-
Któżby pomyślał, że ten jeden wyjazd będzie tyle znaczył... Tak wiele zmieni...
Złamie serce, ale uleczy duszę.
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkion/jegotyp narracjiTrzecia osobaczas narracjiCzas przeszłypostaćautor
Jamie uwielbiała piec i gotować, nawet to, że robiła to stale, nie psuło jej dobrej zabawy. Niemniej nauczyła się w międzyczasie, że nie zawsze warto jest robić coś od zera. Skoro miała dobrego gotowca, a miała najlepszego, w końcu sama go robiła, to nie było powodu, żeby go nie wykorzystać.
- Improwizowany teatr? - powtórzyła, zatrzymując się w połowie ruchu.
Na jej twarzy odbiło się przejęcie, a brwi zatańczyły razem z emocjami, które ją zalały.
- Nie brzmi to jak coś, w czym mogłabym być dobra... - zauważyła, wracając do blatu i w lekkim zamyśleniu biorąc się za wykrawanie odpowiednich fragmentów ciasta.
Nawet jeśli myślami błądziła gdzieś dalej, to od razu widać było fachowca w pracy. Ruchy miała niby powolne, ale pewne. Trochę oszczędne, bez zbędnych cięć i poprawek. Mimo tego, że się nie spieszyła, to wszystko wychodziło bardzo sprawnie.
- Czyli podczas gry wcielamy się w postacie? Jesteśmy nimi? Mówimy jako one, tak? - trochę nie wiedziała, jak ubrać w słowa swoje pytanie. - To chyba trzeba się pilnować ze współczesnymi żartami?
Uśmiechnęła się pod nosem. Rety, Mała, w co Ty się pakujesz, co?
Przerwała swoje czynności słysząc ostatnie słowa Eriki. Spojrzała na nią z rozczuleniem i uśmiechnęła się ciepło.
- Boże, zaraz mi powiesz, że stresujesz się moim pierwszym razem bardziej, niż ja! - jej spojrzenie prześlizgnęło się po sylwetce Eriki i zatrzymało nieco dłużej na jej twarzy. - Chyba sobie poradzimy, co? Myślisz, że będę się dobrze bawiła?
Nie chciałaby zrobić numeru, że po jednej grze zrezygnuje. To pewnie było frustrujące dla prowadzących.
Erika Lindberg
-
Rumors can spread even from the lips of the dead if the secrets they conceal are powerful enough.
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
- No... Można tak powiedzieć. Mówisz zarówno, co robi twoja postać, wygłaszasz jej kwestie i tym podobne. Może łatwiej jak pokażę ci streama z jakiejś gry? - zaproponowała, bo pewnie w ten sposób łatwiej jej będzie wyjaśnić jak się sprawy miały, a przy okazji Jamie nie wykreuje sobie jakiś dziwnych wyobrażeń na ten temat.
Od dawna nie musiała komukolwiek wyjaśniać tego czym właściwie były stołowe gry RPG i jak się w nie grało. Zadania na pewno nie ułatwiał fakt, że każdy w zasadzie miał nieco inny styl i kładł nacisk na różne elementy rozrywki.
- Niby tak, ale my tego super nie pilnujemy. Zarówno w trakcie odgrywania ról jak i pomiędzy nimi często sypiemy różnymi żartami, bo w końcu mamy się dobrze bawić, więc nie możemy tego wszystkiego brać zbyt poważnie - przyznała, bo wiele to razy robili jakieś wstawki do żartów, aby przez chwilę się pośmiać nim wrócą do faktycznej rozrywki?
Przez moment naprawdę nie miała pojęcia, co takiego mogłaby odpowiedzieć Jamie. Po prostu smutno mieszała te biedne jabłka z domieszką cynamonu. W sumie nie miała pojęcia czy sprawdzała się dobrze jako osoba wprowadzająca kogoś w temat erpegów. Na pewno znaleźliby się tacy, którzy wykonaliby o wiele lepszą robotę bez niej. No, ale Park miała w sumie jedynie ją do podobnych rzeczy.
- Może? Nie wiem - zaśmiała się krótko. - No to jest rozrywka jak każda inna... Niektórym się to podoba od razu, a inni potrzebują czasu lub stwierdzają, że to nie dla nich.
