25 y/o
MAŁA LADY PANK
175 cm
twórczyni komiksów
Awatar użytkownika
Don't call your mother - don't call your priest
Don't call your doctor - call the police
You bring the razor blade - I'll bring the speed
Take off your coat - it's gonna be a long night
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

20
Była dużo bardziej podekscytowana niż powinna kiedykolwiek być. Skarciła się za to już kilkukrotnie, ale do jej mózgu naprawdę niewiele docierało tak na co dzień, a co dopiero dzisiaj. W takich momentach przynajmniej mogła się cieszyć, że zdecydowanie jest jeszcze bardzo młoda, bo kto, kto wyplenił z siebie całkowicie nastoletnie lata, by się tak zachowywał? No nikt! Przeczesała palcami włosy i zbliżyła się do lustra, by móc bliżej przyjrzeć się własnej twarzy. Zatrzymanie się na ulicy obok stoiska z okularami przeciwsłonecznymi było doskonałym pomysłem. Otrzymała szansę na rozproszenie się. Mogła się na siebie pogapić. A przecież zawsze było na co. Ze szczerego serca współczuła każdemu, kto nie był nią, bo przez to nie wyglądał tak. A jakby tego było mało, wyglądała wyjątkowo grzecznie. Nie da się przecież wyglądać zdzirowato w garniturze. A przynajmniej nie w kwestii negliżu, bo nie dość, że miała spodnie o niskim, luźniejszym kroju i nogawkach opadających na wysokie buty, to jeszcze dopasowaną kamizelkę pod oversizową marynarką. Podciągnęła niedbale rękawy. Czy taka ilość materiału nie paliła jej skóry? Nie wiadomo.
A pani tak stoi czy kupuje?zagaił ją wreszcie sprzedawca, podnosząc się z rybackiego krzesełka. Sprawiał wrażenie lekko zirytowanego, a jednocześnie całym sobą starał się brzmieć uprzejmie i otwarcie względem potencjalnej klientki. Sprzedawca doskonały, ludzka wesz, złote dziecię kapitalizmu. Cross spojrzała na niego sponad własnych okularów, unosząc brwi. Była pod wrażeniem.
— Wow — skomentowała tylko, po czym wzruszyła ramionami i ruszyła dalej w swoją stronę. Jednak nie współczuła wszystkim niebędącym ją. Ten facet miał na przykład teraz doskonały widok na jej falujące biodra. O, no i tyle, już mu współczuła z powrotem, bo zniknęła mu za zakrętem.
Dzień był jeszcze młody. Obie wypełzły znowu na światło dziennie i nie spłonęły, kto by pomyślał. Okazywało się, że były w stanie spędzać ze sobą czas w świetle dnia. Chociaż czy ostatnio poszło im tak znowu świetnie? Tym razem na pewno będzie dobrze, tego się trzymajmy. Plan na randkę był przecież całkiem miły. Nie było w nim żadnych róż, żadnych mariachi, żadnego spaghetti, robienia lasu w słoiku ani lotu balonem. A może były, ale ironicznie? Zobaczymy.
Uśmiechnęła się na widok Ruelle, na którą na szczęście nie musiała długo czekać. Zdjęła okulary, by w bardziej dosadny i bezczelny sposób móc zlustrować ją wzrokiem, nie pomijając ani centymetra ciała. Nasunęła je z powrotem na nos i nachyliła się, obejmując ją delikatnie w pasie. Omiotła ją zapachem ciężkich perfum i musnęła wargami jej ucho.
— Wyglądasz ślicznie, jak księżniczka — wymruczała tuż przy jej uchu najsłodszy komplement na całym świecie. Wyprostowała się, a na jej wargach znów pojawił się uśmiech – tym razem taki ociekający dumą ze względu na ten wybitny żart.
— Nadal masz ochotę poznać kawałek mojego świata? Możemy to dziś porobić zupełnie legalnie — zaproponowała. Po ostatnim słowie pstryknęła palcami, wyraźnie o czymś sobie przypominając. Sięgnęła do kieszeni, z której wyciągnęła wąską tubkę, która okazała się papierośnicą na pojedynczy egzemplarz. Wyjęła z niej blanta, którego wręczyła tanatopraktorce.
— Na randce muszą być kwiaty — wyjaśniła. Spojrzała w górę na obskurną kamienicę, przy której stały. Znajdowały się w starszej, biedniejszej części miasta. Ta dzielnica nie słynęła raczej z restauracji, muzeów czy parków.

Ruelle I. Prescott
Werka
24 y/o
Become a hockey expert
160 cm
tanatopraktorka white lily funeral services
Awatar użytkownika
Cantas canciones de amor
Pero eso no me place
Busco algo más profundo
Quiero un buen viaje
Olvida las flores
Rompe mi vestido
Hazme sentir el placer
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Życie naprawdę toczyło się w nieoczekiwany sposób. Przynajmniej tak mogła sobie powiedzieć Ruelle Isadora Prescott, która nigdy nie przypuszczała, że kiedykolwiek umówi się na faktyczną randkę z River Cross. Chociaż dziewczyna obiecała jej, że nie będzie to typowa randka. Całe szczęście. Mimo wszystko tanatopraktorka dalej pozostawała skrajnie aromantycznym osobnikiem.
Dodatkowo obiecała jej ubrać się ładnie. Nie miała pojęcia, co dokładnie artystka dla niej zapanowała. Dlatego postanowiła zagrać w miarę bezpiecznie. Postawiła na elegancji top z głęboko wyciętym dekoltem oraz dopasowane jeansy, które podkreślały jej sylwetkę. Buty również dobrała wygodne, bo wolała nie ryzykować na wypadek, gdyby faktycznie bardziej modne obuwie miałoby się okazać niepraktyczne.
Dostrzegła ją już z oddali. Wyjątkowo elegancką, co jedynie świadczyło o tym, że bierze to wszystko na poważnie... Lub też po prostu chciała pójść w pewną przesadę: tak czy siak, wyglądała zjawiskowo.
- Myślałam, że to nie jest typowa randka, a ty już na wstępie mi słodzisz? - zapytała, ale mimo wszystko zamruczała zadowolona, gdy tylko River przyciągnęła ją bliżej i zanurzyła ją w zapachu ciężkich, niemalże męskich, perfum, które w przyjemny sposób poruszały zmysły. - Ale muszę przyznać, że wyglądasz świetnie.
Musiała pochwalić jej kreację. Nie tylko z grzeczności, bo chyba faktycznie rysowniczka chciała zrobić na niej wrażenie. Patrząc jednak na to, gdzie obecnie się znajdowały mogła się domyślać, że jednak nie zostanie porwana do jakiegoś ekskluzywnego lokalu.
