał to uczucie. Przyłożona do skroni lufa. Aż wypuścił ciężko powietrze z płuc i odruchowo podniósł ręce do góry.
Kalkulował. Czy facet naprawdę był gotowy rozwalić mu łeb? Ale przecież nie mieli pojęcia z kim mają do czynienia. Nie znali kolesi. A to był klub, który w podziemiach miał tą całą Krainę Czarów, mogli go sprzątnąć, a potem Pilar i udawać, że nic się tutaj nie wydarzyło. Zwłaszcza, że ludzie z klubu zaczęli się ulatniać, a ochrona wcale nie reagowała. Więc faceci mogli tu być bezkarni.
Klatka piersiowa unosiła mu się w niespokojnym oddechu, a kiedy facet złapał go za łeb i przyciągnął do siebie bliżej, to nawet się nie szarpnął. Na klęczka, na podłodze, z uniesionymi do głowy rękami, skrzyżował je na potylicy.
I jak to zawsze Madox był tym narwanym, chaotycznym pierwiastkiem, to dzisiaj był spokojny. Złapał ciemne, piękne spojrzenie Pilar.
- Calma... - powiedział jej nawet bezgłośnie.
- Na ziemie kurwa!... - krzyknął do Pani Noriega gość z bronią - powiedziałem kurwa na ziemię, bo rozwalę mu łeb suko! - chyba nie dało się z tym dyskutować, a Madox nawet skinął lekko głową, żeby to zrobiła. Na spokojnie.
Tylko, że gość nie chciał spokojnie, bo zaraz szarpnął go za włosy.
- Skąd jesteście? Z policji? Policja was tu przysłała?! - warknął Noridze do ucha. Dobra, czyli obsrali się, bo wzięli ich za psy.
- Nie... My przylecieliśmy tu dzisiaj z Kolumbii - no tak, Kolumbia zawsze brzmiała bardziej gangstersko niż Kanada - chcieliśmy się zabawić, ale kurwa tamten pedał nam to zepsuł... - jego spojrzenie padło na gościa, który jeszcze przed chwilą szarpał Pilar.
- Co powiedziałeś?! - wycedził przez zęby i już stał obok.
- No że lubicie się z kolegami dotykać przez spodenki, ale to może... weźcie sobie pokój? - zadarł głowę do góry, żeby na nich spojrzeć. Wyglądali...
jakby go chcieli zabić na miejscu. Lufa mocniej wbiła mu się w skroń. Jeden z kolesi, ten bez broni, się zamachnął bo chciał mu dać w gębę, a ten drugi... poluzował uścisk, odruchowo. Bo Madox miał przecież dostać za to w mordę, tylko, że przecież on doskonale wiedział, że to była jego szansa, musiał to wykorzystać. Jedyna szansa, którą przecież sam sobie sprowokował. Jak zwykle. Swoją paplaniną. Gadaniem.
Szarpnął się, wybił na nodze i skoczył na faceta z bronią. Polecieli razem na parkiet.
Huk wystrzału przeciął powietrze.
A potem krzyki klientów, obsługi, lokal w momencie opustoszał. A kula poleciała w kierunku sufitu. Z jebanym fartem, który nałożyła na jego rodzinę babka Carmen Sandiego, Madox nie dostał, bo pocisk przeleciał mu gdzieś koło głowy. Chciał wyrwać facetowi pistolet, ale mu się nie udało, zamiast tego pistolet wypadł mu z rąk i poleciał po podłodze w kierunku lady. A Madox dostał w ryj z pięści, tym razem w skroń, tak, że znowu na moment go zamroczyło. I już ten drugi łapał go za fraki ciągnąc do góry.
Ale zaraz... gdzie jest broń?

No tengas miedo: pasa a la acción, cariño ✿˚ ༘ ⋆。♡˚
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ Po Świecie”