Mogło jej się wydawać, że Jamie spodoba się taka forma spędzania czasu, ale może jednak okaże się, że było zupełnie inaczej i nie odnajdzie się w tym wszystkim. No, ale skoro chciała spróbować to niech przekona się na własnej skórze.
Jamie Park
-
Któżby pomyślał, że ten jeden wyjazd będzie tyle znaczył... Tak wiele zmieni...
Złamie serce, ale uleczy duszę.
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkion/jegotyp narracjiTrzecia osobaczas narracjiCzas przeszłypostaćautor
- Dawaj jabłka, już powinny być ok. - stwierdziła, włączając piekarnik, żeby się rozgrzał.
Zatrzymała się tutaj na chwilę, przyglądając się światłu w urządzeniu, jakby w ten sposób miała dostrzec odpowiedź na wcześniejsze pytanie.
- Wiesz... Trochę czuję się, jakbym się dokleiła na siłę do Waszej grupy... - powiedziała cicho, jakby liczyła, że Erika tego nie usłyszy.
Zaraz potem przeczesała włosy, drapiąc się po głowie trochę nerwowo, i podeszła do szuflady ze sztućcami, by wyciągnąć łyżki.
- To znaczy, jesteście wspaniali, ale łączy Was już tyle historii, jak chociażby wyjazd urodzinowy Erica... - o masz, trochę za bardzo się rozgadałaś...
- Chodzi mi o to, że... Zależy mi, żeby to fajnie wypadło. Ta nasza gra...
Dobrze, że chociaż ciastka będą obłędne, bo nie popisałaś się w rozmowie.
Zżelowane owoce szybko wypełniały kieszonki przygotowywane z ciasta i dziewczęta sprawnie przygotowały przyszłe wypieki. I już miały wkładać pierwszą blachę do rozgrzanego piekarnika, kiedy Jamie przyszedł do głowy pomysł.
- A może by je usmażyć w głębokim oleju? Kurczę, chyba tak się robi te jabłkowe ciastka w Maczku? - pomysł ryzykowny, ale z drugiej strony domowa wersja tego ciastka mogłaby zawojować rynek słodyczy w Toronto.
- Dobra, zrobimy część tak, a część tak! - zadecydowała, a kiedy pierwsza blacha znalazła swoje miejsce w ciepełku, klasnęła w dłonie i uśmiechnęła się dziarsko do Eriki.
- To chyba czas na postać! - zadecydowała i ruszyła w kierunku kanapy i kawowego stolika, gdzie leżała część materiałów, jakie przygotowała Erika, no i nowiutkie, jeszcze nieużywane kostki Jamie.
Aż się prosiły o pierwsze rzuty!
Erika Lindberg
-
Rumors can spread even from the lips of the dead if the secrets they conceal are powerful enough.
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
- Do żadnej grupy się nie doklejasz na siłę, Jamie - zapewniła ją spokojnym tonem, bo przecież taka była prawda. - Masz sporo znajomych, którzy znają się nie tylko z tobą, ale również ze sobą wzajemnie. Jesteś po prostu kolejnym, naturalnym elementem układanki. Nikt raczej niczego by ci nie proponował jakby cię nie lubił albo nie chciał wprowadzić w coś nowego, więc na pewno się nie wpraszasz.
Miała nadzieję, że takie zapewnienie wystarczy dziewczynie, która z całą pewnością nie wciskała się nigdzie na siłę. O tym jednak na pewno musiałaby się jeszcze przekonać. Zapewne potrzebowała też czasu na to, aby się ze wszystkim w pewien sposób oswoić. To nie było w ogóle nic czym Park powinna się teraz przejmować.
Kieszonki z ciasta francuskiego powoli wypełniały się farszem z jabłek, a cukierniczka wpadła nagle na kolejny pomysł na to jak mogłaby przyrządzić zaplanowane ciasteczka. Erika wydała z siebie pełen namysłu pomruk, gdy zastanawiała się nad tymi ciasteczkami z Maka, które w zasadzie do tego dnia jedynie widziała u innych... i może raz wgryzła się w nie, gdy ktoś znajomy je kupił.