- Jasne, że tak. W dodatku jeszcze mogę to zrobić legalnie? Naprawdę wyjątkowa okazja - odpowiedziała i przyjąwszy blanta, sięgnęła do zawieszonej na łańcuszku czarnej kopertówki, która zwieszała się z jej ramienia. - Romantyczka jak się patrzy... W takim razie dokąd teraz, moja pani?
W końcu wyciągnęła z torebki zapalniczkę zippo i umieściła jointa między wargami. Zaciągnęła się mocno, wdychając do płuc dym, który wypełnił ją przyjemnym ciepłem po czym zwróciła blanta River.
Była naprawdę ciekawa tego, co takiego Cross dla nich przygotowała. Wiedziała, że miało to być coś nietuzinkowego, ale dziewczyna poskąpiła jej jakichkolwiek szczegółów. Z tego względu nie miała nawet pojęcia w co się ubrać. Poza tym, że powinna wyglądać ładnie.

River Cross
Ari
Nie lubię narzucania mojej postaci reakcji i zachowania oraz dopisywania do jej rzeczy czy sterowania nią w jakikolwiek sposób bez konsultacji.
25 y/o
MAŁA LADY PANK
175 cm
twórczyni komiksów
Awatar użytkownika
Don't call your mother - don't call your priest
Don't call your doctor - call the police
You bring the razor blade - I'll bring the speed
Take off your coat - it's gonna be a long night
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

River Cross nie zdarzało się nie pójść w przesadę. Dla człowieka, dla którego wszystko jest absolutnym minimum przesada to chleb powszedni. Może powinny uznać, że nieco obraziła Prescott, skoro nie postawiła na coś stonowanego, żeby ten dzień faktycznie było odmienny od innych? No bez przesady. W innym przypadku mogłaby nie otrzymać takiego komplementu na start. Nie oznaczałoby to, że nadal nie wygląda świetnie, ale po prostu Ruelle nie poczułaby się zobligowana. Z tą dziewczyną czasami trzeba było bardziej niż wprost. Na całe szczęście ostatnie, co można zarzucić Cross to brak bezpośredniości. Skinęła głową na znak, że zgadza się z komplementem w stu procentach.
— Doskonale — ucieszyła się, słysząc tę reakcję. Byłoby wyjątkowo niezręcznie, gdyby Ruelle uznała, że już jej się znudziło i wcale nie ma ochoty poznać artystki bliżej. Musiałaby na bieżąco zmienić plan dnia i pewnie skończyłoby się na szybkim zamknięciu się w jej mieszkaniu, a przecież to wcale nie miało tak wyglądać. Przejęła blanta i zaciągnęła się nim z wdzięcznością. Żeby tak po prostu dzielić się prezentem? Jej modelka miała wyjątkowo dobre serce. Złapała ją za wolną rękę i pociągnęła za sobą wzdłuż chodnika, chyba nieco zapominając o różnicy w długościach ich nóg. Zaciągnęła się raz jeszcze i dopiero oddając jej skręta, zdała sobie sprawę, że nie musi aż tak zapierdalać.
— Chciałam połączyć przyjemne z pożytecznym. Pozwolić ci mnie poznać, a przy okazji zapewnić ci nietypową randkę. Szybko zdałam sobie sprawę, że ja też jestem nietypowa, więc co będzie tematem naszej randki? — Spojrzała na nią tak, jakby faktycznie wyczekiwała odpowiedzi. — Ja — dokończyła, nie dając jej nawet szansy ułożyć słowa na języku, a co dopiero sklecić zdania. Plan był faktycznie bardzo prosty. Nic dziwnego, że była od rana taka nakręcona. Nie dość, że spędzi czas w towarzystwie Ruelle, to jeszcze będą się skupiać na niej? Zupełnie jakby miała dziś urodziny!
— Tam był teatr, w którym pracowała Georgia niedługo po tym, jak przyjechałyśmy do Kanady. Przez jakiś czas wydawało mi się, że to tam mieszkamy, bo spędzałyśmy tam tyle czasu — wyjaśniła, wskazując ręką na budynek po drugiej stronie ulicy, który również był wiekową kamienicą. Na parterze obecnie znajdował się oddział jakiegoś banku, po żadnym teatrze nie było nawet śladu. Błyszczące okna i szczerzący się z witryn naklejeni ludzie pasowali do tej ulicy jak pięść do nosa. Skręciły przy końcu chodnika, a Cross zatrzymała je przez sklepem. Kawiarnią. Antykwariatem. Rupieciarnią. Wszystkie określenia były tak samo prawdziwe, jak i nieprawdziwe.
— A tu mi dawali herbatę, jak w teatrze wypierdalało prąd, a któraś z nich przypominała sobie, że dzieciom do pewnego wieku powinno się zapewnić raz dziennie coś ciepłego. Nie dotarła chyba do nich informacja, że to powinien być posiłek. — Zaciągnęła się jeszcze raz blantem i znów oddała go swojej partnerce, by po prostu dokończyła. Pociągnęła za klamkę w szklanych drzwiach z napisem MACONDO na szybie i zaprosiła ją do środka.
Przez witrynę nie było widać za dużo, bo na parapecie poustawiane było książki. Wewnątrz okazało się, że wszystko poustawiane jest wszędzie. Półki uginał się nie tylko od tomów, ale i zinów, dziwacznych figurek, przycisków do papieru i jakiegoś szajsu, który chyba kupują tutaj ludzie z Awantury o kasę, żeby potem pokazać w kategorii Co to jest. Na przeciwległej ścianie było wejście zasłonięte kolorowymi koralikami. Stamtąd dobiegał zapach kawy i ciasta.
— Znajdźmy tu jakieś chore gówno. Która znajdzie coś ciekawszego i dopisze do tego lepszą historię wygrywa... co tam chcesz. Stoi? — Przysunęła się bliżej, ale zamiast wyciągnąć rękę, by zbiły grabę, ujęła jej podbródek i uniosła głowę wyżej, by złożyć na jej wargach pocałunek. To też się powinno liczyć.

Ruelle I. Prescott
Werka
24 y/o
Become a hockey expert
160 cm
tanatopraktorka white lily funeral services
Awatar użytkownika
Cantas canciones de amor
Pero eso no me place
Busco algo más profundo
Quiero un buen viaje
Olvida las flores
Rompe mi vestido
Hazme sentir el placer
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Bywało naprawdę, że Przesada mogła być jej drugim imieniem. Z jakiegoś jednak powodu Ruelle to odpowiadało. Może po prostu była zwyczajnie ciekawa tego, co też rysowniczka byłaby w stanie z siebie wykrzesać. Zwłaszcza, że na dobrą sprawę to była taka ich pierwsza prawdziwa randka, bo trudno było za taką liczyć zwyczajne wyjście na obiad w czasie konwentu, nawet jeśli Prescott umyślnie użyła tego słowa.
