22 y/o
For good luck!
191 cm
studiuje medycynę potajemnie inwestując na giełdach
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

No i wykrakał. Jego zdziwienie nie trwało długo, bo Audrey w końcu raczyła się pojawić, cała na kremowo. Oczywiście spóźniona, ale u niej to norma. Od razu rzuciła mu się w oczy jej sukienka z długim rękawem, ale najlepsze były jej buty. Trampki! Trampki do eleganckiej kreacji na oficjalnej imprezie u Cordelii LeBlanc! Prawie parsknął śmiechem. Siostra ma u niego gigantycznego plusa za ten ruch, zwłaszcza że matka pewnie już w duchu szykowała dla niej stos ofiarny.
Audrey najpierw poleciała do Shereen i Erica, rzucając Grace na dzień dobry soczysty komentarz, że mama ją za tę sukienkę zabije, a dopiero potem z tym swoim typowym piskiem zauważyła Reeve'a.
Też się cieszę, że cię widzę, Aud– uśmiechnął się, chociaż na to jej słodziaku musiał oczywiście przewrócić oczami. - I weź mnie tak nie duś, bo i tak koszula zaraz mnie wykończy.
Ta jednak nic sobie z tego nie zrobiła i dosłownie wbiła się w jego ramię, opierając na nim głowę, jakby szukała schronienia.
Pewnie szykuje wejście smoka – mruknął pod nosem, czując, że ta chwila spokoju właśnie dobiega końca. I rzeczywiście, Cordelia LeBlanc zaszczyciła ich swoją obecnością, schodząc po schodach jak królowa wracająca na tron. Perfekcyjna, elegancka, z uniesionym podbródkiem, jak w wyreżyserowanym teatrze, którego tak nienawidził. Kiedy tylko jej wzrok spoczął na ich grupce, a zwłaszcza na dekolcie Grace, atmosfera momentalnie zrobiła się chłodniejsza. Matka oczywiście nie byłaby sobą, gdyby nie otworzyła ust tylko po to, żeby kogoś upokorzyć. Czekał na moment, w którym Grace się skuli, ale starsza siostra totalnie go zaskoczyła. Zamiast milczeć, dumnie uniosła głowę, upiła łyk szampana i odpysknęła starej prosto w twarz.
Synku to piękne słowo w ustach kogoś, kto jeszcze niedawno wymierzył mu policzek, żeby tylko udowodnić swoją dominację. Mamusia jak zwykle próbowała rozegrać to po swojemu, rzucić ciepłe słowo, a jednocześnie subtelnie wbić szpilę i ustawić go do pionu.
- Też się cieszę, mamo. W końcu to urodziny dziewczyn, nie mogłoby mnie tu zabraknąć - odpowiedział, cedząc słowa przez zęby i siląc się na najbardziej uprzejmy uśmiech, na jaki było go stać. – I nie jestem zły, tak samo jak nie zamierzam niczego udawadniać - odparł cierpliwie.
Widząc, że goście i znajomi zaczynają na nich zerkać, a atmosfera robi się tak gęsta, że można ją kroić nożem, uznał, że musi wkroczyć, zanim te Aud i Grave skoczą sobie do gardeł na środku sali.
- Ej, dajcie spokój, dziewczyny, nie przy ludziach - wtrącił cicho, stając lekko między nimi. - Audrey, ty w trampkach wyglądasz super, a Grace... no cóż, przynajmniej nikt nie powie, że w tej rodzinie wieje nudą. Po co się kłócić o szmaty?
Audrey na szczęście odpuściła dalszą wymianę uprzejmości. Postanowiła całkowicie odciąć się od napięcia – sięgnęła po bezalkoholowego szampana, uniosła kieliszek w stronę matki, dziękując za życzenia, a potem uroczo przesłodziła Shereen i Ericowi. Po tym całym miłosnym wyznaniu blondynka znowu oparła głowę o ramię Reeve'a. Zaczęła trajkotać, że chce już iść do stołu spróbować tortu, bo ma nadzieję, że jest tęczowy, a na koniec rzuciła pytaniem, czy nikogo więcej nie brakuje i czy robimy wspólne zdjęcia.