- Nie mam pojęcia. Nigdy nie brałam ciastka w maczku, bo zawsze kusiło mnie coś innego - odpowiedziała, bo jeśli już brała coś słodkiego to napoje lub shake'a.
Może, gdyby jeszcze piła kawę to byłoby większe prawdopodobieństwo, że wpadłaby tam właśnie po kofeinę i ciastko, ale tak to zaglądała do McDonald's jedynie po to, aby najeść się fastfoodów, gdy tylko zgłodniała, a znajdowała się w trasie lub zależało jej z jakiegoś powodu na czasie, bo tam nie trzeba było czekać na posiłek tak długo jak w zwyczajnych knajpkach. Dlatego Maczek był jej konwentowym przyjacielem.
Przytaknęła na pomysł Jamie, bo dzięki temu faktycznie każdy sobie dobierze ciacho, które będzie im najlepiej odpowiadać, bo te z oleju mogłyby się okazać dla niektórych może nieco zbyt tłuste i ciężkie niż partia wyjęta z piekarnika. Idealna opcja dla wszystkich.
- Na to wygląda - przytaknęła jej Lindberg, ruszając w kierunku stolika, na którym miała wszystko, co potrzebne.
Przyniosła ze sobą laptopa obklejonego dziesiątkami naklejek (w tym także tymi związanymi z Dungeons and Dummies), na którym miała potrzebne materiały i podręczniki w wersji cyfrowej. Obok niego znajdowały się wydrukowane puste karty postaci, przybory do pisania oraz welurowy woreczek z kilkoma najprostszymi zestawami kości, które były zachwalane przez Brennana Lee Mulligana (bo były zwyczajne i czytelne, więc gracze nie marnowali czasu na próby rozszyfrowania widniejących na nich cyfr). Wszystko gotowe do tego, aby stworzyć postać w Zewie Cthulhu!
- Dobra. Zacznijmy może od lekkiego objaśnienia karty. Myślę, że takich pól jak zawód, imię czy wiek nie muszę ci raczej tłumaczyć - powiedziała, rozsiadłszy się przy stoliku i posłała dziewczynie krótki uśmiech. - Poniżej masz takie ogólne statystyki jak siła, budowa fizyczna czy zręczność postaci. Są związane bardziej ze stanem fizycznym i psychiką postaci. Na przykład jeśli będziesz chciała przesunąć coś ciężkiego mogę poprosić, abyś wtedy rzuciła na siłę, aby zobaczyć czy ci się to uda. Tutaj z kolei jest poczytalność... Jeśli twoja postać natrafiłaby na jakieś szczególnie traumatyczne sceny lub coś nadprzyrodzonego to może stracić punkty poczytalności. Im mniej ich tym większa szansa, że kiedyś popadnie w szaleństwo jeśli ich nie odzyska. Może też na chwilę zostać sparaliżowana strachem lub coś podobnego... A tutaj jest szczęście. Najczęściej rzuca nim osoba, która ma go najmniej, aby zobaczyć czy macie szansę na coś, co nie zależy od waszych umiejętności... Na przykład na to czy uda wam się trafić na postać, z którą się nie umawialiście na spotkanie, gdy będziecie chcieli ją odwiedzić czy może akurat tego dnia wyszła z domu. Jeśli też wyrzucisz na kościach porażkę jakiegoś testu to możesz wykorzystać szczęście, aby obniżyć wynik do danego progu sukcesu. Wtedy obniżasz wartość szczęścia o odpowiednią liczbę, bo powoli je wyczerpujesz... Wiem, że tego dużo, ale spokojnie. Nie musisz wszystkiego pamiętać. Niektóre rzeczy się objaśnią w trakcie gry lub będziemy ci o czymś przypominać.
Wiedziała, że to było sporo, ale nikt nie wymagał od Jamie, aby faktycznie wszystko wiedziała. To było zwyczajnie niemożliwe. Objaśniła jej jeszcze znajdujące się na większości karty konkretne umiejętności, na które najczęściej będzie rzucać i zaproponowała, że mogą wybrać samodzielnie profesję postaci albo rzucić kilka razy i wybrać, co najbardziej będzie przemawiało do Jamie z wylosowanych opcji. Potem zostało im tylko sięgnąć po odpowiednią liczbę kości i wylosować statystyki. Erika była gotowa zapisać je na czystej kartce papieru, żeby miały już gotowe wyniki do wklepania w kartę.