Mogła ją komplementować. W końcu wyglądała zjawiskowo. Przez moment Rue żałowała, że nie zdecydowała się jednak na ubranie tej sukienki, której przyglądała się rano w szafie, ale finalnie uznała, że lepiej było ją zostawić na wieszaku. Obstawiała, że z Cross ich wspólne wyjście mogłoby się skończyć nawet takim wariactwem jak wspinaczka po dachach, a w takich warunkach z pewnością wolałaby unikać kiecki, która mogłaby się o coś zaczepić. Na razie jednak wszystko zapowiadało się całkiem spokojnie.
Dobroć jej serca była zaskakująca, gdy postanowiła wypalić na spółkę podarowanego jointa, ale taki był już zwyczaj, że jednak przyjemniej było palić w towarzystwie. Niech obie skorzystają z tego wyjątkowo udanego zakupu. Chociaż z pewnością palenie i nadążanie za tempem, które narzuciła jej River było pewnym wyzwaniem. Rysowniczka ciągnęła ją za rękę w tylko sobie znanym kierunku, a Prescott zakasłała kilka razy, gdy nieostrożnie zaciągnęła się dymem w pośpiechu niczym jakaś cholerna amatorka.
- Jak tak tłumaczysz swój proces myślowy to wszystko brzmi jak najbardziej sensownie i na pewno nie tak jakbyś miała mieć osobowość narcystyczną - rzuciła z rozbawieniem, starając się nadążyć za rysowniczką, która całe szczęście zreflektowała się w końcu i nieco zwolniła.
Powiodła spojrzeniem w kierunku, gdzie kiedyś podobno znajdował się teatr, a teraz na jego miejscu były nudne lokale usługowe. Może i przydatne, ale na pewno o wiele mniej barwne i nie niosące zbytnio wielkiej rozrywki czy uciechy wałęsającym się po okolicy ludziom.
- Czyli bawiłaś się w teatrze za dzieciaka... Przebierałaś się w te wszystkie aktorskie ciuszki i paradowałaś w nich na scenie, gdy mogłaś? - zapytała, starając się sobie zwizualizować to jak mogła wyglądać słodka, mała River.
Na krótką chwilę ponownie skupiła się na sylwetce swojej aktualnej przewodniczki, którą dalej ściskała za rękę, splatając ze sobą ich palce po czym przekazała jej na chwilę palonego właśnie blanta. Dopiero potem zainteresowała się wskazywanym w dalszej kolejności lokalem.
- Brzmi jak barwne dzieciństwo. Chociaż czasami się zastanawiam jakim cudem im cię nie zabrano - stwierdziła raczej mało taktownie, gdy tylko po raz kolejny usłyszała już o tym jak matki River lekko podchodziły do kwestii karmienia swojego dziecka.
Dopaliła na spokojnie podarowanego jointa, który już przyjemnie rozluźnił jej ciało po czym cisnęła nim na chodnik i przydepnęła obcasem. Była gotowa wejść do środka i zmierzyć się z czymkolwiek miała mieć tam do czynienia, a zapowiadało się na prawdziwy pierdolnik.
Już od progu została zaatakowana całą chmarą kształtów, kolorów oraz najróżniejszych przedmiotów o różnej funkcji... Trudno było ocenić czym miał być właściwie ten sklep. Równie dobrze mógł być Pokojem Życzeń, który właśnie starał się powołać do życia wszystko, co tylko zostało w nim kiedykolwiek umieszczone.
- Jesteś gotowa ze mną znowu przegrać? - zapytała cwanie, unosząc głowę, aby spojrzeć w jej cudowne oczy, które kojarzyły jej się nieco ze złośliwym chochlikiem w tej chwili. - No, ale niech będzie.
Z zadowoleniem oddała pocałunek, przedłużając go na ile tyko mogła. Nie chciała tak szybko się odrywać od jej warg, ale jednak miały zadanie do wykonania, a po osobliwym sklepie kręcił się także sprzedawca, który na pewno nie potrzebował w swoim życiu scen z nimi dwiema, starającymi się oderwać od siebie ręce.
Ostatnie spojrzenie na Cross i mogła śmiało ruszać na poszukiwania swojego własnego przeklętego przedmiotu. Przez jakiś czas przyglądała się wszystkim obiektom po kolei, ale miała wrażenie, że zewsząd atakują ją dziwne przedmioty. Przynajmniej dopóki nie udało jej się dostrzec czegoś, co było wprost idealne.
- Kojarzysz jak archeolodzy tłumaczą swoje znaleziska? - zapytała totalnie bez kontekstu. - Często nie mają informacji o wielu rzeczach i starają się wydedukować na swój sposób czym mogły być znalezione przez nich przedmioty oraz do czego służyć... Możliwe, więc, że jeśli kiedyś doszłoby do apokalipsy, a ktoś odnalazłby ciała nam współczesnych to mógłby uznać, że nasze smartfony to obiekty kultu, bo każdy z nas miał blisko siebie dziwny kawałek prostokątnego tworzywa... Tak samo po odkopaniu Disneylandu mogliby pomyśleć, że mieliśmy ogromny kompleks świątynny dla gigantycznej myszy...
Oczywiście, że nie mówiła tego całkowicie bez kontekstu. To wszystko dokądś prowadziło, a dokąd to River mogła się domyślić w momencie, gdy jej dziewczyna modelka stanęła tuż obok niepokojącego krucyfiksu z przybitym do niego kościotrupowatą Myszką Mickey. Widok na pewno napawał ludzi obrzydzeniem i przyprawiał o dreszcze. To był przedmiot idealny.
- To jest wyjątkowy relikt. Artefakt z Kościoła Świętej Myszy - oświadczyła z wyjątkową powagą, spoglądając w oczy rysowniczki, gdy prezentowała jej ten obrazoburczy krzyż. - Przedstawia mysiego Boga. Tak zwanego Cheesusa. Mysz Michaela, który przyjdzie kiedyś nas sądzić. Jest to najwyższa święta postać w Kościele Świętej Myszy, który wyewoluował z chrześcijaństwa, które wymieszało się z pogańskim kultem disneyowskim... Na początku byli jedynie marną sektą, ale powoli zaczęli opanowywać rząd amerykański, a potem przedostali się do globalnych organizacji politycznych.
Chciała swojej historyjki to miała. Ruelle potrafiła być kreatywna, gdy tylko jej na tym zależało. Mogła zatem zaraz stworzyć cały lore dla nowej religii jeśli tylko River by tego chciała. Mogła też nagle zacząć mówić po łacinie, co pewnie jeszcze bardziej wzbogaciłoby cały ten monolog.

