Uśmiechnął się łagodnie, słysząc pytanie o jego krewnych, którzy uczestniczyli w nieprzyjemnym zdarzeniu drogowym.
—
Też nie. Wszyscy są cali i zdrowi — zapewnił spokojnym tonem, żeby Phoenix się nie przejmował. Zawsze był dla partnera bardzo łagodny, właściwie był taki dla całego otoczenia, z natury. Amin cechował się opanowaniem i wewnętrznym spokojem, który bardzo często pozwalał mu załatwiać sprawy bezproblemowo i skupiać się na wykonywanych działaniach w pełni, co na pewno pomagało mu w jego zawodzie. Czuł się dobrze z tym, co robił i śmiało mógł powiedzieć, że dobrze dobrał zajęcie do jego osobowości i lubił swoją pracę.
Generalnie lubił swoje życie, nawet jeżeli w tym wszystkim był jeden, duży minus, z którym naiwnie myślał, że jakoś sobie poradzi. Nie zdawał sobie do końca sprawy, że już niedługo sprawy z tym związane mogą się pogorszyć. Chyba po prostu nie chciał w to wierzyć, bo musiałby stanąć twarzą w twarz z czymś, co mogłoby go zniszczyć. A przecież jakaś jego część wiedziała, że w końcu ojciec zacznie naciskać na niego na poważnie. Nie miał też pojęcia, że katastrofa zbliżała się coraz większymi krokami i rodzina przebywająca w Iraku miała już dla niego kandydatkę na przyszłą żonę.
—
Dobrze. Nie zamartwiaj się. Wszystko jest pod kontrolą, skarbie — odpowiedział od razu, widząc, że Phoenix się przejmuje. Trudno było mu wytrzymać, kiedy widział partnera zmartwionego, przejętego lub w złym humorze. Chciał go wtedy szybko pocieszyć i uspokoić, aby między nimi i w otoczeniu znowu było harmonijnie i otaczali się tylko pozytywną energią. Zależało mu na jego dobrym samopoczuciu, bo wiedział, że dzięki temu świat będzie im sprzyjał.
Przesunął językiem po wargach i przez chwilę patrzył na ekran z nogą założoną na Nixa. Lubił to. Zawsze chciał być blisko i gestami okazywać mu, że nadal bardzo go kocha i nie tylko; że bardzo go lubi i dobrze czuje się obok, jak najbliżej.
—
Oczywiście — przyznał i kiwnął pewnie głową dla efektu. —
Jesteś najpiękniejszym bliźniakiem jakiego kiedykolwiek widziałem — dodał i uśmiechnął się lekko, jednocześnie rozbawiony i trochę dumny, bo chociaż brzmiało to nawet zabawnie, to naprawdę tak uważał. Uwielbiał Phoenixa i ten był dla niego ideałem mężczyzny i partnera. Nawet jego brat bliźniak, chociaż bardzo podobny, nie miał w sobie tego czegoś, co pociągało Amina. Śmiało uważał, że to przede wszystkim ich dusze się połączyły, więc nie było nic dziwnego w tym, że Ron nie robił na nim wielkiego wrażenia i nigdy nie pomyliłby go z Nixem. Parsknął rozbawiony na pytanie o fryzurę, ale zgodnie z prawdą skinął głową. Właściwie nigdy o to nie pytał, bo myślał, że to jakaś ich braterska rzecz. Kiedy uzmysłowił sobie, że to chyba przypadek wydało mu się to jeszcze zabawniejsze.
Spojrzenie zamieniło się na bardziej uważne, gdy chłopak zmienił temat.
—
Lubią? — zapytał szczerze zdziwiony, Słysząc same nazwiska — Vance i Blackwell — pierwsze o czym pomyślał to stara gwiazda rocka i niespełniony niedoszły rockman, którzy chyba od zawsze się nienawidzili, przynajmniej z tego, co obiło się mu o uszy. —
Z tego co wiem, to wręcz się nienawidzą i nikomu nie dają o tym zapomnieć — mruknął, posyłając mu znaczące spojrzenie.
—
Zaraz… jakiego filmiku? — zapytał po chwili trochę zdezorientowany. Coś mu się nie zazębiało i jednocześnie sam robił się coraz bardziej ciekawy. Może Nix pomylił nazwiska? Jedyny filmik, jaki kojarzył to faktycznie z Vancem, chociaż tym młodym i nie przypomniał sobie, żeby Blackwell miał z tym cokolwiek wspólnego. Chyba.
—
Czemu miałby kłamać? — zapytał, w tym momencie już szalenie ciekawy. Ron okłamywał Nixa? Tego chyba jeszcze nigdy nie było. Coś powoli zaczynało mu się jednak układać, bo Ron trzymał się z Tristanem, a przynajmniej razem pracowali. —
Zaraz… Ten młody Blackwell miał coś wspólnego z tą seks taśmą syna Vance’a? To masz na myśli? — zapytał, aż słysząc szum we własnej głowie, kiedy jego umysł pracował na najwyższych obrotach. Jednocześnie zaczął trochę bezwiednie masować udo Nixa, jakby to pozwalało mu się jeszcze bardziej skupić.
phoenix moonstone