Tęczowy tort? Audrey, kończysz dwadzieścia cztery lata, a nie pięć - zaśmiał się pod nosem, lekko szturchając ją łokciem w bok, żeby ostatecznie rozładować te resztki wiszącego w powietrzu jadu. – Ale dobra, zgadzam się, chodźmy już jeść, a z tymi zdjęciami to nie szalej, bo mój uśmiech numer pięć ma dzisiaj mocno ograniczoną ważność.
Poprawił tę cholerną marynarkę, która znowu wpijała mu się w kark, i pomyślał, że jeśli ma przeżyć pozowanie do wspólnej fotki, to ten tęczowy tort będzie musiał być cholernie dobry.
Cordelia LeBlanc Eric Stones Shereen Winfield Audrey LeBlanc Grace LeBlanc
25 y/o
ZAANGAŻOWANA FOCZKA
176 cm
młodszy inżynier oprogramowania AG
Awatar użytkownika
Let's go to the beach-each, let's go get away
They say, what they gonna say
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3-ecio osobowa
czas narracji-
postać
autor

Sam nie wiedział, co go bardziej zaskoczyło: przywitanie Grace czy to, jaką kreację miała na sobie. Oczywiście poczuł też dłoń Sher na swoim przedramieniu.
- Hej, Grace, dzięki. Chociaż ja uważam, że jest bardziej niż tylko zacna. Za to Ty wyglądasz… odważnie. - odpowiedział, czując lekkie zakłopotanie i nerwowo uderzając czubkiem lewego buta o podłogę. Chociaż gdy usłyszał, jak Sher wspomina o pierścionku zaręczynowym jako prezencie, spojrzał na nią i zamrugał, nie wiedząc, jak to powinien interpretować, a ostatecznie po chwili tylko się uśmiechnął.
Po Grace zaczęła się z nim witać kolejna osoba. Eric czym prędzej wykonał skok wspomnieniami do przeszłości, by przypomnieć sobie, kim jegomość był, i wydawało mu się, że ma do czynienia z kuzynem Shereen, a bratem sióstr LeBlanc.
- Zgadza się, to ja. - odpowiedział, kiwając głową i odwzajemniając uścisk dłoni. Parsknął krótkim śmiechem, kiedy usłyszał, jak Reeve określa swoją rodzinkę.
- Dzięki. Może nie będzie aż tak źle. - rzucił, klepiąc LeBlanc’a po ramieniu, bo w sumie nie wiedział, kiedy nastąpi kolejne wydarzenie, na którym ponownie wszyscy się spotkają. Zapewne znów podczas czyichś urodzin.
Nagle Eric zauważył zmierzającą w ich stronę Audrey, której posłał ciepły uśmiech.
- Cześć, Audi, Ciebie też dobrze widzieć. I wszystkiego najlepszego. Dużo szczęścia, radości i spełnienia wszystkich marzeń. - odpowiedział, składając przy okazji życzenia, bo choć Sher je złożyła, to on także chciał dorzucić od siebie jakąś cegiełkę. Uściskał ją jeszcze, a potem skupił wzrok na cioci Sher, która prezentowała się wręcz zjawiskowo. Styl, szyk i elegancja - tak właśnie określiłby seniorkę.
- Dzień dobry i tak, Czuję się bardzo okej, dziękuję. Piękna sala i Pani też pięknie wygląda. - powiedział, a słysząc, że jedzenie wkrótce pojawi się na stołach, dodał:
- O, to fantastyczna wiadomość. Na pewno wszystko będzie pyszne. - A jak nie będzie, to się skoczy do McDonald’s-a albo jakiejś innej knajpki. dokończył w myślach, cały czas się uśmiechając.
Nie spodziewał się takiej reakcji ze strony cioci Sher na sukienkę Grace, dlatego zrobił wielkie oczy i podnosił dłoń, by zakryć buzię, ale ostatecznie tylko umieścił ją za sobą. Ciekawiło go, czy Grace faktycznie pójdzie się przebrać.
Gdy już powitań nastąpił kres, podążył za Sher, aby zająć miejsce obok niej, uniósł kieliszek wypełniony szampanem i wysłuchał toastu wygłoszonego przez panią LeBlanc - uważał, że był super.
Parsknął ciut nerwowym śmiechem, kiedy po toaście padło jego imię i przeczesał dłonią włosy. Nim jednak usiadł, nachylił się do ucha swojej dziewczyny.