River Cross
Ari
Nie lubię narzucania mojej postaci reakcji i zachowania oraz dopisywania do jej rzeczy czy sterowania nią w jakikolwiek sposób bez konsultacji.
25 y/o
MAŁA LADY PANK
175 cm
twórczyni komiksów
Awatar użytkownika
Don't call your mother - don't call your priest
Don't call your doctor - call the police
You bring the razor blade - I'll bring the speed
Take off your coat - it's gonna be a long night
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Od razu się z nią zgodziła. Nie była przecież taka, żeby zaprzeczać jej na złość i wyłącznie dla zasady. No dobra, dokładnie taka była i od tego zaczęła się przecież ich znajomość, ale to szczegół. Potrafiła przyznać jej rację, gdy mówiła mądre rzeczy. Cross z pewnością nie miała osobowości narcystycznej! Żaden terapeuta nigdy jej przecież tego nie powiedział i to na pewno nie miało niczego wspólnego z faktem, że z żadnym nigdy nie rozmawiała.
— W teatrach, w operach, klubach z burleską, przy rewiach dragowych, w salach tanecznych, na planach teledysków, których budżet trzymał się na ślinę i nadzieję... Wszędzie tam, gdzie były potrzebne krawcowe. Ale scena mnie nie jarała. Wolałam to, co się dzieje za kulisami. Oczywiście, że obwieszałam się wszystko, do czego tylko byłam w stanie dosięgnąć. Nawet sobie nie wyobrażasz, ile nakradłam z tych wszystkich miejsc. Ale oczekiwanie aplauzu za to, że świetnie udaję kogoś, kim nie jestem? Nigdy w życiu. — Zmarszczyła nos, zniesmaczona takim pomysłem. Naoglądała się tego tyle, że przynajmniej miała pewność, że mówi prawdę. Nigdy nie ciągnęło ją do bycia tego rodzaju artystką. Do aktorstwa nie miała zresztą zbyt wielkiego talentu, udawanie zawsze wychodziło jej koślawo. Całą sobą wierzyła, że siłą każdego występu na estradzie jest to, co się dzieje poza nią.
— Nie zdziwiłoby mnie, gdyby Min-Ju zgłosiła nas do pozyskania obywatelstwa dopiero w momencie posyłania mnie do szkoły. Wcześniej pewnie dla państwa nie istniałyśmy, a w podstawówce oferowano darmowe obiady, więc jeden problem znęcania się zniknął — wyjaśniła dość poważnym tonem, ale raczej żartowała. A może wcale nie? W przypadku Cross czasami trudno było zgadywać. Z drugiej strony, w życiu nie nazwałaby żadnej ze swoich matek wyrodną i była gotowa iść na noże z każdym, kto chociażby coś takiego zasugerował. Kochała je bezgranicznie i nigdy się tego nie wstydziła, co zresztą jasno wynikało nawet z "Butelek".
Nie zakładała, że znowu przegra. To dopiero byłoby durne. Zawsze nastawiała się na zwycięstwo, bo tylko z takim sposobem myślenia człowiek miał jakiekolwiek szanse. Pocałunek nieco podkopał jej pewność siebie w kwestii trzymania randki z daleka od seksu, bo od razu nabrała ochotę, by do niego przejść. Na szczęście Prescott oderwała się od niej odpowiednio szybko i zajęła się narzuconym questem, a artystka mogła jeszcze przez moment obserwować jak oddala się od niej z każdym kolejnym krokiem. W sensie, że gapiła jej się na dupę.
Oderwała się od przeglądania bibelotów, słysząc głos Ruelle. Mruknęła potwierdzająco, chcąc dać znać, że jej słucha. Nie miała pojęcia, do czego zmierzała, ale z każdym słowem była coraz bardziej zainteresowana. Podeszła bliżej i spojrzała na wybrany obiekt. Mogła się spodziewać, że jej modelka bez problemu znajdzie jakieś pojebane gówno. Przygryzła dolną wargę, żeby się nie roześmiać i nie przerywać tłumaczenia.
— Ach, no tak. To ci, którzy prowadzili krucjaty przeciwko Puchatkistom? Armia w samych spodenkach kontra armia w samych koszulkach, starcie tytanów. Ciekawe, jak przyszłe pokolenia osądzą Donalda Iskariotę i czy będzie dla nich problemem to, że wytwarzał masowo bomby — podłapała temat, starając się przez cały czas brzmieć jak profesorka od religioznawstwa w trakcie wykładu. Paskudne zjawisko bardzo jej się spodobało, podobnie jak dopisana do niego historia. Nie miała pojęcia, czy faktycznie da radę przebić Rue.
— Patrz, to my — wskazała na figurki i uśmiechnęła się, znowu wyjątkowo dumna ze swojego żartu. Skoro mają za sobą już tandetne komplementy i wręczenie kwiatów, to wskazywanie na dziwne przedmioty i uznawanie, że to one w innym uniwersum, było konieczne. Przeszła kilka kroków, skanując wzrokiem przedmioty na półkach. W końcu sięgnęła po jedną z figurek, ułożyła ją sobie na dłoni i wyciągnęła w stronę Ruelle.
— Tę historię na pewno znasz. Słynne bliźniaki syjamskie, które mogły rozwiązać wszystko poza połączeniem między własnymi łbami. Niejeden przestępca wrócił na ścieżkę prawości, byle tylko nie musieć mieć z nimi do czynienia. Krążą plotki, że to po spotkaniu z nimi Alemu Ağcy odjebało i zaczął strzelać, ale moim zdaniem to tylko zazdrośnicy, którym nie pasował fakt, że Robert i Roberta żyli w związku. — Westchnęła ciężko, jakby historia naprawdę rozdzierała jej serce. Może jednak powinna pomyśleć o tym aktorstwie? Nie no, bez przesady, chociaż na pewno znalazłyby się teatry, które doceniłyby ją za wybranie na casting odegrania etiudy o kazirodczych detektywach bliźniakach syjamskich.

Ruelle I. Prescott
Werka
24 y/o
Become a hockey expert
160 cm
tanatopraktorka white lily funeral services
Awatar użytkownika
Cantas canciones de amor
Pero eso no me place
Busco algo más profundo
Quiero un buen viaje
Olvida las flores
Rompe mi vestido
Hazme sentir el placer
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Po prostu domyślała się tego, że od małego z River musiała być strojnisia. Zwłaszcza, że miała wtedy dostęp do wielu różnego rodzaju strojów, które z pewnością mieniły się i kusiły swoją sceniczną ekstrawagancją. W zasadzie to nawet obecnie mogła dostrzec w niej zamiłowanie do konkretnych strojów, które miały coś wyrazić. Nawet jeśli wydawałoby się, że narzuca na siebie dosyć zwyczajne rzeczy. Wciąż jednak było w nich coś, co w jakiś sposób zdawało się stawać częścią samej artystki.
