-
Are you someone that I can give my heart to?
Or just the poison that I'm drawn to?
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiżeńskietyp narracjityp narracjiczas narracji-postaćautor
Była dosyć rozsądna, więc szybko się nauczyła panujących zasad i starała się nie popełniać tego samego błędu dwa razy. Inaczej konsekwencje były bolesne. Dzisiaj wszystko poszło perfekcyjnie, a kiedy tylko zatrzasnęły się za nim drzwi, mogła odetchnąć - nie pełną piersią, bo tak już dawno przestała. Teraz po prostu mogła złapać trochę tchu, bo przy Conradzie przestała nawet oddychać z obawy, że będzie robiła to w nieodpowiedni sposób.
Będąc jednak sama w domu, miała w końcu chwilę dla siebie. Dawniej nosiłaby ją energia, by wyjść i coś porobić - teraz była bardziej opanowana. Tańczyć nie mogła i to z wielu względów - pierwszy, który ją z niego zdyskwalifikował był wypadek. Drugi to Conrad, który nie wyobrażał sobie jej na jednej scenie z innym. Dlatego Jinx Hart właśnie malowała się w czwartkowe przedpołudnie, szykując się na zakupy, które miała dzisiaj zaplanowane.
Miała już wychodzić z domu, kiedy dostała jasny komunikat od męża. Czepek. Sprawdziła jeszcze w szafie, aby mieć pewność - tak, zapomniała mu go spakować. Jego ulubiony zwykły czarny czepek bez żadnych tandetnych wzorów . Poczuła dreszcz przebiegający wzdłuż kręgosłupa, na myśl, co ją będzie czekało po jego powrocie do domu.
Do szpitala jechała równe trzydzieści pięć minut. Bez żadnego problemu dostała się na odpowiedni oddział- dwa lata temu sama spędziła na nim wiele miesięcy. Odnalazła Conrada na korytarzu, co wywołało w niej poczucie ulgi - teraz nie zrobi żadnych scen, miała jeszcze kilka godzin. Cmoknęli się w policzek i rozeszli.
Jinx cofała się już do drzwi od oddziału, kiedy mignął jej kątem oka znajomy pokój. Uśmiechnęła się mimowolnie na widok pustego, czekającego na nowego pacjenta, pokoju. Powróciła myślami, kiedy tutaj trafiła i ile od tamtej pory się zmieniło. Poczuła przypływ nostalgii, więc zawróciła w przeciwnym kierunku. Z powrotem ruszyła wgłąb korytarza aż natrafiła na pokój socjalny należący do rezydentów. Miała to szczęście, że był pusty, więc przysiadła w oczekiwaniu, aż przyjdzie w końcu pewien blondynek, o którym już wiedziała od zaprzyjaźnionych pielęgniarek, że powinien już dawno zejść z dyżuru.
Usiadła na kanapie na wprost wejścia, więc kiedy tylko drzwi się otworzyły po kilku minutach, w ich progu stał wysoki, przystojny blondyn. Ten sam, który nie pozwalał się jej poddać i ćwiczył razem z nią. - Ja pierdolę Cyrus, kiedy ostatnio brałeś prysznic? Już z daleka czułam, że się zbliżasz- i aż przewróciła oczami, licząc na to, że mężczyzna podłapie jej nietypowe poczucie humoru.
Cyrus Lockhart
-
'Cause lately we've been living in different nations
Enemy lines are drawn, lines are drawn
We're speaking different tongues communicating
And as we fall, time is frozen
I know we break, but we're not brokennieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowyczas narracjiprzeszłypostaćautor
Cy snuł się korytarzami szpitala; nie jadł nic od dwunastu godzin, chciało mu się palić i stawał się jeszcze trudniejszy w obyciu niż zwykle, przez co wszyscy jego współpracownicy, omijali go szerokim łukiem. Poza tym nadal nie opuszczała go ta dziwna chandra; po spotkaniu z Reidem poczuł się lepiej, ale nie na długo. Jego przyjaciel uświadomił go, że ta monotonia, w którą dobrowolnie się wkopał, wcale mu nie służyła. Jedynym problemem było to, że Cyrus Lockhart żył w konkretny sposób przez całe swoje życie i nie sądził, żeby potrafił inaczej. Bujał się więc w swoim ponurym nastroju od paru dni, dowalając sobie pracą, obowiązkami i bezustanną nauką. Ach, to testowanie granic do chwili, gdy wytrzymałość wisiała już na włosku; zawsze to samo.
