Był wkurzający. Serio, bardziej, niż jak miał kij w dupie i nie dało się z nim rozmawiać; teraz zamiast kija w dupie, robił sobie śmieszki z niedyspozycji Bennetta. Czy zasłużył? Tak. Ale mógłby sobie robić żarty z kaca, a nie z faktu, że poprzedniej nocy był trochę za bardzo otwarty i gadał o.. O różnych rzeczach! Wydał z siebie żałosny, zirytowany dźwięk pomiędzy warkotem, a jęknięciem, kiedy bezczelnie wytknął jego rumieniec.
-
Sshhhutup. - podniósł wolną rękę i pokazał mu środkowy palec, nie odwracając się nawet, gdy zmierzał do szatni. Najwyraźniej obydwoje byli bezczelnymi dupkami, każde na swój własny sposób, no i dobra.. Po prostu w tym konkretnym stanie, Lexie był trochę bardziej bezbronny, mózg nie chciał za bardzo działać i odpowiadać uszczypliwymi komentarzami. Może później, a wtedy przystojna twarz Diego nie uratuje go przed... głupimi tekstami? Może? Eh, ten dzień będzie długi i ciężki, już to wiedział.
Wspomniana kurtka Cath była bardziej płaszczem i.. Tak, musiał przyznać, że wszyscy w niej toneli, a Cath, mniejsza od niego, drobna, znikała w całości. Właściwie ciuch był tam od bardzo dawna, służąc każdemu, kto pomagał przy inwentaryzacji i musiał spędzić dłuższą chwilę w minusowej temperaturze. Nikt nie chciał zachorować czy chociaż się przeziębić, prawda? Koniec końców mógłby rzeczywiście ją ubrać, gdyby nie znalazł żadnego swojego zapasowego ciucha..
-
Szukam swojej bluzy.. Żarcik się ciebie trzyma dzisiaj, hm? - parsknął krótko, nie oglądając się w jego stronę, grzebiąc pomiędzy połami starego plecaka. Ciuchy, które powinien wyprać, zdecydowanie zbyt ciepłe energetyki, batoniki, prezerwatywy (sam uniósł lekko brwi), losowe banknoty.. Coś miękkiego spadło mu na łeb, na co zareagował ciężkim "huff". Ściągnął sobie ciuch z głowy, uniósł jedną brew, oglądając się, by zerknąć na Castillo. Oh. Jego bluza? Ciepła, gruba; nie musiał mu powtarzać, od razu wciągnął ją na grzbiet, tonąc w zdecydowanie zbyt szerokim materiale. Ciuch nim pachniał. Jego zapach otoczył go z każdej strony, wywołując idiotyczne ciepło głęboko w klatce piersiowej, do którego w życiu by się nie przyznał.
The fuck? Był aż takim obrazem rozpaczy i nieszczęścia, że nawet Castillo poczuł jakiś fragment współczucia dla jego żałosnego stanu? Ugh.. Nie zamierzał narzekać, bluza była ciepła, cholernie przyjemna w dotyku, zdecydowanie na nim duża, pachniała jak jej właściciel i generalnie..
10/10.
-
Mhm? - zerknął na niego, słysząc swoje nazwisko, może ordobinę przytłoczony ciepłym gestem pożyczenia własnego ciucha, mniej butny, z zerowymi śladami arogancji, które zastąpiło spokojne zadowolenie. Mała rzecz, a cieszy.. -
Normalnie nie zarywam do ludzi z którymi pracuję. Tak wyszło, bo do mnie napisałeś. - odpowiedział, bo jakoś musiał, a nic innego nie przyszło mu do głowy. Gdyby miał być zupełnie szczery, nie wiedziałby jak zainterpretować jego słowa. Cała konwersacja poprzedniej nocy była.. niezbyt klarowna. Nie-bezpośrednie podrywy, teksty dookoła, coś o tym, że powinien wytrzeźwieć i spróbować żyć na nowo; zwłaszcza to ostatnie brzmiało trochę jakby zapraszał go do powtórzenia na trzeźwo, we własnej osobie? Lexie był pewny, że źle to zrozumiał, czy raczej zrozumiał jak chciał, ale z drugiej strony.. Czy to, co Diego właśnie powiedział, nie mówiło dokładnie to samo?
"Przestań się chować za ty, co było, kuchnia to dobre miejsce, żeby zacząć od nowa." Musiał rozumieć to na swój sposób, szargany samotnością, głodny intymności na każdym możliwym stopniu. Nawet jeśli był przekonany, że po swoich wszystkich doświadczeniach z facetami, wcale nie był nimi zainteresowany.. Złapał głębszy oddech, wypuścił powoli powietrze z płuc, tłumacząc sobie we własnej głowie, że facet przed nim mówił po prostu o skupieniu się na pracy, niczym więcej. Już nie odpowiedział, zamiast tego skinął głową, robiąc dokładnie to, co mu kazał; wypił niezbyt pyszną kawę i zabrał się do roboty.
Z biegiem dnia, kac ustępował stopniowo i Lexie miał szczęście, że zimne dreszcze zniknęły jako pierwsze. Smutno mu było jedynie z tego powodu, że musiał ściągnąć bluzę Castillo, grzecznie odwieszając ją na swoje miejsce. Jego zapach tak czy siak został na koszulce którą miał pod spodem, dając to samo uczucie spokoju jeszcze przez dobre kilka godzin i Bennett nie miał czasu (nie chciał) się zastanawiać, dlaczego. Nudności odeszły jako kolejny nieprzyjemny symptom, pozwalając mu na szybko coś przegryźć i pod koniec dnia jedyne z czym się mierzył, to z bólem głowy, ale to już było nic w porównaniu.
-
Okay, to jaki jest plan? Serio chcesz robić deep clean w dwójkę? - zapytał po serwisie, podnosząc głos, żeby Diego go usłyszał, zbierając swoje noże z magnetycznej listwy, kiedy sam wycierał na sucho ostatni blat. Kuchnia już była zamknięta, kelnerzy kończyli myć podłogę i zbierali się do wyjścia, zaplecze posprzątane, w teorii można było iść do domu.. Ale plan był taki, żeby ogarnąć więcej? Chyba, że Latynos tak tylko pisał poprzedniej nocy, żeby nastraszyć go do pójścia spać jak grzeczny chłopiec. Zadziałało, więc nie mogło być głupie, hm? Było już grubo po 23, opcja siedzenia dłużej w kuchni i szorowania kratek, zamiast miotania się w samotności, była mimo wszystko całkiem przyjemna w porównaniu.
Diego Castillo