- Brzmi jak dosyć nietypowe i bardzo barwne dzieciństwo - skwitowała, zastanawiając się czy sama miałaby jakieś ciekawe historie ze swoich lat przedlicealnych, ale wszystko wydawało jej się być zbyt zwyczajne w porównaniu z Cross.
Zdawała też sobie sprawę z tego, że nawet jeśli dla osób postronnych River wydawała się być osobą, która odgrywa jakąś rolę i stanowi swoistą karykaturę samej siebie to z pewnością odnosił takie wrażenie ze względu na to, że nie przywykł do tak otwartej oraz szczerej ekspresji. Właśnie taka była rysowniczka. Pozwalała, aby przemawiało przez nią ego artystki i nie gryzła się w język tak często jak powinna.
- W sumie... Jak coś dają za darmo to najlepsza zachęta, żeby coś zrobić - zażartowała, uśmiechając się lekko.Zdawała sobie sprawę, że bez względu na popełniane błędy rodzicielskie River bardzo kochała swoje matki i była im wdzięczna za tak wiele rzeczy. To czuło się w głosie, gdy o nich mówiła. Może nawet nie zdawała sobie z tego sprawy, ale na pewno nie było w nim złości, żalu czy jakiegokolwiek wyrzutu. To chyba było najważniejsze.
Prescott była pewna swego. Nie zdążyła jeszcze pokazać swojej artystce, że sama również może skrywać w sobie pewne pokłady kreatywności. I to takiej, która występowała poza łóżkiem. Po prostu musiała się wykazać i udowodnić jak dobra mogła być w tej całej grze. Mogła to być kwestia honoru. Albo cokolwiek innego. Przegrać mogła jedynie w kwestii ustaleń sprzed randki. Wszystko przez to, że uniknięcie wylądowania z rysowniczką w łóżku było niesamowicie trudne. Czuła nawet jej uważne spojrzenie na swoim tyłku, gdy się oddalała i być może specjalnie wybrała akurat te jeansy z wysokim stanem, które wyjątkowo dobrze opinały się na jej ciele.
Może i zrobiła przydługi wstęp, ale za to zdobyła uwagę swojej artystki i udało jej się stworzyć całkiem udaną historyjkę. Przez cały czas zachowała kamienną twarz i całkowitą powagę, ale również kusiło ją, aby się zaśmiać, gdy widziała jak bardzo udało jej się rozbawić River. Jej uśmiech i przygryziona dolna warga były teraz cenniejsze od uśmiechu bombelka.
- Dokładnie. Chcieli wykorzenić tych innowierców. Warto przypomnieć, że Puchatkiści uczynili się siłą rządzącą Puchatkostanu i wprowadzili tam prawo szariatu - kontynuowała, podłapując wszystkie głupoty, które dodała od siebie River. - Kwestia Donalda jest złożona, bo po latach odnaleziono manuskrypt jego autorstwa, który przedstawiał zupełnie inaczej wydarzenia okalające jego zdradę. Tylko, że został on odrzucony przez Kościół Świętej Myszy. Padają w nim nawet słowa Zrobiłem coś strasznego, ale imię Minnie pozostanie nieskalane, co świadczy o tym, że w całej zdradzie udział miała także Minnie Magdalena, nierządnica z Majdanku.
Historia naprawdę im się rozrosła, ale wszystkiemu winna była Cross. W końcu jednak Ruelle zamilkła i pozwoliła na to, żeby rysowniczka przeszła się po sklepie w poszukiwaniu czegoś, co mogłoby być równie interesujące, co ukrzyżowana Mysz Majkel. Nie spodziewała się jednak, że w pierwszej kolejności River zwróci uwagę na figurki kaczuszek.
- Myślałam, że ma być bez większego romantyzmu? - zapytała, podchodząc bliżej, aby przyjrzeć się lepiej wskazanym ich kaczym alternatywnym wersjom, które zdecydowanie wyglądały zbyt grzecznie.
Jej kolejne znalezisko może nie było tak przeklęte jak tamten krucyfiks, ale na pewno wyglądało nieco... dziwnie. Może też trochę niepokojąco? Prescott mruknęła jedynie z namysłem, wysłuchując jej historii, a potem uniosła spojrzenie znad figurki na rysowniczkę.
- Nie sądzę. Ich połączone czaszki pozwoliły im na osiągnięcie większego potencjału wspólnego mózgu, dzięki czemu zdobyli moce psioniczne. Dlatego właśnie byli w stanie wpłynąć na umysł Alego Ağcy i nakłonić go do zamachu na papieża - wyjaśniła spokojnym tonem.
W sumie jeśli o tym pomyśleć to bliźnięta często pojawiały się w horrorach, więc czemu ta dwójka nie miałaby być jakimiś demonicznymi postaciami? Na pewno River byłaby skłonna się z nią odnośnie tego zgodzić.

River Cross
Ari
Nie lubię narzucania mojej postaci reakcji i zachowania oraz dopisywania do jej rzeczy czy sterowania nią w jakikolwiek sposób bez konsultacji.
25 y/o
MAŁA LADY PANK
175 cm
twórczyni komiksów
Awatar użytkownika
Don't call your mother - don't call your priest
Don't call your doctor - call the police
You bring the razor blade - I'll bring the speed
Take off your coat - it's gonna be a long night
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Nie była w stanie kłócić się z tym stwierdzeniem. Zdawała sobie sprawę, że jej dzieciństwo znacznie odbiegało od takiego standardowego, co było oczywiście kolejnym powodem do dumy. Gdyby została z matką w Korei, mogłaby nie wyrosnąć na taką osobę, jaką była dzisiaj, a to byłaby wielka strata dla świata. Poza tym, chciała po prostu, żeby Min-Ju była szczęśliwa, a na pewno nie byłaby taka przy ojcu River. Lata życia u boku Georgii pokazały też, że nie potrafiłaby być w pełni szczęśliwa samotna. Los ułożył się dla całej trójki perfekcyjnie.
— A twoich rodziców za co powinni przymknąć? — zagaiła, nie będąc pewną, na jak bezpośrednie pytania może sobie pozwolić. Nie chciała spłoszyć Ruelle na samym starcie randki, ale naprawdę zależało jej na tym, by ją bliżej poznać. Nie miały nigdy okazji wymieniać się wspomnieniami z dzieciństwa i Cross nie miała pojęcia, jaka była jej rozmówczyni zanim poszła do liceum. A już tym bardziej jej rodzice. Jedno było pewne – też musieli być w jacyś sposób odklejeni, skoro wychowali kogoś takiego.