Jamie Park
-
Któżby pomyślał, że ten jeden wyjazd będzie tyle znaczył... Tak wiele zmieni...
Złamie serce, ale uleczy duszę.
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkion/jegotyp narracjiTrzecia osobaczas narracjiCzas przeszłypostaćautor
Ciasto pięknie się dopiekało, kiedy Jamie siedziała z nietęgą miną nad kartą, opierając głowę o dłoń wplecioną w krótkie włosy. Stukała gumką ołówka nerwowo w kartę, bo dalej czuła, że ją to wszystko przerasta i to pomimo długich tłumaczeń Eriki.
- Ok... Czyli nie mogę sobie wpisać, czego chcę, w te rubryczki. Na to rzucam lub wpisuję punkty, lub wybieram sobie odpowiednie wartości z rzutów. Ok... Chyba łapię. - powiedziała, patrząc na kartkę papieru z zapisanymi kilkoma wynikami z ich próbnych rzutów.
Po zapewnieniach Eriki odnośnie tego, że naturalnym było, iż do grupy dołączyła, nieco się rozchmurzyła i ze swoim humorem skupiła się na karcie. Dopiero cichy dzwonek piekarnika wyrwał ją ze skupienia nad grą, a właściwie jej przygotowaniem.
- Powiem Ci, że to sporo przygotowań jak na grę... Dobrze, że to nie tylko jedna. Trochę czytałam i coś tam oglądałam na YouTube.
Wstała, by podejść do piekarnika. Założyła rękawice i z wprawą człowieka, który robił to przez całe życie, po prostu podmieniła blachy. Kiedy rozgrzana wylądowała na kamiennym blacie, zrzuciła rękawice w kwiatki i motylki i złapała się dłonią za płatek ucha, zupełnie odruchowo.
Zamknęła piekarnik z drugą porcją bułeczek i wróciła do stołu z butelką cydru, by napełnić oba kieliszki prawie po brzegi.
- Zew... - spojrzała pytająco na Erikę, nie chcąc znowu przekręcić tego słowa. - Ktulu? Jak w utworze Metallici, tak?
Pokiwała głową, uznając, że było close enough, kiedy Erika ją poprawiła, i dodała.
- Czyli lata dwudzieste? No to chyba mam pomysł na postać... Myślałam o wysokiej blondynce, która jest archeologiem i pilotem. Wiesz, bryczesy, wysokie buty, koszula podróżnika ze zbyt głębokim dekoltem, jedwabny szal, gogle na głowie i burza loków. Pali cygaretki i robi, co chce, pomimo konwenansów... Co myślisz? Czy coś takiego by przeszło?
Zapytała, siadając znowu nad swoją kartą. Sięgnęła po kieliszek, żeby dodać sobie animuszu.
Erika Lindberg
-
Rumors can spread even from the lips of the dead if the secrets they conceal are powerful enough.
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
- Mhmm. Łapiesz. Pod względem statystyk może i wydaje się to skomplikowane, ale przynajmniej nie masz jakiś milionów dodatkowych magicznych umiejętności do nauki czy dobierania - odpowiedziała, bo może to było lekkim pocieszeniem dla Jamie.
Wyglądało jednak na to, że Park była w wyśmienitym humorze, co dobrze wróżyło. Przynajmniej na ten moment, gdy musiała się zmierzyć z całą masą nowych rzeczy, które musiała przyswoić.
- Czasami serio jest z tym sporo pracy. Zwłaszcza jeśli chcesz mieć wszystko przemyślane. Innym razem wszystko załatwiasz dosłownie w kilka minut - odpowiedziała, bo czasami była to kwestia paru rzutów kośćmi, dobrania odpowiednich rzeczy i potem przeczytania uważnie karty przed sesją. - To mnie cieszy, że coś ogarniałaś. Wiadomo, że od razu wszystkiego się nie załapie, ale to dobry początek.
Sama potrzebowała nieraz dłużej pooglądać daną serię, aby w pełni zrozumieć jak działały niektóre mechaniki. Tym bardziej, gdy jeszcze jakiś mistrz decydował się na stosowanie jakiegoś homebrew, które odbiegało w znacznym stopniu od oficjalnych zasad.