- Jeszcze raz wszystkiego najlepszego, kochanie. - bo przynajmniej w ten sposób miał pewność, że go usłyszy. Jasne, nie musiał tego mówić, ale po prostu chciał. I dopiero po chwili opróżnił swój kieliszek.
- Ciekawe, co zostanie podane jako pierwsze. - odparł po chwili, zastanawiając się nie tylko nad strawą, ale również nad tym, kto ostatecznie usiądzie obok niego.


Shereen Winfield Audrey LeBlanc Reeve LeBlanc Grace LeBlanc Cordelia LeBlanc
55 y/o
For good luck!
168 cm
Dyrektor szpitala | Zastępca burmistrza Mount Sinai Hospital, Toronto City Hall
Awatar użytkownika
„Granice istnieją tylko do momentu, w którym ktoś decyduje się je przesunąć.”
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiOn, jego
typ narracji1 osoba
czas narracjiPrzeszły
postać
autor

Spodziewałam się tego, że Grace nie będzie siedziała cicho, tylko wyskoczy zaraz z jakąś błyskotliwą odpowiedzią. Jest przewidywalna jak jej świętej pamięci ojciec, który odszedł od nas lata temu. Grace jest do niego tak podobna, że na jej miejscu, to uważałabym na to jak chodzi po schodach. Odpowiedź córki przyjęłam jednak ze spokojem, który kosztował mnie zdecydowanie więcej cierpliwości niż byłam skłonna pokazać. Oczywiście była ona już dorosłą kobietą i mogła podejmować własne decyzje, nawet jeżeli niektóre z nich uważałam za pozbawione dobrego smaku. Bardziej zwróciłam uwagę na ton, na jaki sobie pozwoliła. Jeszcze jakiś czas temu prawdopodobnie spuściłaby wzrok albo próbowałaby zakończyć rozmowę, zanim ta zdążyłaby się dobrze rozpocząć. Teraz natomiast postanowiła otwarcie zakwestionować moje zdanie. Powinnam być zirytowana... I byłam.
Jednocześnie jakaś część mnie dostrzegła w tym zmianę, której być może sama od niej oczekiwałam. Zawsze chciałam, aby moje dzieci potrafiły walczyć o swoje miejsce. Problem polegał na tym, że zdecydowanie łatwiej akceptowałam tę cechę, kiedy wykorzystywały ją przeciwko komuś innemu.
- Gdybym miała problem z projektantem skarbie, to zapewniam cię, że porozmawiałbym bezpośrednio z nim - odpowiedziałam spokojnie. - W tej chwili rozmawiam jednak z tobą. - Spojrzałam na Grace dość pogardliwym wzrokiem. - Cena ubioru nigdy nie była gwarancją dobrego gustu. Powinnaś o tym wiedzieć, ale skoro jesteś tak bardzo przywiązana do swojej kreacji, to nie zamierzam ci jej przecież zdejmować na siłę.
Uniosłam lekko kieliszek i uznałam temat za zakończony. Nie miałam zamiaru urządzać przedstawienia dla zgromadzonych gości. Powiedziałam co myślałam, Grace również wyraziła swoją opinię i na tym należało poprzestać. Przynajmniej chwilowo.
Po zakończeniu konwersacji z córką, odwróciłam się do Reeve'a. Twierdził, że nie był na mnie zły. Niestety znałam własnego syna wystarczająco, dobrze, żeby wiedzieć, że między nami nadal pozostrawało coś niedopowiedzianego. Nie zamierzałam jednak przepraszać go przy całej rodzinie. Poza tym nie była w stu procentach przekonana, że to ja powinnam przepraszać. Moglam natomiast przyznać sama przed sobą, że ostatnie wydarzenia pozostawiły we mnie pewien dyskomfort. Nie podobała mi się myśl, że mógłby on zacząć unikać mnie z tego powodu.
- Oczywiście - odpowiedziałam spokojnie. - Skoro nie jesteś zły, to uznam, że wszystko między nami jest w najlepszym porządku. - Uśmiechnęłam się delikatnie. - Chociaż oboje doskonale wiemy, że jeszcze wrócimy do tej rozmowy. Tym razem proponuję jednak zrobić to bez publiczności.
