ODPOWIEDZ
30 y/o
For good luck!
168 cm
Żona na utrzymaniu męża
Awatar użytkownika
Are you someone that I can give my heart to?
Or just the poison that I'm drawn to?
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiżeńskie
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Budzik zadzwonił równo o piątej zero zero rano. Oboje wstali z łóżka w tym samym czasie - każde po swojej stronie. On przeszedł do garderoby, aby się przebrać w strój do biegania. Ona narzuciła na siebie szlafrok i udała się, aby przygotować mu w tym czasie śniadanie. Byłoby ich stać na gosposię, która przychodziłaby z samego rana. Byłoby ich stać na catering, aby zaoszczędzić czas na gotowaniu. Jednak Conrad uważał, że nie da ani centa obcej kobiecie za coś, co należy do obowiązków żony. Jinx, gdyby mogła, to zatrudniłaby kogoś, a sama poszła do pracy. Jednak i na to nie miała zgody męża. Dlatego dzisiaj, tak jak i od pół roku, przygotowywała posiłek człowiekowi, któremu obiecała miłość aż po grób. Człowiekowi, który ją uratował, a jednocześnie to on naprawiał, że niszczała wewnątrz. Pierwszy raz ją uderzył niecałe dwa miesiące po ślubie - w noc sylwestrową. 1.01.2026 należy do dnia, kiedy skończyło się jej życie, a zaczął koszmar. Ten prawdziwy, najgorszy.
Była dosyć rozsądna, więc szybko się nauczyła panujących zasad i starała się nie popełniać tego samego błędu dwa razy. Inaczej konsekwencje były bolesne. Dzisiaj wszystko poszło perfekcyjnie, a kiedy tylko zatrzasnęły się za nim drzwi, mogła odetchnąć - nie pełną piersią, bo tak już dawno przestała. Teraz po prostu mogła złapać trochę tchu, bo przy Conradzie przestała nawet oddychać z obawy, że będzie robiła to w nieodpowiedni sposób.
Będąc jednak sama w domu, miała w końcu chwilę dla siebie. Dawniej nosiłaby ją energia, by wyjść i coś porobić - teraz była bardziej opanowana. Tańczyć nie mogła i to z wielu względów - pierwszy, który ją z niego zdyskwalifikował był wypadek. Drugi to Conrad, który nie wyobrażał sobie jej na jednej scenie z innym. Dlatego Jinx Hart właśnie malowała się w czwartkowe przedpołudnie, szykując się na zakupy, które miała dzisiaj zaplanowane.
Miała już wychodzić z domu, kiedy dostała jasny komunikat od męża. Czepek. Sprawdziła jeszcze w szafie, aby mieć pewność - tak, zapomniała mu go spakować. Jego ulubiony zwykły czarny czepek bez żadnych tandetnych wzorów . Poczuła dreszcz przebiegający wzdłuż kręgosłupa, na myśl, co ją będzie czekało po jego powrocie do domu.
Do szpitala jechała równe trzydzieści pięć minut. Bez żadnego problemu dostała się na odpowiedni oddział- dwa lata temu sama spędziła na nim wiele miesięcy. Odnalazła Conrada na korytarzu, co wywołało w niej poczucie ulgi - teraz nie zrobi żadnych scen, miała jeszcze kilka godzin. Cmoknęli się w policzek i rozeszli.
Jinx cofała się już do drzwi od oddziału, kiedy mignął jej kątem oka znajomy pokój. Uśmiechnęła się mimowolnie na widok pustego, czekającego na nowego pacjenta, pokoju. Powróciła myślami, kiedy tutaj trafiła i ile od tamtej pory się zmieniło. Poczuła przypływ nostalgii, więc zawróciła w przeciwnym kierunku. Z powrotem ruszyła wgłąb korytarza aż natrafiła na pokój socjalny należący do rezydentów. Miała to szczęście, że był pusty, więc przysiadła w oczekiwaniu, aż przyjdzie w końcu pewien blondynek, o którym już wiedziała od zaprzyjaźnionych pielęgniarek, że powinien już dawno zejść z dyżuru.
Usiadła na kanapie na wprost wejścia, więc kiedy tylko drzwi się otworzyły po kilku minutach, w ich progu stał wysoki, przystojny blondyn. Ten sam, który nie pozwalał się jej poddać i ćwiczył razem z nią. - Ja pierdolę Cyrus, kiedy ostatnio brałeś prysznic? Już z daleka czułam, że się zbliżasz- i aż przewróciła oczami, licząc na to, że mężczyzna podłapie jej nietypowe poczucie humoru.


