— A pani tak stoi czy kupuje? — zagaił ją wreszcie sprzedawca, podnosząc się z rybackiego krzesełka. Sprawiał wrażenie lekko zirytowanego, a jednocześnie całym sobą starał się brzmieć uprzejmie i otwarcie względem potencjalnej klientki. Sprzedawca doskonały, ludzka wesz, złote dziecię kapitalizmu. Cross spojrzała na niego sponad własnych okularów, unosząc brwi. Była pod wrażeniem.
— Wow — skomentowała tylko, po czym wzruszyła ramionami i ruszyła dalej w swoją stronę. Jednak nie współczuła wszystkim niebędącym ją. Ten facet miał na przykład teraz doskonały widok na jej falujące biodra. O, no i tyle, już mu współczuła z powrotem, bo zniknęła mu za zakrętem.
Dzień był jeszcze młody. Obie wypełzły znowu na światło dziennie i nie spłonęły, kto by pomyślał. Okazywało się, że były w stanie spędzać ze sobą czas w świetle dnia. Chociaż czy ostatnio poszło im tak znowu świetnie? Tym razem na pewno będzie dobrze, tego się trzymajmy. Plan na randkę był przecież całkiem miły. Nie było w nim żadnych róż, żadnych mariachi, żadnego spaghetti, robienia lasu w słoiku ani lotu balonem. A może były, ale ironicznie? Zobaczymy.
Uśmiechnęła się na widok Ruelle, na którą na szczęście nie musiała długo czekać. Zdjęła okulary, by w bardziej dosadny i bezczelny sposób móc zlustrować ją wzrokiem, nie pomijając ani centymetra ciała. Nasunęła je z powrotem na nos i nachyliła się, obejmując ją delikatnie w pasie. Omiotła ją zapachem ciężkich perfum i musnęła wargami jej ucho.
— Wyglądasz ślicznie, jak księżniczka — wymruczała tuż przy jej uchu najsłodszy komplement na całym świecie. Wyprostowała się, a na jej wargach znów pojawił się uśmiech – tym razem taki ociekający dumą ze względu na ten wybitny żart.
— Nadal masz ochotę poznać kawałek mojego świata? Możemy to dziś porobić zupełnie legalnie — zaproponowała. Po ostatnim słowie pstryknęła palcami, wyraźnie o czymś sobie przypominając. Sięgnęła do kieszeni, z której wyciągnęła wąską tubkę, która okazała się papierośnicą na pojedynczy egzemplarz. Wyjęła z niej blanta, którego wręczyła tanatopraktorce.
— Na randce muszą być kwiaty — wyjaśniła. Spojrzała w górę na obskurną kamienicę, przy której stały. Znajdowały się w starszej, biedniejszej części miasta. Ta dzielnica nie słynęła raczej z restauracji, muzeów czy parków.
Ruelle I. Prescott