Nie potrzebowałam od niego natychmiastowej odpowiedzi. Sam fakt, że przyszedł, bardzo dużo dla mnie znaczył. Po tym, co się wydarzyło między nami, naprawdę bałam się, że się dzisiaj nie pojawi. Oczywiście powiedziałabym wtedy, że zachował się dziecinnie i nieodpowiedzialnie. Prawdopodobnie nawet sama bym w to uwierzyła. Teraz jednak cieszyłam się, że był tutaj.
Przeniosłam wzrok w stronę Audrey. Jej długa sukienka nie wzbudzałaby moich podejrzeń, gdybym nie znała własnej córki. Zdecydowanie częściej interesowały ją ubrania, które pozwalały pokazać więcej skóry, dlatego wybór długich rękawów natychmiast wydał mi się podejrzany. Wiedziałam również o jej ręce wystarczająco dużo, żeby zauważyć, że najwyraźniej próbowała uniknąć pytań. Postanowiłam także nie drążyć tematu.
- Tak skarbie, tort jest tęczowy, a na samym śrdoku będzie jednorożec - odpowiedziałam i spojrzałam na nią z lekkim rozbawieniem. - Są pewne tradycje, których nawet ja nie zamierzam zmieniać. Chociaż zaczynam podejrzewać, że będę zamawiała ci tęczowy tort również na pięćdziesąte urodziny. - Pokręciłam lekko głową. - I tak, zrobimy zdjęcia. Wszyscy i nie ma żadnych negocjacji w tej sprawie.
Pozwoliłam sobie na krótki uśmiech, po czym spojrzałam na Shereen. - Naprawdę sądziłaś kochanie, że pozwoliłabym kilkudziesięciu osobom samodzielnie zdecydować, gdzie usiądą? - Uniosłam brwi. - Oczywiście, że miejsca są przydzielone.
Planowanie usadzenia gości zajęło mi zdecydowanie zbyt dużo czasu, żeby teraz pozwolić wszystkim zniszczyć układ w ciągu pięciu minut. Przy odpowiednim stole rozmowy toczyły się naturalnie, ponieważ niewłaściwe osoby nie siedziały obok siebie, a ewentualne konflikty można było ograniczyć, zanim w ogóle zdążyły się pojawić.
- Ty siedzisz obok Erica - dodałam. - Uznałam, że rozdzielenie was byłoby wyjątkowo okrutne. - Spojrzałam w stronę Erica z wyraźnym rozbawieniem. - Mam nadzieję, że słuchałeś uważnie. Moja córka chrzestna właśnie bardzo jasno zakomunikowała swoje oczekiwania. Osobiście bardzo docieniam, ludzi którzy potrafią mówić wprost, czego chcą.
Nie zamierzałam go naprawdę stawiać pod ścianą. Przynajmniej nie dzisiaj. Lubiłam go coraz bardziej, ponadto wiedziałam jak ważny był dla Shereen, a to wystarczała, żebym traktowała go inaczej niż większość ludzi pojawiających się w życiu mojej rodziny.
- Dziękuję bardzo za komplement - dodałam. - Miło wiedzieć, że ktoś poza mną docenia ilość pracy potrzebnej do zorganizowania tego wszystkiego. Chociaż zapewniam cię, że kuchnia była znacznie bardziej wymagająca ode mnie.
Przez lata byłam przekonana, że jeżeli wystarczająco dobrze wszytsko zaplanuję, to zdołam ochronić ich wszystkich przed chaosem. Nie potrafiłam sobie wyobrazić sytuacji, w której któregoś z nich przy tym stole zabraknie. Natychmiast odsunęłam od siebie tę myśl.
- Dobrze - powiedziałam, odzyskując swój naturalny ton. - Zanim komuś przyjdzie do głowy rozpoczęcie kolejnego rodzinnego konfliktu, to proponuję przejść do stołu. - Poprawiłam delikatnie bransoletkę na nadgarstku. - Przystawki zostaną podane za chwilę, a tort później. Nie pozwolę ci Audrey rozpocząć kolacji od deseru tylko dlatego, że masz urodziny. Chociaż przypuszczam, że i tak spróbujesz mnie przekonać.