Cyrus Lockhart
28 y/o
For good luck!
183 cm
rezydent neurochirurgii w Mount Sinai Hospital
Awatar użytkownika
'Cause lately we've been living in different nations
Enemy lines are drawn, lines are drawn
We're speaking different tongues communicating
And as we fall, time is frozen
I know we break, but we're not broken
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Cyrus znowu wziął dwudziestoczterogodzinną zmianę. Och, no kto by się tego po nim spodziewał, co? Był prawdopodobnie jedynym rezydentem neurochirurgii, który brał na klatę dobówki bez zająknięcia, jakby jego życie prywatne praktycznie nie istniało. A przecież nie było najgorsze. Ostatnio widział się z Aaronem, który wpadł do szpitala, jakby od tego zależało jego życie — a przyszedł tylko poprzeszkadzać mu w nauce. A potem widział się z Callumem, któremu pieprzył o sensie życia, o pracy i o tym, jak znużony był już swoją codziennością, o którą kiedyś tak bardzo walczył. Blondyn zawsze powtarzał, że do szczęścia potrzebował jedynie świętego spokoju i ułożonego planu. A wystarczyło zaledwie parę lat, gdzie wszystko szło po jego myśli, żeby zaczął wariować. Może jednak nie nadawał się do tego perfekcjonizmu, który wpajano mu od najmłodszych lat? A może jego matka miała rację, że nie powinien iść w medycynę jak jego stary, bo w końcu sam się w niego zmieni? Kobieta zawsze miała na niego lepszy plan; chciała, żeby był biznesmenem, prowadzącym własną markę. Chciała, żeby zarabiał miliony zaledwie jednym pstryknięciem palca i nie byłoby to niemożliwe, gdyby nie chorobliwa potrzeba Lockharta, aby nad wszystkim panować. Miał obsesję na punkcie kontroli — na punkcie bawienia się w boga, a jedynie bycie chirurgiem mu to umożliwiało. Nie był do tego stopnia, jeszcze popieprzony, by krzywdzić innych ludzi, decydując o ich życiu, dlatego poczucie, że czyjaś przyszłość leży w jego rękach, bardzo go satysfakcjonowała. Chociaż przez chwilę mógł udawać, że to normalne.

Cy snuł się korytarzami szpitala; nie jadł nic od dwunastu godzin, chciało mu się palić i stawał się jeszcze trudniejszy w obyciu niż zwykle, przez co wszyscy jego współpracownicy, omijali go szerokim łukiem. Poza tym nadal nie opuszczała go ta dziwna chandra; po spotkaniu z Reidem poczuł się lepiej, ale nie na długo. Jego przyjaciel uświadomił go, że ta monotonia, w którą dobrowolnie się wkopał, wcale mu nie służyła. Jedynym problemem było to, że Cyrus Lockhart żył w konkretny sposób przez całe swoje życie i nie sądził, żeby potrafił inaczej. Bujał się więc w swoim ponurym nastroju od paru dni, dowalając sobie pracą, obowiązkami i bezustanną nauką. Ach, to testowanie granic do chwili, gdy wytrzymałość wisiała już na włosku; zawsze to samo.

Mężczyzna wszedł na socjal, początkowo nawet nie dostrzegając Jinx, która tam była. Rezydent był święcie przekonany, że to któryś z lekarzy przyszedł odpocząć. Był zbyt znużony, żeby kontaktować. Dopiero jej głos przywrócił go nieco do rzeczywistości, przez co przeniósł na nią zaskoczone i wyraźnie zmęczone spojrzenie. — Hm? — wymruczał, ciągnąc łagodnie za swój fartuch. Zaraz jednak parsknął pod nosem, zsuwając go ze swoich ramion, by rzucić nim lekko prosto w buzię dziewczyny. — Z tydzień temu — zażartował na wspomnienie o kąpieli, zdejmując swoją koszulkę, żeby wyszukać w szafce coś świeżego. — I dzień dobry, Hart. Ciebie też dobrze widzieć — wymruczał, zapinając swoją ulubioną, jasną, lnianą koszulę. — Przyszłaś do swojego frajera czy może to mi przypadł ten zaszczyt? — zapytał, w końcu na nią zerkając.