- Tak jak u Metalliki, ale zmienili pisownię - przytaknęła. - Ogólnie jest to bazowane na literackiej twórczości Lovecrafta, ale nie trzeba jej znać, aby się dobrze bawić.
Uśmiechnęła się, gdy tylko Jamie dolała jej cydru, który wyjątkowo zasmakował Erice po czym wysłuchała słów koleżanki z pewnym namysłem. Wydawało się, że naprawdę miała wszystko przemyślane.
- Bardziej byłaby archeologiem czy pilotem? - zapytała jedynie, przypatrując się cukierniczce. - Słuchaj, przejdzie to jak najbardziej, więc nie musisz się tym przejmować. Przygotowany scenariusz nie wymaga też szczególnie przygotowywania backstory postaci, ale zawsze fajnie mieć obmyślony przynajmniej zarys: kim jest, jak się zachowuje i tym podobne.
Nie chciała jej zbytnio przytłaczać całym procesem kreowania postaci. Zresztą: to był tylko one shot. Testowy. Taki, który miał pokazać czy Jamie w ogóle się to wszystko spodoba, więc jak najbardziej mogły pozwolić sobie na spuszczenie z tonu i potraktowanie lżej tego wszystkiego.
Jamie Park
-
Któżby pomyślał, że ten jeden wyjazd będzie tyle znaczył... Tak wiele zmieni...
Złamie serce, ale uleczy duszę.
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkion/jegotyp narracjiTrzecia osobaczas narracjiCzas przeszłypostaćautor
- Lovecraft. - kiwnęła głową, notując sobie w myślach, żeby poszukać jego książek albo czegoś, co mogłaby obejrzeć w wolnej chwili.
- Hmmm... Niech pomyślę... - zawahała się chwilę nad odpowiedzią na pytanie odnośnie postaci, by w końcu wypalić. - Widzę ją trochę jak Amelię Earhart, ale bardziej pasuje mi praca na wykopaliskach. Więc może niech będzie taką pewną siebie archeolog. A ponieważ jest kontrowersyjna w swoim zachowaniu i otwartości, to czasem uniwersytet czy muzeum nie chce fundować jej wypraw. Wtedy sięga może po rodzinny majątek?
Podniosła spojrzenie na Erikę i sięgnęła po telefon, żeby coś w nim sprawdzić.
- Mogłaby mieć niecodzienny akcent... O! Mogłaby być Afrykanerką! Potomkinią kolonistów z Afryki Południowej. RPA albo Namibia. Lubi maszyny i trochę je romantyzuje. Może jest delikatnie grease monkey. Nie pasuje do świata society. Mówi za szybko, śmieje się za głośno, flirtuje, bo lubi.
Tutaj Jamie lekko się zarumieniła. Czy to prawda, że często gramy takimi postaciami, jakimi byśmy chcieli sami być? Postać, którą Jamie tworzyła, wydawała się być tak różna od niej, że może coś w tym było. Taka bezpieczna próba tego, kim mogłoby się być, gdyby żyło się troszkę inaczej.
- Myślę, że cygaretki są bardziej rekwizytem, który ma zwracać na nią uwagę, niż potrzebą. Ona po prostu nie pasuje, ale zrobiła z tego swoją broń, hmmm?
Erika Lindberg
-
Rumors can spread even from the lips of the dead if the secrets they conceal are powerful enough.
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
- Mhhmm. Dosyć znany twórca horroru. Ekranizacje jego opowiadań nie są jakoś szczególnie znane, ale inspirował też wielu twórców gier komputerowych czy komiksów. Jest tego naprawdę sporo, ale na pocieszenie dodam, że to w sumie nawet lepiej, że nie jesteś zaznajomiona. Przynajmniej wszystkie straszne rzeczy będziesz odkrywała wraz ze swoją postacią - wyjaśniła, gdy tylko usłyszała to krótkie mruknięcie ze strony Jamie.
Przynajmniej dzięki temu unikną meta-gamingu, a reakcje będą dzięki temu nieco bardziej autentyczne. Podobnie jak zagubienie czy skonfundowanie jakiego mogły doświadczyć postacie, gdy zetkną się z czymś dla nich niezrozumiałym.