Uśmiechnęłam się pod nosem. - A zanim ktokolwiek zacznie protestować przeciwko przypisanym miejscom, to uprzedzam, że układałam je przez kilka godzin. W związku z tym wszelkie reklamacje zostaną rozpatrzone najwcześniej jutro - przeniosłam wzrok na Shereen. - W przyszłym roku skorzystam jednak z twojej pomocy. Jesteś większą ekspertką w tej dziedzinie ode mnie.
Zanim ruszyłam w stronę stołu, to zatrzymałam na moment jednego z przechodzących obok kelnerów. Nachyliłam się delikatnie w jego stronę, zachowując na twarzy całkowicie naturalny wyraz, po czym wsunęłam mu dyskretnie do dłoni złożony banknot.
- Za kilka minut podejdź do Grace z czerwonym winem - powiedziałam cicho. - I postaraj się, żebyś przypadkiem stracił równowagę. - Przeniosłam wzrok na sukienkę córki i uśmiechnęłam się niewinnie. - Oczywiście ma to wyglądać jak wypadek. Bardzo niefortunny wypadek.
Nie zamierzałam przecież zmuszać Grace do przebrania się. Sama wyraźnie powiedziała, że niczego ze swoją kreacja nie zrobi. Czasami należało po prostu pozwolić, aby los rozwiązał problem za człowieka. A los, odpowiednio zmotywowany finansowo, bywał wyjątkowo skuteczny.

Audrey LeBlanc Shereen Winfield Eric Stones Grace LeBlanc Reeve LeBlanc
Monsieur Morrible
Nie lubię nadmiernego poganiania o posty :)
24 y/o
NAJLEPSZY PRZYJACIEL
170 cm
właścicielka sali bankietowej Guild Inn Estate
Awatar użytkownika
With or without you
I'm torn between a deeper desire
nieobecnośćtak
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Stojąc obok Erica, przysłuchiwała się wymianie zdań, do której doszło między Grace, Audrey i ciocią Cordelią — po tym, jak dorzuciła swoje pięć groszy, uznała, że zostanie w bezpiecznej strefie i po prostu posłucha. Osobiście nie przeszkadzałaby jej kreacja Grace, gdyby nie było tutaj Stonesa. Obecność ciemnowłosego miała spory wpływ na sposób, w jaki postrzegała akurat w tym momencie kuzynkę. Przemilczała resztę tej wymiany zdań. Spojrzała w podzięce na Audrey, słysząc jej komplement. Nie zamierzała udawać skromnej, ani mówić, że przesadza. Wiedziała, że błyszczeli — mniej niż Edward Cullen w słońcu, ale wciąż — wnioskowała to po swoim zachowaniu i samopoczuciu. Obecność Stonesa dodawała jej energii, była przy nim bardziej spontaniczna i prawdziwa, jakby wyciągał w niej te cechy, o które raczej niewielu by ją podejrzewało.
— Liczę na to, że za rok też będziesz tak błyszczeć, chociaż ty i tak jesteś już jak gwiazdka — bo naprawdę chciała, żeby Audrey znalazła odpowiedniego chłopaka.
Wzniesienie toastu i ogłoszenie, że można zasiadać do stołów, było dosadną informacją dla gości, że niebawem miała rozpocząć się część obiadowa, kończąca wszelkie spory i dyskusje.
— Oczywiście, że nie, ciociu. Zrobiłoby się zbyt duże zamieszanie i tłok — odparła w odpowiedzi na zapytanie cioci.
Gdyby zadecydowano o posadzeniu Erica z daleka od niej, poczułaby się obruszona. Wolała mieć go obok siebie, ze względu na jego komfort. Wydawało jej się, że czułby się pewniej, siedząc obok niej, niż pomiędzy osobami, których nie znał. Sama czułaby się niepewnie, gdyby poszła na jego imprezę urodzinową i organizatorzy przydzieliliby jej miejsce przy zupełnie innym stole. Kwestii pierścionka więcej nie skomentowała. Nie chciała wymuszać na nim takich rzeczy. Właściwie to był tylko komentarz rzucony w przypływie zazdrości, ale to planowała wyjaśnić Ericowi trochę później.
Stoły wyglądały pięknie, ciocia się postarała, choć Shereen zmieniłaby kilka drobnych rzeczy. Nie przyszła tutaj jednak po to, żeby wydawać swoją zawodową opinię na temat przystrojenia stołów. Byłą tutaj jako gość i doceniała wkład i czas poświęcony przygotowaniom. Podobały się jej śliczne wazony, które wyglądały, jakby były zdobione ornamentami — nie była pewna, skąd pochodziły, ale przyciągały uwagę Winfield niemalże tak samo, jak dobrze zadysponowana przestrzeń.
