Adeline potrzebowała czasu, by uporać się ze wszystkimi emocjami, jakie wywołał powrót Sullivana, ale przy tym zdawała sobie również sprawę z tego, że on też musiał poukładać sobie własne sprawy, zanim wróci na dobre. Do niej. W końcu była pierwszą osobą, której postanowił się ujawnić. Czekało na niego jeszcze więcej podobnych spotkań, choć pewnie już mniej trudnych, skupionych na niewiarygodnej uldze i szczęściu z powodu tak niespodziewanego obrotu spraw. A później wybuchło całe to zamieszanie spowodowane jego powrotem. Oboje musieli zmierzyć się ze skutkami jego zmartwychwstania.
Myślała o tym, czy się do niego odezwać. Jedna, z pozoru niewinna wiadomość powiedziałaby więcej, niż chciała to przyznać. Nie mogła okazać po sobie słabości, a nawet zwyczajny odruch w postaci smsa mógłby zostać odebrany jako akt desperacji, bo w jednej chwili zdradziłby, że o nim myślała. Ostatecznie więc postanowiła, by wszystko potoczyło się naturalnym torem. Rzuciła mu wyzwanie, a więc to wciąż był jego ruch. Musiała przekonać się, ile jego własne słowa dla niego znaczyły.
Widok blondyna przed budynkiem zaskoczył ją. Co prawda, przeczuwała, że ponowne spotkanie z nim będzie kwestią czasu, ale nie spodziewała się go tak rano. W takich okolicznościach. I wyglądającego tak dobrze. Wystarczyło kilka drobnych zabiegów i nagle zmęczenie upływem czasu i cień jego dotychczasowego życia umknęły gdzieś w dal, a jego prezencja nabrała świeżości. Przez te dwa lata i ogrom doświadczeń rysy jego twarzy stały się nieco dojrzalsze, ale gdy spojrzał na nią z tym swoim błyskiem w oczach, rozszerzając usta w przebiegłym uśmiechu, zaczął znów przypominać jej Sully’ego, w którym się zakochała.
—
Który wiernie na Ciebie czekał — przyznała, jeszcze raz ukradkiem spoglądając na auto w pewnym zamyśleniu. —
Jakby dokładnie wiedział, że wrócisz. Lepiej przyznaj, że po prostu go we wszystko wtajemniczyłeś. — Kącik jej ust uniósł się do góry w geście rozbawienia, kiedy spojrzała na Hartleya, wypinającego dumnie swoją pierś. Drobny żart z sytuacji, która jeszcze do niedawna powodowała w niej kompletny mętlik w głowie, był dobrym znakiem. Nawet, jeśli jeszcze nie przetrawiła wszystkiego, wolała przekuć to w śmiech, niż nadal roztrząsać. A przynajmniej to, co zostało powiedziane już na głos.
Na jego wyznanie uniosła wysoko brwi. Porwanie? Smok? Randka? Przez chwilę patrzyła na niego kompletnie wmurowana, czując narastające bicie jej serca i obserwując jego następne ruchy - otwarcie drzwi, bukiet tulipanów i ścieżka z ich płatków. Co jak co, ale już nie raz przekonała się, jak bardzo Sully potrafił być romantyczny i przekonujący. A teraz miał ku temu jeszcze większe ambicje, bo Ade stanowiła dla niego wyzwanie. Walczył o nią. Lepiej późno, niż wcale, prawda?
—
Rozmawiałeś z moim ojcem? — zapytała ostrożnie, próbując odzyskać rezon. Już na ten moment wiedziała, że Thomas Covington nie da jej spokoju. —
Jego nie musisz przekonywać. Kupiłeś go już dawno temu i nie wiem, czy ktokolwiek jest w stanie Cię przebić — westchnęła z nieznacznym rozbawieniem. Sully był idealnym zięciem, więc Covington nie miał żadnych powodów, żeby się na niego złościć. Może, gdyby choć raz Ade była z tatą zupełnie szczera…
Podeszła do blondyna i odebrała bukiet kwiatów, nie potrafiąc powstrzymać się przed delikatnym zanurzeniem w nich nosa, a jej twarz rozjaśnił błogi uśmiech. Pamiętał, że uwielbiała tulipany. Gdy po chwili podniosła na niego niebieskie spojrzenie, w jej tęczówkach pojawiło się coś nieco cieplejszego. —
Dziękuję — powiedziała cicho, bo będąc tak blisko, mimo odgłosów ulicy, wiedziała, że ją usłyszy. Zatrzymała na nim wzrok trochę dłużej, niż powinna, walcząc z jedynym właściwym odruchem, który
chciała w tym momencie wykonać. Jakby jej ciało naturalnie lgnęło do niego tak, jak kiedyś i pamiętało, co robić. Zamiast odrobinę wspiąć się na palce, by złączyć ich usta w pocałunku w podziękowaniu za gest, finalnie odchrząknęła i na chwilę odwróciła wzrok gdzieś w bok. —
Gdzie jedziemy? Powinnam się przebrać? — zapytała, odgarniając rudy kosmyk włosów z twarzy i starając się przywrócić naturalny ton. Powiedziała pierwsze, co przyszło jej do głowy, byle odwrócić swoją uwagę od niepokornych myśli. Skoro nie miała powodów, by odmówić Hartleyowi randki, nie była pewna, czy jej office’owy, letni look wpisuje się w jego plany.
Sullivan Hartley