— NO WŁAŚNIE, o to mi chodzi — sam dał przykład, że jego łatwo sprowadzić na
złą stronę, bo on tak niewiele z tego
zła skosztował. Z drugiej storny Gardner też nie szalała z mocniejszymi używkami, bo chyba zbyt przerażało ją to, że finalnie czeka ja przyszłość podobna do rodziców. Nie chciała tak skończyć. Lubiła imprezy, towarzystwo i szaleństwo, ale ona sama nie potrzebowała zbyt wiele, by się odpalić dlatego unikała mocniejszych odlotów, szczególnie w obcym towarzystwie. Sporadycznie się zjarała, czasem się nawaliła, ale i bez tego była zdolna do naprawdę dziwnych akcji. Petera zawsze trzeba było namawiać i podchmielić najlepiej, by łatwiej dał się zaciągnąć do współpracy, ale ona nigdy się nie poddawała. Lubiła obserwować jak
porządny Piotruś oddaje się szaleństwu. Czy liczyła trochę na tego Burning Mana? No jasne, że tak. Między nimi ostatnio było i n a c z e j. Jeśli nie kłótliwie, to zbyt poważnie, a przy tym wciąż nie mogła oprzeć się wrażeniu, że jest jakoś
dziwnie. No i jasne, że było, w końcu
coś do niego poczuła, ale teraz głównym priorytetem było ustabilizowanie ich relacji. Tylko czy właściwie jeszcze się dało? Sama nie była tego taka pewna, już strasznie się w tych wszystkich uczuciach poplątała i czasami sobie myślała, że chciałaby, by znów było między nimi jak dawniej.
Niestety pewne rzeczy się zmieniły i nie miała już na to wpływu. Nie dało się tego odwrócić równie łatwo co — o dziwo! — całkiem
niepoważnego ślubu Madoxa i Williama, bo z tego co się zdążyła zorientować to musieli to serio odkręcać. Nie wystarczyło tylko podać sobie rak na pożegnanie, że to już nieważne. —
W zasadzie wcale mnie nie dziwi, jeśli byli na kwasie. Grubo się wtedy porobili, a przynajmniej tak wywnioskowałam z opowiadań Williama i filmików, które mi pokazał — czy ja to bawiło?! No pewnie, że tak. Ona uwielbiała te wszystkie pokręcone akcje Patela i niejednokrotnie żałowała, że ją to ominęła. Chyba dlatego tak ekscytowała się na ten cały wyjazd na festiwal! Może sama będzie świadkiem akcji Billiego.
— Daj spokój, taki eks to nie eks. Coś tam się pokłócili niby, ale znów są na przyjaznej ścieżce. Mi to pachnie takim dobrym bromance, a z tego co się orientuje to ten Madox to ma jakąś narzeczoną czy coś, pewnie pojadą razem — no tak, to faktycznie wiele wyjaśniało o brzmiało zupełnie normalnie. William ex mąż Madoxa będzie jechał z byłym mężem i jego narzeczoną, a w zasadzie już żoną na festiwal. N o r m a l k a! —
I nie wiem czy William to typ, co się określa w jakiś sposób — hetero, bi, kto by to się decydował. Wendy akurat była bardzo zdecydowana i Ofelia niejednokrotnie się z niej śmiała, że jest beznadziejną heteryczką, ale tak się złożyło, że ona chyba nawet nigdy dziewczyny nie pocałowała. Nawet w butelce na żadną nie natrafiła, a grała niejeden raz. —
On chyba jest otwarty na wszystko co dobre — i bez zobowiązań, a tym bardziej ciążowych brzuszków, heh. O swingersach to zbyt wiele nie słyszała, sama chyba by się nie wybrała, no chyba, że dobrze by się zrobiła, ale tu musiało by wjechać wtedy coś mocniejszego. No i chyba nie mogłaby się przyjaźnić, aż w takim stopniu z Williamem, by tak się z nim bujać w ten sposób. Teraz totalnie sobie tego z nim nie wyobrażała. Nie, nie.
—
Myhym — wymruczała uśmiechając się niby delikatnie, ale nie wyglądała na pocieszoną słysząc Bylthowe
przemyślę to, bo dobrze wiedziała co się za tym kryje. Wolała nie robić sobie nadziei, jakby wiedziała, że po tych słowach czeka ja jedynie odciąganie tematu i tyle. Jeśli faktycznie pojedzie to się ucieszy, nawet jeśli wziąłby ze sobą całą cysternę wody, by jej z oczu nie stracić przypadkiem. Jeśli nie, to może nie będzie rozczarowana, jak się przedwcześnie nie nakręci na jego towarzystwo.
Słuchała opowieści Petera o Queenie i zastanawiała się jakim cudem tak bardzo się od siebie różnią. jednocześnie też dużo myślała o tym, czy coś przegapiła. Moze Peter przy niej jest inny, a przy rodzinie zamienia się w zupełnie kogoś innego. Wychowywał się w zupełnie odmiennych warunkach niż ona, gdzie Queenie za standard uważała codzienną zmianę ręczników, gdzie Wendy dzieliła ręczniki z rodzeństwem, nikt nikomu ich nie przypisywał i pewnie prali je raz na tydzień przy dobrych wiatrach. Musiała mieć naprawdę skwaszoną minę, gdy jej o tych ręcznikach opowiadał i nawet nie przyszło jej do głowy, by wtrącić w jakich warunkach ona dorastała, bo głupio się jej zrobiło i tylko odwróciła głowę.
—
Musi być bardzo kreatywny — wtrąciła, gdy zaczął nawijać o przyjacielu siostry —
albo wyczaił co się sprzedaje i pisze gniot na którym zarabia kupę kasy — zażartowała i zaraz ciekawość przemówiła. —
Co to za jeden? Może czytałam jakąś jego książkę — nigdy nie wiadomo!
Słysząc pytanie Petera o dzieciach poczuła jakiś ucisk w podbrzuszu. —
Nie wiem, może — przytaknęła początkowo, bo może faktycznie chodziło o zmęczenie materiału i pracę z dziećmi?
Gówno prawda! —
A może się do tego nie nadaję? Nie wiem… dzieci to duża odpowiedzialność — jej rodzice zdecydowanie tego nie dźwignęli i prawdopodobnie przez to chciałaby dać swoim pociechom więcej niż kiedykolwiek miała, a to niekoniecznie mogłoby się dobrze skończyć. nigdy nie miała poprawnych wzorców, a sama też nie była zbyt odpowiedzialna. —
…a ja jestem na to chyba zbyt niepoważna — wtrąciła, bo łatwiej było zwalać na to niż przyznać, że przerażało jej wychowywanie małego człowieka od podstaw, kiedy sama potykała się na każdym kroku i totalnie nie odnajdywała w dorosłym życiu.
piotrunio