— I tak te stoły wyglądają pięknie, ale następnym razem chętnie Ci pomogę, ciociu — nie miałaby nic przeciw temu. Uwielbiała przystrajać wnętrza, naprawdę ją to relaksowało i sprawiało jej frajdę.
Zanim Eric usiadł, nachylił się w jej stronę, a ona mimowolnie uniosła głowę w jego kierunku, by lepiej usłyszeć, co miał do powiedzenia. Jego głos był tak cholernie ciepły i przyjemny w odbiorze, że mimowolnie zrobiło jej się miło. — Dziękuję. Lepszych życzeń już dzisiaj nie dostanę — odparła z lekkim uśmiechem, muskając w podziękowaniu jego policzek tym razem bez podtekstu.
— Te torty z jednorożcami są cudowne, to taki symbol naszych urodzin. Jak byłyśmy małe, chciałyśmy być księżniczkami. A przecież każda księżniczka musi mieć własnego jednorożca — wyjaśniła pokrótce Ericowi tradycję jednorożcowych tortów. Mimo tylu lat przyjaźni, nie miał okazji spędzić podwójnych urodzin z nią i Audrey. Z reguły te imprezy były dzielone w taki sposób, by zarówno członkowie rodziny, jak i goście zaproszeni przez solenizantów, czuli się dobrze. Imprezy mieszane raczej nie wchodziły w grę. Shereen wolała mieć swoich przyjaciół blisko siebie i traktować ich jak centrum wydarzenia, podczas gdy gości z rodziny tolerowała, bo musiała. Gdy była dzieckiem, imprezy rodzinne ją denerwowały. Nie miała co robić, ani z kim rozmawiać, a kuzynostwo (nie licząc dzieci Cordelii) było strasznie sztywne.

Ledwie wybrzmiały jej słowa, gdy obsługa sprawnie rozpoczęła serwis. Na stołach pojawiły się elegancko podane przystawki — delikatne carpaccio z polędwicy wołowej z płatkami parmezanu i truflowym dressingiem, sałatka z mięsem homara, cytrusami i mikroliśćmi oraz niewielkie porcje przegrzebków na kremowym puree z kalafiora. Był tam również tatar. Shereen nie przepadała za owocami morza, dlatego bez żalu odsunęła od siebie homara i przegrzebki, sięgając po… croissanta. cierpliwie czekając na danie główne. Nie musiała czekać długo. Wkrótce przed każdym z gości stanęły talerze z pieczoną kaczką i pieczonymi warzywami. Rozmowy na chwilę przycichły, ustępując miejsca odgłosowi sztućców, podczas gdy fotograf, krążąc między stołami, zapraszał chętnych do wspólnych zdjęć. Nie narzucał się nikomu, czekał, aż zjedzą.
— Audrey, zobacz… Tam są te małe corissanty z kremem migdałowym — nachyliła się w stronę kuzynki, wskazując dyskretnie widelcem na koszyk z minirogalikami. — Są też z truskawkami i mascarpone — tą informacją podzieliła się z Erikiem. Wiedziała, że lubił truskawki. Podłapując spojrzenie cioci, posłała jej delikatny uśmiech. Wolała uniknąć zwracania uwagi na prowadzenie głośnych dyskusji przy stole, przecież wiedziała, że podczas jedzenia nie wypadało tego robić.
— Ciociu, rozmawiałaś może z moją mamą? Dzwoniła, żeby chociaż zapytać jak przygotowania, czy jak zwykle wszystko zignorowała? — m u s i a ł a to wiedzieć. Relacje Shereen z matką były cholernie trudne i choć nieszczególnie za sobą przepadały, tak byłoby miło, gdyby chociaż raz zainteresowała się własnymi dziećmi.



Eric Stones Cordelia LeBlanc Reeve LeBlanc Grace LeBlanc
Blueberry/Kasia
Nie lubię postów napisanych przez AI. Czytania w myślach mojej postaci i oczywiście klasyczek największy: utożsamiania postaci z autorem. To dwa oddzielne byty :/
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ Po Kanadzie”