Odkrywanie poczucia humoru Ruelle bardzo jej się podobało. Niejednokrotnie udowodniła już rysowniczce, że potrafi ją rozbawić bez większych problemów, więc teraz mogła tylko zbierać tego owoce. Mówiła też już, że uwielbia to, w jaki sposób działa umysł tanatopraktorki. Była kompletnie pokręcona, a jej myśli potrafiły uciekać w rejony, których nikt normalny nie był w stanie przewidzieć. I bardzo dobrze. Zaśmiała się głośno w reakcji na dalszą część historii, bo krążące po jej ciele THC nie pozwoliło dłużej zachowywać powagi. Nie istniała religia, za którą chciałaby podążać, ale sakralne opowieści Ruelle były tymi, których mogła wysłuchiwać z przyjemnością.
— Zawsze wydawała mi się straszną zdzirą, ale nie spodziewałam się, że sypiała z gościem, który sepleni i ma puchaty kuperek. – Z myszami to nigdy nie wiadomo, a taka zdrada najbliższych boli najbardziej. Cheesusa powinien się spodziewać tego od samego początku, biorąc pod uwagę fakt, że Donald też zawsze decydował się tylko na koszulki i prezentowanie swojego kaczego fiuta wszystkim zainteresowanym. Pech chciał, że zainteresowała się nim właśnie nierządnica z Majdanku.
Uciszyła ją szybko syknięciem i machnięciem ręki. Do romantyzmu na poziomie paskudnych kaczorów powinna się po prostu przyzwyczaić. River była w stanie zrobić dla niej naprawdę wiele, ale na pewno nie odpuści sobie okazji do kpienia z niej. Kimże wtedy by się stała? Teraz zresztą musiały się skupić na porządnej historii miłosnej, a nie tej swojej. Bliźniaki na pewno dogadywały się w swojej relacji dużo lepiej niż te dwie kretynki.
— W ogóle mnie to nie dziwi. Gdybym musiała na resztę życia zrezygnować z seksu oralnego, to też miałabym ochotę kogoś odstrzelić. — Odstawiła parkę ostrożnie z powrotem na półkę, nie chcąc przez przypadek ich potłuc. Byłaby wielka szkoda, gdyby zostali teraz rozdzieleni!
— Myślę, że możemy uznać, że wygrałaś. Religia gniecie prostych ludzi od zarania dziejów, więc czemu tym razem miałoby być inaczej. — Rozłożyła bezradnie ręce jeszcze raz spoglądając na ukrzyżowaną mysz. Spojrzała też na kopertówkę Prescott i znowu na krucyfiks, próbując znaleźć sposób, by go tam wcisnąć, ale na to raczej nie było szans. No trudno, nikt chyba tego nie wykupi do następnego razu, aż się tu zjawi?
— Takie rzeczy były tu od zawsze, a chyba zdajesz sobie sprawę, jak chłonny jest umysł sześciolatki. — Szerokim gestem raz jeszcze zaprezentowała pokręcony asortyment Macondo. Czy ciepła herbata była warta trwałych szkód na psychice małej River Stream? Lepiej nie wydawać dziś takich osądów, bo jeszcze jej się zrobi przykro. Zbliżyła się do swojej modelki i objęła ją, przerzucając jej rękę przez ramię. Wolną dłonią poprawiła jeden z wisiorków rozłożonych na wystawie, obok której stały, bo leżał paskudnie krzywo, po czym skinęła głową w stronę wyjścia.
— Chodź, musimy obskoczyć jeszcze kilka miejsc. No i Raven cholernie chciałaby cię poznać, co ty na to? — zapytała, gdy wróciły już na chodnik i ruszyły w narzuconym przez nią kierunku. Nie miała pojęcia, czy Ruelle miała kiedyś do czynienia z jej przyjaciółką. Może na jakiejś imprezie zamieniły kilka zdań? Raven nie chodziła z nimi do szkoły, więc nie byłaby zdziwiona, gdyby Prescott kojarzyła ją wyłącznie z kart komiksu.
— Proszę. — Wyciągnęła w jej stronę otwartą dłoń, na której leżał pierścionek, któremu przydałoby się porządne czyszczenie. Gotyckie okno witrażowe perfekcyjnie pasowało w jej głowie do obramowania takiego dzieła sztuki, jakim była Ruelle. W końcu w oczach artystki to ona była najdoskonalszym tworem, a nie żadne ozdoby, które mogłyby z niej dopiero to piękno wyciągnąć. Że skąd nagle wytrzasnęła pierścionek? Podwędziła przy okazji wyrównania naszyjnika, wiadomo. Obdarowała ją już kwiatami, teraz przyszła kolej na biżuterię. Zostały chyba tylko czekoladki?

Ruelle I. Prescott
Werka
24 y/o
Become a hockey expert
160 cm
tanatopraktorka white lily funeral services
Awatar użytkownika
Cantas canciones de amor
Pero eso no me place
Busco algo más profundo
Quiero un buen viaje
Olvida las flores
Rompe mi vestido
Hazme sentir el placer
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Skoro człowiek składał się między innymi z sumy swoich doświadczeń to na pewno takie dzieciństwo odcisnęło się na tym kim teraz była rysowniczka, a także przełożył się na jej sztukę. Świat nie byłby taki sam, gdyby tylko River była normalna. Dobrze zatem, że daleko jej było do podobnego określenia.
- Pewnie za przemoc domową - odpowiedziała bez zbędnego zawahania i dopiero po chwili zdała sobie sprawę, że wypowiedziane tak poważnie słowa potrzebują dalszego kontekstu, aby nie wyszli na patologię. - Kojarzysz te memy o latynoskich matkach z kapciami? Jestem pewna, że moja trafiłaby do ruchomego celu z pięćdziesięciu metrów, gdyby musiała.
Laczek był prawdziwym postrachem wśród niebiałych dzieci. Legendarna La Chancla była bronią o nieskończonym zasięgu i sile rażenia. Każdy drżał przed jej potęgą, a Ruelle czasami zdarzało się nim oberwać nawet, gdy biegła szybko po schodach na piętro.
Zapewne wielu byłoby zaskoczonych faktem, że jednak ktoś taki jak Prescott posiadał poczucie humoru. W dodatku dosyć rozwinięte i wykraczające gdzieś dalej niż granice zwyczajowego sarkazmu. Potrafiła gadać kompletne głupoty czy wyciąć prank odpowiedniej osobie jeśli miała ku temu jakąś dobrą okazję. Po prostu River nie miała okazji poznać jej innej strony.
Zamknęła się zgodnie z niemym poleceniem i pozwoliła na to, by Cross kontynuowała swoją fascynującą historię o dwójce bliźniaków, które na pewno były niezłymi psycholami. Zresztą tanatopraktorce na pewno by odwaliło, gdyby sama musiała spędzać z kimś czas bez jakiejkolwiek przerwy.