Jinx
30 y/o
For good luck!
168 cm
Żona na utrzymaniu męża
Awatar użytkownika
Are you someone that I can give my heart to?
Or just the poison that I'm drawn to?
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiżeńskie
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Jinx od zawsze nienawidziła wracać do okresu tuż po wypadku, gdy spędziła w szpitalu najpierw dwa miesiące, a potem wiele tygodni podczas kolejnych operacji. Najbardziej w życiu kochała dwie rzeczy - Calluma i taniec. Tamtego dnia, kiedy miała wypadek, obie straciła bezpowrotnie. Kiedy tylko pierwszy raz usłyszała, że nigdy nie będzie już chodzić, chciała zasnąć. Zasnąć już na zawsze. Miała w głębokim poważaniu wizyty psychiatrów, terapeutów i rozmowy z rodzicami. Nie miała chęci do życia, a co dopiero do rehabilitacji. W tamtym momencie wydawało jej się, że nie ma większej różnicy czy spędzi resztę życia przykuta do łóżka czy chodząc o kulach. W obu przypadkach była pozbawiona miłości. Dwóch miłości. Dlatego była uparta, marudna i sarkastyczna. Początkowo pielęgniarki jej współczuły, ale z czasem miały już jej dość i unikały jak ognia. To, że zaczęły przypisywać Cyrusa do Jinx miało być chyba pstryczkiem w nos dla tej upierdliwej dwójki, a skończyło się całkiem stabilną relacją, którą można w porywach wiatru nazwać przyjaźnią.
Jako pierwszy wiedział jak do niej dotrzeć - bez tego politowania w oczach, które tylko jeszcze bardziej ją dobijało ilekroć je widziała u kogoś. Przy nim nie czuła się gorsza. Nie czuła, że rozpadł się jej świat, a momentami wręcz wprost przeciwnie - kręcił nosem na jej narzekanie. Jednocześnie to dzięki niemu zaczęła chodzić na rehabilitację i zaryzykowała kolejną operację, aby odzyskać władzę w nogach.
Dlatego miała sentyment do tego blondyna, który potrafił być dupkiem. Ale cholera - był dupkiem, na którym naprawdę jej zależało. Niczym starszy brat, z którym się kłócisz przez całe życie, ale z myślą, że inni mają go szanować.
Zanim się zorientowała, miała na twarzy jego przepoconą, śmierdzącą bluzkę przez którą się aż wzdrygnęła i miała odruch wymiotny. - Jesteś obleśny- burknęła ściągając ją szybko z siebie i zrzucając na ziemię trzymając raptem za rant materiału między palcem wskazującym, a kciukiem. - To nadaje się do spalenia. Wątpię, aby kiedykolwiek zszedł z tego twój smród- drugą dłonią ścisnęła nos dla większego efektu, chociaż w rzeczywistości aż tak bardzo ten smród jej nie uderzał.
Po odrzuceniu ubrania, zmarszczyła brwi patrząc na to, co wyczynia jej brat z innej matki i ojca. - Serio Cy? Nawet nie użyjesz dezodorantu? Dramat- przewróciła oczami i założyła ręce na ramiona.- Nie pochlebiaj sobie, że specjalnie dla Ciebie bym przyjechała - cóż, nie przyjechała dla niego, ale fakt był taki, że już dawno mogłaby siedzieć w domu albo gdziekolwiek indziej, byleby jak najdalej od miejsca, gdzie spędziła zdecydowanie za dużo czasu. - Doprowadź się do jakiegoś w miarę względnego ładu. Tak, żeby nie było wstyd się z Tobą pokazać wśród ludzi, to zabiorę Cię na jakiś dobry obiad, za który zapłaci wspomniany frajer. Później mu podziękujesz - i oby nie usłyszał wspomniany frajer jak o nim mówi za jego plecami, bo by źle skończyła.


Cyrus Lockhart
ODPOWIEDZ

Wróć do „Mount Sinai Hospital”