- Okay. Brzmi sensownie. Zrobimy z niej zatem panią archeolog, a część punktów na umiejętności zainwestujemy w pilotowanie. Może się kiedyś przyda - postanowiła, bo skoro taka była wola Park to właśnie za tym pójdą.
Podobał jej się ten entuzjazm. Widać było, że zdecydowanie cukierniczka się wkręciła w to wszystko, a Erika wykorzystała okazję do tego, aby na szybko zanotować kolejne pomysły Jamie na czystej kartce papieru, aby w razie czego miały to potem do wglądu jeśli chciałyby coś jeszcze dodać do tej postaci.
- Brzmi jak całkiem dobry obraz typowej awanturniczki. Jak najbardziej pasuje - przytaknęła jej. - Chyba naprawdę szybko załapałaś jak to się robi.
To był całkiem dobry znak i z pewnością Erika musiała ją za to pochwalić. Jeszcze trochę, a faktycznie wyjdzie z niej jakiś pro-gracz. Chyba, że jednak wszystko się rozjedzie na późniejszym etapie i Jamie uzna, że to jednak nie rozrywka dla niej. Musiały być jednak dobrej myśli, bo nie warto było tego od razu zapeszać.
Jamie Park
-
Któżby pomyślał, że ten jeden wyjazd będzie tyle znaczył... Tak wiele zmieni...
Złamie serce, ale uleczy duszę.
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkion/jegotyp narracjiTrzecia osobaczas narracjiCzas przeszłypostaćautor
- No nie czytam za dużo... - przyznała, z jakiegoś powodu czując, że mówi coś głupiego. - Cukiernia do niedawna pochłaniała większość mojego czasu... Wiem, to głupie, ale naprawdę wolałam po pracy zrobić sobie paznokcie niż czytać horrory.
Wyjaśniła, sama nie wiedząc, dlaczego ma potrzebę tłumaczenia się. Przecież rzeczywiście jej życie kręciło się wokół tego lokalu, który był kilka metrów pod nimi.
- Czyli to dobrze, że jestem ignorantką? - zapytała z lekkim rozbawieniem, po czym podniosła się, by skontrolować drugą partię bułek.
Wyglądały smakowicie, więc otworzyła piekarnik i wyjęła z niego drugą blachę.
- Jak duży spust mają chłopcy? - zapytała, marszcząc przy tym czoło.
Zdarzało się, że jej znajomi potrafili pochłaniać niewyobrażalne ilości słodyczy. Dziewczęta zazwyczaj były bardziej opanowane w tej kwestii, ale panowie... Zjedzenie całej wielkiej tabliczki czekolady wcale nie graniczyło dla nich z cudem, za to było niebezpiecznie blisko normalności.
- Chyba wystarczy, jak jeszcze dosmażymy jedną partię? - znów chwilę kalkulowała w głowie ilość kalorii na głowę, ale ostatecznie uznała, że wystarczy. - Zawsze lepiej zostawiać widownię z niedosytem.
Zadecydowała i wyłączyła piekarnik, by wrócić spokojnie na swoje miejsce i usiąść na krześle z jednym z kolan przyciągniętym do brody. Sięgnęła po ołówek i przez dobre dwa kwadranse dziewczyny bawiły się w tę matematykę RPG-ową, która potrafiła być zarówno rozkoszna, jak i frustrująca, kiedy brakowało Ci punktów na coś, na czym bardzo Ci zależało.
Wyprężyła się dumnie, kiedy Erika ją pochwaliła.
- Dziękuję! Naprawdę się staram! - odpowiedziała i wróciła do wpisywania statystyk. - Trochę przypomina mi to moją księgowość... Ale jest bardziej zabawne. Jak skończymy, chcesz zejść ze mną na dół i dosmażyć ciastka, czy będziesz uciekała?
Zapytała, rzucając okiem na koleżankę... Czy przyjaciółkę już? Hmmm... Bycie częścią paczki było dla niej nowością. W dzieciństwie i w liceum raczej nie była częścią żadnej kliki. W końcu zaraz po szkole wracała do cukierni, by w niej pomóc.
Erika Lindberg