- Całe szczęście, że nie musisz z niego rezygnować - mruknęła z lekkim uśmieszkiem.
A już na pewno nie, kiedy obok znajdowała się Ruelle. Patrząc na to jak dotychczas przebiegały ich spotkania to obie zdążyły się już przekonać o tym, co znajdowało się w zakresie ich preferencji łóżkowych. Tutaj z pewnością były zaskakująco kompatybilne.
- Mówiłam ci, że wygram - przypomniała jej z zadowoleniem, bo nie miała, co do tego już wcześniej wątpliwości.
Nie zamierzała się jednak tym pysznić. Nie przesadnie, bo przynajmniej trochę musiała. Mimo wszystko lubiła, gdy okazywało się, że była w czymś od swojej artystki przynajmniej nieco lepsza. No, ale ten sukces po części zawdzięczała temu, kto w ogóle umieścił tutaj ukrzyżowaną disneyowską mysz.
- Tak się bawiłaś jako sześciolatka? Wymyślaniem historii dla poszczególnych przedmiotów? - zapytała, dając się przyciągnąć bliżej do ciała rysowniczki, która jeszcze przez chwilę poświęcała uwagę jakiemuś stojakowi z biżuterią.
Nie spodziewała się tego, że plan ich randki będzie aż tak napięty. Chyba naprawdę River chciała wykorzystać tę okazję jak najlepiej i upchnąć w nią sporo atrakcji. Na razie na to nie narzekała. Może dlatego, że nic nie zdążyło jej przytłoczyć.
- Jestem zaskoczona tym, że tak wiele osób chce mnie poznać - przyznała, bo wpierw byli Caspar i Maeve, a teraz Raven?
Nie sądziła, że w życiu River było tak wiele osób, które były ciekawe jej osoby. Ile jeszcze ich takich spotka? Nie kojarzyła, aby faktycznie znała wspomnianą dziewczynę skądś poza stronami komiksu Cross oraz hogwarckiego au, ale przytaknęła na jej propozycję i ruszyła ku wyjściu ze sklepu.
Była nieco zaskoczona, gdy tylko rysowniczka wyciągnęła w jej kierunku dłoń z leżącym na nim pierścionkiem. Przez moment przyglądała mu się nim w końcu sięgnęła po niego i obróciła w palcach.
- To już ten etap, że chcesz mi wcisnąć pierścionek na palec? - zapytała, powoli przymierzając go na kolejne palce, aby zobaczyć, na którym z nich najlepiej leżał nim trafiło na serdeczny u lewej ręki.
Przez moment wydawało się, że to będzie wszystko z jej strony, ale chyba przypomniała sobie, że warto byłoby być nieco milszą dla swojej randki. Dlatego też przysunęła się jeszcze bliżej do swojej artystki i ułożyła dłoń na jej karku.
- Dziękuję - powiedziała, przyciągając ją do krótkiego pocałunku, który zdecydowanie powinna przedłużyć. - Czy to nagroda za moje zwycięstwo?
Chyba tyle byłoby z niepysznienia się po tym jak River przyznała jej wygraną w tym małym konkursie.

River Cross
Ari
Nie lubię narzucania mojej postaci reakcji i zachowania oraz dopisywania do jej rzeczy czy sterowania nią w jakikolwiek sposób bez konsultacji.
25 y/o
MAŁA LADY PANK
175 cm
twórczyni komiksów
Awatar użytkownika
Don't call your mother - don't call your priest
Don't call your doctor - call the police
You bring the razor blade - I'll bring the speed
Take off your coat - it's gonna be a long night
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Uniosła brew, nie będąc pewną, jak poważny był temat, na który właśnie weszły. Nie spodziewała się tak szybkiej eskalacji i zanurzenia się po uszy w traumach, ale jeżeli to miałby być jeden z języków miłości Ruelle, to czemu nie. Wysłuchałaby jej z wielką uwagą. Tym razem będzie jednak musiał obejść się smakiem, bo problem okazał się dużo mniej poważny niż można było zakładać.
— Czyli twoje zamiłowanie do przemocy to mommy issues? — zażartowała, zakładając, że o coś takiego Prescott raczej nie powinna się obrażać. Jej matka brzmiała na wyjątkowo interesującą kobietę. Wyrażała emocje całkowicie inaczej niż którakolwiek z matek Cross. Może to faktycznie wina tej Latynoskiej krwi? Cross miała wielką słabość do Latynosów, czego Ruelle była perfekcyjnym przykładem. Aż strach pomyśleć, jak szybko zwariowałaby na jej punkcie, gdyby była w tym trybie przez cały czas, a nie wyłącznie wtedy, gdy puszczają jej emocje. Od razu pomyślała też, że jeżeli urodę miała po matce, to bardzo chciałaby ją poznać.
Zwycięstwo jej się należało jak psu buda. Może to nie ona umiejscowiła tutaj tę pokręconą ozdobę, ale pierwsza ją dostrzegła i potrafiła opowiedzieć o niej w taki sposób, by rozbawić swoją randkę. To wystarczyło. Z jakiegoś dziwnego powodu nie wszystkie osoby, z którymi spotykała się kiedykolwiek River, w ogóle uznałyby ten obiekt za powód do żartów. Pech chciał, że trafiała czasem na nudziarzy, których imion dziś już nawet nie pamięta. Spodziewała się, że Ruelle w końcu jednak zacznie pysznić się swoją wygraną. Artystka na bank by tak zrobiła na jej miejscu.
— Na tym chyba polega bycie dzieckiem, nie? Bawisz się lalkami i misiami, układasz im w głowie własne uniwersum... a to, że moje zabawki wyglądały właśnie tak i wśród ich standardowych przygód znajdowało się dramatycznie umieranie i rzucanie klątw, to już nie moja wina. — Ruchem głowy wskazała na jakąś porcelanową lalkę w marynarskiej sukieneczce i z wyjątkowo niepokojącym wyrazem twarzy. Jej wielkie, zielone oczy zdawały się przewiercać duszę patrzących na nią kobiet. Cross przez moment była nawet przekonana, że lalka zaczyna się ślinić, desperacko wygłodniała ich ciepłych wspomnień, ale to chyba jednak jej dziecięca wyobraźnia przejęła na moment myśli. Ależ ona musiała być uroczym maluszkiem!