Mężczyzna wszedł na socjal, początkowo nawet nie dostrzegając Jinx, która tam była. Rezydent był święcie przekonany, że to któryś z lekarzy przyszedł odpocząć. Był zbyt znużony, żeby kontaktować. Dopiero jej głos przywrócił go nieco do rzeczywistości, przez co przeniósł na nią zaskoczone i wyraźnie zmęczone spojrzenie. — Hm? — wymruczał, ciągnąc łagodnie za swój fartuch. Zaraz jednak parsknął pod nosem, zsuwając go ze swoich ramion, by rzucić nim lekko prosto w buzię dziewczyny. — Z tydzień temu — zażartował na wspomnienie o kąpieli, zdejmując swoją koszulkę, żeby wyszukać w szafce coś świeżego. — I dzień dobry, Hart. Ciebie też dobrze widzieć — wymruczał, zapinając swoją ulubioną, jasną, lnianą koszulę. — Przyszłaś do swojego frajera czy może to mi przypadł ten zaszczyt? — zapytał, w końcu na nią zerkając.
Jinx
-
Are you someone that I can give my heart to?
Or just the poison that I'm drawn to?
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiżeńskietyp narracjityp narracjiczas narracji-postaćautor
Jako pierwszy wiedział jak do niej dotrzeć - bez tego politowania w oczach, które tylko jeszcze bardziej ją dobijało ilekroć je widziała u kogoś. Przy nim nie czuła się gorsza. Nie czuła, że rozpadł się jej świat, a momentami wręcz wprost przeciwnie - kręcił nosem na jej narzekanie. Jednocześnie to dzięki niemu zaczęła chodzić na rehabilitację i zaryzykowała kolejną operację, aby odzyskać władzę w nogach.
Dlatego miała sentyment do tego blondyna, który potrafił być dupkiem. Ale cholera - był dupkiem, na którym naprawdę jej zależało. Niczym starszy brat, z którym się kłócisz przez całe życie, ale z myślą, że inni mają go szanować.
Zanim się zorientowała, miała na twarzy jego przepoconą, śmierdzącą bluzkę przez którą się aż wzdrygnęła i miała odruch wymiotny. - Jesteś obleśny- burknęła ściągając ją szybko z siebie i zrzucając na ziemię trzymając raptem za rant materiału między palcem wskazującym, a kciukiem. - To nadaje się do spalenia. Wątpię, aby kiedykolwiek zszedł z tego twój smród- drugą dłonią ścisnęła nos dla większego efektu, chociaż w rzeczywistości aż tak bardzo ten smród jej nie uderzał.
Po odrzuceniu ubrania, zmarszczyła brwi patrząc na to, co wyczynia jej brat z innej matki i ojca. - Serio Cy? Nawet nie użyjesz dezodorantu? Dramat- przewróciła oczami i założyła ręce na ramiona.- Nie pochlebiaj sobie, że specjalnie dla Ciebie bym przyjechała - cóż, nie przyjechała dla niego, ale fakt był taki, że już dawno mogłaby siedzieć w domu albo gdziekolwiek indziej, byleby jak najdalej od miejsca, gdzie spędziła zdecydowanie za dużo czasu. - Doprowadź się do jakiegoś w miarę względnego ładu. Tak, żeby nie było wstyd się z Tobą pokazać wśród ludzi, to zabiorę Cię na jakiś dobry obiad, za który zapłaci wspomniany frajer. Później mu podziękujesz - i oby nie usłyszał wspomniany frajer jak o nim mówi za jego plecami, bo by źle skończyła.
Cyrus Lockhart