— Raven jest jedyną osobą, którą to ja chcę ci przedstawić, a nie wpierdala się w to sama na siłę. Ale nie czuj się zobowiązana, możemy do niej pójść kiedykolwiek indziej — doprecyzowała, bo różnica w jej głowie była naprawdę istotna. To, że Caspara i Maeve zżerała ciekawość i wykorzystali każdy moment słabości, by dobrać się do wnętrza historii, którą zbudowała wokół Ruelle w swojej głowie, to całkowicie osobna kwestia. River na pewno nie ułożyłaby takich scenariuszy poznania któregokolwiek z nich, gdyby to od niej zależało, bo nadal nie była pewna, czy ze spotkania konwentowego wynikło więcej dobrego czy złego.
Miała dzisiaj zbyt dobry humor, by obrazić się o takie głupoty. Nie zaprosiłaby jej na to spotkanie, gdyby faktycznie tak strasznie przeszkadzało jej w Ruelle... bycie Ruelle. Obserwowała uważnie proces przymierzania pierścionka, który na szczęście w końcu przypasował na jeden z palców. Kradzieże bez wcześniejszego mierzenia nie są zbyt rozsądne.
— Miałabym zrezygnować z padania przed tobą na kolana? Nie ma opcji. — Nie miała w zwyczaju rezygnować z przyjemności, bez przesady! Ale dzisiaj przecież miały być grzeczne. A przynajmniej grzeczniejsze. Grzeczne jak na nich? Żadna z tych rzeczy nie była łatwa, gdy tylko zaczynały pozwalać sobie nawet na najdrobniejsze pieszczoty. Wykorzystała okazję, z której zrezygnowała Prescott i sama pogłębiła pocałunek, blokując ruch na chodniku, co spotkało się z niezadowolonymi pomrukami jakiejś emerytki, która musiała je wyminąć, ciągnąć za sobą skrzypiący wózek na kółkach.
— Powiedziałam, że w ramach nagrody możesz żądać czego chcesz. Jeżeli pierścionek cię zadowala, to nie będę się kłócić — mruknęła tuż przy jej ustach, wyraźnie nie chcąc się od nich odsuwać. Kiedyś jednak trzeba było, w końcu plan sam się nie zrealizuje.

Ruelle I. Prescott
Werka
24 y/o
Become a hockey expert
160 cm
tanatopraktorka white lily funeral services
Awatar użytkownika
Cantas canciones de amor
Pero eso no me place
Busco algo más profundo
Quiero un buen viaje
Olvida las flores
Rompe mi vestido
Hazme sentir el placer
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Ruelle miała akurat to szczęście, że pochodziła z całkiem funkcjonalnej rodziny. Może nieco bardziej barwnej ze względu na mieszane korzenie, ale względnie wszyscy byli dosyć przeciętni i normalni. Chyba poza nią. Nikt jej nie bił ani nie zaniedbywał. Miała zamiast tego typowo nadopiekuńczą matkę.
- Możliwe. Zresztą pewnie masz już wystarczająco materiału by szyć jakieś swoje teorie - odpowiedziała, wzruszając ramionami.
Na pewno na ten moment swoisty mommy kink traktowały raczej w formie żartu niż czegoś, co faktycznie je nakręcało. Może zatem mommy issues w ich wypadku nie przyjmowały podobnej formy?
Pracowała ciężko na swoje zwycięstwo. Wykazała się niemalże sokolim wzrokiem, aby wypatrzeć odpowiedni przedmiot, a potem stworzyła dla niego całkiem nową religię. W sumie nie zdziwiłaby się, gdyby fanatycy bajek Disneya stworzyli jakiś kult, więc może po prostu była to jakaś prorocza wizja? Może artystka chciał przedstawić właśnie gnijący kult konsumpcjonizmu? Zero odpowiedzi, a tak wiele pytań. Dodatkowo chyba River zaczęła wywierać na niej swój wpływ skoro o tym myślała.
- Większość z dzieci ma na wyboru zabawki ze skrzyni w swoim pokoju. Miałaś na pewno szerszy asortyment - powiedziała jeszcze i sama zerknęła na lalkę, która skupiła na sobie spojrzenie rysowniczki.
Może i niekoniecznie inne dzieci byłyby skłonne wymienić swój mniejszy zasób zabawek na taki ogrom rzeczy o dosyć... dziwnym wyglądzie i wątpliwych możliwościach zapewnienia równie dobrej rozrywki, co faktycznie produkty stworzone z myślą o najmłodszych. Z drugiej strony dzieciaki bywały dziwne, więc może te dziwactwa rozpaliłyby ich wyobraźnię.
- Nie mam nic przeciwko. Możemy do niej iść. Jakby coś było nie tak to najwyżej wymówimy się tym, że mamy jeszcze inne plany i się spieszymy - odpowiedziała, bo skoro faktycznie Cross chciała ją przedstawić swojej znajomej to mogła się na to bez problemu zgodzić.
Nie wiedziała czego powinna się spodziewać po tym spotkaniu, które było nieco lepiej zaplanowane niż poprzednie, w czasie których poznała jej innych znajomych. Przynajmniej River mogła jakoś się do tego spotkania przygotować i nastawić. Na pewno nie będzie to gorsze od akcji z Maeve. Chyba.
Dobrze, że rysowniczka miała świadomość tego w co się pcha. Ruelle nie była dziewczyną, która doceniała szczególnie romantyczne gesty i w widoczny sposób roztapiała się, gdy tylko ktoś dla niej zrobił coś miłego. Mogła jednak z pewnością chociaż lekko się postarać.
- To dobrze, bo uwielbiam, gdy jesteś przede mną na kolanach - mruknęła z zadowoleniem, bo jednak nawet jeśli wciąż trzymały się tego, że nie skończą tej randki w łóżku to jednak podobnych tekstów nie mogły sobie odmówić.
Ruelle nienawidziła publicznego okazywania sobie uczuć. Nie cierpiała par, które to robiły, a sama również nigdy szczególnie nie decydowała się z kimkolwiek na podobne czułostki. A jednak z jakiegoś powodu stała na środku chodnika i całowała River, odpowiadając zdecydowanie zbyt ochoczo na jej pocałunek. Chyba naprawdę straciła głowę dla tej dziewczyny i kompletnie przestała zwracać uwagę na cokolwiek innego.
- Zachowam tę nagrodę na później... Nie chcę jej teraz marnować - zapowiedziała z niepokojącym uśmiechem jakby nagle w jej głowie pojawił się jakiś diaboliczny plan po czym przygryzła jeszcze na chwilę jej dolną wargę w ramach zaczepki.
Szybko jednak się odsunęła. W końcu miały coś do zrobienia. Nie powinny zatem tkwić w miejscu, gdy rysowniczka zaplanowała dla nich cały ogrom atrakcji.

River Cross
Ari
Nie lubię narzucania mojej postaci reakcji i zachowania oraz dopisywania do jej rzeczy czy sterowania nią w jakikolwiek sposób bez konsultacji.
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ Po Kanadzie”